Emirates, jedna z największych międzynarodowych linii lotniczych na świecie, świętują szóstą rocznicę otwarcia połączenia Dubaj-Warszawa. Od inauguracyjnego rejsu w lutym 2013 roku linie przewiozły na trasie ponad 1,1 mln pasażerów w ramach 2,1 tys. lotów w obie strony. Przewoźnik oferuje polskim pasażerom codzienne połączenie bezpośrednie realizowane przez samolot szerokokadłubowy Boeing 777-300ER.

 

  • Linie przewiozły na trasie Dubaj-Warszawa i z powrotem ponad 1,1 mln pasażerów
  • Grupa Emirates zatrudnia ponad 780 Polaków
  • W ofercie pokładowej znajduje się 40 polskich filmów i albumów muzycznych oraz menu inspirowane kuchnią regionalną

 

- Szósta rocznica uruchomienia lotów do Warszawy to dla Emirates wyjątkowa data. Polska jest dla nas bardzo ważnym rynkiem i cieszymy się na dalszą ścisłą współpracę z partnerami, aby zapewnić wyjątkową obsługę naszym klientom i wspierać krajowy rozwój handlu i turystyki – powiedział Maciej Pyrka, Country Manager Emirates na Polskę.

 

Na przestrzeni ostatnich lat loty Emirates do Warszawy stwarzały nowe możliwości dla biznesu, handlu i turystyki oraz wzmacniały więzi między Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a Polską. Grupa Emirates zatrudnia przeszło 780 Polaków, w tym ponad 640 członków personelu pokładowego i 9 pilotów.

 

Linie Emirates SkyCargo przewiozły na trasie ponad 35 mln ton ładunku, w tym towarów importowanych takich jak odzież, artykuły elektroniczne, sprzęt medyczny i produkty łatwo psujące się, m.in. ryby tropikalne. Do najważniejszych produktów eksportowanych należą leki, części samochodowe, kosmetyki i produkty higieny osobistej oraz produkty łatwo psujące się takie jak świeże owoce.

 

Początkowo połączenie realizował Airbus A330, jednak ze względu na rosnące zapotrzebowanie przewoźnik wprowadził na trasie Boeinga 777-300ER, który może przewieźć do 428 pasażerów. Linie Emirates oferują polskim pasażerom bezpośrednie loty do Dubaju, a stamtąd do przeszło 150 kierunków w rozbudowanej siatce połączeń przewoźnika.

 

Na pokładzie pasażerowie mają do wyboru 4 tys. kanałów rozrywkowych w systemie ice, w tym 40 polskich albumów muzycznych i filmów takich jak Podatek od miłości czy Pewnego razu w listopadzie. Obsługę na najwyższym poziomie gwarantuje wielonarodowy personel pokładowy złożony z 23 tys. przedstawicieli 135 krajów mówiących w przeszło 60 językach. We wszystkich klasach pasażerom przysługuje bezpłatny pakiet 20 MB danych pokładowego Wi-Fi, który zapewni im kontakt z rodziną i przyjaciółmi w czasie lotu.

 

Samolot rejsu nr EK179 Emirates wyrusza z Dubaju o 8.05 i ląduje w Warszawie o 11.20* czasu lokalnego. Lot powrotny EK180 z Warszawy rozpoczyna się o 13.25* z lądowaniem w Dubaju o 22.05 czasu lokalnego. *Według zimowego rozkładu lotów

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018

Birma – niezwykła kraina życzliwości

AGATA CIEŚLAK

www.beforewegetold.pl

           

<< Malownicze, wiejskie krajobrazy poprzecinane tysiącem złotych pagód, bezinteresowne uśmiechy pojawiające się na pomalowanych „thanaką” twarzach życzliwych mieszkańców, chodniki pełne charakterystycznych czerwonych plam, na każdym kroku przypominających o birmańskiej tradycji żucia betelu, ciężko pracujące, a mimo to radosne dzieci o dużych oczach, z ciekawością obserwujące zagranicznych przybyszów – to właśnie Birma (Mjanma), niesamowita kraina, która raz odwiedzona nie daje o sobie zapomnieć. Leży nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim, a jej terytorium rozciąga się wzdłuż rzeki Irawadi. Jeszcze do niedawna pozostawała w całkowitej izolacji. Przez długi czas władzę w kraju sprawowała junta wojskowa, która skutecznie odcinała jego mieszkańców od jakichkolwiek zagranicznych wpływów. Dopiero w 2011 r., po wielu latach despotycznych rządów, Birma powoli zaczęła otwierać się na świat. Piękne krajobrazy, serdeczne serca Birmańczyków oraz urokliwe, nieskażone współczesną cywilizacją rejony sprawiają, że dzisiaj jest jednym z najchętniej odwiedzanych państw w Azji Południowo-Wschodniej. >>

Nie odważyłabym się napisać, że w 2018 r. nie dotarła tu masowa turystyka. Kraj szybko się rozwija, a jego mieszkańcy są coraz bardziej świadomi korzyści płynących z przyjmowania zagranicznych gości. Skalę zjawiska prezentują dostępne statystyki dotyczące liczby odwiedzających. W 2010 r. do Birmy zawitało niespełna 800 tys. turystów, ale w 2017 r. było ich już blisko 3,5 mln. Z powodu tłumów, jakie ściągają obecnie do sąsiedniej Tajlandii (niemal 35,5 mln zagranicznych gości w 2017 r.), warto rozważyć wizytę w tym mniej popularnym kraju, póki wciąż można tutaj znaleźć miejsca, do których dociera niewielu przyjezdnych.

 

Jezioro Inle - sieci rozpiete na koszach

© Myanmar Touri sm Marketi ng/shutter sto ck/natta nan726

 

Pod względem zajmowanego terytorium Birma (Mjanma, oficjalnie Republika Związku Mjanmy) jest drugim największym państwem w Azji Południowo-Wschodniej, zaraz po Indonezji (ma ok. 676,5 tys. km² powierzchni). Leży w strefie klimatu zwrotnikowego, wilgotnego, monsunowego. Wyróżnia się tu trzy pory roku: suchą chłodną (od listopada do lutego), suchą gorącą (od marca do maja) oraz deszczową (od czerwca do października). Najlepszy termin na zwiedzanie kraju to okres od listopada do lutego. Wówczas opady deszczu praktycznie nie występują, a temperatura utrzymująca się na poziomie ok. 25°C nie daje się we znaki. Z Polski najłatwiej dotrzeć samolotem do miast Rangun lub Mandalaj. Najczęściej loty odbywają się z przesiadką w Singapurze, Hongkongu, Bangkoku, Dosze czy Dubaju.

 

Birmańskie dzieci z twarzami ozdobionymi szarożółtawą pastą nazywaną thanaką

© Col umb us Tra vel s and Tours

 

NIESAMOWITE TRADYCJE

Podczas kilkumiesięcznej podróży po wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej to właśnie birmańskie zwyczaje i kultura urzekły mnie najbardziej. Wieloletnie odizolowanie Birmy od reszty świata sprawiło, że wciąż mocno kultywuje się w niej lokalne tradycje, niezmiernie ciekawe dla turystów zza granicy. Najczęściej kojarzą się z nią pomalowane na jasnożółto twarze mieszkańców. Do wykonania wzorów stosuje się thanakę, czyli mieszankę wody i startego drewna z różnych drzew. Gotową pastę ze starannością rozprowadza się na twarzach kobiet i dzieci, rzadko mężczyzn. Chroni ona przed szkodliwym działaniem słońca, a w tutejszej kulturze stanowi rodzaj makijażu.

                Panowie raczej nie używają thanaki, ponieważ jest to uważane za mało męskie. Inaczej niż w Europie mężczyźni ubierają się tu w longyi (lungi), czyli długą chustę charakterystycznie przewiązaną z przodu na wysokości bioder, przez co przypominającą spódnicę. Oczywiście, można spotkać Birmańczyków w spodniach, jednak znaczna ich część preferuje tradycyjny strój, który nie krępuje ruchów i w gorącym klimacie przepuszcza więcej powietrza.

                Domeną prawdziwego mężczyzny z krwi i kości jest żucie betelu, składającego się głównie z liści pieprzu żuwnego z dodatkiem anyżu, goździków, kardamonu czy gałki muszkatołowej. Ma on działanie lekko pobudzające i jak większość używek uzależnia. Poza tym zabarwia zęby na czarno, a ślinę na czerwono. To właśnie dumnie spluwający mężczyźni z czarnym uzębieniem są odpowiedzialni za upstrzone czerwonymi plamami chodniki. Ta wątpliwa estetycznie atrakcja jest niejako wizytówką Birmy, choć rząd od jakiegoś czasu stara się walczyć z tym zwyczajem. Podobno podjęto próby wprowadzenia zakazu plucia, ale rezultatu obostrzeń praktycznie nie widać.

 

BIRMAŃSKIE SMAKI

Ten rozległy kraj zamieszkuje wiele mniejszości etnicznych. Dodatkowo jego sąsiedzi (Tajlandia, Indie czy Chiny) mogą poszczycić się bogatymi tradycjami kulinarnymi. Birmańskie potrawy są więc bardzo różnorodne, jednak istnieją dwa składniki powtarzające się w nich bez względu na region: ryż i makaron. Uliczne garkuchnie serwują dania, w których główną rolę odgrywa wiele odmian ryżu, od lepkiego po sypki. Makaron występuje w kilku wersjach, różniących się grubością nitek. Potrawy podawane są z warzywami, mięsem lub owocami morza. Co ciekawe, wszelkie dodatki serwuje się najczęściej w osobnych małych miseczkach. W efekcie na stole ląduje zazwyczaj łącznie kilkanaście mniejszych lub większych naczyń. Poza tym w Birmie do jedzenia nie używa się noży, a jedynie łyżek, widelców lub pałeczek. Częstym przysmakiem są również zupy: wegetariańskie, mięsne lub z owocami morza, ale zawsze z dużą ilością warzyw i wyczuwalnej kolendry.

                Do posiłków zwykle podawana jest herbata, która zajmuje szczególne miejsce wśród kulinarnych tradycji kraju. W Birmie praktykuje się picie herbaty w ulicznych kafejkach. Siedząc na charakterystycznych niskich, plastikowych krzesełkach, Birmańczycy od rana do wieczora popijają serwowany w dzbankach napój. Rozmawiają ze sobą, obserwują rzeczywistość, razem spędzają czas.

                W gorące dni świetnie orzeźwia woda z kokosa lub świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej. Piwosze nie powinni być zawiedzeni, ponieważ lokalne piwo Myanmar niczym nie odbiega od produktów pochodzących z naszych polskich browarów.

 

W złotej stupie Szwedagon zgodnie z tradycją przechowywanych jest osiem włosów Buddy

© Myanmar Touri sm Marketi ng/Nyaunt Nai ng

 

TĘTNIĄCE ŻYCIEM MIASTO

Położony na południu Rangun (Yangon) to blisko 8-milionowa metropolia, stanowiąca ważny ośrodek kulturalny i gospodarczy w państwie. Przez ponad 150 lat (od 1853 do 2006 r.) był on stolicą Birmy (obecnie tę funkcję pełni Naypyidaw, Nay Pyi Taw). Mimo utraty tak ważnej roli kolorowe miasto wciąż tętni życiem i razem z północnym Mandalaj jest jednym z dwóch największych skupisk ludności w kraju.

                Gwarne i zatłoczone ulice na pozór szarej metropolii wydają się nigdy nie spać. Od samego rana lokalne garkuchnie kuszą zapachami, barwne longyi suną po wąskich chodnikach, a w tle słychać szczekanie bezpańskich psów. Sprzedawcy usług telefonii komórkowych wyrastają na każdym rogu, kolorowe stragany przyciągają świeżymi owocami, a umorusane dzieci ciekawie zerkają na turystów, gdy pomagają rodzicom w pracy. Ruch samochodowy istnieje, ale zasady poruszania się po drogach już niekoniecznie. Co prawda są znaki, pasy dla pieszych, sygnalizacja świetlna, ale nikt specjalnie nie zwraca na to uwagi. Skutery przeciskają się pomiędzy autami, a piesi, wśród głośnego akompaniamentu klaksonów, próbują wywalczyć kilka sekund, aby przejść na drugą stronę jezdni.

                Stare zabudowania z obdrapanymi fasadami upstrzone zostały wszelkiego rodzaju okablowaniem, antenami satelitarnymi i szyldami. Tutaj naprawiają pralki, a zaraz za rogiem znajduje się serwis telefonów. Chodniki usiane są herbaciarniami, gdzie rozwija się życie towarzyskie mieszkańców miasta. W tym całym rozgardiaszu jest jednak pewna harmonia, która sprawia, że Rangun ma niepowtarzalny klimat.

                Mieniąca się milionami odcieni złota świątynia Szwedagon (Shwedagon) góruje nad metropolią i kontrastuje swoim bogactwem z ubóstwem codziennego życia. Wysoka na 99 m buddyjska stupa uchodzi za jedno z najświętszych miejsc w Birmie. Została ponoć zbudowana ponad 2,6 tys. lat temu, a legenda głosi, że znajduje się w niej osiem włosów samego Buddy. Szwedagon stanowi centrum życia religijnego w mieście. Główna stupa otoczona jest wieloma mniejszymi, złotymi kapliczkami, co sprawia, że cały kompleks robi ogromne wrażenie. Podobno ilość złota, której użyto do ozdobienia świątyni, może ważyć nawet do 9 t!

                Do pagody warto udać się późnym popołudniem, kiedy słońce zaczyna zbliżać się ku zachodowi i oświetla złote fasady budowli. Prawdziwy spektakl rozpoczyna się jednak wieczorem, gdy kompleks rozświetlają tysiące zapalonych przez wiernych świeczek. Wokół unosi się charakterystyczny zapach kadzideł i rozbrzmiewa kojąca melodia modłów. Podniosła atmosfera kontrastuje z migającymi smartfonami birmańskiej młodzieży. Świątynia jest nie tylko miejscem modlitwy, ale również swoistym centrum, dookoła którego toczy się życie towarzyskie mieszkańców.

                Żeby przyjrzeć się codziennej rzeczywistości Birmańczyków, warto wsiąść do tzw. Yangon Circular Train, czyli pociągu okrążającego metropolię i przejeżdżającego przez okoliczne wioski i przedmieścia. Choć to dobrze znana turystom atrakcja, sama linia kolejowa wcale nie została stworzona na potrzeby turystyki. Funkcjonuje od 1954 r. i korzystają z niej osoby dojeżdżające do pracy. Przejażdżka jest więc okazją do obserwowania prawdziwego życia miejscowych.

                W ciągu ok. 3 godz. pociąg pokonuje blisko 46 km i zatrzymuje się na 39 tętniących życiem stacjach. Do wagonów wchodzą mężczyźni z czarnymi od betelu zębami sprzedający taśmę izolacyjną czy nożyczki. Kobiety z koszami na głowie oferują pasażerom owoce. Umalowane thanaką dziecięce twarze wykrzywiają się podczas dźwigania ogromnych ilości kukurydzy. Na każdej stacji do okien podbiegają Birmanki z tacami pełnymi smakołyków i orzeźwiających napojów. Wszyscy gdzieś się przemieszczają i próbują zarobić parę groszy. Gdy patrzy się na ten rozgardiasz z perspektywy Europejczyka, ciężko nie zawstydzić się przed sobą za narzekanie na zachodnie warunki pracy.

 

MAGICZNY ŚWIAT Z POCZTÓWEK

W każdym kraju znajduje się takie miejsce, które jest jego swoistą wizytówką, ikoną pojawiającą się na większości pocztówek. W Birmie tę rolę odgrywa położone w prowincji Mandalaj dawne miasto Pagan (Bagan). Było ono niegdyś stolicą Królestwa Paganu, którego początki sięgają IX w. Najbardziej dynamicznie rozwijało się za panowania króla Anawrahty (w latach 1044–1078) – władca zainicjował budowę wielu obiektów sakralnych. Obecnie stanowisko archeologiczne Pagan zajmuje 104 km2 i usiane jest ponad 2,2 tys. buddyjskich pagód, klasztorów czy świątyń.

                Codziennie o wschodzie słońca nad wierzchołkami budowli unosi się mnóstwo balonów, tak dobrze znanych z birmańskich pocztówek. Aby podziwiać ten niesamowity spektakl, warto wdrapać się na jedną z wyższych świątyń, skąd rozpościera się dobry widok na otuloną pierwszymi promieniami słońca panoramę Pagan. Popularnym miejscem, w którego rejonie codziennie o świcie gromadzi się najwięcej turystów, jest pagoda Shwesandaw. To tu setki obiektywów patrzą w stronę wschodzącego słońca, a co wytrwalsi amatorzy fotografii już na kilka godzin przed nastaniem dnia rozkładają swoje statywy w najlepszych punktach. Podobnie wygląda to podczas zachodu słońca, choć wtedy uzbrojeni w aparaty ludzie okupują pagodę Bulethi. Promienie słoneczne malują okolicę na ciepłe kolory i niesamowicie podkreślają bezkres całego kompleksu.

                Pagan można zwiedzać na wiele sposobów: wynajętym skuterem, taksówką lub nawet powozem konnym. Cały obszar strefy archeologicznej jest bardzo rozległy i nie da się zobaczyć wszystkiego w trakcie jednej wizyty. Najlepiej spędzić tutaj dwa, trzy dni. Warto też zdecydować się na lot balonem nad wierzchołkami świątyń o wschodzie słońca. Tylko z tej perspektywy można zdać sobie sprawę z rozmachu, z jakim zbudowano miasto – las budowli zdaje się ciągnąć bez końca.

 

Zabytkowe budowle sakralne w mieście Pagan

© Myanmar Touri sm Marketi ng/Hta y Wi n

 

STOLICA WIDMO

Gdybym miała powiedzieć, które miejsce najbardziej zaskoczyło mnie podczas pobytu w Birmie, bez wahania wskazałabym stolicę kraju. Naypyidaw to pięciokrotnie większa od Nowego Jorku metropolia (zajmuje powierzchnię ponad 7 tys. km²), gdzie mieszka jedynie ok. 1,2 mln osób. Ogromne, luksusowe hotele rodem z Las Vegas świecą pustkami. Na szerokich ulicach, z 20-pasmową autostradą na czele, próżno szukać wielu samochodów. W birmańskiej stolicy znajduje się największe w całej Azji Południowo-Wschodniej zoo (Naypyidaw Zoological Gardens), które najczęściej odwiedzane jest przez... jego pracowników. Metropolia może poszczycić się także nowoczesnymi przystankami komunikacji miejskiej, jednak rzadko jeżdżą tu autobusy. To tylko kilka przykładów absurdów Naypyidaw, które sprawiają, że to dziwne miasto widmo robi ogromne wrażenie!

              Historia powstania nowej stolicy Birmy jest niesamowicie ciekawa. Podobno zbudowano ją z powodu przepowiedni astrologa, który podszepnął rządzącemu wówczas od 1992 r. generałowi Than Shwe, że przewiduje ataki na Birmę ze strony zachodnich mocarstw. Podatny na sugestie polityk uznał, że pełniący funkcję stołecznego ośrodka Rangun znajduje się zbyt blisko morza, co czyni go łatwym celem dla wroga. W 2002 r. zarządził więc założenie całkowicie nowego miasta, ok. 320 km na północ stąd.

              Nową stolicę wznoszono w tajemnicyzarówno przed innymi krajami, jak i samymi Birmańczykami. Budowa wielkiej metropolii pochłonęła miliony kiatów. Termin przeprowadzki został określony przez wspomnianego astrologa i przypadł na 6 listopada 2005 r. Ku wielkiemu zaskoczeniu mieszkańców Rangunu punktualnie o wyznaczonej porze tysiące załadowanych ciężarówek wyruszyło w kierunku Naypyidaw. Pięć dni później do nowej stolicy przesiedlono również wszystkich urzędników. Zupełnie zaskoczeni pracownicy państwowi próbowali oponować, jednak wszelkie protesty uciszane były groźbą więzienia, a tiry z całym ich dobytkiem eskortowała junta wojskowa. Ponad dwa lata potem, w marcu 2008 r., zorganizowano jeszcze bardziej spektakularne przenosiny – z Rangunu do Naypyidaw przewieziono ciężarówkami całe zoo, liczące 420 okazów zwierząt!

              W nowej stolicy wyznaczono kilka stref, które dzielą ją na część rządową, wojskową, dyplomatyczną, hotelową czy mieszkalną. Szerokie ulice są opustoszałe, a nowoczesne przystanki autobusowe zdają się nie funkcjonować. Czerwono-białe krawężniki, przywodzące na myśl tor wyścigowy, kontrastują z uśpionym miastem. Największą atrakcją jest słynna 20-pasmowa autostrada, na środku której można swobodnie spacerować i robić zdjęcia, ponieważ bardzo rzadko przejeżdża tu jakikolwiek samochód. Pozłacane hole ogromnych hoteli świecą pustkami, a wnętrza luksusowych pokoi bardzo odbiegają swoim wystrojem od typowych standardów, na jakie mogą sobie pozwolić Birmańczycy. Dachy budynków mieszkalnych pomalowano na różne kolory, które sygnalizują rangę społeczną ich lokatorów. Przykładowo niebieski oznacza domy przeznaczone dla pracowników służby zdrowia, a zielony – ministerstwa rolnictwa.

              Budowa nowej stolicy pochłonęła spore sumy pieniędzy z budżetu państwa, co spowodowało znaczną podwyżkę cen w kraju. Dla większości ubogich Birmańczyków życie w Naypyidaw było zbyt drogie. Duży wpływ na sytuację w mieście miał także cyklon Nargis, który w maju 2008 r. nawiedził południowe tereny Birmy i zabił ponad 138 tys. osób. Spowodował on mnóstwo zniszczeń, a tysiące ludzi pozbawił dachu nad głową. Nikogo nie było stać na przeprowadzkę do ekskluzywnej stolicy. Ze względu na te wszystkie uwarunkowania ogromne miasto Naypyidaw stanowi dzisiaj przede wszystkim siedzibę rządu, podczas gdy najbardziej zaludnionymi ośrodkami w kraju wciąż pozostają Rangun i Mandalaj.

 

PŁYWAJĄCE WIOSKI

Niecodzienną atrakcją w Birmie jest jezioro Inle, jej drugi co do wielkości słodkowodny zbiornik wodny (ma powierzchnię ok. 116 km2). Ponad 450 lat temu schronili się tutaj ludzie z grupy etnicznej Intha, którzy uciekali przed walkami plemiennymi. Szybko przystosowali się oni do trudnych warunków życia na wodzie i na dobre osiedlili się na Inle. Na drewnianych palach postawili domy, świątynie i szkoły, a żeby zaspokoić głód, wymyślili własny sposób łowienia ryb i uprawiania roślin.

                Aby odwiedzić jezioro, wystarczy podejść do jednej z setek łodzi zacumowanych w miejscowości Nyaungshwe i zapłacić wioślarzowi, który przez cały dzień będzie z nami pływać. Wycieczkę warto rozpocząć o świcie, ponieważ wtedy na otulonej mgłą tafli Inle odbywa się prawdziwy spektakl! Pierwsze promienie słońca, przedzierając się zza pobliskiego wzgórza, oświetlają ubranych w tradycyjne, pomarańczowe stroje rybaków z grupy etnicznej Intha. Stoją oni na skraju drewnianych łodzi i zarzucają do wody siatkowe kosze do łowienia ryb. Aby przemieszczać się po jeziorze, w charakterystyczny sposób popychają wiosła stopą. Trzeba przyznać, że ich umiejętność utrzymania równowagi na dziobach chwiejnych łajb jest godna podziwu!

                Gdy mgła opadnie, a słońce już na dobre wzniesie się ponad horyzont, łódź z turystą mknie dalej, mijając zielone dywany pływających ogrodów. To na nich uprawiane są podobno najlepsze w Birmie pomidory. Podczas całodniowej wycieczki po jeziorze sterujący łodzią zatrzymuje się w wielu sklepikach z pamiątkami lub przy buddyjskich świątyniach. Jest tu również bazar, na którym spróbować można lokalnych smakołyków. Turyści odwiedzają także zakłady, gdzie w tradycyjny sposób wytwarza się biżuterię czy tkaniny. Jedno z najciekawszych miejsc stanowi wytwórnia cygaretek, w której uśmiechnięte Birmanki ręcznie zwijają liście i ochoczo częstują zwiedzających dymkiem. Oczywiście, od tych uroczych kobiet można kupić gotowe cygaretki, zapakowane w ładne, wzorzyste puszki.

                Na zainteresowanie zasługuje też wytwórnia tkanin z kwiatu lotosu, gdzie wiekowe mieszkanki jeziora tkają barwne materiały. Używają do tego tradycyjnych, drewnianych krosien. Zgrabnie operując dłońmi i stopami, tworzą kolorowe arcydzieła. Spod rąk przemiłych kobiet wychodzą wzorzyste chusty, suknie czy torebki, dostępne do kupienia w tutejszych rzemieślniczych sklepikach.

                Jezioro Inle zamieszkują również sędziwe matrony z grupy etnicznej Padaung (Kayan Lahwi), które noszą na szyjach, rękach i łydkach ciężkie, metalowe obręcze. Te „panie z długimi szyjami” już od mniej więcej piątego roku życia zaczynają ozdabiać ciało tego rodzaju biżuterią i z wiekiem nakładają kolejne bransolety. Najstarsze kobiety mają nawet do 10 kg obręczy na jednej nodze! Uśmiechnięte ochoczo pozują do zdjęć i zapraszają do zakupów.

                Wizyta na jeziorze Inle jest dość komercyjną wycieczką, nastawioną na skłonienie jej uczestników do zakupu pamiątek i przeróżnych wyrobów rzemieślniczych. Trzeba przyznać, że to bardzo turystyczne miejsce, ale gdy zamiast na kolejny sklep skieruje się wzrok w drugą stronę, można przyjrzeć się prawdziwemu życiu na wodzie. Uśmiechnięte dzieci bez potknięcia biegają po wąskich kładkach. Starzec z cygarem w pomarszczonej dłoni odpoczywa na ganku. Muskularni młodzieńcy ukradkiem podglądają kobiety myjące włosy w jeziorze. Wszystkie te sceny rozgrywają się w wolnym rytmie przepięknych wschodów i zachodów słońca, wśród stukotu pływających łodzi, mieszającego się z odgłosem migawek tysięcy aparatów zagranicznych turystów.

***

                Odwiedziny w egzotycznej i barwnej Birmie sprawiają, że stale chce się wracać do tej niezwykłej krainy uśmiechu. Niespotykana życzliwość płynąca z serc Birmańczyków na dobre zapada w pamięć i zachęca do naśladowania ich postawy. Ten kraj to nie tylko malownicze krajobrazy i piękne pagody. To przede wszystkim niezmiernie przyjaźni ludzie, od których można nauczyć się otwartości i którym warto odwdzięczyć się najszczerszym uśmiechem.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Lato nad węgierskim Balatonem

9126_a4.jpg

Rodzinne wakacje nad Balatonem

©MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁR

 

Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Choć Węgry, położone między Austrią, Słowacją, Ukrainą, Rumunią, Serbią, Chorwacją i Słowenią, nie mają obecnie dostępu do morza, znakomicie radzą sobie z tą niedogodnością. Dzięki niej Madziarzy mogą w pełni docenić tutejsze jeziora, rzeki i źródła termalne, a należą one do prawdziwych skarbów tego kraju. W czasach PRL-u, gdy wyjazdy za żelazną kurtynę stanowiły przywilej niewielu osób, to m.in. węgierski Balaton robił prawdziwą furorę wśród kierunków urlopowych. Mimo iż dziś granice są już otwarte, a wycieczki na słoneczne południowe wybrzeża Europy wcale nie kosztują dużo, wciąż cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem turystów z zagranicy, w tym Polaków. 

Więcej…