BARBARA TEKIELI

 

« Przez ostatnie lata województwo śląskie dynamicznie się zmieniało. Z tego względu dziś zalicza się je do najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc w Polsce. Ogromnym atutem regionu jest jego odmienna kultura. Odzwierciedlają ją śląskie zwyczaje, święta, tradycyjne stroje i kuchnia. »

Ambasador kultury polskiej – Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny – od lat rozsławia nasz kraj na wszystkich kontynentach. Dawne kopalnie, zakłady przemysłowe i dzielnice górnicze po rewitalizacji dostają drugie życie. Święto Szlaku Zabytków Techniki INDUSTRIADA bije w czerwcu rekordy popularności. Na tej trasie turystyki industrialnej znajdują się prawdziwe perełki, takie jak Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, czy Sztolnia Królowa Luiza w Zabrzu, laureat tegorocznej nagrody Europa Nostra.

 

Śląskiemu jest po drodze z kulturą. Każdego roku gości wielkie festiwale muzyczne. Zamki i strażnice władców ze Szlaku Orlich Gniazd (wytyczonego w województwie śląskim i małopolskim) przyciągają turystów wydarzeniami kulturalnymi i nowymi atrakcjami. Warto je odwiedzić w czasie najsłynniejszej związanej z nim imprezy – wrześniowej JUROMANII. 

 

GWIAZDA SZLAKU 

Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach jest jedną z czterech największych gwiazd Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego. Od 2004 r. zarówno ona, jak i Sztolnia Czarnego Pstrąga znajdują się na liście Pomników Historii. Dziesięć lat później kopalnia została włączona do Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (European Route of Industrial Heritage – ERIH) jako jeden z tzw. punktów kotwicznych, a 9 lipca 2017 r. jej podziemia wraz z systemami odwadniania, infrastrukturą wodociągową i krajobrazem kulturowym wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

To jedyne w Polsce miejsce, gdzie trasą turystyczną można wyruszyć na zwiedzanie wyrobisk pozostałych po wydobyciu srebra, ołowiu i cynku. Wszystko miało się zacząć od przypadkowego odkrycia dokonanego na przełomie XV i XVI w. przez chłopa zwanego Rybką, zamieszkującego osadę Tarnowice (obecnie dzielnicę Tarnowskich Gór pod nazwą Stare Tarnowice), który orząc pole, natrafił na bryłę kruszcu. Dzięki temu położone na północnych krańcach Górnego Śląska Tarnowskie Góry stały się później jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w tej części Europy. Wydobycie rud srebra, ołowiu i cynku pociągnęło za sobą znaczący rozwój miasta, a jego mieszkańcom zapewniało dostatek. Pozyskiwano tu głównie tzw. galenę, czyli rudę ołowiu z domieszką srebra. 

 

W połowie XVI stulecia Tarnowskie Góry były największym producentem ołowiu i srebra w tej części kontynentu. Według historyków pochodzący stąd ołów miał pośredni wpływ na rozwój międzynarodowego handlu i ogólne ożywienie gospodarcze w Europie. Z kolei srebro transportowano aż do Chin, które wykorzystywały je do produkcji monet.

 

W styczniu 1788 r. w państwowej kopalni Fryderyk po raz pierwszy w tej części kontynentu zastosowano maszynę parową do odwadniania podziemi. Urządzenie odwadniające skonstruowano w należącej do słynnego angielskiego przemysłowca Samuela Homfraya (1762–1822) hucie żelaza Penydarren w południowej Walii. Wieść o uruchomieniu cuda ówczesnej techniki szybko rozeszła się po Europie. Do Tarnowskich Gór zaczęły wkrótce przybywać osoby chcące na własne oczy zobaczyć maszynę. Wśród nich byli władcy, politycy, wojskowi, naukowcy i artyści. W księdze gości pośród wpisów blisko 900 znanych postaci widnieje też ten zamieszczony przez Józefa Wybickiego (1747–1822), twórcę słów do pieśni, która stała się polskim hymnem narodowym.

 

Obecnie tarnogórska kopalnia jest jedną z największych atrakcji turystycznych w Polsce. To idealne miejsce do realizowania projektów o charakterze edukacyjnym i kulturowym. Do najciekawszych tutejszych imprez należą wydarzenia związane z INDUSTRIADĄ czy odbywający się 1 maja Piknik na ul. Maszynowej. Na terenie Skansenu Maszyn Parowych organizowane są plenerowe przedstawienia teatralne, koncerty i pokazy.

 

Po zwiedzaniu można wybrać się do oberży słynącej z lokalnego piwa oraz dań kuchni śląskiej i polskiej. „Restauracja 10 stopni” działa w dawnym nadszybiu. Nazwa lokalu utrzymanego w stylu postindustrialnym oznacza wysokość temperatury utrzymującej się w tarnogórskich podziemiach. 

 Wnętrza Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach – komora Srebrna z rzeźbami górników

© STOWARZySZEnIEMIŁOŚnIKÓWZIEMITARnOGÓRSKIEJ

 

AMBASADOR KULTURY POLSKIEJ

Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny od 66 lat promuje bogactwo polskiej kultury. Jest drugim po Państwowym Zespole Ludowym Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego zespołem folklorystycznym rozpoznawalnym na całym świecie. Koncertował w 44 krajach na pięciu kontynentach. Zdobył wiele prestiżowych nagród i wyróżnień. Dał powyżej 7 tys. koncertów dla ponad 25 mln widzów. W swoim repertuarze ma 18 programów artystycznych, które prezentują 70 polskich regionów. Wśród 20 t strojów noszonych przez chórzystów i tancerzy na scenie znajduje się 22 tys. kompletów ze wszystkich etnograficznych regionów Polski. Największą część stanowią kostiumy ze Śląska.

 

Zespół ma w swoim repertuarze tańce narodowe, pieśni i utwory wokalne, chóralne i oratoryjne, stworzone głównie przez wybitnych kompozytorów polskich, ale i światowych. Ważne miejsce w jego programach zajmuje muzyka m.in. Wojciecha Kilara, Stanisława Hadyny, Czesława Grabowskiego, Janusza Stalmierskiego czy Romualda Twardowskiego. Od początku swojego istnienia „Śląsk” nieprzerwanie uczestniczy w międzynarodowej wymianie kulturalnej. Współpracuje z licznymi, rozsianymi po całym świecie zespołami polonijnymi. Tradycyjnie utrzymuje kontakty z grupami funkcjonującymi w USA, Kanadzie, Francji, Niemczech i Austrii oraz za wschodnią granicą. Uniwersalny język muzyki etnicznej daje nieograniczone możliwości rozwijania współpracy międzynarodowej.

 

Pierwszy, najbardziej znany program zespołu, opracowany przez jego twórców, kompozytora, dyrygenta, muzykologa i pisarza Stanisława Hadynę (1919–1999) oraz choreografkę i pedagog Elwirę Kamińską (1912–1983), przyniósł „Śląskowi” sławę, uznanie i liczne nagrody na całym świecie. W 2019 r. przypada 100. rocznica urodzin tego pierwszego. Dlatego też Sejmik Województwa Śląskiego ustanowił go Rokiem Stanisława Hadyny. Z tej okazji zaplanowano wiele koncertów. Szczególny odbędzie się 30 sierpnia w wiślańskim amfiteatrze, który nosi imię współzałożyciela zespołu. Kolejne ważne koncerty uświetnią IV Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny „Silesia” w Koszęcinie (od 2 do 8 września).

 

W maju 2017 r. podpisano umowę o współprowadzeniu „Śląska” z ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Siedziba zespołu znajduje się w Koszęcinie w powiecie lublinieckim. Tu funkcjonuje również Śląskie Centrum Edukacji Regionalnej prowadzące działalność edukacyjną i kulturalną, w tym Letnią Szkołę Artystyczną. Oferta cieszy się dużym zainteresowaniem, co potwierdza liczba już zrealizowanych 7 tys. godz. warsztatowych.

Jeden z niezmiernie widowiskowych koncertów Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im.Stanisława Hadyny

© W.KORPUSIK/ŚLĄSKAORGAnIZACJATURySTyCZnA

 

ŚLĄSK W PIGUŁCE

O przywiązaniu mieszkańców województwa śląskiego do tradycji świadczy zachowanie najpiękniejszych fragmentów katowickich osiedli robotniczych Giszowiec i Nikiszowiec, prawdziwych pereł Szlaku Zabytków Techniki. Miejscowa architektura grała w wielu filmach, a sam region jest często wykorzystywany jako plener przez znanych reżyserów. Ostatnio wieś Rudy w powiecie raciborskim rozsławił wielokrotnie nagradzany i promowany poza granicami Polski film Pawła Pawlikowskiego Zimna wojna ze wspaniałymi zdjęciami. Wspomniane katowickie osiedla pojawiały się w produkcjach Kazimierza Kutza (1929–2018). Ten najbardziej znany popularyzator tradycji i historii ziemi śląskiej nazywał Nikiszowiec Śląskiem w pigułce. Nagrywano tu sceny do takich filmów jak Angelus Lecha Majewskiego, Kolejność uczuć Radosława Piwowarskiego, Grzeszny żywot Franciszka Buły Janusza Kidawy, Barbórka Macieja Pieprzycy czy Piąta pora roku Jerzego Domaradzkiego.

 

Turyści chętnie zaglądają do Giszowca i Nikiszowca, bo nigdzie indziej nie znajdują podobnej atmosfery i autentyczności. Unikatowe na skalę europejską, powstałe ponad 100 lat temu osiedla budzą zachwyt nie tylko wśród miłośników architektury i urbanistyki, ale też fanów śląskiego folkloru. W rankingu platformy TripAdvisor figurują wśród najciekawszych miejsc w Katowicach. 

 

Giszowiec, którego obiekty wpisano do rejestru zabytków, nie przypomina już co prawda siebie sprzed wieku. Większość obecnego osiedla zajmują nowe budynki mieszkalne, ale to, co ocalało, nadal przyciąga wielu turystów poszukujących prawdziwego Śląska. Starego Giszowca broni główny bohater filmu Paciorki jednego różańca Kazimierza Kutza. Karol Habryka nie chce wyprowadzić się ze swojego domu i pozwolić, aby w jego miejscu wybudowano nowe bloki z wielkiej płyty. Jego losy stanowią nawiązanie do historii osiedla.

 

AKTYWNA PSZCZYNA

Nieduża, 26-tysięczna Pszczyna, słynąca z jednego z najpiękniejszych zamków w Polsce i pokazowej Zagrody Żubrów usytuowanej w zabytkowym parku, przypadnie do gustu osobom lubiącym spędzać czas aktywnie. Blisko historycznego centrum leży Ośrodek Sportów Wodnych w Łące. To nie tylko raj dla amatorów konkretnych dyscyplin, ale też świetne miejsce na weekendowe wypady. Można tutaj popływać łodziami, jachtami, kajakami, rowerami i skuterami wodnymi. Ośrodek ma świetne zaplecze z toaletami i prysznicami. Na jego terenie znajduje się kawiarenka i pole kempingowe przeznaczone pod namioty, przyczepy kempingowe i kampery. Przy brzegu jeziora Łąka cumują żaglówki. Można tu również odbyć kurs żeglarski czy windsurfingowy. 

 

Miłośnicy jazdy na dwóch kółkach mają do wyboru w okolicy miasta łącznie osiem samoobsługowych stacji wypożyczania jednośladów i 80 rowerów, a liczba ta co roku wzrasta. Pierwsza trasa rowerowa z prawdziwego zdarzenia połączyła Pszczynę z zaporą na Wiśle w Goczałkowicach-Zdroju (Jeziorem Goczałkowickim). Obecnie powstaje nowa sieć ponad 20 km utwardzonych ścieżek, która uzupełni braki dróg w okolicy i umożliwi dojazd rowerem z centrum miasta do pobliskich wsi, np. Wisły Małej i Ćwiklic, słynących z zabytków architektury drewnianej. W tych drugich znajduje się jedna z najstarszych drewnianych świątyń w Polsce (Kościół św. Marcina).

 

W 2018 r. w Pszczynie powstał także unikatowy obiekt dla miłośników nurkowania (jedyny taki w kraju). Stare zbiorniki przeciwpożarowe przystosowano do prowadzenia ćwiczeń dla nurków. Stworzono tu warunki odpowiednie zarówno dla osób początkujących, jak i zaawansowanych instruktorów czy ratowników trenujących poruszanie się w ciasnych korytarzach. Z obiektu mogą korzystać też szkoły nurkowe i nauczyciele nurkowania ze swoimi uczniami. 

 

Pszczyna słynie również z licznych imprez kulturalnych odbywających się w weekendy w pięknym otoczeniu starej części miasta i zabytkowego Parku Pszczyńskiego. W maju swoje święto ma najsłynniejsza tutejsza mieszkanka – uhonorowana ławeczką księżna pszczyńska Daisy (Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, 1873–1943). Z jego okazji organizuje się kilkanaście wydarzeń kulturalnych, które związane są z pasjami i działalnością tej osobistości. Cały rynek zamienia się wtedy w wielki ogród pokazowy. Dekoracje przygotowują centra ogrodnicze z południowej Polski. Roślinne dzieła sztuki można podziwiać bezpłatnie w dzień i po zapadnięciu zmroku, bo są pięknie oświetlone. W mieście warto także wziąć udział w Nocnej Grze Książęcej czy Majówce Konnej oraz wybrać się na koncerty Von Promnitz Tour.

 

W Pszczynie już dwukrotnie odbył się kulinarny Festiwal „Śląskie Smaki”. Tutejsze restauracje słyną ze smacznej kuchni i z tego względu były wielokrotnie nagradzane w rozmaitych konkursach. Warto spróbować chociażby gęsiny, policzków wołowych czy ryb prosto z Jeziora Goczałkowickiego serwowanych z warzywami od lokalnych rolników. Wspaniałe tradycyjne potrawy śląskie są specjalnością restauracji „Frykówka”. Moim ulubionym miejscem jest znajdujące się przy jednej z uliczek koło pszczyńskiego rynku bistro Punkt „G”astronomiczny. Podawane w nim dania przygotowywane według starych receptur to prawdziwe dzieła sztuki na talerzu.

 

W czasie wizyty w tym mieście nie wolno ominąć zabytkowej herbaciarni w Parku Zamkowym. Bywali w niej właściciele Pszczyny, w tym sama księżna Daisy. Obiekt poddano renowacji konserwatorskiej, po której otwarto go na nowo. W herbaciarni serwuje się pyszne desery, kawę i herbatę, ale już niebawem będzie w niej można również wykupić wycieczki łodziami po parkowych zbiornikach.

 

W okresie letnim jedną z najpopularniejszych pszczyńskich imprez jest Śląski Dzień Miodu, który w tym roku odbył się po raz 10. Sierpniowe Dni Pszczyny (najbliższe 24 i 25 sierpnia) są znakomitą okazją do zabawy i spróbowania lokalnych specjałów. Obchodom towarzyszy Festiwal Pszczyńskich Maszketów Chochla. W jego trakcie amatorskie drużyny rywalizują ze sobą w przygotowywaniu potraw charakterystycznych dla regionu. Tematem przewodnim tegorocznej imprezy będą desery. Co ciekawe, w konkursie ma wziąć też udział zespół reprezentujący mniejszość ukraińską w Pszczynie.

 

Na zainteresowanie zasługuje poza tym jesienny festiwal Spotkania z Kulturą Żydowską (w 2019 r. w dniach 17–19 października), którego koordynatorem jest Sławomir Pastuszka – pszczynianin, wieloletni opiekun pszczyńskiego kirkutu, nominowany do nagrody POLIN2016 przyznawanej za działalność na rzecz ochrony pamięci o historii polskich Żydów. W programie wydarzenia znajdują się m.in. wykłady, seans filmowy, koncert, bezpłatne wycieczki z przewodnikiem szlakiem judaików oraz warsztaty współczesnej kuchni żydowskiej.

 

 

ŚNIADANIE PO NASZYMU

Czasem warto zatrzymać się w biegu, aby przeżyć coś wyjątkowego, dostrzec wokół siebie innych ludzi, nawiązać z nimi więź i cieszyć się drobnymi przyjemnościami zwykłej codzienności. Do tego właśnie zachęca festiwal POLEKU – slow life po naszymu. W czerwcu 2019 r. w Skansenie Zagroda Wsi Pszczyńskiej odbył się on już po raz trzeci. Organizatorom wydarzenia od początku przyświecała jedna idea – chcieli przekonać innych do zmiany stylu życia, zwolnienia na chwilę w tym pędzącym przed siebie świecie i zrozumienia, że najważniejsze jest cieszenie się pięknym otoczeniem, celebrowanie wspólnych posiłków i spędzanie czasu na rozmowach przy biesiadnym stole.

 

Do miejscowych zbierających się na festiwalu chętnie dołączają turyści zwiedzający skansen, zachęceni formą imprezy i zaangażowaniem biorących w niej udział osób. Podobnie jak w minionych latach tegoroczne śniadanie było ekologiczne, a składało się z placuszka twarogowego z ziołami, kanapki z orkiszowego chleba na zakwasie oraz batonika energetycznego z płatkami zbożowymi i suszonymi owocami. Po nim na uczestników festiwalu czekały liczne atrakcje, gry i zabawy, które wciągnęły całe rodziny. Przeprowadzono m.in. warsztaty na temat zasad świadomego odżywiania się, urozmaicone wypiekaniem świeżych ciasteczek bananowo-gryczanych i pomarańczowo-jaglanych z ekologicznych składników. Ich zachęcający zapach unosił się w powietrzu, przyciągając coraz to nowe osoby. W oczekiwaniu na wypieki uczestnicy mogli zająć się wyciskaniem soków z lokalnych warzyw i owoców. Nie lada atrakcję stanowiły jak co roku warsztaty pszczelarskie, których celem było uświadomienie najmłodszym, że pszczoła jest przyjacielem człowieka. Poznać lepiej świat przyrody pomagało tworzenie niezwykłych lasów w słoju. Dla tych, którzy chcieli zdobyć wiedzę o lokalnej kulturze i tradycjach, zorganizowano intrygującą grę terenową dostarczającą wielu wrażeń. 

 

WYCIECZKA ZE SMAKIEM

Bogate tradycje województwa śląskiego odzwierciedla także jego różnorodna kuchnia. Regionalnych dań można spróbować w którejś z 27 restauracji umieszczonych na Szlaku Kulinarnym „Śląskie Smaki” (www.slaskiesmaki.pl), jednym z pierwszych, jakie powstały w Polsce. W ich menu znajdują się potrawy śląskie, ale też beskidzkie, jurajskie czy zagłębiowskie. Turysta ma do wyboru ponad 100 regionalnych specjałów, których tradycyjny smak, znakomitą jakość i właściwy sposób przyrządzania gwarantuje certyfikat „Śląskie Smaki”. Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki” otrzymał Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej dla Najlepszego Produktu Turystycznego 2013, a w 2015 r. został doceniony przez Komisję Europejską nagrodą EDEN (European Destination of Excellence) na Międzynarodowym Konkursie na Najlepszą Europejską Destynację Turystyczną.

 

Najważniejszą imprezą kulinarną w regionie jest odbywający się od 14 lat Festiwal „Śląskie Smaki”. Prawie każdego roku organizuje się go w innej miejscowości, bo z założenia ma promować różne regiony województwa śląskiego. Dwukrotnie festiwal zawitał do Pszczyny (w 2009 i 2018 r.). Tegoroczna, 14. edycja odbyła się w połowie czerwca w parku przy dawnym opactwie cysterskim w Rudach. Wzięcie udziału w przeprowadzanym podczas wydarzenia konkursie kulinarnym stanowi świetną okazję do sprawdzenia się jako szef kuchni. Do walki o Złoty Durszlak oraz tytuł Eksperta Śląskich Smaków stanąć może każdy: profesjonalny kucharz, uczeń szkoły gastronomicznej i amator. Najbardziej emocjonującym elementem festiwalu jest pokaz Bitwa Smaków, połączony z raczeniem się potrawami przyrządzanymi przez znanych kucharzy – w tej roli zwykle występują Remigiusz Rączka wraz z kolegą po fachu. Dodatkową atrakcją są również degustacje przygotowywane przez restauracje znajdujące się na wspomnianym szlaku. Festiwal „Śląskie Smaki” promuje kuchnię regionalną jako zdrową, urozmaiconą i smaczną. Zachęca do zainteresowania się trendem slow food i gotowania dań z produktów nieprzetworzonych. Imprezę wieńczy tradycyjnie uczta dla zmysłów, czyli wieczorny koncert galowy Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny.

 

ATRAKCJE FESTIWALI

Kulinarne festiwale i targi promujące lokalne przysmaki są ważnymi wydarzeniami dla województwa śląskiego. Odbywają się przy okazji wielu imprez kulturalnych. Żywiec ma swój OscypekFest, na którym główną gwiazdą jest ten najbardziej oryginalny góralski ser. Festiwal prezentuje poza tym kulturę żywiecką. Biorą w nim udział górale zajmujący się wytwarzaniem oscypka, handlowcy i firmy promujące ten przysmak. Nie brakuje także przedsiębiorstw związanych z produkcją serów, mieszkańców Beskidów oraz ambasadorów kuchni regionalnej, którzy mają bezpośredni wpływ na kultywowanie ludowych tradycji i wdrażanie nowych rozwiązań w rejonach atrakcyjnych turystycznie. W tym roku OscypekFest odbył się w lipcu w Amfiteatrze pod Grojcem w Żywcu. Wzorem lat minionych wykonano Mega Ser Góralski. Festiwal uświetniły też liczne pokazy, prezentacje i degustacje potraw pasterskich i regionalnych.

 

Nie mniej ciekawą propozycją dla turystów zainteresowanych śląską kuchnią jest Jarmark Produktów Tradycyjnych w Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Pod koniec lipca 2019 r. w ramach imprezy zorganizowano finał konkursu „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. Podczas wydarzenia można było spróbować tradycyjnych potraw i je kupić. Wiele oferowanych dań i trunków wpisano na Listę Produktów Tradycyjnych województwa śląskiego. Poza znaną już roladą z modrą kapustą i gumiklejzami (kluskami śląskimi) pojawiły się necówka, krupnioki, kołocze czy nalewki. W trakcie imprezy odbywały się również warsztaty kulinarne, których uczestnicy dowiadywali się, jak przygotować domowy twaróg, co dawniej królowało na polskich stołach oraz jak trafić do serc domowników przez żołądek.

 

Słynna kwaśnica gra pierwsze skrzypce podczas Festiwalu Kwaśnicy w Żywcu, organizowanego w Amfiteatrze pod Grojcem (w 2019 r. zaplanowanego na 9 sierpnia). Święto Pstrąga w tym roku odbyło się już po raz 23 w Złotym Potoku. Wątek kulinarny pojawi się także w trakcie najważniejszego wydarzenia na Szlaku Orlich Gniazd o nazwie JUROMANIA. Od 20 do 22 września 2019 r. będzie można wziąć udział w warsztatach gotowania i pokazach kuchni tradycyjnej, średniowiecznej i regionalnej. Smakosze serów zrobią własny ser w kształcie amonita w Łutowcu koło Niegowy. W czasie spotkania z dietetykiem dowiemy się, jak wyglądała dieta praczłowieka i w jaki sposób zaadaptować ją obecnie. Na terenie zespołu pałacowo-parkowego w Złotym Potoku (Pałacu Raczyńskich) zostanie zorganizowana degustacja potraw z pstrągiem złotopockim. Będzie też można poznać zwyczaje podejmowania gości w ogrodach pałacowych i historię tutejszej pstrągarni. 

 

MIASTO MAŁYSZA

Bywali tu Władysław Reymont, Bolesław Prus i Władysław Orkan, ale Wisła to dziś przede wszystkim miasto Adama Małysza, najsłynniejszego polskiego skoczka narciarskiego. Figura sportowca wykonana z białej czekolady przyciąga wzrok jego fanów w holu Domu Zdrojowego, tuż przy wiślańskim rynku. Imię skoczka nosi tutejsza duża skocznia narciarska w Malince. W mieście działa również Galeria Sportowe Trofea Adama Małysza, a w Muzeum Narciarstwa znajdują się narty, na których zdobył tytuł mistrza Polski.

 

Wisła leży w Beskidzie Śląskim, w dolinie najdłuższej, blisko 1050-kilometrowej polskiej rzeki. Ten górski kurort nie bez powodu cieszy się największą popularnością wśród turystów w tej części kraju. Jest atrakcyjny zarówno zimą, jak i latem. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z dokumentu księcia cieszyńskiego Adama Wacława (1574–1617) wydanego w 1615 r. (historycznie należała do Księstwa Cieszyńskiego). 

 

Jako uzdrowisko Wisłę rozsławił Bogumił Hoff (1829–1894), który w 1882 r. nie tylko zachwycił się jej znakomitym położeniem, ale też docenił panujące w niej warunki. Za sprawą Juliana Ochorowicza (1850–1917), filozofa interesującego się psychologią eksperymentalną, powstały tu pierwsze drewniane pensjonaty i wille dla letników. Przełomowym okresem w rozwoju miejscowości były lata międzywojenne. Wybudowano wówczas linię kolei żelaznej z Ustronia do Głębiec (części Wisły). W latach 30. XX w. powstała nowa droga na przełęcz Kubalonka (758 m n.p.m.) oraz modernistyczna Rezydencja Prezydenta RP Zamek w Wiśle-Czarnem wzniesiona według projektu architekta Adolfa Szyszko-Bohusza (1883–1948). Pierwszym prezydentem, który się w niej zatrzymywał, był Ignacy Mościcki (1867–1946). Od 2005 r. z pałacyku znów korzystają kolejne głowy państwa. W tym okresie zbudowano także m.in. Dom Zdrojowy z salą widowiskową i basen kąpielowy. W 1962 r. Wisła otrzymała prawa miejskie. Coraz liczniej przybywali do niej turyści i ludzie kultury. W 1964 r. po raz pierwszy zorganizowano Tydzień Kultury Beskidzkiej, wywodzący się z przedwojennego Święta Gór. To obecnie jedna z największych imprez folklorystycznych na świecie i najstarszy tego rodzaju festiwal w Polsce.

 

W mieście przez cały rok odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne. Przyciągają miłośników muzyki, folkloru i tańca. Do najciekawszych należą Dożynki i Dni Wisły, Lato z Filharmonią oraz piknik Wiślaczek Country (jego 20 już edycja odbędzie się w dniach 24–25 sierpnia 2019 r.). Kibice przybywają do Wisły na letnie i zimowe zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Osoby lubiące spędzać czas aktywnie przyjeżdżają na bieg przeszkodowy Barbarian Race, Bieg po Nowe Życie czy inne imprezy biegowe i rowerowe.

W Wiśle warto odwiedzić Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego z Enklawą Budownictwa Drewnianego, ewangelicko-augsburski Kościół Apostołów Piotra i Pawła z pierwszej połowy XIX w. i cmentarz Na Groniczku z nagrobkami wielu znanych postaci, zasłużonych dla miasta. Spoczywają tutaj m.in. Stanisław Hadyna, Bogumił Hoff, Bogdan Hoff, ksiądz Karol Michejda i Adam Niedoba (autor nieoficjalnego hymnu miejscowych górali Szumi jawor i założyciel zespołu regionalnego „Wisła”).

 

Ciekawą historię ma też Pałacyk Myśliwski Habsburgów zbudowany pod Baranią Górą (1220 m n.p.m.) pod koniec XIX stulecia. Gościli w nim członkowie rodziny cesarskiej, którzy przyjeżdżali tu na polowania z Wiednia i Cieszyna. Przez ok. 50 lat (od 1925 r.) w rezydencji mieściło się schronisko turystyczne. Przeniesiony w 1985 r. do centrum miasta pałacyk jest obecnie siedzibą wiślańskiego oddziału PTTK. 

 

WŚRÓD WAROWNI

Wyżyna Krakowsko-Częstochowska (Jura Krakowsko-Częstochowska) łącząca Małopolskę ze Śląskiem działa na turystów jak magnes. Można ją przemierzać na rowerze lub samochodem, a podczas zwiedzania poszczególnych obiektów położonych na Szlaku Orlich Gniazd przeżyć niejedną przygodę. Czekają tu na nas atrakcje, które trudno znaleźć w innych miejscach w Polsce. Osoby o lepszej kondycji mogą wspinać się na skały, mniej wysportowani turyści mają okazję przelecieć się balonem, obejrzeć walki rycerskie czy spróbować dań znakomitej kuchni nawiązującej do tradycji dawnych mieszkańców zamków. Ten region skrywa wiele tajemnic, warto wyruszyć na ich odkrywanie.

 

Obszar Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej stanowi prawdziwy raj dla geologów oraz pasjonatów wspinaczek skałkowych i grotołazów. Znajdziemy tutaj różnego rodzaju skamieniałości. Najpopularniejsze są odciski muszli amonitów mające charakterystyczny kształt spirali. Bardziej odważni mogą wejść do nieczynnych już kamieniołomów, bo w nich odkryją prawdziwe bogactwo śladów z prehistorii. Często po odłupaniu powierzchni skał przy pomocy młotka natrafimy na skamieniałe gąbki, podłużne belemnity, ramienionogi lub kuliste jeżowce. Zdarzają się także zęby rekinów. Wśród białokremowych wapieni występują również brązowe, szare, czerwone bądź czarne krzemienie. To one służyły prehistorycznemu człowiekowi do robienia narzędzi. Jedną z ich odmian – krzemień pasiasty, charakterystyczny dla województwa świętokrzyskiego – wydobywano w kopalniach w Krzemionkach Opatowskich.

 

Niepowtarzalny charakter nadają Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej stare warownie, rezydencje królewskie i szlacheckie, pięknie wkomponowane w tutejszy krajobraz. Większość z nich założono w XIV w. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego (1310–1370). Do najsłynniejszych należą te w Bobolicach, Korzkwi, Ojcowie, Rudnie, Smoleniu i Mirowie. Zachwyt wzbudzają ruiny zamku w Olsztynie koło Częstochowy, najbardziej rozpoznawalnej twierdzy jurajskiej, zbudowanej z białego wapienia. Jednym z najpiękniejszych obiektów na Szlaku Orlich Gniazd jest warownia w Mirowie, której bryła przypomina okręt. To jedna z najstarszych budowli obronnych Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. W odległości półgodzinnego spaceru od niej wznosi się Zamek Bobolice. Usytuowany na skalistym wzgórzu, robi duże wrażenie. 

 

Aby poznać atrakcyjne zakątki Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, warto udać się na wyprawę jedną z licznych tras tematycznych. Wycieczkę najlepiej zaplanować tak, żeby móc uczestniczyć we wspomnianej JUROMANII. Święto Szlaku Orlich Gniazd przeniesie nas do średniowiecza i okresu potopu szwedzkiego. Podczas turniejów rycerskich chłonie się atmosferę, w jakiej żyli przed wiekami mieszkańcy warowni. W programie tegorocznej imprezy znajdują się nocne zwiedzanie, nocny rajd po Pustyni Błędowskiej czy spotkania z duchami. Można będzie rozbić namiot u podnóża Zamku Ogrodzieniec we wsi Podzamcze, gdzie zaplanowano koncert w wykonaniu muzyków Filharmonii Zabrzańskiej mających grać utwory z filmów kręconych w tym niesamowitym regionie Polski.

JUROMANIA,regiment szwedzki, Zamek Ogrodzieniec

© RADOSŁAWKAŹMIERCZAK/ŚLĄSKAORGAnIZACJATURySTyCZnA

 

ROZŚPIEWANE BESKIDY 

Do najważniejszych wydarzeń kulturalnych organizowanych latem w tej części kraju należy wspomniany Tydzień Kultury Beskidzkiej. To jedna z najstarszych i największych imprez międzynarodowych w województwie śląskim. Na przełomie lipca i sierpnia 2019 r. odbyła się jej 56. edycja. Koncerty zorganizowano w kilku beskidzkich miejscowościach: Wiśle, Szczyrku, Żywcu, Makowie Podhalańskim, Istebnej, Ujsołach i Jabłonkowie (w Czechach) oraz w Oświęcimiu. Z kolei 26 lipca w Amfiteatrze pod Grojcem w Żywcu można było posłuchać koncertu jubileuszowego 50. Festiwalu Folkloru Górali Polskich.

 

W ramach 56. Tygodnia Kultury Beskidzkiej odbyły się też w Wiśle 30. Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne. Udział wzięły w nich trzy polskie zespoły i kilkanaście zagranicznych. Ostatniego dnia lipca Trebunie-Tutki wystąpiły razem z gruzińską grupą Quintet Urmuli z projektem Duch Gór. Festiwal stanowi także okazję do zaprezentowania kultury różnych regionów świata, oryginalnej muzyki ludowej, tańca i pieśni. Prawdziwy zachwyt wzbudzają ciekawe stroje członków zespołów, rzadkie instrumenty, obrzędy i zwyczaje, tak codzienne, jak i świąteczne. Z okazji 56. Tygodnia Kultury Beskidzkiej Poczta Polska wydała okolicznościowy znaczek pocztowy z klepokiem, drewnianym ptaszkiem, będącym symbolem wydarzenia, w nakładzie 3 mln sztuk. Wypuszczono go 19 lipca 2019 r.

 

Jak widać, województwo śląskie to kraina niezmiernie barwna. Dlatego warto się do niego wybrać z wizytą. Można się tu nauczyć, jak ważne jest kultywowanie tradycji i przekazywanie ich z pokolenia na pokolenie.

 

Artykuły wybrane losowo

Sztuka radości życia w tajskim wydaniu

MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Więcej…

Niezwykłe piękno Panamy

 

Filip Werstler

 

Sielski archipelag Bocas del Toro położony na Morzu Karaibskim

14991055 1200368353389294 7969613924783795900 o

© AZULPARADISE.COM/BOCASDELTORO.COM

 

Od zawsze chciałem odwiedzić Amerykę Środkową, a najbardziej Karaiby. Taka podróż z Polski to wciąż niezbyt łatwa wyprawa. Dlatego gdy pojawiła się korzystna oferta lotów do Panamy, nie wahałem się długo. Ten kraj już w trakcie przeglądania relacji internetowych wystarczająco mnie zainteresował. Miałem ochotę na własne oczy zobaczyć wielkie drapacze chmur jego stolicy i piękne bezludne wyspy na Morzu Karaibskim. Jednak to, co ujrzałem i przeżyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

 

Panama jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się państw Ameryki Łacińskiej. W ciągu ostatnich 16 lat zmieniła się nie do poznania, głównie dzięki dochodom płynącym z administrowania Kanału Panamskiego (od 31 grudnia 1999 r.), wpływom ze Strefy Wolnego Handlu Colón (Zona Libre de Colón – druga największa strefa wolnocłowa na naszym globie po Hongkongu) i funkcjonowania stołecznego międzynarodowego centrum bankowego (uważanego również za drugie w skali światowej pod względem wielkości, zaraz po Zurychu). Ma to swoje odbicie także w turystyce, która z roku na rok staje się coraz ważniejszym elementem gospodarki tego niewielkiego kraju (o powierzchni ponad 74 tys. km²) leżącego między Kostaryką a Kolumbią.

 

Ameryka Południowa i Środkowa to – z wyjątkiem niektórych państw wyspiarskich położonych na Morzu Karaibskim, jak Jamajka, Kuba czy Republika Dominikańska, do których latają bezpośrednio samoloty czarterowe z Polski – rejony wciąż nie tak łatwo dostępne dla turystów znad Wisły. Panama, ale też Nikaragua, Kostaryka, Gwatemala, Honduras, Salwador czy inne kraje tej części globu nadal stanowią dla większości Polaków pewną zagadkę. W te strony najczęściej dolecimy z przesiadką w Madrycie (liniami Iberia) lub USA. O ile w tym pierwszym przypadku nie musimy starać się o żadne dodatkowe dokumenty, o tyle zmienianie samolotu na lotnisku w Stanach Zjednoczonych wymaga już posiadania ważnej wizy tranzytowej, co jest niejakim utrudnieniem. Na ogół polskim podróżnikom najłatwiej wyprawić się do kontynentalnej części Ameryki Środkowej z Hiszpanii, skąd dotrą bez żadnych przesiadek do Gwatemali, Salwadoru oraz Kostaryki i Panamy. Te dwa ostatnie państwa są zresztą zdecydowanie najlepiej połączone z Europą. Do kostarykańskiej stolicy dostaniemy się przez cały rok nie tylko z Madrytu, ale także z Frankfurtu nad Menem (Condor) czy Londynu (British Airways). Jeszcze większy wybór mamy obecnie w przypadku panamskiej metropolii. Dolecimy do niej bezpośrednio właśnie z Madrytu oraz Frankfurtu nad Menem (Lufthansa), Paryża (Air France), Amsterdamu (KLM) i Stambułu (Turkish Airlines).

 

Jeżeli chodzi o mnie, to kupiłem bilet do Panamy z Barcelony z międzylądowaniem w hiszpańskiej stolicy. W sumie przesiadałem się dwa razy, bo na Półwysep Iberyjski dotarłem samolotem tanich linii Ryanair z Portu Lotniczego Warszawa-Modlin w Nowym Dworze Mazowieckim. Lot z Madrytu nie najnowszym airbusem trwał ok. 11 godz. i nie należał do ciężkich. Podstawowe udogodnienia w klasie ekonomicznej pozwoliły nam przetrwać podróż w znośnych warunkach. Po wylądowaniu i dopełnieniu formalności administracyjnych udaliśmy się na postój taksówek przy Międzynarodowym Lotnisku Tocumen usytuowanym ok. 25 km od panamskiej metropolii.

 

Casco Antiguo (Casco Viejo) – historyczna dzielnica panamskiej stolicy

Casco Antiguo 2

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ (ATP)

 

 

Latynoski Nowy Jork

 

 Stolica kraju – Panama (Ciudad de Panamá) – zachwyciła nas od samego początku naszej wizyty. Dzielnica finansowa (distrito financiero) imponuje wysokimi wieżowcami, których są tu dziesiątki. Potężne galerie handlowe, drapacze chmur i ekskluzywne samochody wypełniają miasto ludzi z latynoskim temperamentem. Ważnym miejscem w tym rejonie jest Cinta Costera, ok. 7-kilometrowa promenada biegnąca wzdłuż wybrzeża. Można na niej spotkać panamczyków, którzy biegają lub ćwiczą w siłowniach pod gołym niebem. Jogging stanowi tutaj jedną z najpopularniejszych aktywności, uprawia go naprawdę wiele osób.

 

Z tej chętnie odwiedzanej promenady szybko dotrzemy do historycznego centrum stolicy – Casco Viejo (Casco Antiguo). Należy pamiętać, żeby raczej nie zwiedzać jego zaułków po zmroku, jeśli nie towarzyszą nam miejscowi. Ta część miasta bardziej przypomina Kubę niż Stany Zjednoczone. Wśród kolorowych, choć dość często odrapanych, kamienic i małych sklepików stojących przy wąskich uliczkach unosi się atmosfera latynoskiego świata. Mimo iż coraz więcej budynków zostało świeżo odnowionych, Casco Viejo nie straciło swojego klimatu. Możemy tu spróbować innych przysmaków niż w modnych restauracjach i poznać bliżej codzienną twarz Panamy, odmienną od jej biznesowego oblicza. Nie znajdziemy w tym rejonie zbyt wielu punktów informacji turystycznej (przyznaję, że nawet ich nie szukałem), ale nie jest on duży i zwiedzimy go w ciągu 2–3 godz. Wystarczy, że ruszymy przed siebie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia stanowi Calzada de Amador. Wzdłuż tej drogi łączącej ze stałym lądem mały archipelag czterech wysp na Pacyfiku (Naos, Perico, Culebra i Flamenco) biegnie krótka, bo ledwie kilkukilometrowa, trasa rowerowa, z której rozpościerają się wspaniałe widoki zarówno na nową część Panamy, jak i południowe wejście do Kanału Panamskiego oraz oczekujące na przeprawę różnej wielkości statki. Wypożyczenie roweru kosztuje kilka dolarów amerykańskich (USD), a sama wycieczka razem z postojem na robienie zdjęć i podziwianie okolicy zajmuje ok. 1,5–2 godz.

 

 

Dzieło inżynierii wodnej

 

Podczas 6-dniowego pobytu w stolicy wybrałem się również – oczywiście – nad Kanał Panamski. Obok Kanału Sueskiego to jedna z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Dzięki tej ogromnej inwestycji znacząco skróciły się trasy rejsów statków pływających między Atlantykiem (Morzem Karaibskim) a Pacyfikiem. Wpływy z obsługi przeprawy stanowią główną siłę napędową gospodarki kraju. Jednak ten wyjątkowy wytwór inżynierii wodnej warto zobaczyć też z innych powodów.

 

Na miejsce dojedziemy transportem publicznym (za 1 dolara) lub taksówką (ok. 10–20 dolarów). My wybraliśmy tę pierwszą możliwość. Zapłaciliśmy przy wysiadaniu i prowadzeni przez drogowskazy skierowaliśmy się do wejścia na teren centrum dla odwiedzających (Centro de Visitantes de Miraflores). Po drodze dostrzegliśmy znak ostrzegający nas o pojawiających się w okolicy krokodylach, więc postanowiliśmy przyspieszyć kroku.

 

Po kupieniu biletów (15 dolarów od osoby dorosłej) i wejściu do budynku udaliśmy się po schodach na pierwsze piętro, gdzie niczym na stadionie znajdują się trybuny, a spiker na bieżąco komentuje to, co się dzieje. Wielkie tankowce i kontenerowce czekały w oddali. Kolejne wpływały do śluz Miraflores (las esclusas de Miraflores). Choć cała procedura trwa nieco ponad 30 min. (tak przynajmniej było przed powiększeniem Kanału Panamskiego, które zakończono oficjalnie 26 czerwca 2016 r.), jej przebieg wygląda imponująco. Cztery silniki, każdy wielkości ciężarówki, przesuwają się po specjalnych szynach. Do nich przyczepione są liny zamocowane do kadłuba statku. Dopiero po odpowiednim naprężeniu tych lin jednostka może zostać przeprowadzona. Minimalna odległość między burtą a krawędzią śluzy wynosi… ok. 60 cm. Niesamowity wydaje się fakt, że ta technologia ma więcej niż 100 lat (oddano ją do użytku 15 sierpnia 1914 r.). Przez ponad półtorej godziny oglądaliśmy kolejne statki pokonujące kanał, napełnianie i opróżnianie śluz. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie sprawność całego procesu. Przeprowadzenie przez nie tak znów szeroki korytarz z wodą (o odległości między brzegami wynoszącej 33,53 m, a po poszerzeniu w 2016 r. – 54,86 m) długich stalowych kolosów wyglądało na najprostszą rzecz na świecie. Takiego doświadczenia się nie zapomina.

 

Po tym spektaklu odwiedziliśmy pozostałe piętra budynku prezentującego w ciekawy sposób rozwiązania techniczne i dzieje panamskiej przeprawy. Można tutaj zapoznać się z informacjami na temat powstawania i modernizacji kanału oraz tego, kto przy nim pracował, a także jakie zwierzęta żyją w jego rejonie. W gablotach obejrzymy mnóstwo okazów owadów różnych gatunków. W centrum dla odwiedzających jest również coś dla młodszych turystów – symulator 3D pokonywania przeprawy. Użytkownik urządzenia wciela się w rolę kapitana masowca o maksymalnych dopuszczalnych dla kanału wymiarach. Panamax może mieć do 294,1 m długości, 32,3 m szerokości i 12 m zanurzenia, a tzw. Neo Panamax (od 26 czerwca 2016 r.) odpowiednio: 366, 49 i 15,2 m. Na ostatnim poziomie znajduje się taras widokowy, z którego jeszcze lepiej widać przepływające statki, choć nie usłyszymy na nim komentatora i nie skorzystamy z miejsc siedzących. Wizytę w Centro de Visitantes de Miraflores z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, ponieważ spodoba się tu zarówno dorosłym, jak i dzieciom.

 

Wodospad El Macho skryty wśród bujnej tropikalnej roślinności

El Chorro del Macho

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ (ATP)

 

Górskie wędrówki

 

Po opuszczeniu Panamy odwiedziłem najpierw El Valle de Antón – małą miejscowość położoną ok. 125 km na południowy zachód od stolicy, w odległości 2 godz. jazdy busem. Dociera się do niej początkowo Autostradą Panamerykańską (Carretera Panamericana), a następnie drogami wiodącymi przez góry i doliny prowincji Coclé. Po szybkiej konsultacji w punkcie informacji turystycznej wybrałem się obejrzeć mniej więcej 35-metrowy wodospad El Macho (Chorro El Macho). Leży w prywatnym rezerwacie o tej samej nazwie (Refugio Ecológico del Chorro Macho). Wejście kosztuje 5 dolarów, a w granicach obszaru chronionego oprócz podziwiania malowniczej kaskady można obserwować kolibry i przyjrzeć się dokładniej bogatej florze tego specyficznego miejsca. W pobliżu znajduje się poza tym naturalny basen termalny, w którym wolno się kąpać. Bardzo polecam skorzystanie z tej okazji wszystkim oglądającym wodospad.

 

Dłuższą i wymagającą więcej wysiłku wyprawę stanowi zdobycie góry La India Dormida (Śpiąca Indianka – ok. 800–900 m n.p.m.). To jeden z najbardziej wyróżniających się punktów w okolicy. Jej nazwa pochodzi od charakterystycznego kształtu śpiącej Indianki, jaki tworzy linia grzbietu. Wejście na teren Pomnika Przyrody Wzgórze Gaital (Monumento Natural Cerro Gaital), na którym wznosi się ten szczyt, kosztowało mnie 3,5 dolara. Proponuję jednak wynająć lokalnego przewodnika lub skorzystać z tego typu usługi oferowanej przez miejscowych. Ja tego nie zrobiłem, co spowodowało, że dwa razy się zgubiłem i straciłem mniej więcej godzinę na błądzenie po lesie tropikalnym, choć mogło skończyć się o wiele gorzej.

 

Podejście pod górę jest bardzo strome i jeśli mamy dobrą kondycję, na szczycie będziemy już po 50 min. ciągłego marszu. Szlak prowadzi po zboczu porośniętym bujną roślinnością, w trakcie wędrówki mija się też strumień. Towarzyszą nam odgłosy ptaków. Obok wodospadu położonego przy ścieżce warto zrobić sobie przerwę na odpoczynek i podziwianie zarówno wstęgi spienionej wody malowniczo omywającej skały, jak i wąwozu. Podczas mojej wyprawy oglądałem piękne widoki i kolorowe kwiaty oraz spotykałem ciekawe zwierzęta. Natknąłem się także na tutejszych Indian. Jak wspomniałem, nie miałem przewodnika, a przecież poruszałem się po obcym terenie. W takiej sytuacji w Panamie przydaje się znajomość języka hiszpańskiego. Na szczęście, miejscowi pomogli mi i wyprowadzili mnie na szczyt.

 

Zdobycie góry La India Dormida było warte każdych pieniędzy, a moje wspomnienia zostaną ze mną na zawsze. Widok na Dolinę Antoniego (Valle de Antón) zapierał dech w piersiach. Malownicze zielone wzgórza zatrzymywały masy chmur, a słońce oświetlało wąwóz z przeciwnej strony. To jedno z najcudowniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałem. W dodatku moja wyprawa nie obyła się bez przygód, więc z pewnością jej nie zapomnę.

 

Wizyta nad pacyfikiem

 

W drodze na północny zachód kraju skręciłem nieco na południe i zatrzymałem się w jednej z miejscowości położonych na wybrzeżu Pacyfiku w prowincji Veraguas. Santa Catalina znajduje się w środku lasu tropikalnego. Dotarcie do niej ze stolicy zajęło mi niemal cały dzień drogi i wymagało dwóch przesiadek (w miastach Santiago de Veraguas i Soná). Podróż kosztowała mnie w sumie ok. 12 dolarów. Późnym popołudniem dojechałem w końcu do miejsca, w którym przyszło mi spędzić kolejne 3 dni.

 

Miejscowość zasługuje na zainteresowanie ze względu na panujące w jej okolicy świetne warunki do uprawiania sportów wodnych. Do pobliskiego Parku Narodowego Coiba (Parque Nacional Coiba) można wybrać się na nurkowanie. Spotyka się tu niezmiernie dużo gatunków zwierząt, w tym manty (diabły morskie), koryfeny (złote makrele), tuńczyki żółtopłetwe, rekiny wielorybie, żarłacze tygrysie czy nawet humbaki, orki, delfinki wysmukłe i butlonosy zwyczajne. Poza tym na malownicze wybrzeże w tym rejonie ściągają liczni surferzy, zarówno osoby początkujące, jak i zaawansowane. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, w niewielkiej Santa Catalinie znaczną grupę stanowią przybysze z całego świata. Według mnie to miejsce jedyne w swoim rodzaju.

 

Pierwszego dnia wybrałem się na surfing. Za wypożyczenie deski musiałem zapłacić 10 dolarów, a za godzinę opieki instruktora w 3-osobowej grupie – 15 dolarów. Warunki były bardzo dobre i po chwili mogłem już cieszyć się ze swoich postępów. Wody Pacyfiku oblewają tutaj pustą plażę pokrytą czarnym piaskiem i ocienioną wysmukłymi palmami. Miłośnikom surfowania z pewnością to miejsce przypadnie do gustu. Po całym dniu spędzonym na falach warto obejrzeć zachód słońca. Przed godziną 18.00 udałem się na brzeg. Widok, jaki ujrzałem, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Złocista kula powoli chowała się za horyzontem i odbijała w lekko falującej powierzchni Oceanu Spokojnego. Był to najpiękniejszy zachód słońca, jaki widziałem w życiu. Po dniu pełnym fantastycznych przeżyć szybko poszedłem spać. Nazajutrz planowałem wziąć udział w nurkowaniu.

 

Wyprawę rozpoczęliśmy od zbiórki w bazie i omówienia trasy oraz innych szczegółów. Na pokładzie łodzi poza dwoma osobami z załogi i instruktorem znalazłem się ja, para ze Szwecji i jeden Niemiec. W takim składzie wypłynęliśmy w godzinny rejs na wyspę Coiba (ok. 500 km² powierzchni), będącą częścią wspomnianego parku narodowego.

 

Już na miejscu miał odbyć się trening przypominający podstawowe zasady nurkowania. W moim przypadku okazało się to bardzo przydatne. Sama wyspa i jej okolica wyglądały naprawdę urokliwie. Po kilkudziesięciu minutach przygotowań ruszyliśmy w stronę wyznaczonego punktu. W wodzie mogliśmy obserwować wiele ciekawych zwierząt, m.in. mureny czy manty. Nie był to natomiast dobry sezon na wytropienie rekinów wielorybich czy żarłaczy tygrysich. Po ponad 20 min. od zejścia na dno całkowicie zużyłem swój tlen i musiałem wracać na górę. Czułem pewien niedosyt, bo chciałem jednak zobaczyć więcej.

 

Powrót uprzyjemniła nam niezapowiedziana atrakcja. W pewnym momencie para ze Szwecji zauważyła, że asystują nam 3 delfiny! Co chwilę wyskakiwały z wody w odległości ok. 1 metra od łodzi. Widok był fantastyczny. Pierwszy raz widziałem te sympatyczne ssaki na wolności w ich naturalnym środowisku i nigdy tego nie zapomnę, nawet mimo utraty filmu wideo, który udało mi się wówczas nagrać. Niespodziewana przygoda stała się tematem naszych rozmów już do końca dnia. Po powrocie zjedliśmy kurczaka w sosie kokosowym i poszliśmy spać. Następnego dnia wyruszyłem w kierunku północno-zachodniego wybrzeża Panamy.

 

Nurkowanie w towarzystwie żółwi

 visitpanama 6252876118

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ (ATP)

 

Raj odnaleziony

 

Cel mojej kolejnej wyprawy stanowił archipelag Bocas del Toro. Tworzy go kilkanaście większych wysp i ok. 250 wysepek, z których kilka pozostaje zamieszkanych. Najważniejszą wśród nich jest Isla Colón, czyli Wyspa Kolumba (o powierzchni ponad 61 km²), ze stolicą tutejszej prowincji Bocas del Toro noszącą tę samą nazwę, co cały region administracyjny. Miasto liczy w przybliżeniu 8 tys. mieszkańców. Aby dostać się na archipelag, najpierw musimy dojechać do miejscowości Almirante, gdzie należy skorzystać z taksówki wodnej, zabierającej średnio 7–9 osób (za taki kurs zapłacimy 7 dolarów od osoby w jedną stronę, podróż trwa mniej więcej 45 min.). Możemy tu też dolecieć w godzinę samolotem linii Air Panamá z lotniska Albrook w Ciudad de Panamá (koszt biletu powrotnego to ok. 250 dolarów).

 

Na północno-zachodnim brzegu Isla Colón leży Boca del Drago. Ta niewielka osada (a właściwie skupisko kilku domów) przypomina prawdziwy raj. Wśród kołyszących się przy uroczej plaży palm panuje błoga cisza. Nie ma tutaj sklepów, chińskich zabawek i przepełnionych koszów na śmieci. Jest za to dużo hamaków zamocowanych między drzewami. Po prostu wiszą i czekają na chętnych, dostępne bez żadnej opłaty. Nikt nie kładzie na nich swojego ręcznika z samego rana, żeby je zająć. Hamaków wystarczy dla wszystkich. Przystanek autobusowy stanowi palma. Wokół niej zakręca bus, który nas przywiózł. W osadzie znajdują się tylko dwa hostele oraz klimatyczne chatki do wynajęcia (cabañas), a także działają restauracje z wyśmienitymi daniami, typowymi dla kuchni karaibskiej. Wciąż mało kto wie o tym miejscu i chyba lepiej, aby tak zostało.

 

W pobliżu położona jest jedna z największych atrakcji wyspy – Playa de las Estrellas (Playa Estrella),czyli plaża, przy której możemy spotkać cudowne rozgwiazdy. Turyści zazwyczaj wolą nocować w Bocas del Toro, a w tę okolicę wybierają się z wycieczką zorganizowaną, co kosztuje ok. 20–30 dolarów. Za przejazd busem zapłacimy 5 dolarów. Przechadzki przepiękną plażą prowadzącą do Playa de las Estrellas nie da się wycenić. Uważam, że to przeżycie wyjątkowo wartościowe.

 

W Boca del Drago spędziłem 3 dni, w tym Wigilię i pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Codziennie szedłem na plażę i ładowałem baterie, leżałem na hamaku i czytałem. W okolicy jedynym miejscem przystosowanym do ruchu turystycznego jest Playa de las Estrellas, ale i ona nie utraciła z tego powodu swojego dziewiczego uroku. Owszem, można tu znaleźć białe plastikowe leżaki, drogie restauracje (zazwyczaj zbudowane z drewna) i reklamy popularnych napojów, a z głośników rozbrzmiewa radosna muzyka reggae. Ja traktowałem jednak to zestawienie jako swoisty klimat tego zakątka. Boca del Drago stanowi prawdziwą oazę spokoju, zachwyci osoby chcące zrelaksować się przez kilka dni w ciszy i z dala od tłumów. Odcięciu od świata sprzyjają nawet przerwy w dostawach energii elektrycznej – z prądu korzysta się tylko przez mniej więcej 5 godz. dziennie, między 18.00 a 23.00, przynajmniej w hostelach, w których nocowałem. A jeśli zatęsknimy za widokiem ludzi, wystarczy, że wybierzemy się wraz z innymi na plażę na podziwianie rozgwiazd.

 

Atrakcje archipelagu

 

Na Isla Colón warto odwiedzić również wspomnianą stolicę prowincji. W Bocas del Toro możemy dobrze zjeść w ciągu dnia i poimprezować w nocy. Tutejsze bary, puby i dyskoteki są otwarte do białego rana. Nie musimy się w nich obawiać o swoje bezpieczeństwo. Oprócz tego jeśli nie będziemy zapuszczać się poza główne ulice i spacerować samotnie, z pewnością nic się nam nie stanie. Po zapadnięciu zmierzchu turyści często wyruszają na pobliską długą i zalesioną wysepkę Carenero (Isla Carenero, 0,94 km² powierzchni). Krótki rejs łodzią, która kursuje bez przerwy, kosztuje 1 dolara. Tu także czeka na nas dobra zabawa. W lokalach gra się lokalną muzykę lub hity popularne w Europie czy Stanach Zjednoczonych.

 

Po nocnych szaleństwach warto udać się na 7-kilometrową plażę Bluff (Playa Bluff). W jednej z tutejszych restauracji zamiast stolików natknęliśmy się na łóżka ustawione przy brzegu morza. Uznaliśmy to za wspaniały pomysł. Jeśli pójdziemy dalej wzdłuż plaży, trafimy na miejsce oblegane przez surferów ze względu na niesamowite fale, wysokie na 2–4 m.

 

Na wyspie polecam zajrzeć też do prywatnego Ogrodu Botanicznego Finca Los Monos. Dzięki takiej wizycie poznamy bogatą florę i faunę tego regionu. Osoby spacerujące alejkami otacza prawdziwa feeria barw i niezliczone ilości egzotycznych kwiatów, a nad ich głowami lata mnóstwo małych kolibrów.

 

Na północ od Isla Colón znajduje się Isla Pájaros – Wyspa Ptaków. To raczej grupa połączonych skał wystających z Morza Karaibskiego pokrytych bujną roślinnością. Prezentuje się jednak niezmiernie malowniczo. Ten cud natury cieszy się dość dużym zainteresowaniem wśród turystów. Zdecydowanie warto go zobaczyć na własne oczy.

 

Innym popularnym miejscem są bezludne Cayos Zapatilla – dwie małe wysepki (0,48 km² powierzchni) oddalone o ok. 50 min. rejsu łodzią od stolicy prowincji. Na wyprawę na nie należy zarezerwować sobie co najmniej pół dnia. Za taką wycieczkę bezpośrednio u właściciela łodzi zapłaciliśmy 10 dolarów za osobę, podczas gdy lokalne agencje turystyczne oferowały ją za 30–40 dolarów. Abyśmy mogli odbić od brzegu, musi zebrać się odpowiedniej wielkości grupa chętnych (przynajmniej 8–9 osób). W drodze powrotnej warto zatrzymać się w Morskim Parku Narodowym Wyspy Bastimentos (Parque Nacional Marino Isla Bastimentos), gdzie w trakcie snorkelingu przyjrzymy się licznym mieszkańcom podwodnego świata. Tego rodzaju rejs zazwyczaj zapewnia każdy właściciel łodzi, a w opłatę wliczony jest również sprzęt do nurkowania powierzchniowego.

 

Podróże po kraju

 

Na koniec chciałbym jeszcze krótko opisać sposoby przemieszczania się między różnymi punktami na mapie kraju. Samoloty z Europy (Frankfurtu nad Menem, Madrytu, Paryża, Amsterdamu i Stambułu) lądują na Międzynarodowym Lotnisku Tocumen (Aeropuerto Internacional de Tocumen), skąd do centrum panamskiej stolicy można dojechać taksówką, zwykły autobusem albo kolorowym chicken busem. Oczywiście, w tym pierwszym przypadku należy negocjować cenę. Po Panamie najlepiej podróżować samochodem bądź środkami autobusowego transportu zbiorowego. W kraju działa także kolej (Ferrocarril de Panamá), łącząca Atlantyk z Pacyfikiem, ale z niej nie korzystałem, bo nie było takiej potrzeby. W stolicy poruszałem się taksówkami lub komunikacją miejską, która funkcjonuje bardzo dobrze, zwłaszcza w części biznesowej i turystycznej. Cały system transportu publicznego jest zintegrowany. Podobnie jak w wielu dużych miastach na świecie, musimy kupić plastikową kartę i wpłacić na nią określoną sumę pieniędzy, które później wydajemy na przejazdy autobusami i metrem (odczytu dokonuje się przy wejściu). Główny stołeczny terminal autobusowy znajduje się przy modnym centrum handlowym Albrook Mall – Gran Terminal Nacional de Transporte de Panamá. Stąd dojedziemy do niemal każdego zakątka w Panamie, włącznie z Bocas del Toro. Oczywiście, po drodze czasem będą konieczne przesiadki (np. do Santa Catalina).

 

Do części rejonów można również dolecieć. Samolotem dostaniemy się np. do Bocas del Toro, choć ten środek transportu wybierają jednak nieliczni z uwagi na dość duży koszt biletu. Krajowe linie lotnicze Air Panamá oferują obecnie połączenia do siedemnastu miejsc leżących w panamskich granicach oraz do San José (stolicy Kostaryki) i dwóch miast w Kolumbii (Armenii i Medellín). Trzeba pamiętać, że niektóre loty są sezonowe. Jeśli nasz budżet na tym zbytnio nie ucierpi, warto skorzystać z usług tego przewoźnika, bo podróżowanie samolotem to z pewnością najwygodniejszy i najszybszy sposób poruszania się po Panamie. Połączeń oferowanych ze stolicy przez Air Panamá nie obsługuje jednak Międzynarodowe Lotnisko Tocumen, ale Międzynarodowy Port Lotniczy Marcosa A. Gelaberta (Aeropuerto Internacional Marcos A. Gelabert) położony przy Albrook Mall.

 

Ta część Ameryki Centralnej wciąż pozostaje dla Polaków ziemią nieznaną. Większość z nich niewiele wie o jej historii i mieszkańcach. Dlatego wyprawa do Panamy ma w sobie coś z odkrywania Nowego Świata. Ten kraj potrafi zachwycić swoim pięknem i nadal można w nim znaleźć prawdziwie rajskie zakątki. Kto zdecyduje się go odwiedzić, przeżyje fascynującą przygodę, której nigdy nie zapomni.

 

Wenezuela – świat piękna

salto_angel_en_alta.jpg

Najwyższy na świecie wodospad Salto Ángel spływa z Auyantepui

© HOVER TOURS

 

Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

 

Niezmiernie barwna Wenezuela zaskakuje różnorodnością. Zdobędziemy w niej potężne andyjskie szczyty, zrelaksujemy się na rajskiej karaibskiej plaży, odwiedzimy idylliczne wysepki, zachwycimy się soczyście zielonymi równinami nad majestatycznymi rzekami Amazonką i Orinoko czy przemierzymy niekończącą się sawannę poprzecinaną górami stołowymi („tepuyes”). Oprócz tego możemy tutaj choćby zjechać na linie z najwyższego wodospadu na świecie, pojeździć konno po Andach, eksplorować tajemnicze jaskinie, wybrać się na trekking i nurkowanie, spróbować swoich sił w kite- i windsurfingu, polatać na paralotni albo skoczyć ze spadochronem z mostu, wieżowca lub urwiska (BASE jumping). Jedynym ograniczeniem w tym kolorowym królestwie będzie nasza wyobraźnia. 

Więcej…