Z naszym rodakiem Pawłem Jędruchem, organizatorem wyjazdów grupowych w polonijnym biurze podróży Piast Travel z Kanady i założycielem serwisu wycieczki.ca, rozmawia Michał Domański.

 


Jak to się stało, że trafił Pan do Kanady? Dlaczego zdecydował się Pan związać swoje życie z Krajem Klonowego Liścia?
Kanada zawsze mnie fascynowała. Odkąd dostałem od rodziców almanach Świat w przekroju oraz atlas geograficzny, mój palec wędrował zazwyczaj po Syberii lub Kraju Klonowego Liścia, zwłaszcza po jego północnych rubieżach. Do tego pierwszego regionu dotarłem podczas studiów geograficznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, a do Kanady – tuż po ich ukończeniu, ponad dekadę temu. Początkowo realizowałem swoją sportową pasję, pracowałem w polonijnej gazecie, radiu i telewizji, wydawałem magazyn Pasjonat poświęcony wyróżniającym się postaciom polskiego pochodzenia oraz ciekawym przedsięwzięciom organizowanym przez Polonusów. Szybko poznałem wielu ciekawych ludzi mieszkających w Kanadzie, jak i ją jedynie odwiedzających, gdyż pomagałem też w przygotowywaniu imprez artystycznych. Moje życie w Kraju Klonowego Liścia nabrało tempa i kolorytu, postanowiłem więc zostać tu na stałe.

 

W jaki sposób rozpoczęła się Pańska przygoda z branżą turystyczną? Jakie były Pana początki w biurze podróży Piast Travel? Jak zrodził się pomysł stworzenia serwisu wycieczki.ca?
Jestem z wykształcenia geografem, zawsze było mi blisko do turystyki. Lubię organizować, planować, poznawać nowe miejsca. W Toronto skończyłem szkołę turystyczną i zacząłem pracę w małym biurze podróży. Siedzenie za biurkiem i sprzedawanie biletów lotniczych nie było jednak dla mnie, zająłem się więc organizacją wyjazdów grupowych. Na jedną z przygotowanych przeze mnie wycieczek pojechał z żoną właściciel Piast Travel Zdzisław Wójcik, który wkrótce potem zaproponował mi przyłączenie się do jego firmy. Od kilku już lat jesteśmy w jednej drużynie.
Interesują mnie nietuzinkowe kierunki, więc obok standardowych wyjazdów przygotowałem m.in. oferty narciarskie na Alasce, w Argentynie, Chile, Japonii czy Nowej Zelandii, egzotyczne wycieczki objazdowe, np. do Brunei, Lesotho, Omanu, na Malediwy, Madagaskar, Filipiny czy Fidżi, wyprawy do peruwiańskiej i brazylijskiej Amazonii, a ostatnio także trekkingi w Himalajach. Nasza propozycja była dość rewolucyjna, bowiem polonijne biura podróży organizują przede wszystkim pielgrzymki. Spotkała się jednak z dużym zainteresowaniem i szybko zaczęło nam przybywać klientów.
Posiadanie nowoczesnej strony internetowej jest koniecznością w dzisiejszych czasach. Stworzyliśmy zatem serwis wycieczki.ca, w którym przedstawiamy ofertę naszych wycieczek, a także dzielimy się przemyśleniami z wypraw, prowadząc blogi (często czynimy to na bieżąco, co pozwala rodzinom uczestników wyjazdu śledzić pokonywaną trasę), oraz   zamieszczamy artykuły prasowe Kai Cyganik o tematyce podróżniczej.

Czy trudno jest pracować w branży turystycznej w Kanadzie? Czym się charakteryzuje tamtejszy rynek?
W Kanadzie, podobnie jak we wszystkich rozwiniętych krajach świata, dominuje narzędzie zwane internetem. Dla wielu firm turystycznych to prawdziwa zmora, bo klient nie przychodzi już do biura, planuje swoje wakacje w domu, na komputerze. Ja sam chętnie korzystam z tego udogodnienia... Dzięki internetowi wiem, jadąc przygotować trasę w nowe miejsce, które hotele powinienem odwiedzić, z jakimi lokalnymi touroperatorami chcę się spotkać, co warto zobaczyć etc. Wiele osób jest zbyt zapracowanych, aby dotrzeć do tych wszystkich informacji. Wolą one zaufać profesjonalnemu organizatorowi turystyki. Kiedyś agent mógł być pasywny, a i tak miał chętnych na wyjazdy klientów. Teraz musi być aktywny, kreatywny i oryginalny. Ja zdecydowanie preferuję takie środowisko pracy, w którym wykorzystuje się mocno zalety sieci internetowej.
Do niedawna najpopularniejszą formę wypoczynku wśród Kanadyjczyków stanowiły wyjazdy typu all inclusive na Karaiby. Obecnie coraz więcej osób szuka bardziej oryginalnych miejsc, bo nie chce po raz dziesiąty jechać na Kubę, Dominikanę czy do Meksyku. Tutejszy klient, nawet w przypadku wycieczek objazdowych, oczekuje wysokiego standardu usług, np. minimum 4-gwiazdkowych hoteli. W związku z krótkimi urlopami jest też ograniczony czasowo – na ogół wycieczka powinna trwać maksymalnie do 2 tygodni. Większość transakcji w Kanadzie odbywa się przez telefon, z podaniem danych karty kredytowej do obciążenia, a klient otrzymuje rachunek drogą mailową.
Kanadyjska branża turystyczna, jak i każda inna w tym kraju, może się pochwalić bardzo wysokim poziomem usług. Błędy zdarzają się niezmiernie rzadko, jeśli już do nich dojdzie, są rekompensowane z nawiązką.

Czy stara się Pan także promować Polskę w Kanadzie?
Najlepszą reklamą Polski wśród Kanadyjczyków jest pokazanie im naszego kraju, który – po skutecznych reformach – dysponuje zarówno atrakcjami turystycznymi, jak i wysokim poziomem usług. Organizujemy głównie wyjazdy grup młodzieżowych z Kanady – zespołów tanecznych czy sportowych. Często znajdują się w nich nastolatkowie polskiego pochodzenia. Mamy z nimi największy problem, bowiem zakochują się w Polsce, przeżywają w niej pierwsze miłości i nie chcą potem wracać do Kraju Klonowego Liścia…

Czy biuro Piast Travel i serwis wycieczki.ca mogą się pochwalić dużą liczbą polskich turystów? Jakiego rodzaju programy w Kanadzie i USA cieszą się wśród nich największą popularnością? Co jest prawdziwym hitem wśród klientów portalu wycieczki.ca?
Kiedy w 2008 r. Kanada zniosła wizy turystyczne dla Polaków, rynek wyraźnie się ożywił, od tego czasu widać wzrost zainteresowania Krajem Klonowego Liścia wśród podróżników z Polski. Dużą grupę naszych klientów stanowią osoby odwiedzające latem swoje rodziny po drugiej stronie oceanu. Poza tym organizujemy dość często wyjazdy integracyjne, motywacyjne i tematyczne dla polskich firm. Kanada stwarza ogromne możliwości do uprawiania aktywnej turystyki w dziewiczym terenie, dlatego coraz częściej zgłaszają się do nas leśnicy, ogrodnicy, wędkarze, myśliwi, a ostatnio także płetwonurkowie. Takie tematyczne programy szyte na miarę (custom-made) sprzedają się najlepiej. Zimą popularnością cieszy się ice fishing, czyli wędkarstwo podlodowe, z zakwaterowaniem w traperskich chatkach, przejażdżki skuterami śnieżnymi i psimi zaprzęgami, wyprawy w poszukiwaniu zorzy polarnej, a latem – połowy łososi w położonych na północy rzekach, spływy kanu (canoe) pośród kanadyjskiej głuszy czy nurkowanie wrakowe. Nie ma też chyba na świecie piękniejszej jesieni od indian summer („indiańskiego lata”) w Kanadzie. Największym atutem Kraju Klonowego Liścia jest właśnie niesamowita przyroda.
Jeśli mówimy o Stanach Zjednoczonych, dużym zainteresowaniem cieszą się wycieczki do Las Vegas i parków narodowych (Wielkiego Kanionu, Doliny Śmierci, Zion i Bryce), na Florydę i – oczywiście – do Nowego Jorku. Magnetyczną siłę przyciągania ma także Alaska. Z niecierpliwością czekamy na tę chwilę, kiedy rząd USA zniesie wreszcie wizy dla Polaków…
Kolejną grupę naszych polskich klientów stanowią zespoły artystyczne i sportowe, dla których organizujemy często turystyczną część pobytu w Kanadzie. Ostatnio mieliśmy przyjemność pokazywać Niagarę i Toronto reprezentacji Polski w siatkówce grającej z Kanadyjczykami w rozgrywkach Ligi Światowej 2012.
Wśród klientów portalu wycieczki.ca dominuje w tej chwili Polonia kanadyjska i amerykańska, stąd też popularnością cieszą się kierunki egzotyczne, a nie rodzime – Kraj Klonowego Liścia i USA. Największym hitem była ostatnio impreza sylwestrowa w Indonezji (połączona ze zwiedzaniem Malezji, Filipin, Brunei, Hongkongu i Makau), na którą zabrakło już miejsc w kwietniu. Dobrze sprzedaje nam się zawsze Peru z Boliwią, Argentyna z Brazylią, Japonia i Indochiny. Cały czas – z uwagi na stałych klientów, żądnych nowych wrażeń i przygód – pracujemy nad poszerzaniem oferty o nowe kierunki. Osoby preferujące wakacje all inclusive wybierają zaś od lat Meksyk, Kubę i Dominikanę, gdzie znajdują się przepiękne plaże.

W jaki sposób próbuje Pan promować ofertę Piast Travel oraz wycieczki.ca na rynku polskim?
Wielkie możliwości w tym zakresie daje nam internet, za pośrednictwem którego docieramy do potencjalnych klientów poprzez e-mailing, portale społecznościowe, artykuły dostępne w wersji on-line. W styczniu byliśmy obecni na targach turystycznych ITM Warsaw. Wybieramy się teraz, już we wrześniu, na TT Warsaw. Bezpośredni kontakt z potencjalnym klientem wydaje nam się najlepszym rozwiązaniem. Mamy też różne plany promocji telewizyjnej.

Dlaczego – Pańskim zdaniem – warto odwiedzić Kanadę i Amerykę? Co magicznego czeka na nas podczas podróży po tym regionie świata?
Kanada jest krajem, gdzie natura ma do powiedzenia więcej niż człowiek i to właśnie stanowi jej największy skarb. Wystarczy przejechać 1,5 godz. autostradą z Toronto na północ, aby znaleźć się w zupełnej głuszy, z dala od miejskiego zgiełku. Terytorium Nunavutu na Ziemi Baffina, gdzie nie rośnie nic poza mchami i porostami, nie ma dróg, ale za to sporo inuickich osad, Nowa Fundlandia i Labrador z niedawno ukończoną Trans-Labrador Highway, która pozwala objechać dookoła te niezwykłe pustkowia, czy Jukon, pamiętający czasy poszukiwaczy złota i przygód, są miejscami, gdzie można zapomnieć o wszelkich problemach i doskonale wypocząć. Warto wybrać się na wyprawę kanu przez któryś z kanadyjskich parków lub rezerwatów. Spotkamy w nich łosia, niedźwiedzia, bobra czy szopa pracza. Stany Zjednoczone, czegokolwiek by nie mówić o ich politykach i mocarstwowych dążeniach, pod względem geograficznym są – według mnie – najciekawszym regionem świata. Każdy stan to praktycznie inne państwo, bardzo zróżnicowane i interesujące. Ludzie mają tu w sobie wiele luzu i pogody ducha. Poziom obsługi klienta jest na wysokim poziomie i rzadko może coś nas negatywnie zaskoczyć.

 

Artykuły wybrane losowo

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

Wietnam

Victor Borsuk na Morzu Południowochińskim u wybrzeży Phan Rang w Wietnamie

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

 Dzięki rozbudowanej ofercie rozmaitych linii lotniczych sporty wodne można uprawiać praktycznie cały rok. Dotyczy to również kitesurfingu, który cieszy się dużą popularnością wśród Polaków, mimo iż u nas odpowiednie warunki klimatyczne panują jedynie przez kilka wiosennych i letnich miesięcy. Dla wielu naszych rodaków ślizganie się po falach na desce z latawcem stało się prawdziwą pasją, a kto raz połknie bakcyla, ten zawsze będzie śnił o tych wspaniałych miejscach na ziemi, gdzie natura sama stworzyła wymarzone warunki do wykonywania widowiskowych akrobacji na wodzie.

 

Jednym z najważniejszych czynników w kitesurfingu jest moc wiatru. Powiewy do 9 węzłów są zbyt słabe do uprawiania tego sportu. Wiatr o prędkości od 9 do 15 węzłów będzie dobry dla osób początkujących i tych wszystkich, którzy lubią czuć się bezpiecznie na wodzie i stabilnie poruszać latawcem. W takich warunkach ryzyko nieprzewidzianych sytuacji bywa raczej niskie. Prędkość 15–28 węzłów idealnie nadaje się dla średnio zaawansowanych kitesurferów. Można przy niej próbować wysokich skoków i porządnych ewolucji. Wiatr o prędkości powyżej 28 węzłów jest już bardzo silny. Czasem zrywa dachówki, łamie gałęzie i wieje piaskiem w oczy. Poradzą z nim sobie tylko doświadczeni kitesurferzy, którzy mierzą się w tej sytuacji z siłami natury.

Przy wyborze 12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu kierowałem się głównie statystyczną ilością i siłą wiatru oraz warunkami panującymi na wodzie. Pod uwagę brałem także wygląd okolicy i możliwości spędzania czasu nie poświęconego na ewolucje na desce.

 

1

Guajiru

Brazylia

 

To jedno z najwietrzniejszych miejsc na świecie. W brazylijskim stanie Ceará, w którym leży wioska Guajiru, wieje od czerwca do końca grudnia codziennie. Wiatr osiąga prędkość od 18 do 30 węzłów. Znajdują się tu liczne laguny z płaską taflą, na których możemy bez obaw próbować wszystkiego, o czym marzymy. Woda jest bardzo ciepła (ma mniej więcej taką temperaturę jak powietrze), więc wystarczą tylko krótkie spodenki i kostium kąpielowy. Nie wolno zapomnieć o użyciu kremu do opalania (aplikację warto powtórzyć kilka razy w ciągu dnia) i zaopatrzeniu się w wodę do picia.

 

2

Phan Rang

Wietnam

 

Okolica miasta Phan Rang (Phan Rang-Tháp Chàm) jest jeszcze mało popularna wśród amatorów akrobacji na desce z latawcem. Działa w niej zaledwie kilka szkół kitesurfingu. Miejsce to odkrył mój przyjaciel mieszkający w Wietnamie i właśnie tutaj zabieram widzów w podróż w czasie najnowszego filmu realizowanego przez Virgin Mobile W pogoni za wiatrem. Od listopada do lutego prędkość wiatru wiejącego na wybrzeżu wynosi 18–35 węzłów. Woda jest przezroczysta i jak okiem sięgnąć zupełnie płaska. Dopiero w odległości mniej więcej 800–1000 m od brzegu pojawia się rafa koralowa, która stanowi granicę dla pięknych równych fal, na których można uprawiać kitesurfing. Powietrze nagrzewa się zazwyczaj do ok. 30°C, ale silny wiatr powoduje, że w ciągu dnia i nocy nie odczuwa się upału. Dlatego do torby podróżnej warto zapakować klapki, krótkie spodenki i przewiewną koszulkę. Muszę przyznać, że to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. Właśnie tu zorganizowałem w minionym roku imprezę sylwestrową i przywitaliśmy nowy, 2018 r.

 

3

Woodman Point

Australia

 

Gdy miałem 18 lat, spędziłem w tym rejonie pół roku. Zaraz po maturze kupiłem bilet i poleciałem sprawdzić, jak wygląda to legendarne dla kitesurferów miejsce w Australii Zachodniej. Przed wyjazdem oglądałem filmy o nim i bardzo dużo czytałem. Uczciwie mogę przyznać, że długo marzyłem, aby tutaj przyjechać, a ponieważ była to daleka wyprawa, postanowiłem zatrzymać się w okolicy aż na pół roku. Mając zaledwie parę groszy przy duszy i głowę pełną nadziei, wyruszyłem w podróż. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem. Zastałem ogromne przestrzenie z płaską wodą i wiatr o prędkości 18–25 węzłów wiejący codziennie od godz. 14.00. Dlaczego właśnie o tej porze? Bo w tym rejonie występuje przede wszystkim wiatr termiczny zwany tu sea breeze (bryzą). Żadna prognoza nie podaje odpowiedniej siły wiatru, gdyż nie bierze pod uwagę różnicy temperatury między zimną wodą a bardzo mocno nagrzanym lądem. Oczywiście, poza tym, że był to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu, odczuwałem również stres związany z występowaniem przy brzegu wielu rekinów i strach przed wywracaniem się na dużej głębokości. Jednak statystyki działały na moją korzyść, a kilka ataków na ludzi zdarzających się w ciągu roku w całej Australii nie mogło mnie wystraszyć na tyle mocno, żebym zrezygnował z ukochanego sportu. Zatem jeżeli ktoś nie boi się opowieści o rekinach i chłodnej (orzeźwiającej!) oceanicznej wodzie, cypel Woodman Point koło miasta Perth jest dla niego bez wątpienia jednym z miejsc do zaliczenia.

 

4

Prasonisi, Rodos

Grecja

 

Żywienie się konserwami i zupkami chińskimi oraz spanie na łonie przyrody – tak właśnie spędzałem wakacje jako nastolatek, aby zamknąć cały dwutygodniowy wyjazd w kwocie 1,2 tys. złotych i móc pływać przez 6–8 godzin dziennie. Półwysep Prasonisi na wyspie Rodos to jedna z najlepszych okolic do uprawiania kitesurfingu na świecie. Idealne miejsce dla amatorów tego sportu znajduje się między dwoma wzgórzami, które codziennie się nagrzewają, co sprawia, że powstaje schodzący z nich wiatr termiczny. Wzniesienia łączy piaszczysty wał, dzięki czemu tworzy się tu tzw. efekt Venturiego (wiatr przyspiesza w przewężeniu). Ze względu na te czynniki przez pół roku codziennie wieje w tym rejonie równy, ciepły i silny wiatr. Woda z jednej strony wału jest płaska jak stół, z drugiej powstają duże fale. Każdy ma inne wspomnienia z okresu nastoletniego, ja swoje pierwsze kroki w stronę dorosłości stawiałem właśnie na wyspie Rodos.

 

5

Mierzeja Helska

Polska

 

W tym przypadku moja ocena będzie siłą rzeczy bardziej subiektywna. Jest całkiem prawdopodobne, że wpływają na nią wspomnienia z 22 lat, przez które przyjeżdżałem na Hel, ale uważam tę część Polski za jedno z najlepszych miejsc, aby rozpocząć przygodę z kitesurfingiem. Przede wszystkim od strony Zatoki Puckiej mamy tutaj prawie 1 km płaskiej i płytkiej wody oraz rozległe przestrzenie. Nie bez znaczenia pozostaje też towarzystwo niesamowitych ludzi, których łączy zamiłowanie do sportów wodnych. Ja kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie innej okolicy na spędzenie lata. Właśnie tu moje życie zaczęło nabierać obecnego kształtu. Na początku uczyłem się na Helu pływać, teraz prowadzę obozy dla dzieci od 9 do 18 lat i organizuję wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm. Staram się zainspirować wszystkich swoją pasją.

 

6

Boracay

Filipiny

 

Filipińska wysepka Boracay kojarzy się z wysmukłymi palmami opadającymi do morza, błękitną wodą i białym piaskiem. To miejsce ma jednak także duszę. W ciągu dnia wszyscy żyją tutaj kitesurfingiem, a wieczorem zaczyna kwitnąć życie nocne. Wówczas każdy poddaje się magii, która otacza tę wyspę. Nie przez przypadek mówi się na niej: what happens on Boracay, stays in Boracay („co wydarzyło się na Boracay, zostaje na Boracay”). Uważam ten rejon Filipin za jeden z moich najbardziej ulubionych zakątków na świecie.

 

polska1

Victor Borsuk na Helu, gdzie często zapoznaje innych z kitesurfingiem

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

7

Auckland i Northland

Nowa Zelandia

 

Północna część nowozelandzkiej Wyspy Północnej (regiony: Auckland i Northland) należy do najpiękniejszych miejsc na ziemi, w których do tej pory byłem. Wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża znajduje się wiele zupełnie dzikich okolic do uprawiania kitesurfingu. W wodzie można dostrzec wieloryby, a na lądzie spotkać ptaki kiwi i tyle owiec, że trzeba by liczyć je do snu do końca życia. Przyleciałem do tego kraju w odwiedziny do swojego bardzo dobrego kolegi, który pływanie na desce z latawcem traktuje jako pasję, a żyje z koncertów (występuje jako gitarzysta i wokalista). Ten niesamowity człowiek zabrał mnie w podróż po północnej Nowej Zelandii. Swoją wizytę w tych stronach zacząłem od Auckland, czyli największego miasta w kraju (ponad półtoramilionowego). Wynająłem w nim auto i pojechałem do nadmorskiego kurortu Paihia, gdzie poza sezonem żyje ok. 2 tys. osób, a latem przebywa prawie 30 tys. ludzi. W tym mieście mieszka na co dzień mój kolega Robin, tu codziennie gra w golfa czy tenisa i wieczorami występuje na koncertach w knajpach na wodzie. Utrzymuje się też z lokalnej turystyki. W kurorcie warto zatrzymać się na dwa dni, jednak najbliższe miejsca do uprawiania kitesurfingu oddalone są stąd przynajmniej o 20 min. jazdy na północ. W takiej odległości znajdował się nasz secret spot, położony między dwoma wzgórzami na terenie należącym do znajomych mojego kolegi. Była to rewelacyjna okolica. Wiatr wiał do brzegu, a na wodzie nie spotkaliśmy nikogo. Dzień później wybraliśmy się bardziej na północ na plażę, po której można jeździć autem (Ninety Mile Beach). Tutaj również spędziliśmy czas na falach. Pływaliśmy, ścigając się z samochodami. W Nowej Zelandii przebywałem tydzień, z czego przez cztery dni nie wiało. Cisza, spokój i piękne widoki rekompensowały jednak brak wiatru. Jeżeli moim głównym celem wyjazdów nie byłby kitesurfing, ale podróż w głąb siebie i obcowanie z naturą, ponownie wybrałbym się do Nowej Zelandii.

 

8

Maui

Hawaje, USA

 

Maui powinien odwiedzić każdy, niezależnie od tego, czy uprawia jakiekolwiek sporty wodne, czy podróżuje w celach czysto turystycznych. Ta wulkaniczna wyspa przekracza wszelkie wyobrażenia. Zacznę od tego, co najbardziej mnie zaskoczyło. Po wylądowaniu w mieście Kahului wychodzimy na lotnisko, gdzie wita nas od razu parne, gorące powietrze (nie ma czekających kobiet z kwiatami na szyi), więc od samego początku czujemy, że znaleźliśmy się w miejscu naprawdę egzotycznym. Całą wyspę można objechać w zaledwie 4 godz., ale każda jej część zdumiewa innym mikroklimatem. Po jednej stronie lądu codziennie pada (czasem 15 min., innym razem cały dzień), między lasami bambusowymi wyrastają palmy, wzgórza i skały pokrywa zieleń, a po drugiej opady są rzadkie i pola golfowe muszą być sztucznie nawadniane. Wzdłuż północnego wybrzeża leżą najsłynniejsze miejsca dla amatorów ewolucji na desce z latawcem, takie jak Ho’okipa, Kite Beach, Haiku itd. Tu zobaczymy nie tylko kitesurferów, ale przede wszystkim najlepszych sportowców na świecie startujących w zawodach surfingowych i windsurfingowych. Widoki przypominają kadry z okładek magazynów sportowych. W okolicy codziennie wieje, jest ciepło i egzotycznie, ale spoty są tak małe, że aż trudno uwierzyć. Wszyscy żyją tutaj powoli, to prawdziwi surferzy. Niestety, muszę zmartwić osoby, które jeszcze nie miały styczności ze sportami wodnymi. Maui nie nadaje się dla stawiających swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie. Warunki są w tym rejonie bardzo wymagające, powiedziałbym nawet, że bywa niebezpiecznie. W wodzie łatwo zorientować się, iż znajdujemy się na Pacyfiku i nie należy lekceważyć jego siły, bo skończy się to tragicznie. Jeżeli ktoś chce sprawdzić się w tym miejscu, musi zdobyć doświadczenie. Dlatego polecam zacząć od Polski, potem warto wybrać się za granicę, polecieć do Brazylii i na spokojnie zmierzyć się z falami o wysokości 1–3 m, a na koniec dopiero można udać się na Hawaje.

 

9

Bintan

Indonezja

 

Wyspa Bintan leży w odległości zaledwie godziny rejsu promem od Singapuru (w archipelagu Riau). Kiedyś planowałem dotrzeć na nią na Puchar Azji (Kiteboard Tour Asia – KTA), ale termin wydarzenia kolidował z moim wcześniej zorganizowanym wyjazdem do Wenezueli. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Ze względu na bliskość Singapuru jakość i ceny tutejszych hoteli przekraczają wszelkie wyobrażenia, ale my nocowaliśmy w domkach na palach, do których dochodziło się 200-metrowym drewnianym mostem. Jego deski wyglądały, jakby miały się zaraz złamać. Obiekt nazywał się Bintan Laguna Restaurant & Resort. Pobyt kosztował nas zaledwie 20 dolarów amerykańskich za noc (ze śniadaniem)! Na śniadanie podawano makaron z jajkiem, ale serwowano go na stole ustawionym nad wodą, co tworzyło niesamowitą atmosferę. W pokojach nie było okien z szybami, tylko otwory. Do środka wpadała przez nie bryza i ciepłe powietrze. Spędzanie dnia i nocy w tym miejscu stanowiło czystą przyjemność. Zaledwie 10 min. skuterem od obiektu znajduje się Bintan Agro Beach Resort, w którym mój kolega z Singapuru ma szkołę kitesurfingu. Okolica idealnie nadaje się na rozpoczęcie przygody z tym sportem, ponieważ woda jest tu płytka na obszarze rozciągającym się od brzegu do prawie 200 m w głąb morza. Ze względu jednak na bliskość równika kitesurferzy są zależni od pływów. Czasem w odległości 50 m od lądu fale odsłaniają suche dno. Ja na wyspie Bintan zupełnie się wyciszyłem. Nie ma na niej alkoholu (poza wytwarzanym przez mieszkańców winem ryżowym), auto można zobaczyć raz na godzinę, wszędzie panuje błoga cisza i spokój. Warto spędzić tutaj trochę czasu, aby porządnie wypocząć.

 

Cabarete 002

Klimatyczne Cabarete to popularne miejsce profesjonalnych zawodów w kitesurfingu

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

10

Cabarete

Dominikana

 

Miasteczko Cabarete w Republice Dominikańskiej uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu na świecie. Szaleństwo na falach przy odpowiednim wietrze i w promieniach gorącego tropikalnego słońca można tu połączyć z wieczornymi imprezami na plaży. Sama okolica nie jest zbyt dobra do rozpoczęcia nauki, to raczej rejon dla zaawansowanych. Miejscowi wykonują naprawdę niesamowite ewolucje na desce. Odkąd zobaczyłem pierwszy film z zawodów Pucharu Świata w kitesurfingu w Dominikanie, marzyłem o tym, żeby kiedyś do niej pojechać. Czekały na mnie smukłe palmy, biały piasek na plaży i błękitna woda. Kitesurferzy reprezentowali najwyższy światowy poziom. Moje wyobrażenia o tym miejscu okazały się całkowicie zgodne z rzeczywistością. Jeżeli ktoś nauczył się podstaw kitesurfingu i opanował halsowanie, powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten kraj. Atmosfera Karaibów łączy się tutaj z surferskim duchem rywalizacji na wysokim poziomie. Nie brakuje też rumu, ale warto mieć świadomość, że w Republice Dominikańskiej wypoczywa mnóstwo turystów, więc nie należy liczyć na ciszę i spokój umilające pobyt w Indonezji.

 

Renę Egli Airview

Przepiękna plaża Sotavento na Fuerteventurze, mekka kitesurferów z całego świata

© RENÉ EGLI

 

11

Fuerteventura

Hiszpania

 

Niewątpliwą zaletę Fuerteventury (jednej z Wysp Kanaryjskich) stanowi fakt, że można na nią dość szybko dotrzeć za niewielkie pieniądze. Tanie linie lotnicze często oferują bilety od 200 zł w górę w obie strony i czasem aż trudno uwierzyć, jak małe są koszty dostania się z kontynentalnej Europy na archipelag położony nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Ja trafiłem tu po raz pierwszy 10 lat temu, kiedy startowałem w Pucharze Świata na Playa Barca i Sotavento (Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup). To właśnie jedno z tych miejsc, które można obejrzeć na filmach z najlepszymi kite- i windsurferami na świecie. Sama wyspa nie jest zbyt bogata w szatę roślinną, w jej krajobrazie dominują skały i piach, jednak należy do bardzo wietrznych rejonów. Najmocniej zaskakują tutaj tłumy ludzi kochających sporty wodne. Zjeżdżają oni głównie do południowo-wschodniej części Fuerteventury. Wzdłuż plaży Sotavento przy odpowiednim poziomie wody powstaje olbrzymia laguna (płytki akwen z płaską taflą) o długości ponad 4 km i szerokości powyżej 200 m, na której można zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem. Jeżeli ktoś nie ma czasu na dalekie podróże, a liczy na słońce i dobry wiatr podczas wyjazdu, to bardzo mu polecam właśnie tę sympatyczną kanaryjską wyspę.

 

12

Sardynia

Włochy

 

Włoska Sardynia to wspaniałe miejsce, które potrafi zaskoczyć na każdym kroku. Jest pełna tajemnic i ma bogatą historię. Niektóre okolice bywają tutaj bardzo surowe, ale napotkamy też zakątki jak z bajki. Na wyspie, podobnie jak w wielu rejonach południowej Europy, obowiązuje sjesta – w tym czasie często nie działają sklepy ani restauracje. Morze Śródziemne wokół Sardynii przybiera kolor błękitny, a piasek na plażach jest biały. Aż chce się wskoczyć do wody. Ja nie miałem zbyt dużo szczęścia do dobrego wiatru podczas swoich odwiedzin na tej malowniczej wyspie. Udawało mi się popływać dwa lub trzy dni w ciągu trwającego tydzień wyjazdu, ale nie jest to tak naprawdę nic niezwykłego, bo i w popularnym wśród kitesurferów Egipcie zdarzają się podobne okresy bez odpowiednich podmuchów. Uważam, że naprawdę warto zawitać na Sardynię. Istnieje na niej wiele świetnych centrów kite- i windsurfingu, a okoliczne wody słyną z wymarzonych wręcz warunków do uprawiania tych sportów. Ja korzystałem z usług profesjonalnej polskiej bazy SKYHIGH znajdującej się w Porto Botte, miejscowości położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu, niedaleko czarującej wysepki Sant’Antioco. Chętnie odwiedzę gościnną Sardynię ponownie, żeby spróbować szczęścia w łapaniu wiatru. Poza tym potrawy lokalnej kuchni są przepyszne, miasteczka wyglądają niezmiernie urokliwie, a sami Sardyńczycy to wyjątkowi ludzie, jakby z innego świata.

 

Na szlakach Brandenburgii

JOANNA CZUPRYNA

<< Można by pomyśleć, że lasy, jeziora, pagórki, ruiny budowli z cegły, kościelne wieże i wiejskie zagrody tworzą krajobraz, jakich wiele. Po przejechaniu granicy w Świecku kierowców wita tablica kraju związkowego Niemiec i… monotonia za oknem. „Zielone pustkowie” – zanotował w drugiej połowie XIX w. Theodor Fontane (1819–1898), najsłynniejszy pisarz regionu, który przez kilkanaście lat niestrudzenie podróżował po swojej małej ojczyźnie, aby na końcu stwierdzić – „Przemierzyłem Brandenburgię, uznając ją za bogatszą, aniżeli śmiałem przypuszczać”. Pięć tomów „Wędrówek po Marchii Brandenburskiej” jest dobrym przykładem na to, że pierwsze, często pobieżne wrażenia mogą mylić i pozbawić nas szansy na przeżycie czegoś wspaniałego. Dlatego proponuję zwolnić, zjechać z autostrady i pomknąć w głąb krainy, która ma znacznie więcej do zaoferowania niż pozornie niczym się nie wyróżniające widoki. >>

Więcej…

Etiopia – ginący świat

KATARZYNA DUDEK

 

                                                                                                                 FOT. MAJKA SZURA/WWW.POLKATRAVEL.PL 

<< Etiopia to kraj, który pozostaje w sercu na zawsze, a podróżowanie po nim jest łatwiejsze niż myślimy. Powinni się o tym przekonać szczególnie ci, którzy nie odwiedzili jeszcze tzw. Rogu Afryki. Z pewnością będą zachwyceni bezcennymi skarbami dawnej Abisynii. >>

Podróżującym po Etiopii polecam wybór kompletnej trasy, tzn. zwiedzenie terenów północnych (do Aksum) połączone z wyprawą na południe (aż do granic słonego Jeziora Turkana, dawniej Jeziora Rudolfa). Ten program można wzbogacić o wycieczkę do położonego na wschodzie muzułmańskiego miasta Harar (Harer) oraz na plantacje kawy na zachodzie lub wymagający idealnego zdrowia wyjazd do Kotliny Danakilskiej (Afaru) – depresji w zapadlisku tektonicznym wchodzącym w skład Wielkich Rowów Afrykańskich. Dlaczego warto przemierzyć ten kraj wzdłuż i wszerz, żeby zobaczyć jak najwięcej miejsc? Otóż tempo zachodzących tu zmian jest tak duże, że trzeba się śpieszyć, aby zdążyć poznać prawdziwą afrykańską Etiopię. 

Więcej…