Z naszym rodakiem Łukaszem Kozłowskim, wielkim miłośnikiem kontynentu azjatyckiego, współwłaścicielem i jednym z czterech założycieli biura ciekawszych podróży wczasywazji.pl z siedzibą w Azji Południowo-Wschodniej w wietnamskim mieście Ho Chi Minh, dawnym Sajgonie, rozmawia Michał Domański.


 

 

Jak to się stało, że związał Pan swoje życie z Azją? Dlaczego zdecydował się Pan otworzyć biuro podróży i pracować na tym urokliwym kontynencie? 

 

Przyjechałem do Azji, a dokładnie Wietnamu, aby przeżyć przygodę życia, sprawdzić się w innym kraju. Miałem spędzić tu jakiś czas i wrócić do Polski. Jednak Azja tak wciąga, że mój pobyt coraz bardziej się przedłuża i wraz z trzema przyjaciółmi od półtora roku prowadzę w Ho Chi Minh własne biuro podróży, dzięki któremu chcemy pokazywać Polakom to, co nas zauroczyło. Temu kontynentowi nie można odmówić uroku. Zawsze powtarzam turystom, że poznawanie Azji Południowo-Wschodniej powinni zacząć od jej mieszkańców, ludzi z pozytywnym podejściem do życia. Potem przychodzi czas na tutejszą kuchnię, kulturę czy przyrodę, które są naprawdę fantastyczne. 

 

 

W jaki sposób zaczęła się Pańska przygoda z branżą turystyczną w Azji Południowo-Wschodniej? Jak doszło do powstania biura ciekawszych podróży wczasywazji.pl?

 

Jeszcze gdy mieszkałem w Poznaniu, miałem do czynienia z branżą turystyczną, czasem oprowadzałem grupy po mieście. W Azji na początku nawiązałem współpracę z jedną lokalną firmą, jednak po roku się rozstaliśmy. Chciałem zaproponować Polakom zupełnie inny sposób zwiedzania, pokazać im to, co spowodowało, że zostałem tutaj na dłużej i żyje mi się dobrze. Zamierzałem nie skupiać się jedynie na typowych atrakcjach. Pragnąłem, aby ludzie, którzy skorzystają z naszych usług, poznali nie tylko słynny kambodżański kompleks Angkor, ale także samych Khmerów, ich życie, kulturę i codzienność. Dzielimy się z turystami tym, co znamy, przedstawiamy im naszych azjatyckich przyjaciół, zabieramy do ich domów. Wiele razy widziałem, że większą atrakcją była dla kogoś zwykła kolacja z miejscową rodziną niż wizyta w Angkorze. Polacy są ciekawi świata, chcą poznać jego prawdziwe oblicze, a nie tylko zaliczyć najważniejsze zabytki. 

 

W moim przedsięwzięciu wsparło mnie trzech przyjaciół: Adrian, Grzegorz i Sławek. Właściwie razem doszliśmy do wniosku, że warto postawić na pomysł, który opisałem. W lipcu 2016 r. wystartowaliśmy z naszym projektem wczasywazji.pl. 

 

Nocna wycieczka motorowa po mieście Ho Chi Minh (dawnym Sajgonie) © FOT. WCZASYWAZJI.PL

 

Jak pracuje się na co dzień w turystyce w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej? Czym się charakteryzuje tamtejszy rynek? Co go odróżnia od naszego, polskiego? 

 

 

Dla mnie codzienna praca jest bardzo przyjemna. Mamy w całym regionie wielu sprawdzonych partnerów, dzięki którym możemy zapewnić dokładnie taki standard wycieczek, o jaki nam chodziło przy zakładaniu firmy. Tutejszy rynek wciąż się rozrasta – oprócz Tajlandii, cieszącej się niesłabnącą popularnością wśród obcokrajowców, również inne kraje rozwijają się turystycznie. My stawiamy na współpracę z lokalnymi, nierzadko małymi kontrahentami, którzy rozumieją nasz pomysł na zwiedzanie. Tych pojawia się zresztą coraz więcej. Dzięki temu, że najczęściej stajemy się znajomymi, z czasem sami pokazują nam, jak jeszcze lepiej zaprezentować miejscową kulturę. 

 

Od rynku polskiego ten azjatycki najbardziej odróżnia wielkość i różnorodność. W regionie znajduje się ponad 10 krajów. Jedne są biedniejsze, jak Kambodża, Laos czy Filipiny, inne – bardziej zaawansowane pod względem cywilizacyjnym, jak Malezja lub Singapur. Mieszają się tu ze sobą różne kultury, religie, sposoby życia. Jednak tak jak w Polsce turystyka wciąż się rozwija i nadal odkrywa się nowe zakątki i atrakcje, tak i w Azji Południowo-Wschodniej jest jeszcze wiele nieznanych miejsc czekających na swoją kolej. 

 

 

W jaki sposób promuje Pan własną firmę oraz atrakcje turystyczne Wietnamu, Filipin, Indonezji, Kambodży, Laosu, Malezji, Nepalu, Mjanmy (Birmy) i Tajlandii w Polsce? Kto jest wiodącym partnerem biura ciekawszych podróży wczasywazji.pl w naszym kraju? 

 

Oczywiście promujemy się w różny sposób, od reklamy w magazynie All Inclusive zaczynając. Ponieważ działamy na miejscu, główne medium do kontaktu z potencjalnymi klientami stanowi dla nas internet: strona internetowa www.wczasywazji.pl, nasze profile na Facebooku czy Instagramie. Staramy się także pomagać różnym użytkownikom na forach internetowych. Sporo osób planuje obecnie podróże indywidualnie i szuka porad. Podpowiadamy im, ale – oczywiście – nie pobieramy za to pieniędzy. Bardziej zależy nam na tym, żeby ktoś zobaczył interesujące rzeczy w Wietnamie czy Malezji i przywiózł ze sobą dobre wspomnienia. Udzielanie takich rad jest zresztą dla nas korzystne. Zauważam, że ludzie coraz częściej zaczynają kojarzyć mnie i moich kolegów, a co za tym idzie również naszą firmę, i oceniają pozytywnie ze względu na pomoc na forach.

 

Nie mogę powiedzieć, że mamy wiodącego partnera w Polsce. Współpracujemy z kilkoma biurami zajmującymi się różnymi zagadnieniami w turystyce, np. wycieczkami motywacyjno-integracyjnymi, wyjazdami pielgrzymkowymi czy ofertami dla małych grup. Wciąż chętnie szukamy kolejnych agencji do nawiązania współpracy, dlatego zachęcam do kontaktu z nami.

 

 

Czy Pańskie biuro ciekawszych podróży z siedzibą w wietnamskim mieście Ho Chi Minh, dawnym Sajgonie, nazywanym niegdyś Perłą Dalekiego Wschodu lub Paryżem Orientu, może pochwalić się dużą liczbą polskich klientów? Co najczęściej przyciąga ich w malownicze zakątki Azji Południowo-Wschodniej?

 

Tak, na ten moment Polacy to zdecydowana większość naszych klientów. Wynika to z coraz tańszych biletów na połączenia między Warszawą a Bangkokiem, Sajgonem czy Kuala Lumpur. Nasi rodacy coraz więcej też zarabiają, więc mogą sobie pozwolić na dalsze wyjazdy. Biuro Rainbow czarteruje także samolot kursujący na trasie Warszawa – Bangkok i Warszawa – Sajgon od października do marca i można u nich kupić same bilety. 

 

Azja jest dla Polaków ciekawa. Jeszcze kilka lat temu była zupełnie nieosiągalna, teraz kusi ze zdwojoną siłą. Współcześnie uchodzi poza tym za miejsce bezpieczne, w przeciwieństwie do basenu Morza Śródziemnego. Zresztą wielu Polaków zdążyło już zwiedzić popularne regiony Europy i jej najbliższe sąsiedztwo i szuka czegoś nowego. Azja ma mnóstwo do zaoferowania. Pod każdym względem jest odmienna niż polska codzienna rzeczywistość. Wszyscy, którzy odwiedzają ją po raz pierwszy, zdają sobie sprawę, że po wyjściu z lotniska znajdą się w innym świecie, a zapowiada to już pierwszy podmuch tropikalnego powietrza.


Doskonała atmosfera podczas rejsu tradycyjną lipińską łodzią banca © FOT.WCZASYWAZJI.PL

 

Dlaczego – według Pana – warto chociaż raz w życiu odwiedzić mające z pewnością nieodparty urok Wietnam, Filipiny, Indonezję, Kambodżę, Laos, Malezję, Nepal, Mjanmę (Birmę) i Tajlandię? Co takiego magicznego i fascynującego spotkamy w tych krajach Azji Południowej i Południowo-Wschodniej?

 

Z pewnością warto je odwiedzić nie raz, a wiele razy! Ta część Azji ma niesamowitą atmosferę, którą tworzą jej mieszkańcy. Tutejsze zabytki, kuchnia, kultura i przyroda potrafią zachwycić. Z jednej strony na spokojnej prowincji życie toczy się swoim powolnym, leniwym rytmem, a z drugiej w wielkich miasta ulicami pędzą tysiące motocykli lub samochodów i przepływają tłumy ludzi. Wiele osób potrafi zachłysnąć się Azją. Gdy żegnamy turystów na lotnisku, często widzimy, że niedługo tu wrócą, bo już tęsknią. W tej części świata żyje się zupełnie inaczej niż w Europie. Aby to sprawdzić na własnej skórze, trzeba jedynie otworzyć serce i zatrzymać się czasem w trakcie zwiedzania, usiąść na stołeczku, wypić lokalny napój i poczuć się jak miejscowy. To staramy się zawsze przekazać korzystającym z naszych usług osobom. Azja ma swój urok, należy tylko pozwolić jej się oczarować. Reszta przyjdzie sama.

 

 

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.  www.wczasywazji.pl

Artykuły wybrane losowo

13 miesięcy w Etiopii

ALICJA KAFARSKA

 

Melkam Addis Amet!, czyli „Szczęśliwego Nowego Roku!”, te radosne słowa rozbrzmiewają w Etiopii zawsze 11 września (12 w roku przestępnym). Wszystko się zgadza, bowiem przysłowiowego sylwestra Etiopczycy obchodzą niemal w środku naszego roku kalendarzowego. Dzieje się tak dzięki kalendarzowi etiopskiemu (opartemu po części na juliańskim). Dzień 11 albo 12 września jest w nim właśnie początkiem nowego roku. Etiopia to w ogóle dziwny kraj… Używa się tu kalendarza mającego 13 miesięcy – pierwsze 12 liczy po 30 dni, a ostatni, zwany Pagumen, tylko 5 dni (6 w roku przestępnym). Nowy Rok obchodzi się pod koniec pory deszczowej, kiedy niemal wszystko tonie w zieleni. Wita się go ze śpiewem na ustach i wielką radością, tak typową dla mieszkańców tego pięknego kraju. Niespodzianką są jednak nie tylko same miesiące, gdyż kalendarz etiopski (w porównaniu z naszym gregoriańskim) jest młodszy o 7–8 lat. Dlatego też początek milenijnego 2000 r. obchodzony był tutaj we wrześniu 2007 r. Natomiast obecny etiopski 2004 r. rozpoczął się kilka dni temu… Jego nadejście świętowano hucznie 12 września.

Więcej…

Finlandia, czyli zimowa ucieczka przed pluchą

Adam Stępień

 

                                                                                                             FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

<< Prawdziwa zima już za pasem. Niektórzy zastanawiają się, jak się przed nią schować, ale tym, którym śnieg i mróz niestraszne, proponuję ucieczkę przed pluchą i szarością środkowoeuropejskiej aury, czyli wyprawę do Finlandii, a przede wszystkim fińskiej Laponii. Jeziora i rzeki skute lodem, zaśnieżone wzgórza i sauny opalane drewnem powinny skusić niejednego podróżnika, szczególnie że przy okazji można odwiedzić Świętego Mikołaja, pojeździć na biegówkach, zjeść stek z renifera, zapoznać się z najnowszymi trendami wzornictwa przemysłowego czy poczytać opowieści o Muminkach… >>

Republika Finlandii to państwo stosunkowo nowe na mapie Europy (istnieje od grudnia 1917 r.), choć sami Finowie żyli na tych terenach przez wieki, najpierw pod panowaniem szwedzkim, a później – rosyjskim. Mimo dość dużej powierzchni – 338 tys. km², kraj ten zalicza się do najsłabiej zaludnionych na kontynencie (ok. 18 osób na 1 km²). Każdego roku staje się jednak coraz bardziej popularnym kierunkiem podróży, w tym także Polaków.

Więcej…

Australia – świat do góry nogami

LIDIA MIKOŁAJEWSKA

 

<< Gdy w 2006 r. hinduski reżyser Harry Baweja kręcił sceny do filmu „Love Story 2050”, przyznał w wywiadzie, że południe Australii stanowi znakomity plener zdjęciowy do jego obrazu. Właśnie tu znalazł wszystko to, czego potrzebował: wielkie miasto i małe miasteczko, czerwoną pustynię i słone jezioro, a nawet piękną wyspę. A to przecież jedynie część tego, co ma nam do zaoferowania ten najmniejszy i najbardziej odmienny kontynent świata. Witajcie po drugiej stronie globu! >>

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Dwunastu Apostołów - wapienne kolumny w Parku Narodowym Port Cambell

 

Trzeba przyznać, że w Australii jest coś urzekającego i fascynującego. To prawdziwie filmowy kraj – ogromne i dzikie przestrzenie, ciągnące się po horyzont drogi i bezdroża, piaszczyste plaże i lasy deszczowe, nasłonecznione stoki i pastwiska czy wypalone pustynie… Na dodatek tylko tu ewolucja ssaków przebiegła inaczej niż na całej planecie, dzięki czemu rozwinęły się i przetrwały do naszych czasów gatunki stekowców i torbaczy – dziobaki, kolczatki, wombaty, koale czy kangury.

Więcej…