Kurort Tossa de Mar na Costa Brava
151126 MAALV 1208

© AGENCIA CATALANA DE TURISME

ANETA KOTARSKA


Katalonia to część Hiszpanii, która kryje w sobie wiele przeciwieństw. Katalończycy obrali za swój symbol osła reprezentującego mądre i spokojne, lecz uparte dążenie do celu, Hiszpanie natomiast – byka ucieleśniającego temperament i siłę. Katalońskie tradycje mieszają się tu z hiszpańskimi, obok siebie współistnieją też dwa języki, kosmopolityzm łączy się z nacjonalizmem, sztuka z przemysłem, ruiny rzymskie z modernizmem. Nawet pod względem geograficznym region charakteryzują kontrasty – morze przeplata się w nim z górami.


Ta wielowymiarowość Katalonii czyni z niej jeszcze bardziej intrygującą krainę. Sprawia także, że jej odkrywanie może stać się dla nas fascynującą przygodą. Na dodatek tutejsze malownicze miejscowości są znakomitymi miejscami na udany wypoczynek.


Naszą podróż zaczniemy od najbardziej znanego miasta tej wspólnoty autonomicznej, czyli Barcelony. Odgrywa ona jednocześnie rolę ośrodka kulturalnego i administracyjnego. Potem ruszymy na rozgrzane słońcem katalońskie wybrzeże.


MIASTO PEŁNE UROKU

Barcelona kojarzy się z wieloma różnymi rzeczami – słynnym kościołem Antoniego Gaudíego Sagrada Família, stadionem Fútbol Club Barcelona Camp Nou, wąskimi uliczkami Dzielnicy Gotyckiej (Barri Gòtic) bądź plażą nad Morzem Śródziemnym. Ta metropolia tętni życiem przez cały rok, nieustannie nas zaskakuje i wciąż inspiruje swoim bogactwem kulturowym. Na ten jej specyficzny charakter wpływa fakt, że stała się ona tyglem, w którym mieszają się różne narody, kultury czy języki, i to właśnie wyróżnia ją na tle innych europejskich ośrodków. Z tego też względu mnóstwo osób po pierwszej wizycie w stolicy Katalonii wraca do niej co roku. Każdy zaspokoi tutaj swój głód nowych wrażeń, zarówno w sensie estetycznym, jak i muzycznym lub kulinarnym.


Na różnorodność Barcelony składa się wiele elementów, jednak przede wszystkim tę jej cechę znakomicie oddaje dobrze zachowana architektura reprezentująca odmienne style. Kiedy chodzimy po Barri Gòtic i dzielnicy La Ribera, oprócz średniowiecznych budowli, tj. gotyckiej Katedry św. Eulalii lub Bazyliki Santa María del Mar (znanej z powieści historycznej Ildefonsa Falconesa Katedra w Barcelonie), czy XIV-wiecznym kwartale żydowskim El Call, możemy oglądać pozostałości dawnego ośrodka Barcino, który należał do Imperium Rzymskiego. Stolica Katalonii to miasto na mieście, dlatego wśród uliczek Dzielnicy Gotyckiej odnajdziemy fragmenty rzymskich akweduktów i murów miejskich bądź kolumny świątyni Augusta. Poza tym natrafimy tu także na perełki z okresu modernizmu, takie jak Casa Bruno Cuadros, inaczej Casa dels Paraigües, czyli Dom Parasolek, i 4 Gats (Els Quatre Gats – Cztery Koty) – restaurację, która od czerwca 1897 r. gromadziła bohemę artystyczną skupioną wokół katalońskich modernistów, a później była silnie związana z Pablem Picassem. Wszystkie te style krzyżują się na niewielkim obszarze starej barcelońskiej dzielnicy, mającej niepowtarzalną atmosferę i zachęcającej do zgubienia się w jej zaułkach.

 
Praktycznie na każdym kroku natkniemy się w Barcelonie na coś intrygującego i godnego zwiedzania. Takie zagęszczenie zabytków wynika z faktu, że nie zajmuje ona tak dużej powierzchni, jak mogłoby nam się wydawać (101,4 km²). Jednak choć miasto jest niezbyt rozległe, na 1 km2 przypada w nim średnio niemal 16 tys. osób, dlatego też bary i restauracje są pełne za dnia i w nocy, a widok ludzi siedzących przy stolikach, jedzących tapas, pijących wino, głośno rozmawiających i po prostu cieszących się chwilą nie należy do rzadkości. Oczywiście, na popularność tego sposobu spędzania wolnego czasu wpływają duże znaczenie życia we wspólnocie i sprzyjająca pogoda. Barcelona charakteryzuje się klimatem śródziemnomorskim z łagodnymi zimami i ciepłymi latami. Raczej tutaj nie zmarzniemy, średnia roczna temperatura wynosi ok. 20°C. Czasem doskwierać nam może natomiast wysoka wilgotność powietrza. Przetrwać gorące miesiące letnie pomaga chłodzenie się na barcelońskich tarasach. Mają je zarówno restauracje czy bary, jak i hotele. Warto w tych miejscach odetchnąć i skorzystać z szerokiej oferty atrakcji – od muzyki na żywo do imprez w basenie.


SZLAKIEM MODERNIZMU

Jeśli natomiast chcemy mimo upału podążać śladami Antoniego Gaudíego, powinniśmy skierować się ku modernistycznej dzielnicy Eixample (hiszp. Ensanche). Znajduje się w niej najbardziej znany i najczęściej odwiedzany obiekt zaprojektowany przez katalońskiego architekta – Sagrada Família (Temple Expiatori de la Sagrada Família, czyli Świątynia Pokutna Świętej Rodziny), która od 134 lat (od 1882 r.) jest w budowie. Mimo to zadziwia swoją oryginalną naturalistyczną formą i bogactwem symboli, umieszczonych na fasadach i we wnętrzu bazyliki, a tworzących cały labirynt znaczeń. Z tego zresztą względu nazywano Gaudíego Dantem architektury i geniuszem swojej epoki.


Gdy przestępujemy próg Sagrady Famílii, czujemy się, jakbyśmy wchodzili do ogromnego lasu, ponieważ kolumny kościoła przypominają pnie drzew, które rozgałęziają się w wyższych partiach, aby rozłożyć swoje liście na sklepieniu. Słynny artysta eksperymentował nie tylko z formą, lecz także ze światłem, dlatego też ogromne wrażenie robią tu witraże dające efekt naturalnej tęczy. Mimo iż duża część oryginalnych planów i makiet Gaudíego uległa zniszczeniu podczas hiszpańskiej wojny domowej (1936–1939), architekci trzymają się koncepcji mistrza. Choć ciężko im określić dokładną datę ukończenia prac (wspomina się o 2026–2028 r., ale ten termin jest mało prawdopodobny), wiadomo już, że po wybudowaniu środkowej wieży, która ma mierzyć 172,5 m, Sagrada Família stanie się najwyższą świątynią na świecie.


Innymi nietypowymi projektami Gaudíego są domy Casa Milà (La Pedrera, czyli Kamieniołom) i Casa Batlló oraz Pałac Güell (Palau Güell) i Park Güell. Zadziwiają nieregularnymi kształtami zainspirowanymi naturą, kolorową mozaiką czy połączeniem różnych materiałów, m.in. szkła, kamienia i żelaza. Formy zaobserwowane w przyrodzie udało się artyście oddać w obiektach architektonicznych nie tylko w ornamentyce (tak jak jego poprzednikom), lecz także w samych ich konstrukcjach. W ten sposób „ożywił” swoje budowle, które w pewnym sensie stały się samodzielnymi organizmami. Dzięki temu Gaudí uchodzi za pioniera antropomorfizmu w architekturze i przeszedł do historii jako jeden z najważniejszych przedstawicieli modernizmu. Był również wzorem dla wielu późniejszych twórców.


FIESTA, FIESTA, FIESTA

Taras na dachu kamienicy Casa Milà projektu Antoniego Gaudíego

IMAS 07 1555
© AGENCIA CATALANA DE TURISME

Przyjezdni mogą się zastanawiać, dlaczego dach Casa Batlló został pokryty łuskami smoka, a motyw tego fikcyjnego stwora tak często pojawia się w tym mieście. Wytłumaczenie okazuje się dość proste. Patronem Katalonii jest św. Jerzy (Sant Jordi), który według legendy pokonał właśnie smoka. Krzyż pogromcy potwora znajduje się też w herbie Barcelony. Święto opiekuna katalońskiej stolicy, które wypada 23 kwietnia, także obchodzi się w całym regionie w szczególny sposób. Jak mówi podanie, ze smoczej krwi wyrosła róża, dlatego w tym dniu kobiety otrzymują od mężczyzn te piękne czerwone kwiaty. Same z kolei wręczają panom książki (22 kwietnia to rocznica śmierci pisarza Miguela de Cervantesa, zmarłego w 1616 r. w Madrycie). Na wszystkich ulicach rozstawiają się wówczas stoiska z rozmaitymi publikacjami i kwiatami, a tutejsi autorzy podpisują egzemplarze swoich dzieł.


W Katalonii, podobnie jak w ogóle w Hiszpanii, organizuje się mnóstwo fiest, w które angażuje się cała lokalna społeczność. W Barcelonie najważniejsze są obchody La Mercè, czyli święta Matki Boskiej Łaskawej (24 września). Możemy wtedy podziwiać najpiękniejsze tradycje katalońskie. Do ciekawszych zwyczajów należą castells – wieże z ludzi, mające nawet dziesięć poziomów. Oprócz tego obejrzymy też pochód diabłów zwany correfoc. Towarzyszą mu pokazy sztucznych ogni czy typowego tańca katalońskiego sardana. Istotną rolę odgrywają również giganci (gegants) – figury reprezentujące popularne archetypy bądź postacie historyczne ważne dla lokalnej społeczności. Huczne obchody La Mercè trwają kilka dni, podczas których odbywają się liczne koncerty, spektakle, widowiska pirotechniczne i audiowizualne.


Początek lata świętuje się natomiast wraz z wigilią św. Jana 23 czerwca (Nit de Sant Joan). Katalończycy idą wtedy na plażę, rozpalają ogniska, słuchają muzyki, tańczą, jedzą tradycyjne ciasto coca de Sant Joan i bawią się do białego rana. Noc świętojańska związana jest z wodą i ogniem, dlatego fiesty ożywiają blask fajerwerków i huk petard, a zabawę czasem urozmaica się kąpielą w morzu.


WOKÓŁ WZGÓRZA

W Barcelonie warto wybrać się kolejką linową na Montjuïc, czyli Wzgórze Żydowskie (ok. 178 m n.p.m.). Rozpościera się stąd wspaniały widok na Stary Port (Port Vell), Pomnik Kolumba (Monument a Colom) i molo. Na szczycie możemy zwiedzić zamek (Castell de Montjuïc) pochodzący z końca XVII stulecia. Podczas hiszpańskiej wojny domowej służył jako więzienie, w którym stracono tysiące osób walczących po obu stronach. Mniej więcej w połowie wzniesienia znajduje się Stadion Olimpijski Montjuïc Lluísa Companysa (Estadi Olímpic de Montjuïc Lluís Companys). Stanowił on główną arenę XXV Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1992 r. Dla Barcelony był to niezmiernie ważny moment. Rozwinęła się wówczas, zaistniała na arenie międzynarodowej i zainwestowała pieniądze w różne przedsięwzięcia promujące miasto. Po tym wydarzeniu zachowała się również Wioska Olimpijska (La Vila Olímpica del Poblenou) leżąca na północ od portu, w dzielnicy Sant Martí.


Po drodze z Montjuïc można odwiedzić także plac Hiszpanii (Plaça d’Espanya) usytuowany u podnóża góry. Jego centralnym punktem jest dawna arena byków (Plaça de toros de les Arenes), na której od czerwca 1900 r. odbywały się korridy. Walki byków zostały w Katalonii zakazane od lipca 2010 r. W pobliżu znajduje się też Pałac Narodowy (Palau Nacional), w którym obecnie mieści się Muzeum Narodowe Sztuki Katalonii (Museu Nacional d'Art de Catalunya). Rozciąga się stąd wspaniała panorama całego miasta. Obok Palau Nacional odbywają się pokazy fontann w aranżacji muzycznej i świetlnej. Warto również zwiedzić Poble Espanyol, czyli Wioskę Hiszpańską, stanowiącą wizytówkę kulturalną, kulinarną, a przede wszystkim architektoniczną regionu i kraju. Obejrzymy tutaj przykłady różnych stylów architektury z całej Hiszpanii.


DUMA KATALONII

Klasztor Montserrat (720 m n.p.m.), ważny cel pielgrzymek w Katalonii

Montserrat
© AGENCIA CATALANA DE TURISME/ABADIA DE MONTSERRAT

Fani piłki nożnej powinni z kolei wybrać się na Camp Nou. Największą atrakcją jest – oczywiście –  oglądanie na nim meczu. Jednak już sama wizyta w klubowym muzeum i wejście na stadion Fútbol Club Barcelona na pewno dostarczą wielu wrażeń. Zobaczymy tu puchary i koszulki piłkarzy, dział poświęcony Lionelowi Messiemu, a także zwiedzimy Camp Nou od kuchni, czyli zajrzymy do szatni sportowców, kabin przeznaczonych dla dziennikarzy itd. Jeśli dopisze nam szczęście i będziemy w mieście w czasie, kiedy słynny barceloński klub zdobył właśnie jakiś puchar, może natrafimy też na przejazd drużyny przez Barcelonę i uda nam się pomachać naszym ulubionym piłkarzom. Ciekawe i pełne emocji doświadczenie stanowi również oglądanie meczu z lokalnymi kibicami w jednym z miejscowych barów.


Dzieciom, oprócz stadionu, spodoba się oceanarium w Akwarium Barcelony (L’Aquàrium de Barcelona) z 80-metrowym tunelem pod powierzchnią wody czy Muzeum Czekolady (Museu de la Xocolata) z czekoladową korridą lub słodką figurką Lionela Messiego. Niepowtarzalnym przeżyciem dla całej rodziny jest wjazd na Tibidabo (516,2 m n.p.m.) – górę, na której znajduje się kościół (Temple Expiatori del Sagrat Cor) i najstarsze wesołe miasteczko w Hiszpanii (Parc d’Atraccions Tibidabo), otwarte w październiku 1901 r. Możemy tutaj podziwiać panoramę stolicy Katalonii z kabiny diabelskiego młyna. Jeśli przyjechaliśmy z dziećmi i mamy dużo czasu, powinniśmy rozważyć zakup biletów do całego parku rozrywki (wejściówka dla dorosłych pozwalająca na korzystanie ze wszystkich atrakcji kosztuje 28,50 euro, dla dzieci do 120 cm wzrostu – 10,30 euro, najmłodsi, którzy nie mierzą jeszcze 90 cm, wchodzą za darmo).


KUCHNIA I MUZYKA

Ludzie kochają Barcelonę również za bogatą ofertę kulinarną. Z katalońskich przysmaków koniecznie musimy spróbować takich potraw jak botifarra (kiełbasa z siekanego mięsa wieprzowego podawana na gorąco), escalivada (sałatka z bakłażana, czerwonej papryki i cebuli), chleb z pomidorem (pa amb tomàquet, rodzaj tapas) i cebule dymki (calçots) z pikantnym sosem romesco. Na deser natomiast trzeba zamówić krem kataloński (crema catalana) i kieliszek tutejszego wyśmienitego wina musującego cava, podobnego do szampana. Dowiedzieć się czegoś więcej o tym szlachetnym trunku i tradycyjnych metodach jego wytwarzania można podczas wycieczki do regionu Penedès, a zwłaszcza miejscowości Sant Sadurní d’Anoia, gdzie powstaje. Najbardziej znanymi producentami są Codorníu i Freixenet. Ta informacja przyda się nam, jeśli oprócz zwiedzania zdecydujemy się także na degustację. W Barcelonie jedną z atrakcji jest również wizyta na targu, których znajduje się tu aż kilkadziesiąt. Najsłynniejszy i najstarszy z nich – La Boqueria (Mercat de Sant Josep) – działa w hali z pięknym modernistycznym zadaszeniem, otwartej w 1840 r. Warto wybrać się też na inne targowiska, np. Mercat de Santa Caterina czy Mercat de la Concepció, oferujące mnóstwo różnych naturalnych produktów i mające bardziej lokalny charakter.


W stolicy Katalonii odbywa się wiele koncertów znanych muzyków i sporo festiwali, m.in. Primavera Sound (na przełomie maja i czerwca), Sónar (w połowie czerwca) czy Cruïlla (w pierwszej połowie lipca). Oprócz tego Barcelona stanowi ważny ośrodek flamenco. Mimo iż samo zjawisko kulturowe pochodzi z Andaluzji, czyli południa Hiszpanii, to właśnie w tym mieście spotkamy najważniejszych artystów z całego kraju popularyzujących ten element cygańskiego folkloru (np. Mayte Martín, Miguela Povedę czy Juana Manuela Cañizaresa). Występują zarówno na spektaklach we wspaniałym Pałacu Muzyki Katalońskiej (Palau de la Música Catalana), jak i w bardziej kameralnych lokalach tablaos.


Z Barcelony warto pojechać także na oddalony od niej o niemal 50 km na północny zachód masyw Montserrat (z najwyższym szczytem Sant Jeroni – 1236 m n.p.m.). Jego nazwa oznacza dosłownie „Postrzępioną Górę”, co znakomicie oddaje wygląd tej formacji. Rozciąga się stąd widok na cały region. Na tutejszych zboczach, na wysokości 720 m n.p.m., znajduje się klasztor benedyktyński (Monestir de Santa Maria de Montserrat) z figurą Czarnej Madonny (tzw. La Moreneta). To miejsce pielgrzymkowe odegrało ważną rolę podczas dyktatury Francisco Franco. Używanie języka katalońskiego było wtedy zakazane, a Montserrat stało się schronieniem dla artystów i intelektualistów zaangażowanych w działalność ruchu oporu. Stanowiło twierdzę nie do zdobycia. Do tej pory mieści się tu drukarnia i muzeum (Museo de Montserrat) z wieloma dziełami malarskimi.


WŚRÓD NADMORSKICH SKAŁ

Charakterystyczne kolorowe fasady domów nad rzeką Onyar w Gironie

151126 117079086
© AGENCIA CATALANA DE TURISME

Pora opuścić Barcelonę i jej najbliższą okolicę, żeby zwiedzić inne zakątki Katalonii. Swoimi pięknymi plażami i urwistą linią brzegową na pewno zachwyci nas Dzikie Wybrzeże (Costa Brava) położone w północno-wschodniej części regionu. Aby odpocząć od zgiełku miasta, najlepiej wybrać się do mniej znanego kurortu, takiego jak Tossa de Mar czy Cadaqués. Ta pierwsza miejscowość, zwana czasem „niebieskim rajem”, oprócz wspaniałej plaży może pochwalić się jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych zespołów miejskich (Vila Vella) i fortyfikacjami obronnymi z XII w., z których rozciąga się niezmiernie urokliwy widok na brzegi Morza Śródziemnego. Cadaqués z kolei, ponieważ jest odgrodzone od reszty półwyspu górami Pení (Puig Pení – 606,6 m n.p.m.) i Bufadors (Puig dels Bufadors – 431,7 m n.p.m.), do końca XIX stulecia było odciętą od świata wioską rybacką. Dzięki temu jego architektura orientalna (białe domy z niebieskimi okiennicami) dotrwała praktycznie w nienaruszonym stanie aż do dzisiaj. W XX w. miasteczko przyciągało wielu artystów. Francuski malarz Marcel Duchamp od 1958 r. spędzał w nim każde lato. Również surrealista Salvador Dalí miał niedaleko swój dom (w wiosce Portlligat), w którym obecnie mieści się muzeum (Casa-Museu Salvador Dalí). Odwiedzał go tu słynny andaluzyjski poeta i wielbiciel flamenco Federico García Lorca. Do Cadaqués przyjeżdżali też Pablo Picasso, Joan Miró i inni reprezentanci awangardy. Gdy już obejrzymy wszystkie związane z nimi miejsca, koniecznie musimy spróbować tutejszych sardeli (anchoas de Cadaqués).


U podnóży Gór Katalońskich leży Girona – jeden z największych ośrodków Katalonii (niemal 100 tys. mieszkańców). Szczyci się znakomicie zachowanym średniowiecznym centrum (Barri Vell) i historyczną dzielnicą żydowską (Barri Jueu). Uroku dodają miastu przepływające przez nie dwie rzeki Ter i Onyar, nad którymi rozciąga się wiele mostów łączących Barri Vell z rejonem Mercadal. Jeden z nich – Pont de les Peixateries Velles z 1877 r. – został zaprojektowany przez firmę Gustave’a Eiffela, konstruktora paryskiej wieży. Nad brzegiem Onyaru wznoszą się kolorowe domy stawiane przede wszystkim w XIX w. (tzw. cases de l’Onyar lub cases del Riu), prezentujące się szczególnie wspaniale o zachodzie słońca. Nad nimi górują potężna katedra, której budowę rozpoczęto już w XI stuleciu (Catedral de Santa Maria de Girona), i Bazylika św. Feliksa (Basílica de Sant Feliu). Warto wybrać się także na spacer po fortyfikacjach obronnych pochodzących z czasów rzymskich (muralles de Girona) i spojrzeć na Gironę z wieży Gironella (Torre Gironella), w średniowieczu pełniącej funkcję zamku.


W zachodniej części Katalonii nad rzeką Segre położona jest 140-tysięczna Lleida. Przez cztery wieki znajdowała się ona pod panowaniem muzułmanów (719–1149). Leżała wówczas na obrzeżach Al-Andalus (ziem Półwyspu Iberyjskiego podbitych przez wyznawców islamu). Na terenie miasta krzyżowały się wpływy trzech kultur: arabskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej, co odzwierciedla jego architektura. Najbardziej charakterystyczny punkt Lleidy stanowi XIII-wieczna Stara Katedra (La Seu Vella) wzniesiona na gruzach dawnego meczetu. Nad świątynią odnajdziemy pozostałości arabskiej twierdzy Suda, która została później przekształcona w Zamek Królewski (Castell del Rei). Niezmiernie ciekawy jest również program wizyt w Zamku Gardeny (Castell de Gardeny) zbudowanym przez templariuszy w połowie XII w. Rodziny z dziećmi mogą wybrać się na zwiedzanie nocą bądź sprawdzić, jak wyglądał typowy dzień rycerza zakonnego.


ZŁOTE PIASKI

Jeśli udamy się na południowy wschód Katalonii, dotrzemy do Złotego Wybrzeża (Costa Daurada, Costa Dorada). Jak wskazuje nazwa, to region rozległych i piaszczystych plaż. Ciągną się one przez 81 km aż do ujścia rzeki Ebro. Jedną z piękniejszych stanowi wciąż dziewicza Cala Fonda, nazywana też Waikiki (od swojego pierwowzoru z Hawajów). Pobliska Tarragona jest głównym miastem w tym rejonie (ponad 130 tys. mieszkańców). W III w. p.n.e. Rzymianie założyli tu ośrodek Tarraco. W czasach Imperium Rzymskiego był on obozem warownym, służącym jako baza do podboju ziem Półwyspu Iberyjskiego. Dziś przypomina o tym zespół archeologiczny, w tym pozostałości amfiteatru nad brzegiem morza, fragmenty muru otaczającego miasto, akweduktu de les Ferreres (na obrzeżach Tarragony), dwóch forów (fòrum provincial i fòrum colonial), nekropolii i cyrku, na arenie którego odbywały się wyścigi rydwanów.


Osoby szukające mocnych wrażeń powinny wybrać się do parku rozrywki PortAventura World przy miejscowości Salou, oddalonej o niecałe 10 km od Tarragony. Jest to jedno z największych wesołych miasteczek w Hiszpanii (zajmuje obszar 825,7 ha), pełne atrakcji dla całej rodziny, z podobno najwyższym i najszybszym rollercoasterem w Europie (Shambhala: Expedició a l’Himàlaia), który wznosi się na 76 m i opada z maksymalną prędkością 134 km/godz. pod kątem ponad 85°. Obecnie powstaje w nim także pierwszy park tematyczny poświęcony marce Ferrari na naszym kontynencie (Ferrari Land). W planach znajduje się wybudowanie kolejki górskiej o maksymalnej wysokości 112 m, osiągającej prędkość 180 km/godz. w zaledwie 5 s. Dzięki takiemu przyśpieszeniu będziemy mogli poczuć się jak kierowcy bolidów Formuły 1. Ukończenie prac ma nastąpić jeszcze w tym roku, a otwarcie parku o powierzchni 60 tys. m² przewidziano na kwiecień 2017 r.


Pomiędzy Barceloną i Tarragoną leży malownicza miejscowość Sitges. Miasto, oprócz znanego kąpieliska, zachwyca piękną nadmorską promenadą i krętymi uliczkami, przy których jest mnóstwo barów i małych sklepów, najczęściej z rękodziełem. Warto skierować się ku plaży San Sebastián i usiąść w jednej z tutejszych restauracji. Możemy w nich spróbować świeżych ryb i owoców morza, a jednocześnie rozkoszować się uroczym widokiem na Morze Śródziemne. Właśnie w Sitges założono pierwszy w Hiszpanii lokal chiringuito (rodzaj baru na plaży). Pomysł na niego przywędrował w 1913 r. aż z Kuby wraz z kapitanem Calafellem. Ta miejscowość stanowi też kolebkę słynnego rumu Bacardi, dlatego warto wybrać się do Casa Bacardí, aby dowiedzieć się czegoś więcej o historii samej marki, jej twórcy Facundzie Bacardí i Massó oraz procesie powstawania trunku. Po drodze przejdziemy obok XVII-wiecznego Kościoła św. Bartłomieja i św. Tekli (L’església de Sant Bartomeu i Santa Tecla), przy którym zawsze występują muzycy. W Sitges życie nocne toczy się przez cały rok, tutaj również odbywa się najbardziej znany karnawał w Katalonii (Carnaval de Sitges), rozpoczynający się w tłusty czwartek i ściągający tłumy ludzi, zawsze barwnie poprzebieranych i bawiących się hucznie przez kilka dni.


Na koniec zostawiłam ciekawostkę szczególnie interesującą dla polskich czytelników. Otóż Katalończyków w Hiszpanii nazywa się los polacos. Nie jest to co prawda związane z jakimkolwiek pokrewieństwem między naszymi narodami, ale wskazuje na pewne podobieństwo. Hiszpanie używają tego określenia, ponieważ język kataloński brzmi inaczej niż hiszpański i wydaje im się po prostu trudny do zrozumienia, zupełnie jak polski. Niektórzy dostrzegają wśród Katalończyków i Polaków także wspólne cechy, np. dużą motywację do walki o niepodległość i tendencję do jednoczenia się w sprawie narodowej, co można zaobserwować zwłaszcza 11 września, czyli w Narodowy Dzień Katalonii (to rocznica zdobycia Barcelony przez wojska Burbonów w 1714 r. podczas wojny o sukcesję hiszpańską). Z pewnością jednak doszukalibyśmy się i innych podobieństw. Żeby się o tym przekonać, musimy koniecznie odwiedzić tę wyjątkową wspólnotę autonomiczną Hiszpanii.

Artykuły wybrane losowo

W Wietnamie, krainie czerwonego smoka

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Pełen smaków, zapachów, barw i magii Wietnam wydaje się stanowić idealny cel podróży zarówno dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z Azją, jak i dla tych, którzy już znają ten kontynent dość dobrze. Jeśli ktoś chce spróbować dań pysznej kuchni, odkryć liczne zabytki, przejechać się z kilkoma współpasażerami jednym skuterem lub po prostu zrelaksować na jednej z tropikalnych plaż, powinien postawić właśnie na ten kraj. Tutaj to wszystko jest możliwe. >>

 

Noworoczne lampiony w kolorze czerwonym przynoszącym szczęście

© MAGDALENA BARTCZAK

 

Przez długi czas, zanim jeszcze wybrałam się w pierwszą podróż do Azji, wiedzę na jej temat czerpałam głównie z reportaży i filmów, zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych. Jednym z moich ulubionych azjatyckich twórców stał się Trần Anh Hùng, wietnamski reżyser mieszkający od 1975 r. we Francji, gdzie wyemigrował wraz z rodzicami pod koniec wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej). Oglądając Zapach zielonej papai (1993 r.), Rykszarza (1995 r.) czy Schyłek lata (2000 r.), wyobrażałam sobie jego ojczyznę jako kraj pełen soczystych kolorów, intensywnych zapachów, ulicznego gwaru i ciężkiego, tropikalnego powietrza. Jak przyznaje w wywiadach reżyser, w swoich produkcjach często powraca do Wietnamu z czasów własnego dzieciństwa – przedstawia go więc takim, jakim go zapamiętał przed emigracją. Jego filmy, nostalgiczne i zmysłowe, zachęciły mnie, żeby odwiedzić ten kraj. Szybko zagościł więc na mojej liście wymarzonych miejsc do zobaczenia i długo nie pozwalał mi o sobie zapomnieć.

Gdy marzenie wreszcie się spełniło i po raz pierwszy wybrałam się do ojczyzny Trần Anh Hùnga, już po wyjściu z potężnego lotniska w Ho Chi Minh przekonałam się, że wilgotne i lepkie powietrze, które przenikało jego filmowe opowieści, stanowi stały element klimatu Wietnamu, szczególnie na południu. Wszystko tu niemal od pierwszej chwili wydało mi się intensywne, aromatyczne, przesycone dźwiękami i kolorami. Szybko też okazało się, że ten piękny i długi kraj pełen jest skarbów przyrody oraz zniewalających smaków, które jeszcze długo po podróży pozostają w pamięci.

 

BOGATA HISTORIA

Wietnam leży na Półwyspie Indochińskim, od północy graniczy z Chinami, a od zachodu – z Kambodżą i Laosem. Choć pod względem powierzchni nieco przewyższa Polskę (zajmuje powyżej 331 tys. km²), to mieszka w nim ponad dwa razy więcej ludzi niż w naszym kraju (ok. 95 mln) i żyją co najmniej 54 mniejszości etniczne, które mają własne pismo, tradycje i język. Także dialekty w obrębie wietnamskiego znacznie różnią się od siebie – często te same słowa oznaczają coś zupełnie innego na północy, w centrum i na południu. Regiony charakteryzują się również odmiennymi warunkami pogodowymi. W północnych rejonach występuje klimat wilgotny podzwrotnikowy, w środkowej części – zwrotnikowy z porą deszczową i suchą, a na południowym obszarze – zwrotnikowy w odmianie monsunowej. Warto o tym pamiętać przy planowaniu podróży. Różnice w temperaturze między północą i południem mogą sięgać nawet 15–20°C. Wietnam jest też wyjątkowo różnorodny pod względem kultury, która przez wieki czerpała inspiracje m.in. z Chin, Indonezji i Francji. Specyfikę tego kraju stanowi jednak fakt, że dzięki silnemu zakorzenieniu w lokalnych tradycjach Wietnamczycy nie ulegli znacząco wpływom z zewnątrz. Przyswoili je w zmodyfikowanej formie i wzbogacili tym samym własne dziedzictwo kulturowe, oparte na wzorcach zaczerpniętych z buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu.

Według legend państwo wietnamskie, określane mianem krainy smoka (ze względu na rolę, jaką to stworzenie odgrywa w jego mitologii), zostało założone prawie 5 tys. lat temu przez dynastię Hồng Bàng (ok. 2879 r. p.n.e.). Od tego czasu wielokrotnie musiało bronić swoich ziem przed podbojami. Przez ponad tysiąc lat (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) znajdowało się pod chińską okupacją. Potem kilkukrotnie było najeżdżane przez wojska mongolskie, w drugiej połowie XIX w. stało się częścią Indochin Francuskich, a w 1940 r. kontrolę nad jego terytorium przejęła Japonia. Po II wojnie światowej o swoją dawną kolonię upomnieli się Francuzi, co doprowadziło do wybuchu I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej wyniku kraj podzielono na północną komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu i południową Republikę Wietnamu. Wkrótce potem między oboma państwami wybuchł konflikt zbrojny (wojna wietnamska 1955–1975), który okazał się jednym z najdłuższych i najkrwawszych w regionie.

 

ŚWIAT DUCHÓW I PRZODKÓW

Ze względu na trudną przeszłość i konieczność częstego konfrontowania się z innymi narodami, próbującymi narzucić im swój porządek, Wietnamczycy charakteryzują się dumą z własnych tradycji i patriotyzmem. Poza tym do ich głównych cech należy zaliczyć też niewątpliwie zamiłowanie do targowania się, które – szczególnie w mniejszych sklepikach i na targach – jest tu uważane za naturalny element zakupów. Jeśli ktoś nie podejmuje próby zbicia ceny, wzbudza podejrzenia, a w najlepszym wypadku wywołuje rozbawienie lub niedowierzanie wśród miejscowych. Chcesz kupić kilogram bananów, a sprzedawca życzy sobie 30 tys. dongów (w przeliczeniu na złotówki ok. 4,50 PLN)? Najprawdopodobniej kosztuje on nie więcej niż 10 tys. dongów, więc śmiało możesz powiedzieć quá đắt, czyli „zbyt drogo”, i rozpocząć negocjacje. Nie należy przy tym zapominać o uśmiechu, cenionym przez Wietnamczyków tym bardziej, że jako naród mają również opinię pomocnych, radosnych i uprzejmych ludzi.

Miejscowych cechuje także przywiązanie do przesądów, chroniących przed nieszczęściem i pozwalających (przynajmniej pozornie) utrzymać kontrolę nad otaczającą rzeczywistością, w postrzeganiu której zdroworozsądkowe myślenie często miesza się z fantastycznymi wyobrażeniami i wiarą w magię. Warto wymienić choć kilka popularnych zasad i zwyczajów. Wietnamczycy nie zostawiają pałeczek wetkniętych w jedzenie, ponieważ w ten sposób umieszczają je tylko w posiłku stawianym na ołtarzykach dla zmarłych. Źle widziane jest też otwieranie parasola w domu, gdyż może to doprowadzić do uwolnienia przyczepionych do niego duchów i sprowadzić nieszczęście. Z podobnego powodu nie należy sprzątać ani tym bardziej zamiatać domu pierwszego dnia Nowego Roku (Tết Nguyên Đán, w skrócie Tết), świętowanego przez trzy dni i celebrowanego w Wietnamie, zgodnie z kalendarzem księżycowo-słonecznym, zwykle między drugą połową stycznia a połową lutego (w 2019 r. wypadnie on 5 lutego). Wysprzątanie domowych pomieszczeń oznacza pozbycie się dobrych duchów i szans na pomyślność w kolejnych miesiącach.

Z Nowym Rokiem wiąże się zresztą wiele innych przesądów. Przed jego końcem trzeba zwrócić wszystkie długi – w przeciwnym razie w nadchodzącym roku będziemy mieć problemy finansowe. Podczas noworocznych wizyt rodzinnych nie należy mieć na sobie stroju w jednolitym kolorze, ponieważ to przynosi pecha. Dla Wietnamczyków Nowy Rok to najważniejsze święto ze wszystkich, przygotowują się do niego bardzo skrupulatnie. Około tygodnia wcześniej odwiedzają groby bliskich, gdzie palą kadzidła i modlą się, zachęcając duchy przodków, aby zeszły na ziemię i towarzyszyły im w świętowaniu. Przez trzy świąteczne dni, po okresie zakupowej gorączki i przygotowań, wszystkie sklepy są już zamknięte, a ulice i skwery przyozdobione kwiatami, dekoracjami i lampionami. Ulicami przechodzą parady z tańczącym smokiem i towarzyszeniem muzyki. Nowy Rok jest jednak głównie czasem spotkań z najbliższymi, pogłębiania więzi i oddawania czci duchom przodków. Nieodłączny element świętowania stanowi rodzinna kolacja, na której nie może zabraknąć jednego z najbardziej tradycyjnych dań podawanych na tę okazję – bánh chưng (ciasta z ryżu kleistego, wieprzowiny i fasoli mung, gotowanego w bananowych liściach).

 

Wietnamka przygotowująca pyszną zupę pho na ulicznym stoisku w Hanoi

© MAGDALENA BARTCZAK

 

CAŁA PALETA SMAKÓW

Skoro mowa o kuchni, warto wspomnieć o tym, że Wietnamczycy przejawiają również poważne podejście do gotowania, które uchodzi za ważną część codziennego życia. Widać to zresztą w misternie przygotowywanych potrawach – choćby sajgonkach, czyli starannie zawijanych krokietach z papieru ryżowego z farszem z makaronu ryżowego z dodatkiem mięsa, warzyw lub krewetek, doprawionym kolendrą. W Wietnamie podaje się je nie tylko w wersji smażonej, ale też na surowo (gỏi cuốn). W tym drugim wariancie są zdrowsze i orzeźwiają w tropikalne upały. Warto zresztą dodać, że pełna smaków i kolorów kuchnia Wietnamu jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie. Jej dania powstają zgodnie z założeniami zbilansowanej diety, komponuje się je według reguły pięciu smaków (słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, ostrego i słonego) oraz koncepcji yin-yang – dwóch uzupełniających się przeciwieństw. W potrawach używa się dużej ilości świeżych przypraw i ziół, takich jak kolendra, trawa cytrynowa czy mięta. Często występującymi w nich składnikami są ryż, limonka, sos rybny i sojowy.

                Wietnamską kuchnię – podobnie jak w wypadku pogody czy przyrody – cechuje różnorodność, a jej regionalne odmiany różnią się między sobą m.in. z powodu klimatu, dostępności produktów i przyswojonych tradycji. Nawet najpopularniejsze tutejsze danie – zupa pho (phở), czyli rosół z makaronem ryżowym, kawałkami wołowiny lub kurczaka, kolendrą, imbirem, sosem rybnym i limonką – ma swoje rozmaite wersje w zależności od regionu. Choć obcokrajowiec nie poczuje dużej różnicy pomiędzy nimi, to według Wietnamczyków pho smakuje zupełnie inaczej w Hanoi niż w Ho Chi Minh. Warto przy tej okazji dodać, że północna część kraju pozostaje pod wpływem chińskich tradycji kulinarnych – przyrządza się tu wiele potraw smażonych (m.in. różnych rodzajów makaronu czy pierożków bánh gối), obficie polewanych sosem sojowym. W menu południa, które czerpie inspiracje ze zwyczajów kolonialnej Francji, znajdziemy więcej ryb, warzyw i owoców morza. Z kolei kuchnia centralnego Wietnamu, wywodząca się z kręgu cesarskiego, uchodzi za najostrzejszą, a przy tym najbardziej wykwintną, kolorową i wytwornie podawaną. Do klasycznych dań należą w tym rejonie m.in. chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione wieprzowiną, krewetkami i kiełkami, ozdobione bazylią, kolendrą i miętą (bánh xèo).

 

Malownicze tarasowe pola ryżowe w górzystej okolicy miejscowości Sa Pa

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

BARWNA STOLICA

Terytorium Wietnamu, które zdaje układać się w kształt litery s, przez samych mieszkańców bywa porównywane do smoka. Według legendy głowę tego stworzenia stanowi północ, a jego oko – leżące w delcie Rzeki Czerwonej Hanoi. To centrum polityczne, kulturalne i gospodarcze współczesnego kraju. Miasto jest różnorodne, pełne kontrastów, z jednej strony przywiązane do tradycji, z drugiej – otwarte na zmiany. Choć przy pierwszej wizycie ta 8-milionowa metropolia może przytłoczyć i oszołomić hałasem i energią, to trudno oprzeć się jej urokowi. Mnie od pierwszego wejrzenia zauroczyło przede wszystkim historyczne centrum, od którego zaczęłam włóczęgę po Hanoi. Stanowi ono prawdziwy żywioł: zatłoczone uliczne restauracyjki i bary sąsiadują tu z warsztatami, sklepikami i bazarami, gdzie wśród przepełnionych stoisk znajdziemy worki ryżu, mięsa, ziół, owoców i warzyw. Między nimi manewrują sprzedawcy oferujący świeże owoce, różnego rodzaju przekąski czy turystyczne pamiątki. Nad wąskimi ulicami z kolonialną architekturą królują malownicze plątaniny kabli, które są jednym z tych widoków, do jakich należy się przyzwyczaić w Wietnamie. Stanowią one równie naturalny element miejskiej tkanki jak gwar, tłok i wszechobecne skutery, nierzadko zajęte przez kilku pasażerów naraz.

Jeśli będziemy chcieli odpocząć od zgiełku, powinniśmy wybrać się do otoczonej ogrodami Świątyni Literatury (Văn Miếu), barwnego konfucjańskiego kompleksu, w którym w drugiej połowie XI w. założono pierwszy uniwersytet w całym Wietnamie. Inną wartą odwiedzenia atrakcją jest liczące ok. 700 m długości Jezioro Zwróconego Miecza (Hồ Hoàn Kiếm), usytuowane w centrum miasta. Jego nazwa pochodzi od legendy o wyłowionym z niego mieczu, dzięki któremu przyszły cesarz i założyciel dynastii, Lê Lợi (ok. 1384–1433), miał pokonać przeciwników i wyzwolić ojczyznę spod chińskiego panowania. Pewnego dnia po broń zgłosił się jednak jej prawowity właściciel, czyli… wielki żółw mieszkający w wodach jeziora. Miecz sam wrócił do zwierzęcia, a władca uznał je za opiekuńczego ducha tego miejsca i aby oddać mu cześć, kazał postawić na tutejszej wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem pokoju oraz samego Hanoi.

Podczas pobytu w wietnamskiej stolicy nie można także przegapić innej historycznej ciekawostki, jaką jest monumentalne Mauzoleum Ho Chi Minha, działacza komunistycznego i przywódcy Demokratycznej Republiki Wietnamu, przez jednych kochanego, a przez innych nienawidzonego wujka Ho (1890–1969). Obiekt otwarto w 1975 r. w samym sercu dawnej Dzielnicy Francuskiej na placu Ba Đình. Właśnie w tym miejscu, otoczonym dziś szerokimi bulwarami, eleganckimi willami i ambasadami, Ho Chi Minh ogłosił we wrześniu 1945 r. niepodległość kraju. Mauzoleum stanowi atrakcję również dla samych Wietnamczyków, którzy chętnie je odwiedzają. Ubrani skromnie, ale odświętnie, ustawiają się w kilometrowych kolejkach do wejścia. Czekają wyciszeni i podekscytowani perspektywą ujrzenia z bliska grobu dawnego bohatera.

 

Zatoka Hạ Long od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

MAGICZNA PRZYRODA

Północny Wietnam fascynuje nie tylko widocznymi na każdym kroku śladami historii, ale też wspaniałą przyrodą, którą można podziwiać m.in. w licznych parkach narodowych. Najstarszym z nich jest założony w 1986 r. Park Narodowy Cát Bà, rozciągający się na prawie całej powierzchni wyspy o tej samej nazwie. Turystów przyciąga on lasami, wodospadami, jeziorami i jaskiniami skrywającymi się w wapiennych górach. Leży w południowym rejonie malowniczej zatoki Hạ Long. Na jej dnie według legendy śpi smok, który w przeszłości miał pomagać Wietnamczykom w zmaganiach z najeźdźcami. Słynna zatoka, uważana za jeden z największych skarbów przyrodniczych Wietnamu, ma powierzchnię ponad 1,5 tys. km². W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. skalistych wysp i wysepek. Na wizytę w okolicy warto przeznaczyć przynajmniej jeden lub dwa dni. Najlepiej zwiedzać ją podczas rejsu, który można zorganizować nawet z Hanoi – zatoka wraz z parkiem narodowym położone są mniej więcej 170 km na wschód od miasta.

Z kolei ok. 300 km na północny zachód od stolicy, tuż przy granicy z Chinami, znajduje się górzysty Park Narodowy Hoàng Liên (utworzony w 2002 r.) – jeden z moich ulubionych, a to ze względu na rześkie powietrze, soczystą zieleń i unoszące się tu melancholijne mgły. Rozciąga się on w pobliżu pasma górskiego Hoàng Liên Sơn, którego najwyższą górą (a zarazem najwyższym szczytem Wietnamu i całych Indochin) jest Fansipan (Phan Xi Păng, 3143 m n.p.m.). W okolicy leżą pola ryżu, należącego do kluczowych produktów eksportowych kraju. Malownicze tarasy ryżowe można podziwiać m.in. z zagubionej wśród deszczowych lasów górskiej miejscowości Sa Pa, cieszącej się zasłużoną popularnością wśród turystów dzięki rozpościerającym się wokół wspaniałym krajobrazom i panującemu w tym rejonie przyjemnemu, choć dość deszczowemu, klimatowi. Najlepiej wybrać się tutaj w porze suchej (która wypada od listopada do maja), aby w pełni móc cieszyć się widokiem na pobliskie tarasowe pola uprawne. Warto także zajrzeć na lokalny targ w Sa Pa – spotkamy na nim m.in. przedstawicieli górskich grup etnicznych Hmong i Dao (Yao), będących jednymi z wielu mniejszości zamieszkujących wielokulturowy Wietnam.

 

ZAPACH TROPIKÓW

Jeśli wymieniamy skarby wietnamskiej przyrody, to nie możemy nie wspomnieć o ciągnącym się przez niemal 3,5 tys. km wybrzeżu, należącym do najpiękniejszych i najdłuższych w regionie. Znajdziemy na nim wiele pięknych, złocistych plaż, choćby w okolicy portowego Đà Nẵng w środkowej części kraju (takich jak zapełnione bungalowami An Bang i Cửa Đại). Osoby chcące odpocząć od chaosu dużych miast powinny odwiedzić Mũi Né. Ta niegdyś niewielka osada rybacka w połowie lat 90. XX w. zaczęła zamieniać się w kurort turystyczny. Leży tutaj przepiękna 15-kilometrowa plaża, którą otaczają niezwykłe wydmy i laguny.

Jeżeli pojedziemy dalej na południowy zachód, dotrzemy do delty rzeki Mekong – miejsca, gdzie odnogi jednej z największych rzek świata tworzą jeziora i kanały wpadające do Morza Południowochińskiego. Oplatają one wyspy i wysepki, których mieszkańcy całe swoje życie związali z wodą. Pływające domy, szkoły, świątynie, urzędy i sklepy stoją na samym brzegu lądu lub bezpośrednio na wodzie. Transport lądowy właściwie tu nie istnieje, do większości wiosek można się dostać tylko łodzią. Okolica robi niesamowite wrażenie i stanowi jeden z najbardziej niezwykłych rejonów w Wietnamie.

Osoby mające więcej czasu mogą zajrzeć na położony ok. 80 km na południe od delty archipelag Côn Đảo. Składa się on z 16 tropikalnych wysepek (o łącznej powierzchni 75,15 km²), z których większość do dziś nie jest na stałe zamieszkana. Ponieważ utworzono tutaj w 1993 r. park narodowy, ruch turystyczny podlega kontroli. Dzięki takim warunkom archipelag zachował swój prawdziwie rajski charakter. Wydaje się, że nigdzie indziej w Wietnamie nie znajdziemy plaż, które byłyby równie czyste i jasnozłote, ani tak błękitnej wody. Na największej z wysp, Côn Sơn (51,52 km² powierzchni i ok. 4 tys. mieszkańców), działa lotnisko. Można na niej m.in. uprawiać trekking i nurkowanie. Pobliskie rafy koralowe uważa się za najpiękniejsze w kraju.

 

KRÓLEWSKE MIASTA

Na wielką atrakcyjność środkowo-południowych rejonów Wietnamu wpływają też wspaniałe miasta i miejscowości, przypominające o tym, że jego kultura jest jedną z najstarszych i najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas wizyty tutaj nie wolno ominąć Huế – dawnej stolicy imperium dynastii Nguyễn (1802–1945), leżącej nad Rzeką Perfumową. Miasto dość mocno ucierpiało w trakcie wojny wietnamskiej. Jeden z zabytków, które udało się odrestaurować, stanowi Zakazane Purpurowe Miasto – otoczona potężnymi murami cytadeli dawna siedziba cesarza z rozległym kompleksem świątyń i pałaców. Warte uwagi są również położone w okolicy Huế buddyjskie grobowce cesarzy. Najłatwiej dotrzeć do nich skuterem lub łodzią.

Z kolei ok. 130 km na południowy wschód stąd znajduje się jedno z moich ulubionych azjatyckich miast, senne Hội An, uchodzące za najbardziej urokliwe w Wietnamie. W XVI–XVIII stuleciu należało do najważniejszych portów na jedwabnym szlaku, ściągającym kupców z całego świata, czemu zawdzięcza niepowtarzalny styl i atmosferę. Obce wpływy dostrzega się w nim do dziś. Między niskie budynki mieszkalne z piękną ceramiczną dachówką wciśnięte są chińskie domy zgromadzeń i świątynie, a jedną z największych atrakcji jest zabytkowy kryty Most Japoński. Nie można także zapomnieć o ważnym polskim akcencie związanym z najnowszą historią tego miejsca. W połowie lat 90. XX w. władze Hội An przedstawiły plan wyburzenia starszej jego części i wzniesienia w jej rejonie nowoczesnych bloków mieszkalnych. Do odstąpienia od tego pomysłu namówił jednak włodarzy miasta Kazimierz Kwiatkowski (1944–1997), architekt i konserwator zabytków pochodzący z Lublina, który od początku lat 80. minionego stulecia mieszkał i pracował w Wietnamie, gdzie był znany jako Kazik. Z pomocą Polaka udało się odrestaurować historyczne centrum. Dzięki temu trafiło ono w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczna społeczność Hội An nazwała imieniem Kazimierza Kwiatkowskiego miejscowy park, a w 10. rocznicę jego śmierci postawiła mu pomnik.

Na koniec naszej podróży po Wietnamie docieramy do jego dawnej stolicy i największej metropolii – Ho Chi Minh, które do dziś wielu mieszkańców nadal nazywa Sajgonem. W tym potężnym i głośnym ośrodku żyje obecnie blisko 9 mln ludzi, a miasto wciąż się rozrasta i wystrzeliwuje w niebo ostrzami nowych drapaczy chmur. To jedna z tych metropolii, które nigdy nie zasypiają i zdają się odnajdywać równowagę w swoim gwarnym chaosie. Warto odkrywać ją powoli, a jeśli damy jej szansę, z pewnością wyczujemy przyjemną, swojską, nieco nostalgiczną atmosferę dawnego Sajgonu. Ho Chi Minh pełne jest zieleni, galerii, muzeów, targowisk, klimatycznych zaułków i placyków z kawiarniami, chyba najlepszymi w całym kraju.

                Gdybym zresztą musiała wybrać jeden zapach, którym pachnie dla mnie ten Paryż Orientu lub Perła Dalekiego Wschodu, to niewątpliwie byłaby to właśnie kawa (cà phê), kolejny obok ryżu popularny towar eksportowy Wietnamu. Jej uprawę wprowadzili tu w połowie XIX w. Francuzi i od tego czasu stała się prawdziwym skarbem narodowym. Wietnamczycy wypracowali swój niepowtarzalny sposób jej przyrządzania, który ma zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników. Warto samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat. Okazji z pewnością nie zabraknie, bo Wietnam jest prawdziwym rajem dla kawoszy. Kawy można tutaj spróbować praktycznie wszędzie: od przenośnych straganów, przez budki i sklepiki, po eleganckie kafeterie i restauracje. Jednym z najlepszych do tego miejsc są kawiarnie przy placu Lam Sơn w Ho Chi Minh. Po jednej jego stronie wznosi się gmach Opery, a po drugiej – historyczny Hotel Continental Saigon. Nad okolicą góruje neoromańska Katedra Notre-Dame, ukończona w 1880 r., obok której stoi jeden z najpiękniejszych budynków w mieście, czyli Poczta Główna, zaprojektowana przez Alfreda Foulhoux. Przez chwilę można się tu poczuć jak w Paryżu, ale to tylko złudzenie. Lekki podmuch tropikalnego powietrza i widok unoszących się liści pobliskich palm przypomina nam o tym, że znajdujemy się w Wietnamie – kraju pełnym kolorów i serdecznych ludzi, stanowiącym wyjątkowo smaczną esencję Azji Południowo-Wschodniej.

 

Wydanie Wiosna 2018

Pokochać Wietnam

ROBERT PAWEŁEK

www.travelcompass.pl

 

« Wietnam to kraj pełen kontrastów: zatłoczony i hałaśliwy, ale też cichy i subtelny. Niektórzy turyści już po jednej podróży darzą go miłością wielką i uzależniającą, inni zarzekają się, że ich noga więcej w nim nie postanie. Jeśli ktoś wybiera się tu po raz pierwszy, niech otworzy szeroko oczy i serce i pozwoli działać urokowi tej krainy smoka. »

Więcej…

Dumna Katalonia

WOJCIECH KUDER

 

                                                                                                              FOT. PATRONAT DE TURISMEDE LA DIPUTACIO DE SALOU 

<< Jeśli ktoś chciałby na symbolicznym obrazie przedstawić Hiszpanię i Katalonię, ta pierwsza musiałaby przybrać postać czarnego byka z muskularną sylwetką i groźnie wyglądającymi rogami, oznaczającego uświęconą władzę, potęgę i siłę, zaś druga – poczciwego osła, utożsamianego z mądrością i powolnym, lecz upartym dążeniem do celu. Tylko od nas zależy, po której stronie znajdzie się nasza sympatia… >>

Autonomiczna wspólnota Hiszpanii Katalonia ze stolicą w Barcelonie leży w północno-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego. Tu żyje naród, który mimo podziału jego terytorium oficjalnymi granicami państwowymi zachował język kataloński i własną świadomość i nigdy nie poddał się procesowi asymilacji.

Więcej…