Miejscowość Azenhas do Mar położona na stromym klifie w gminie Sintra
T09ARH1E

© TURISMO DE PORTUGAL/JOSE MANUEL

MAGDALENA BARTCZAK


Przyjazny śródziemnomorski klimat, egzotyczne krajobrazy, różnorodna kuchnia, fascynująca historia, bogactwo architektury, liczne plaże rozciągnięte nad Atlantykiem i ogromna gościnność mieszkańców to tylko niektóre z wielu zalet Portugalii. Ten nieduży kraj pełen turystycznych atrakcji leży na samym krańcu Europy. Dlatego przez długi czas jego terytorium określano mianem „finis terrae”, czyli „koniec świata” bądź „koniec lądu”.


Właśnie tu znajduje się najdalej na zachód wysunięty punkt stałego lądu kontynentu europejskiego – Cabo da Roca, skalisty przylądek położony ok. 40 km od Lizbony, w Parku Naturalnym Sintra-Cascais (Parque Natural de Sintra-Cascais). Od lat pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych atrakcji Portugalii. Jest to miejsce magiczne i obdarzone niezaprzeczalnym urokiem, a to m.in. z tego powodu, że przez wieki, aż do pierwszych międzykontynentalnych ekspedycji i odkryć geograficznych było dla Europejczyków symbolicznym końcem znanego im świata. Świadczy o tym chociażby zdanie, które do dziś widnieje na tablicy umieszczonej na tutejszym obelisku. Pochodzi ono z eposu Luzjady autorstwa jednego z najsłynniejszych portugalskich mistrzów pióra, nazywanego księciem poetów, Luísa Vaza de Camõesa (ok. 1524–1580): Tu, gdzie ziemia się kończy, a morze zaczyna.


Najcharakterystyczniejszy punkt przylądka, od którego otrzymał on swoją nazwę, stanowi potężny klif (wnoszący się na 144 m n.p.m.), wspinający się pod niebo nad niespokojnymi wodami oceanu. Ponoć dokładnie tutaj, w miejscu zwanym przez starożytnych Rzymian Wielkim Przylądkiem (Promontorium Magnum), można podziwiać najpiękniejsze i najbardziej spektakularne zachody słońca w Portugalii. Urody Cabo da Roca dodaje zbudowana w 1772 r. latarnia morska (Farol do Cabo da Roca) i samo otoczenie – dziki, nieco opustoszały krajobraz przywodzący na myśl niepokojące obrazy z gotyckich powieści.


ZŁOCISTE WYBRZEŻE

Równie zjawiskowo prezentuje się całe portugalskie wybrzeże. W tym niewielkim kraju (ponad 92 tys. km² powierzchni i niemal 10,5 mln mieszkańców) mnóstwo jest urokliwych nadmorskich miasteczek, klimatycznych wiosek rybackich i pięknych, często nieodkrytych przez turystów plaż. W samej okolicy Cabo da Roca leży np. dzika i otoczona potężnymi skałami Plaża Niedźwiedzia (Praia da Ursa), na której ze względu na utrudniony dostęp raczej nie natkniemy się – nawet w sezonie – na tłumy ludzi. W pobliżu wspomnianego przylądka, także na terenie Parku Naturalnego Sintra-Cascais, znajduje się również rozległa i całkowicie piaszczysta Praia Grande (czyli Wielka Plaża), słynąca m.in. ze znakomitych warunków do uprawiania sportów wodnych. Ich miłośnicy ściągają tu z całego kraju, a przede wszystkim z położonej ok. 30 km na wschód stąd Lizbony.


W sąsiedztwie stolicy wybierzemy się też na dużo innych godnych polecenia plaż, które regularnie trafiają na listy najlepszych tego typu miejsc nie tylko w Portugalii, lecz także w Europie. Wiele z nich znajduje się w miejscowości Cascais. Od Lizbony dzieli ją zaledwie pół godziny jazdy podmiejskim pociągiem. Z założonej w XII w. osady rybackiej zmieniła się ona w elegancki kurort, kuszący uroczymi wąskimi uliczkami, wartym dłuższej wizyty targiem z rybami i owocami morza oraz licznymi parkami, skwerami i muzeami. To właśnie w sąsiedztwie Cascais, w pobliżu XVII-wiecznej fortecy zamienionej w hotel i restaurację (Fortaleza do Guincho) rozciąga się rozległa i złocista plaża Guincho (Praia do Guincho), nieco dzika i pełna soczyście zielonych wydm. Słynie ona z występujących w tym rejonie silnych wiatrów (znacznie łatwiej i przyjemniej jest tutaj więc uprawiać surfing, kite- i windsurfing niż się kąpać) i tego, że kilkakrotnie pojawiła się na dużym ekranie. Najbardziej znaną produkcją, w której posłużyła za scenerię, był jeden z filmów o przygodach Jamesa Bonda – W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości (1969). W tej okolicy brytyjski agent (grany przez George’a Lazenby’ego) ratował z burzliwych fal oceanu piękną Tracy (czyli Contessę Teresę di Vicenzo), kreowaną przez Dianę Rigg.


Mnóstwo cudownych portugalskich plaż – uznawanych za prawdziwe skarby przyrody – kryje również region Algarve, czyli najdalej na południe wysunięta część kraju. Znajdziemy tu m.in. otoczoną skałami, jaskiniami i klifami bajeczną Praia da Marinha czy Praia da Rocha, która zachwyca krystalicznie przejrzystą, lazurową wodą i grotami wyrzeźbionymi w wapieniu przez fale Atlantyku.


PORTUGALSKIE SMAKI

Kolejną zaletą portugalskiego wybrzeża jest niewątpliwie wspaniała kuchnia słynąca z ryb i owoców morza, dostępnych – oczywiście – w restauracjach, sklepikach i supermarketach w całym kraju, ale ze względu na codzienne połowy najlepiej smakujących właśnie nad oceanem. Portugalczycy – obok Islandczyków i Japończyków – należą do społeczeństw spożywających statystycznie najwięcej ryb na świecie (ok. 60 kg na osobę rocznie). Ich narodową potrawę stanowi dorsz (bacalhau), którego podobno przyrządza się tu na ponad 360 sposobów! Prawdziwym kulinarnym skarbem Portugalii są także sardynki (sardinhas), jedna z najpopularniejszych przekąsek. Zjada się je równie chętnie na słono, jak i na słodko.


Mieszkańcy tego kraju przepadają też za wszelkiego rodzaju gulaszami i zupami, a za najbardziej typową pozycję w ich menu uchodzi przysmak, który łączy w sobie te dwa typy dań. Caldeirada, bo o niej mowa, przypomina gęstą zupę rybną przygotowaną m.in. z dorsza bądź halibuta, małż, kalmarów i ostryg. Wydaje się zresztą, że zakochani w owocach morza Portugalczycy dodają je do niemal każdej potrawy. Wystarczy wspomnieć, iż jedno z najpopularniejszych dań mięsnych to porco à alentejana, czyli gotowana wieprzowina z małżami (wieprzowina po alentejańsku). Poza tym wśród mięs królują wołowina i baranina, często podawane w formie grillowanej, w towarzystwie znakomitej tutejszej oliwy (określanej ze względu na swoją wysoką jakość płynnym złotem) i licznych przypraw, m.in. czosnku, goździków i słodkiego pieprzu. Jedno można stwierdzić na pewno: choć miłość mieszkańców Portugalii do wszystkiego, co da się wyłowić z morza, jest od wieków niezmienna, to ich kuchnia szczyci się niezmiernie różnorodnymi smakami i inspiracjami. Przyczyniły się do tego np. panowanie Arabów, wyprawy odkrywcze i kolonizacja obszarów na innych kontynentach. Dziś w portugalskiej sztuce kulinarnej znajdziemy wpływy arabskie, chińskie, japońskie, hinduskie, brazylijskie bądź afrykańskie. To bez wątpienia sprawia, że uchodzi ona za jedną z najciekawszych i najbardziej zróżnicowanych na świecie.


Prawdziwą specjalność Portugalczyków stanowią również znakomite szlachetne trunki, m.in. produkowane na północnym zachodzie kraju vinho verde. Najsłynniejszym tutejszym wyrobem alkoholowym pozostaje jednak porto – najczęściej słodkie (choć zdarzają się także odmiany wytrawne i półwytrawne) wino wzmacniane, powstające w wyniku fermentacji winogron zbieranych na północy, w dolinie rzeki Douro. Zdecydowanie najlepiej smakuje ono w noszącym tę samą nazwę niemal 240-tysięcznym mieście, drugim pod względem wielkości po Lizbonie. W Porto i okolicy działa wiele znakomitych winiarni, do których warto wybrać się na degustację. Na zainteresowanie zasługują choćby te w miejscowości Vila Nova de Gaia (w obszarze metropolitalnym Porto), położone tuż nad rzeką. Rozciąga się stąd wspaniały widok na oba brzegi, a w pobliskim porcie wciąż można natknąć się na tradycyjne drewniane barki wykorzystywane niegdyś do przewozu wina w dół Douro.


CERAMICZNE OBRAZY

Malownicze krajobrazy regionu winiarskiego Alto Douro (Górne Douro)

7842182530 4b9846dd63 o
© PORTO CONVENTION & VISITORS BUREAU

W Porto powinno się spędzić co najmniej 2–3 dni, aby odkryć jego piękno i na spokojnie móc poddać się jego urokowi. Stare portugalskie przysłowie mówi: W Porto pracują, w Bradze się modlą, w Coimbrze studiują, a w Lizbonie wydają. To zdanie świetnie oddaje charakter tego ruchliwego, nieco zabieganego miasta, które od rana do wieczora tętni życiem. Spacer po nim najlepiej będzie rozpocząć od leżącej nad samą rzeką dzielnicy Ribeira, pełnej krętych, klimatycznych uliczek i interesujących zabytków. Do tych ostatnich należą m.in. potężna, a przy tym niezwykle surowa w swojej architekturze Katedra (Sé do Porto) z XII stulecia czy oszałamiający bogatym wystrojem Kościół św. Franciszka (Igreja de São Francisco), ukończony w 1410 r. Warto też skusić się na przechadzkę po ogromnym Mercado do Bolhão – najstarszym w Porto nieprzerwanie działającym targowisku, gdzie od samego rana można kupić przepyszne ryby, owoce morza, warzywa i owoce czy piękne kwiaty. W innym budynku (z 1885 r.), który niegdyś stanowił popularny targ, czyli Mercado Ferreira Borges, znajduje się dziś cieszące się dużym zainteresowaniem centrum kulturalne. Organizuje się w nim spektakle teatralne, happeningi, wystawy i koncerty. Z placu Wolności (Praça da Liberdade) przez aleję Aliantów (Avenida dos Aliados) dotrzemy z kolei do okazałego Ratusza Miejskiego (Paços do Concelho do Porto, Câmara Municipal do Porto), jednego z największych w Europie. Wygląda, jakby miał kilkaset lat, ale jego budowę rozpoczęto w 1920 r.


Ogromne wrażenie robi również pobliski późnobarokowy Kościół św. Ildefonsa (Igreja de Santo Ildefonso), ukończony w 1739 r. Jego fasadę zdobią azulejos – kwadratowe ceramiczne płytki stanowiące znak rozpoznawczy architektury portugalskich miast i miasteczek. Sposób ich wyrobu przywieźli ze sobą Maurowie. Dekorowanie nimi budynków stopniowo rozwinęło się w prawdziwą sztukę. Ułożone z nich mozaiki przedstawiają najczęściej ważne sceny z historii, motywy mitologiczne lub religijne bądź miejskie krajobrazy, kwiaty, drzewa i zwierzęta. Azulejos pokrywają całe ściany, podłogi i place w wielu parkach, pałacach, kościołach i klasztorach, a nawet zwykłych budynkach mieszkalnych.


Jeden z najwspanialszych w Portugalii przykładów wykorzystania tej techniki ozdabiania budowli stanowi Pałac Narodowy w Sintrze (Palácio Nacional de Sintra), położony ok. 25 km od Lizbony. Jego historia sięga jeszcze czasów islamskich, ale swoją współczesną postać zawdzięcza on przebudowom przeprowadzonym w XIV, XV i XVI w. już z inicjatywy portugalskich władców, którzy mieli tu swoją letnią rezydencję. Do dziś pałac ten (zachwycający oszałamiającymi wnętrzami wyłożonymi misterną siatką azulejos) należy do najdoskonalszych w całym kraju obiektów łączących styl manueliński i mauretański. Zdecydowanie zasługuje więc na dłuższą wizytę, podczas której będziemy mogli w pełni docenić jego czar.


STOLICA MELANCHOLII

Arco da Rua Augusta przy lizbońskim placu Handlowym ukończono w 1875 r.
Praca-do-Comercio-I

© TURISMO DE LISBOA VISITORS & CONVENTION BUREAU

Każde miasto świata wydaje się mieć w sobie smutek, z którego nie potrafi się wyzwolić. W pewnych miejscach jest on prawie niezauważalny, w innych stanowi element dominujący, wgryza się w każdy kąt i wypełnia ulice i skwery. Melancholia przenika roztańczone tangiem Buenos Aires, gdzie pojawia się pod postacią mufy. Nad Wiedniem unosi się Traurigkeit. Stambułowi natomiast lirycznej urody dodaje tzw. hüzün, czyli – jak pisał m.in. turecki noblista Orhan Pamuk – rodzaj zbiorowego smutku, na jaki cierpią jego mieszkańcy. Na liście miast, którym czaru i urody dodaje unoszący się w powietrzu melancholijny nastrój, niewątpliwie znajduje się też Lizbona, najdalej na zachód wysunięta stolica kontynentalnej Europy, zamieszkana (wraz z przedmieściami tworzącymi zespół metropolitalny) przez ponad 2,8 mln ludzi. Jej ulice, place i podwórka wydają się przesiąknięte saudade. To słowo, według Portugalczyków nieprzetłumaczalne na inne języki, kryje w sobie tęsknotę za przeszłością, doświadczanie przemijania bądź poczucie braku czegoś, co zostało utracone. Wydaje się, że ten „narodowy smutek”, jak nazywał go jeden z najbardziej znanych portugalskich autorów Fernando Pessoa (1888–1935), najmocniej odczuwalny bywa w Alfamie. Tej dzielnicy nie można ominąć przy okazji wizyty w Lizbonie. Właśnie w tym rejonie znajdują się najstarsze budynki w całym mieście, ponieważ był jedną z nielicznych jego części niedotkniętych przez potężne (i należące do największych w historii ludzkości) trzęsienie ziemi z 1 listopada 1755 r., które niemal doszczętnie zrujnowało stolicę Portugalii.


Do najsłynniejszych tutejszych budowli zalicza się Zamek św. Jerzego (Castelo de São Jorge), górująca nad okolicą twierdza, wzniesiona w połowie XI w. przez Maurów. Forteca pozostawała w ich rękach do października 1147 r. Wówczas w trakcie rekonkwisty odbił ją pierwszy portugalski król Alfons I Zdobywca (1109–1185). W połowie XIII stulecia, gdy przeniesiono stolicę królestwa z Coimbry do Lizbony, zamek stał się siedzibą dworu. Przez pewien okres służył również za koszary i więzienie. Wspomniane trzęsienie ziemi okazało się dla niego tragiczne w skutkach – został wtedy poważnie zniszczony i dopiero w latach 40. XX w. rozpoczęto w nim prace restauratorskie, przywracające mu wcześniejszą świetność i czyniące go wizytówką miasta. Położona malowniczo na wzgórzach Alfama pełna jest nie tylko historycznych atrakcji, ale też stromych brukowanych uliczek. Niektóre są tak wąskie, że niewskazane byłyby próby wjechania w nie samochodem. Wśród nastrojowych zaułków natkniemy się na mnóstwo barów i restauracji z graną na żywo muzyką fado. Narodziła się ona w XIX w. m.in. w tej dzielnicy, wówczas jednej z najuboższych w całej stolicy. Według samych Portugalczyków ten gatunek, określany także mianem portugalskiego bluesa, najlepiej wyraża ich poczucie melancholii i ma charakter trudny do podrobienia poza granicami kraju.


Kolejnym charakterystycznym elementem lirycznego pejzażu Alfamy jest żółty pojazd, który już na dobre stał się wizytówką Lizbony. Mowa o legendarnym tramwaju nr 28 (eléctrico 28). Należy on do starego taboru pochodzącego jeszcze z końca XIX w. i od tego czasu niemal nieprzerwanie służącego lizbończykom. Dla porządku warto jednak dodać, że choć ta linia, zainaugurowana w 1914 r., kojarzona bywa głównie z tą dzielnicą, to tak naprawdę prowadzi również przez inne części miasta, a swoją trasę zaczyna w parafii (freguesia) Campo de Ourique, obok której leży XIX-wieczny Cmentarz Prazeres (Cemitério dos Prazeres), ważne miejsce w stolicy. Po drodze tramwaj nr 28 przejeżdża też np. przez położony w centralnej dzielnicy Baixa reprezentacyjny plac Handlowy (Praça do Comércio) ze wznoszącymi się nad nim pomnikiem króla Józefa I Reformatora (1714–1777) i kamiennym łukiem triumfalnym (Arco da Rua Augusta). To bez wątpienia prawdziwe serce Lizbony. Właśnie tu znajduje się również m.in. najstarsza kawiarnia w całym mieście – Café-Restaurante Martinho da Arcada, która działa nieprzerwanie od kilku stuleci. Stała się ona jednym z ulubionych miejsc spotkań towarzyskich lizbończyków już w styczniu 1782 r.


Z tymi klimatycznymi, zanurzonymi w portowej atmosferze placami, ulicami i lokalami wydaje się kontrastować nowoczesna dzielnica o nazwie Park Narodów (Parque das Nações). Ten obszar rozwinął się pod koniec lat 90. XX w. przy okazji wystawy światowej Expo’98 zorganizowanej w 1998 r. w Lizbonie. Podziwiać tutaj można wiele budynków, które zachwycą nas swoim nowoczesnym minimalizmem. Wśród nich jest największe w Europie Oceanarium Lizbony (Oceanário de Lisboa) ze zgromadzonymi na powierzchni 20 tys. m² ponad 8 tys. stworzeń morskich reprezentujących 500 różnych gatunków. Od momentu powstania w 1998 r. uchodzi za jedną z najwspanialszych atrakcji turystycznych stolicy Portugalii. Inny symbol tutejszej architektury stanowi znajdujący się niedaleko oceanarium słynny most Vasco da Gamy (Ponte Vasco da Gama), łączący wchłoniętą już właściwie przez miasto miejscowość Sacavém z drugim brzegiem Tagu, a ściślej miasteczkami Montijo i Alcochete. Został on oddany do użytku jeszcze przed Expo’98, 29 marca 1998 r., w 500. rocznicę odkrycia drogi morskiej z Europy do Indii przez portugalskiego żeglarza. Rozpięta nad Tagiem konstrukcja robi ogromne wrażenie nie tylko ze względu na swój nowoczesny styl, lecz także rozmiary. Ponte Vasco da Gama ma ponad 17 km długości i 6 pasów ruchu, co czyni go najdłuższym mostem na kontynencie europejskim i jednym z najszerszych.


WIECZNA WIOSNA

Urokliwe miasto Câmara de Lobos

Camara Lobos TS Turismo da Madeira 01
© T. S./TURISMO DA MADEIRA

Portugalię często określa się mianem małego kraju pełnego wielkich marzycieli. To właśnie dzięki nim w przeszłości stała się ona potężnym imperium kolonialnym. Dzięki kolejnym wyprawom i odkryciom takich podróżników jak Ferdynand Magellan (1480–1521) czy Vasco da Gama (ok. 1460 lub 1469–1524) stopniowo poszerzała swoje pozaeuropejskie granice. Była zresztą pierwszym państwem ówczesnej Europy, które organizowało zamorskie podboje. Pierwsza tego typu wyprawa odbyła się w sierpniu 1415 r. i zakończyła się zdobyciem afrykańskiej Ceuty (przejętej później, w 1580 r., przez Hiszpanów). W czasach świetności Portugalia swoimi wpływami sięgała trzech kontynentów i panowała na kilkudziesięciu podbitych terytoriach – od Brazylii przez Mozambik i Angolę oraz znaczącą część Indii aż po tereny Dalekiego Wschodu, w tym m.in. Timor Portugalski i japońskie Nagasaki. Ten europejski kraj najdłużej zachował też swoje kolonie – ostatnim miejscem opuszczonym przez Portugalczyków było miasto Makau, przekazane w grudniu 1999 r. Chinom.


Do takich marzycieli podbijających świat należała również dwójka odkrywców, którzy w 1418 r. podczas jednego z rejsów za sprawą gwałtownego sztormu trafili przypadkiem na wysepkę Porto Santo (42,5 km² powierzchni) w bezludnym wówczas archipelagu leżącym niemal 1 tys. km od Lizbony i mniej więcej 700 km od wybrzeża Afryki. Żeglarze João Gonçalves Zarco (ok. 1390–1471) i Tristão Vaz Teixeira (ok. 1395–1480), do których dołączył Bartolomeu Perestrelo (ok. 1394–1457), służący w portugalskim wojsku, w kolejnych miesiącach przybili do następnych wysp położonych w pobliżu – niedużej Vermeli Fory i największej ze wszystkich (ponad 740 km2 powierzchni) Madery. Ta ostatnia od razu zachwyciła Portugalczyków swoją wielką urodą. Ze względu na wszechobecną soczystą zieleń i liczne drzewa zdecydowanie odróżniała się od innych, bardziej pustynnych rejonów archipelagu. Nazwana przez odkrywców „Wyspą Drewna” (madeira po portugalsku oznacza „drewno”), stała się prawdziwym skarbem rodzącego się portugalskiego imperium i stanowiła odtąd częsty cel kolejnych wypraw. Coraz liczniejsi mieszkańcy Madery, której kolonizacja rozpoczęła się w 1425 r., zaczęli bogacić się na współpracy handlowej nie tylko z kontynentalną częścią kraju, ale też nowoodkrytymi terenami w Ameryce Południowej (w 1500 r. Portugalczycy dopłynęli do brzegów późniejszej Brazylii), a region zyskiwał na znaczeniu.


Choć od tego czasu wiele zdążyło się zmienić, a Portugalia przestała być imperialną potęgą i straciła swoją wysoką pozycję polityczną, to odkryty przez trójkę żeglarzy archipelag do dziś przyciąga swoją egzotyczną urodą. Stanowi nieco zagadkową i trudną do zaklasyfikowania ziemię pogranicza – zagubioną wśród wód Oceanu Atlantyckiego, leżącą między Europą a Afryką, oddaloną o setki kilometrów od wybrzeży obu kontynentów. Ze względu na łagodny klimat nazywa się Maderę „krainą wiecznej wiosny”. Temperatury rzadko osiągają w tym rejonie ekstremalne wartości. Latem wynoszą nie więcej niż 25°C, a zimą – nie mniej niż 20. Dzięki doskonałym warunkom klimatycznym i żyznym wulkanicznym glebom panują tu znakomite warunki do wytwarzania wina madera, które obok porto ma opinię najlepszego w całym kraju. Historia produkcji tego szlachetnego trunku na archipelagu sięga ponad 300 lat wstecz. Obecnie jego sprzedaż jest najważniejszą częścią lokalnej gospodarki zaraz obok turystyki, która z roku na rok coraz bardziej się rozwija, co potwierdza m.in. fakt, że w 2016 r. w głosowaniu organizowanym wśród użytkowników największego na świecie serwisu podróżniczego TripAdvisor Madera, nazywana Perłą Atlantyku, została uznana za jedną z 10 najlepszych wysp w Europie. Czym zasłużyła sobie na taki tytuł? Niewątpliwie jednym z powodów była różnorodność przyrody, która robi tym większe wrażenie, jeśli uświadomimy sobie, na jak małym terytorium się rozwija. Na tym niewielkim lądzie znajdziemy zarówno gęsto zalesione, jak i piaszczyste góry, liczne wodospady i zatoki oraz oszałamiające skaliste klify wznoszące się nad Oceanem Atlantyckim. Najwyższym z nich jest liczący 589 m Cabo Girão, uważany jednocześnie za jeden z największych w całej Europie. Wyjątkowości temu miejscu dodaje zbudowany na nim w październiku 2012 r. szklany taras widokowy, z którego rozpościera się zachwycający widok na okolicę. Słynny klif oraz tutejsze wąwozy i szczyty (m.in. spektakularny Pico Ruivo – 1862 m n.p.m. – i Pico das Torres – 1851 m n.p.m.) są charakterystycznymi elementami pejzażu Madery, ukształtowanej w wyniku serii wybuchów podwodnego wulkanu.


SERCE MADERY

Zapierający dech w piersiach Cabo Girão leży na trasie łączącej dwa najważniejsze miasta na wyspie – Câmara de Lobos i Funchal (stolicę Madery). Pierwsze z nich, niewielkie, 18-tysięczne, położone tuż nad rozciągającą się w dole zatoką, wydaje się miejscem, w którym czas się zatrzymał. Na każdym kroku czuje się w nim, że jeszcze niedawno było skromną i niepozorną osadą rybacką. W porcie do dziś można natknąć się na kutry, których właściciele przed chwilą powrócili z połowów, a na wzgórzach – przespacerować się wśród uroczych białych domków tutejszych rybaków i żeglarzy. To właśnie w Câmara de Lobos znajduje się najstarsza świątynia katolicka na Maderze, wybudowana w 1420 r. Kaplica Matki Boskiej z Conceição (Capela de Nossa Senhora da Conceição). Kilka uliczek dalej przez jakiś czas mieszkał jeden z najsłynniejszych gości, którzy zawitali na tę wyspę, sam brytyjski premier Winston Churchill (1874–1965). Polityk oddawał się tutaj błogiemu odpoczynkowi, ale też rozwijał swoją artystyczną pasję. Zainspirowany otaczającymi go uroczymi krajobrazami uwieczniał je na obrazach.


Z drugim ze wspomnianych miast, liczącym 112 tys. mieszkańców Funchal związane są losy innej osobistości, tym razem ze świata sportu. W nim właśnie (w parafii Santo António) 31 lat temu urodził się słynny piłkarz Cristiano Ronaldo, świeżo upieczony mistrz Europy. O ile o obecności Winstona Churchilla na wyspie świadczy kilkanaście pejzaży i kawiarnia nazwana jego imieniem (w której miał on ponoć godzinami przesiadywać), o tyle osoba popularnego sportowca cieszy się obecnie zdecydowanie większym zainteresowaniem. Pod koniec 2014 r. w centrum Funchal postawiono mu wielki pomnik z brązu, a od trzech lat fanów piłki nożnej i jego samego przyciąga tu poświęcone mu Muzeum CR7 (nazwa pochodzi od pseudonimu Portugalczyka). Placówka szczyci się kolekcją liczącą ponad 150 eksponatów związanych z karierą Cristiano Ronaldo. Składają się na nią m.in. jego pierwsze piłkarskie trofea, prywatne zdjęcia, filmy i figura woskowa piłkarza.


Innym znakiem rozpoznawczym stolicy Madery jest położona w jej historycznym centrum , w dzielnicy Santa Maria Maior, potężna Forteca św. Jakuba (Fortaleza de São Tiago do Funchal), przyciągająca wzrok swoim intensywnie żółtym kolorem. Stanowi nie tylko znakomity punkt widokowy, z którego można podziwiać ocean i dużą część wyspy, lecz także największy na niej raj dla miłośników sztuki. Od 1992 r. w murach twierdzy działa Muzeum Sztuki Współczesnej Funchal (Museu de Arte Contemporânea do Funchal – MACFunchal) prezentujące portugalskie dzieła powstałe w ciągu ostatnich 50 lat. Wśród stromych uliczek dzielnicy São Pedro znajdziemy m.in. renesansowe i modernistyczne wille oraz pałace, ogromny Klasztor św. Klary (Convento de Santa Clara), którego dzieje rozpoczynają się pod koniec XV stulecia, oraz Muzeum Historii Naturalnej (Museu de História Natural do Funchal), najstarszą tego typu placówkę na archipelagu, funkcjonującą już od 1929 r. Równie dużo atrakcji oferuje cała rozległa Zona Velha, czyli najdawniejsza część Funchal, słynąca choćby z tego, że właśnie w jej rejonie wybudowali domy pierwsi osadnicy. Po spacerze wśród XV-wiecznych kamienic warto odwiedzić pobliski Targ Rolników (Mercado dos Lavradores) w przepięknym budynku otwartym w listopadzie 1940 r., utrzymanym w stylu art déco i modernizmu. Zobaczymy tu barwny dziedziniec kwiatowy, wspaniałe dekoracje z płytek azulejos i przejdziemy się między stoiskami z rękodziełem artystycznym i kolorowymi straganami, gdzie będziemy mogli spróbować najbardziej typowych lokalnych przysmaków – egzotycznych owoców, serów, wina, owoców morza i ryb, m.in. suszonego wedle tradycyjnej portugalskiej receptury dorsza (bacalhau). Wreszcie na sam koniec zwiedzania najlepiej zostawić sobie ok. 15-minutową wycieczkę koleją gondolową (Teleférico Funchal-Monte) łączącą Zona Velha z leżącą wyżej parafią Monte. Co ciekawe, ze szczytu można zjechać tradycyjnymi wiklinowymi saniami charakterystycznymi dla Funchal. Kierują nimi mężczyźni w słomkowych kapeluszach. Swoje pojazdy rozpędzają, odpychając się nogami od podłoża. Widok przypominających kosze sań w zestawieniu z nowoczesną kolejką znakomicie oddaje charakter zarówno samej Madery, jak i całej Portugalii, kraju na każdym kroku pełnego niespodzianek i harmonijnie łączącego w sobie melancholijny nastrój ze śródziemnomorską radością życia czy dawne tradycje z nowoczesnością.

Artykuły wybrane losowo

Jamajski kalejdoskop

IZABELA RUTKOWSKA

www.podroznosci.com

 

<< „Jamaica no problem!” – to zdanie usłyszymy prawdopodobnie jako pierwsze po wyjściu z lotniska na wyspie. Ten zamieszkany przez roztańczonych, uśmiechniętych i radosnych ludzi kraj zachwyca turystów na każdym kroku. Dlatego warto go uwzględnić przy robieniu planów urlopowych. >>

Zróżnicowana krajobrazowo i kulturowo Jamajka leży na Morzu Karaibskim (w archipelagu Wielkich Antyli). Jej terytorium o powierzchni 10 991 tys. km2 zamieszkuje ok. 2,9 mln ludzi. Szacuje się, że mniej więcej 2 mln Jamajczyków żyje poza granicami kraju, głównie w Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie. Najwyższy szczyt wyspy to Blue Mountain Peak w paśmie Gór Błękitnych (wznosi się na 2256 m n.p.m.).

 

Zbudowane przy rajskiej plaży drewniane molo

© Michał Supieta

 

Na Jamajce spotkamy sprowadzone przez kolonistów wszechobecne mangusty oraz gekony, a na wzgórzach Hellshire (Hellshire Hills) – endemiczne legwany Cyclura collie (Jamaican iguana). Największym z tutejszych gadów jest krokodyl amerykański, który żyje jedynie w regionie rzeki Czarnej (Black River) i kilku innych miejscach. Poza tym to prawdziwy ptasi raj. Występuje tu ok. 325 gatunków ptaków, z czego 28 endemicznych. Jednym z symboli wyspy jest koliber czarnogłowy. Przy odrobinie szczęścia można go nawet spotkać. Niesamowite i łagodne manaty pojawiające się w okolicy południowego wybrzeża stały się powodem snucia przez marynarzy legend o syrenach. Średnia roczna temperatura powietrza na nizinach oscyluje między 25 a 30°C, a w wyższych partiach górskich wynosi od 15 do 22°C. Dzięki łagodnemu klimatowi Jamajka to turystyczny raj na ziemi.

 

ETIOPSKIE KORZENIE

Tutaj wszystko jest no problem, nawet jeśli ktoś ma przy sobie marihuanę. Według przepisów z 25 lutego 2015 r. dopuszcza się co prawda posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i pięciu sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, lecz za większą ilość nadal grozi kara więzienia. Zapach marihuany unosi się w wielu miejscach. O tym, że to w 100 proc. dar natury i dlatego trzeba jej używać, dowiemy się w wiosce Rasta w okolicy Montego Bay. Warto ją odwiedzić, ponieważ dziś wcale nie tak łatwo spotkać prawdziwego rastafarianina, kojarzonego z charakterystycznym beretem w kolorach żółtym, czerwonym i zielonym i długimi po pas dredami. Rastafari to ruch społeczno-religijny, silnie zakorzeniony w kulturze Jamajki. Rozwinął się w latach 30. XX w. i rozpowszechnił w świecie, czemu sprzyjała coraz liczniejsza emigracja Jamajczyków. Rastafarianie wierzą w nauki ostatniego cesarza Etiopii Hajle Syllasje I (1892–1975), którego uważają za mesjasza, wcielenie Jaha, czyli Boga. Są przekonani, że pochodzą właśnie od przedstawicieli czystej czarnej rasy, prawdziwych potomków biblijnego króla Dawida. Kolorystyka rastafari nawiązuje do trzech kolorów etiopskiej flagi: zielonego, żółtego i czerwonego. Dniem świętym dla rastafarian jest sobota, którą celebrują tańcem, muzyką i śpiewem. Wizyta w Rasta będzie z pewnością niezapomnianym przeżyciem.

 

RAJSKA OKOLICA

W bajkowej okolicy kurortu Montego Bay warto wybrać się na spływ bambusową tratwą. Jamajski flisak z dredami i uśmiechem na twarzy opowie nam o najciekawszych momentach w historii wyspy. Można też zdecydować się na przejażdżkę konną… w morzu. Konie nie boją się pływać, co wyspiarze postanowili wykorzystać, gdy wymyślali tę atrakcję dla turystów. Jazda na końskim grzbiecie wśród ciepłych, błękitnych fal jest niezapomnianym i na pewno jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem.

Na wodach Morza Karaibskiego w pobliżu Montego Bay znajduje się poza tym kultowy „Pelican Bar”. Przy składaniu w nim wizyty łatwo się przekonać, że już sama droga może być celem, a z pewnością atrakcją. Kto dotrze łodzią do bambusowego baru, będzie rozkoszować się słońcem i widokami i popijając kolorowe drinki, obserwować pojawiające się tu często stada delfinów. Na dodatek jest to idealne miejsce na podziwianie spektakularnych wschodów i zachodów słońca.

 

Aby dowiedzieć się czegoś więcej o rastafarianach, warto odwiedzić jedną z ich wiosek

© Rappa Rasta Tours

 

ŚLADAMI JAMESA BONDA

Za 20 dolarów amerykańskich podczas ok. 45-minutowego spaceru zwiedzimy słynne jaskinie Green Grotto. Pojawiły się one w jednej ze scen filmu Żyj i pozwól umrzeć (1973), kiedy to najbardziej znany brytyjski agent grany przez Rogera Moore’a pokonał Dr. Kanangę (w tej roli Yaphet Kotto). Ich nazwa pochodzi od koloru alg porastających wapienne skały. Jeszcze do niedawna znajdowała się tutaj dyskoteka.

To zresztą właśnie na Jamajce angielski pisarz Ian Fleming (1908–1964), autor cyklu o przygodach Jamesa Bonda, postanowił wybudować w 1946 r. swoją posiadłość GoldenEye, gdzie spędzał europejską zimę. Nieopodal rybackiej miejscowości Oracabessa napisał większość powieści o agencie 007. Jego imieniem nazwano nawet pobliskie lotnisko. Po śmierci pisarza posiadłość wykupił w 1976 r. Bob Marley. Jednak już rok później rezydencja przeszła w ręce Chrisa Blackwella, założyciela wytwórni płytowej Island Records. Dziś w GoldenEye działa luksusowy resort. Aby spędzić w nim noc, trzeba zapłacić co najmniej kilkaset dolarów amerykańskich za najtańszy pokój (ceny wahają się w zależności od sezonu). Pobliska plaża nazywa się – oczywiście – James Bond Beach. To właśnie na niej były kręcone słynne sceny z Seanem Connerym i Ursulą Andress grającymi w filmie Doktor No (1962).

 

POCHODZENIE WYSPIARZY

Największym skarbem Jamajki są jej mieszkańcy. Jako potomkowie wielu narodów tworzą prawdziwą mozaikę kulturową. Zawsze uśmiechnięci, radośni, rozśpiewani i roztańczeni Jamajczycy potrafią zarazić optymizmem. Choć z Jamajką kojarzy się przede wszystkim reggae, nie można zapomnieć, że właśnie na niej narodziła się również muzyka ska czy dancehall. Tu tańczą i śpiewają praktycznie wszyscy. W hotelu obsługa bardzo często nuci coś pod nosem. Widok podrygującej w rytm podśpiewywanej melodii sprzątaczki czy kucharki to norma.

Rozśpiewane są także tutejsze kościoły. Ponad 60 proc. mieszkańców wyspy stanowią protestanci. Jamajska msza jest niczym koncert gospel. Podczas pobytu na Jamajce z pewnością warto udać się do najbliższego kościoła, żeby poczuć niezwykłą atmosferę wspólnoty oraz posłuchać fantastycznych i porywających pieśni wykonywanych na najwyższym poziomie.

                Europejczycy dotarli do wyspy w trakcie drugiej wyprawy Krzysztofa Kolumba (1451–1506). Zastali na niej Tainów, którzy stanowili większość tutejszej rdzennej ludności. Zajmowali się oni głównie rolnictwem, łowiectwem, rybołówstwem i tkactwem. Praktykowali też palenie ziół przy okazji rytuałów religijnych. To właśnie ten zwyczaj wpłynął na ukształtowanie się tradycji rytualnego palenia marihuany powszechnie kojarzonej z Jamajką. Indianie zostali całkowicie wyparci przez kolonizatorów. Tych, którzy nie zginęli z ich rąk, pokonały nieznane jak dotąd w tej części świata choroby, jak np. ospa.

Krzysztof Kolumb podobno wielokrotnie podkreślał niezwykły urok tego miejsca i uznał Jamajkę za najładniejszą z wysp Indii Zachodnich (obecnie Karaibów). Po raz pierwszy wielki odkrywca dotarł tutaj podczas swojej drugiej wyprawy w maju 1494 r. W trakcie czwartej podróży rozbił się u wybrzeży Saint Ann’s Bay (Santa Gloria), przez rok (od czerwca 1503 r. do czerwca 1504 r.) wraz z załogą próbował przetrwać wśród wrogo nastawionych do Hiszpanów rdzennych mieszkańców. Po powrocie do Hiszpanii nigdy już nie przypłynął do Nowego Świata.

Gdy zaczęło brakować rąk do pracy, hiszpańscy koloniści sprowadzili z Afryki niewolników. To właśnie oni są w dużej mierze przodkami obecnej ludności Jamajki. Na wyspie pojawiły się uprawy cytrusów, bananów i trzciny cukrowej, rozwinęła się hodowla bydła, kóz, koni, świń i kur.

Niewolnicy, którym udało się zbiec w niedostępne góry, stworzyli odrębną grupę zwaną Maronami. W 1655 r. Jamajka trafiła pod panowanie brytyjskie. Maronów długo nazywano cierniem w boku Brytyjczyków. Byli mistrzami maskowania się. Unikali otwartej walki, przygotowywali zasadzki. Pod osłoną nocy zakradali się na plantacje i plądrowali je. Pierwsza wojna Maronów, która wybuchła ok. 1728 r., zakończyła się podpisaniem traktatów pokojowych w latach 1739–1740, na mocy których otrzymali oni autonomię w okolicach miejscowości: Cudjoe’s Town (Trelawny Town), Crawford’s Town (zniszczonej w połowie XVIII stulecia), Accompong, Moore Town (wcześniej znanej jako Nanny Town), Scott’s Hall i Charles Town. To właśnie na pamiątkę tego wydarzenia odbywa się słynny Accompong Maroon Festival. Maronowie dostali ziemię w górzystej części zachodniej Jamajki, która do dziś należy do ich potomków. Miejscowi zajmują się uprawą roślin i rękodziełem. Ani ziemia, ani żadna działalność generująca dochód nie podlega tu opodatkowaniu. Co trzy, cztery lata Maronowie wybierają swojego lidera, tzw. colonela. Jeśli chcemy przeżyć coś naprawdę wyjątkowego, powinniśmy koniecznie udać się do Accompong.

 

WODOSPADY I SPORT

Ukształtowanie terenu i liczne rzeki sprzyjają powstawaniu na wyspie wodospadów. Jest ich mnóstwo. Gęsty, zielony las tropikalny potęguje wrażenie wizyty w Parku Jurajskim. Do najsłynniejszych i z pewnością najbardziej malowniczych wodospadów należą YS Falls. Znajdują się w południowo-zachodniej części Jamajki, a otacza je przepiękna roślinność. Wodospadów jest siedem, woda spływa z nich do urokliwych naturalnych basenów. Warto je pokonać pieszo. Spacer po śliskich skałach to nie lada wyczyn i atrakcja. W każdym momencie możemy liczyć na pomoc wykwalifikowanej obsługi. Ogromną frajdę z odwiedzin w tym miejscu mają również osoby nie potrafiące pływać i dzieci. Mogą korzystać z bezpieczniejszych basenów naturalnie zasilanych wodą m.in. z podziemnych źródeł. Podobną atrakcję stanowią też wodospady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls) nieopodal kurortu Ocho Rios, które mają ok. 55 m wysokości i 180 m długości! Prosto spod szumiących kaskad można wybiec na plażę, aby zanurzyć się w ciepłym Morzu Karaibskim.

W okolicy Ocho Rios warto odwiedzić także Blue Hole, zwaną przez wielu ukrytym skarbem Jamajki. Ten magiczny wodospad i wypełnione błękitnoturkusową wodą naturalne baseny znajdują się w odległości mniej więcej 25 minut jazdy samochodem od centrum miejscowości, w gęstwinie leśnej. To idealne miejsce do kąpieli i skoków na główkę. Można w nim uciec od zgiełku zatłoczonych kurortów.

W sąsiedztwie Ocho Rios wznosi się Mystic Mountain. Jej porośnięte bujnym lasem deszczowym zbocza przyciągają osoby lubiące dreszczyk emocji. Chętni mogą tu zjechać tyrolką (Canopy Zip Line) czy udać się wyciągiem krzesełkowym na punkt widokowy. Kultową atrakcję stanowi tor bobslejowy (o długości 1 km), na którym przez cały rok można poczuć się niczym jeden z członków drużyny narodowej biorącej udział w konkurencjach bobslejowych na XV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary w Kanadzie. Ich historia stała się inspiracją do nakręcenia amerykańskiego filmu familijnego Reggae na lodzie (1993). Jamajska drużyna mimo nie najlepszego wyniku pod wieloma względami była wygranym tych zawodów. Zdobyła sobie ogromną sympatię kibiców na całym świecie.

Uprawianie sportu to często na wyspie przepustka do sławy i bogactwa. Jamajczycy kochają lekkoatletykę, piłkę nożną, koszykówkę, netball (głównie kobiety) czy krykieta. Ta ostatnia dyscyplina jest spuścizną po Brytyjczykach. Opowieścią o dzieciach z odległych wiosek biegających do szkoły, żeby zdążyć na lekcje, tłumaczy się czasem wybitne rezultaty jamajskich sprinterów. Obecnie za najszybszych ludzi na świecie uważa się Usaina Bolta, który zakończył karierę po Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce 2017 w Londynie, ale nadal jest rekordzistą naszego globu w sprincie na dystansie 100 i 200 m, Asafę Powella i Yohana Blake’a. Do sukcesu piłkarek z Jamajki przyczyniła się córka legendy reggae, Cedella Marley (urodzona 23 sierpnia 1967 r.), która zarządza rodzinną fundacją i kieruje wytwórnią płytową Tuff Gong. Dzięki jej wsparciu kobieca drużyna narodowa Reggae Girlz zakwalifikowała się po raz pierwszy w historii do finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Kobiet 2019 we Francji. Do Cedelli Marley należy również kilka linii ubrań, w tym Catch a Fire, która nazwą nawiązuje do tytułu płyty jej ojca. To właśnie ona przygotowała stroje dla jamajskich lekkoatletów na XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 r.

 

PROSTO DO MORZA

W tym malowniczym kraju warto wybrać się na zachodni jego kraniec, do Negril. Dziś miejscowość ta uchodzi za kolejny znany, luksusowy kurort. Na wysuniętym w morze cyplu znajduje się latarnia morska z 1894 r., do której wchodzi się pod okiem jej opiekuna. To właśnie w Negril, na wysokim urwisku brzegowym, działa od kwietnia 1974 r. kultowa knajpka „Rick’s Cafe”. Z rozległego, piętrowego tarasu możemy podziwiać śmiałków skaczących z 40-metrowego klifu do wody. Te skoki ze specjalnie przygotowanej platformy stały się symbolem miejscowości. Dla odwiedzających to miejsce turystów są zapierającym dech w piersiach widowiskiem.

Okolice kurortu należy polecić przede wszystkim amatorom nurkowania, ponieważ właśnie u zachodnich brzegów Jamajki znajduje się najlepiej zachowana rafa koralowa w rejonie wyspy. W przejrzystych wodach Morza Karaibskiego można podziwiać niezwykłe bogactwo podwodnego królestwa. U jamajskich wybrzeży natkniemy się m.in. na homary, mureny, ośmiornice, rekiny wąsate, barakudy, lucjany, makrele, płaszczki, żółwie morskie, manaty karaibskie, papugoryby, skrzydlice, delfiny czy kraby i wiele innych gatunków zwierząt.

 

TRZCINOWE IMPERIUM

Za czasów brytyjskich Jamajka stała się jednym z największych na świecie eksporterów trzciny cukrowej. Jak grzyby po deszczu wyrastały też na niej kolejne plantacje tytoniu, indygowców, kakaowców. Jednak to uprawa trzciny cukrowej przyniosła kolonizatorom ogromne zyski. Lokalni farmerzy zostali wyparci przez bogatych plantatorów, których stać było na utrzymanie licznych niewolników. Cukier i rum okazały się żyłą złota dla przybyszy z Europy. Co ciekawe, do początku XIX w. cukier produkowano powszechnie jedynie z trzciny cukrowej. Sytuacja zmieniła się dopiero podczas wojen napoleońskich, kiedy Napoleon Bonaparte wprowadził blokadę kontynentalną na handel z Brytyjczykami w listopadzie 1806 r. Warto nadmienić, że pierwsza na świecie fabryka produkująca cukier z buraków cukrowych powstała w latach 1801–1802 we wsi Konary koło Wołowa na Dolnym Śląsku, wtedy znajdującej się w granicach Prus.

W tym okresie jednym z ważniejszych portów Jamajki było założone w 1769 r. miasto Falmouth, skąd w górę rzeki transportowano europejskie towary. Okolicę otaczają naturalne laguny. Śródlądowymi wodami z głębi wyspy przypływały do portu mniejszymi statkami cukier, rum i inne jamajskie skarby. Dziś zabytkowe miasto jest znane przede wszystkim z innego powodu. To jedno z kilku miejsc na naszym globie, gdzie występuje tak silne zjawisko bioluminescencji. Luminous Lagoon świeci się intensywnie nocą. Miliony mikroorganizmów rozwijających się w tutejszej słonej, płytkiej i ciepłej wodzie (tzw. Glistening Waters) robią piorunujące wrażenie.

Wspomniany rum jest do dziś narodowym trunkiem Jamajczyków. Powstaje ze sfermentowanego soku z trzciny cukrowej, jego koncentratu lub melasy. Im dłużej leżakuje w dębowych beczkach, tym staje się ciemniejszy, szlachetniejszy i droższy. Za najcenniejszy uchodzi tzw. rum czarny. Narodowy jamajski trunek należy niewątpliwie do produktów, które warto przywieźć z wyspy jako pamiątkę. Najlepiej odwiedzić tu jedną z destylarni, które znajdują się niemal zawsze przy większych plantacjach trzciny cukrowej (np. słynną, założoną już w 1749 r. Appleton Estate koło miejscowości Maggotty). Najbardziej znanymi markami, oczywiście poza najstarszą z nich Appleton Estate, są White Lightning, Asmussen czy lepszy gatunkowo Wray & Nephew.

 

ZAPACH KAWY

Inny jamajski trunek stanowi słynny likier kawowy Tia Maria. Jego historia sięga połowy XVII stulecia. Legenda mówi, że kiedy piękna i młoda hiszpańska arystokratka uciekała z Jamajki przed zawieruchą kolonialnej wojny z Brytyjczykami, jej służąca uratowała rodzinny skarb, małą szkatułkę z kolczykami z czarnymi perłami i starym rękopisem z przepisem na ten tajemniczy likier. To właśnie na cześć tej odważnej kobiety nadano mu nazwę Tia Maria, co oznacza ciocię Marię. Ten wyśmienity trunek produkuje się z tutejszych ziaren kawowych i rumu oraz wanilii z Madagaskaru i cukru.

Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie. Sami mieszkańcy zwykle jej nie piją, głównie ze względów finansowych. Picie kawy nie należy też do ich zwyczajów. Najsłynniejsze plantacje kawowców znajdują się w trudniej dostępnych Górach Błękitnych (Blue Mountains) na obszarze jedynie 7 tys. ha, na wysokości między 910 a 1700 m n.p.m. Terenów upraw nie wolno powiększać. Krzewy rosną na bardzo stromych i zamglonych zboczach górskich. Jamaica Blue Mountain Coffee ma niezapomniany zapach i intensywny smak. Najlepiej spróbować jej na jednej z plantacji ukrytych między zielonymi stokami Gór Błękitnych. Widoki w regionie Blue Mountains zapierają dech w piersiach. Za każdym zakrętem górskiej drogi pojawiają się jeszcze piękniejsze pejzaże. Wizyta w górach wznoszących się we wschodniej części wyspy to również idealna okazja, żeby przyjrzeć się życiu jamajskich farmerów lub odwiedzić kolejną, bardziej niedostępną wioskę rastafarian. Właśnie Blue Mountains zainspirowały Boba Marleya do napisania przeboju Natural Mystic.

 

Leżące we wschodniej części Jamajki Góry Błękitne porastają gęste tropikalne lasy

© Michał Supieta

 

NIE TYLKO MUZYK

Robert Nesta Marley (1945–1981) był największym popularyzatorem reggae, muzyki ludu, która narodziła się na podwórkach slumsów w Kingston, stolicy kraju. Grając i tańcząc, ludzie łączyli się z duchami Afryki i czuli się wolni, kiedy wokół coraz bardziej odczuwalne stawały się napięcia społeczne będące konsekwencją nasilającego się konfliktu politycznego.

Bob Marley był dzieckiem młodziutkiej Sidilli Malcolm (1926–2008) i oficera brytyjskiej marynarki wojennej i nadzorcy plantacji Norvala Marleya, który widział syna dwa razy (zmarł na atak serca w 1955 r. w wieku 70 lat). Urodził się w małej wiosce Nine Mile w regionie Saint Ann. Warto odwiedzić jego rodzinny dom, w którym urządzone zostało muzeum. Oprowadzają po nim przewodnicy opowiadający w charakterystycznej jamajskiej odmianie języka angielskiego o życiu króla reggae. Zwiedzanie przerywane jest najsłynniejszymi piosenkami muzyka. To najlepsze miejsce, żeby posłuchać takich przebojów jak Could You Be Loved, Exodus, Get Up, Stand Up, I Shot the Sheriff, Is This Love, No Woman, No Cry, One Love, Redemption Song czy Stir It Up. Za wysoką bramą znajduje się mauzoleum Boba Marleya, gdzie rastafarianie składają mu hołd, paląc święte zioło.

Król reggae jeszcze za życia stał się legendą. W grudniu 1976 r. po nieudanym zamachu w jego domu wystąpił na koncercie Smile Jamaica. Na koncercie One Love Peace w kwietniu 1978 r. w Kingston, kiedy to w wyniku nasilających się protestów społecznych i wojny gangów kraj stanął na krawędzi wojny domowej, Bob Marley w symbolicznym geście połączył nad głową dłonie skonfliktowanych polityków przeciwnych partii Michaela Manleya i Edwarda Seagi.

Muzyk zmarł 11 maja 1981 r. w szpitalu w Miami w Stanach Zjednoczonych w wieku zaledwie 36 lat. Przegrał długą i bolesną walkę z czerniakiem złośliwym. Jego ciało zostało wystawione na 35-tysięcznym stadionie narodowym (Independence Park) w Kingston z Biblią otwartą na Psalmie 23 (nazywanym pasterskim, zaczynającym się od słów Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego) i czerwoną gitarą elektryczną Gibson Les Paul. Kondukt pogrzebowy wyruszył z jamajskiej stolicy i pokonał ok. 90 km w drodze do Nine Mile. Żona Rita wraz z dziećmi uczciła Boba Marleya jego piosenkami. Pośmiertnie (w marcu 1994 r.) uhonorowano go w muzeum Rock and Roll Hall of Fame w Cleveland w USA. Na widowiskowy letni festiwal Red Stripe Reggae Sumfest w Montego Bay przybywa co roku ponad ćwierć miliona fanów z całego świata. Najbliższa jego edycja odbędzie się w dniach 14–20 lipca 2019 r. To obecnie największy na świecie festiwal muzyki reggae.

 

ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

Rastafarianie, którzy z założenia unikają mięsa, mieli także wpływ na jamajską kuchnię. Wyspiarze są miłośnikami mięsnych potraw z grilla, jednak wegetarianie też znajdą tu szeroki wybór dań. W kulinariach Jamajki można dostrzec przede wszystkim wpływy afrykańskie i brytyjskie, ale również hiszpańskie, irlandzkie, chińskie, kreolskie czy hinduskie. Te ostatnie przejawiają się np. w stosowaniu mieszanek curry w wielu przepisach. Symbolem kuchni jamajskiej jest charakterystyczna marynata jerk. W jej skład wchodzą m.in. ziele angielskie (owoce korzennika lekarskiego, drzewa pimentowego), papryka scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), tymianek, zewnętrzna skórka gałki muszkatołowej, cebula i czosnek. Jerk to także sposób przyrządzania mięsa. Tradycja ta sięga jeszcze czasów rdzennych mieszkańców wyspy, którą kontynuowali Maronowie. Duże płaty mięsa nacierali chili i miejscowymi ziołami, a następnie piekli nad ogniem. Był to doskonały sposób utrzymywania świeżości. Dziś nazwą jerk określa się też typ grilla, często domowej konstrukcji, który można ujrzeć na Jamajce niemal na każdym rogu.

Bardzo popularna jest tutaj koźlina, serwowana na wiele sposobów np. z curry lub grillowanymi owocami i warzywami. W prawie każdej potrawie znajdziemy duże ilości małej, zielonej cebulki, w której lubują się mieszkańcy tej karaibskiej wyspy. Często używa się również ziela angielskiego, imbiru czy tymianku. Gałązkami korzennika lekarskiego opalane są grille, co nadaje daniom dodatkowe walory smakowe. Nie sposób nie wspomnieć też o ackee. Owoc bligii pospolitej, w postaci surowej trujący, stanowi nieodłączny dodatek do solonej ryby (ackee and saltfish uchodzi za narodową potrawę). Roślina ta pochodzi z zachodniego wybrzeża Afryki. Podczas kulinarnych poszukiwań na Jamajce spotkamy się z pewnością z daniem callaloo. Jamajczycy określają tą nazwą szarłat (amarantus). Potrawka ta wyglądem i smakiem przypomina nieco gotowany szpinak. Dodaje się do niej na ogół, oprócz liści amarantusa, okrę (piżmiana jadalnego), sól, cebulę, pomidory, czosnek, paprykę scotch bonnet, miejscowe przyprawy i duże ilości pysznych, świeżych krewetek lub soloną rybę. Na Jamajce warto zaopatrzyć się w ostre sosy, z których również słynie ten rozśpiewany i roztańczony kraj.

Błogi wypoczynek na tej karaibskiej wyspie to marzenie wielu osób. Nie ma w tym nic dziwnego, bo znajdziemy na niej jedne z najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie. Jamajka jest prawdziwym rajem dla miłośników sportów wodnych, ludzi kochających smaczną i zdrową kuchnię, dziewiczą naturę oraz muzykę i taniec. Wśród licznych hoteli o rozmaitym standardzie każdy wybierze z pewnością coś dla siebie. Na wyspę uruchomiono poza tym bardzo korzystne cenowo połączenia czarterowe (Warszawa – Montego Bay, już od 1699 złotych w obie strony!). Jamajka to zdecydowanie jedno z tych pasjonujących miejsc, do których wciąż chce się wracać.

 

Wydanie jesień-zima 2018

„Sisi tuna enda Uganda”, czyli jedziemy do Ugandy!

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.stronagerbera.pl

<< Tajemnicza i dla wielu egzotyczna Uganda nie należy jak na razie do najpopularniejszych kierunków turystycznych na Czarnym Lądzie. Swoim gościom ma jednak niezmiernie wiele do zaoferowania i pod względem atrakcji nie ustępuje słynniejszym sąsiadom – Kenii czy Tanzanii. Niestabilna sytuacja w tym wschodnioafrykańskim kraju przez wiele lat skutecznie odstraszała turystów. Dziś prowadzone przez ugandyjskie władze statystyki pokazują, że od 2006 do 2010 r. liczba odwiedzających 10 tutejszych parków narodowych (m.in. Park Narodowy Królowej Elżbiety – Queen Elizabeth National Park, Nieprzenikniony Park Narodowy Bwindi – Bwindi Impenetrable National Park, Park Narodowy Doliny Kidepo – Kidepo Valley National Park, czy Park Narodowy Kibale – Kibale National Park) zwiększyła się wyraźnie – ze 109 tys. do 190 tys. osób. Miejscowa przyroda przyciąga przede wszystkim bogactwem dzikiej fauny – zobaczymy tu np. szympansy i bardzo rzadkie goryle górskie. Oprócz tego warto polecić także wędrówkę po masywie Rwenzori (Rwenzori Mountains), rafting po burzliwych wodach Nilu Wiktorii w Parku Narodowym Wodospadów Murchisona (Murchison Falls National Park) oraz wyprawę nad największe w Afryce Jezioro Wiktorii. >>

Więcej…

Brazylia – odliczanie do mundialu

ANNA GRZEŚKOWIAK
<< Brazylia kojarzy się wielu osobom głównie z karnawałem, pięknymi plażami, pyszną kawą, sambą i… piłką nożną. Gdy umilkną już uderzenia bębnów i letnia bryza rozwieje tysiące piór i cekinów pozostałych na ulicach po karnawałowym szaleństwie, przygotowania do drugiego największego wydarzenia sportowego na świecie, zaraz po Letnich Igrzyskach Olimpijskich, wejdą w ostatnią fazę. To właśnie ten południowoamerykański kraj będzie w tym roku po raz drugi w historii gospodarzem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. >>

 Rio de Janeiro leży malowniczo nad brzegiem zatoki Guanabara

Więcej…