MONIKA GODAWSKA

 

<< Niedużo znajdziemy na świecie miejsc, które przyciągają turystów taką różnorodnością, jak Wyspy Kanaryjskie. Gorący hiszpański temperament, wspaniałe wulkaniczne krajobrazy, smaczna kanaryjska kuchnia, bogata historia i kultura, przyjazny klimat wiecznej wiosny oraz orzeźwiająca atlantycka bryza tworzą niepowtarzalną atmosferę tego cudownego zakątka. Każda z tutejszych wysp jest wyjątkowa, niepodobna do innych i ma wiele do zaoferowania. Dlatego z pewnością nie można uznać za przesadę stwierdzenia, że próżno szukać na świecie człowieka, który mógłby się tu nudzić. >>

Administracyjnie archipelag Wysp Kanaryjskich podlega Hiszpanii. Leży na Oceanie Atlantyckim niedaleko północno-zachodniego wybrzeża Afryki i należy do niego siedem głównych wysp: Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, El Hierro, La Palma i La Gomera. Wszystkie z nich powstały w wyniku aktywności wulkanicznej i charakteryzują się górzystym krajobrazem. Ten zakątek świata przed kolonizacją zamieszkiwali Guanczowie, lud spokrewniony z Berberami

.

Na Wyspach Kanaryjskich sezon trwa przez cały rok. Dlatego też coraz częściej stają się one idealną alternatywą dla wyjazdów do Egiptu lub Tunezji w czasie zimy czy pobytów w sanatorium dla osób starszych. Ich popularność stale rośnie. Przykładowo Fuerteventurę w ciągu ostatniego roku odwiedziło aż ponad 60 tys. Polaków. Nie bez znaczenia pozostaje także poziom usług hotelowych, wyższy niż w Afryce Północnej. Wszystko to sprawia, że większość turystów wraca na archipelag wielokrotnie.

 

Wietrzna Fuerteventura

Ponad 40 proc. Polaków przyjeżdżających na Wyspy Kanaryjskie wybiera położoną zaledwie 100 km od wybrzeży Afryki Fuerteventurę. Według niektórych źródeł jej nazwa pochodzi od francuskiego wyrażenia forte aventure znaczącego „mocna przygoda”, zgodnie z innymi – od hiszpańskiego fuerte viento, czyli „silny wiatr”. Nie da się ukryć, że jest to najbardziej wietrzna z wysp tego archipelagu. Temperatura nie spada na niej poniżej 18°C w zimie oraz 24°C w lecie. Wiatr sprawia jednak, że nie odczuwa się tutaj upału.

Fuerteventura przyciąga turystów kilometrami białych, piaszczystych plaż, które wyróżniane są za swoją szczególną czystość (Błękitna Flaga dla 7 gmin), idealnie niebieskim oceanem, a także możliwością uprawiania wielu sportów. Przez cały rok na wyspie działają centra nurkowe oraz szkoły wind- i kitesurfingu. Bardziej zaawansowani miłośnicy tych ostatnich dwóch dyscyplin mogą wziąć udział w zawodach (m.in. w odbywającym się co roku w lipcu i sierpniu na plażach półwyspu Jandía Pucharze Świata w windsurfingu i kiteboardingu). Coraz popularniejsze staje się tu również kolarstwo górskie. Kilka długich szlaków prowadzących przez zbocza najwyższych powulkanicznych masywów tworzy dość wymagające, lecz niezmiernie malownicze trasy.

FOT. TURISMODECANARIAS.COM

Wysepka Lobos leży na północny wschód od fuerteventury

 

Dla mniej aktywnych osób świetnym rozwiązaniem będzie wynajęcie samochodu. Wypożyczalnie znajdują się we wszystkich miejscowościach. Podczas objeżdżania wyspy warto zatrzymywać się przy specjalnych punktach widokowych, zwanych miradores. Rozpościerają się z nich zapierające dech w piersiach panoramy okolicy, wspaniale prezentujące się na zdjęciach. Z reguły przy punktach tych przygotowane są miejsca parkingowe na co najmniej kilka samochodów. W czasie postojów często spotkamy sympatyczne wiewiórki, które chętnie podchodzą do ludzi po orzechy. Te małe, zwinne gryzonie stały się jednym z symboli wyspy, występującym na wielu pocztówkach. Innymi charakterystycznymi zwierzętami Fuerteventury są kozy. Mimo iż na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać, mieszka na niej ich więcej niż ludzi.

Zdecydowanie jedną z ciekawszych tras jest tu droga FV-605 prowadząca z Pájary do Costa Calma. Początkowy jej fragment niczym się nie wyróżnia, jednak na końcowym odcinku zza pagórków wyłania się przepiękny widok na ocean i plażę z drobniutkim, jasnożółtym piaskiem. Warto nadrobić kilka dodatkowych kilometrów, aby go zobaczyć. Kolejne godne polecenia miejsce to Ajuy – mała, rybacka wioska, od której rozpoczął się podbój całej wyspy. Stanowi ona najciekawszą pod względem geologicznym część Fuerteventury z jedyną na niej czarną plażą. Osoby szukające wrażeń powinny wybrać się tutaj na spacer po nieoświetlonych jaskiniach, do których od strony brzegu prowadzi pieszy szlak.

Na zainteresowanie zasługują także dwie inne miejscowości: Corralejo oraz Jandía. Leżą one po przeciwnych stronach wyspy i znacznie różnią się od siebie. Pierwszą z nich, znajdującą się na północy, otaczają ciągnące się przez 6 km wydmy z błękitnymi lagunami. Ogromne ilości białego piasku, przynoszonego przez wiatr z Sahary, tworzą malownicze pagórki oraz rozległe przepiękne plaże. W portowych restauracjach w Corralejo wieczorami zjemy pyszne dania ze świeżo złowionych ryb i owoców morza. Sam port jest o tej porze bardzo klimatycznym miejscem – promienie zachodzącego słońca oświetlają stoliki małych knajpek ustawione w stronę oceanu, a cicha, relaksująca muzyka płynąca z głośników miesza się z tą graną na żywo przez lokalne zespoły muzyczne. Sama miejscowość (z wyjątkiem portu), mimo dużej liczby hoteli, restauracji i barów, nie sprawia wrażenia zatłoczonej i przepełnionej.

Jandía leży na półwyspie o tej samej nazwie w południowej części wyspy. Ma ona typowo turystyczny charakter – wypełniają ją prawie same hotele i butiki znanych firm. Szczyci się jednak wyjątkowo piękną plażą: długą, z białym piaskiem, oblewaną idealnie przejrzystymi wodami oceanu, zachęcającą do romantycznych spacerów przy zachodzie słońca. Na koniec warto dodać, że wspaniała przyroda Fuerteventury podlega od 2009 r. ochronie UNESCO, która temu rejonowi nadała status rezerwatu biosfery.

 

Teneryfa – królowa archipelagu

Największa wyspa archipelagu zachwyca turystów czarnym, wulkanicznym piaskiem oraz bogactwem historycznych zabytków. Najwyższym szczytem Teneryfy (jak i całej Hiszpanii) jest wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Niezapomniane przeżycie stanowi wjazd na jego zbocze i podziwianie z tego miejsca księżycowej panoramy. Sama wyprawa na wulkan stanowi wspaniałą przygodę. Kręta droga prowadząca z wybrzeża wyspy pod szczyt stale pnie się w górę. W ciągu kilkudziesięciu minut  pokonujemy różnicę wysokości od 0 do ponad 2500 m n.p.m. Jadąc z południa, mijamy wiele punktów widokowych oraz najstarsze drzewo na Teneryfie – okaz draceny smoczej (Dracaena draco) w Icod de los Vinos, które słynie ze smakowitych win. Jeśli zatrzymamy się w centrum miasteczka, na pewno już w pierwszym sklepie zostaniemy zaproszeni na degustację najprzeróżniejszych gatunków tego trunku, sprzedawanego tu po cenach producenta. Warto pamiętać o tym, że na wyspie powstaje wiele rodzajów wina i rumu. Co ciekawe, dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi kierowcy to aż 0,5 promila.

Teneryfa uchodzi za raj dla aktywnych turystów. Ciekawym pomysłem na spędzenie czasu może być geocaching – zabawa polegająca na szukaniu skarbów ukrytych wcześniej przez organizatorów. Wskazówki zapisywane są w postaci współrzędnych GPS, a wiele skrytek na Wyspach Kanaryjskich znajduje się właśnie na Teneryfie. Amatorom górskich wędrówek spodoba się na pewno trekking po wulkanicznych szlakach. Trasy opisano tutaj pod względem trudności, długości i strefy. Należy jednak pamiętać o dobrym przygotowaniu. Przy brzegu panują także świetne warunki dla wind- i kitesurferów, a okoliczne wody zachęcają do nurkowania. Dla tych, którzy wolą poruszać się po powierzchni oceanu, organizuje się wycieczki katamaranami lub jachtami. Na lądzie ogromne wrażenie robi zwiedzanie Jaskini Wiatru (Cueva del Viento) – najdłuższego (ponad 17-kilometrowego!) tunelu wulkanicznego w całej Unii Europejskiej.

Na Teneryfie znajdziemy również sporo cennych zabytków. La Laguna (San Cristóbal de La Laguna) – pierwsza stolica wyspy, z wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO historycznym centrum, to jedno z najpiękniejszych miast archipelagu. Warto wyruszyć na spacer po tutejszych spokojnych uliczkach z przewodnikiem w ręku i dowiedzieć się czegoś więcej o tym wspaniałym miejscu. Równie interesująca wydaje się La Orotava. Wzniesiono w niej jedną z najważniejszych dziś świątyń barokowych na Wyspach Kanaryjskich – XVIII-wieczny Kościół Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia (Iglesia Matriz de Nuestra Señora de la Concepción). Zresztą całe Stare Miasto (Casco Antiguo) zostało uznane w 1976 r. za zabytek o szczególnej wartości historycznej i artystycznej. Po zwiedzeniu najpiękniejszych miejscowości trzeba koniecznie wyruszyć na zachodnie wybrzeże, aby zobaczyć najwyższe skały przybrzeżne na archipelagu. Mowa tu – oczywiście – o Klifach Olbrzymów – Acantilados de Los Gigantes. Najlepiej podziwiać je od strony oceanu podczas rejsu katamaranem lub jachtem.

Teneryfa słynie z ogromnej liczby plantacji bananów. Wokół Los Gigantes znajdują się rozległe pola drzew bananowych. Niekiedy spotkamy też bananowce rosnące samotnie w centrum tego miasteczka. W sklepie nie kupimy tutaj jednak żółtych owoców – te wysyła się do Europy. Banany kanaryjskie (plátano de Canarias) są mniejsze, z czarnymi plamkami na skórce. Ich smaku nie da się za to porównać z tym, jaki mają te kupione w Polsce.

Do głównych miejscowości wypoczynkowych na wyspie należą Adeje oraz Puerto de la Cruz. Ta pierwsza, typowo rozrywkowa, leży na południu i posiada tyle samo zwolenników, co przeciwników. Tuż przy oceanie leży centrum turystyczne Playa de las Américas z licznymi barami, restauracjami i dyskotekami. To tu właśnie przez całą noc trwają zabawy i imprezy. Na terenie Costa Adeje działają także największe i najlepsze hotele. Jeśli nie lubimy hałasu, powinniśmy jednak zatrzymać się raczej w obiektach oddalonych trochę od promenady i wybrzeża. Z kolei w Puerto de la Cruz na północy wyspy możemy popływać w basenach wypełnionych wodą morską lub w sztucznym jeziorze w kompleksie rozrywkowym Lago Martiánez zaprojektowanym przez Césara Manrique. Przepiękna tutejsza plaża, pokryta czarnym piaskiem, jest wyjątkowo fotogeniczna – granat oceanu i czerń brzegu tworzą idealne tło dla białej piany unoszonej przez fale. 

 

Wulkany Lanzarote

Krajobraz Lanzarote ukształtowały wybuchy wulkanów w XVIII i XIX w. Na jej obecne oblicze miał również wpływ wspomniany już najsłynniejszy kanaryjski artysta César Manrique (1919–1992). Jego projekty podkreślają naturalne piękno wyspy. Takie było zresztą zamierzenie twórcy, który sprzeciwiał się niszczeniu jej przyrody i dawnych zabudowań. Zawsze poszukiwał harmonii między sztuką i naturą. Po jego śmierci utworzono na wyspie szlak Césara Manrique. Prowadzi on do najważniejszych obiektów autorstwa artysty, takich jak punkt widokowy Mirador del Río czy kompleks Jameos del Agua. Ten ostatni znajduje się w północnej części Lanzarote i składa się z kilku pomieszczeń powstałych w korytarzu lawowym, w tym restauracji, sali koncertowej oraz strefy wypoczynkowej z basenem. Znaną atrakcję wyspy stanowi wulkaniczny Park Narodowy Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya), zaliczony w 1993 r. do rezerwatów biosfery UNESCO. Na jednym ze wzniesień, w restauracji El Diablo, można zjeść dania grillowane z wykorzystaniem ciepła wulkanu (tzw. vulkan grill).

 

Rum z Gran Canarii

Nazywana często wyspą wiecznej wiosny Gran Canaria charakteryzuje się dużą różnorodnością. Najważniejszymi zabytkami jej największej miejscowości i jednocześnie stolicy – Las Palmas de Gran Canaria – są Katedra św. Anny na placu św. Anny i muzeum Dom Kolumba (Casa de Colón), który był na wyspie 3 razy. W leżącym na północy Arucas wznosi się natomiast neogotycki Kościół św. Jana Chrzciciela oraz działa najsłynniejsza w regionie destylarnia Arehucas. Obecnie produkuje się w niej ok. 20 rodzajów rumu i likierów, w tym także najbardziej znany na Wyspach Kanaryjskich – Ron Miel. Na terenie fabryki organizuje się wycieczki z przewodnikiem zakończone degustacją trunków.

Na Gran Canarii zachowało się wiele pamiątek po pierwszych mieszkańcach archipelagu – Guanczach. Możemy je obejrzeć w Muzeum i Parku Archeologicznym Malowana Jaskinia (Museo y Parque Arqueológico Cueva Pintada) w mieście Gáldar. Przez okrągły rok dzięki sprzyjającym temperaturom funkcjonują też tutaj (jak i na całych Wyspach Kanaryjskich) profesjonalne pola golfowe oraz centra nurkowe.

 

La Gomera – ojczyzna silbo

FOT. TURISMODECANARIAS.COM

La gomera – Park Narodowy garajonay

 

Wyspa ta słynie głównie z niezwykłego języka gwizdów silbo, który się na niej narodził. Obecnie przeżywa on swój renesans. Aby ocalić go od zapomnienia, do miejscowych szkół wprowadzono jego lekcje. Mieszkańcy La Gomery to bardzo ciepli i przyjaźnie nastawieni do turystów ludzie, a sama wyspa przyciąga turystów wszechobecną zielenią. Utworzony tu Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) chroni ekosystem, który zawiera największą liczbę gatunków endemicznych w całej Europie. Dziewicza przyroda zachęca przybyszów do pieszych wycieczek. To ona jest najwartościowszym skarbem tego miejsca. Z uwagi na to, że nie ma tutaj rozbudowanej infrastruktury hotelowej, większość turystów zagląda na La Gomerę tylko na jeden dzień. Warto jednak spędzić na niej więcej czasu i poznać jej prawdziwe piękno.

 

La Palma pod gwiazdami

Na stromej La Palmie znajdziemy zarówno urocze zielone zakątki, jak i kratery wygasłych wulkanów oraz jaskinie. Co ciekawe, góry przechodzące przez środek wyspy dzielą ją na dwie strefy pogodowe. Gdy w północnej części pada deszcz, prawdopodobnie w południowej świeci upalne słońce i odwrotnie. To właśnie tu ujrzymy najczystsze niebo w Europie. Dlatego utworzono w tym rejonie jedno z najważniejszych obserwatoriów astrofizycznych na świecie (Observatorio del Roque de los Muchachos, czyli Obserwatorium Skały Chłopców), którego największym osiągnięciem jest odkrycie gwiazdy neutronowej.

FOT. LAPALMATURISMO.COM

obserwatorium Roque de los Muchachos na La Palmie (2396 m n.p.m.)

 

Stołeczne Santa Cruz de La Palma uważa się za jedno z najpiękniejszych miast na całym archipelagu. Zobaczymy w nim rezydencje z XVI w., przepiękne place (m.in. Plaza de España) oraz kościoły (np. barokowa świątynia Iglesia Matriz de El Salvador). Miłośnicy podwodnych przygód będą w pełni usatysfakcjonowani eksploracją dna oceanu niedaleko wybrzeży. Dla spacerowiczów wytyczono natomiast na lądzie 1000 km ścieżek o różnym stopniu trudności. Niesamowitym przeżyciem może być także podziwianie wyspy podczas lotu na paralotni.

FOT. TURISMODECANARIAS.COM

urocza Avenida Marítima w Santa Cruz de La Palma na La Palmie

 

 

Nieodkryte El Hierro

Zaletą nie posiadającej dużych plaż El Hierro jest to, że nie została jeszcze odkryta przez turystykę masową. Dlatego też ściągają na nią ci, którzy poszukują ciszy i spokoju. Mogą się oni tutaj zatrzymać w jednym z domów, które miejscowi wynajmują na okres wakacji. Sama wyspa to kraina wulkanów – naliczono ich na niej ok. 1000. Jej największa miejscowość liczy niewiele ponad 5 tys. mieszkańców, ale to właśnie małe miasteczka tworzą charakterystyczny lokalny klimat. Tę atmosferę życia bez pośpiechu wyczujemy także w stolicy El Hierro – Valverde. Warte zainteresowania są w niej Ratusz z ciekawą fasadą oraz Kościół Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia (Iglesia Matriz de Nuestra Señora de la Concepción). Wyspę przecinają liczne bardzo dobrze utrzymane szlaki spacerowe i rowerowe. Poza tym dziewiczą El Hierro uważa się za doskonałe miejsce dla miłośników nurkowania. W 2000 r. uznano ją również za rezerwat biosfery UNESCO.

 

Kanaryjskie smaki

Chociaż Wyspy Kanaryjskie różnią się od siebie, ich tradycyjna kuchnia jest dosyć jednolita. Ważną rolę odgrywają w niej małe ziemniaki kanaryjskie (papa bonita) gotowane w morskiej wodzie (papas arrugadas), które smakują podobnie do polskich, choć trochę bardziej słodko. Podaje się je z dodatkiem tradycyjnych sosów mojo o nieco nietypowym smaku: łagodnym mojo verde z zielonej papryki i pikantnym mojo rojo z czerwonej papryki. Oba idealnie pasują również do chleba czy krakersów. Kolejnym popularnym na wyspach produktem są sery kozie. Na Fuerteventurze można je dostać w każdym sklepie. Szukajmy szczególnie tych z napisem majos lub majorero – niezwykle delikatnych z charakterystycznym posmakiem mleka koziego. Wyspiarze chętnie zajadają się natomiast gofio, czyli prażonymi ziarnami zbóż, które podają w różnej postaci. Oczywiście, nie wolno nam też zapomnieć o daniach z zawsze świeżych ryb i owoców morza. Do picia podaje się tu lokalny trunek – Ron Miel – rum z miodem, który smakuje jak bardzo słodki likier. Można go dostać na wyspach w różnych butelkach: od malutkich, jedynie do degustacji, po wielkie szklane. Na uwagę zasługują także miejscowe wina, których spróbujemy często w przydrożnych winiarniach.

 

Rozrywka dla każdego

Oprócz plaż i zabytków na Wyspach Kanaryjskich napotkamy wiele parków rozrywki. Najsłynniejszym z nich jest Park Papug (Loro Parque) w Puerto de la Cruz na Teneryfie – ogromny ogród zoologiczny pełen tropikalnych kwiatów. Słynie on przede wszystkim z pokazów tresowanych delfinów, lwów morskich czy orek. Jego siostrzany obiekt to Siam Park na terenie Costa Adeje, przy centrum turystycznym Playa de las Américas – ogromny aquapark z wymyślnymi zjeżdżalniami. Został on zaprojektowany w stylu tajlandzkiej wioski. Na Teneryfie powstało niedawno kilka nowych ośrodków przeznaczonych głównie dla najmłodszych. Prawie każda wyspa archipelagu posiada natomiast ogród botaniczny, akwarium lub zoo: Fuerteventura ma Oasis Park, Lanzarote – Aquarium Lanzarote, a Gran Canaria – Palmitos Park.

Jedną z największych atrakcji zimowych na wyspach stanowi barwny karnawał – cieszący się podobną popularnością do tych w Rio de Janeiro czy Wenecji. Na głównych ulicach miast w lutym lub marcu (w zależności od roku) odbywają się parady i pokazy, a mieszkańcy przebrani w kolorowe stroje wykonują specjalne tańce. Najbardziej efektowne fiesty organizuje się na Teneryfie w jej stolicy Santa Cruz de Tenerife, a także na Gran Canarii w Las Palmas de Gran Canaria. Co ciekawe, to właśnie w okresie karnawału na archipelag przybywa najwięcej turystów.

 

Wyspy Szczęśliwe

Miliony gości z całego świata nie mogą się mylić. Wyspy Kanaryjskie stanowią wymarzone miejsce na wypoczynek. Ciepłe słońce ogrzewa je niemal przez cały rok, a orzeźwiająca bryza znad oceanu daje wytchnienie od upału. Starożytni nie bez powodu nazywali je Wyspami Szczęśliwymi lub Rajskimi. Aby się o tym przekonać, wystarczy spędzić tutaj zaledwie kilka godzin. Nikt jednak, kto stanął na jednym z kanaryjskich brzegów, nie potrafi szybko opuścić tej czarującej krainy.


 

Artykuły wybrane losowo

Moja Republika Południowej Afryki

SAT-000-1434G.jpg

Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon) ma ok. 26 km długości

©SOUTH AFRICA TOURISM

MARIANNA JĘDRZEJCZYK

Wielu Polakom z Republiką Południowej Afryki kojarzą się głównie laureat Pokojowej Nagrody Nobla Nelson Mandela, doktryna apartheidu, wysoka przestępczość bądź wyprawy safari. Niektórym z nich być może przychodzą jeszcze na myśl Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej z 2010 r., a przecież w tym kraju jest tyle ciekawych i pięknych miejsc, nierzadko prawdziwych cudów natury. Ma on zresztą do zaoferowania znacznie więcej – niezwykle różnorodną kuchnię, bogatą kulturę czy świetną bazę noclegową. Co ważne, większość atrakcji kusi bardzo przystępnymi cenami.


To najlepiej rozwinięte pod względem gospodarczym państwo Afryki zamieszkuje prawie 55 mln ludzi. Obowiązuje w nim aż 11 języków urzędowych, w tym angielski. Od zachodu południowoafrykańskie wybrzeże oblewają wody Atlantyku, a od wschodu – Oceanu Indyjskiego. Układ pór roku jest po tej stronie równika odwrotny niż w Europie. Najcieplej bywa tu w grudniu i styczniu.


Na szczęście RPA staje się ostatnio coraz popularniejszym kierunkiem wakacyjnym wśród turystów z Polski. Mieszkam tutaj od 4 lat i choć staram się jak najwięcej zobaczyć, to moja lista miejsc do odwiedzenia nadal się wydłuża.


Kiedy przyjechać

SAT-000-1707G.jpg

Muzeum Dystryktu Szóstego w Kapsztadzie z wielką mapą na podłodze

©SOUTH AFRICA TOURISM


Wybór odpowiedniej pory na podróż do tej części Afryki zależy od tego, ile dni planujemy przeznaczyć na urlop (chociaż na krócej niż 2 tygodnie nie warto przyjeżdżać), co chcemy w tym czasie robić i w które regiony pojechać. Sezon turystyczny w RPA trwa właściwie przez cały rok.


Należy jednak pamiętać, że to wielki kraj – lot z Johannesburga do Kapsztadu (Cape Town) zajmuje 2 godz. (podczas niego pokonuje się niemal 1300 km), czyli tylko nieco mniej niż z Warszawy do Londynu. Oznacza to także, że klimat jest tu bardzo zróżnicowany. Miasta Pretoria, w której mieszkam, i sąsiedni Johannesburg leżą w prowincji Gauteng i znajdują się na stosunkowo dużej wysokości: pierwsze na ok. 1350 m, a drugie na mniej więcej 1750 m n.p.m. Zimy (od czerwca do sierpnia) są więc w tym rejonie chłodne, ale też słoneczne i suche. W nocy temperatura spada czasami poniżej 0°C, w ciągu dnia za to bywa często nawet ponad 20°C. Latem jest natomiast gorąco i burzowo, lecz ze względu na położenie nie nadmiernie wilgotno. Bardziej tropikalne warunki klimatyczne panują na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, np. w Durbanie okres zimowy charakteryzuje się przyjemnym ciepłem (w lipcu ok. 25°C za dnia, mniej więcej 15°C wieczorem), a letni – upałami i dużą wilgotnością powietrza, co może być dla niektórych osób niezbyt komfortowe. Kapsztad z kolei ma klimat podobny do śródziemnomorskiego. Wody Atlantyku, nad którym leży, są zimne przez cały rok. W tej okolicy często wieje również silny wiatr. Zimą czasem pada tu horyzontalny deszcz ze śniegiem, więc najlepiej przyjechać do tego miasta między październikiem a kwietniem.


Jeśli chcemy odwiedzić głównie parki narodowe i rezerwaty, w których organizuje się safari, musimy wziąć pod uwagę, że większość z nich znajduje się we wschodniej części kraju, gdzie pogoda jest podobna do tej w Gauteng (choć im dalej na północ i wschód, tym cieplej). Po niemal wszystkich tego typu obszarach chronionych w RPA można jeździć samodzielnie, bez przewodnika, ale – oczywiście – należy przestrzegać obowiązujących w ich granicach zasad. W miesiącach zimowych ze względu na długotrwały brak deszczu roślinność przerzedza się i usycha. Dzięki temu znacznie polepszają się warunki do obserwacji i zwiększa się szansa spotkania dzikich zwierząt przy wodopojach, ponieważ rzeki zazwyczaj też wtedy wysychają. Latem jest natomiast bardzo ciepło i zielono, przyroda w pełni już rozkwitła, a wieczory najprzyjemniej spędzać przed namiotem przy zimnym piwie lub cydrze Savanna na podziwianiu rozgwieżdżonego nieba. Jednak grudzień i styczeń to także pora wakacji i wielu Południowoafrykańczyków wybiera się wówczas z rodzinami do parków narodowych i rezerwatów. Dlatego w ich rejonach panuje w tym okresie tłok i trudno o chwilę spokoju. Najlepszym czasem na udane safari będzie więc wiosna (wrzesień–listopad), gdy temperatury są już dość wysokie, ale nie ma jeszcze upałów, i rodzą się młode zwierzęta, albo jesień (marzec­–maj), kiedy w powietrzu czuć nadchodzące chłody, a zachody słońca pięknie podkreślają żółć, pomarańcz i czerwień, które dominują w krajobrazie.


Jak podróżować


Z Europy do RPA najlepiej przylecieć do Johannesburga z Londynu (British Airways), Paryża (Air France), Frankfurtu nad Menem (Lufthansa), Amsterdamu (KLM), Zurychu (SWISS) lub Stambułu (Turkish Airlines). Można również wybrać połączenie przez Dubaj (Emirates) albo Abu Zabi (Etihad Airways). Z lotniska O.R. Tambo do samego miasta oraz do Pretorii jeździ nowoczesny, klimatyzowany pociąg Gautrain. Jednak komunikacja miejska w tym kraju wciąż znajduje się na etapie rozwoju, najkorzystniej więc wynająć samochód. Drogi i autostrady są tutaj w bardzo dobrym stanie, choć kultura jazdy często pozostawia wiele do życzenia. Trzeba też pamiętać, że w RPA obowiązuje ruch lewostronny. Ze względu na ogromne odległości czasami warto zaoszczędzić czas i skorzystać z samolotu. Południowoafrykańskie tanie linie lotnicze kulula.com i Mango, a także British Airways i South African Airways latają do wszystkich większych miast. Ciekawy sposób podróżowania, np. z Pretorii do Kapsztadu, stanowi przejazd koleją. Obok luksusowych i bardzo drogich przewoźników Blue Train i Rovos Rail działają również tańsze linie Shosholoza Meyl. Podróż trwa 2 lub 3 dni, zależnie od liczby przystanków, a w cenę biletu, oprócz noclegu w kuszetce, wliczone są też posiłki. Z kolei „plecakowiczom” (tzw. backpackerom) spodoba się Baz Bus, którego trasa ciągnie się od Kapsztadu po Durban i Pretorię. Znajdziemy na niej ponad 180 hosteli, a bilet upoważnia do nieograniczonych przesiadek.


Niesamowity Kapsztad

SAT-000-1684G.jpg

Pomnik i Muzeum Hectora Pietersona w Soweto, dawnych slumsach

©SOUTH AFRICA TOURISM


Chyba za najbardziej znane i popularne południowoafrykańskie miasto, do którego chętnie przyjeżdżają turyści z całego świata, uchodzi Kapsztad (choć to Johannesburg dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o liczbę odwiedzających). Zresztą nie bez powodu – jest piękny, malowniczo położony, ma ciekawą historię i może pochwalić się mnóstwem atrakcji. Świetny pomysł na jego zwiedzanie stanowi skorzystanie z autobusu turystycznego City Sightseeing Cape Town. Cztery rozbudowane trasy obejmują, oprócz centrum metropolii, również winnice ekskluzywnego przedmieścia Constantia czy wspaniałe wybrzeże na południe od niej. Warto kupić bilet dwudniowy, ponieważ nie tylko nie kosztuje dużo (260 randów, czyli ok. 75 złotych), ale także uprawnia do różnego rodzaju rabatów w wielu miejscach, do których dociera autobus. Na pewno trzeba wysiąść przy stacji kolejki na Górę Stołową (Table Mountain) – już stąd rozciągają się oszałamiające widoki, a panorama rozpościerająca się ze szczytu (z wysokości 1086 m n.p.m.) zapiera dech w piersiach.


Przepiękny jest też utworzony w 1913 r. Narodowy Ogród Botaniczny Kirstenbosch (Kirstenbosch National Botanical Garden), w którym można spędzić kilka godzin na podziwianiu setek gatunków roślin, również endemicznych. Był on pierwszym ogrodem botanicznym na świecie założonym w celu ochrony niepowtarzalnej lokalnej flory. W Kapsztadzie warto także odwiedzić któreś z licznych muzeów, np. Południowoafrykańską Galerię Narodową (South African National Gallery), funkcjonującą w położonym w centrum miasta historycznym parku Company’s Garden, czy Muzeum Dystryktu Szóstego (District Six Museum), upamiętniające przymusowe wysiedlenia mieszkańców w czasach apartheidu. Gdy nie wieje zbyt mocno, trzy razy dziennie (o 9.00, 11.00 i 13.00) z kapsztadzkiego nabrzeża wypływają łodzie na Robben Island (Robbeneiland). Na tej wyspie znajduje się więzienie, w którym Nelson Mandela (1918–2013) i inni przeciwnicy polityki apartheidu spędzili wiele lat życia. To fascynujące miejsce, a oprowadzają po nim byli więźniowie. Ich historie niejednokrotnie mrożą krew w żyłach, ale są jednocześnie budujące i wzbudzają podziw dla ich odwagi i wytrwałości.


Na południe od Kapsztadu leży również słynny Przylądek Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), do którego jedzie się krętą autostradą wzdłuż stromego brzegu oceanu, mijając piękne białe plaże. Wrócić do miasta można z drugiej strony cypla, przez urocze miasteczka, np. Simon’s Town (Simonstad), Kalk Bay czy Muizenberg. Podczas wizyty w tych okolicach trzeba koniecznie zjeść świeże ryby i owoce morza, a także spróbować lokalnej kuchni malajskiej (dziedzictwa z czasów kolonialnych). Takie potrawy, jak Cape Malay curry, bobotie (pikantne mięso mielone z rodzynkami, polane jajeczno-mleczną masą i zapieczone, serwowane z ryżem) bądź koeksisters (pączki w słodkim syropie, podawane na zimno) na pewno pobudzą nasze kubki smakowe.


W Johannesburgu i okolicy


Kapsztad nigdy mi się nie znudzi i zawsze będę chętnie do niego wracać, ale w RPA jest jeszcze wiele innych miejsc wartych odwiedzenia. Zalicza się do nich m.in. 4,5-milionowy Johannesburg, zwany potocznie Jozi, Joburg czy eGoli, największe miasto świata, które nie leży nad żadnym zbiornikiem wodnym lub rzeką. Powstało ono w 1886 r. na fali XIX-wiecznej gorączki złota w absurdalnej lokalizacji, na pustkowiu w górach, bez dostępu do wody, a obecnie rozkwita po latach stagnacji. To prawdziwa metropolia, która tętni życiem przez całą dobę i ciągle się rozwija. Ją również można zwiedzać autobusem turystycznym City Sightseeing Joburg. Po drodze obejrzymy m.in. poruszające Muzeum Apartheidu (Apartheid Museum), nowatorsko zaaranżowane Wzgórze Konstytucyjne (Constitution Hill), wesołe miasteczko Gold Reef City Theme Park oraz plac Gandhiego (któremu właśnie w RPA, gdzie pracował jako prawnik i doświadczył dyskryminacji rasowej, przyszła do głowy koncepcja biernego oporu). Alternatywą dla wycieczki autobusowej są spacery tematyczne, np. z Geraldem Gardnerem, autorem świetnych przewodników po Johannesburgu i strony internetowej JoburgPlaces. Dowiedziałam się od niego wielu fascynujących faktów na temat krótkiej, lecz bogatej historii tego początkowo górniczego miasta, a obecnie ważnego centrum finansowego i biznesowego. Dzięki niemu odkryłam też kilka rewelacyjnych targów rękodzieła, dzielnicę mody, sklepy z oryginalnymi materiałami zwanymi shweshwe czy dystrykt Mała Etiopia, gdzie wypijemy świeżo zaparzoną etiopską kawę i zjemy autentyczną indżerę... Johannesburg to tygiel kulturowy, mekka artystów i młodych przedsiębiorców, różnorodna scena artystyczna z mnóstwem klubów muzycznych, galerii i przeróżnych inicjatyw kulturalnych.


Z centrum miasta niedaleko do Soweto – dawnych slumsów, obecnie liczących sobie niemal 1,5 mln mieszkańców i przyciągających coraz więcej turystów. To tu znajdują się domy Nelsona Mandeli (dziś działa w nim muzeum Mandela House) i arcybiskupa anglikańskiego Desmonda Tutu wzniesione przy tej samej ulicy Vilakazi, a także Pomnik i Muzeum Hectora Pietersona (Hector Pieterson Memorial and Museum), 13-letniego chłopca, którego śmierć podczas zamieszek w 1976 r. stała się symbolem walki z apartheidem. Stąd pochodzi słynny na całym świecie chór Soweto Gospel Choir. To tutaj można skoczyć na bungee z jednej z kolorowych wież chłodniczych Elektrowni Orlando – Orlando Towers. Właśnie w Soweto kręcono też znany południowoafrykański film science fiction Dystrykt 9. Ja pewnego razu wstąpiłam ze znajomymi do jednej z lokalnych jadłodajni i przypadkowo natknęłam się w niej na grupę młodych, elegancko ubranych ludzi, którzy udawali się właśnie na spotkanie w miejscowym kościele. Po krótkiej pogawędce zupełnie spontanicznie przyłączyliśmy się do nich. W ten sposób poznaliśmy barwną społeczność chrześcijańską, która spotyka się co kilka miesięcy w różnych krajach Afryki Południowej, aby śpiewać radosne pieśni i po prostu razem spędzać czas. Nie jestem osobą szczególnie religijną, lecz nie czułam się wśród nich obco. Przedstawiono nas starszyźnie, wszyscy byli ciekawi, skąd pochodzimy i czym się zajmujemy. Bardzo chcieli, żebyśmy zostali na mszy, ale – niestety – zrobiło się już późno i musieliśmy wracać do Pretorii. Do dziś mamy jednak sympatyczne wspomnienie z Soweto.


Ok. 50 km na północny zachód od Johannesburga leży wpisany w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO kompleks jaskiniowo-muzealny Cradle of Humankind – Kolebka Ludzkości. Znaleziono tu szczątki przedstawicieli nieznanego gatunku z rodziny człowiekowatych liczące sobie nawet 2,5 mln lat. Wykopaliska nadal trwają i w 2015 r. po raz pierwszy w mediach pojawił się naukowy opis sensacyjnego odkrycia – nowego przodka ludzi nazwano Homo naledi. Na terenie stanowiska funkcjonuje ciekawe centrum informacyjne, a do systemu pięknych jaskiń Sterkfontein można wejść z przewodnikiem, który interesująco opowiada o pracach archeologicznych i ich wynikach.


Nad Atlantykiem


Powróćmy jeszcze na wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Na północ od Kapsztadu znajduje się malowniczy Park Narodowy West Coast (West Coast National Park). Można tutaj nocować na łodzi zacumowanej kilkadziesiąt metrów od brzegu w samym środku błękitnej laguny. Jeśli pojedziemy dalej w kierunku Namibii, dotrzemy do regionu Namaqualand, który najlepiej odwiedzić wiosną, w sierpniu lub wrześniu, w czasie wspaniałego spektaklu natury. W ciągu kilku tygodni ten półpustynny teren zamienia się w wielką łąkę mieniącą się jaskrawymi kolorami.


Z kolei na wschód od Kapsztadu, wzdłuż Trasy Ogrodów (Garden Route), rozciąga się górzysty obszar upraw winorośli z wieloma uroczymi miasteczkami mogącymi poszczycić się architekturą w stylu cape dutch, jak np. najbardziej chyba znane Franschhoek czy uniwersyteckie Stellenbosch. RPA produkuje świetnej jakości wina, z których zdecydowana większość nie jest eksportowana, warto więc wybrać się przynajmniej do kilku winnic na degustacje. We Franschhoek funkcjonuje tramwaj winny (Franschhoek Wine Tram). Po drodze zatrzymuje się na kilkunastu przystankach – trzeba mieć naprawdę mocną głowę, aby zdołać spróbować trunków we wszystkich miejscach na szlaku w ciągu jednego dnia!


Niemal w linii prostej na południe od tego urokliwego miasteczka leży miejscowość Hermanus, znana głównie z tego, że to stąd najczęściej można obserwować wieloryby. Od czerwca do grudnia walenie południowe (Eubalaena australis) gromadzą się w południowoafrykańskich wodach, żeby się rozmnażać. Często udaje się je zobaczyć z nabrzeża, ale warto też wykupić wycieczkę łodzią z przewodnikiem. Podziwianie tych gigantycznych ssaków z bliska to niezapomniane przeżycie.


Jadąc dalej w kierunku Durbanu, miniemy po drodze m.in. najbardziej na południe wysunięty kraniec Afryki, czyli Przylądek Igielny (Cape Agulhas), stanowiący również umowną granicę między oceanami Atlantyckim i Indyjskim. Stąd niedaleko do przepięknego Rezerwatu Przyrody De Hoop (De Hoop Nature Reserve) ze wspaniałymi dzikimi plażami. W głębi lądu rozciągają się bezkresne tereny Karru Małego i Wielkiego, a na północ od nich zaczyna się już kotlina Kalahari. Następnie dotrzemy do popularnych nadmorskich miejscowości George i Knysna, a potem do Jeffreys Bay, raju dla surferów. Tuż za Port Elizabeth znajduje się Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), słynący właśnie ze słoni (których obecnie jest ponad 600), a dalej na wschód – miasto Grahamstown. Co roku na przełomie czerwca i lipca w tym ostatnim odbywa się największy na kontynencie afrykańskim festiwal artystyczny (National Arts Festival), przyciągający 200 tys. widzów. Za East London zaczyna się Dzikie Wybrzeże (Wild Coast). W pełni zasługuje ono na swoją nazwę – trudno się na nie dostać, godzinami kluczy się po wyboistych drogach i wioskach rozsianych na wzgórzach, gdzie lud Xhosa nadal żyje według starych tradycji. Jednak wysiłek się opłaca. Bezkresne i niemal puste plaże, huk oceanu i gościnność lokalnej społeczności wynagradzają trud podróży.


Durban i dzika przyroda

SAT-000-0223G.jpg

Tzw. Whale Crier obwieszczający przybycie wielorybów do Hermanus

©SOUTH AFRICA TOURISM


Kolejnym przystankiem jest Durban – największy port kontenerowy w Afryce, który w ciągu ostatnich kilku lat przeszedł ogromną metamorfozę, głównie dzięki wspomnianym Mistrzostwom Świata w Piłce Nożnej z 2010 r. Z zaniedbanego, mało przyjaznego miasta stał się modnym kurortem, z szeroką promenadą, nowoczesnym stadionem i bogatym życiem kulturalnym. Co roku w lipcu odbywa się tu np. niezmiernie ciekawy i dobrze zorganizowany Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Durbanie (Durban International Film Festival), na którym pokazywane są dziesiątki filmów z całego świata. Bardzo lubię Durban za luźną, przyjazną atmosferę, architekturę z elementami stylu art déco, a także za... curry. To właśnie tutaj mieszka więcej Hindusów i ich potomków niż w jakimkolwiek innym mieście poza Indiami. Nic w tym dziwnego, bowiem w drugiej połowie XIX i na początku XX w. przybysze z subkontynentu indyjskiego osiedlali się tłumnie w Afryce Południowej, aby pracować na plantacjach, w kopalniach czy przy budowie kolei.


Na północny wschód od Durbanu znajdują się dwa rezerwaty przyrody, które warto uwzględnić w planach wakacyjnych. Atrakcją Parku Hluhluwe-iMfolozi (inaczej Hluhluwe Umfolozi Game Reserve) jest kilkudniowe piesze safari, podczas którego można spotkać tzw. Wielką Piątkę Afryki, czyli lwa, słonia, lamparta, bawoła i nosorożca czarnego. Mnie się to udało – w ciągu 5 dni spędzonych w buszu, w tym nocy pod gołym niebem, nie tylko je wszystkie widziałam i słyszałam, ale także dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy o lokalnych zwierzętach i roślinności. To najlepszy sposób na poznanie tego, co stanowi esencję afrykańskiej natury! Z kolei w sąsiednim Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park) natknęłam się, oprócz antylop, bawołów i nosorożców, na mnóstwo krokodyli i hipopotamów. Występują tu też żółwie morskie, a w oceanie pojawiają się czasami ogromne rekiny wielorybie.


Z pewnością najbardziej znanym miejscem na safari jest Park Narodowy Krugera (Kruger National Park). Ma on powierzchnię ok. 20 tys. km², a bogactwo tutejszych gatunków fauny i flory oszałamia. Jednak jego popularność może czasami dawać się we znaki. Na drogach często tworzą się zatory, gdy ludzie zbierają się wokół jakiegoś wyjątkowo ekscytującego zwierzęcia, i – niestety – wielu gości nie potrafi się odpowiednio zachować. Mój ulubiony park to Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park), położony ok. 2 godz. jazdy z Pretorii na północny zachód w kraterze prastarego wulkanu. Bardzo miło wspominam również nieogrodzony kemping w Rezerwacie Ithala (Ithala Game Reserve) niedaleko granicy z Suazi, gdzie wybrałam się z przewodnikiem na krótkie piesze safari i napotkaliśmy jadowitą czarną mambę oraz nosorożca białego i czarnego. Za to Rezerwat Madikwe (Madikwe Game Reserve) na granicy z Botswaną szczyci się nie tylko Wielką Piątką Afryki, ale także zagrożonymi wyginięciem likaonami pstrymi.


Na listę miejsc godnych odwiedzenia koniecznie trzeba też wpisać Góry Smocze (Drakensberg), na granicy z Królestwem Lesotho, gdzie można spędzić wiele dni na mniej i bardziej wymagających wspinaczkach. Z kolei Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon, znany również jako Molatse River Canyon) będzie interesującym przystankiem w drodze do Parku Narodowego Krugera. Należy do jednych z największych i najzieleńszych na świecie. Zwiedzimy go podczas pieszych wycieczek, w trakcie których będziemy podziwiać fantastyczne widoki.


Smak RPA


Na zakończenie każdego dnia pełnego wrażeń warto zadbać także o coś dla ciała. Oprócz wspomnianych już wina, cydru, potraw kuchni malajskiej i indyjskiej oraz ryb i owoców morza, prym w południowoafrykańskiej sztuce kulinarnej wiedzie mięso. Koniecznie trzeba spróbować steków, nie tylko wołowych, ale też z antylop kudu i eland czy ze strusia, oraz wołowych kiełbas boerewors – wszystko to przyrządza się na grillu, zwanym tu braai. Odważni powinni skusić się na suszone larwy ćmy Gonimbrasia belina, występujące pod nazwą mopane – to popularna przekąska i bogate źródło białka. Ja jadłam je serwowane w sosie pomidorowym. Były gumowate i niespecjalnie mi smakowały, ale wszystko jest przecież kwestią gustu. Wegetarianie nie muszą się martwić – świeże warzywa i owoce są powszechnie dostępne w sklepach i restauracjach, choć czasami dania z kurczakiem też uchodzą za bezmięsne. Na deser najlepiej zamówić malva pudding – pyszne ciasto nasączone cukrem i masłem, podawane na gorąco z lodami lub polewą waniliową, albo milk tart (melktert) – kruchą tartę z budyniem, posypaną cynamonem.


RPA to bez wątpienia niewyczerpane źródło inspiracji podróżniczych. Ten niezmiernie interesujący kraj ciągle mnie czymś zaskakuje i nie pozwala mi się nudzić. Oczywiście, boryka się on z wieloma problemami, nadal trzeba mieć w nim na uwadze kwestie związane z bezpieczeństwem, ale jednocześnie tutejsze społeczeństwo doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna jest turystyka dla gospodarki. Gościnność mieszkańców RPA, piękno jej różnorodnej przyrody, sprzyjająca zwiedzaniu pogoda, a także wysoka jakość usług sprawiają, że ten wyjątkowy zakątek Afryki stanowi fantastyczny cel podróży.

W Gruzji jak w raju

MATEUSZ BAJEK

 

U zarania dziejów Bóg zebrał wszystkie narody, aby podzielić między nie ziemię. Ustawiła się długa kolejka, a każdy chciał być pierwszy. Tylko Gruzini uznali, że zamiast czekać godzinami na słońcu, lepiej usiąść w cieniu, wznosić winem toasty, radośnie śpiewać, tańczyć i oddać się ucztowaniu. Kiedy już ostatnie narody otrzymały w posiadanie swój kawałek ziemi, Bóg usłyszał odgłosy wesołych pieśni i słowa kwiecistych przemów dobiegające spod drzewa. Stwórcy zrobiło się żal pogodnych i uśmiechniętych Gruzinów. Przywołał ich do siebie i powiedział: Wprawdzie, podzieliłem już całą planetę między inne narody, ale pozostał mi jeszcze najpiękniejszy zakątek – kipiący zielenią, pełen żyznych pól i malowniczych gór. To istny raj na ziemi, dlatego chciałem zatrzymać go dla siebie, abym miał gdzie odpoczywać. Jednak gdy was zobaczyłem, uznałem, że ta rajska kraina stanie się waszym domem.

Legenda o powstaniu Gruzji, położonej na dzielącym Europę i Azję Kaukazie, w pełni oddaje piękno tego miejsca i charakter jego mieszkańców. Choć przez długie lata ten targany konfliktami kraj wydawał się zapomniany przez Boga, dziś odradza się w zawrotnym tempie, zyskując miano Perły Kaukazu.

Różnorodność krajobrazów jest tu ogromna. Wiecznie zielone lasy Adżarii, herbaciane pola Gurii, cytrusowe gaje Niziny Kolchidzkiej, półpustynne równiny Dżawachetii, winnice Kachetii, a także wiecznie białe szczyty Kaukazu tworzą niezwykłą mozaikę na terytorium odpowiadającym ok. 22 proc. powierzchni Polski. Jednak to zaledwie ułamek tego, co może zaoferować nam Gruzja.

Więcej…

Maghreb – ziemia zachodzącego słońca

ALINA WOŹNIAK

<< Jest taka kraina, która oddziela Europę od Czarnej Afryki. Po bezkresnych piaskach Sahary wędrowały przez nią kiedyś liczne karawany. Do dziś zamieszkują ją plemiona koczownicze. Od starożytności po współczesność ten malowniczy zakątek świata był sceną burzliwych wydarzeń, tłem rozwoju i upadku cywilizacji. Ani przez chwilę jednak nie przestał fascynować podróżników swoją magiczną aurą arabskiej baśni. >>

FOT. MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE    

Pochodzące z języka arabskiego słowo Maghreb (al-Maghrib) znaczy dosłownie „zachód”. Tradycyjnie określenie to odnosi się do ziem znajdujących się na zachód od Egiptu. Obecnie dotyczy pięciu północnoafrykańskich państw – Maroka, Mauretanii, Algierii, Libii i Tunezji – oraz spornego terytorium, którym jest Sahara Zachodnia.     

Należące do tego regionu kraje starają się współpracować ze sobą w ramach Arabskiej Unii Maghrebu. Organizacja ta ma przede wszystkim podłoże gospodarcze, ale nie da się nie zauważyć, że żyjące tu narody łączy także wspólna kultura i religia. Dlatego jeśli planujemy odwiedzić północne wybrzeże Afryki, zastanówmy się, czy nie warto wybrać się w głąb lądu na spotkanie fascynującego świata wyłaniającego się z piasków pustyni…

Więcej…