BEATA KUCZBORSKA

                                                                                   FOT. VILAGjArO MAGAZINE
<< „Nie mam nadziei na nic, niczego się nie boję, jestem wolny” – taki napis można zobaczyć na szczycie weneckiego Bastionu Martinengo w Heraklionie na skromnym grobie kreteńskiego pisarza, Nikosa Kazantzakisa, autora „Greka Zorby” i „Ostatniego kuszenia Chrystusa”. Ja też czuję się wolna, kiedy samolot ze mną na pokładzie siada na pasie lotniska im. Elefteriosa Wenizelosa w Atenach (choć tak naprawdę znajduje się ono w Spacie). Niczego się nie boję, lecz mam w sobie wiele nadziei… Cała Grecja stoi przede mną otworem, bo podróżowanie po niej, mimo trwającego od kilku lat kryzysu i wprowadzonych ograniczeń (choćby mniejszej liczby promów), nadal jest bardzo proste. >>

Położoną na Półwyspie Bałkańskim Grecję uważa się powszechnie za miejsce, w którym narodziła się cywilizacja zachodnia. Pozostałości wspaniałej starożytnej kultury do dziś stanowią największy magnes przyciągający do tej części Europy podróżników z całego świata. Znaczną część powierzchni tego kraju zajmują wyspy. To one są kolejnym powodem, dla którego turyści wciąż bardzo chętnie wybierają się na greckie wakacje.

 

Wczasy w Grecji można zaplanować na mnóstwo sposobów. Nadal jednak najpopularniejszy pozostaje ten najbardziej tradycyjny: intensywne poznawanie bogatej kultury i historii na stałym lądzie oraz błogi odpoczynek na którymś ze zniewalających archipelagów. Ten scenariusz sprawdza się w tym kraju od wielu lat.

 

Ateny – brama do Grecji

Jeśli zwiedzanie zaczniemy od greckiej metropolii, do wyboru mamy wiele wariantów tras. Możemy od razu z lotniska pojechać autobusem do Pireusu, aby popłynąć z niego na dowolnie wybraną wyspę, lub wsiąść w KTEL (odpowiednik polskich PKS-ów), który zawiezie nas do portu w Rafinie, skąd również wypływają promy. Dla bardziej spontanicznych i samodzielnych podróżników dobrym pomysłem będzie wypożyczenie samochodu i wyruszenie na greckie drogi.

Autobusem dotrzemy również do samego centrum Aten, na plac Sindagma, gdzie obejrzymy widowiskową, niezmiernie urokliwą zmianę warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza, przespacerujemy się wąskimi uliczkami Plaki, zobaczymy liczne starożytne budowle, jak choćby Bibliotekę Hadriana czy Świątynię Zeusa Olimpijskiego, oraz grecką i rzymską agorę i uwiecznimy na zdjęciach górujący nad miastem majestatyczny Akropol. Warto polecić też nieodległą dzielnicę Psiri z mnóstwem kafeterii i barów. Wyprawa na laiki (uliczne bazary) pozwoli za to poczuć atmosferę tego miasta i wtopić się w lokalną społeczność.

Wyjątkowym miejscem jest przepiękna Anafiotika ze swoimi malutkimi, starymi, bielonymi wapnem chatkami, niezliczoną liczbą kolorowych kwiatów i leniwie wygrzewającymi się w słońcu kotami. Rozciąga się stąd niezapomniany widok na położone w dole Ateny i najwyższe ateńskie wzgórze – Likavitos (277 m n.p.m.). Podczas spaceru wąziutkimi uliczkami Anafiotiki trudno uwierzyć, że jesteśmy w samym centrum europejskiej metropolii – wielkim mieście z tysiącem motocykli, wiecznymi korkami ulicznymi, że tam na dole życie toczy się zupełnie inaczej niż tutaj, wśród domów wzniesionych ponad 100 lat temu i pozostawionych samym sobie, jakby wszyscy o nich zapomnieli. Takie są właśnie Ateny – miasto zwyczajnie brzydkie i nieciekawe, a jednocześnie niewiarygodnie piękne i magiczne. Wbrew temu, co się powszechnie uważa, znajdziemy w nim dużo terenów zielonych, np. Park Krajobrazowy Kesariani z niezwykłą ścieżką botaniczną, zadbane Ogrody Narodowe w samym centrum lub Pierwszy Cmentarz Ateński z wieloma przepięknymi nagrobkami, na którym spoczywają takie zasłużone osobistości dla kultury greckiej, jak np. aktorka, piosenkarka i polityk Melina Merkuri, piosenkarz Dimitris Mitropanos czy autor tekstów piosenek Manolis Rasoulis.

Z Aten można wybrać się na Peloponez, żeby obejrzeć starożytny Korynt i sąsiadujący z nim Akrokorynt, Mykeny, Tiryns, prześliczny o każdej porze roku Nafplion z Twierdzą Palamidi i Zamkiem Bourtzi na pobliskiej wysepce. Nieco dalej leży Mistra, która zachwyca pozostałościami bizantyjskiego miasta, oraz Mani – środkowy peloponeski półwysep, jeden z najpiękniejszych regionów lądowej Grecji. Północny Epir z rejonem Zagoria (Zagorochoria) i miejscowością Janina (Joanina) to głównie wysokie góry o szczytach długo pokrytych śniegiem, wspaniała górska roślinność i małe, urocze wioski. Na koniec nie wolno nam zapomnieć także o Meteorach – starych klasztorach wybudowanych na olbrzymich skałach.

Grecja to jednak przede wszystkim wyspy. Na część z nich dolecimy w sezonie letnim z Polski bezpośrednio samolotem, jednak na większość dostaniemy się promami, wypływającymi z lokalnych portów. Tylko od nas zależy, który akwen wybierzemy: groźne, granatowe Morze Egejskie czy też spokojniejsze, błękitno-zielone Morze Jońskie.

 

Na Morzu Jońskim

Połączenia lotnicze z Polską mają niektóre z Wysp Jońskich. Po 2–3 godzinach lotu staniemy na Korfu (Kerkirze), Zakinthos (Zante), Lefkadzie czy Kefalonii (Kefalinii). Ze względu na położenie przy zachodnim wybrzeżu Grecji i panujący tu klimat są one znacznie bardziej zielone od innych. Ich krajobraz zainspirował wielu twórców. Gerald Durrell, który spędził dzieciństwo na Korfu, opisał ją w swojej autobiograficznej trylogii. Louis de Bernières umieścił akcję swojej powieści Mandolina kapitana Corellego na Kefalonii. Historycznie należącą do archipelagu malutką Kithirę upodobał sobie natomiast grecki reżyser Theodoros Angelopoulos, autor filmu Podróż na Cyterę. Na tę cichą, trochę zapomnianą przez cywilizację wysepkę dopłyniemy promem z portu Githio albo Neapoli Vion na Peloponezie. Z kolei Itakę uwiecznił w swoim eposie sam Homer. Na archipelagu znajdziemy też wyspę, na którą dotrzemy wprost z kontynentalnej części Grecji. Lefkada, bo o niej tu mowa, połączona jest z wybrzeżem na stałym lądzie za pomocą mostu. Turystów kusi swoimi pięknymi plażami, w tym chyba najbardziej zjawiskową Porto Katsiki. Drogi są tutaj kręte i wąskie, ale tak wyglądają trasy na większości greckich wysp. Nie należy się na nich rozpędzać, nie tylko z uwagi na dużą liczbę zakrętów, lecz także sam stan nawierzchni. 

Niezmiernie malowniczy archipelag joński to wdzięczny temat zdjęć. Biały piasek plaży Myrtos na Kefalonii, urokliwy mały port w Kassiopi na Korfu, góry i skały opadające prosto do seledynowych wód morza – wszystkie te widoki chciałoby się zatrzymać na zawsze.

Duże miasta większych Wysp Jońskich mają w sobie coś dostojnego i eleganckiego. Wystarczy choćby przespacerować się wąskimi uliczkami stolicy Korfu, popatrzeć na stare, wysokie kamienice, potężne fortece i Bramę św. Mikołaja, aby zauważyć wyjątkowy charakter tych miejsc. Podobnie jest na Zakinthos i Kefalonii. Nie ma wątpliwości, że wrażenie to wywołuje styl budowli, w których dostrzeżemy wpływy włoskie i angielskie. Zupełnie inne są mniejsze miejscowości. Niewielkie wioski położone w środkowej części wyspy Kefalonia, z małymi domkami otoczonymi kwiatami, czasem przypominają nawet polskie krajobrazy.

FOT. GREEK NATIONAL TOURISM ORGANISATION/M. MITZITHROPOULOS
Stare Miasto w Korfu jest od 2007 r. pod ochroną uNESCo

Wspomnianą już Itakę i jej niewielkie porty Kioni i Frikes otacza aura błogiego spokoju. Można tu spędzić wiele godzin, sącząc nieśpiesznie kawę w jednej z kafeterii czy przyglądając się rybakom wracającym z połowów, naprawiającym i suszącym swoje sieci. Czas upływa podobnie również na Kithirze, dokąd nawet w sezonie wakacyjnym dociera niewielu turystów, a większość przybyszów stanowią Grecy z Australii, którzy kiedyś stąd właśnie wyemigrowali. Wśród starych murów nad wąwozami w Paliochorze krąży tutaj duch słynnego tureckiego pirata Barbarossy. A gdy podczas spaceru po stolicy wyspy Chorze, spotkamy starego Kostasa, usłyszymy opowieść o tym, jak u jej wybrzeży (a nie Cypru) wynurzyła się z fal piękna Afrodyta. Tak przynajmniej głosi lokalna legenda.

 

Kefalonia – wyspa kapitana Corellego

Największa z Wysp Jońskich (ok. 780 km²), sceneria miłości miejscowej dziewczyny Pelagii (granej przez Penélope Cruz) i włoskiego kapitana Antonia Corellego (Nicolas Cage) w filmie Kapitan Corelli, znana jest w całej Grecji z nieco osobliwego charakteru jej mieszkańców... Czyżby to za sprawą nawiedzających ten przepiękny skrawek lądu dość często trzęsień ziemi, wiejących tu wiatrów, a może żaru lejącego się z nieba? Jakby nie było, Kefalonia, tak samo jak wyspa Cyklopów czy kraina Lotofagów opisywana przez Homera, to miejsce wyjątkowe i magiczne, którego nie da się ot tak uchwycić i opisać… Najlepszą porą na jej zwiedzanie są miesiące maj i czerwiec oraz wrzesień i październik.

Ekipa filmowców przygotowująca Kapitana Corellego odwiedziła niemal wszystkie greckie wyspy w poszukiwaniu odpowiednich plenerów do nakręcenia tego melodramatu z 2001 r. Ostatecznie zdecydowano, że najlepszym miejscem będzie sama Kefalonia, na której brytyjski pisarz Louis de Bernières umieścił akcję swojej powieści Mandolina kapitana Corellego. Fakt, że film był kręcony w miejscu tragicznych zdarzeń, podkreśla jego autentyczność. Reżyser Kapitana Corellego John Madden mówił: Spotkaliśmy na Kefalonii mieszkańców, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń, przygarnęli Włochów i uchodźców w swoich domach lub przeżyli trzęsienie ziemi. Czuliśmy na swoich barkach obowiązek wiernego odtworzenia tej wyjątkowej historii i oddania hołdu jej bohaterom.

Scenograf Jim Clay po raz pierwszy odwiedził Kefalonię 2 lata przed rozpoczęciem zdjęć do filmu. Na samym początku nie byłem świadomy ogromu okrucieństwa, jakie miało tu miejsce. Potem pragnąłem jedynie odtworzyć świat zgodny z moim pierwszym wrażeniem o wyspie i jednocześnie niedowierzaniem, że w tak pięknym zakątku dokonano rzezi tysięcy ludzi. Problemem okazała się „pocztówkowa” uroda Kefalonii, która nijak miała się do tragicznego wymiaru całej historii, w związku z czym bardzo dokładnie dobieraliśmy miejsca o raczej stonowanym charakterze, unikając tych najbardziej zielonych.

Kolejny kłopot stanowiła budowa scenografii. Trzęsienie ziemi z sierpnia 1953 r. nie oszczędziło praktycznie żadnego budynku na wyspie. Dekoracje portu w Argostoli, który miał być potem zbombardowany przez hitlerowców, powstawały od zera. To samo dotyczyło zamieszkiwanej przez głównych bohaterów wioski. Mimo iż akcja filmu rozgrywa się przede wszystkim w stolicy Kefalonii Argostoli, kręcenie zdjęć nie było tam możliwe. Budynki, które przetrwały niemieckie bombardowanie w 1943 r., zostały doszczętnie zniszczone 10 lat później podczas trzęsienia ziemi. Odbudowane miasto zyskało aspekt nowoczesny, zatem nie mogło służyć jako tło historii rozgrywającej się w czasie II wojny światowej. Ostatecznie zdjęcia nakręcono w miejscowości Sami, która tak samo jak stolica wyspy posiada dość duży port. Ekipa filmowa wynajęła na 3 miesiące tutejszy hotel Kastro, który służył jako biuro produkcji, a w jego pobliżu powstała scenografia imitująca Argostoli z 1943 r.

 

Archipelag dwunastu wysp

Dodeka oznacza po grecku „dwanaście” i tyle właśnie wysp było podstawą do utworzenia nazwy archipelag Dodekanez (choć obejmuje on ich dużo więcej). Usytuowane w południowo-wschodnim rejonie Morza Egejskiego kuszą od wieków słońcem, gwarantowaną piękną pogodą, ładnymi plażami i średniowiecznymi zamkami joannitów. Najpopularniejsze z nich to Rodos i Kos, z których promem dopłyniemy na inne wyspy Dodekanezu. Ta pierwsza zachwyci nas z pewnością Akropolem w Lindos, znajdującym się w stolicy niebywałej urody Starym Miastem, po którym krążyć można godzinami, żeby wciąż dostrzegać coś nowego, Zatoką Anthony’ego Quinna, nazwaną na jego cześć za rolę w filmie Działa Navarony, oraz znakomitymi warunkami do uprawiania windsurfingu, szczególnie w okolicach półwyspu Prasonisi. Z rodyjskich portów bez żadnych problemów dostaniemy się na pobliskie malutkie wysepki: Simi z piękną zabudową w porcie oraz Chalki z urokliwą miejscowością Emborio i ruinami zamku joannitów. Natomiast na Kos warto wybrać się dla Asfendiou – tej jej części, w której leżą malownicze wioski górskie, w tym Zia znana z pięknych zachodów słońca, oraz dla Pili i Paleo Pili z ruinami zamku na skale czy dla plaż w okolicy Agios Stefanos i Mastichari.     

Na każdej z wysp Dodekanezu znajdziemy coś, co wyróżnia ją spośród innych i zapadnie nam w pamięć na długie lata. Patmos to największy ośrodek kultu religijnego na archipelagu. Do tutejszego Klasztoru św. Jana Teologa w Chorze przybywają tłumy wiernych. Ściągają do niego zarówno wyznawcy prawosławia, jak i katolicy. Sama Chora jest jednym z najpiękniejszych miejsc w Grecji. Jej niepowtarzalny klimat tworzy przede wszystkim układ architektoniczny: niewielkie domy, zaułki, wąziutkie uliczki i liczne schody, a także przepiękne kościółki, w większości – niestety – pozamykane. W określonych godzinach wejdziemy do położonej nieco poniżej miasta Groty Apokalipsy, a jeśli dopisze nam szczęście, zajrzymy do żeńskiego Monasteru Zoodochos Pigis. Jeżeli zdecydujemy się zamieszkać w Skali, będziemy mogli spacerować wokół dużego portu i podziwiać zachwycający widok z wysokiej skały z Kościołem Agia Paraskevi.

Również z Rodos dopłyniemy na malutką Tilos z portem Livadia i wioską Megalo Chorio z górującymi nad nią ruinami zamku. Trzecią miejscowością na tej wysepce jest Mikro Chorio z ponad 200 opuszczonymi (do lat 60. XX w.) domostwami. Oglądanie tych ruin, wśród których pasą się kozy, robi niesamowite wrażenie. Portowa Livadia wygląda cudownie z góry ze ścieżki, którą dojdziemy do Red Beach (Czerwonej Plaży). Ze szlaku prowadzącego wzdłuż brzegu obejrzymy też malownicze  zatoczki dostępne tylko od strony morza, wypełnione wodą w głębokich odcieniach zieleni, błękitu czy granatu.  

Zupełnie odmienną wyspą Dodekanezu jest wulkaniczna Nisyros (Nissiros) – tu najlepiej przypłynąć z Kos. Ze względu na potężny krater Stefanos oraz kilka mniejszych w jego pobliżu cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Jednak kiedy statki wycieczkowe wracają wczesnym popołudniem do swoich portów, na Nisyros zapada błoga cisza. Warto tutaj spędzić kilka dni, właśnie po to, aby odkryć ten rajski spokój. Po mieście Mandraki można krążyć bez końca – koniecznie trzeba przejść się na wulkaniczną plażę Chochlaki oraz do Monasteru Panagia Spiliani (Matki Boskiej z Jaskini), skąd rozciąga się piękny widok na białe dachy domów. Na południu natomiast leży niebywale malownicza kamienna plaża Avlaki.

 

Pocztówkowe Cyklady

Cyklady to jedne z najczęściej fotografowanych wysp greckich. Charakterystyczne kadry z odcinającą się od błękitu nieba bielą ścian niewielkich kościołów z niebieskimi kopułami obiegły już chyba cały świat. Latem spalony słońcem skalisty archipelag pachnie ziołami, wiosną pokrywa się kolorowym dywanem kwiatów. Przez cały rok nocne niebo rozbłyskuje tu milionem gwiazd. Mimo iż brakuje bezpośredniego połączenia lotniczego, Polacy coraz częściej odwiedzają Cyklady. Aby się na nie dostać, po przybyciu do Aten musimy wsiąść na prom w jednym z okolicznych portów w Pireusie, Rafinie lub Lawrio.

Nieco odmienny krajobraz ujrzymy na wysuniętej najbardziej na północ Andros. Większość domów pokrywa tutaj pomarańczowa dachówka, a zieleni jest znacznie więcej niż na wyspach południowych. Także zabudowa stolicy nie składa się tylko z bielonych wapnem chat. Podobnie wygląda sąsiednia Tinos. Do jej stolicy przez cały rok pielgrzymują wierni w podziękowaniu za uzdrowienia. Młodzi i starzy, czasem nawet na niczym nieosłoniętych kolanach, podążają do Kościoła Panagia Evangelistria (Zwiastowania Najświętszej Marii Panny), aby przed cudowną ikoną wyrazić wdzięczność za cud zdrowia lub życia. Poza tym na tej wyspie napotkamy dużą liczbę gołębników. Część z nich, niestety, została zdewastowana, ale wiele nadal znajduje się w dobrym stanie, a wszystkie chętnie zasiedlają tutejsze gołębie.

Już na Tinos trafimy na tak charakterystyczne dla Cyklad wioski z białymi domami z niebieskimi okiennicami i parapetami pełnymi kolorowych kwiatów. Gdy w jednej z nich – np. Kardiani – usiądziemy przy stoliku przed miejscową kafeterią, aby napić się orzeźwiającej kawy frappé, i rozejrzymy się wokoło, nie będziemy mieć wątpliwości, że jesteśmy na właściwym archipelagu. Jeśli to nas jeszcze nie przekona, z portu na Tinos udajmy się na pobliską Mykonos. Portowe miasto o tej samej nazwie najlepiej zwiedzać bez żadnego planu. Pozwólmy sobie zagubić się w gąszczu wąziutkich uliczek, przy których wyrastają liczne kościółki i domki z różnokolorowymi okiennicami. Podobno Mykonos zbudowano w taki specyficzny sposób w obawie przed piratami. Dziś nikt już nawet o nich nie pamięta. Tuż nad morzem leży tu dzielnica o nazwie Mała Wenecja, skąd można podziwiać rząd zabytkowych wiatraków i zanurzone w wodzie stare domostwa. Jeśli zmęczy nas gwar miasta, chwilę wytchnienia da nam któraś z plaż, choćby pobliska Platis Gialos.  

FOT. GrEEK NATIONAL TOUrISM OrGANISATION
Dzielnica Mała Wenecja na Mykonos

 

Greckie Oazy spokoju

Specyficzną grupą w archipelagu Cyklad są Małe Cyklady. Obecnie docierają na nie zarówno duże promy, jak i lokalny statek Express Skopelitis, który rozwozi pomiędzy wysepkami skrzynki z pomidorami, worki z cebulą i ziemniakami, puszki z oliwą czy kartony z winem – zupełnie jak ten ze znanego filmu Mamma Mia!. Małe Cyklady są pełne uroku: z dwoma bądź trzema osadami, bez autobusów i stacji benzynowych, ciche i omijane przez tłumy turystów. Donoussa zachwyca plażami i turkusową wodą w zatokach, a Koufonissi – malowniczą linią brzegową i kameralnym portem.

Z archipelagu codziennie (o ile nie wieje silny wiatr) statek Express Skopelitis wyrusza na rozsławioną przez film Luca Bessona Wielki błękit wyspę Amorgos. Sporo tutaj mało wymagających ścieżek prowadzących do samotnych kapliczek, klasztorów czy wiosek. Po drodze napotykamy czasem kozę, osła lub drzewo figowe, a na horyzoncie widać jedynie głęboki granat Morza Egejskiego i sunące powoli sylwetki promów czy jachtów. Idealnie biały Monaster Hozoviotissa wydaje się przyklejony do wysokiej skały. Gdy wejdziemy na górę i rozejrzymy się po okolicy, zaniemówimy z wrażenia.

Z Amorgos dostaniemy się na Folegandros. Tu, podczas spacerów po stolicy Chorze i jej okolicy, zaciekawieni przybysze wypatrują wysokiego klifowego wybrzeża. W niektórych miejscach skały są tak równe, jak odcięte nożem. Ci, którzy mogą się pochwalić dobrą kondycją, powinni wspiąć się do położonego nad miastem Kościoła Panagia (Matki Boskiej). Trud wędrówki wynagrodzą im na pewno wspaniałe widoki. Folegandros szczyci się ślicznymi, kameralnymi (choć niekoniecznie piaszczystymi) plażami. Jedną z bardziej malowniczych jest Angali, skąd ścieżką dla kóz przejdziemy do kolejnej – Agios Nikolaos. Do urokliwej Livadaki dopłyniemy wodną taksówką, ale na Agios Georgios czy Ambeli dostaniemy się już jedynie samochodem.

Niedaleko znajduje się wysepka Sikinos z portem, urokliwą Chorą i wznoszącym się powyżej niej Monasterem Zoodohou Pigis. Z góry w czasie dobrej pogody dostrzeżemy archipelag w całej okazałości: wyspy Ios, Santorini, Naksos, Paros, Antiparos, Sifnos, Serifos, Milos i Folegandros. Wieczory na Sikinos polecam spędzać w miejscowej winnicy Manali Wine Factory – wino mają tutaj wyśmienite!

 

Jedyna taka Santorini

Najsławniejsza z Cyklad – Santorini, choć zatłoczona do granic możliwości, wciąż przyciąga wielu turystów. Nieco luźniej jest na niej wczesną wiosną i jesienią. Kolorowa Oia kusi pięknymi zachodami słońca, a spacer z Firy (Thiry) wzdłuż kaldery do Imerovigli i dalej aż do Oii to przyjemność sama w sobie. W oddali widać stąd wysepki Nea Kameni i Palea Kameni oraz kursujące po morzu wielkie statki wycieczkowe. Wioski Emporio i Pyrgos wyróżniają piękne stare budynki. Jeśli w tej ostatniej natkniemy się na malutki sklepik gościnnego Jakovidasa, być może poczęstuje nas on bardzo słodkim, ale pysznym lokalnym czerwonym winem. Jeżeli zajrzymy do miejscowej tawerny w porze przebierania najrozmaitszych ziół, na pewno na długo zapamiętamy ich odurzający zapach… Taka właśnie jest Santorini – pocztówkowa, prawie nierzeczywista, a jednak prawdziwa. Na potężnej skale górują ruiny starożytnej Thiry, kolorowe Oia i Fira mienią się pastelowymi ścianami domków z zadbanymi ogródkami pełnymi kwiatów.  

Podczas pobytu na Santorini trzeba koniecznie odwiedzić też malutką Anafi, długą na blisko 10 km. Na jednym krańcu wyspy znajduje się nieco senna, ale prześliczna Chora, której sympatyczni i gościnni mieszkańcy chętnie zapraszają do siebie na szklankę soku, aby opowiedzieć o swojej rodzinie i swoim życiu. Na przeciwległym końcu stoi natomiast samotny Monaster Panagia Kalamiotissa. Poza tym jest tu kilka kameralnych plaż, a jeśli dobrze przyjrzymy się skałom, czasem wypatrzymy wbudowane w nie niegdyś duże piece. Pomiędzy Chorą a monasterami rozciągają się pola porośnięte tymiankiem i plantacje winogron nie pnących się w górę, lecz leżących płasko na ziemi niczym wieńce olimpijskie, oraz stoją liczne ule lokalnych pasiek. Przyjazd turystów wiosną czy jesienią to wciąż na Anafi coś mało spodziewanego, choć z roku na rok coraz więcej podróżników dociera do jej brzegów.

 

W królestwie Krety

Wielbiciele tej wyspy nigdy nie w powiedzą: jadę do Grecji, a właśnie: jadę na Kretę. Wydaje się ona tak różna od reszty kraju, że sami jej mieszkańcy twierdzą, że są przede wszystkim Kreteńczykami, a dopiero później Grekami.

Wiosną, latem i wczesną jesienią latają na wyspę z Polski samoloty czarterowe, co znacznie ułatwia Polakom wycieczki w te strony. Nie sposób jednak zwiedzić Krety w czasie jednego urlopu. Potrzeba wielu wizyt, żeby nieśpiesznie, krok po kroku poznawać jej tajemnice i odkrywać jej uroki. Każdy będzie czuł się na niej dobrze i znajdzie coś dla siebie – na tym właśnie polega fenomen Krety. Miłośnicy wspinaczki odkryją tutaj piękne góry i głębokie wąwozy, amatorzy kąpieli słonecznych – jedyną w swoim rodzaju plażę Balos, a prawdziwe mieszczuchy – wspaniałe miasta. Podziwiając stare budynki, potężne mury, bastiony i fortece, urocze fontanny i loggie weneckie w Heraklionie, Retimno czy Chani, zatopimy się w rozważaniach o skomplikowanej historii tego miejsca. Naszą wiedzę w tym zakresie wzbogacą miejscowe, pełne bezcennych zbiorów muzea.

Wielu fascynuje południe wyspy, które pozostaje wciąż nieodkryte. W trudno dostępnych wioskach życie toczy się tu swoim własnym rytmem. Na wschodzie leży popularne Ajos Nikolaos (Agios Nikolaos) z dawnym jeziorem słodkowodnym Wulismeni (Voulismeni), połączonym obecnie z morzem kanałem. Z pobliskich osad Plaka i Elounda niewielkim statkiem można popłynąć na nieodległą i niezamieszkałą obecnie wyspę Spinalonga. Jeszcze w latach 50. XX w. wywożono na nią chorych na trąd. Dziś spacer jej uliczkami, wśród murów opuszczonych domów, pozwala odczuć klimat tamtych czasów. Na Krecie zobaczymy też gaje oliwne, przemierzymy niesamowity płaskowyż Lasithi czy też zwiedzimy starożytne katakumby w pełnej turystów Matali. Wykuty w skale kompleks, w którym zachowały się kamienne łóżka z podgłówkami, w latach 60. ubiegłego stulecia upodobali sobie szczególnie hippisi.

 

Kilka słów pożegnania

Oprócz Wysp Jońskich, Dodekanezu, Cyklad i Krety do Grecji należą również m.in. Sporady Północne czy Wyspy Egejskie Północne. Przed zaplanowaniem wielkich greckich wakacji warto jednak pamiętać jeszcze o tym, żeby sprawdzić, czy w miejscu, do którego się wybieramy, nie odbywa się w czasie naszej wizyty jakieś lokalne święto. Jest ono zwykle okazją do biesiadowania i tańców do białego rana, a Grecy przecież, mimo trwającego od kilku lat kryzysu, nadal potrafią bawić się beztrosko i radośnie. Tego właśnie powinniśmy im zazdrościć… Opa!   


 

Artykuły wybrane losowo

Japonia nieodgadniona

PAWEŁ MUSIAŁOWSKI

<< „Jeśli uważasz, że Japonia jest tajemnicza, daleka i niedostępna, to tym bardziej powinieneś się tam wybrać” – taka myśl przeszła mi przez głowę, gdy jako nastolatek marzyłem o odwiedzeniu tego niezwykłego azjatyckiego państwa, znanego mi wtedy głównie z dzieł japońskiej kinematografii. Choć dzisiaj nadal może się on jawić przybyszowi z Zachodu jako kraj pełen tajemnic, to na pewno dużo łatwiej się do niego dostać. Jednak zapomnijcie o nudnych i schematycznych wycieczkach, w trakcie których nie ma czasu na nic poza „zaliczaniem” kolejnych punktów planu i pośpiesznym robieniem zdjęć. Jeżeli chcecie naprawdę poznać kulturę Japonii, musicie stawić jej czoła sami, bo prawdziwa podróż polega na wyjściu poza własne kulturowe ograniczenia i na bezpośrednim kontakcie z drugą, odmienną społecznością. >>

Więcej…

Indie, jakich jeszcze nie znacie

Hampi Karnataka 1

Ruiny stolicy Imperium Widźajanagaru w wiosce Hampi w Karnatace

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/INDIA TOURISM FRANKFURT

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Indii nie sposób ogarnąć umysłem, nie da się ich opisać tak po prostu i nie łatwo też je zrozumieć. Niezwykłe bogactwo sąsiaduje tu ze skrajną biedą, kilkunastomilionowe miasta stanowią jaskrawy kontrast dla nieskończonych przestrzeni wokół uśpionych wiosek, a zestawienie zapierających dech w piersiach szczytów Himalajów położonych na północy ze słonecznymi i piaszczystymi tropikalnymi plażami południa wydaje się abstrakcją. W powszechnej świadomości ten kraj kojarzy się na ogół z ubóstwem, Mahatmą Gandhim, świętymi krowami, zaklinaczami węży i dziwnie wyglądającymi joginami, ale to tylko część prawdy o nim. W rzeczywistości każdy znajdzie tutaj coś dla ciała i dla ducha.

 

Indie często budzą skrajne emocje i nigdy nie pozostawiają obojętnym. To kraj pełen tajemnic, kontrastów i zagadek. Rozwinęła się tu jedna z najstarszych kultur na świecie. Dzisiejsze Indie są prawdziwą mozaiką kulturową, o czym świadczą zabytki różnych epok, rozmaite rodzaje tańców i muzyki oraz charakterystyczne dla regionów zwyczaje. Jednak żeby się o tym przekonać, trzeba odwiedzić ten olbrzymi kraj i poznać go samemu. Niektórzy mówią, że można go albo pokochać, albo znienawidzić. Polecam otworzyć się na nowe doznania i dać się oszołomić feerią barw, dźwięków, zapachów i różnorodnością tej wyjątkowej krainy.

 

Republika Indii leży w Azji Południowej i zajmuje większość subkontynentu indyjskiego (niemal 3,3 mln km²). Jej północną granicę wyznaczają łańcuchy górskie – Karakorum i Himalaje. Najwyższym szczytem jest Kanczendzonga (8586 m n.p.m.), czyli trzeci najwyższy ośmiotysięcznik na świecie. Dalej na południe rozciąga się Nizina Hindustańska, na którą składa się pustynia Thar oraz niziny: Indusu, Gangesu i Brahmaputry wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Niemal cały Półwysep Indyjski zajmuje wyżyna Dekan. Większość terytorium Indii leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. W zachodnim rejonie Niziny Hindustańskiej występuje klimat zwrotnikowy suchy, a w Himalajach i Karakorum – podzwrotnikowy górski, chłodny. Zimy w kraju są łagodne, zwłaszcza w regionach południowych. W marcu, kwietniu i maju panują największe upały. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy nie zaskoczy nas pora deszczowa (od czerwca do września). Mnie za pierwszym razem spotkała właśnie taka niespodzianka.

 

KULTUROWA MIESZANKA

 

Indie to drugi pod względem liczby ludności kraj świata. Dziś mają ponad 1,3 mld mieszkańców. Każdego roku rodzi się tu niemal 26 mln dzieci. Większość ludzi zamieszkuje dolinę Gangesu i Nizinę Hindustańską. Indie są bardzo zróżnicowane etnicznie – o podziale na poszczególne grupy decyduje zwykle język. Ok. 54 proc. ludności kraju posługuje się hindi. Poza tym żyją tutaj jeszcze m.in. Bengalczycy, Telugowie, Marathowie, Tamilowie, Kannadowie, Gudźaratowie czy Keralczycy. Obowiązującym w państwie ustrojem jest republika związkowa. Kraj dzieli się na 29 stanów i 7 terytoriów (w tym jedno stołeczne). Panuje w nim system kastowy, który z góry określa przynależność osób do konkretnej grupy.

 

Większość mieszkańców Indii wyznaje hinduizm (ok. 80 proc.). Stanowi on właściwie zbiór różnych wierzeń. Niektórzy twierdzą, że istnieje aż 330 mln hinduistycznych bogów i bóstw. Korzenie hinduizmu sięgają rozwoju kultury Ariów, którzy z Azji Środkowej zawędrowali na terytorium dzisiejszego kraju. Tekstami sakralnymi hinduistów są Wedy (z sanskrytu „wiedza”). Jedną z nich jest Rygweda – sanhita (czyli zbiór) składająca się z 1028 hymnów zgromadzonych w 10 kręgach (mandala). Uchodzi ona za najstarszy zabytek literatury indoaryjskiej.

 

W Indiach funkcjonuje ponad 1700 języków i dialektów. Status oficjalnych dla całego kraju mają hindi i angielski. Poza tym uznaje się jeszcze 21 języków regionalnych, które pełnią funkcję urzędowych w poszczególnych stanach. Co ciekawe, konstytucja z 1950 r. zakładała wycofanie angielskiego z użytku i zastąpienie go hindi, tak się jednak nie stało. Obecnie większość mieszkańców północnych regionów jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna.

 

Najpopularniejszy wśród turystów rejon Indii stanowi tzw. Złoty Trójkąt. Jego wierzchołki wyznacza Delhi oraz miasta: Agra z mauzoleum Tadź Mahal (jeden z 7 Nowych Cudów Świata) i Dźajpur (stolica Radżastanu, zwana też Różowym Miastem). Oprócz tego z pewnością warto zobaczyć m.in. ruiny w Hampi w stanie Karnataka, tamilskie świątynie Ćennaju (Madrasu) i Maduraju w Tamilnadu, zabytkowy zespół sakralny w Kadźuraho oraz Waranasi – miasto położone nad świętym Gangesem, do którego pielgrzymują miliony Hindusów. Ja jednak chciałabym polecić wycieczkę na ciekawe i barwne południe kraju.

 

MAGICZNE POŁUDNIE

 

Wszystkie stany Indii Południowych, tj. Karnataka, Tamilnadu, Kerala, Telangana i Andhra Pradeś, oraz terytoria Puduććeri, Lakszadiwy i Andamany i Nikobary rozciągają się wzdłuż tropikalnej strefy zwrotnika Raka. Takimi warunkami klimatycznymi można z pewnością wytłumaczyć niespieszne tempo życia w regionie, którego znakiem rozpoznawczym są strzeliste budowle sakralne, barwne przedstawienia taneczne, smukłe palmy i osiodłane słonie. W tutejszym krajobrazie dominują przede wszystkim rozległe równiny Dekanu, bujne lasy deszczowe Ghatów i długie wybrzeże. Lokalne świątynie atakują zmysły rozmaitością kształtów i kolorów. Każde przedstawienie bóstwa jest jaskrawo pomalowane, a strome dachy budowli zadziwiają ilością zdobień. Co ciekawe, na południu Indii dzięki jezuickiemu misjonarzowi św. Franciszkowi Ksaweremu (1506–1552), który w XVI w. opiekował się tu sporą społecznością chrześcijańską (m.in. kolonistami z Portugalii czy ludem Parava z terenu obecnego stanu Tamilnadu), przetrwało wiele kościołów.

 

W tym regionie kraju uprawia się głównie ryż. Podaje się go często na liściach bananowca – w tej wersji smakuje wykwintnie i jest specjalnością lokalnej kuchni. Zamiast typowego w Indiach napoju na bazie herbaty zwanego masala ćaj serwuje się tutaj zwykle wyśmienitą słodką kawę z delikatną pianką.

 

Większość języków używanych na południu wywodzi się z rodziny drawidyjskiej (np. telugu, kannada, tamilski i malajalam). Na szczęście niemal wszędzie można się porozumieć po angielsku.

 

Ten region Indii zachował nadal swój dawny urok, chociaż coraz śmielej wkraczają do niego nowoczesne technologie i przemysł komputerowy. Bengaluru, stolica stanu Karnataka, trzecie co do liczby ludności miasto w kraju (ponad 8,5-milionowe), nazywane bywa indyjską Doliną Krzemową. Tu powstał np. serwis Google Finance. Jednocześnie Ćennaj (stolica Tamilnadu) wciąż kultywuje swoje najlepsze tradycje muzyczne i taneczne. Kerala słynie ze słoni, ajurwedy i specyficznego rodzaju sztuk walki (kalarippayattu). Uchodzący za bramę południowych Indii Hajdarabad (stolica stanu Telangana) ze względu na kunszt miejscowych rzemieślników i zachwycający fort Golkonda zyskał sławę już za czasów Marca Pola (1254–1324). Opuszczone kamienne miasto w Hampi w Karnatace zachwyca ogromną, 49-metrową świątynią Wirupakszy poświęconą bogu Śiwie.

 

BAŚNIOWA KARNATAKA

 

Jog Falls

Wodospad Dźog stanowi jedną z naturalnych atrakcji stanu Karnataka

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/KARNATAKA TOURISM

 

Ten stan cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów dzięki długiej i bogatej historii oraz zróżnicowanym krajobrazom. Karnataka zajmuje trzecie miejsce wśród najbardziej popularnych celów podróży w Indiach i drugie pod względem liczby zabytków (ponad 500!), które znajdują się pod ochroną władz centralnych (zaraz po stanie Uttar Pradeś). W jej granicach leżą obszary o różnym charakterze. Nadbrzeżny rejon zwany Kanara lub Karawali, sąsiadujący na zachodzie z Morzem Arabskim, a na wschodzie z wilgotnymi zboczami Ghatów Zachodnich, porasta tropikalny las złożony m.in. z wysmukłych palm, teków, bambusów i palisandrów indyjskich (drzew różanych). Góry chronią przed chmurami monsunowymi wyżynę Dekan położoną na średniej wysokości od 600 do 900 m n.p.m., która na wschodzie pokryta jest ciemnymi i jałowymi glebami wulkanicznymi. Jej granice wyznaczają Ghaty Zachodnie i Wschodnie (najwyższe ich szczyty to odpowiednio Anaj Mudi lub Anamudi w Kerali, 2695 m n.p.m., i Arma Konda lub Sitamma Konda w Andhra Pradeś, 1680 m n.p.m.). To drugie pasmo biegnie wzdłuż wybrzeża, w większości już poza granicami Karnataki. Na południowym zachodzie rozciągają się wzgórza i doliny dystryktu Kodagu, a wśród bujnej roślinności na południu można spotkać słonie indyjskie, tygrysy bengalskie, lamparty, gaury i sambary jednobarwne. Często odwiedzanym miejscem jest 253-metrowy wodospad Dźog na rzece Śarawati (dystrykt Śiwamogga). Ten stan Indii najlepiej odwiedzić w okresie od października do marca.

 

W Karnatace żyje blisko 65 mln ludzi. Jej mieszkańcy tworzą ciekawą mozaikę kulturową. Na północy osiedlili się przede wszystkim lingajaci – przedstawiciele ruchu religijnego założonego przez hinduskiego filozofa i poetę Basawannę (Basawę) w XII w. W południowym rejonie, należącym kiedyś do Królestwa Majsuru (Mysuru), przeważa bogata społeczność rolnicza Wokkaligów. Wybrzeże zamieszkują rybacy – potomkowie kupców, którzy prowadzili handel z Mezopotamią, Persją i Grecją. W portowym mieście Mangaluru widać też wpływy portugalskie. Adiwasi żyją przede wszystkim na północy i zachodzie, a grupy etniczne Kodawa i Kodagu Gowda – w dystrykcie Kodagu. W Karnatace używa się języka kannada, w którym powstały klasyczne utwory poetyckie i prozatorskie. O jego korzeniach świadczą chociażby inskrypcje z V w. i poradnik dla piszących Kawiradżamarga z IX w.

 

Istnieje prawdziwa przepaść między światem kosmopolitycznej i nowoczesnej stolicy stanu, Bengaluru, i stylem życia jej mieszkańców a codzienną rzeczywistością obszarów rolnych, wiosek i małych miasteczek. Główna metropolia Karnataki została założona w 1537 r. przez wodza Kempe Gowdę I (1510–1569). To piąta pod względem liczby ludności największa indyjska aglomeracja, w której mieszka ok. 9 mln ludzi. Dzięki położeniu na płaskowyżu Majsuru panuje tu bardziej umiarkowany klimat w porównaniu z innymi miastami południa kraju. Stolica Karnataki słynie ze swoich pięknych ogrodów botanicznych Lalbagh, które zajmują niemal 100 ha. Można w nich podziwiać prawie 1900 gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych, także rzadkie okazy pochodzące z Iranu, Afganistanu i Europy. Warto pamiętać, że w styczniu i sierpniu organizowane są tu bardzo efektowne wystawy kwiatów. Poza tym polecam zwiedzić drewniany pałac letni sułtana Tipu (znanego jako Tygrys Majsuru), pięknie ozdobiony rzeźbionymi łukami i balkonami. W jego pobliżu znajduje się twierdza wzniesiona w 1761 r. na miejscu starego fortu Kempe Gowdy I. Po drodze warto również zatrzymać się przy Pałacu Bengaluru i hinduistycznej świątyni, w której czci się Krysznę. Od kilkunastu lat stolica Karnataki, jak już wspomniałam, uchodzi za międzynarodowe centrum sektora informatycznego. To równocześnie najbardziej nowoczesne miasto indyjskie, co przekłada się na wysokie zarobki i zarazem wysoki koszt życia.

 

Na południowy zachód od Bengaluru leży bajkowe miasto Majsuru.Byłoononiegdyśstolicą królestwa o tej samej nazwie (od 1399 do 1950 r.), a dzisiajstanowi kulturalny ośrodek Karnataki. Słynie przede wszystkim z pięknego Lalitha Mahal, jedwabnych turbanów, wyrobów z drzewa sandałowego i sari. W 2010 r. Majsuru zostało wybrane drugim najczystszym miastem w Indiach (po Czandigarh). Wspomniany pałac maharadży (Lalitha Mahal), władcy z dynastii Wadijar, wzniesiono za ogromne pieniądze w 1921 r. według projektu brytyjskiego. Najlepszy moment na zwiedzanie okolicy stanowi zazwyczaj październik, kiedy odbywa się 10-dniowy festiwal Dasara (nazywany także Nawaratri), albo przełom października i listopada, gdy obchodzi się święto światła Diwali (Dipawali). W czasie tego ostatniego w uroczystej procesji, której przewodzi maharadża, oprócz ludzi uczestniczą słonie i konie. Wszędzie jest pełno kwiatów, wokół unosi się zapach kadzideł. Warto wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu.

 

Koniecznie trzeba też odwiedzić małą magiczną wioskę Hampipołożonąna głębokiej prowincji. Kilkaset lat temu w tym miejscu biło serce Imperium Widźajanagaru (istniejącego w latach 1336–1646), jednego z najpotężniejszych w tej części świata. Tutejsi władcy uchodzili za wyjątkowo oświeconych. Wspierali rozwój sztuki, nauki, literatury, religii hinduistycznej i architektury. Pomiędzy zachowanymi zabytkami dawnej stolicy państwa – Widźajanagaru (w tłumaczeniu Miasta Zwycięstwa) – najlepiej przemieszczać się na rowerze, ponieważ odległości są spore, a droga nie zawsze bywa idealna. Trasa prowadzi przez plantacje bananowców, w pobliżu zielonej dżungli. Miasto otoczone było murem. Historycy podzielili umownie ten obszar na centrum święte i królewskie. O czasach swojej świetności wciąż przypomina Świątynia Kryszny, ogromna Świątynia Wirupakszy (w centrum ośrodka) poświęcona bogu Śiwie, Lotus Mahal, stajnie dla słoni i Świątynia Witthali (Withoby). Można tu spędzić kilka tygodni i wciąż nie zobaczyć wszystkiego. Imponujące ruiny w Hampi znajdują się od 1986 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy wioski każdego ranka zbierają się na ghatach (kamiennych schodach) przy rzece Tungabhadra, aby się wykąpać, zrobić pranie, porozmawiać z sąsiadami czy umyć słonia bogini Lakszmi, który trzymany jest w świątyni. Wieczorem odprawiają rytuały i składają ofiary bogom. Tutaj wciąż można poczuć atmosferę dawnego Imperium Widźajanagaru.

 

Wartą odwiedzenia kolebkę hinduskiej architektury sakralnej stanowi miejscowość Ajhole, która leży ponad 130 km na północny zachód od Hampi. W V–VIII w. była to siedziba dynastii Ćalukjów. Znajduje się tu zespół świątyń hinduistycznych. Najstarsza jest Lad Khan z V stulecia wzniesiona na planie kwadratu. Poza tym na uwagę zasługuje świątynia bogini Durgi, powstała prawdopodobnie pod koniec VII w., wzorowana na buddyjskiej ćajtji, czy VII-wieczny kompleks Huczimalli. Kolejne miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO stanowi Pattadakal(położony ok. 10 km na południowy zachód od Ajhole) z wielkimi budowlami sakralnymi (9 świątyniami hinduistycznymi i 1 dźinijską). Ponad 20 km stąd znajduje się Badami z grotami świątynnymi i dawnym fortem.

 

WZGÓRZA KERALI

 

Już w czasach starożytnych Kerala słynęła z urodzajnej ziemi, bogatej kultury i barwnych tradycji. Jedna z legend mówi, że region ten powstał, kiedy Paraśurama, wcielenie Wisznu, wrzucił swój topór wojenny do Morza Arabskiego. Stan leży na południowym zachodzie Indii. Od zachodu oblewa go Morze Arabskie i Lakkadiwskie. Od wschodu i południa Kerala graniczy z rozległym terytorium Tamilnadu, które rozciąga się po Zatokę Bengalską. Regionalnym językiem urzędowym Keralczyków jest malajalam, mający własne pismo.

 

To jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów Indii. Najciekawsze miejsca leżą wśród zboczy Wzgórz Kardamonowych, na Wybrzeżu Malabarskim czy w okolicy licznych rzek. Plantacje teków, pieprzu i kauczukowców są zawsze zielone dzięki monsunom wiejącym dwa razy w roku. W krajobrazie dominują palmy kokosowe, a wzniesienia Ghatów Zachodnich pokrywają uprawy kawy. Herbata rośnie w nieco wyższych partiach, a drzewa kauczukowe – na południowych obszarach. Żyzna gleba tego regionu pozwala również na zbiory ryżu dwa, a nawet trzy razy w roku oraz uprawianie nerkowców i kardamonu.

 

O Kerali mówi się, że przy tworzeniu świata Bóg zachował ten cudowny zakątek dla siebie. Nic więc dziwnego, że stała się ona kolebką starożytnej indyjskiej medycyny – ajurwedy, czyli w tłumaczeniu „wiedzy o życiu”. Naturalne bogactwo ziół i roślin leczniczych oraz umiarkowany i wilgotny klimat sprawiają, że jest to najlepsze miejsce do przeprowadzania zabiegów i masaży oraz zgłębiania tajników tego rodzaju leczenia. Z pewnością warto poddać się takiej odnowie w jednym z wielu tutejszych ośrodków.

 

Do dziś mieszkańcy Kerali stosują zasady ajurwedy, ponieważ przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Ta staroindyjska medycyna zachowała tu swoją najczystszą postać, najbliższą tej sprzed tysięcy lat. Warto podkreślić, że w porównaniu z Hindusami z innych regionów Keralczycy cieszą się najdłuższym i najzdrowszym życiem, a umieralność niemowląt i dzieci jest wśród nich najniższa w kraju. Ten stan stanowi idealne miejsce na błogi wypoczynek urozmaicony dobroczynną kuracją ajurwedyjską.

 

Turystów do Kerali przyciągają przepiękne krajobrazy, laguny, jeziora, plaże, a przede wszystkim słynne rozlewiska położone wzdłuż Wybrzeża Malabarskiego (backwaters). Przyjezdni przeprawiają się tu wąskimi kanałami i szerokimi jeziorami, które miejscowi pokonują codziennie w drodze do pracy. Okolica jest spokojna i malownicza. Polecam wybrać się w rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po zielonych wodach między miastami Kollam a Alappuzha. Taka wycieczka może trwać nawet do 8 godz.

 

W głębi lądu, za gwarnym miasteczkiem Kottajamdrogi zaczynająsię wznosić w kierunku Ghatów Zachodnich, skąd pod koniec grudnia i na początku stycznia ogromne grupy wyznawców Ajjappana wyruszają na pieszą pielgrzymkę do świątyni w hinduistycznym kompleksie Sabarimala. Bóstwo to jest bardzo popularne na terenie Indii Południowych. Wyznające je osoby noszą czarne lub niebieskie ubrania i koraliki tulasi wokół szyi.

 

W Kerali koniecznie trzeba zatrzymać się w mieście Koczin, leżącym w środkowej części stanu i nazywanym Królową Morza Arabskiego. Już ok. 2 tys. lat temu kupcy greccy, rzymscy, żydowscy, arabscy i chińscy przybywali tutaj po przyprawy, takie jak kardamon, cynamon czy pieprz, oraz drzewo sandałowe. Koczin nadal pełni funkcję ważnego portu dla handlujących przyprawami, a lokalne magazyny są zawsze pełne życia. W wolnym czasie warto wybrać się na spacer po portowym nabrzeżu. Choć w jego okolicy nie przetrwało zbyt wiele śladów po kupcach arabskich lub chińskich, to o Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach przypominają stare kościoły i inne budowle. Ciekawym obiektem w tym klimatycznym mieście jest Pałac Mattancherry, który został wzniesiony przez Portugalczyków ok. 1555 r. dla władcy Królestwa Koczinu, a odnowiony i rozbudowany przez Holendrów w 1663 r., przez co nazywa się go też Pałacem Holenderskim. Warto także zwiedzić rejon zwany Fortem Koczin z Kościołem św. Franciszka, najstarszą chrześcijańską świątynią zbudowaną w Indiach przez Europejczyków. Pierwotną drewnianą budowlę przekształcono w 1503 r. w murowaną. W tym miejscu w 1524 r. pochowany został słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama, a jego grób zachował się do dziś. Jednak w 1539 r. szczątki żeglarza przewieziono do Portugalii.W granicach Fortu Koczin znajduje się również XVI-wieczna katolicka Bazylika św. Krzyża (Santa Cruz Cathedral Basilica). Stąd niedaleko już do dzielnicy żydowskiej z Synagogą Paradesi z 1568 r.

 

Środkowa i północna część Kerali zachwycają malowniczymi budowlami. W mieście Triśur można zwiedzić świątynię Wadakkunnathan, która według legendy została założona przez Paraśuramę i jest jedną z najważniejszych w tym stanie. Na uwagę zasługuje działające w niej niewielkie muzeum archeologiczne z ciekawymi zbiorami sztuki sakralnej. Za najświętsze miejsce w Kerali uchodzi Świątynia Kryszny w mieście Guruwajur (ok. 30 km od Triśuru). Warto pamiętać, że wstęp do większości keralskich kompleksów sakralnych mają tylko wyznawcy hinduizmu.

 

Na wypoczynek nad brzegiem Morza Arabskiego najlepiej udać się do stolicy stanu – Tiruwanantapuram (Triwandrum). Złote plaże tego miasta, z najsłynniejszą Kowalam, są oblegane przez zagranicznych turystów. Mahatma Gandhi (1869–1948) nazwał Tiruwanantapuram Wiecznie Zielonym Miastem Indii. Tutaj też uroczyście obchodzi się najważniejsze święta narodowe. Kerala szczyci się także niezmiernie bogatymi tradycjami teatralnymi i tanecznymi, które mają swoje korzenie w obrzędach i ceremoniach religijnych. Na przedstawienie dramatyczne katakali warto przybyć nieco wcześniej, żeby zobaczyć, jak artyści przygotowują się do roli. Jaskrawy makijaż, maski i zdobione kostiumy ważące nawet kilkadziesiąt kilogramów robią niezwykłe wrażenie.

 

Kerala to magiczny region, pachnący przyprawami, szczególnie kardamonem, wanilią i cynamonem. Oszałamiającą przyrodę tego stanu można podziwiać w Parku Narodowym Perijar, który przez wiele osób uważany jest za najpiękniejszy w całych Indiach. Jego główną atrakcję stanowią dość duże populacje słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Poza tym występuje tu mnóstwo innych zwierząt żyjących w tej części kraju, choćby białe tygrysy, gaury czy lutungi nilgiryjskie z rodziny koczkodanowatych.

 

SACRUM TAMILNADU

 

house boat 416

Malowniczy rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po keralskich rozlewiskach

© DEPARTMENT OF TOURISM, GOVERNMENT OF KERALA

 

Wspaniała architektura sakralna to tylko jeden ze skarbów Tamilnadu rozciągającego się od piaszczystych wydm na wschodnim wybrzeżu po chłodne pasmo górskie Nilgiri na zachodzie. Typowymi elementami współczesnej kultury tamilskiej są przede wszystkim wyrazista kuchnia, upodobanie do kolorów, charakterystyczna muzyka i wyborna kawa. Na każdym kroku spotyka się tu jaskrawe plakaty z roztańczonymi aktorami i aktorkami, a w powietrzu czuć aromat palonych ziaren. Tamilowie uważają się za potomków Drawidów, którzy zamieszkiwali Półwysep Indyjski przed przybyciem Ariów i stworzyli własną cywilizację. Literatura tamilska (jedna z literatur narodowych Indii) zaczęła się rozwijać już w I w. p.n.e.

 

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest stolica stanu – Ćennaj (do 1996 r. pod nazwą Madras). Miasto powstało w 1639 r. jako brytyjskie centrum handlu. Dziś pełni funkcję ważnego ośrodka przemysłowego, handlowego, kulturalnego i naukowego. Warto zobaczyć tu świątynię Kapaliśwarar wzniesioną ok. VII w., katolicką Bazylikę św. Tomasza, Fort św. Jerzego z 1644 r. i Górę św. Tomasza z Kościołem Matki Boskiej Oczekującej z 1523 r., z której roztacza się malowniczy widok na okolicę. W Ćennaju polecam też obejrzeć pokaz współczesnej wersji jednego z najstarszych tańców Azji Południowej bharatanatjam. W pobliżu miasta uprawia się już od ok. 380 lat odmianę herbaty indyjskiej o dosyć ostrym i wyrazistym smaku (Madras).

 

Jak już wspomniałam, wśród największych atrakcji Tamilnadu znajdują się świątynie. Ich zwiedzanie najlepiej rozpocząć w miejscowości Mahabalipuram (Mamallapuram, ponad 50 km na południe od Ćennaju), niegdyś głównym porcie Pallawów (dynastii drawidyjskiej). Zachowały się tutaj jedne ze starszych wykutych w skale zabytków Indii Południowych (pochodzące z VII i VIII w.). Na uwagę zasługują groty świątynne, rathy (konstrukcje w formie wieży bądź wozu) i sanktuaria, a także mnóstwo pięknych rzeźbień. Poza tym w Mahabalipuramie znajduje się złocista piaszczysta plaża. Oprócz tego w grudniu i styczniu odbywa się tu widowiskowy festiwal tańca (Mamallapuram Dance Festival). To niezmiernie urokliwe miejsce, umieszczone w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, z pewnością warto odwiedzić.

 

Z cennych zabytków architektury sakralnej słyną również Kańćipuram, Tiruwannamalaj, Ćidambaram, Tańdźawur, Tiruwarur, Śrirangam i Maduraj. Choć każde z tych miast ma własny charakter, to pod pewnymi względami są do siebie podobne. Procesje ku czci bogów i bogiń odbywają się tu przy akompaniamencie głośnych orkiestr, a zniewalające aromaty kadzideł i jaśminu oraz ozdabiające niemal wszystko kwiatowe girlandy tworzą atmosferę świętości. W Maduraju znajduje się słynna Świątynia Minakszi – kompleks poświęcony bogini Parwati i jej małżonkowi Śiwie. Miasto to było stolicą drawidyjskiej dynastii Pandjów w VI–IX w. oraz w XIII i XIV stuleciu. Niezwykłe wrażenie wywołują gopury (bramy w kształcie wysokiej wieży) z jaskrawymi rzeźbami, a także przepięknie zdobiona Mandapa Tysiąca Kolumn. Świątynia Minakszi należy do najważniejszych ośrodków kultu w całym Tamilnadu. Według tradycji śaktyzmu uważana jest za jedno z tzw. miejsc mocy. Podczas pobytu na terenie świątynnym rzeczywiście można poczuć niesamowitą energię.

 

Jeden z najświętszych obiektów w Indiach stanowi świątynia Ramanathaswamy położona na wyspie Pamban, nazywanej też Rameśwaram (ok. 150 km na południowy wschód od Maduraju). Zgodnie z legendą założył ją Rama (wcielenie boga Wisznu) po powrocie ze Sri Lanki. Niestety, w grudniu 1964 r. cyklon zniszczył w dużym stopniu zarówno budowlę, jak i pobliskie miasto Rameśwaram. Na najdalej wysuniętym na południe krańcu Indii leży z kolei Kanjakumari (dawniej Przylądek Komoryn) przyciągające pielgrzymów czczących boginię Kumari. Warto pamiętać, że w dniu pełni księżyca w miesiącu ćajtra według kalendarza indyjskiego (co wypada w marcu lub kwietniu) można w nim obserwować wschodzący księżyc i zachodzące słońce w tym samym czasie. Miejscowość znajduje się na przylądku Komoryn, w okolicy którego, jak się przyjmuje, Morze Arabskie spotyka się z Lakkadiwskim i Zatoką Bengalską, co może być dodatkową atrakcją dla osób zwiedzających zabytki sakralne Tamilnadu.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mieście Tiruwannamalaj (ok. 185 km na południowy zachód od Ćennaju). Tutejszy ogromny zespół świątynny zajmuje powierzchnię 10 ha i zachwyca czterema gopurami wzniesionymi w okresie potęgi Imperium Widźajanagaru (XIV–XVII w.).

 

Świątynie w Tamilnadu są imponujące i zadziwiają swoją wielkością i architekturą. Warto zatrzymać się w tym stanie na dłużej, aby spróbować wczuć się w panującą wokół nich atmosferę. Podczas takiej wyprawy zawsze można na chwilę zboczyć z drogi i zajrzeć do nadmorskich enklaw, górskich kurortów czy rezerwatów przyrody.

 

IMG 8160

Zabytkowy zespół świątyń w Mahabalipuramie nad brzegiem Zatoki Bengalskiej

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/TAMIL NADU TOURISM

 

 

Wśród birmańskich złotych stup

ANNA SOBKOWICZ

<< Do niedawna zamknięta na świat Birma staje się dziś coraz modniejszym kierunkiem turystycznym. Wśród podróżników panuje przekonanie, że warto ją odwiedzić jak najszybciej, zanim zaleją ją zdobycze zachodniej cywilizacji. Pierwsze zmiany już można zaobserwować, a ich znakiem są np. pojawiające się bankomaty i planowane otwarcie pierwszej w kraju restauracji McDonald’s. >>

 W języku polskim tradycyjnie na określenie tego państwa leżącego w Azji Południowo-Wschodniej używa się toponimu Birma, jednak od 1989 r. jego oficjalna nazwa brzmi Myanmar (na gruncie polszczyzny spotyka się też zapisy Mjanma, Mianma lub Republika Związku Mjanmy). Wzdłuż jego zachodniej, północnej i wschodniej granicy ciągną się tereny górskie, natomiast środek zajmuje nizina Irawadi, przez którą płynie rzeka o tej samej nazwie (najdłuższa w kraju). Od południa kraj oblewają wody Oceanu Indyjskiego, a dokładniej Zatoki Bengalskiej i Morza Andamańskiego.

Więcej…