ANNA KŁOSSOWSKA

italiannawdrodze.blogspot.com

 

« Mam wrażenie, że Cypr serwuje swoje atrakcje turystyczne niczym przystawki w tawernie. Podaje je w małych porcjach i po kolei. Ich smakowanie w ulubionym na wyspie rytmie „siga-siga”, czyli niespiesznie, budzi apetyt na kolejne. »

 

 

Domy stojące przy ulicach cypryjskich miasteczek zdobią często donice z kwitnącymi roślinami

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS

 

Z Polski na Cypr samolot przenosi mnie w nieco tylko ponad 3 godz. Na miejscu przesuwam zegarek o godzinę do przodu. Trzecia co do wielkości po Sycylii i Sardynii wyspa Morza Śródziemnego (zajmująca powierzchnię 9251 km²), usytuowana na styku Europy, Azji i Afryki, leży zaledwie 75 km od wybrzeży Turcji, ok. 110 km od plaż Libanu i aż 800 km od kontynentalnej Grecji, z którą historycznie i kulturowo tak dużo ją łączy. Dziś zamieszkuje ją zresztą wielu Greków – stanowią mniej więcej 77 proc. jej obywateli. Mimo iż północno-wschodnia część Cypru znajduje się od 1974 r. pod okupacją turecką, Republika Cypryjska uznawana jest przez społeczność międzynarodową za jedyne legalne państwo sprawujące suwerenną władzę nad całym terytorium wyspy. Kraj ten należy do Unii Europejskiej i jako miejscową walutę wprowadził już euro.

 

Z Larnaki, gdzie wylądowałam, wyruszam w objazd wygodną, dwupasmową drogą szybkiego ruchu, doskonale oznakowaną dużymi tablicami z nazwami miast i liczbą dzielących mnie od nich kilometrów. Obowiązujący tu ruch lewostronny, odziedziczony po Brytyjczykach, ostatnich kolonizatorach wyspy (do 1960 r.), sprawia, że czuję się nieswojo. To wrażenie potęguje jeszcze fakt, iż wraz z przewodniczką, Ewą, poruszamy się samochodem z kierownicą umiejscowioną również po stronie przeciwnej niż w autach przystosowanych do jazdy po kontynentalnej Europie.

 

NAJDŁUŻSZY OBRUS

Znajdujemy się w sercu Cypru. Tak określana jest wioska Skarinu, ponieważ w niej krzyżują się drogi prowadzące do Nikozji, Limassol i Larnaki. W liczącej zaledwie 400 mieszkańców osadzie położonej na malowniczym wzgórzu zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Delikatnie meandrujące, pnące się coraz wyżej uliczki okalają stare domy z obrobionych skał wapiennych. Drewniane drzwi otwierają się na małe podwórka, gdzie w cieniu owocujących cytryn swojsko suszy się pranie rozwieszone na sznurach. Z glinianych donic wyrastają kwiaty, palmy i sążniste agawy. W wielu z tych domów gospodarze stworzyli obecnie apartamenty dla turystów. Zaglądam do jednego z nich. Na podłogach z kamiennej terakoty stoją drewniane, rzeźbione łóżka, pod nimi leżą dywaniki, na bielonych ścianach wiszą makatki, dzieła pań domu, oraz pożółkłe zdjęcia drogich nieobecnych w starych ramkach. Łazienki i wyposażenie w kuchni są już nowoczesne. Jest też ogrzewanie. 

 

Plotkujące przy stole właścicielki zapraszają mnie z miejsca na kawę – na migi, bo nie znam języka, ale i tak się rozumiemy. Gościnność Cypryjczyków, z jaką spotykam się na każdym kroku, wręcz mnie rozczula. Gdy w pobliskim sklepiku kupuję dwie butelki oliwy, sprzedawca zaraz dodaje mi trzecią gratis. Puderniczkę zdobioną haftem dostaję od Anny Kosmy, prowadzącej butik Tsimpi Shop. To haft z Lefkary, miejscowości koronczarek w górach Troodos, ale chcę ci pokazać coś wyjątkowego – zapowiada kobieta, uśmiechając się tajemniczo. Po chwili trzymam w ręku podobnie dekorowany obrus z holenderskiego płótna. Mierzy 8,4 na 1,8 m, a umieszczenie na nim geometrycznego wzoru w powtarzające się gwiazdy i krzyże jerozolimskie zabrało Pantelicie Kosmie pięć lat. Ten trud został nagrodzony – dzieło babki Anny figuruje w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy obrus świata. Zdjęcie artystki wraz z kopią dyplomu i samą pracą zostały wyeksponowane na honorowym miejscu w sklepie – na blacie wiekowej komody. Tuż obok, w równie starej szafie, tłoczą się mniejsze obrusy czy serwetki, a nawet mięciutkie ręczniki obrębione haftem. Lefkaritikę, czyli koronkę z Lefkary, wykonuje się, jak widać, nie tylko w miejscowości jej pochodzenia. Artystki mogą wybierać z przeszło 650 motywów, których wspólną cechą jest powtarzalność geometrycznych wzorów. Sięgającą co najmniej XIV w. tradycję wpisano w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

WENUS W SPODNIACH

Afrodytę czcigodną, zwieńczoną złotem i piękną będę opiewał – jej to morskiego Cypru warownie los dał w udziale, bo tam ją wilgotny podmuch Zefira uniósł, płynącą na fali przez morze szumiące rozgłośnie, w pianie łagodnej. Wersety hymnu Homera w tłumaczeniu Włodzimierza Appela przypominają mi się dokładnie w momencie, kiedy z punktu widokowego przy drodze szybkiego ruchu z Pafos do Limassol po raz pierwszy spoglądam na Skały Afrodyty. Majestatycznie wynurzają się z przybrzeżnej morskiej toni. Sąsiadujące z formacją mniejsze skały sprawiają wrażenie wręcz ustawionych w rzędzie – od najmniejszej do największej, w równych od siebie odstępach, jakby uszeregowane kaprysem greckich bogów. 

 

Kilka kilometrów dalej zjeżdżamy z Ewą z głównego traktu na niewielki parking z przytulonym do niego barem-sklepikiem. Skreślone wyrazistym, z daleka widocznym pismem reklamy zachęcają do posilenia się i zakupu pamiątek. Oczywiście jak niemal wszędzie na wyspie napisy są wykonane cyrylicą. W czasie kryzysu w strefie euro to Rosjanie nadal przyjeżdżali tutaj na wypoczynek i w ten sposób uratowali turystykę na Cyprze – wyjaśnia Ewa. 

 

Blask odbijającego słońce lustra wody, spotęgowany bielą niezliczonych kamieni, jakimi usiana jest plaża prowadząca do Skał Afrodyty, sprawia, że na chwilę mrużę oczy. Jeśli znajdziesz tu kamień w kształcie serca, czeka cię miłość – obiecuje Ewa. Czy mogę liczyć, że Afrodyta mi ją ześle? To bogini uczucia zmysłowego. Według Theogonii (Narodzin bogów) Hezjoda Afrodyta Afrogeneja wyłoniła się z morskiej piany, a jej imię pochodzi od greckiego słowa aphros, czyli „piana morska”. Ta ostatnia wezbrała wokół odciętych i wrzuconych w morze genitaliów Uranosa, w mitologii greckiej będącego personifikacją nieba, który wraz ze swoją małżonką (i jednocześnie matką) Gają, uosabiającą Ziemię, począł wcześniej legion kolejnych bogów. Kastracji dokonał najmłodszy syn wspomnianego, Kronos. Uranos stracił władzę nad światem, a niebo już na zawsze oddzieliło się od ziemi. Piękna Afrodyta zyskała w wyniku tak spektakularnych narodzin u wybrzeży Cypru wiele przydomków: Kallipygos – O Pięknych Pośladkach, Urania – Niebiańska, Pandemos – oznaczający patronkę miłości wszechogarniającej, ale też grupowej, wulgarnej i nierządnej, czy Thalassia – czyniący z niej opiekunkę żeglugi.

 

Szukam na plaży mojej miłości, brodząc w wypolerowanych milionami przypływów kamieniach. Schylam się, gdy dostrzegam nagle charakterystyczny sercowaty kształt, aby podnieść znalezisko ku słońcu. W tym momencie słyszę koło ucha szept: Chodź, Wenus w spodniach w kratkę, zrobię ci zdjęcie… Ulegam pokusie i wręczam komórkę przystojnemu blondynowi stojącemu obok. To jednak nie Adonis, a Sasza z Moskwy, który błysnąwszy w uśmiechu złotym zębem, oddaje mi po chwili telefon i odjeżdża czarnym mercedesem ku 5-gwiazdkowym hotelom kurortu Limassol. 

 

Gwoli ścisłości bogini wyłoniła się z piany przy Skałach Afrodyty, tych trzech jaśniejszych: małej, średniej i dużej, oraz wyrastającej tuż obok, ciemniejszej, o nazwie Petra tou Romiou, czyli Skała Rzymianina – tłumaczy tymczasem moja cicerone. Ponoć jeśli opłynie się trzykrotnie Skały Afrodyty, można zapewnić sobie nieprzemijającą urodę, płodność i wieczną miłość – dodaje. Trudno się dziwić, że miejsce narodzin greckiej bogini jest turystyczną atrakcją numer jeden na Cyprze. Nazwa formacji budzi jednak spory, bo jedni określają mianem Skał Afrodyty wszystkie tutejsze skały, inni z kolei wyróżniają wśród nich osobną Skałę Rzymianina. Wiąże się to z różnymi wersjami legend, które narosły wokół tego zakątka.

 

Skały przy południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy, gdzie miała wyłonić się z piany bogini Afrodyta

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/AGISAGISILAOU

 

GLADIATOR CELEBRYTA

Nie przeszywa mnie wzrokiem niczym Russell Crowe z filmu Ridleya Scotta, bo ma twarz… ludzika Lego. Potężne ramiona chroni napierśnik, łydki – nagolenice. Dzielnie wywija krótkim mieczem. Musiał być piękny i sławny. Nie na darmo nosił imię Margarites – Perłowy. Ten „celebryta”, jak określa go zabawnie Ewa, przetrwał do naszych czasów na jednej z mozaik w Kurionie. Wykopaliska archeologiczne ze stanowiskami malowniczo rozsianymi na wapiennym wzgórzu nad zatoką Episkopi leżą tylko 13 km na zachód od Limassol i stanowią obowiązkowy punkt na liście cypryjskich atrakcji. W starożytności Kurion był jednym z najważniejszych miast-królestw w regionie. Według legendy zamieszkiwali go potomkowie Argonautów, uczestników wyprawy po złote runo. To na scenie wzniesionego w czasach greckich, a przebudowanego już za Rzymian teatru z panoramicznym widokiem na morze gladiatorzy tacy jak Margarites walczyli ze sobą albo dzikimi bestiami. Gdy w chwili zagrożenia nie udawało się im umknąć do skrytki wydrążonej w kamieniu pod pierwszym stopniem widowni, mogli zostać rozszarpani. Aby wskoczyć do tej umieszczonej tuż przy ziemi jamy, trzeba było wyjątkowej sprawności.

 

Szelest piewików, jak Homer określał cykady, łączy tamte odległe czasy z teraźniejszością. W spiekocie wiosennego słońca przechodzę starannie wytyczonymi ścieżkami do ruin kolejnych willi, w których zachowały się mozaikowe posadzki. Podziwiam również estetykę nowoczesnych, drewnianych konstrukcji dachów osłaniających zabytki przed słońcem i deszczem. Rzymską agorę zdobi jedyna ocalała kolumna. Okres prosperity w Kurionie przerwały silne trzęsienia ziemi z lat 365–370. Blisko trzy stulecia później najazdy Arabów dokończyły dzieła zniszczenia, a mieszkańcy porzucili to miejsce na zawsze.

Na początku III w. teatr w Kurionie przystosowano do walk gladiatorów i polowań na dzikie bestie

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/KIRILLMAKAROV

 

ZIOŁA I CZARY

Żywopłot z błyszczących liści laurowych prowadzi nas z Ewą prosto do parterowego budynku. Na białym tynku fasady widnieją dwa fantazyjnie namalowane, pełne sęków pnie drzew oplecione bluszczem. Łączą się korzeniami i konarami, a pośrodku pozostawiają okrągłą przestrzeń. Wychylające się z tej jasnej plamy lisek, muchomorek i ptaszki zdają się zapraszać do innego wymiaru: świata przepojonego zapachem ziół i magią baśni. Witajcie w Cyherbii! – zwraca się do nas właścicielka i menedżerka tego 2-hektarowego ogrodu botanicznego. Nosi imię Miranda, zupełnie jak córka Prospera, prawowitego władcy Mediolanu, z Burzy Szekspira. Witaj Afrodyto! – mam ochotę odpowiedzieć, bo kobieta przypomina mi postać Wenus z obrazu Sandra Botticellego, tyle że ubraną bezpretensjonalnie w wytarte dżinsy i dresową bluzę. Wchodzimy do środka. W rogu jedna z pracownic doczepia do manekina eukaliptusowe witki, tworząc w ten sposób krynolinę. Na rozłożonym na stole dywanie z mchu tryska minifontanna, kwitną papierowe róże, a mała syrenka z plastiku wypoczywa znudzona w dziecinnym foteliku. Tu każdy przedmiot jest elementem większej, artystycznej wizji Mirandy. W rodzinnej Holandii byłam malarką – zaczyna swoją opowieść. Potem z mężem, Adamem, przeprowadziliśmy się na Cypr. Nasza córeczka Melina od małego ciągle chorowała. Lekarstwa całkowicie zniszczyły jej system immunologiczny. Postanowiłam szukać alternatywnych kuracji. Włączyłam do menu Meliny dużo warzyw i napary z ziół. Odkryłam, że zwykła szałwia, mięta pieprzowa i tymianek sprzyjają wzmocnieniu organizmu, jakby przeganiają choroby. Nasza córka wyzdrowiała, a ja skończyłam studia z zakresu medycyny naturalnej oraz kursy pozwalające przygotowywać produkty na bazie ziół. W międzyczasie na zakupionej ziemi metodą prób i błędów stworzyłam ten ogród i stale go rozwijam, udoskonalam – kończy Miranda i prowadzi nas do swojego królestwa. Najpierw wchłania nas labirynt z żywopłotu, tak przepastny, że łatwo się w nim zagubić. Jedno z wyjść prowadzi na wieżę widokową pozwalającą ogarnąć wzrokiem cały park. Okazuje się, że grupa cyprysów w jego rogu układa się w kształt Cypru. Na wijącej się wzdłuż tej naturalnej granicy ścieżce Miranda umieściła fotografie największych atrakcji turystycznych kraju. Znajduje się tutaj też aż 10 ogródków ziołowych. Dokładnie opisane, służą celom poznawczym zarówno w przypadku dużych, jak i małych gości, bo Cyherbia z założenia jest parkiem dla całej rodziny. Można się tu bawić na dorocznym Festiwalu Czarów, podczas którego poszukuje się skarbów, łapie sny czy robi czarodziejskie różdżki, w ulubionych kostiumach obchodzić Halloween, a w fioletowych strojach zawitać na Festiwal Lawendy czy wziąć udział w wielkanocnym poszukiwaniu jaj. W tych 10 ogrodach zaopatruję się w zioła, które przetwarzam potem w moim laboratorium – tłumaczy Miranda. Jest ono niewielkim pokoikiem znajdującym się na tyłach znanego nam już białego budynku. Mieści się w nim destylarnia olejków eterycznych z lawendy, oregano, tymianku, rozmarynu i liści laurowych. W przyległym do niego sklepiku można kupić je razem z ziołowymi mieszankami do picia czy płukania, kremami, maseczkami, mydłami i innymi artykułami. Ja decyduję się na olejek z rozmarynu – już jedna jego kropla umieszczona w kominku zapachowym ma stymulować umysł (sprawdziłam, to prawda!). Podobnie działa zaserwowana nam herbata z rozmarynu. Początkowo jej smak wydaje się dziwny, ale ostry i intensywny aromat zioła spotęgowany dodatkiem różowego pieprzu łagodzi kora cynamonu. Rozmaryn ma także właściwości antyalergiczne, tak jak cypryjski miód. Pełna zapału Miranda prowadzi również na oficjalnej stronie internetowej Cyherbii blog z poradami. Park znajduje się na obrzeżach wioski Awgoru, położonej ok. 35 km od Larnaki. Drugą część dnia spędzam leniwie na złotej plaży Nissi w kurorcie Ajia Napa, słynącej z czystej wody, co potwierdza oznaczenie Błękitną Flagą.

 

SŁODKA ŁYŻECZKA

Przed nami Troodos, najwyższe na Cyprze pasmo górskie, położone w środkowej części wyspy. Formowało się miliony lat – opowiada Ewa. Najpierw wydarzyła się erupcja podwodnego wulkanu. Na poduszki zastygłej lawy nakładały się warstwy dna morskiego. Wreszcie w wyniku tarcia dwóch płyt tektonicznych, euroazjatyckiej i afrykańskiej, wypiętrzyły się góry Troodos. Na stokach, które mijamy, zobaczysz magmowe jaśki – dodaje. Widziałam już takie w naszych Górach Kaczawskich, ale te są znacznie większe, wręcz kilkumetrowe. 

 

Jednopasmówka prowadzi nas prosto do Kakopetrii. Ta wioska położona w dolinie Solea, zamieszkana już od VI w., liczy dziś 1,3 tys. mieszkańców. Jej centrum wypełnia huk wartko płynącej w dole górskiej rzeki Klarios (Karkotis) – ponoć jedynej na Cyprze, która nie wysycha w ciągu roku. Brak słodkiej wody bywa na wyspie problemem. Domy stojące tuż nad rzeką zbudowane są na wielometrowych podstawach wspartych na palach – nowszych z betonu i dawniejszych z drewna. Stara część Kakopetrii przyciąga tradycyjną architekturą, odmienną od tej, jaką widziałam wcześniej. Na solidnych parterach z otoczaków wznoszą się tynkowane piętra, którym lekkości dodają drewniane ściany i balkony. Niemal na każdym ganku stoi regał wypełniony litrowymi słojami z kolorową zawartością. To wytwarzane w domach glyka tou kutaliou – cypryjskie „słodkości na łyżeczce”, czyli wszelkiego rodzaju owoce (z sadu i leśne) w syropie, ale też dżemy i marmolady. Zaglądam jeszcze do XVI-wiecznego Kościoła Przemienienia Zbawiciela (Metamorfosis tou Sotiros) z równie starymi ikonami i rzeźbionym w drewnie ikonostasem, a potem do przylegającego do tego samego podwórka minimuzeum przedstawiającego historię wytwarzania oliwy – nikt go nie pilnuje i nie pobiera opłat za wstęp. Opis po cypryjsku i angielsku tłumaczy, że proces produkowania oliwy był właściwie bardzo prosty: najpierw rozgniatano oliwki, a potem za pomocą kamienia młyńskiego wyciskano z nich olej.

Pasmo górskie Troodos (najwyższe na wyspie) z atrakcjami dla turystów o każdej porze roku

© DEPUTYMINISTRYOFTOURISMOFTHEREPUBLICOFCYPRUS/OLGAPANASENKO

ALICJA OD DACHU

Po drodze ku Troodos Square zaglądamy do wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO razem z dziewięcioma innymi malowanymi cerkwiami regionu Troodos bizantyjskiego Kościoła św. Mikołaja od Dachu (Agios Nikolaos tis Stegis). Swoją nazwę kamienna świątynia z rozpościerającym się przed nią dywanem z trawy, chroniona od tyłu i z boków ścianą lasu, zawdzięcza właśnie niebanalnej konstrukcji zadaszenia. Poleciła je wykonać Alicja z Szampanii, królowa Cypru w latach 1210–1218, która podczas swojego krótkiego panowania kazała zastosować to nowe, przyjęte z Bizancjum rozwiązanie w co najmniej kilku kościołach. Sklepienie apsydy lub nawy, zazwyczaj kolebka bądź kopuła, było przykrywane dodatkowym, dwuspadowym dachem, krytym dachówką karpiówką, chroniącym całość budynku. Identyczne zadaszenie mają także inne świątynie: Panagia tis Asinou (Panagia Forviotissa) w Asinu i Panagia tou Araka (lub Arakos) koło wsi Lagudera. O cennym wkładzie królowej Alicji nie tylko w architekturę pisze francuska mediewistka Régine Pernoud (1909–1998) w książce Kobieta w czasach wypraw krzyżowych. 

 

Mnie jednak bardziej niż osobliwy dach fascynują ścienne malowidła wewnątrz kościoła. Z najstarszych, XI-wiecznych nie zachowało się zbyt wiele, ale głębokie spojrzenie przepastnych oczu archanioła Gabriela i apostołów zdradza wpływy macedońskiego renesansu odziedziczonego po bizantyjskich miniaturzystach. Bardziej wyrafinowane wydają się freski z XII stulecia, ukazujące m.in. ojców Kościoła. Choć są nadszarpnięte zębem czasu, miejscami wyblakłe, łuszczące się czy wręcz wybrakowane, zachwycają mnie kolorystyką i tylko pozornie statycznym przedstawieniem postaci. Każda z nich żyje. Patron świątyni, św. Mikołaj, tak jak na wielu innych obrazach, trzyma księgę w lewej dłoni, a prawą czyni znak błogosławieństwa. Jest siwy i brodaty, ale czoło marszczy mu wyraźnie surowy grymas. Czyżby dlatego, że wielu uczonych śmiało wątpić w jego istnienie…?

 

WINO NA STÓŁ!

Przejeżdżamy Troodos Square, skupisko kiczowatych hotelików i pawilonów z fast foodami. Plac ten warto jednak zobaczyć ze względu na rozciągające się stąd panoramiczne widoki. Potargane wichrami sosny tworzą idealny pierwszy plan dla ciągnących się w dalszej perspektywie szczytów, zimą ośnieżonych. Góry sprawiają wrażenie dzikich i niedostępnych, czym kuszą wspinaczy. Zimową porą przyciągają narciarzy. Najwyższy szczyt, Olimpos (Olimbos lub Chionistra), wznosi się jednak jedynie na 1952 m n.p.m.

 

Po drodze w dół zatrzymujemy się w popularnej turystycznej wiosce Omodos. Sklepiki działające w domach kamiennych lub tynkowanych na biało, czyli tych lepszych, oferują m.in. lukumi – słodkie, galaretowate kostki wytwarzane ze skrobi pszennej lub mąki ziemniaczanej, o smaku różnych owoców bądź różanym, oraz orzechowe pałki oblewane żelem z soku owocowego, oliwki, oliwę i trunki. Degustuję naturalnie słynne cypryjskie wino deserowe commandaria smakujące rodzynkami, a potem zasiadam do lunchu w stylowej tawernie „To Katoi”. Na stół wjeżdżają partiami przekąski, czyli mezedes. Są wśród nich znane mi tzatziki i humus, pasta sezamowa tahini, grillowany ser halloumi, grillowany bakłażan, tradycyjna sałatka grecka, a do tego ciepła pita i wino. Stawiam na lokalne białe xinistéri o delikatnym, cytrusowym smaku. Poznałam je dwa dni wcześniej nieopodal Limassol, w rodzinnej winnicy Zambartas, skąd wina eksportuje się nawet do Łodzi, Kartuz czy Gdyni.

 

ŚLADAMI POLSKICH BADACZY

Wisienką na torcie podczas mojej podróży jest Pafos, Europejska Stolica Kultury 2017. W połowie lat 60. XX w. zaczęła tu prace polska misja archeologiczna pod egidą wybitnego egiptologa i twórcy polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej prof. Kazimierza Michałowskiego (1901–1981). Na głowę siąpi mi deszcz – rzadkość na wyspie, a ja mimo to nie potrafię oderwać wzroku od odkrytej przez naszych naukowców mozaiki przedstawiającej labirynt, a w jego środku Tezeusza próbującego mieczem pokonać Minotaura. Sprawdziłam, niebieskie kamyczki wyprowadzą cię niczym nić Ariadny z tej plątaniny korytarzy – zapewnia Ewa, wskazując na mozaikowe dzieło sztuki. Jest ono jednym z wielu, po których obejrzeniu dochodzę do wniosku, że kunsztem i bogactwem tematyki, ale i różnorodnością zastosowanych technik przewyższają te z Pompejów. W wielohektarowym, do dziś eksplorowanym przez kolejne ekipy naukowców Parku Archeologicznym Pafos spotykają się mozaiki z czasów hellenistycznych, jak ta w Domu Dionizosa, czarno-biała, ukazująca przemianę Scylli w morskiego potwora opisanego przez Homera w Odysei, i nawet pięć wieków późniejsze. Miejsce olimpijskich bóstw zajmują sceny z polowań oraz symbolika chrześcijańska, gdyż nowa wiara pojawiła się na wyspie już w I w. za sprawą św. Pawła i św. Barnaby, uznawanego za pierwszego biskupa Cypru (od 45 r.). Osada Nowe Pafos (Pafos Nea) założona została w IV w. p.n.e. Pielgrzymi przybywali tutaj, aby w pobliskim Palepafos (Starym Pafos) oddać hołd Afrodycie, bogini, która i mnie objawiła się tyle razy podczas tej podróży.

 

Artykuły wybrane losowo

Z wizytą nad Sprewą i Hawelą

JOANNA CZUPRYNA

                                                                                   FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/KLAUS UND DIRK LEHNARTZ

<< Berlin ze swoją wyjątkową historią i unikalnymi zabytkami od lat stanowi magnes dla turystów z całego świata i systematycznie przyciąga ich coraz więcej. Plan na 2015 r., zakładający przekroczenie sprzedaży 20 mln noclegów rocznie, został ku zdziwieniu ekspertów i radości władz miasta osiągnięty już trzy lata temu. Ze wzrastającego zainteresowania niemiecką metropolią korzysta również Poczdam, jej elegancki sąsiad, którego malownicze położenie zwróciło przed wiekami uwagę członków rodziny panującej z dynastii Hohenzollernów. Dzięki pobudowanym przez nich pałacom otoczonym pięknymi ogrodami słusznie zasłużył on sobie na miano „Wersalu Północy”. Sama Brandenburgia, której jest stolicą, zachwyci natomiast entuzjastów turystyki aktywnej. >>

W Berlinie żyje obecnie ponad 3,5 mln ludności. To prawdziwa europejska metropolia i jedno z największych miast na kontynencie. Leży w samym środku kraju związkowego Brandenburgia. Stolicy Republiki Federalnej Niemiec przysługują jednak prawa autonomicznej jednostki administracyjnej. Pobliski Poczdam uchodzi za ważny ośrodek naukowy – działają tu wyższe uczelnie i instytuty badawcze oraz mieszkają studenci.

Więcej…

Witajcie w fińskiej bajce!

KAROLINA PADUSZYŃSKA

www.zastrzykinspiracji.pl

 

<< W okresie zimowym Finlandia zamienia się w iście bajkową krainę. W tętniących życiem Helsinkach działa jarmark świąteczny z regionalnymi smakołykami i aromatycznym, grzanym winem o nazwie „glögi”. W klimatycznym Porvoo czas na chwilę się zatrzymuje, a na północy kraju możemy zobaczyć niesamowity taniec barw podczas zorzy polarnej. Przed najgrzeczniejszymi Święty Mikołaj otwiera drzwi swojej wioski. Jedno jest pewne – nudzić się tu na pewno nikt nie będzie! >>

Z Polski do Finlandii mamy wbrew pozorom naprawdę niedaleko. Od tego rozległego kraju Europy Północnej (niemal 340 tys. km² powierzchni) oddziela nas właściwie tylko Morze Bałtyckie. Najłatwiej dostać się do niego zatem samolotem lub promem.

 

Obserwowanie zorzy polarnej z tzw. Aurora Dome nad brzegiem jeziora Torassieppi

© Lapland Material Bank/Antti Pietikäinen

 

Finlandia pełna jest kontrastów. Z jednej strony to świetnie rozwinięte technologicznie i gospodarczo państwo, z drugiej zaś jej mieszkańcy słyną z powściągliwości i zachowawczości. Trudno się do nich zbliżyć, ale jeśli Fin stanie się naszym przyjacielem, to będzie nim już do końca życia, a o swoich sekretach i problemach najchętniej opowie nam w saunie. Charakter mieszkańców kraju determinują warunki klimatyczne i fakt, że na 1 km2 przypada w nim zaledwie ok. 16 osób. Jednak poza ponad 5,5 mln małomównych Finów czeka tutaj na nas mnóstwo atrakcji.

 

PERŁA PÓŁNOCY

Prawdziwa Finlandia to miliony drzew, tysiące krystalicznie czystych jezior i setki wysp, które dostrzeżemy właściwie już w czasie lotu nad Helsinkami, bo miasto otoczone jest malowniczym archipelagiem. Choć – jak na stolicę przystało – stanowi tętniącą życiem, nowoczesną metropolię, to zarówno władze, jak i mieszkańcy przywiązują dużą wagę do ochrony środowiska naturalnego. Helsinki są naprawdę eko – ludzie stawiają tu na recykling i życie w zgodzie z naturą. Dzięki temu w mieście jest na co popatrzeć i czym oddychać. Poza tym w fińskiej stolicy jak w raju poczują się osoby lubiące aktywnie spędzać czas. W Helsinkach wyznaczono aż 1,2 tys. km tras rowerowych, ścieżki do biegania czy nordic walkingu. Sport można tutaj uprawiać w otoczeniu nieskażonej przez człowieka przyrody. W mieście mieszka ponad 640 tys. ludzi, a wszystkie najważniejsze atrakcje uda się nam zwiedzić w ciągu trzech, czterech dni.

 

Helsinki, Lasipalatsin aukio (Glass Palace Square)

© Amos Rex/Tuomas Uusheimo

 

FIŃSKI DESIGN

Helsinki bezsprzecznie zasługują na tytuł stolicy designu. Tutejsza architektura zdecydowanie różni się od tej, którą możemy oglądać chociażby w Polsce. Jednak przecież w tym tkwi cały urok! W mieście nie ma średniowiecznych zabudowań – w tym czasie znajdowała się w tym miejscu tylko niewielka osada. Zobaczymy tu za to świetnie zaprojektowane budynki użyteczności publicznej i nowoczesne biurowce. W historii fińskiej architektury bardzo ważną postacią jest Alvar Aalto (1898–1976). To on zaprojektował gmach centrum kongresowo-widowiskowego Finlandia-talo czy zabudowania dawnego Helsińskiego Uniwersytetu Technicznego (TKK) w Espoo (w zespole miejskim Helsinek). Z kolei autorem projektu centralnego dworca kolejowego i Muzeum Narodowego (Kansallismuseo) był Gottlieb Eliel Saarinen (1873–1950). Aby poznać biografie tych twórców i inne perełki fińskiej architektury i sztuki, warto wybrać się do Muzeum Designu (Designmuseo, przy Korkeavuorenkatu 23).

 

STOŁECZNE PLACE

Sercem stolicy Finlandii jest plac Senacki (Senaatintori) z luterańską Katedrą w Helsinkach (Helsingin tuomiokirkko). Biały budynek zwieńczony kopułą to wizytówka miasta – można go dostrzec z morza, jak i z większości punktów obserwacyjnych na terenie stolicy. Dziś chyba nikt nie byłby w stanie wyobrazić sobie Helsinek bez tego miejsca.

Katedra powstawała w latach 1830–1852. Nadano jej styl neoklasycystyczny. Obecnie jest nie tylko obiektem kultu religijnego, odbywają się w niej również koncerty. W katedralnej krypcie napijemy się pysznej kawy. Schody prowadzące do budynku są popularnym miejscem spotkań.

W okresie przedświątecznym na placu Senackim funkcjonuje jarmark bożonarodzeniowy (w 2018 r. od 1 do 22 grudnia). Na stoiskach można znaleźć prawdziwe perełki. Kupimy tu tradycyjne świąteczne potrawy i napoje, w tym grzane wino z przyprawami zwane glögi (ten napój naprawdę będzie nas w stanie rozgrzać). Poza tym zaopatrzymy się m.in. w rękodzieło artystyczne czy wyroby ceramiczne. Każdy znajdzie coś dla siebie. W bliskiej odległości od Katedry wznosi się główny gmach Uniwersytetu Helsińskiego, a także siedziba fińskiego premiera (przy Snellmaninkatu 1).

Do placu Senackiego prowadzi Sofiankatu – urocza uliczka, która podobno od czasu swojego powstania (ok. 1640 r.) niemal nie zmieniła wyglądu. Jej ozdobą jest zielona budka telefoniczna z lat 30. XX w. O wyjeździe z Helsinek bez zdjęcia z tym eksponatem nie warto nawet myśleć.

Jeśli ktoś uwielbia lokalne targowiska, koniecznie musi wybrać się na leżący w odległości 15-minutowego spaceru od Senaatintori Rynek (plac Targowy, Kauppatori). Najlepszy widok na to miejsce ma prezydent Finlandii Sauli Niinistö (pełniący tę funkcję od marca 2012 r.), bo plac znajduje się tuż pod oknami Pałacu Prezydenckiego (Presidentinlinna). Na Kauppatori obowiązkowo należy spróbować tradycyjnych fińskich specjałów: pierogów karelskich czy dań z renifera i niedźwiedzia. Na amatorów słodkości czeka pyszna bułka z kardamonem (pulla).

Przebywając w okolicach placu Targowego, nie można odmówić sobie przyjemności wyprawy do Suomenlinny. To bajecznie położona na sześciu wyspach twierdza. Z południowej części Kauppatori odpływają promy, które w zaledwie kilkanaście minut zawiozą nas na teren kompleksu. Decyzję o budowie fortyfikacji podjęto w 1747 r., gdy Finlandia była pod panowaniem Szwecji. Najważniejszymi elementami twierdzy są mury obronne o łącznej długości ok. 8 km, mogące pomieścić 1,3 tys. dział. Te ostatnie zostały ukryte w skałach. Dla wroga zbliżającego się do obiektu wydawały się niegroźne. Fortyfikacje, mury obronne i działa oraz otaczające je wody Bałtyku tworzą niemal mistyczną atmosferę. Zwiedzanie tego spektakularnego kompleksu zajmuje dobre kilka godzin. Obowiązkowo należy tutaj odwiedzić Muzeum Zabawek (Suomenlinnan Lelumuseo) oraz Muzeum Wojny (Sotamuseo). Dla miłośników militariów nie lada gratką będzie ocalały z czasów II wojny światowej okręt podwodny Vesikko z 1933 r. (udostępniany do zwiedzania jedynie w sezonie letnim).

 

TOWAR EKSPORTOWY

Podczas spaceru wśród murów Suomenlinny zimą można nieco zmarznąć. Jak się ogrzać? Finowie mają na to genialny sposób. Oczywiście, mowa o saunie – to przecież jeden z najważniejszych elementów fińskiej kultury. Na terenie Helsinek znajduje się aż osiem publicznych obiektów tego typu. Najpopularniejsza z nich jest oddana do użytku w 1928 r. Kotiharjun Sauna. Wizyta w rozgrzanej do czerwoności saunie wiąże się z rytuałem oczyszczenia. Dla Finów to niemal święte miejsce. Właśnie w nim rozmawiają, zdradzają swoje sekrety, zawiązują kontrakty. W saunach odbywają się również porody i spotkania dyplomatyczne na najwyższym szczeblu. Mieszkańcy Finlandii kończą w nich spory i nawiązują przyjaźnie.

 

KOŚCIÓŁ W SKALE

Po przyjemnej dla ciała wizycie w fińskiej saunie czas na coś dla ducha. W tym celu warto wybrać się do mistycznego Temppeliaukion kirkko. To prawdziwy unikat! Kościół został wykuty w granitowych skałach i z pewnością zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. Wewnątrz panuje doskonała akustyka, co pozwala organizować w nim koncerty oraz przeróżnego rodzaju wydarzenia religijne i kulturalne. Wokół budynku usytuowane są sklepiki z pamiątkami.

Ktoś ma ochotę pojeździć na łyżwach w środku miasta? Czemu nie – w Helsinkach wszystko jest możliwe. W stolicy Finlandii znajdziemy nawet kilka lodowisk. Największe z nich – Jääpuisto – leży w centrum, przy Rautatientori. Na łyżwach jeżdżą na nim całe rodziny, nie brakuje też wydarzeń kulturalnych.

 

PODRÓŻ W CZASIE

Podczas pobytu w Helsinkach grzechem byłoby nie zdecydować się na wyprawę do oddalonego od nich o ok. 50 km na północny wschód urokliwego Porvoo. W trakcie spaceru po jego uliczkach będzie nam towarzyszyło nieodparte wrażenie, że czas zatrzymał się tu kilka wieków temu. Charakterystyczne czerwone, drewniane domki pokryte zimą białym puchem wyglądają naprawdę niesamowicie! Z Porvoo związana jest historia o kucharce, która przygotowując obiad, w 1760 r. puściła z dymem aż 202 domy, czyli ponad dwie trzecie wszystkich ówczesnych zabudowań. Dzisiejsze Vanha Porvoo to najstarszy fragment miasta wzniesiony tuż po wielkim pożarze z XVIII stulecia. Część historycznych budynków służy obecnie jako galerie czy sklepy. Ich wnętrza są niesamowite, zostały urządzone w tradycyjnym skandynawskim stylu. W okresie przedświątecznym Porvoo jest przepięknie oświetlone, a podczas bożonarodzeniowego targu kupimy w nim rozmaite smakołyki. Poza tym w mieście warto zajrzeć do XV-wiecznej Katedry (Porvoon tuomiokirkko) czy domu poety romantycznego Johana Ludviga Runeberga (1804–1877), tworzącego w języku szwedzkim, autora hymnu narodowego Finlandii – Maamme (Nasz kraju).

 

 

Widok z lotu ptaka na Temppeliaukion kirkko

© Helsinki Marketing /Kuvio

 

PIERWSZA STOLICA

Zostawiamy za sobą klimatyczne Porvoo i nowoczesne Helsinki i kierujemy się na zachód w stronę Turku. To najstarsze miasto w Finlandii (założone pod koniec XIII stulecia), a zarazem jej pierwsza oficjalna stolica (od 1809 r.). Turku było głównym ośrodkiem gospodarczo-kulturalnym kraju aż do 1812 r. Wtedy to stolicę przeniesiono do Helsinek. Miejscowe lotnisko obsługuje bezpośrednie połączenie z gdańskim portem lotniczym (Wizz Air).

Wszystkie najważniejsze punkty na mapie Turku są usytuowane wzdłuż rzeki Aura (Aurajoki). Znajdziemy tutaj mnóstwo przyjemnych knajpek serwujących lokalne potrawy. Warto spróbować przeróżnego rodzaju dań z ryb. Zimą, kiedy temperatury spadają znacznie poniżej zera, Aurajoki zamarza, a mieszkańcy miasta ochoczo spacerują po lodzie od jednego brzegu do drugiego. Popularnym pod względem turystycznym miejscem jest Luostarinmäen käsityöläismuseo (Luostarinmäki). To skansen na otwartym powietrzu, w którym można przenieść się do czasów sprzed wielkiego pożaru Turku z września 1827 r. Na jego terenie znajdują się warsztaty różnych rzemieślników. W okresie letnim zobaczymy ich tu przy pracy. W okolicy Aurajoki są także sklepy, biura oraz muzea, które działają przez cały rok.

Po wizycie w skansenie kierujemy się w stronę Katedry (Turun tuomiokirkko). To z kolei najważniejsza fińska świątynia, a zarazem siedziba arcybiskupa Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Finlandii. Od czasu konsekracji (w 1300 r.) była świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii kraju. Iglica katedry ma wysokość 101 m, a sam budynek jest uważany za jeden z największych skarbów krajowej architektury.

Na wizytę w Turku warto poświęcić dwa, trzy dni, aby zobaczyć większość tutejszych atrakcji. Bogatą historię miasta i jego sztukę współczesną poznamy w muzeum Aboa Vetus & Ars Nova. Osoby interesujące się medycyną i aptekarstwem powinny zajrzeć do Muzeum Farmacji i Domu Qwensela (Apteekkimuseo ja Qwenselin talo – AQ), które mieści się w najstarszym drewnianym budynku w Turku (powstał on ok. 1695–1700 r.). Eksponaty muzealne pochodzą w większości z XIX w., a wnętrza utrzymane są w stylu gustawiańskim i rokoko.

Prawdziwą perłą okolic Turku jest leżący w jego pobliżu archipelag, na który składa się ponad 2 tys. wysp z rzadkimi gatunkami fauny i flory. Obszar archipelagu został objęty w 1983 r. ochroną parku narodowego (Saaristomeren kansallispuisto – Park Narodowy Morza Archipelagowego), który uchodzi za jeden z najważniejszych w Finlandii. Pomiędzy poszczególnymi wyspami można poruszać się pieszo mostami oraz statkami, promami i wodnymi taksówkami.

 

U MUMINKÓW

W odległości kilkunastu kilometrów na zachód od dawnej stolicy Finlandii znajduje się Naantali z położonym na wyspie Kailo tematycznym parkiem rozrywki Świat Muminków (Muumimaailma) poświęconym Muminkom – bohaterom książek fińskiej pisarki szwedzkojęzycznej Tove Jansson (1914–2001). Ta powstała w 1993 r. osobliwa kraina jest otwarta dla turystów głównie latem. Obowiązkowo należy tutaj odwiedzić dom Muminków, obóz Włóczykija, statek piratów czy chociażby łódź Taty Muminka. W tym miejscu i duzi i mali zupełnie zapominają o otaczającym ich świecie.

NA DALEKIEJ PÓŁNOCY

To jeszcze nie koniec bajkowych historii. Podczas pobytu w Finlandii w zimie można się poczuć jak w zupełnie nierealnym świecie. Aby tego doświadczyć, należy wybrać się na północ kraju.

Podobno niesamowita kraina Świętego Mikołaja leży za siedmioma górami i siedmioma lasami... Jej najsłynniejszego mieszkańca otaczają elfy i mnóstwo pomocników. Ma on swoje biuro i pocztę, a na zewnątrz w gotowości czekają na niego zaparkowane sanie, do których zaprzężone są renifery pod przewodnictwem Rudolfa. Jeśli ktokolwiek sądzi, że to tylko bajka, muszę go rozczarować. To wszystko prawda. Aby przekonać się o tym na własne oczy, wcale nie musimy przenosić się do równoległego świata ani tym bardziej na inną planetę. Wystarczy, że w Helsinkach wsiądziemy do samolotu lecącego do Rovaniemi. Po blisko półtoragodzinnej podróży znajdziemy się w najprawdziwszej bajce. Do Rovaniemi regularnie kursują także autobusy i pociągi.

Laponia jest bez wątpienia jedną z najpiękniejszych części Finlandii. Ten region, niemal zupełnie nieskażony ludzką działalnością, wypełniają lasy, pola i jeziora. Obejrzymy tu niesamowite zjawisko zorzy polarnej (aurora borealis), jak i doświadczymy bardzo niskich temperatur. W podróż do Laponii trzeba zabrać ze sobą komplet ciepłych ubrań. Temperatura zimą spada nawet do –40°C. Latem słońce na tym obszarze Finlandii świeci przez zaledwie kilka godzin. Przez większą część roku panuje tutaj po prostu ciemność, choć nie zawsze całkowita. Laponia to formalnie jeden z 19 regionów administracyjnych kraju (maakunta), a Rovaniemi pełni funkcję jej stolicy.

W porównaniu z naszymi miastami te fińskie nie są zbyt licznie zaludnione. Dotyczy to również Rovaniemi, które liczy ledwo ok. 62 tys. mieszkańców. Znane jest ono przede wszystkim z mieszkającego w bardzo bliskim sąsiedztwie człowieka z długą brodą. Wszystkie najważniejsze punkty na mapie tego miasta leżą wzdłuż deptaka zwanego Koskikatu. Zimą Rovaniemi zostaje bajecznie przyozdobione. Na długo przed świętami Bożego Narodzenia poczujemy w nim niepowtarzalną świąteczną atmosferę. Podczas spaceru w centrum może nam się wydawać, że trafiliśmy na plan jakiegoś bożonarodzeniowego filmu.

Ważnym miejscem w Rovaniemi jest Arktikum. To nowoczesne centrum nauki i muzeum poświęcone Arktyce. Powinni do niego zajrzeć wszyscy zainteresowani tutejszą fauną i florą, kulturą, sztuką, historią, klimatem oraz życiem codziennym. Budynek jest świetnie zaprojektowany, a wewnątrz znajdziemy mnóstwo multimedialnych ekspozycji. Szklany dach umożliwia oglądanie zapierającej dech w piersiach zorzy polarnej. Tego po prostu nie da się opisać – trzeba to zobaczyć na własne oczy.

Tuż przy Arktikum znajduje się Centrum Nauki Pilke (Tiedekeskus Pilke). Prezentuje ono historię fińskich drzew i lasów oraz podejście, jakie Finowie mają do natury. Kiedy je poznamy, zrozumiemy, dlaczego środowisko naturalne jest dla mieszkańców Finlandii tak ważne. W Centrum Nauki Pilke można się naprawdę sporo nauczyć. Sam jego budynek to niewątpliwie arcydzieło nowoczesnej architektury. W niemal 90 proc. został wykonany z drewna. Nikogo chyba specjalnie nie dziwi fakt, że właśnie tu swoje biura ma agencja rządowa zajmująca się parkami narodowymi Finlandii.

 

DUCH ŚWIĄT

Z klimatycznego Rovaniemi przenosimy się do Wioski Świętego Mikołaja (Joulupukin Pajakylä) – oddalonego od centrum miasta o ok. 8 km na północ, prawdziwego centrum bajecznego świata. To się dopiero nazywa sen na jawie! Święty Mikołaj zamieszkał tu ponad 30 lat temu i od tamtej pory otrzymał mniej więcej 15 mln listów od dzieci z całego świata. W niewielkiej wiosce ma swoją pocztę, biuro i miejsce do przyjmowania gości. Jego pomocnikami są – oczywiście – elfy. Pomagają mu w sprawach związanych z korespondencją czy koordynowaniu przyjmowania gości. To świetnie działające przedsiębiorstwo jest kapitalnym przykładem fińskiej organizacji.

Elfy oprowadzają turystów po wiosce i opowiadają o jej historii. Spotkanie ze Świętym Mikołajem stanowi ogromne przeżycie zarówno dla małych, jak i dużych. W tym miejscu każdy może poczuć się jak dziecko. Wizyta w wiosce, gdzie panuje niesamowita atmosfera świąt Bożego Narodzenia, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Tutaj na chwilę zupełnie zapomnimy o otaczającym nas świecie i codziennych problemach. Można też zrobić sobie wspólne zdjęcie ze Świętym Mikołajem. Do swojej dyspozycji ma on również piękne sanie i renifery z Rudolfem na czele, które tylko czekają na komendy.

Mikołajowe królestwo to także istne centrum komercji. Bez względu na to, czy odwiedzamy je zimą czy latem, możemy w nim zrobić całkiem spore zakupy. Na miejscu funkcjonuje blisko 50 różnych sklepów z pamiątkami i rękodziełem artystycznym, restauracji, barów, kawiarni itd. Działają tu biura, które organizują reniferowe safari lub przejażdżki skuterami śnieżnymi czy psimi zaprzęgami. Podczas wizyty w Wiosce Świętego Mikołaja grzechem byłoby nie podejść do linii wyznaczającej koło podbiegunowe. Zdjęcie w tym miejscu to obowiązkowy punkt każdej wycieczki. Możemy stąd również wysłać kartkę do swoich najbliższych z oryginalnym stemplem z koła podbiegunowego. Wioska Świętego Mikołaja jest naprawdę bajeczna, a zimą zyskuje tylko na uroku. Choć pewnie wiele osób powie, że cały kompleks stanowi po prostu maszynkę do zarabiania pieniędzy, warto go odwiedzić, aby na chwilę znów poczuć się dzieckiem.

 

 

Oznaczona latarniami linia symbolizująca granicę koła podbiegunowego

© Visit Finland

 

NIEZWYKŁY REGION

Wioska Świętego Mikołaja to – oczywiście – jedna z najlepszych wizytówek Laponii. Jednak atrakcje tego regionu wcale się na niej nie kończą. Poza spotkaniem ze starszym panem w czerwonym stroju i z długą brodą można tutaj podziwiać niesamowite krajobrazy i przepiękny taniec barw podczas zorzy polarnej czy wybrać się na reniferowe safari lub przejechać psim zaprzęgiem, a nawet spędzić noc w hotelu z lodu. Wycieczka do Laponii będzie świetnym pomysłem dla osób lubiących przygody i niestandardowe rozrywki. Nawet ci najbardziej leniwi znajdą w tej części kraju coś dla siebie.

Amatorzy nietypowych wrażeń koniecznie powinni skorzystać z możliwości noclegu w lodowym hotelu. Gwarantuję, że nocy w takim miejscu nie zapomną do końca życia. Pierwszy hotel z lodu powstał w północnej Szwecji, ale niemal błyskawicznie pomysł na budowę tego typu obiektów podchwycili również mieszkańcy Finlandii. W okolicy Rovaniemi znajduje się kilka takich kompleksów. Lodowe królestwo Laponii to nie tylko hotele, ale także kapliczki, bary czy restauracje. Widok ogromnych brył lodu, w których zostały wykute przeróżne kształty, zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. A to, co zobaczymy w środku, jest wręcz nieprawdopodobne.

Nocować można zwykle w standardowym pokoju lub igloo. Temperatury wewnątrz wahają się od 0 do 5°C. Jednak nie ma się czego obawiać, nikt na pewno nie zamarznie. W wyposażeniu znajdują się śpiwory, skóry reniferów i bardzo ciepłe pościele. Hotelowe restauracje serwują swoim gościom tradycyjne lapońskie potrawy, a wśród nich mięso z renifera bądź łosia. Grzechem byłoby ich nie spróbować, te dania po prostu rozpływają się w ustach. Na terenie kompleksów hotelowych nie brakuje – oczywiście – tradycyjnych fińskich saun. Koniecznie trzeba z nich skorzystać. Im dalej na północ, tym bardziej wizyta w rozgrzanej saunie nam się przyda.

Jak kończy się każda bajka? Oczywiście, happy endem, czasami towarzyszą mu nawet fajerwerki. W Finlandii czeka nas coś znacznie lepszego. Zorza polarna bez wątpienia należy do najpiękniejszych zjawisk na świecie. Taniec barw na gwieździstym niebie to naprawdę coś niepowtarzalnego. Można go obserwować właśnie m.in. na terenie fińskiej części Laponii. Niektóre z lodowych hoteli informują swoich gości o pojawieniu się zorzy za pomocą specjalnego alarmu. Wystarczy zaledwie kilka dźwięków, żeby postawić turystów na nogi. Dachy igloo są przeszklone, zatem zjawisko można podziwiać z ich wnętrza. Tego po prostu nie wolno przegapić!

Finlandia to kraj, w którym zarówno latem, jak i zimą na nudę nie da się narzekać. Każdy jej region szczyci się innym rodzajem atrakcji. W nowoczesnych Helsinkach obejrzymy perły współczesnego designu, w Porvoo przeniesiemy się w czasie, w Turku poznamy tajniki pracy rzemieślników, a w magicznej Laponii zupełnie zapomnimy o otaczającym nas świecie. Jeśli w tym kraju choć na chwilę możemy przenieść się do innej bajki, to chyba warto go odwiedzić…

 

Wydanie jesień-zima 2018

Z wizytą w ogrodzie Kostaryki

Magdalena Moll-Musiał

<< „Costa Rica”, czyli „Bogate Wybrzeże” — tak nazwał ten rejon Nowego Świata Krzysztof Kolumb, kiedy dopłynął tu we wrześniu 1502 r. w poszukiwaniu legendarnej krainy złota. Nazwa okazała się dość trafna i ponadczasowa, gdyż Kostaryka i dziś kojarzy się z ogromnym bogactwem: fascynującymi skarbami natury. Niektórzy określają ją poetycko mianem „Ogrodu Ameryki Centralnej”, aby podkreślić jej niepowtarzalne walory przyrodnicze. >>  

Kostaryka to górzysty kraj, oblany z jednej strony wodami Pacyfiku, a z drugiej — Morza Karaibskiego. Ponieważ leży w strefie aktywności sejsmicznej, nieodłączną część jej krajobrazu stanowią liczne wulkany. Kostarykanie są bardzo spokojni i opanowani, nie przypominają zwykle niezmiernie żywiołowych i pełnych temperamentu mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Mówią o sobie ticos, dlatego że często zdrabniają wszelkie wyrazy. Wyróżniają się szczególną troską o środowisko naturalne i utrzymanie pokoju w regionie — Kostaryka nie posiada sił zbrojnych, a parki narodowe i rezerwaty przyrody zajmują mniej więcej jedną czwartą jej powierzchni.  

Więcej…