MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten mało znany w Polsce kraj uważa się za jeden z najpiękniejszych w Ameryce Środkowej, a jednocześnie niezadeptany przez turystów i ciągle dziewiczy. Serca podróżników zdobywają w nim malownicze, soczyście zielone góry porośnięte gęstymi lasami, rwące rzeki, bezcenne zabytki Majów, rajskie wyspy na Morzu Karaibskim, przepiękna rafa barierowa, olbrzymia dziewicza tropikalna dżungla, sympatyczni i gościnni mieszkańcy czy też wyśmienita miejscowa kawa… Doskonale czują się tutaj miłośnicy prekolumbijskich kultur, latynoskiej muzyki, plażowania oraz amatorzy raftingu, nurkowania i trekkingu. O jakim kraju mowa? O tajemniczym i zapierającym dech w piersiach Hondurasie…

 

Państwo to znajdziemy w samym sercu Ameryki Środkowej, pomiędzy Morzem Karaibskim a Oceanem Spokojnym (zatoką Fonseca). Graniczy na zachodzie z Gwatemalą, a na południu – z Nikaraguą i Salwadorem. Na jego terytorium (112 492 km2) zamieszkuje ponad 8 mln ludzi – dominują Metysi (ok. 77 proc.). Poza tym żyją tutaj także biali, przedstawiciele rdzennych indiańskich plemion (Lenca, Miskito, Tolupan, Chortí, Pech lub Paya, Sumo lub Tawaka), Garifuna, czyli „Czarni Karibowie”, grupa etniczna pochodzenia afrykańskiego, oraz angielskojęzyczni Kreole. Stolicę Republiki Hondurasu tworzą miasta Tegucigalpa i Comayagüela (tzw. Dystrykt Centralny). Większą część powierzchni kraju zajmują góry (powyżej 65 proc.), które ciągną się od Zatoki Honduraskiej nad Morzem Karaibskim aż po zatokę Fonseca nad Pacyfikiem. Najwyższym szczytem jest tutaj Celaque (2849 m n.p.m.). Honduras może się pochwalić cudownym 850-kilometrowym wybrzeżem, drugą co do wielkości rafą barierową na świecie i przepięknymi wyspami, na czele z archipelagiem Wysp Zatokowych (Islas de la Bahía).

O kraju tym mówi się, że tutaj jest wszystko (todo está aqui). Tymi słowami stara się m.in. promować Honduras jako atrakcyjny kierunek turystyczny Honduraski Instytut Turystyki (Instituto Hondureño de Turismo). Tylko tutaj możemy poczuć się niczym prawdziwi odkrywcy, przemierzając ogromną tropikalną dżunglę, która pokrywa aż jedną trzecią terytorium całego państwa. To właśnie w Hondurasie czeka na nas okazja do bliższego poznania interesujących kultur sześciu indiańskich plemion oraz „Czarnych Karibów”. Wszyscy podróżnicy, którzy mieli już przyjemność odwiedzić ten tajemniczy kraj, potwierdzają jego naprawdę dużą atrakcyjność. Warto tu zawitać dosyć szybko, zanim dziewiczy Honduras nie przeobrazi się w popularny kierunek turystyczny z tłumami gości z całego świata. A może tak się stać wkrótce, czego najlepszym przykładem jest modna już wyspa Roatán. Pierwsi turyści zrozumieli, w tym gwiazdy światowego formatu, że tutaj jest wszystko…

 

COŚ DLA MIŁOŚNIKÓW EKOLOGII I ARCHEOLOGII…

Honduras jest wręcz wymarzonym miejscem dla amatorów ekoturystyki. Posiada mnóstwo dziewiczych lasów i plaż, rafy koralowe i wielką różnorodność chronionych obszarów przyrody. Ocenia się, że na jego terenie żyje aż 8 tys. gatunków roślin, ok. 250 – gadów i płazów, ponad 700 – ptaków i 110 – ssaków.

            Turystów przyciągają tu przede wszystkim przepiękne rafy koralowe w okolicach Wysp Zatokowych (Islas de la Bahía), idyllicznych Cayos Cochinos czy rajskie plaże na Roatanie. Kolejnym coraz popularniejszym kierunkiem staje się jednak Rezerwat Biosfery Rzeki Bananowej, czyli Reserva de la Biosfera de Río Plátano. Miejsce to zostało wpisane w 1982 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten niepowtarzalny rezerwat leży w dolinie rzeki Plátano i chroni jeden z nielicznych już w Ameryce Środkowej dziewiczych tropikalnych lasów deszczowych. Słynie z bogatej i różnorodnej fauny i flory. Na jego górzystym terenie, rozciągającym się aż do wybrzeża Morza Karaibskiego, żyje powyżej 2 tys. Indian (Miskito, Pech i Sumo) oraz przedstawiciele ludności Garifuna. Co najważniejsze, zachowali oni swoją kulturę, dawne tradycje i zwyczaje.

            Turyści z całego świata ściągają także do wspaniałego stanowiska archeologicznego w Copán położonego na zachodzie kraju, koło granicy z Gwatemalą. Znajdują się tutaj ruiny prekolumbijskiego miasta Majów z licznymi świątyniami, ołtarzami, stelami i boiskiem do gry w pelotę. Bez wątpienia – razem z wyspami Roatán i Utila – jest to najsłynniejsze miejsce w Hondurasie. Starożytny Copán, usytuowany malowniczo nad brzegiem rzeki o tej samej nazwie, między V a IX w. stanowił stolicę państwa Majów, którzy dotarli w te rejony ok. IV stulecia. Odkryto tutaj łącznie aż ponad 4,5 tys. budowli. Szacuje się, że w VIII w., w okresie największego rozkwitu miasta, mieszkało w nim ponad 20 tys. ludzi. Wtedy też powstały najbardziej okazałe schody prowadzące do centrum ceremonialnego – do świątyni-piramidy 26, zwane Schodami Hieroglifów (Escalinata de los Jeroglíflicos), które słyną z ok. 2500 wyrytych znaków (glifów). Jest to najważniejszy znany nam zabytek piśmiennictwa Majów. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. bezcenne stanowisko archeologiczne w Copán zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Odwiedza je obecnie ponad 100 tys. turystów rocznie, którzy przy okazji docierają także na ogół do pobliskiego ponad 50-tysięcznego zabytkowego miasta w stylu kolonialnym – Santa Rosa de Copán. Słynie ono z uroczych brukowanych uliczek, jak również z wyrabianych tutaj wyśmienitych cygar (puros), produkcji kawy, rękodzieła artystycznego i doskonałych rzeźbiarzy, którzy robią wspaniałe reprodukcje dawnych steli Majów.

 

RAJ DLA GWIAZD, NURKÓW I MIŁOŚNIKÓW PIRATÓW Z KARAIBÓW

Największą wyspą w archipelagu Wysp Zatokowych jest Roatán (125 km2 powierzchni), położony ok. 55 km od kontynentalnego wybrzeża Hondurasu. Druga co do wielkości rafa barierowa na świecie, brak tłumów turystów, rajskie plaże i dziewicza dżungla są „winne” temu, że coraz więcej sław odwiedza tę karaibską wyspę. Jako przykład można podać znanych amerykańskich aktorów – Michaela Douglasa, Richarda Gere’a, Kevina Costnera, Sylvestra Stallone’a, Ashley Judd, najbogatszego człowieka świata – Meksykanina Carlosa Slima Helú czy miliardera Billa Gatesa. Można ich tu spotkać w jednej z licznych restauracji na pocztówkowych plażach West Bay (Zachodniej Zatoki) jedzących pyszne langusty po kreolsku (enchilada de langusta) i pijących Monkey La-La – najpopularniejszy miejscowy koktajl na bazie wódki, likieru kawowego, lodów i kremu kokosowego.

Roatán, razem z sąsiednimi wyspami Utila i Guanaja, to modny kierunek turystyczny wśród miłośników nurkowania, a także surfingu, kolarstwa górskiego i wspinaczki. Istnieje tu rozbudowana i nowoczesna infrastruktura hotelowa wspaniale wtopiona w otaczającą ją przyrodę. Co najważniejsze dla wymienionych przeze mnie powyżej gwiazd, miejscowe luksusowe ośrodki wypoczynkowe są niezatłoczone i oferują im spokojny wypoczynek w wysokim standardzie z zapierającymi dech w piersiach widokami. Roatán utrzymał nadal klimat dzikiej, pirackiej wyspy – jedynie jej 10 proc. jest zamieszkanych, a resztę, czyli aż 90 proc., pokrywa bujna, soczyście zielona roślinność wciśnięta między malownicze góry. To odróżnia tę honduraską mekkę dla nurków od innych komercyjnych karaibskich kurortów, gdzie często możemy zobaczyć jeden hotel obok drugiego... Dodatkowym atutem wyspy jest utrzymujący się tutaj przez cały rok przyjemny tropikalny klimat. Nic więc dziwnego, że posiadłości na Roatanie kupili słynni hiszpańscy piosenkarze – Julio Iglesias i David Bustamante. Natomiast sławna niemiecka modelka Claudia Schiffer nabyła dom na jednej z sąsiednich idyllicznych wysepek. Także Michael Douglas i Catherine Zeta-Jones już nie zadowalają się wakacjami na Majorce – serce tej aktorskiej pary zdobył właśnie ostatnio Roatán.

Widać więc, że ta karaibska wyspa z długimi, białymi, piaszczystymi plażami przeobraziła się z dawnej kryjówki piratów w ekskluzywne miejsce spotkań sław światowego formatu. Mało kto wie, że to właśnie tutaj w 1683 r. odbył się wielki zjazd korsarzy, na który przybyło ok. 5 tys. osobników o wątpliwej reputacji. Na Roatanie stawili się wówczas tłumnie na wspólne obrady francuscy, brytyjscy i holenderscy piraci. O tym wydarzeniu wspominają do dzisiaj mieszkańcy wyspy. Zresztą Islas de la Bahía były schronieniem dla wielu najsłynniejszych XVII-wiecznych korsarzy, w tym dla Henry’ego Morgana i Johna Coxena (Coxona). Ślady po piratach z Karaibów znajdziemy teraz w nazwach wielu miejscowych hoteli, barów i restauracji, biur podróży, szkół nurkowania, atrakcji turystycznych, a nawet lokalnych potraw, m.in. Henry Morgan Hotel & Beach Resort (4-gwiazdkowy hotel typu all inclusive), La Pirata Bar, Pirates of the Caribbean Canopy, Perla Negra (profesjonalne, 18-dołkowe pole golfowe) etc. Najlepszy przykład stanowi jednak gwarna stolica Roatanu – kilkunastotysięczne miasto Coxen Hole. Nazwano je tak na cześć słynnego korsarza Johna Coxena (Coxona) i jego domniemanego skarbu ukrytego gdzieś tutaj pod koniec XVII stulecia… Nadal nie brakuje zresztą śmiałków, którzy w nadziei na szybki zysk i na sławę szukają go w okolicy, odwiedzając tajemnicze miejsca na wyspie i nurkując w wodach otaczających Roatán czy też sąsiednie Utilę i Guanaję. Skojarzenia z burzliwymi pirackimi czasami mogą przywoływać także cztery zatopione tu nie tak dawno statki – Prince Albert (w 1985 r.), El Águila (w 1997 r.), Odyssey (w 2002 r.) i Mr. Bud (w 2004 r.). Spoczywają one u wybrzeży Roatanu i są dzisiaj wielką atrakcją dla miłośników tzw. nurkowania wrakowego.

Nikogo nie dziwi więc fakt, że scenarzyści Piratów z Karaibów – Ted Elliott i Terry Rossio – spędzili na Wyspach Zatokowych dosyć wiele czasu, przygotowując tutaj niesamowitą historię przygód kapitana Jacka Sparrowa, granego w tym kinowym hicie przez Johnny’ego Deppa. Na tym honduraskim archipelagu czeka na nas jeszcze więcej wspaniałych niespodzianek, choćby fascynujący Park Gumbalimba w West Bay… Jedno jest pewne – to wciąż niezmiernie dziewiczy fragment Karaibów. Fascynujące miejsce, w którym możemy poczuć się jak w raju.

 

JAK NAJLEPIEJ DOTRZEĆ DO HONDURASU I NA ROATÁN?

Na międzynarodowe lotnisko Toncontín w Tegucigalpie dotrzemy najszybciej, lecąc np. do Londynu – Heathrow, a stamtąd liniami Continental Airlines do Houston w Teksasie w Stanach Zjednoczonych (czas lotu wynosi ok. 10 godz.), skąd czeka nas 3-godzinny lot do stolicy Hondurasu. Niestety, w tym wypadku potrzebujemy mieć wizę tranzytową. Koszt biletu w obie strony wynosi zazwyczaj ok. 3,5–4,5 tys. zł (w zależności od terminu podróży). Możemy też lecieć Lufthansą do Frankfurtu nad Menem albo Düsseldorfu, a stamtąd do Houston czy Miami w USA, skąd już liniami Continental Airlines lub Grupo TACA dotrzemy do Tegucigalpy. Wówczas ceny za lot w obie strony wahają się także na ogół między 3,5 a 4,5 tys. zł (wszystko zależy od daty). Trzecią interesującą opcją, choć nie ostatnią, jest przelot naszym LOT-em do Frankfurtu nad Menem, stamtąd podróż liniami United Airlines do Houston, a następnie do Tegucigalpy. W tym przypadku zapłacimy za bilet w obie strony – w zależności od terminu – ok. 3,5–4 tys. zł. A jak najlepiej dotrzeć na rajski Roatán? Obecnie nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski na tę przepiękną honduraską wyspę. Można skorzystać np. z podróży przez Włochy. Ciekawe wyjazdy z jednym lub dwoma noclegami w Rzymie lub Mediolanie, a następnie lot stamtąd samolotem czarterowym na Roatán proponuje warszawskie biuro podróży Varsavolo, które wprowadziło na polski rynek nową markę – Alba Tour & Varsavolo.

 


 

 

 

Artykuły wybrane losowo

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

Wietnam

Victor Borsuk na Morzu Południowochińskim u wybrzeży Phan Rang w Wietnamie

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

 Dzięki rozbudowanej ofercie rozmaitych linii lotniczych sporty wodne można uprawiać praktycznie cały rok. Dotyczy to również kitesurfingu, który cieszy się dużą popularnością wśród Polaków, mimo iż u nas odpowiednie warunki klimatyczne panują jedynie przez kilka wiosennych i letnich miesięcy. Dla wielu naszych rodaków ślizganie się po falach na desce z latawcem stało się prawdziwą pasją, a kto raz połknie bakcyla, ten zawsze będzie śnił o tych wspaniałych miejscach na ziemi, gdzie natura sama stworzyła wymarzone warunki do wykonywania widowiskowych akrobacji na wodzie.

 

Jednym z najważniejszych czynników w kitesurfingu jest moc wiatru. Powiewy do 9 węzłów są zbyt słabe do uprawiania tego sportu. Wiatr o prędkości od 9 do 15 węzłów będzie dobry dla osób początkujących i tych wszystkich, którzy lubią czuć się bezpiecznie na wodzie i stabilnie poruszać latawcem. W takich warunkach ryzyko nieprzewidzianych sytuacji bywa raczej niskie. Prędkość 15–28 węzłów idealnie nadaje się dla średnio zaawansowanych kitesurferów. Można przy niej próbować wysokich skoków i porządnych ewolucji. Wiatr o prędkości powyżej 28 węzłów jest już bardzo silny. Czasem zrywa dachówki, łamie gałęzie i wieje piaskiem w oczy. Poradzą z nim sobie tylko doświadczeni kitesurferzy, którzy mierzą się w tej sytuacji z siłami natury.

Przy wyborze 12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu kierowałem się głównie statystyczną ilością i siłą wiatru oraz warunkami panującymi na wodzie. Pod uwagę brałem także wygląd okolicy i możliwości spędzania czasu nie poświęconego na ewolucje na desce.

 

1

Guajiru

Brazylia

 

To jedno z najwietrzniejszych miejsc na świecie. W brazylijskim stanie Ceará, w którym leży wioska Guajiru, wieje od czerwca do końca grudnia codziennie. Wiatr osiąga prędkość od 18 do 30 węzłów. Znajdują się tu liczne laguny z płaską taflą, na których możemy bez obaw próbować wszystkiego, o czym marzymy. Woda jest bardzo ciepła (ma mniej więcej taką temperaturę jak powietrze), więc wystarczą tylko krótkie spodenki i kostium kąpielowy. Nie wolno zapomnieć o użyciu kremu do opalania (aplikację warto powtórzyć kilka razy w ciągu dnia) i zaopatrzeniu się w wodę do picia.

 

2

Phan Rang

Wietnam

 

Okolica miasta Phan Rang (Phan Rang-Tháp Chàm) jest jeszcze mało popularna wśród amatorów akrobacji na desce z latawcem. Działa w niej zaledwie kilka szkół kitesurfingu. Miejsce to odkrył mój przyjaciel mieszkający w Wietnamie i właśnie tutaj zabieram widzów w podróż w czasie najnowszego filmu realizowanego przez Virgin Mobile W pogoni za wiatrem. Od listopada do lutego prędkość wiatru wiejącego na wybrzeżu wynosi 18–35 węzłów. Woda jest przezroczysta i jak okiem sięgnąć zupełnie płaska. Dopiero w odległości mniej więcej 800–1000 m od brzegu pojawia się rafa koralowa, która stanowi granicę dla pięknych równych fal, na których można uprawiać kitesurfing. Powietrze nagrzewa się zazwyczaj do ok. 30°C, ale silny wiatr powoduje, że w ciągu dnia i nocy nie odczuwa się upału. Dlatego do torby podróżnej warto zapakować klapki, krótkie spodenki i przewiewną koszulkę. Muszę przyznać, że to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. Właśnie tu zorganizowałem w minionym roku imprezę sylwestrową i przywitaliśmy nowy, 2018 r.

 

3

Woodman Point

Australia

 

Gdy miałem 18 lat, spędziłem w tym rejonie pół roku. Zaraz po maturze kupiłem bilet i poleciałem sprawdzić, jak wygląda to legendarne dla kitesurferów miejsce w Australii Zachodniej. Przed wyjazdem oglądałem filmy o nim i bardzo dużo czytałem. Uczciwie mogę przyznać, że długo marzyłem, aby tutaj przyjechać, a ponieważ była to daleka wyprawa, postanowiłem zatrzymać się w okolicy aż na pół roku. Mając zaledwie parę groszy przy duszy i głowę pełną nadziei, wyruszyłem w podróż. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem. Zastałem ogromne przestrzenie z płaską wodą i wiatr o prędkości 18–25 węzłów wiejący codziennie od godz. 14.00. Dlaczego właśnie o tej porze? Bo w tym rejonie występuje przede wszystkim wiatr termiczny zwany tu sea breeze (bryzą). Żadna prognoza nie podaje odpowiedniej siły wiatru, gdyż nie bierze pod uwagę różnicy temperatury między zimną wodą a bardzo mocno nagrzanym lądem. Oczywiście, poza tym, że był to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu, odczuwałem również stres związany z występowaniem przy brzegu wielu rekinów i strach przed wywracaniem się na dużej głębokości. Jednak statystyki działały na moją korzyść, a kilka ataków na ludzi zdarzających się w ciągu roku w całej Australii nie mogło mnie wystraszyć na tyle mocno, żebym zrezygnował z ukochanego sportu. Zatem jeżeli ktoś nie boi się opowieści o rekinach i chłodnej (orzeźwiającej!) oceanicznej wodzie, cypel Woodman Point koło miasta Perth jest dla niego bez wątpienia jednym z miejsc do zaliczenia.

 

4

Prasonisi, Rodos

Grecja

 

Żywienie się konserwami i zupkami chińskimi oraz spanie na łonie przyrody – tak właśnie spędzałem wakacje jako nastolatek, aby zamknąć cały dwutygodniowy wyjazd w kwocie 1,2 tys. złotych i móc pływać przez 6–8 godzin dziennie. Półwysep Prasonisi na wyspie Rodos to jedna z najlepszych okolic do uprawiania kitesurfingu na świecie. Idealne miejsce dla amatorów tego sportu znajduje się między dwoma wzgórzami, które codziennie się nagrzewają, co sprawia, że powstaje schodzący z nich wiatr termiczny. Wzniesienia łączy piaszczysty wał, dzięki czemu tworzy się tu tzw. efekt Venturiego (wiatr przyspiesza w przewężeniu). Ze względu na te czynniki przez pół roku codziennie wieje w tym rejonie równy, ciepły i silny wiatr. Woda z jednej strony wału jest płaska jak stół, z drugiej powstają duże fale. Każdy ma inne wspomnienia z okresu nastoletniego, ja swoje pierwsze kroki w stronę dorosłości stawiałem właśnie na wyspie Rodos.

 

5

Mierzeja Helska

Polska

 

W tym przypadku moja ocena będzie siłą rzeczy bardziej subiektywna. Jest całkiem prawdopodobne, że wpływają na nią wspomnienia z 22 lat, przez które przyjeżdżałem na Hel, ale uważam tę część Polski za jedno z najlepszych miejsc, aby rozpocząć przygodę z kitesurfingiem. Przede wszystkim od strony Zatoki Puckiej mamy tutaj prawie 1 km płaskiej i płytkiej wody oraz rozległe przestrzenie. Nie bez znaczenia pozostaje też towarzystwo niesamowitych ludzi, których łączy zamiłowanie do sportów wodnych. Ja kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie innej okolicy na spędzenie lata. Właśnie tu moje życie zaczęło nabierać obecnego kształtu. Na początku uczyłem się na Helu pływać, teraz prowadzę obozy dla dzieci od 9 do 18 lat i organizuję wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm. Staram się zainspirować wszystkich swoją pasją.

 

6

Boracay

Filipiny

 

Filipińska wysepka Boracay kojarzy się z wysmukłymi palmami opadającymi do morza, błękitną wodą i białym piaskiem. To miejsce ma jednak także duszę. W ciągu dnia wszyscy żyją tutaj kitesurfingiem, a wieczorem zaczyna kwitnąć życie nocne. Wówczas każdy poddaje się magii, która otacza tę wyspę. Nie przez przypadek mówi się na niej: what happens on Boracay, stays in Boracay („co wydarzyło się na Boracay, zostaje na Boracay”). Uważam ten rejon Filipin za jeden z moich najbardziej ulubionych zakątków na świecie.

 

polska1

Victor Borsuk na Helu, gdzie często zapoznaje innych z kitesurfingiem

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

7

Auckland i Northland

Nowa Zelandia

 

Północna część nowozelandzkiej Wyspy Północnej (regiony: Auckland i Northland) należy do najpiękniejszych miejsc na ziemi, w których do tej pory byłem. Wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża znajduje się wiele zupełnie dzikich okolic do uprawiania kitesurfingu. W wodzie można dostrzec wieloryby, a na lądzie spotkać ptaki kiwi i tyle owiec, że trzeba by liczyć je do snu do końca życia. Przyleciałem do tego kraju w odwiedziny do swojego bardzo dobrego kolegi, który pływanie na desce z latawcem traktuje jako pasję, a żyje z koncertów (występuje jako gitarzysta i wokalista). Ten niesamowity człowiek zabrał mnie w podróż po północnej Nowej Zelandii. Swoją wizytę w tych stronach zacząłem od Auckland, czyli największego miasta w kraju (ponad półtoramilionowego). Wynająłem w nim auto i pojechałem do nadmorskiego kurortu Paihia, gdzie poza sezonem żyje ok. 2 tys. osób, a latem przebywa prawie 30 tys. ludzi. W tym mieście mieszka na co dzień mój kolega Robin, tu codziennie gra w golfa czy tenisa i wieczorami występuje na koncertach w knajpach na wodzie. Utrzymuje się też z lokalnej turystyki. W kurorcie warto zatrzymać się na dwa dni, jednak najbliższe miejsca do uprawiania kitesurfingu oddalone są stąd przynajmniej o 20 min. jazdy na północ. W takiej odległości znajdował się nasz secret spot, położony między dwoma wzgórzami na terenie należącym do znajomych mojego kolegi. Była to rewelacyjna okolica. Wiatr wiał do brzegu, a na wodzie nie spotkaliśmy nikogo. Dzień później wybraliśmy się bardziej na północ na plażę, po której można jeździć autem (Ninety Mile Beach). Tutaj również spędziliśmy czas na falach. Pływaliśmy, ścigając się z samochodami. W Nowej Zelandii przebywałem tydzień, z czego przez cztery dni nie wiało. Cisza, spokój i piękne widoki rekompensowały jednak brak wiatru. Jeżeli moim głównym celem wyjazdów nie byłby kitesurfing, ale podróż w głąb siebie i obcowanie z naturą, ponownie wybrałbym się do Nowej Zelandii.

 

8

Maui

Hawaje, USA

 

Maui powinien odwiedzić każdy, niezależnie od tego, czy uprawia jakiekolwiek sporty wodne, czy podróżuje w celach czysto turystycznych. Ta wulkaniczna wyspa przekracza wszelkie wyobrażenia. Zacznę od tego, co najbardziej mnie zaskoczyło. Po wylądowaniu w mieście Kahului wychodzimy na lotnisko, gdzie wita nas od razu parne, gorące powietrze (nie ma czekających kobiet z kwiatami na szyi), więc od samego początku czujemy, że znaleźliśmy się w miejscu naprawdę egzotycznym. Całą wyspę można objechać w zaledwie 4 godz., ale każda jej część zdumiewa innym mikroklimatem. Po jednej stronie lądu codziennie pada (czasem 15 min., innym razem cały dzień), między lasami bambusowymi wyrastają palmy, wzgórza i skały pokrywa zieleń, a po drugiej opady są rzadkie i pola golfowe muszą być sztucznie nawadniane. Wzdłuż północnego wybrzeża leżą najsłynniejsze miejsca dla amatorów ewolucji na desce z latawcem, takie jak Ho’okipa, Kite Beach, Haiku itd. Tu zobaczymy nie tylko kitesurferów, ale przede wszystkim najlepszych sportowców na świecie startujących w zawodach surfingowych i windsurfingowych. Widoki przypominają kadry z okładek magazynów sportowych. W okolicy codziennie wieje, jest ciepło i egzotycznie, ale spoty są tak małe, że aż trudno uwierzyć. Wszyscy żyją tutaj powoli, to prawdziwi surferzy. Niestety, muszę zmartwić osoby, które jeszcze nie miały styczności ze sportami wodnymi. Maui nie nadaje się dla stawiających swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie. Warunki są w tym rejonie bardzo wymagające, powiedziałbym nawet, że bywa niebezpiecznie. W wodzie łatwo zorientować się, iż znajdujemy się na Pacyfiku i nie należy lekceważyć jego siły, bo skończy się to tragicznie. Jeżeli ktoś chce sprawdzić się w tym miejscu, musi zdobyć doświadczenie. Dlatego polecam zacząć od Polski, potem warto wybrać się za granicę, polecieć do Brazylii i na spokojnie zmierzyć się z falami o wysokości 1–3 m, a na koniec dopiero można udać się na Hawaje.

 

9

Bintan

Indonezja

 

Wyspa Bintan leży w odległości zaledwie godziny rejsu promem od Singapuru (w archipelagu Riau). Kiedyś planowałem dotrzeć na nią na Puchar Azji (Kiteboard Tour Asia – KTA), ale termin wydarzenia kolidował z moim wcześniej zorganizowanym wyjazdem do Wenezueli. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Ze względu na bliskość Singapuru jakość i ceny tutejszych hoteli przekraczają wszelkie wyobrażenia, ale my nocowaliśmy w domkach na palach, do których dochodziło się 200-metrowym drewnianym mostem. Jego deski wyglądały, jakby miały się zaraz złamać. Obiekt nazywał się Bintan Laguna Restaurant & Resort. Pobyt kosztował nas zaledwie 20 dolarów amerykańskich za noc (ze śniadaniem)! Na śniadanie podawano makaron z jajkiem, ale serwowano go na stole ustawionym nad wodą, co tworzyło niesamowitą atmosferę. W pokojach nie było okien z szybami, tylko otwory. Do środka wpadała przez nie bryza i ciepłe powietrze. Spędzanie dnia i nocy w tym miejscu stanowiło czystą przyjemność. Zaledwie 10 min. skuterem od obiektu znajduje się Bintan Agro Beach Resort, w którym mój kolega z Singapuru ma szkołę kitesurfingu. Okolica idealnie nadaje się na rozpoczęcie przygody z tym sportem, ponieważ woda jest tu płytka na obszarze rozciągającym się od brzegu do prawie 200 m w głąb morza. Ze względu jednak na bliskość równika kitesurferzy są zależni od pływów. Czasem w odległości 50 m od lądu fale odsłaniają suche dno. Ja na wyspie Bintan zupełnie się wyciszyłem. Nie ma na niej alkoholu (poza wytwarzanym przez mieszkańców winem ryżowym), auto można zobaczyć raz na godzinę, wszędzie panuje błoga cisza i spokój. Warto spędzić tutaj trochę czasu, aby porządnie wypocząć.

 

Cabarete 002

Klimatyczne Cabarete to popularne miejsce profesjonalnych zawodów w kitesurfingu

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

10

Cabarete

Dominikana

 

Miasteczko Cabarete w Republice Dominikańskiej uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu na świecie. Szaleństwo na falach przy odpowiednim wietrze i w promieniach gorącego tropikalnego słońca można tu połączyć z wieczornymi imprezami na plaży. Sama okolica nie jest zbyt dobra do rozpoczęcia nauki, to raczej rejon dla zaawansowanych. Miejscowi wykonują naprawdę niesamowite ewolucje na desce. Odkąd zobaczyłem pierwszy film z zawodów Pucharu Świata w kitesurfingu w Dominikanie, marzyłem o tym, żeby kiedyś do niej pojechać. Czekały na mnie smukłe palmy, biały piasek na plaży i błękitna woda. Kitesurferzy reprezentowali najwyższy światowy poziom. Moje wyobrażenia o tym miejscu okazały się całkowicie zgodne z rzeczywistością. Jeżeli ktoś nauczył się podstaw kitesurfingu i opanował halsowanie, powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten kraj. Atmosfera Karaibów łączy się tutaj z surferskim duchem rywalizacji na wysokim poziomie. Nie brakuje też rumu, ale warto mieć świadomość, że w Republice Dominikańskiej wypoczywa mnóstwo turystów, więc nie należy liczyć na ciszę i spokój umilające pobyt w Indonezji.

 

Renę Egli Airview

Przepiękna plaża Sotavento na Fuerteventurze, mekka kitesurferów z całego świata

© RENÉ EGLI

 

11

Fuerteventura

Hiszpania

 

Niewątpliwą zaletę Fuerteventury (jednej z Wysp Kanaryjskich) stanowi fakt, że można na nią dość szybko dotrzeć za niewielkie pieniądze. Tanie linie lotnicze często oferują bilety od 200 zł w górę w obie strony i czasem aż trudno uwierzyć, jak małe są koszty dostania się z kontynentalnej Europy na archipelag położony nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Ja trafiłem tu po raz pierwszy 10 lat temu, kiedy startowałem w Pucharze Świata na Playa Barca i Sotavento (Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup). To właśnie jedno z tych miejsc, które można obejrzeć na filmach z najlepszymi kite- i windsurferami na świecie. Sama wyspa nie jest zbyt bogata w szatę roślinną, w jej krajobrazie dominują skały i piach, jednak należy do bardzo wietrznych rejonów. Najmocniej zaskakują tutaj tłumy ludzi kochających sporty wodne. Zjeżdżają oni głównie do południowo-wschodniej części Fuerteventury. Wzdłuż plaży Sotavento przy odpowiednim poziomie wody powstaje olbrzymia laguna (płytki akwen z płaską taflą) o długości ponad 4 km i szerokości powyżej 200 m, na której można zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem. Jeżeli ktoś nie ma czasu na dalekie podróże, a liczy na słońce i dobry wiatr podczas wyjazdu, to bardzo mu polecam właśnie tę sympatyczną kanaryjską wyspę.

 

12

Sardynia

Włochy

 

Włoska Sardynia to wspaniałe miejsce, które potrafi zaskoczyć na każdym kroku. Jest pełna tajemnic i ma bogatą historię. Niektóre okolice bywają tutaj bardzo surowe, ale napotkamy też zakątki jak z bajki. Na wyspie, podobnie jak w wielu rejonach południowej Europy, obowiązuje sjesta – w tym czasie często nie działają sklepy ani restauracje. Morze Śródziemne wokół Sardynii przybiera kolor błękitny, a piasek na plażach jest biały. Aż chce się wskoczyć do wody. Ja nie miałem zbyt dużo szczęścia do dobrego wiatru podczas swoich odwiedzin na tej malowniczej wyspie. Udawało mi się popływać dwa lub trzy dni w ciągu trwającego tydzień wyjazdu, ale nie jest to tak naprawdę nic niezwykłego, bo i w popularnym wśród kitesurferów Egipcie zdarzają się podobne okresy bez odpowiednich podmuchów. Uważam, że naprawdę warto zawitać na Sardynię. Istnieje na niej wiele świetnych centrów kite- i windsurfingu, a okoliczne wody słyną z wymarzonych wręcz warunków do uprawiania tych sportów. Ja korzystałem z usług profesjonalnej polskiej bazy SKYHIGH znajdującej się w Porto Botte, miejscowości położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu, niedaleko czarującej wysepki Sant’Antioco. Chętnie odwiedzę gościnną Sardynię ponownie, żeby spróbować szczęścia w łapaniu wiatru. Poza tym potrawy lokalnej kuchni są przepyszne, miasteczka wyglądają niezmiernie urokliwie, a sami Sardyńczycy to wyjątkowi ludzie, jakby z innego świata.

 

Namibia w fotograficznym kadrze

JAKUB WOLSKI

 

Są takie miejsca na naszym globie, które mimo upływu setek lat zachowały swój pierwotny charakter. Taka właśnie jest Namibia wraz z bogatym światem fauny Parku Narodowego Etosha, olbrzymim Kanionem Rzeki Rybnej (Fish River Canyon) czy niesamowitym spektaklem światła, jaki odgrywa codziennie wschodzące i zachodzące słońce nad wydmami pustyni Namib. Dlatego też każdy, kto marzy o zrobieniu niezwykłych zdjęć w Afryce, powinien odwiedzić ten kraj. Na pewno przywiezie stąd mnóstwo wspaniałych wspomnień zatrzymanych w fotograficznym kadrze.

To jedno z największych afrykańskich państw jest 34. krajem na świecie pod względem powierzchni (825 418 km2). Jednak w jego granicach żyje ok. 19-krotnie mniej mieszkańców niż w Polsce (2,1 mln ludzi). Nazwa Namibia pochodzi od najstarszej na ziemi pustyni Namib, położonej wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Mimo zdecydowanie pustynnego klimatu to na terenie tego kraju znajduje się olbrzymi park narodowy, w którego wodopojach gaszą pragnienie tysiące dzikich zwierząt. Tutaj również osiedliły się grupy rdzennej ludności afrykańskiej, które znakomicie przystosowały się do miejscowych warunków.

Więcej…

Madagaskar rozkochuje w sobie

JUSTYNA RYBAK

<< Gdy wyobrażamy sobie Madagaskar, częściej widzimy scenerię przygód nowojorskiego lwa Aleksa z popularnego filmu animowanego wytwórni DreamWorks niż czwartą co do wielkości wyspę na naszej planecie leżącą na Oceanie Indyjskim. Większość z nas raczej nie słyszała o tutejszych kopalniach szafirów, nielegalnym wyrębie lasów czy też zamachu stanu z 2009 r. Z drugiej strony Madagasikara, jak o swoim kraju mówią Malgasze, to kraina nie z tego świata, jedno z najwspanialszych miejsc na ziemi, w którym zakochałam się natychmiast, podobnie zresztą jak kilkaset lat temu Maurycy Beniowski, a później Arkady Fiedler. Tu wciąż jeszcze lemury beztrosko igrają w koronach drzew, drogi są nieprzejezdne po deszczach, a wiara w tabu miesza się z nowoczesnym stylem życia. >>     

Więcej…