ChocolateHills-3

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

north luzon 23 highres

@ DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

KINGA BIELEJEC

www.gadulec.me

 

Ten kraj, składający się z 7107 wysp, zamieszkuje niemal 104 mln osób. Stanowi on jedno z dwóch państw Azji, w których dominuje katolicyzm (drugim jest Timor Wschodni). Filipiny to wybuchowa mieszanka rajskich widoków, białego piasku, przezroczystej wody, aktywnych wulkanów, tarasów ryżowych i wiecznie zakorkowanych dużych miast. Tę krainę wesołych i niezwykle przyjaznych ludzi idealnie opisuje słowo „różnorodność”.

 

W tym wyspiarskim kraju wyróżniamy dwie pory roku – suchą i deszczową. Uznaje się, że okres między grudniem a majem to najlepszy czas, aby odwiedzić Filipiny. Właśnie wtedy na wyspach panuje pora sucha, deszcz pada bardzo rzadko, a wilgotność wynosi ok. 70 proc. Należy jednak pamiętać, że na północy Luzonu klimat jest nieco inny – na trekkingi wokół miejscowości Batad i Banaue najlepiej wybrać się w marcu, kwietniu lub maju. W sierpniu, wrześniu i październiku kraj często nawiedzają tajfuny (nie dotyczy to wysp Palawan i Mindanao oraz archipelagu Sulu). 

 

Przez ponad 300 lat Filipiny były pod rządami Hiszpanów. To za ich panowania prawie cała tutejsza ludność przeszła na chrześcijaństwo. Pod koniec XIX w. wybuchło powstanie, w którym brały udział Stany Zjednoczone. W wyniku przegranej w wojnie amerykańsko-hiszpańskiej (od 25 kwietnia do 12 sierpnia 1898 r.) Hiszpania na mocy traktatu paryskiego zrzekła się Filipin na rzecz USA. Wpływy obu krajów widać m.in. w mowie i piśmie. Filipińczycy używają hiszpańskich i angielskich nazw liczebników, np. uno („jeden”), dos („dwa”), tres („trzy”), one hundred („sto”), a białego człowieka określają mianem American. Warto pamiętać, że obowiązują tu dwa języki urzędowe: filipiński (filipino, w dużej mierze oparty na języku tagalskim, inaczej tagalog) i angielski. Jakie było moje zdziwienie, gdy poszłam do kina na film familijny i okazało się, że puszczano go tylko w języku angielskim, w dodatku bez napisów. Można śmiało stwierdzić, że ten język znają prawie wszyscy Filipińczycy – w mniejszym lub większym stopniu (z akcentem – oczywiście – różnie bywa, czasem trzeba się naprawdę wysilić, żeby kogoś zrozumieć). Ten fakt zdecydowanie ułatwia podróżowanie po kraju tysiąca wysp. Amerykanie mieli również bardzo duży wpływ na lokalną kuchnię. To z ich powodu Filipińczycy uwielbiają fast foody. Ponoć na całych Filipinach istnieje ponad 100 różnych tego typu sieciówek. Wśród nich prym wiedzie Jollibee – filipiński odpowiednik restauracji McDonald’s.

 

ZAKORKOWANA METROPOLIA

 

manila 01 highres

Stołeczna Manila usytuowana przy ujściu rzeki Pasig do Zatoki Manilskiej

@ DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

Multikulturową Manilę, stolicę kraju, zamieszkuje ok. 1,8 mln osób. Jej obszar metropolitalny (Metro Manila), w skład którego wchodzi jeszcze 16 okolicznych miast, liczy ponad 13,3 mln mieszkańców! Metropolia wciąż się rozrasta – powiększają się zarówno luksusowe rejony w rodzaju Makati czy Pateros, jak i biedne przedmieścia pełne slumsów, gdzie ludzie żyją za mniej niż dolara dziennie. Zmorę całej Manili stanowią korki, które są większe nawet od tych w Los Angeles. Co ciekawe, niedawno wprowadzono ograniczenia zezwalające w danym dniu (w godzinach szczytu) na poruszanie się po centrum samochodami z numerami rejestracyjnymi zaczynającymi się od konkretnej litery. Mieszkańcy żalą się jednak, że nie poprawiło to sytuacji, w dodatku bogatsi Filipińczycy zaczęli kupować kolejne auta, aby obejść przepisy. 

 

W stolicy działa metro, ale manilczycy najczęściej przemieszczają się po niej tuk-tukami i jeepneyami. Te pierwsze są zwykle skuterami, które z jednego boku mają przyczepkę z fotelem dla dwóch osób (w praktyce na takim siedzeniu mieści się cała wieloosobowa rodzina). Z tyłu jest nieco miejsca na bagaż, a nad całością znajduje się daszek. Jeepneye to kolejna rzecz, którą Filipińczycy zawdzięczają Amerykanom. Przerobione na rodzaj busa samochody terenowe, pomalowane na jaskrawe kolory, stanowią całkiem wygodny środek transportu. Wsiada się do nich od tyłu. Można przemieszczać się nimi zarówno po mieście (o ile zrozumie się nieźle zakręcony system przystanków i tras np. w Manili), jak i między różnymi miejscowościami (chociażby na wyspie Bohol).

 

KRAJ W PIGUŁCE

 

Bohol to nieduża (ok. 4820 km² powierzchni), ale bardzo chętnie odwiedzana przez podróżników wyspa. Najwygodniej dolecieć na nią z Manili (lot zajmuje nieco ponad godzinę) lub przypłynąć promem z sąsiedniej wyspy Cebu. Nie bez powodu Bohol jest nazywana Filipinami w pigułce – znajdują się na niej piękne piaszczyste plaże, interesujące miejsca do nurkowania, tarasy ryżowe i mnóstwo innych wspaniałych atrakcji. Wybierzemy się tu m.in. na przejażdżkę quadami, zjazd tyrolką czy rejs po malowniczej rzece Loboc. Do tego będziemy mogli podziwiać symbol całego kraju – niesamowite Czekoladowe Wzgórza, a także zobaczymy wyraki filipińskie, czyli wielkookie zwierzęta z rodziny wyrakowatych (przypominające małpki ze szczurzym ogonem), które występują tylko na Filipinach.

 

Najlepszym miejscem do nurkowania są okolice Panglao. Jest to osobna wyspa (ok. 95 km² powierzchni) połączona z Bohol dwoma mostami. Znajduje się tutaj kilkanaście baz nurkowych, w których pracują instruktorzy mówiący w przeróżnych językach. W sezonie (od grudnia do maja) praktycznie codziennie można wypożyczyć niezbędny ekwipunek i eksplorować podwodny świat. Osoby bez uprawnień mogą w kilka dni zrobić podstawowy kurs PADI (Open Water Diver – OWD) lub skorzystać z tzw. nurkowania wstępnego (intro diving). Idealnym miejscem na odbycie tego ostatniego będzie maleńka wysepka Balicasag, na którą lokalne biura podróży organizują liczne wycieczki.

 

Wzgórza Czekoladowe to co najmniej ok. 1270 regularnych kopców przybierających w czasie pory suchej charakterystyczny brązowy kolor (trawy porastające wzniesienia zaczynają najczęściej brązowieć z końcem marca). Mają od 30 do nawet 120 m wysokości i powstały na skutek wietrzenia wapiennych skał. O tej osobliwości natury krążą liczne legendy. Jedna z nich opowiada o zakochanym olbrzymie Arogo, którego wybranka Aloya była zwykłą śmiertelniczką. Najpierw odrzuciła zaloty nieszczęśnika, a niedługo potem zachorowała i umarła w bardzo młodym wieku. Pod wpływem łez zrozpaczonego olbrzyma powstały Wzgórza Czekoladowe.

 

POLSKI RAJ NA PAMILACAN

 

BoholBeachClub Panglao

Wysepka Pamilacan niedaleko Bohol

@ DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

Z Panglao lub Bohol na niewielką wyspę Pamilacan (1,75 km² powierzchni) płynie się ok. półtorej godziny. Nie ma na niej samochodów ani szerokich dróg. Tylko nieliczni mieszkańcy korzystają ze skuterów. Na Pamilacan żyje mniej więcej 1,5 tys. osób, z czego jedną trzecią stanowią dzieci. Znajdują się tu dwie szkoły (podstawowa i liceum), kilka sklepów i kościół, do którego ksiądz przypływa dwa razy w roku – na Wielkanoc i Boże Narodzenie. 

 

Do niedawna mieszkańcy utrzymywali się przede wszystkim z rybołówstwa i skromnych upraw. Kilka lat temu wyspę zaczęli odwiedzać turyści. Aktualnie mieszczą się na niej dwa hotele i kilkadziesiąt bambusowych chatek. Część z nich należy do Enasa i Elisabeth – miłego starszego małżeństwa, które większość swojego życia spędziło na Pamilacan. Nad ich bungalowami (Enas Cottages) wisi polska flaga, ponieważ z roku na rok coraz chętniej odwiedzają ich nasi rodacy. Trudno się dziwić – ta wyspa to mały raj na ziemi. Błogą ciszę przerywa jedynie szum morza i śmiech dzieciaków, których tutaj nie brakuje. Idealna przejrzystość wody sprawia, że w okolicy jest mnóstwo rewelacyjnych miejsc do snorkelingu. Dzięki brakowi internetu i słabemu zasięgowi sieci telefonicznych na tej małej wyspie naprawdę można odpocząć. W ciągu dnia najlepiej leżeć w hamaku, czytać ulubioną książkę i popijać wodę z kokosa prosto z drzewa. Należy pamiętać o stosowaniu kremów z wysokim filtrem UV, ponieważ słońce grzeje bardzo mocno. Popołudniu warto udać się na relaksacyjny masaż ciała, natomiast wieczorem koniecznie trzeba zjeść przepyszną kolację przyrządzoną przez Elisabeth (a wcześniej obejrzeć przepiękny zachód słońca).

 

Mieszkańcy Pamilacan to wyjątkowo serdeczni ludzie. Praktycznie wszyscy są ze sobą spokrewnieni lub znają się i przyjaźnią od lat. Dzieci chętnie zagadują turystów – polecam udać się do miejscowej szkoły i zagrać z chłopakami w piłkę, a z dziewczynami w kamień, papier, nożyce. Maluchy z kolei z pewnością ucieszą się z małych upominków takich jak kredki, ołówki, długopisy czy zeszyty. 

 

Na niewielkiej wyspie położonej w pobliżu Bohol czas płynie bardzo powoli. Rytm życia wyznaczają tu wschody i zachody słońca oraz pianie kogutów. Brak bieżącej wody i internetu oraz dostęp do prądu jedynie w godzinach wieczornych sprzyjają prawdziwemu wypoczynkowi. W trakcie podróży po Filipinach warto przyjechać na Pamilacan chociaż na kilka dni i zapomnieć o całym świecie.

 

WYBUCHOWA WYSPA

 

Codziennie na wyspę Camiguin (ok. 238 km² powierzchni) z Manili i Cebu latają samoloty linii Cebu Pacific. Można tu również przypłynąć promem z Mindanao (kursuje każdego dnia) albo Bohol (pływa kilka razy w tygodniu). Camiguin słynie przede wszystkim z siedmiu wulkanów, które dumnie wznoszą się nad powierzchnię wody. Najwyższy z nich – Hibok-Hibok – mierzy 1332 m n.p.m. Trekking na sam szczyt najlepiej zacząć wcześnie rano, ponieważ z godziny na godzinę prażące promienie słońca stają się coraz bardziej uciążliwe. W zależności od kondycji fizycznej wycieczka w obie strony zajmuje 6–8 godz. Widoki rozpościerające się z samej góry zapierają dech w piersiach! Znaczna część drogi prowadzi przez gęsty tropikalny las, dopiero odcinek ścieżki zaczynający się od jeziora (lub pozostałości po nim w porze suchej) jest nieco bardziej odsłonięty. Hibok-Hibok znajduje się na terenie parku – przy wejściu, mniej więcej na wysokości 400 m n.p.m., sprawdzane są bilety. Obowiązkowo trzeba też wynająć lokalnego przewodnika.

 

Na wyspie leży także sanktuarium gigantycznych małży (Giant Clam Sanctuary w Guinsiliban) noszących nazwę przydaczni olbrzymich. Obecnie trzyma się je w nadzorowanym obiekcie, ponieważ rybacy wytępili je prawie doszczętnie. Część z małży można podziwiać z bliska w specjalnych hodowlach tuż przy brzegu, pozostałe spoczywają nieco dalej, na głębokości kilku lub kilkunastu metrów. Osobniki tego gatunku mogą mierzyć nawet 120 cm, ważyć ponad 200 kg i są cenione głównie ze względu na smaczne mięso. Spotyka się je w wodach Pacyfiku, wokół Wielkiej Rafy Koralowej (u wybrzeży Australii) i w Oceanie Indyjskim. Przydacznie olbrzymie to największe małże na świecie.

 

Na pobyt na Camiguin warto przeznaczyć co najmniej 3–4 dni. Poza wulkanem i sanktuarium znajdują się tutaj gorące źródła, wodospady, interesujące miejsca do snorkelingu i nurkowania oraz bardzo ładne plaże. Po wyspie najlepiej poruszać się wynajętym skuterem lub samochodem, można również skorzystać z trycykli, które idealnie zastępują taksówki.

 

NAJSTARSZE POLA RYŻOWE

 

Filipiny to nie tylko rajskie plaże i piękny podwodny świat. Na północy ich największej wyspy, Luzonu (niemal 110 tys. km² powierzchni), znajduje się zupełnie inna rzeczywistość. Podróż autobusem z Manili do odległej o ponad 460 km miejscowości Banaue zajmuje aż 11 godz., ale warto się trochę pomęczyć. To właśnie tu, na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m., Filipińczycy od setek lat uprawiają ryż na osobliwych polach tarasowych. Najsłynniejsze z nich leżą kilka kilometrów od miasta – mają ok. 2 tys. lat, uformowano je tylko i wyłącznie za pomocą rąk. Leśne zbocza gór zamieniono w tysiące poletek wznoszących się kaskadowo, wzmocnionych przed osunięciem kamiennymi murami. Całość oplata przemyślny system niewielkich kanałów i śluz rozprowadzający wodę na coraz niższe poziomy. Obecnie tarasy ryżowe są nieco zaniedbane, ale i tak robią ogromne wrażenie. Nic dziwnego, że mieszkańcy uważają je za ósmy cud świata.

 

Moim zdaniem jeszcze ładniej wyglądają malownicze pola ryżu w okolicy wioski Batad, które w 1995 r. zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (jako jedne z tarasów ryżowych Kordylierów Filipińskich położonych w prowincji Ifugao). Aby się tutaj dostać, można wykupić 1-, 2- lub 3-dniową wycieczkę w biurze informacji turystycznej (czy jednym z wielu domów gościnnych bądź pensjonatów w pobliskim mieście Banaue) albo podjechać trycyklem lub jeepneyem do przełęczy Batad (tzw. Batad Saddle), żeby następnie po niemal 1,5-godzinnym spacerze asfaltową drogą i leśną ścieżką dotrzeć do celu. W samej osadzie zasięg sieci telefonicznej łapią jedynie starsze modele telefonów, a o połączeniu z internetem lepiej zapomnieć. W wiosce mieszka powyżej 1 tys. osób, z których większość uprawia ryż lub pracuje w turystyce. W Batad View Inn and Restaurant wieczorami odbywają się pokazy lokalnego tańca (tzw. eagle dance). Warto zobaczyć mieszkańców w tradycyjnych strojach, którzy krążą wokół ogniska, wykonując ptasie ruchy. Kroki nie są zbyt trudne, więc po krótkiej obserwacji można do nich dołączyć (oczywiście, o ile wyrażą na to zgodę). To właśnie tu poznałam starszego mężczyznę, który ze smutkiem stwierdził, że obecnie coraz więcej młodych ludzi wyjeżdża z Batad i brakuje rąk do pracy. Ryżem trzeba zajmować się codziennie przez cały rok, a przynosi to niewielkie pieniądze, dlatego trudno się dziwić, że młodzież woli opuścić rodzinny dom, uzyskać lepsze wykształcenie i znaleźć lepiej płatne zajęcie. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie, żeby za kilka czy kilkanaście lat tutejsze pola ryżowe zniknęły lub zostały całkiem zaniedbane. 

 

Godzinę drogi od Batad znajduje się 50-metrowy wodospad Tappiya. Trekking pod niego nie zalicza się do najtrudniejszych, chociaż dużo zależy od warunków pogodowych (ulewa bądź bardzo mocne słońce mogą utrudnić wycieczkę). Od marca do maja, gdy poziom wody jest niski, pod kaskadą mieszkańcy okolicznych wiosek sprzedają wodę, kawę, słodkie napoje i przekąski. 

 

Inna bardzo malownicza trasa trekkingowa (mniej więcej 2,5-godzinna) prowadzi z Batad do Bangaan. Ścieżka wiedzie pomiędzy tarasami ryżowymi, nie została oznakowana, ale po drodze można spotkać Filipińczyków i zapytać, czy podąża się w dobrym kierunku. Drugim rozwiązaniem jest wynajęcie przewodnika w Batad, który za rozsądną kwotę doprowadzi nas do celu, a dodatkowo opowie kilka ciekawostek. Z Bangaan do Banaue dojedziemy autobusem albo jeepneyem czy trycyklem, jeśli wcześniej umówimy się z kierowcą, żeby o określonej godzinie nas odebrał.

 

Górski obszar północnej części wyspy Luzon zamieszkuje ludność Ifugao. Żyje ona w skromnych chatach na zboczach gór w odizolowanych wioskach. Jej przedstawiciele noszą charakterystyczne nakrycia głowy zrobione z piór i kawałków barwnych tkanin oraz ubrania w pasy z przewagą koloru czerwonego. Zajmują się przede wszystkim uprawą ryżu i... żuciem betelu (lekko odurzającej używki, której głównym składnikiem są liście pieprzu żuwnego, bardzo popularnej w pewnych rejonach Azji). W ich religii dominują wierzenia animistyczne. Warto dodać, że jeszcze nie tak dawno wojownicy z grupy etnicznej Ifugao byli prawdziwymi łowcami głów! Ich ulubione pozarolnicze zajęcie stanowiły wyprawy do sąsiedniej wioski, gdzie napadali na ludzi i odcinali im głowy. Następnie zdobyte trofea zawieszali w swoich domostwach, a z żuchw ofiar tworzyli specjalne gongi. Praktyki te są obecnie zabronione, ale na pytanie, czy wszystkie plemiona stosują się do tego zakazu, mieszkańcy okolicznych miasteczek nie potrafią odpowiedzieć jednoznacznie. 

 

TRUMNY I JASKINIE

 

Jeszcze dalej na północ (ok. 190 km), kilka godzin drogi od Banaue, znajduje się niewielka, lecz chętnie odwiedzana przez turystów miejscowość Sagada. Mieszka w niej ponad 11 tys. osób, a w okolicy działają liczne domy gościnne, pensjonaty, restauracje i knajpki. Koniecznie należy spróbować lokalnego specjału – delikatnej tarty cytrynowej. Jedną z najsłynniejszych atrakcji w Sagadzie są wiszące trumny. Mieszkańcy tego regionu Filipin dopiero stosunkowo niedawno przeszli na chrześcijaństwo (hiszpańska misja powstała tutaj dopiero w 1882 r.), ponieważ tereny te nigdy nie zostały skolonizowane przez Hiszpanów. Zmarli byli chowani do drewnianych skrzyń w pozycji embrionalnej. Następnie trumny wieszano kilka, a nawet kilkanaście metrów nad ziemią lub wsuwano do skalnych szczelin. Nasz przewodnik stwierdził, że dzięki takiemu rodzajowi pochówku dusza nieboszczyka mogła swobodnie wędrować po okolicy, ale nie jest to jedyne znane wytłumaczenie. Pojedyncze trumny spotyka się w wielu miejscach, jednak dwa największe ich skupiska znajdują się w Dolinie Echa (Echo Valley) i Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave), gdzie ponad 100 skrzyń z ciałami ukryto w skalnej pieczarze. Kilka lat temu zakazano tej formy grzebania zmarłych – tuż za Kościołem św. Marii Dziewicy i przed Doliną Echa funkcjonuje zwyczajny, katolicki cmentarz. 

 

Kolejną atrakcję stanowią liczne groty położone w pobliżu Sagady. Do najbardziej znanych należy przejście pomiędzy jaskiniami Lumiang i Sumaguing (Sumaging). Na wycieczkę najlepiej wybrać się z przewodnikiem, przydadzą się także latarki i wodoodporne sandały lub adidasy. Możliwe, że w pewnym momencie zostaniemy poproszeni o ściągnięcie butów, ponieważ nierzadko w grotach znajdują się rzeki i małe jeziorka. Na kilku odcinkach zaczepiono liny albo skonstruowano specjalne drabiny np. z opon, które ułatwiają wspinaczkę i eksplorację jaskiń. 

 

W okolicach Sagady jest również dużo dobrych tras trekkingowych (od kilkugodzinnych po kilkudniowe z noclegami po drodze). W samym mieście warto zajrzeć do lokalnego muzeum i zakładów krawieckich, gdzie kobiety przędą ubrania tak samo jak kilkanaście lat temu.

 

***

Filipiny to fascynujący kraj o wielu twarzach. Proponuję nie ograniczać się do odpoczynku na rajskich plażach i odwiedzić zupełnie odmienną północ Luzonu – krainę górskich szczytów i przepięknych tarasowych pól ryżowych. Opisałam jedynie część miejsc i atrakcji, które zasługują na uwagę podróżników. Niestety, nie sposób w kilka tygodni zobaczyć wszystkich filipińskich wysp i wysepek. Trzeba jednak zaznaczyć, że Filipińczycy to jeden z najżyczliwszych narodów świata. Są zawsze uśmiechnięci i chętni do pomocy, w dodatku w zdecydowanej większości znają angielski – to wszystko sprawia, że warto zacząć poznawanie Azji właśnie od tego niezwykłego kraju.

Artykuły wybrane losowo

Portugalia – tam, gdzie Europa spotyka Atlantyk

GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Portugalia (zaledwie ponad 92 tys. km2 powierzchni) powstała w wyniku walk z Maurami podczas rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego. W XV i XVI stuleciu portugalscy żeglarze odbyli wiele podróży morskich, odkryli nieznane lądy, założyli faktorie handlowe i kolonie, m.in. Indie Portugalskie, Brazylię, Portugalską Afrykę Zachodnią i Wschodnią oraz Gwineę Portugalską. Z dawnego ogromnego imperium kolonialnego dziś nic już nie zostało. Do Portugalii należą jednak do dziś urocze atlantyckie archipelagi Madera i Azory. >>

 

Latarnia morska (28-metrowa) na Przylądku św. Wincentego (Cabo de São Vicente)

©© REGIÃO DE TURISMO DO ALGARVE

 

W ojczyźnie mieszka obecnie prawie 10,3 mln Portugalczyków. Kraj jest dość jednolity pod względem narodowościowym. Niewielka liczba imigrantów żyje w Lizbonie i Porto. Miasta zamieszkuje tylko mniej więcej 64 proc. ludności. Z tego względu Portugalia należy do tych europejskich krajów, które charakteryzują się niższym wskaźnikiem urbanizacji.

Uprawia się tu głównie pszenicę i kukurydzę, a także winorośl, migdałowce, figowce, oliwki, drzewa owocowe i warzywa. W krajobrazie historycznej prowincji Alentejo dominuje dąb korkowy. Portugalia zajmuje pierwsze miejsce na świecie w eksporcie kory tego drzewa (ok. 50 proc. światowej produkcji). Ważnym elementem gospodarki jest rybołówstwo, a jednym z podstawowych dań kuchni portugalskiej są sardynki w różnej postaci. Ostatnio szybko rosną też dochody z turystyki, która rozwinęła się szczególnie na południu kraju w regionie Algarve, stołecznej Lizbonie i jej okolicy oraz na Maderze.

 

SŁONECZNE WYBRZEŻE

Algarve to jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Strome, różnokolorowe klify opadają tu do błękitnego Atlantyku. Pomiędzy nie wciśnięte są zatoczki z niewielkimi, malowniczymi plażami. Z fal oceanu sterczą stożkowate skały tworzące surrealistyczne kompozycje, a oślepiająco białe domy kryją się wśród gęstej zieleni podzwrotnikowych roślin. Algarve nie bez powodu nazywane jest ogrodem Portugalii. Drzewa cytrusowe, migdałowce i figowce rosną w nim wszędzie. Kwitnące krzewy oleandrów, bugenwilli, róż, jaśminów i geranium pokrywają każdy skrawek ziemi, wspinają się na mury...

U ujścia rzeki Douro (Duero) do Atlantyku leży Porto (od stojącej tu niegdyś rzymskiej fortecy Portus Cale pochodzi nazwa Portugalii). W okolicznych winnicach produkuje się słynne wino porto. Do najstarszych miast w kraju należy Coimbra. Znajduje się w niej pierwszy portugalski uniwersytet, założony w 1290 r. Uwagę zwraca tutaj okazała romańska katedra obronna (Sé Velha) stojąca na szczycie wzgórza zabudowanego piętrzącymi się domami o ceglastych dachach. Warto odwiedzić też ciekawy park tematyczny zwany Portugalią Maluchów (Portugal dos Pequenitos), gdzie można oglądać miniatury znanych zabytków i typowych budynków wiejskich ze wszystkich prowincji w kraju oraz dawnych portugalskich kolonii.

Najsłynniejsze sanktuarium znajduje się w Fatimie koło miasta Leiria. Troje pochodzących z niej dzieci, pasterzy owiec, 13 maja 1917 r. zobaczyło wśród gałęzi dębu postać Maryi z różańcem w dłoniach. Kult Matki Boskiej Fatimskiej dawno już przekroczył granice Portugalii. Każdego 13 maja i 13 października setki tysięcy pielgrzymów modlą się na olbrzymim placu przed strzelistą Bazyliką Matki Boskiej Różańcowej (Basílica de Nossa Senhora do Rosário). Pobliskie miasto Tomar znane jest z kolei z ogromnego Klasztoru Zakonu Chrystusa (Convento de Cristo) ze słynnym manuelińskim oknem, które zdobi niezwykłe bogactwo wykutych w kamieniu motywów.

Aby zobaczyć najpiękniejszy gotycki klasztor w Portugalii (Mosteiro de Alcobaça), trzeba odwiedzić miejscowość Alcobaça. Sprowadzeni z Francji cystersi wznieśli tu wspaniałą świątynię wzorowaną na nieistniejącym już kościele w opactwie Clairvaux i imponujące rozmiarem zabudowania klasztorne z kuchnią i refektarzem na 600 biesiadników oraz wirydarzem z krużgankami ozdobionymi kamienną koronką maswerków. Stąd blisko już do innego klasztoru (Mosteiro da Batalha), znajdującego się w miejscowości Batalha i powstałego jako podziękowanie Matce Boskiej za zwycięstwo nad armią króla Jana I Kastylijskiego (1358–1390) w bitwie pod Aljubarrotą w sierpniu 1385 r., oraz malowniczego, nadmorskiego miasteczka Nazaré, gdzie przy brzegu oceanu tworzą się gigantyczne fale. Z tego ostatniego przez kurorty wybrzeża można dotrzeć do stolicy kraju.

 

UROKI STOLICY

Lizbona leży w miejscu, gdzie rzeka Tag rozlewa się w szerokie ujście nazwane Słomianym Morzem (Mar da Palha) od złotego blasku odbijającego się w jego falach. Uważana jest za jedną z najpiękniejszych metropolii Europy. Najwspanialszy widok na miasto podziwiać można z pokładu płynącego po rzece statku. Pomiędzy wzgórzem zwieńczonym Zamkiem św. Jerzego (Castelo de São Jorge), na którego stokach wyrosła malownicza historyczna dzielnica Alfama, a Bairro Alto (czyli Górną Dzielnicą) rozciąga się handlowa Baixa. Bardziej na lewo leży Alcântara, dzielnica przemysłowo-portowa dochodząca do jednego z najdłuższych wiszących mostów w Europie (2277 m) – Ponte 25 de Abril. Dalej w kierunku oceanu rozciąga się Belém z Klasztorem Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), Pomnikiem Odkrywców (Padrão dos Descobrimentos) i Wieżą Betlejemską (Torre de Belém).

Ten naturalny port wykorzystywali podobno już żeglarze feniccy. Rzymianie wznieśli tu warowny gród Olisipo, przebudowany przez kolejnych zdobywców – Wandalów, Alanów, Swebów, Wizygotów i Maurów. Portugalczycy po wyparciu tych ostatnich w 1147 r. powiększyli mauretański zamek i postawili nowe mury miejskie z 77 wieżami i 36 bramami. Panujący w latach 1279–1325 król Dionizy I (Dinis I) rozbudował twierdzę i uczynił z niej wspaniałą rezydencję królewską.

Epoka wielkich odkryć geograficznych przyniosła gwałtowny rozwój miasta. Do portu w Belém (dziś dzielnicy Lizbony) przypływały karawele wypełnione egzotycznymi towarami, przyprawami i złotem. W połowie XVIII stulecia w stolicy Portugalii mieszkało już blisko 300 tys. ludzi. Miasto było jedną z najwspanialszych metropolii Europy.

Sądny dzień nadszedł 1 listopada 1755 r., w uroczystość Wszystkich Świętych. Lizbonę zniszczyło wtedy potężne trzęsienie ziemi. Budynki rozsypywały się jak domki z kart, walące się kościoły pogrzebały tłumy modlących się. Miasto ogarnęły pożary, a wzburzone fale zalały niżej położone dzielnice, pozbawiając życia kolejne tysiące ludzi. Szacuje się, że w katastrofie zginęło nawet ok. 90 tys. osób, kilka razy więcej zostało rannych. Zniszczeniu uległo podobno 15 tys. domów, 100 kościołów, 40 klasztorów i 300 pałaców, w tym wspaniały pałac królewski nad Tagiem (Paço da Ribeira). Dziś w jego miejscu znajduje się rozległy plac Handlowy (Praça do Comércio).

Panujący w latach 1750–1777 król Józef I (José I) podczas trzęsienia ziemi przebywał poza Lizboną i dzięki temu ocalał. Jego wszechwładny premier, markiz de Pombal (Sebastião José de Carvalho e Melo, 1699–1782), na pytanie załamanego władcy, co ma robić, odpowiedział: Pogrzebiemy zmarłych i nakarmimy żywych. To zdanie przeszło do historii jako symbol czynu. Markiz wykorzystał pełnomocnictwo króla i odbudował miasto według nowoczesnego planu urbanistycznego. Dziś Baixa, najniżej położona dzielnica Lizbony, pokryta siecią ulic krzyżujących się pod kątem prostym wciąż stanowi wierne odwzorowanie planu premiera. Partery odrestaurowanych kamienic zajmują nieprzerwane ciągi mających nieraz dwustuletnią tradycję sklepów, pracowni jubilerskich, kawiarni i restauracji oraz biura podróży i banki.

Praça do Comércio to jeden z najbardziej majestatycznych placów na świecie i klejnot w koronie miasta. Obecny wygląd nadano mu po wielkim trzęsieniu ziemi z 1755 r. Z trzech stron otaczają go arkady i wspaniałe fasady budynków, czwarty bok pozostaje otwarty na przepływający obok Tag. Na środku placu stoi rzeźba konna króla Józefa I z 1775 r. W arkadach po wschodniej stronie znajduje się wejście do Lisboa Story Centre. To innowacyjnie zagospodarowana przestrzeń poświęcona historii stolicy Portugalii, przybliżająca wydarzenia, które ukształtowały miasto. Podobnie jak bogato ilustrowana książka historyczna centrum zabiera zwiedzających w fascynującą podróż w czasie. Monumentalny neoklasycystyczny łuk triumfalny (Arco da Rua Augusta), na który można wjechać windą, prowadzi na wyłączoną z ruchu kołowego ulicę Augusta (Rua Augusta) i jest bramą do Baixy. Odbudowana po trzęsieniu ziemi dzielnica stała się jednym z pierwszych kompleksowych rozwiązań architektonicznych w Europie. Serce miasta bije na położonym w niej placu zwanym Rossio, ozdobionym fontanną i pomnikiem Piotra IV (1798–1834). Oficjalnie miejsce to nosi właśnie imię króla (Praça D. Pedro IV). Podobno jednak – według legendy miejskiej – pomnik przedstawia cesarza meksykańskiego Maksymiliana I (1832–1867). Portugalczycy mieli go kupić za grosze po rozstrzelaniu tego władcy.

Plac Rossio to ulubione miejsce spotkań lizbończyków. Jego północną stronę zajmuje neoklasycystyczny budynek Teatru Narodowego D. Marii II (Teatro Nacional D. Maria II). Obok wznosi się ozdobiony manuelińską fasadą dworzec kolejowy (Estação Ferroviária do Rossio), którego perony znajdują się kilkadziesiąt metrów wyżej. Jest tu także stacja metra i pętla autobusowa, dlatego na placu panuje ciągle wielki ruch. Stąd najszerszą ulicą w mieście (niemal 90-metrową) – aleją Wolności (Avenida da Liberdade) – dochodzi się do wielkiego ronda z pomnikiem przedsiębiorczego markiza, premiera za panowania Józefa I. Z sąsiedniego parku (Parque Eduardo VII) rozciąga się wspaniały widok na Lizbonę i Słomiane Morze.

Nad portugalską stolicą góruje wspomniany Zamek św. Jerzego. Od połowy XIII w. był on rezydencją królów Portugalii. Ta budowla również została zniszczona przez trzęsienie ziemi z 1755 r. Dzisiaj roztacza się stąd cudowny widok na całe miasto, most 25 Kwietnia (Ponte 25 de Abril), gigantyczny pomnik Chrystusa i Tag.

Na szczyt zamkowego wzgórza można się wspiąć wąskimi uliczkami Alfamy, najbardziej malowniczej dzielnicy starej Lizbony. Dawniej słynęła ona ze spelunek i domów rozpusty, dziś mieszkają w niej rybacy, drobni kupcy, rzemieślnicy i robotnicy. Ze względu na ciasną zabudowę okolica przypomina skomplikowany labirynt. Życie toczy się tu wprost na ulicy, w dzielnicy są także nastawione na turystów restauracje, lokale fado, bary, winiarnie i sklepy z pamiątkami. W 1195 r. urodził się w niej św. Antoni Padewski. Dziś w miejscu, w którym wedle tradycji przyszedł na świat, stoi kościół pod jego wezwaniem (Igreja de Santo António de Lisboa). Opodal znajduje się XII-wieczna obronna Katedra (Sé de Lisboa), wyglądem przypominająca raczej warowny zamek niż świątynię.

Naprzeciwko Alfamy na wysokim wzgórzu leży Bairro Alto. Ta historyczna dzielnica Lizbony przyciąga bogatym życiem nocnym. Można się tu dostać koleją linowo-terenową (Elevador da Glória), którą skonstruował inżynier francuskiego pochodzenia Raoul Mesnier de Ponsard (1848–1914), lub niewielkim, żółtym tramwajem przystosowanym do wspinania się po stromych uliczkach (słynna linia numer 28). Na szczycie wzgórza znajdują się ruiny klasztoru należącego niegdyś do karmelitów (Convento do Carmo), zniszczonego podczas trzęsienia ziemi. Do dziś zachowała się manuelińska fasada i gotyckie łuki konstrukcji. Osoby zainteresowane kulturą i zakupami przyciągają plac Largo do Chiado i elegancka ulica Garretta (Rua Garrett) w sąsiedniej dzielnicy Chiado. W tej ostatniej (podobnie jak w Bairro Alto) warto odwiedzić sklepy z antykami wyspecjalizowane w sprzedaży azulejos, w których można obejrzeć kolekcje tych osobliwych dzieł sztuki obejmujące eksponaty od XVIII-wiecznych po współczesne. Z kolei przy Rua das Salgadeiras w Górnej Dzielnicy uwagę zwraca sklep Cork & Co z oryginalnymi wyrobami z korka, narodowego produktu Portugalii.

W Lizbonie należy też wybrać się na barwny targ w Campo de Ourique (Mercado de Campo de Ourique). Targowisko działa od 1934 r., a ostatnio zostało odnowione (w 2014 r.). Sprzedaje się na nim m.in. świeże ryby, mięso, owoce, warzywa, kwiaty i słodycze. Poza tym funkcjonuje tutaj 20 tasquinhas, czyli knajpek, w których można spróbować np. owoców morza, tradycyjnych portugalskich dań, win, serów czy lodów.

  

Górujący nad uroczą Lizboną Zamek św. Jerzego

© TURISMO DE PORTUGAL/CARLOS GIL

 

SKARBY BELÉM

Najstarsze i najciekawsze budowle stolicy znajdują się w nadbrzeżnej dzielnicy Belém (Santa Maria de Belém), szczęśliwie ocalałej w czasie trzęsienia ziemi. Niegdyś był tu port Restelo, przez który przechodziły towary przywiezione z Brazylii, Afryki i Azji. Przy centralnym placu (Praça do Império), otwartym w stronę ujścia Tagu, stoi Klasztor Hieronimitów. Od 1983 r. znajduje się on na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Budowę kompleksu rozpoczęto w 1501 lub 1502 r. na polecenie króla Manuela I (1469–1521). Ten wielki zespół klasztorny autorstwa najwybitniejszych artystów z Portugalii stanowi prawdziwą perłę stylu manuelińskiego, który charakteryzuje się specyficznym połączeniem motywów architektonicznych i dekoracyjnych późnego gotyku i renesansu. Wspaniale prezentuje się zwłaszcza kościół, gdzie znajduje się grobowiec Vasco da Gamy (ok. 1460 lub 1469–1524), który wyruszył stąd w swoją morską podróż do Indii, oraz symboliczny nagrobek najsłynniejszego portugalskiego poety Luísa de Camõesa (ok. 1524–1580). W świątyni pochowano także czterech królów z dynastii Avis, ich żony i dzieci.

Stojący obok Palácio Nacional de Belém (pochodzący z 1559 r.), nazywany również różowym pałacem z powodu nieco już wypłowiałego koloru fasady, jest obecnie oficjalną siedzibą prezydenta kraju. Do nowoczesnego, niedawno zbudowanego w okolicy gmachu przeniesiono Narodowe Muzeum Powozów (Museu Nacional dos Coches) z najbogatszą kolekcją powozów konnych na świecie, obejmującą m.in. XVI-wieczne karoce. W pobliżu znajdują się też Muzeum Sztuki Ludowej (Museu de Arte Popular) i Muzeum Morskie (Museu de Marinha) z ciekawymi eksponatami związanymi z portugalskimi odkryciami geograficznymi. Portugalczycy dotarli do wielu regionów w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Vasco da Gama odkrył drogę morską do Indii, a Ferdynand Magellan (1480–1521) po wstąpieniu na służbę Hiszpanii poprowadził pierwszą wyprawę dookoła świata.

Portugalski król Henryk zwany Żeglarzem (1394–1460) sam nie brał wprawdzie udziału w zamorskich podróżach, ale wspierał ekspedycje odkrywcze i badania geograficzne oraz rozwój wiedzy nawigacyjnej. Przedstawiono go na Pomniku Odkrywców. Stoi na dziobie żaglowca z modelem karaweli w jednej ręce i mapą świata w drugiej. Za nim znajdują się postacie żeglarzy, żołnierzy, naukowców, artystów, zakonników i kupców, którzy przyczynili się do powstania portugalskiego imperium kolonialnego. Plac za monumentem wyłożony jest kamienną mozaiką prezentującą mapę odkryć Portugalczyków. Bilet wstępu upoważnia do zwiedzenia niewielkiej ekspozycji we wnętrzu pomnika oraz do wejścia na górę, skąd rozciąga się wspaniały widok na ujście Tagu, sąsiedni Klasztor Hieronimitów i Wieżę Betlejemską. Ta ostatnia, inaczej Wieża św. Wincenta (Torre de São Vicente), została zbudowana w latach 1514–1520 na polecenie króla Manuela I dla obrony portu przed piratami. Mimo niewielkich rozmiarów (ok. 30 m wysokości) była trudna do zdobycia. W XIX stuleciu znajdowało się tu m.in. więzienie, do którego trafił w 1833 r. na dwa miesiące generał Józef Bem (1794–1850), twórca Legionu Polskiego w Portugalii. Podczas zwiedzania Belém trzeba też koniecznie wybrać się do cukierni „Pastéis de Belém”, aby spróbować pastéis de Belém (pastéis de nata), słynnych ciastek wypiekanych od 1837 r. w budynkach połączonych z rafinerią cukru.

Z Lizbony warto wyruszyć na Cabo da Roca. Po drodze można odwiedzić Sintrę, malowniczo położone górskie miasto ze starym, romantycznym pałacem (Palácio Nacional da Pena). Na zainteresowanie w tej okolicy zasługują poza tym rokokowa letnia rezydencja królewska w Queluz (Palácio Nacional de Queluz) i kompleks architektoniczny w Mafrze (Palácio Nacional de Mafra), wzorowany na hiszpańskim Eskurialu, a także Estoril, nadmorski kurort z kasynem.

 

Wiosenna Festa da Flor na Maderze – ozdobione kwiatami platformy na paradzie

© TURISMO DA MADEIRA/FRANCISCO CORREIA

 

WYSPA WIECZNEJ WIOSNY

Już sama nazwa Madera przywodzi na myśl wino o wspaniałym smaku i bukiecie. Ta największa wyspa (ok. 741 km² powierzchni) w archipelagu o tej samej nazwie, należącym do Portugalii, jest pełnym kwiatów ogrodem kwitnącym przez cały rok. Odkryli ją w 1419 r. Portugalczycy, którzy uprawiali na niej trzcinę cukrową i winną latorośl. Z winogron, znakomicie udających się w miejscowym klimacie, od stuleci wytwarza się doskonałe wino deserowe nazwane po prostu... madera. Tu urodził się w 1985 r. Cristiano Ronaldo, jeden z najbardziej znanych piłkarzy na świecie.

Mieszkańcy archipelagu kultywują swoje tradycje podczas takich wydarzeń jak Festiwal Kwiatów (Festa da Flor), Festiwal Wina Madery (Festa do Vinho da Madeira), Festival Colombo na wyspie Porto Santo na cześć Krzysztofa Kolumba czy Festival do Atlântico z imponującymi pokazami sztucznych ogni. Co roku imprezy te przyciągają tłumy turystów.

Funchal, ponad 110-tysięczna stolica archipelagu, to jedno z najpiękniej położonych miast na świecie. Przy porcie leży historyczne centrum z ukończoną w 1514 r. gotycką katedrą (Sé do Funchal), której ołtarze zdobią złocone figury świętych w średniowiecznych szatach. Przed nią kwiaciarki ubrane w tradycyjne stroje sprzedają swój pachnący towar. Wśród mnóstwa egzotycznych kwiatów wyróżniają się pomarańczowe strelicje królewskie – symbol Madery. Te efektowne rośliny spotkamy tu nawet w przydrożnych rowach. Ze względu na strome, brukowane ulice, domy rybaków zamienione na tawerny i restauracje oraz ściany budynków ozdobione azulejos Funchal bywa nazywane małą Lizboną.

W Muzeum Sztuki Sakralnej (Museu de Arte Sacra do Funchal), w sali na pierwszym piętrze wisi obraz związany z naszą historią. Pod postaciami Zachariasza i Anny przedstawiono na nim ponoć Władysława III Warneńczyka i jego portugalską żonę. Miejscowa legenda wspomina o tajemniczym rycerzu zwanym Príncipe Polaco (Księciem Polakiem), który przybył na wyspę w 1446 r. Niektórzy historycy sądzą, że był to właśnie król Polski i Węgier. Jego śmierć na polu bitwy pod Warną w 1444 r. nigdy nie została potwierdzona. Według jednej z teorii syn Władysława Jagiełły nie zginął w walce, ale udał się na wędrówkę po świecie, aby odpokutować to, że zerwał rozejm z sułtanem, choć przysięgał na Biblię, iż go dotrzyma. Tak trafił na dwór króla portugalskiego Alfonsa V (1432–1481), który udzielił mu gościny na odkrytej niedawno Maderze. Tajemniczy pokutnik zamieszkał w nadmorskiej dolinie, gdzie najpierw postawił kapliczkę, a później ufundował kościół pod wezwaniem św. Marii Magdaleny (Igreja de Santa Maria Madalena) w dzisiejszym miasteczku Madalena do Mar. Ożenił się z miejscową szlachcianką i miał z nią dwóch synów. Książę Polak zginął podczas podróży morskiej, kiedy potężny głaz z klifu Cabo Girão zatopił wiozący go statek. Tym samym spełniła się klątwa tureckiego sułtana, który przepowiedział haniebną śmierć na morzu Władysławowi III i jego potomkom.

Maderę odwiedził także 28-letni Krzysztof Kolumb (1451–1506). Przyjechał tu handlować cukrem, ale pokochał i poślubił córkę gubernatora wyspy Porto Santo – piękną Filipę Moniz Perestrelo. Dzięki temu małżeństwu uzyskał dostęp do morskich archiwów Portugalczyków, najsłynniejszych wówczas żeglarzy i odkrywców, co przydało mu się zapewne w czasie podróży przez Atlantyk, zakończonej odkryciem Ameryki. Dziś jedną z atrakcji turystycznych Funchal jest replika karaweli Santa Maria, jednego ze statków odkrywcy. Można popłynąć nią wzdłuż wybrzeża aż do najwyższego przylądka w Europie (580 m n.p.m.) – skalistego Cabo Girão. Po drodze podziwia się miejscowość Câmara de Lobos, której urocze pejzaże malował zakochany w Maderze Winston Churchill (1874–1965).

Nie był on jedynym mężem stanu odwiedzającym wyspę. W 1930–1931 r. 3,5-miesięczny urlop spędzał na niej marszałek Józef Piłsudski (1867–1935). Zatrzymał się w malowniczo położonej willi Quinta Bettencourt na zachodnich przedmieściach Funchal. O jego pobycie przypominają tablice wmurowane w ścianę domu. Obecni właściciele willi chętnie przyjmują gości z Polski, a nawet chcą urządzić tu niewielkie muzeum. Kiedy nabyli tę posiadłość, nie wiedzieli, że kupują ją wraz z polską legendą.

Niedaleko schodów prowadzących do barokowego kościoła w Monte (Igreja de Nossa Senhora do Monte), którego charakterystyczna sylwetka z dwoma białymi wieżami widoczna jest z wielu miejsc w okolicy, zbierają się osoby zainteresowane najbardziej chyba znaną rozrywką na wyspie – zjazdem po bruku wiklinowymi saniami. W tym nietypowym pojeździe z płozami mieszczą się dwie lub trzy (szczupłe) osoby, a sterują nim za pomocą lin dwaj ubrani na biało mężczyźni w słomkowych kapeluszach. Na początku ciągną sanie z pasażerami po wyślizganym bazaltowym bruku, a kiedy te nabiorą prędkości, wyhamowują je podgumowanymi butami. Ernest Hemingway (1899–1961), który odbył kiedyś tę przejażdżkę, określił ją jako rozweselającą.

W Santanie położonej na północnym wschodzie Madery można zobaczyć oryginalne trójkątne domy pomalowane na żywe kolory (tzw. casinhas de Santana). Ich dachy pokryte są strzechą, a ściany od wewnątrz wyłożono drewnem. Ponieważ w ciepłym klimacie wyspy życie toczy się poza domem, traktuje się je głównie jako schronienie przed deszczem i miejsce do spania. Z kolei w leżącym na północnym zachodzie Porto Moniz wielkie oceaniczne fale rozbryzgują się o wulkaniczne wybrzeże. Turyści chętnie relaksują się tu w naturalnych basenach (Piscinas Naturais do Porto Moniz) powstałych w wydrążonych skałach, w których zalega ogrzewana słońcem morska woda. Niedaleko stąd znajduje się miasteczko São Vicente, słynące z produkcji słodkiej specjalności Madery – miodowego ciasta bolo de mel.

Jedną z głównych atrakcji wyspy jest wspaniała przyroda. Dzięki urozmaiconemu ukształtowaniu terenu rozwinęła się tutaj zróżnicowana szata roślinna. W ciągu jednego dnia na Maderze można odbyć podróż przez trzy pory roku: wiosnę, lato i jesień. Wystarczy wybrać się na wycieczkę przez środek wyspy, gdzie wznoszą się góry o wysokości mniej więcej 1300–1850 m n.p.m. (na czele z Pico Ruivo, 1862 m n.p.m., najwyższym szczytem całego archipelagu). Lasy z domieszką drzew laurowych zatrzymują wodę na stromych stokach, chroniąc je przed erozją. Jednocześnie tworzą znakomity mikroklimat. Ostro zarysowane szczyty górskie, głęboko wcięte doliny i malownicze wodospady oraz strome, nadmorskie klify sprawiają, że jest to jedno z najlepszych miejsc na wypoczynek.

Atrakcją Madery są spacery wzdłuż kanałów nawadniających (levadas). Piesze wycieczki wśród eukaliptusów i drzew laurowych oraz pachnących kwiatów i ziół dostarczają niezapomnianych wrażeń. Wielu turystów przyjeżdża tu specjalnie po to, aby całymi dniami wędrować i podziwiać wspaniałą przyrodę tej pięknej wyspy. 

 

Kolej linowa (teleférico) łącząca od 2000 r. historyczne centrum Funchal z Monte

©ASSOCIAÇÃO DE PROMOÇÃO DA MADEIRA

 

Wydanie Lato 2018

Moc przygód w słonecznej Słowenii

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słowenia nazywana jest Europą w miniaturze, ponieważ można tu spotkać praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie, ośnieżone zimą szczyty Alp Julijskich, rozległe równiny, bujne lasy, rwące górskie rzeki, malownicze winnice, lecznicze wody termalne, sympatyczne kurorty nad Adriatykiem czy zabytkowe miasta i urocze zamki (na czele ze słynnym średniowiecznym Predjamskim gradem). W tym małym państwie znajdziemy również rozbudowaną bazę hotelową, nowoczesną infrastrukturę narciarską i pyszną kuchnię. Magnesem przyciągającym do niego zagranicznych turystów (w tym coraz więcej Polaków) są unikalne cuda przyrody – wspaniałe zjawiska krasowe, bajkowy podziemny świat (jaskinia Postojna i Jaskinie Szkocjańskie) czy zniewalające jeziora (Bled i Bohinj). Słowenia to także wymarzony kierunek (przez okrągły rok!) dla miłośników aktywnego wypoczynku: narciarstwa (zarówno biegowego, jak i zjazdowego), snowboardingu, wspinaczki sportowej (Osp), jazdy konnej (Lipica), raftingu i kanioningu (śliczna szmaragdowo-zielona Socza), wędkarstwa (tutejsze alpejskie rzeki obfitują w pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego, pływania (w ciepłym Morzu Adriatyckim lub olbrzymich aquaparkach z licznymi basenami) czy podwodnych przygód (doskonałe miejsca nurkowe na wybrzeżu między Piranem a Strunjanem albo niezmiernie głębokie Divje Jezero, czyli „Dzikie Jezioro”, koło Idriji). Nic więc dziwnego, że o tym maleńkim kraju, zapewniającym dużą dawkę adrenaliny, mówi się, że leży po słonecznej stronie Alp.  

Więcej…

Pod słońcem południowej Hiszpanii

pano2net.jpg

Widok na marinę w Alicante z Zamku św. Barbary na wzgórzu Benacantil

©AYUNTAMIENTO DE ALICANTE

MAGDALENA BARTCZAK


Choć wśród polskich turystów odwiedzających Hiszpanię wciąż największą popularnością cieszą się przede wszystkim Barcelona i region Costa Brava czy Wyspy Kanaryjskie – na czele z Fuerteventurą i Teneryfą – oraz Madryt, to warto pamiętać o tym, jak niezmiernie fascynującym miejscem jest południe tego kraju. Ten rozpalony słońcem fragment Półwyspu Iberyjskiego wypełniają piękne miasta i pokrywają liczne, wciąż jeszcze nieodkryte plaże. Koniecznie trzeba się o tym przekonać. 

Więcej…