ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Położona w południowo-wschodniej części Azji Kambodża to kraj o długiej i pełnej tragicznych wydarzeń historii. Zamieszkuje ją prawie 16 mln ludzi, którzy wciąż w większości nie znają pośpiechu charakterystycznego dla cywilizacji Zachodu, a nade wszystko cenią sobie więzi rodzinne i utrzymywanie relacji społecznych. Mimo stosunkowo niewielkiej populacji i powierzchni (ok. 181 tys. km2) jest miejscem niezmiernie ciekawym. Podróżników przyciągają w te strony ciepłe morze, rafy koralowe, biały piasek wybrzeża, świątynie, malownicza kambodżańska stolica Phnom Penh, cudowne krajobrazy i bardzo mili, uśmiechnięci i serdeczni ludzie. Zdecydowanie warto się tu wybrać, i to nie tylko na trzydniową wycieczkę do słynnego kompleksu zabytków Angkor.

 

Kambodża leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. Pora deszczowa trwa od maja do października, a sucha – od listopada do kwietnia. Sezon turystyczny przypada na okres mniej więcej od grudnia do lutego, kiedy zmniejsza się wilgotność powietrza. Ten wyjątkowo ciekawy kraj z całą pewnością nie jest standardowym miejscem na spędzenie urlopu. Jeszcze przed wyjazdem polecam więc zapoznać się z jego historią i kulturą, co pozwoli na pełniejsze zrozumienie rzeczywistości, z jaką przyjdzie nam się spotkać. 

 

Warto pamiętać, że mieszkańcy dzisiejszej Kambodży są potomkami Khmerów, którzy ponad 1300 lat temu utworzyli swoje potężne państwo (nazywane Imperium Angkoru lub Khmerskim, istniejące od 802 do 1431 r.) obejmujące też terytoria współczesnej Malezji, Tajlandii, Wietnamu, Laosu i Birmy (Mjanmy). W procesie europejskiej kolonizacji w 1887 r. tereny obecnego kraju zostały włączone do Indochin Francuskich (utraconych przez Francuzów w 1954 r.). Od 1975 r. władzę na tym obszarze przejęli Czerwoni Khmerzy pod dowództwem krwawego dyktatora Pol Pota (1925–1998). Ich pełne przemocy i terroru, naznaczone ludobójstwem rządy zakończyły się w styczniu 1979 r. Odcisnęły one piętno na całej Kambodży, co doskonale oddaje film Rolanda Joffé z 1984 r. pod tytułem The Killing Fields (Pola śmierci). Obraz ten otrzymał trzy Oscary i wiele innych prestiżowych nagród filmowych. Na terytorium kraju pod ziemią leży nadal kilka milionów min przeciwpiechotnych i stale giną przez nie przypadkowi ludzie. Do ich rozbrojenia potrzeba jeszcze ok. 10 lat. W 1993 r. Kambodża stała się monarchią konstytucyjną. Choć jest biednym państwem, dynamicznie się rozwija. Kiedy dziś odwiedzamy ten kraj, zachwycamy się jego architekturą, zabytkami, pływającymi wioskami, ale też ludźmi, którym z twarzy nie schodzi uśmiech. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w rajskiej krainie. Wielu podróżnikom nasuwa się jednak pytanie, czy Kambodżanie zapomnieli już o tragicznych rządach Czerwonych Khmerów?

 

KAMBODŻAŃSKA DŻUNGLA 

 

Najbardziej interesującym miejscem w Kambodży jest z pewnością dawna stolica Imperium Khmerskiego. Dziś mianem Angkoru określa się dawne państwo Khmerów i słynny na cały świat kompleks wybudowany w samym sercu kambodżańskiej dżungli. 

 

Powstały tu park archeologiczny ma powierzchnię ok. 400 km2. Główny zespół świątynny, czyli Angkor Wat (w tłumaczeniu na polski Świątynię Miejską), wzniesiono na polecenie Surjawarmana II (panował od 1113 do 1145–1150 r.) ku czci hinduistycznego boga Wisznu, z którym władca się identyfikował. Jednak na przełomie XII i XIII stulecia, gdy w Kambodży zaczął dominować buddyzm, nadano obiektowi charakter buddyjski. Szacuje się, że budowano go najpewniej ok. 35 lat. Warto wiedzieć, że to prawdopodobnie jedyna wzniesiona przez Khmerów świątynia, której główne wejście wychodzi nie na wschód, lecz na zachód. Ponieważ ta ostatnia strona świata symbolizowała śmierć, stąd podejrzenia, że budowla była grobowcem dla Surjawarmana II. 

 

Angkor Wat jest kluczową atrakcją parku archeologicznego mieszczącego w swoich granicach kompleksy sakralne, królewskie pałace i inne wspaniałe zabytki. Obiekt zadziwia swoimi rozmiarami. Dzieli się na trzy poziomy – przeznaczony do nauki dla mnichów, do modlitwy oraz tylko dla króla, rodziny królewskiej i najwyższych rangą kapłanów. Poza tym na drugim z nich znajduje się tzw. środek świata, czyli centrum całej świątyni. 

 

Najbardziej zewnętrzna galeria Angkor Wat ma długość 215 m i szerokość 187 m. Charakterystyczny element głównej budowli stanowi pięć wież w kształcie kwiatów lotosu. Najwyższa z nich wznosi się na wysokość 65 m. Te wymiary czynią z tej świątyni jeden z największych sakralnych obiektów świata. Angkor Wat został zbudowany pośrodku rozległej przestrzeni, ogrodzonej obmurowaniem i fosą o szerokości 190 m. Mury otaczające największy dziedziniec zdobią setki płaskorzeźb, które ukazują sceny z mitologii hinduskiej i wojen prowadzonych przez króla Surjawarmana II. Kompozycje są gładkie i lśniące, ponieważ dotykają je miliony pielgrzymów, którzy przybywają tu, aby oddać cześć Buddzie. Przed bramą główną wejścia strzegą węże Muczalinda – buddyjski symbol ochronny. 

 

Godna uwagi jest malownicza świątynia Ta Prohm, której ściany oplatają ogromne korzenie kilkudziesięciometrowych drzew (figowca bengalskiego i dyniowców). Ukryta w dżungli, tajemnicza i magiczna, bywa trochę mniej zatłoczona niż pozostałe. Niestety, budowla przegrywa walkę z siłami natury. Korzenie drzew wdzierają się pomiędzy kamienie i sprawiają, że Ta Prohm popada w ruinę. Niektóre jej fragmenty wyłączono ze zwiedzania ze względów bezpieczeństwa. 

 

Obowiązkowo trzeba także odwiedzić trzecią z wielkich angorskich świątyń – Bajon – słynącą z 54 wież ozdobionych 216 smutno uśmiechającymi się gigantycznymi twarzami Awalokiteśwary. W założeniu miała ona przyćmić swoim ogromem sam Angkor Wat. Podczas wizyty spacerujący odnoszą często wrażenie, że rzeźby wciąż im się przyglądają, a niektórzy nawet twierdzą, że kamienne wizerunki przedstawiają ostatniego potężnego króla Angkoru – Dżajawarmana VII, panującego najprawdopodobniej w latach 1181–1218. To naprawdę robi niesamowite wrażenie!

 

Imponującym obiektem jest również słynny Taras Słoni, na którym znajduje się wielka płaskorzeźba (350 m długości) z tymi olbrzymimi zwierzętami idącymi w orszaku lub uczestniczącymi w łowach w dżungli. Część centralna tarasowej konstrukcji leży naprzeciw wschodniej bramy pałacu królewskiego. Ozdobiona została przedstawieniami Garudy z uniesionymi w górę skrzydłami i lwów.

 

Na terenie Angkoru wytyczono dwie pętle, wzdłuż których usytuowane są najważniejsze obiekty – krótszą o długości 17 km i dłuższą, 26-kilometrową. Żadna z nich nie doprowadzi nas do wszystkich zakątków kompleksu, ale nawet jeśli będziemy korzystać tylko z tych szlaków, możemy tu spędzić kilka dni na odkrywaniu kolejnych malowniczych ruin ośrodka należącego do niezmiernie bogatego dziedzictwa Khmerów. Jednym bardziej spodoba się mistyczna świątynia Ta Prohm, innym do gustu przypadną położone na uboczu pozostałości zespołu Banteay Srei z X w. Imponujący kambodżański zabytek nie bez powodu został wpisany w 1992 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Dzisiaj dawna stolica Imperium Khmerskiego wciąż wzbudza ogromną ciekawość i skrywa wiele tajemnic. 

 

Podróżnicy, którzy pragną zwiedzić to magiczne miejsce, najczęściej zatrzymują się w Siem Reap – mieście leżącym najbliżej Angkoru, pełniącym funkcję bazy wypadowej. Ze względu na olbrzymią popularność niedalekiego historycznego khmerskiego ośrodka rozwija się ono bardzo dynamicznie. Powstały w nim liczne hotele, resorty, bary i restauracje, muzea, sklepy z pamiątkami i rękodziełem artystycznym, a ok. 8 km od centrum wybudowano międzynarodowe lotnisko. Nikt nie powinien mieć problemu ze znalezieniem czegoś odpowiedniego dla siebie, ponieważ obiektów o każdym standardzie, od 5-gwiazdkowych do takich oferujących nocleg w cenie kilku dolarów, jest tutaj bez liku. W Siem Reap można wypożyczyć rower bądź motocykl czy też wynająć rikszę z kierowcą w celu zwiedzania pobliskiego kompleksu świątyń. Bardzo polecam tego typu rozwiązanie, szczególnie w upalne dni.

 

PERŁY STOLICY 

 

IMG 9354

Bajon w centrum miasta Angkor Thom

© MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia stanowi stolica Kambodży Phnom Penh (leżąca ok. 320 km od Angkoru). Jej populacja wynosi ponad 1,5 mln ludzi. To miasto kontrastów: wspaniałe budynki Pałacu Królewskiego sąsiadują z zatłoczonymi targowiskami i rejonami zamieszkanymi przez biedotę. Ta mozaika idealnie jednak oddaje wyjątkowy charakter Phnom Penh położonego przy ujściu rzeki Tonle Sap do Mekongu. Wolny czas można tu spędzić na spacerze malowniczym nabrzeżem Sisowath, otoczonym zadbanymi drzewami i starannie przyciętą trawą. Szczególnie atrakcyjnie okolica wygląda w porze zachodu słońca – wiele osób udaje się wtedy w to miejsce na romantyczne przechadzki we dwoje. Po zmroku w tym rejonie budzi się życie nocne. Liczne bary, kawiarnie, restauracje czy kluby muzyczne zapełniają się w okamgnieniu.

 

Domki na palach na rzece Tonle Sap

Osiedle na palach na rzece Tonle Sap

© ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Warto także wybrać się na wycieczkę łódką po rzece Tonle Sap, podczas której można oglądać panoramę miasta oraz wioski rybackie i ujście Tonle Sap do Mekongu. Przy okazji przyjrzymy się codziennemu życiu ludzi mieszkających na tutejszych wyspach. Z pokładu łodzi mamy również szansę podziwiać jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w Azji Południowo-Wschodniej. 

 

Jednak najbardziej rozpoznawalną atrakcją turystyczną stolicy Kambodży jest Pałac Królewski ze Srebrną Pagodą, który robi niesamowite wrażenie. Z rezydencji nadal korzysta kambodżański monarcha, dlatego można ją zwiedzać tylko, kiedy go nie ma. Zespół architektoniczny wzniesiono w drugiej połowie XIX w., lecz od tego czasu jego obiekty przekształcano, burzono i odbudowywano. 

 

Zwiedzanie zaczyna się od ogrodu z wielkim pawilonem z salą tronową. Wybudowano go w 1917 r. na miejscu poprzedniego, istniejącego od ok. 1870 r. Jego nazwa w języku khmerskim oznacza Świętą Siedzibę Osądu. Odbywają się tutaj do dzisiaj królewskie i religijne ceremonie. Niedaleko stoi Preah Thineang Chan Chhaya, czyli Pawilon Blasku Księżyca. Można w nim obejrzeć pokazy tradycyjnych khmerskich tańców. 

 

Przepiękna Srebrna Pagoda (Wat Preah Keo) otrzymała swoją nazwę ze względu na podłogę pokrytą ponad 5 tys. płytek ze srebra. W środku znajduje się m.in. kryształowa figura tzw. kambodżańskiego Szmaragdowego Buddy i naturalnej wielkości złoty wizerunek Buddy ozdobiony niemal 9,6 tys. diamentów, z których największy waży 25 karatów. Osoby chcące zwiedzić ten obiekt powinny pamiętać o stosownym ubiorze, czyli zakryciu ramion i kolan.

 

Miejscem związanym z tragicznymi wydarzeniami z historii kraju jest często odwiedzane przez podróżników Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng. Jego nazwę tłumaczy się z języka khmerskiego na Wzgórze Zatrutych Drzew. W czasach reżimu Czerwonych Khmerów (1975–1979) gmach tej placówki (dawnej szkoły średniej) służył jako Więzienie Bezpieczeństwa 21 (S-21). Zostało ono opuszczone, gdy zbliżała się armia wietnamska, i przetrwało w niezmienionym stanie. Nadal można zobaczyć tu cele i sale tortur, a także fotografie przedstawiające więźniów. Szacuje się, że zginęło w tym miejscu ok. 20 tys. osób, ale dokładna liczba nie jest znana. Odwiedziny w muzeum nie należą do przyjemnych przeżyć, ale pozwalają zrozumieć ogrom okrucieństwa reżimu i rządów Pol Pota. 

 

apsara dance 1280 large

Kobiety wykonujące taniec apsara

© MINISTRY OF TOURISM OF THE KINGDOM OF CAMBODIA/WWW.TOURISMCAMBODIA.ORG

 

Warto też pamiętać, że Phnom Penh stanowi również centrum orientalnej kultury. Jej przejawy odkryjemy w niemal każdym zakątku tego kolorowego miasta – od barwnych rynków przez ciasne i gwarne ulice aż po zachwycające buddyjskie świątynie. Koniecznie trzeba wziąć udział w jednym z tutejszych widowiskowych festiwali lub świąt, takich jak listopadowy Bon Om Tuk z wyścigiem łodzi na rzece Tonle Sap, majowa Ceremonia Królewskiej Orki (Chat Preah Nengkal) czy przypadające na połowę kwietnia obchody khmerskiego Nowego Roku (Chaul Chnam Thmey). Niezapomnianym spektaklem jest także pokaz tańca apsara wykonywanego przez kambodżańskie tancerki w pozłacanych strojach. 

 

Polecam też spróbować grillowanych pająków, wybrać się na wycieczkę na słoniu i przejechać się bambusowym pociągiem nori (norry), który uchodzi za ciekawą atrakcję dla podróżników. Ten nietypowy pojazd kursuje na krótkim odcinku w okolicach miasta Battambang, a swoim pasażerom dostarcza niesamowitych wrażeń. Phnom Penh to niezwykła stolica – na jej ulicach riksze, samochody, wózki i piesi poruszają się według tylko sobie znanych reguł.


SKARBY PRZYRODY

 

sokha-beach-over-view

Luksusowy Sokha Beach Resort z prywatną plażą w kurorcie Sihanoukville

© SOKHA HOTELS & RESORTS/WWW.SOKHAHOTELS.COM 

 

Kambodża zachwyca nie tylko wspaniałą architekturą i rozległymi kompleksami świątyń. Warto również poświęcić kilka dni na odpoczynek na jednej z jej tropikalnych plaż. Pokryte białym piaskiem kambodżańskie wybrzeże nie jest tak zatłoczone jak tajskie. Można na nim znaleźć zarówno rozbudowane kurorty z luksusowymi hotelami, np. 90-tysięczne miasto Sihanoukville (oficjalnie Krong Preah Sihanouk) nad Zatoką Tajlandzką – położone ok. 220 km od Phnom Penh, jak i dziewicze, niemal niezamieszkałe wyspy, do których dopłyniemy wypożyczoną łodzią. Wspomniana miejscowość została nazwana na cześć króla Norodoma Sihanouka (1922–2012). Władca był znany z tego, że lubił poświęcać czas na komponowanie muzyki i kręcenie filmów.

 

Sama podróż ze stolicy do kurortu jest niebywałą atrakcją, ponieważ droga prowadzi przez soczyście zielone lasy tropikalne i pola ryżowe. Wrażenie robią też proste drewniane domki wkomponowane w malowniczą przyrodę. Panoramę zamykają Góry Kardamonowe z najwyższym szczytem kraju – Aural, mierzącym 1813 m n.p.m. W tym regionie spotyka się m.in. słonie indyjskie, tygrysy indochińskie czy zagrożone wyginięciem niedźwiedzie malajskie i pantery mgliste. 

 

Ze względu na otaczające plaże Sihanoukville stało się ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców stolicy Kambodży. Królewski kurort jest także rajem dla płetwonurków, windsurferów i plażowiczów, którzy przybywają do niego licznie z Europy i Chin. Po plażowaniu i nurkowaniu można wybrać się również na zwiedzanie pobliskich wysp, w tym tej porośniętej bambusowym lasem (Wyspy Bambusowej – Koh Russei, Koh Russey). Na koniec warto zrelaksować się podczas sesji khmerskiego masażu. 

 

Jeśli leniuchowanie na plaży już nam się znudzi, udajmy się do uroczego buddyjskiego klasztoru, który góruje nad Sihanoukville. Znajduje się w nim posąg leżącego Buddy. Pomiędzy budowlami kompleksu spotkamy mnichów w charakterystycznych pomarańczowych szatach. Atmosfera tego miejsca i unoszące się w powietrzu zapachy kadzideł zachęcają do wyciszenia, medytacji i podziwiania w spokoju malowniczego krajobrazu. 

 

Jak widać, zdecydowanie warto przeznaczyć więcej czasu na zwiedzenie i poznanie egzotycznej i tajemniczej Kambodży. Serdecznie polecam każdemu podróż do tego niesamowitego, pełnego różnorodnych atrakcji kraju Azji Południowo-Wschodniej!

 

PRZYDATNE INFORMACJE 

 

Obowiązującą walutą w Kambodży jest riel (KHR). Polacy udający się do tego państwa muszą zaopatrzyć się w wizę (nie funkcjonują wizy tranzytowe). Pozostaje ona ważna przez 30 dni i można ją kupić na przejściach granicznych i lotniskach za ok. 30 dolarów amerykańskich lub wyrobić w przedstawicielstwach dyplomatycznych (najbliżej w Ambasadzie Kambodży w Berlinie), a także przez internet (tzw. e-visa) na stronie www.evisa.gov.kh. Większość mieszkańców Kambodży wyznaje buddyzm (ponad 95 proc.).

 

Najwygodniejszym środkiem transportu w Kambodży są autobusy. Wśród popularnych tradycyjnych dań warto wymienić amok trey (rybę z mleczkiem kokosowym duszoną w liściu bananowca), kralan (przekąskę z ryżu, fasoli i grochu z wiórkami kokosowymi, przygotowywaną w bambusowej tubie) czy lok lak (cienko pokrojoną wołowinę marynowaną w sosie sojowo-rybnym). Podczas zwiedzania – jak wszędzie na świecie – należy uważać na kieszonkowców, którzy zwykle działają w grupach. 

Artykuły wybrane losowo

Filipiny – kraj tysięcy wysp

DARIUSZ METEL

 

<< Ten przepiękny, malowniczy kraj o powierzchni 300 tys. km2 leży w Azji Południowo-Wschodniej, na Oceanie Spokojnym. Od północy oblewają go wody cieśniny Luzon, a od północnego zachodu – Morza Południowochińskiego. Z kolei na wschodzie rozciąga się Morze Filipińskie. Na południu i południowym zachodzie natrafimy zaś na morza Celebes i Sulu. >>

W archipelagu, na którym położone są Filipiny, jest aż 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, z czego 880 pozostaje zamieszkanych. To jeden z najbogatszych obszarów na świecie pod względem bioróżnorodności. Okoliczne wody kryją przepiękne rafy koralowe i rzadkie gatunki egzotycznych ryb. Turystom ten kraj kojarzy się przede wszystkim z rajskimi plażami z białym piaskiem i lazurowym morzem.

 

Wzgórza Czekoladowe pokrywa gęsta trawa

© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

 

Filipiny mają ponad 106 mln mieszkańców, niestety, nie należą do bogatych państw, ale wciąż się rozwijają. Ze względu na położenie geograficzne występują tu tajfuny. Nie zniechęca to jednak turystów, z każdym rokiem przybywa ich coraz więcej. Stolicą kraju jest Manila – jedna z największych metropolii na świecie (w granicach obszaru metropolitalnego żyje ok. 13 mln ludzi). Znajdują się w niej m.in. dzielnice biznesowe (Makati) i turystyczno-rozrywkowe (Ermita). Mimo nowoczesnego charakteru miasta nadal można natknąć się w nim na slumsy, zwłaszcza w dzielnicy Tondo.

 

KRAJ W PIGUŁCE

Przygodę z Filipinami koniecznie trzeba zacząć od mojego numeru jeden – wyspy Bohol. Leży ona w samym sercu obszaru administracyjnego Visayas. Stąd promem można dotrzeć na Camiguin, Siquijor, Cebu czy do miasta Dumaguete na Negros. Słyszałem, iż o Bohol mówi się, że to Filipiny w pigułce, ponieważ mamy tutaj wszystkiego po trochu. Na wyspie poznamy kulturę i historię kraju, odpoczniemy na piaszczystych plażach, ponurkujemy z delfinami, wybierzemy się na wycieczkę w celu obserwowania dzikich zwierząt oraz spróbujemy przepysznych, tradycyjnych filipińskich dań. Poza tym spotkamy na niej także otwartych, pomocnych i radosnych Filipińczyków.

                Warto tu udać się w okolice Wzgórz Czekoladowych. Składa się na nie ok. 1270 kopców o bardzo regularnych kształtach, porośniętych trawą. Mniej więcej 30 km na wschód od stolicy wyspy, miasta Tagbilaran, leży miejscowość Loboc. Przepływa przez nią rzeka o tej samej nazwie, po której pływają łodzie przerobione na restauracje. Uczestnicy rejsu przy lokalnej muzyce zajadają się filipińskimi przysmakami. Na pokładzie podaje się kurczaka adobo, owoce morza, ryż, przeróżne ryby, wieprzowinę i – oczywiście – owocowe desery. Jeśli łódź udaje się w głąb tropikalnego lasu, podczas zachodu słońca pasażerowie mają dużą szansę, żeby zobaczyć tysiące świetlików. Nad tą rzeką Francis Ford Coppola kręcił sceny do swojego dramatu wojennego Czas apokalipsy (1979 r.).

Pięknym miejscem jest błękitny wodospad Mag-Aso koło miasteczka Antequera. W upalne dni warto zanurzyć się w jego wodach, aby nieco się ochłodzić. Jeśli ktoś chce poczuć dreszczyk emocji, może pójść w ślady miejscowych i skoczyć na główkę z wysokiego na 10 m brzegu.

Osobom lubiącym aktywny wypoczynek spodoba się Danao Adventure Park. Do wyboru są tu takie atrakcje jak zwiedzanie jaskiń, wspinaczka po korzeniach na klifie, ślizg nad wąwozem czy skok wahadłowy. Wszystko to możliwe jest dzięki naturalnemu ukształtowaniu terenu. Poza tym od września do lutego można też popływać z rekinami wielorybimi w okolicy miasteczka Oslob na pobliskiej wyspie Cebu. Na Bohol za wielką atrakcję turystyczną uchodzi również sanktuarium wyraków filipińskich (tarsjuszy), w którym spotkamy się oko w oko z tymi jednymi z najmniejszych małpiatek na świecie.

 

SAM ŚRODEK RAJU

Na przepięknej, piaszczystej wysepce Pamilacan bungalow wynajmiemy już za równowartość 60 złotych za dobę (oczywiście, standard zakwaterowania można podnieść przy wyższej opłacie). W cenę wliczone są śniadanie, kolacja, niezliczona ilość tropikalnych owoców oraz świeżych ryb i owoców morza, takich jak ośmiornice czy krewetki. Plaża jest zupełnie bezludna. Można na niej znaleźć wspaniałe, duże, kolorowe muszle. Za atrakcję turystyczną uchodzą tutaj czarne jeżowce, które smakują jak słona ikra.

Od niedawna prąd na Pamilacan zapewniają baterie słoneczne. Niestety, ze względu na brak dostępu do wody pitnej nieliczni mieszkańcy (ok. 2 tys.) muszą przywozić ją z miasta Baclayon na wyspie Bohol. Poza bungalowami i zabudowaniami mieszkalnymi znajduje się tu też kościół, sąsiadujący z ruinami ponad 200-letniego hiszpańskiego fortu. Pamilacan to prawdziwa filipińska wieś. Wyspiarze hodują świnie, kozy, krowy, a nawet koguty. Wyspę pokrywa zielona trawa, wśród której rosną ogromne palmy.

 

PODZIEMNY ŚWIAT

W centrum wyspy Palawan leżą lasy namorzynowe i pola uprawne, na których rosną palmy kokosowe, kukurydza i ryż. Ona sama przyciąga bajecznymi krajobrazami i parkami zamieszkanymi przez dzikie zwierzęta. Wzdłuż linii brzegowej rozciągają się piaszczyste plaże oblewane krystaliczną wodą. W okolicy wyspy z całą pewnością warto udać się na nurkowanie. Widok tropikalnych raf koralowych jest nie do opisania. Inną wspaniałą rozrywką będzie tzw. island hopping. Taka wycieczka łodzią trwa cały dzień. Jej uczestnicy przemieszczają się z jednej plaży na drugą, z laguny do laguny. Po drodze koniecznie należy odwiedzić małą wioskę rybacką Sabang. To właśnie w tutejszym Parku Narodowym Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (umieszczonym w 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) płynie podziemna rzeka (Cabayugan), która ma długość 8,2 km (do zwiedzania udostępniono ok. 1,5 km). Za wstęp do wioski trzeba zapłacić. Można to zrobić już na miejscu lub niedaleko Puerto Princesa – głównego miasta wyspy, gdzie znajduje się lotnisko. Park został okrzyknięty w 2011 r. jednym z 7 Nowych Cudów Natury.

 

KRÓLESTWO PLAŻ

Na północy Palawanu położone jest blisko 50-tysięczne miasto El Nido. Ze względu na rozbudowaną ofertę noclegów cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Mimo to zachowało swój lokalny charakter. Nadal nie można w nim płacić kartą i działa tu tylko jeden bankomat, dlatego przed przyjazdem lepiej zaopatrzyć się w gotówkę. W pobliżu miasta leży archipelag Bacuit, znajdujący się pod ochroną jako rezerwat przyrody. Wiele przewodników turystycznych uważa go za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Organizuje się na niego jednodniowe wycieczki (koszt w przeliczeniu to ok. 90 złotych), podczas których posiłek podaje się na rajskiej wysepce.

Szczególnie warto odwiedzić okoliczne plaże. Każda z nich jest nieco inna. Wąską plażę miejską w El Nido wypełniają stoliki. Trudno nie zauważyć licznych łódek, które cierpliwie czekają na turystów. Z całą pewnością nie da się tu odpocząć w ciszy i spokoju. Mimo to warto odwiedzić to miejsce, choćby po to, aby obejrzeć spektakularny zachód słońca, które chowa się za malowniczymi górami.

Corong-Corong też nie nadaje się na spokojne plażowanie. Plaża ta leży w południowej części miasta, niedaleko nowego terminalu autobusowego. Można wybrać się na nią na romantyczne spacery i drinka w jednej z nastrojowych knajpek.

Zupełnie inna jest Las Cabanas. To prawdziwa perełka wśród plaż na wyspie Palawan, idealna na leniwe wylegiwanie się na piasku, kąpiel w krystalicznie czystym morzu i długie spacery. Najlepiej odwiedzić ją rano, gdy bywa niemal pusta, a wokół panuje błoga cisza, oraz o zachodzie słońca, bo właśnie z niego słynie. Tę fenomenalną grę świateł i kolorów koniecznie trzeba zobaczyć.

Ogromną, piaszczystą plażę Duli oblewa turkusowa woda. Jej główną zaletą jest to, że turyści zbytnio jej nie oblegają. Znajdziemy tutaj za to kilka miejsc idealnych do uprawiania surfingu. Dlatego Duli warto polecić miłośnikom sportów wodnych.

Najpopularniejsza w tym rejonie Nacpan uchodzi również za najpiękniejszą. Znajduje się ona na północ od El Nido, bliżej Duli. Jest szeroka, piaszczysta, zachwyca czystą wodą. Niestety, zwykle goszczą na niej tłumy ludzi, ze względu na których zastawiono ją byle jakimi restauracjami. Dlatego można ją sobie odpuścić.

Prawdziwym rajem dla samotników będzie za to Papaya. Na tę plażę dostaniemy się jedynie drogą morską. Leży ona bardzo blisko El Nido. Ponieważ przypływa się na nią prywatną łodzią, można tu zostać tak długo, jak się pragnie.

 

Wyspa Coron koło Palawanu, z wapiennymi skałami

© Philippine Department of Tourism

 

NIEZNANY SKARB

Mało jeszcze znanym regionem Filipin są wyspy Caramoan (w regionie Bicol) rozsiane w pobliżu półwyspu o tej samej nazwie (części największej filipińskiej wyspy Luzon – ok. 110 tys. km² powierzchni). Zaczynają one jednak budzić coraz większe zainteresowanie wśród turystów. Rejon przypomina nieco El Nido, ale warto go polecić przede wszystkim z uwagi na fakt, że nie dociera tu aż tak wiele ludzi.

Caramoan potrafią zauroczyć. Zdecydowanie polecam spędzić czas na jednej ze spokojnych, białych plaż. Warto przyjrzeć się imponującym, wapiennym skałom i zanurzyć się w turkusowej wodzie, pod której powierzchnią można oglądać kolorowe morskie ryby. Tutaj z całą pewnością da się poczuć bliskość z naturą. Co ciekawe, właśnie w tej okolicy kręcono jedną z edycji amerykańskiej serii telewizyjnej Survivor.

Na Luzon wznosi się też Mayon (2463 m n.p.m.), należący do najpiękniejszych czynnych wulkanów na świecie. Jego szczyt ma kształt stożka. Można go zdobyć bez większego problemu (koszt całodniowej wyprawy z przewodnikiem wynosi 100 dolarów amerykańskich).

 

OSOBLIWA TRADYCJA

Na Filipinach za każdym razem odkryjemy coś nowego. Podczas jednej z moich licznych wycieczek w te strony miałem okazję zobaczyć, jak miejscowi obchodzą Wielkanoc.

                Mniej więcej 80 proc. Filipińczyków jest katolikami. W Wielki Czwartek w Manili rusza procesja z udziałem mężczyzn przebranych za apostołów. Kapłani odprawiają mszę Wieczerzy Pańskiej z obrzędem obmywania nóg. Następnie Filipińczycy z rodzinami i przyjaciółmi odwiedzają siedem kościołów. W takim właśnie momencie znalazłem się w filipińskiej stolicy. Atmosfera zbliżających się świąt była odczuwalna praktycznie na każdym rogu ulicy, gdzie ustawiono stoliki z figurkami Matki Boskiej i Jezusa, różańcami oraz świecami. Wokół klęczeli ludzie zanurzeni w modlitwie. Na twarzach przechodzących widniały szczere uśmiechy. Głośno rozmawiali i z radością oczekiwali zbliżającego się święta.

W Wielki Piątek, pomimo krytyki ze strony zwierzchników kościelnych, na Filipinach wciąż praktykuje się zwyczaj przybijania ochotników do krzyża. Filipińscy biskupi zaznaczają, że tradycje biczowania i krzyżowania w czasie Wielkiego Tygodnia mają korzenie w animizmie i nie są aprobowane przez Kościół katolicki. W ponad 300-tysięcznym mieście San Fernando w prowincji Pampanga na wyspie Luzon w ramach przygotowań do Wielkiego Piątku mieszkańcy na niewielkiej górze w okolicy ustawiają trzy duże krzyże (w dzielnicy San Pedro Cutud). Z tego miejsca ruszają biczujący się pokutnicy. Maszerują wąskimi uliczkami aż do centrum miasta, pod Katedrę Metropolitalną (Metropolitan Cathedral of San Fernando). W tym dniu na ogromnym placu spotyka się tłum wierzących. Oprócz nich są także ekipy telewizyjne, które przyjeżdżają z całego świata, żeby udokumentować to wydarzenie. Wokół placu stoją namioty z barami oraz punkty medyczne, w razie gdyby komuś trzeba było udzielić pomocy.

Typowy pokutnik przemierza trasę boso, trzymając w dłoniach półtorametrowy bicz, na którego końcu znajdują się krótkie, bambusowe patyczki. Biczuje się ok. 3 godz., raniąc plecy ociekające krwią. Mimo 37°C nie przerywa. Koło 13.00 do tysięcy ludzi zgromadzonych na placu w centrum miasta dołączają żołnierze, którzy prowadzą Jezusa wraz z Maryją. Zakończeniem pochodu jest ukrzyżowanie Zbawiciela – jego rolę odgrywa ochotnik. Wraz z nim zostaje ukrzyżowanych jeszcze 14 osób. Do drewnianych krzyży mocuje się metalowe dyby, wzdłuż których mocno i energicznie rozciąga się ręce pokutników. Nie jest to zwyczajne przedstawienie. Słychać krzyki wiernych i obserwujących. Podczas stawiania krzyża w pionie w tłumie rozlega się płacz, czuć wielkie poruszenie. Ludzie na nowo przeżywają mękę Jezusa.

Wielkopiątkowe ukrzyżowania pierwotnie były rytuałem katolickim, jednak na przestrzeni lat zamieniły się w spektakl, który przyciąga tysiące turystów. Choć praktyk tych Kościół nie pochwala i uważa je za wypaczenie wiary, dotychczas nie udało się położyć im kresu. To widowisko wywiera ogromne wrażenie na oglądających, bo wygląda wyjątkowo realnie. Z tego powodu na długo zapada w pamięć. Filipińska tradycja krzyżowania ochotnika nie jest długa. W latach 80. XX w. pewien Filipińczyk, Ruben Enaje, spadł z drabiny przy rusztowaniu i przeżył upadek. Uznał to za cud, postanowił więc podziękować Bogu za uratowanie mu życia. Podczas wielkopiątkowych obchodów w 1985 r. wziął ciężki drewniany krzyż na swoje barki i udał się na górę, gdzie po raz pierwszy dał się ukrzyżować. Zwyczaj trwa do dziś, a Ruben Enaje krzyżuje się co roku w Wielki Piątek, a wraz z nim ok. 20 innych osób.

Ochotnicy przybijani do drewnianych krzyży podczas corocznych obchodów Wielkiego Piątku
© Dariusz Metel

POJEDYNEK KOGUTÓW

Z kolei w mieście Puerto Princesa na Palawanie można odwiedzić wielką, profesjonalną arenę do walk kogucich. Według filipińskiej tradycji każdy mieszkaniec kraju powinien posiadać koguta. Nie chodzi tutaj o kwestie żywieniowe, ale o szacunek sąsiadów. Im lepszy ptak (champion), tym większe poważanie wśród miejscowych. Sabong, czyli walki kogutów, to prawdziwy sport. Oprócz dostarczania oczywistych emocji pozwala też zarobić. Rozgrywki są traktowane niezmiernie poważnie, za wygrany pojedynek można dostać równowartość 75 złotych. Dla Filipińczyków to naprawdę spora kwota. Walka trwa średnio kilkanaście minut – jeśli podczas pierwszych dziesięciu koguty nie zaczynają walczyć, uznawana jest za nieważną.

Zanim jednak ptak stanie na ringu, wymaga specjalnego przygotowania, tzw. uzbrojenia. Do jego nóg przymocowuje się specjalne ostrza, czyli tore, które stają się dodatkową bronią w walce. Kogut przy wyskoku zadaje cios tym ostrzem i tak pokonuje przeciwnika. Zdarzają się bardzo zaciekłe, krwawe potyczki, wtedy nawet sam sędzia, który z bliska śledzi cały pojedynek, musi uważać na swoje bezpieczeństwo.

 

Soczyście zielone tarasy ryżowe znajdujące się w Banaue na wyspie Luzon

© Philippine Department of Tourism

 

POLA NA ZBOCZACH

Podczas opisywania Filipin, nie można zapomnieć o spektakularnych polach ryżowych. W trakcie podróży po tym kraju trzeba je koniecznie zobaczyć.

Jedne z nich znajdują się w okolicy Banaue (w północnej części wyspy Luzon). Zabudowania tego górskiego miasteczka skupione są praktycznie wzdłuż jednej, długiej ulicy. Na centralnym placu stoją kolorowe jeepneye, czyli zmodyfikowane modele jeepa, i mnóstwo trójkołowych rowerów. Blaszane domy nie robią wrażenia na turystach. Uwagę przyciągają liczące aż ok. 2 tys. lat, przepiękne, soczyście zielone tarasy ryżowe, które uchodzą za ósmy cud świata. Uważa się, że ludzie zbudowali je, nie używając maszyn, co czyni je wyjątkowym obiektem. Leżą na pokrytych bujną roślinnością zboczach górskich.

W prowincji Ifugao znajduje się w sumie pięć tarasów ryżowych (w Kordylierach Filipińskich – Batad i Bangaan – oba w Banaue, a także Mayoyao w Mayoyao, Hungduan w Hungduan i Nagacadan w Kiangan), które wpisano w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Widoki w ich okolicach zapierają dech w piersiach. Można tutaj podziwiać wspaniały, ok. 30-metrowy wodospad Tappiya, w którego wodach warto ochłodzić się po podróży z oddalonej o mniej więcej 30 minut drogi wioski Batad. Niestety, to malownicze miejsce jest bardzo oblegane przez turystów.

 

WISZĄCE TRUMNY

Filipiny to nie tylko rajskie plaże i turkusowa woda, ale również piękne góry. Najsłynniejszą górską miejscowością jest Sagada. Swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim tajemniczym jaskiniom i wiszącym trumnom. Niecodzienny sposób chowania zmarłych zapoczątkowała ludność Igorot (Cordillerans), która zamieszkuje północne tereny Luzonu. Zwyczaj głosi, że każdy powinien za swojego życia własnoręcznie wykonać trumnę z jednego kawałka drewna, aby po śmierci zostać w niej pochowany. Zmarłych zawijano w koce i obwiązywano liśćmi rattanu. Rodzina i przyjaciele nieśli później tak przygotowane zwłoki pod skały. Tam owinięte ciało układano w trumnie w pozycji embrionalnej. Wierzono, że skoro człowiek w takiej pozycji przyszedł na świat, to i w tej samej powinien z niego odejść. Trumna po zamknięciu była umieszczana na wcześniej przygotowanym miejscu na skale, wnoszono ją po drabinie. Według wierzeń dzięki usytuowaniu ciała na wysokości zmarły miał bliżej do nieba. Inna hipoteza mówi, że takie nietypowe umieszczanie zwłok stanowiło nagrodę za godne życie.

Podczas wizyty w Sagadzie trzeba także zobaczyć pobliskie, połączone ze sobą jaskinie: Lumiang i Sumaguing. W pierwszej z nich również chowano zmarłych. W ciemnych, podziemnych komorach znajduje się ponad 100 drewnianych skrzyń z ciałami, które mają po kilkaset lat. Należy jednak pamiętać, że jaskinie można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Dobrze też zabrać buty na zmianę, ponieważ w środku zbiera się dużo wody. Poza tym koniecznie trzeba wziąć ze sobą latarkę. Jaskinie są ogromne. Do wejścia prowadzą długie, strome, kamienne schody. Należy na nich bardzo uważać, aby się nie przewrócić. Stopnie są wilgotne od spadających na nie kropel wody.

Obszerna Jaskinia Pogrzebowa Lumiang (Lumiang Burial Cave) wyróżnia się ładnymi korytarzami z pojedynczymi naciekami. Podczas jej zwiedzania będziemy zmuszeni często pochylać się i przeciskać przez zwężenia. Jaskinia jest jednak całkiem łatwa do przejścia, a wędrówka po niej to przyjemność.

Sumaguing ma inny charakter korytarzy. Są one większe, zdobi je także więcej nacieków. Na samym końcu znajduje się piękna, kilkumetrowej wysokości formacja naciekowa przypominająca szeroki, zamrożony wodospad.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

Przed wyjazdem na Filipiny warto dowiedzieć się kilku rzeczy. Bezpłatną wizę, ważną przez 30 dni, turyści otrzymują na lotnisku – pracownik wbija ją do paszportu po przylocie na miejsce (paszport musi być ważny jeszcze przynajmniej sześć miesięcy). Aby ją dostać, trzeba okazać bilet na wyjazd z Filipin (powrotny do Polski lub do innego kraju). Jeśli nie będziemy go mieć, nie zostaniemy przepuszczeni przez granicę. Największe i najważniejsze filipińskie lotnisko – Międzynarodowy Port Lotniczy Ninoy Aquino – znajduje się w rejonie Manili.

                Jako turyści możemy korzystać z polskiego prawa jazdy przez cztery tygodnie. Po ich upływie powinno się wyrobić lokalne pozwolenie na prowadzenie pojazdów. Przed wyjazdem na Filipiny nie trzeba szczepić się profilaktycznie przeciw żadnym chorobom. Jeśli wybieramy się tu w sezonie (od grudnia do maja), powinniśmy zarezerwować sobie miejsca noclegowe przed przybyciem. Poza sezonem zwykle nie ma problemów ze znalezieniem zakwaterowania już po przylocie. Do wyboru są hotele, hostele i mniej liczne obiekty typu guesthouse (domki gościnne). Zanim zdecydujemy się na jakieś miejsce, powinniśmy sprawdzić, jaki oferuje standard.

 

W DRODZE DO RAJU

Filipiny to idealne miejsce na wakacje. Podróż do tego kraju jest jak ucieczka do raju, gdzie odkrywa się nowy, nieznany świat i… samego siebie. Tutaj można wyjść poza swoją sferę komfortu, docenić piękno przyrody i wartość życia. Wycieczka na Filipiny pozwala oderwać się od rzeczywistości. Ten kraj stanowi wielką mozaikę kultur, dlatego przypadnie do gustu turystom zmęczonym popularnymi kurortami nastawionymi na europejskich urlopowiczów.

Jednak jak każde miejsce na ziemi i to również ma swoje ciemniejsze strony. Znajdziemy tu nie tylko bezludne wyspy i soczyste arbuzy. Natkniemy się także na niewyobrażalne ilości śmieci w największych miastach i spotkamy smutne spojrzenia bezdomnych dzieci śpiących na ulicy. Filipiny są piękne, ale i pełne sprzeczności. Dlatego przed wyjazdem na nie należy przemyśleć swoje nastawienie do podróży. Do tego kraju trzeba podejść świadomie, być przekonanym o tym, że chce się do niego pojechać. W wycieczce na rajskie plaże Filipin chodzi o coś głębszego niż odhaczenie kolejnego punktu z listy marzeń. To miejsce potrafi rozkochać w sobie, ale umie też zawieźć, szczególnie osoby nastawione na idealne wakacje. Jednak po kilku dniach pobytu tutaj zazwyczaj przestaje się zwracać uwagę na niedogodności. Zapomina się również o stresie, codziennym pędzie, potrzebie posiadania coraz to nowych rzeczy. Podróż po Filipinach przede wszystkim skłania do refleksji na temat życia. W tym kraju prawdziwą przyjemnością jest delektowanie się smakiem kokosa i poznawanie zwykłych, szczerych ludzi. Problemy miejscowych, takie jak brak dostępu do wody pitnej czy prądu, także wydają się bardziej realne. Po pobycie na Filipinach człowiek zaczyna się zastawiać, na czym tak naprawdę mu zależy. W Europie mamy różne udogodnienia technologiczne i możliwość kupienia butów z najnowszych kolekcji projektantów, ale czy to pomaga nam w uczeniu się szacunku do ludzi? Na Archipelagu Filipińskim można nauczyć się akceptowania innych i samego siebie oraz tego, że w życiu chodzi o coś więcej niż konsumowanie dóbr.

 

Wydanie lato-jesień 2018

Sun of Jamaica

ANNA GORDON

 

<< HasłoJamajka”uruchamia całą serię skojarzeń: słońce, plaża, relaks, muzyka, taniec... Na tej wyspie czeka nas jednak o wiele więcej. Charakterystyczna kultura, burzliwa i ciekawa historia, język ze specyficznym śpiewnym akcentem oraz otwarci i uśmiechnięci ludzie stanowią niemniej silny magnes przyciągający corocznie miliony turystów z całego świata. W 1988 r. na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w kanadyjskim Calgary reprezentacja tego gorącego karaibskiego kraju wzięła udział w zawodach bobslejowych. Jak więc widać, dla Jamajczyków nie ma rzeczy niemożliwych. >>

Ojczyzna muzyków reggae Boba Marleya i Shaggy’ego leży na niewielkiej wyspie na Morzu Karaibskim (prawie 11 tys. km² powierzchni). Największa liczba ludności zamieszkuje portowe Kingston, stolicę państwa od 1872 r. (wcześniej głównym ośrodkiem administracyjnym było Spanish Town). Eksportuje się stąd cukier wytwarzany z trzciny cukrowej, aromatyczną kawę arabikę oraz wyśmienity złocisty rum.

Więcej…

Turystyczne perełki dzięki soli

MICHAŁ DOMAŃSKI

ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Miasta mające na swoim terenie dawne kopalnie soli, które zostały udostępnione zwiedzającym, są obecnie niezmiernie popularne wśród turystów, potrafią ich przyciągnąć niczym magnes. „Białe złoto” jest dzisiaj doskonałym produktem turystycznym i narzędziem międzynarodowej promocji. Światową sławą cieszą się nasze dwie perełki – Wieliczka i Bochnia – oraz takie cuda, jak np. Katedra Soli w Zipaquirze w Kolumbii czy Salina Turda i Salina Praid w Siedmiogrodzie (Transylwanii) w Rumunii… Jeśli jesteśmy spragnieni niezapomnianych wrażeń, w dawnych kopalniach soli przygotowano interesujące trasy turystyczne, które mogą się pochwalić nie lada atrakcjami.

Sól to naturalne bogactwo, które występuje na wszystkich kontynentach. Jest cennym kruszcem, ponieważ posiada zdolności konserwujące i lecznicze. W starożytności i średniowieczu była używana jako środek płatniczy w formie tzw. krusz solnych, zastępując pieniądz metalowy (w Etiopii i Tybecie wybijano z niej nawet monety!). Pierwotnie sól otrzymywano ze słonych źródeł metodą warzelniczą. Polega ona na odparowywaniu wody. Początki eksploatacji soli kamiennej nie są znane. Najprawdopodobniej przy pogłębianiu studni solankowych natrafiono na jej złoża, które zaczęto wydobywać za pomocą prymitywnych narzędzi. Od tego momentu upłynęło wiele wieków, a biały kruszec ma nadal ogromną wartość… Dzisiaj na terenie zabytkowych kopalni soli tworzy się niezwykle ciekawe trasy turystyczne, specjalne programy zwiedzania, które przyciągają rocznie miliony gości z całego świata.

Więcej…