Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.


Jordańskie Królestwo Haszymidzkie leży w Azji Południowo-Zachodniej. Graniczy z Izraelem, Arabią Saudyjską, Irakiem, Syrią i Zachodnim Brzegiem Jordanu. Do tego bliskowschodniego państwa należy 26 km wybrzeża nad zatoką Akaba w basenie Morza Czerwonego.

Swoją podróż po Jordanii zwykle zaczynam od Ammanu, jej stolicy. Najlepiej oglądać go podczas przejażdżki taksówką lub z ruin Cytadeli położonej na wzniesieniu. Zawsze mam wrażenie, że to miasto faluje – kwadratowe domy w kolorze piasku gęsto przykrywają okoliczne wzgórza i przypominają potężne beżowe fale. Pomiędzy nimi nie widać żadnych skwerów ani parków. Ciężko uwierzyć, że mieszka tutaj tylko ok. 4 mln ludzi, bo metropolia wydaje się dużo większa, a stada kóz i wielbłądów wypasane wśród budynków na przedmieściach zdumiewają jeszcze bardziej.

Starszy brat Rzymu

JerashGeneral5.jpg

Dżarasz – otoczona dwoma rzędami kolumn dawna rzymska ulica (cardo)

©JORDAN TOURISM BOARD



Dziś w granicach Ammanu leży 19 wzgórz, chociaż podobno został on, niczym starożytny Rzym, założony na siedmiu. Na najwyższym z nich znajdują się ruiny Cytadeli z VIII w. Samo wzniesienie było jednak zamieszkane już od ok. 1650 r. p.n.e., co czyni centrum jordańskiej stolicy starszym od Wiecznego Miasta o prawie tysiąclecie. Mimo to nie ma tu zbyt wielu pamiątek z czasów starożytnych. Zachowały się jedynie teatr rzymski, odeon czy ruiny nimfeum (rodzaj okazałej fontanny) i Świątyni Herkulesa z II w. n.e. Dziś przypominają o świetności i bogactwie antycznego Ammanu (nazywanego wtedy Filadelfią), dzięki którym został włączony do Dekapolis – ligi dziesięciu wolnych miast.

               
Centrum stolicy to moja ulubiona dzielnica. Jej ulice ostro zakręcają i wbiegają pod strome wzgórza, ale miejscowi kierowcy dobrze wiedzą, jak odnaleźć się we wszechobecnym chaosie. Najbardziej lubię spacerować tutaj wieczorami, bo wtedy właśnie metropolia ożywa. Ammańska scena klubowa porównywana jest zresztą do tej z Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Szarm el-Szejk w Egipcie i uchodzi za jedną z najlepszych w świecie arabskim. To jednak nie clubbing przyciąga mnie w te strony. Wolę przejść się po okolicy, popatrzeć na grupy przyjaciół, pary i całe rodziny, kupić na targu trochę owoców (tak, nocą), napić się herbaty w jednej z knajpek, gdzie czasem grający w szesz-besz (tryktraka) Arabowie zaproszą mnie do stolika. I chociaż ja znam tylko podstawowe arabskie zwroty, a oni nie mówią po angielsku, atmosfera zawsze jest bardzo miła. Za dnia natomiast uciekam z Ammanu poznawać północ Jordanii.

Starożytny system alarmowy

Nie tylko Amman leży na wzgórzach. Praktycznie całą północno-zachodnią Jordanię zajmują góry, dzięki czemu latem bywa tu chłodniej niż na pustyni, a zimą najwyższe wzniesienia pokrywa nawet cienka warstwa śniegu. Klejnotem tego regionu Jordanii są ruiny najlepiej zachowanego rzymskiego miasta na Bliskim Wschodzie – Gerazy (dziś Dżarasz). Swój złoty okres przeżywało ono za panowania rzymskiego (i również weszło do Dekapolis), ale silne trzęsienie ziemi w VIII w. zapoczątkowało jego stopniowy upadek. Dzisiaj pozostałości dawnych zabudowań stanowią świetny przykład prowincjonalnego ośrodka.

               
Najlepiej przyjechać tutaj wiosną, kiedy okolica tonie w bujnej zieleni, lub latem, gdy turystów jest niewielu, a przez ponad tydzień trwa Festiwal Kultury i Sztuki w Dżarasz. Nocą odbywają się wówczas  spektakle i koncerty wśród podświetlonych budynków, a za dnia można podziwiać zachowane zabytki: łuk triumfalny cesarza Hadriana (76–138), hipodrom, forum, dwa teatry, świątynie i kościoły, łaźnie, fontannę, bramy miejskie i ulice z kolumnami. Lokalny przewodnik zwrócił kiedyś moją uwagę na spody tych kolumn zaokrąglone w prawie niewidoczny sposób. Następnie podniósł z ziemi kamień i uderzył nim o leżące obok wielkie skalne bloki. Zamiast zwykłego odgłosu rozległ się metaliczny brzdęk. Te bloki układano tak, aby uderzały o siebie, gdy kolumny zaczynały się kołysać w czasie trzęsienia ziemi. Dzięki temu ludzie mogli szybko opuścić budynki, zanim się zawaliły – wyjaśnił. To był starożytny system alarmowy – dodał dumny z tego, że pokazał mi tę ciekawostkę.

Arabska etykieta

Arabowie w ogóle są ludźmi bardzo dumnymi, lecz Jordańczycy mają konkretne powody, żeby z takim poczuciem godności opowiadać o swojej ojczyźnie. Mój znajomy Jamal często podkreśla, że Jordania stanowi jeden z najbezpieczniejszych krajów w regionie. Syria, Irak, Arabia Saudyjska, Egipt, nigdzie nie jest tak bezpiecznie jak u nas! – zachwala. Wszyscy chcą tu mieszkać! Trzeba przyznać mu w tym trochę racji. W wielu tutejszych rejonach, szczególnie na północy, można spotkać imigrantów z Iraku, Syrii czy Palestyny.

               
Zwykle przed wyjazdem na Bliski Wschód słyszę pytania, czy jako blondynka nie boję się jeździć do krajów arabskich. Ja jednak w Jordanii czuję się naprawdę bezpiecznie. Przeważająca większość Jordańczyków to uprzejmi ludzie o dobrych manierach. Z szacunku do obcej kobiety nie dotkną jej (a zaczepki seksualne nie zdarzają się prawie nigdy), chociaż spoglądają z ciekawością. Często wielu z nich nie widziało tak bardzo jasnych włosów jak moje, do czego jestem już przyzwyczajona.

               
Trzeba jednak pamiętać o różnicach kulturowych i traktować tutejsze obyczaje z szacunkiem. Nieskromny strój u turystów obu płci uchodzi za obraźliwy. Arabskim kobietom nie należy robić zdjęć bez pytania nawet na ulicy. Z kolei w meczetach w ogóle nie powinno fotografować się ludzi – niegdyś odgrywały one rolę przytułków dla bezdomnych. Poza tym lewą rękę uważa się za nieczystą i nie wolno nią jeść ani wręczać czy przyjmować prezentów.

               
Jeżeli zdarzy nam się, że w ciągu dnia będziemy zasypywani na ulicy pytaniami, jak się czujemy lub czy niczego nam nie brakuje, to tylko dlatego, iż dla Jordańczyków przestrzeń osobista nie istnieje. Najgorsze, co możemy wtedy zrobić, to okazać zniecierpliwienie bądź irytację. Jeśli dorzucimy do tego gesty np. sugerujące, że chcemy, aby nasz rozmówca sobie poszedł, będzie to dla niego głęboko obraźliwe. Turyście z Europy łatwo jest popełnić faux pas, jednak jeżeli pokażemy, iż staramy się zapamiętać zasady arabskiej etykiety i odnosimy się do miejscowych z szacunkiem, Jordańczycy to docenią i zdobędziemy ich przyjaźń.

Miasta i zamki

MountNeboChurchHorizontal.jpg

Ruiny zamku arabskiego w Adżlun z XII w.

©JORDAN TOURISM BOARD



Z dziesięciu miast, które należały do Dekapolis, sześć znajdowało się w granicach dzisiejszej Jordanii. Chociaż ruiny w Dżarasz są najbardziej okazałe i najlepiej zachowane, turyści odwiedzają też pozostałości antycznej Gadary w Umm Qais. Obecnie jednak ten kompleks podziwia mniej przyjezdnych, gdyż osada leży tuż przy granicy z Syrią i ludzie wolą nie ryzykować. Mimo to Jordańczycy zachęcają obcokrajowców do obejrzenia tego zabytku, a konflikt w sąsiednim kraju traktują jako swoistą atrakcję. Tam się zwykle nic nie dzieje, czasem tylko widać dym i słychać strzały – mawiają.

               
Zaledwie ok. 20 km od Dżarasz znajdziemy jeszcze zamek w Adżlun. Twierdza została wzniesiona w XII w. przez dowódcę i siostrzeńca Saladyna jako budowla przeznaczona do obrony przeciwko krzyżowcom, którym nigdy nie udało się jej zdobyć. Dzięki strategicznemu położeniu na wzgórzu można było stąd obserwować Dolinę Jordanu i dochodzące do niej 3 wadi („wąwozy”). Co ciekawe, forteca stanowiła część liczącej ponad 1000 km drogi komunikacyjnej między Damaszkiem i Kairem, którą gołębie pocztowe pokonywały w zaledwie jeden dzień!

               
Poza ruinami rzymskich miast w tej części Jordanii leżą również tzw. zamki pustynne. Rozrzucone na wschód od Ammanu pośród piasków i skał bezkresnej Pustyni Syryjskiej budowle z VII i VIII w. mogły służyć kalifom za pałace, twierdze, magazyny gospodarcze lub karawanseraje (zajazdy) dla wędrujących przez okolice kupców. Dziś najlepiej zachowanych i odrestaurowanych tego typu obiektów jest tylko 9, a wszystkie są uważane przez archeologów za jedne z najwspanialszych przykładów architektury i sztuki wczesnego islamu. Mój ulubiony to Kasr Amra, którego wnętrza zdobią przepiękne freski. Całe komnaty pokrywają ścienne malowidła przedstawiające życie codzienne, władców, a także różne symboliczne obrazy, takie jak np. mapa nocnego nieba z konstelacjami i znakami zodiaków.

               
Na wycieczkę do zamków pustynnych warto wynająć lokalnego przewodnika, ponieważ te budowle o piaskowym kolorze często rozpływają się w gorącym powietrzu niczym fatamorgana. Bywa, że nie prowadzą do nich żadne drogowskazy, a jeśli nasz kierowca nie zna okolicy, to nie będzie chciał nas do nich zawieźć. Nie powinno to nikogo dziwić. Tych twierdz, do których najtrudniej dotrzeć, nie ogląda się dla ich architektury, ale dla otaczającego je bezkresu pustyni, która może być bardzo niebezpieczna.

Kraina z „Biblii”

Wiele osób zaskoczy pewnie fakt, że Jordania kojarzy się nie tylko z islamem, ale też chrześcijaństwem. Znajduje się tutaj kilka miejsc wspomnianych w Starym i Nowym Testamencie, do których ściągają pielgrzymi i amatorzy archeologii biblijnej. Dwa z nich, Betanię nad Jordanem i górę Nebo (817 m n.p.m.), w marcu 2000 r. odwiedził papież Jan Paweł II.

               
Najczęściej ludzie pielgrzymują właśnie na ten drugi szczyt, z którego Mojżesz oglądał zieloną Dolinę Jordanu, czyli Ziemię Obiecaną. Trudno uwierzyć w jego zachwyt nad tym rejonem dzisiaj, kiedy okolica szczególnie latem jest wypalona słońcem, ale kilka tysięcy lat temu rozciągały się tu bardziej urodzajne ziemie. Na tarasie widokowym ustawiono tablicę z opisanym horyzontem, a wczesnym rankiem lub zimą, gdy powietrze staje się niezmiernie przejrzyste, widać stąd dobrze jedno z najstarszych miast świata – Jerycho, położone po drugiej stronie Morza Martwego.

               
Najważniejsze jednak miejsce dla chrześcijan stanowi Betania nad Jordanem, gdzie zgodnie z Ewangelią według św. Jana Jan Chrzciciel nauczał o nadejściu Mesjasza i ochrzcił Jezusa z Nazaretu. Nieprzypadkowo działo się to w tym rejonie. Rzeka ma tutaj zaledwie kilka metrów szerokości i ok. 1,5 m głębokości. W przeszłości znajdował się na tym odcinku bród, którym przekraczano Jordan (nazwa Betania zresztą pochodzi od Beit Anniya – „Dom Przejścia”). Dziś przebiega tędy granica między Izraelem i Jordanią, pilnie strzeżona przez żołnierzy obydwu państw. Nic w tym dziwnego, ponieważ przybywający nad rzeczne brzegi z obu stron pielgrzymi mogą prawie się dotknąć.

               
Z Janem Chrzcicielem wiąże się również inny punkt na mapie Jordanii. To pustynne wzgórze wysokie na niemal 740 m n.p.m., na którego szczycie stał Macheront, zamek Heroda Wielkiego (ok. 73 r. p.n.e.–4 r. p.n.e.). Jego syn, Herod Antypas (przed 20 r. p.n.e.–po 39 r. n.e.) poślubił swoją bratową Herodiadę, łamiąc tym samym moralny zakaz. Jan Chrzciciel, ogłoszony prorokiem i będący wielkim autorytetem dla ludzi, głośno krytykował to małżeństwo, za co został wtrącony do więzienia. Królowa domagała się jego śmierci, jednak władca obawiał się gniewu ludu. W końcu gdy córka Herodiady, Salome III, tańczyła przed królem z okazji jego urodzin, ten urzeczony występem przysiągł spełnić każde jej życzenie. Dziewczyna, za namową matki, poprosiła o głowę Jana Chrzciciela na tacy, a Herod Antypas, chociaż niechętnie, rozkazał ściąć proroka w twierdzy Macheront.

               
Dla osób interesujących się historią biblijną istotna jest też miejscowość Madaba, w której na mozaikowej posadce w prawosławnej Bazylice św. Jerzego znajduje się najstarsza na świecie mapa Palestyny i Delty Nilu z VI w. Umieszczono na niej ok. 150 greckich nazw miejsc zawartych w Biblii. Niegdyś miała kształt nieregularnego trapezu o wysokości 7 m i dłuższym boku mierzącym podobno 21 m, a składała się z ponad 2 mln kawałków! Chociaż większość mapy nie przetrwała do naszych czasów, to i tak w obecnym stanie dostrzeżemy jej złożoność. Palestynę ukazano tu z perspektywy Morza Śródziemnego. Gdy stoimy przed jej odwzorowaniem, widzimy Jerozolimę otoczoną murami, a za nią Morze Martwe. Po lewej wije się rzeka Jordan, po prawej natomiast leży półwysep Synaj i Delta Nilu.

               
W Madabie odkryto więcej mozaik, dlatego wykonane tą techniką obrazy albo meble to typowa pamiątka z Jordanii. Wyrabia się je ręcznie według tradycyjnych metod, a ich cena zależy od wielkości i złożoności wzoru. Mozaikowe malowidło może być tworzone nawet kilka miesięcy!

               
Ostatnią postacią z Biblii kojarzoną z jordańskimi ziemiami jest Lot. Po zniszczeniu Sodomy i Gomory ukrył się on z córkami w jaskini, gdzie według biblijnego przekazu doszło do kazirodczego stosunku, w wyniku którego narodzili się Moab i Ben-Ammi, protoplaści Moabitów i Ammonitów, starożytnych ludów Jordanii. Miejsce to, zwane Jaskinią Lota, znajduje się w klifach na południowym wschodzie Morza Martwego.

Kąpiel w błocie i oleju


Wspomniane Morze Martwe, tak naprawdę będące jeziorem, nie prezentuje się zbyt atrakcyjnie. Co prawda, sól tworząca różne ciekawe formacje przy linii brzegowej wygląda z daleka trochę jak śnieg, ale raczej nie przyjeżdża się tutaj dla widoków. To zresztą bardzo specyficzny rejon, do którego można zapałać miłością lub wręcz przeciwnie, od razu się zniechęcić.

               
Ja – niestety – należę do drugiej grupy osób. Przede wszystkim dlatego, że na wybrzeżu bywa zawsze tak nieznośnie gorąco i duszno, iż ciężko mi oddychać. Akwen leży w najgłębszej depresji świata. Jego lustro znajduje się 429 m p.p.m. i cały czas się obniża, chociaż nie wypływają z niego żadne rzeki. Ze względu na wysokie temperatury (latem dochodzące nawet do 40°C) woda morska ciągle odparowuje, a stężenie substancji mineralnych, w tym soli, stale się zwiększa. Jest ono tak duże, że żadne formy życia (oprócz bakterii) nie są w stanie tutaj przetrwać, a każda ryba, trafiająca do morza z kilku dopływających do niego rzek, natychmiast ginie. Właśnie z tego powodu to wielkie słone jezioro bezodpływowe nazwano „martwym”.

               
Wysokie zasolenie sprawia również, że kąpiel w tym akwenie stanowi dość ciekawe doświadczenie. Przede wszystkim jego wody są oleiste i gorące. W okolicy brzegu bywają cieplejsze od powietrza. Podczas zanurzania się wszystko zaczyna nas bardzo swędzieć i od razu dowiadujemy się o każdym zadrapaniu na naszym ciele (dlatego lepiej nie golić się przed kąpielą). Mimo mojej niechęci do tłustej i ciepłej wody muszę przyznać, że unoszenie się na jej powierzchni to całkiem przyjemne uczucie, a minerały w niej zawarte działają dobroczynnie na skórę i włosy, które natychmiast stają się niezmiernie gładkie. Także czarne błoto pozyskiwane z dna jeziora ma wysoko cenione właściwości i często można zobaczyć smarujących się nim turystów i miejscowych.

               
Lecznicze walory produktów z Morza Martwego i powietrza z jego okolic znano już w starożytności. Przyjeżdżali tu ludzie cierpiący na dermatozy i choroby układu oddechowego. Dziś na wybrzeżu działa wiele uzdrowisk, komfortowych hoteli spa & wellness oraz centrów odnowy biologicznej, których rozwój wspiera państwo.

Królowa z arabskiej baśni

Jordania zaczęła mocno inwestować w turystykę od 1999 r., kiedy na jej tronie zasiadł król Abdullah II z dynastii Haszymidów. Jednak za prawdziwą tutejszą gwiazdę uchodzi jego żona Rania, uznawana przez wielu za najpiękniejszą królową na ziemi. Chociaż podkreśla, że jest muzułmanką, nie ubiera się w tradycyjny sposób. Nosi dopasowane garsonki i nie zakrywa włosów hidżabem. Królowa gorąco popiera równouprawnienie kobiet, wspomaga edukację dzieci i najbardziej konserwatywnych środowisk w kraju (np. Beduinów), a także angażuje się w zmianę wizerunku krajów arabskich na świecie. Ma profile w serwisach społecznościowych Facebook i Instagram. W 2008 r. prowadziła kanał YouTube, gdzie publikowała swoje wypowiedzi o stereotypach o sytuacji Arabek w ich ojczyznach. Para wychowuje czwórkę dzieci.

               
Z kimkolwiek z Jordańczyków rozmawiam, wszyscy wypowiadają się o królu i królowej ciepło i z szacunkiem. Udało im się stworzyć nowoczesny wizerunek rodziny w tym konserwatywnym kraju. Mieszkańcy Jordanii stawiają ich za wzór godny naśladowania, cenią za działalność charytatywną i wspieranie pokoju na Bliskim Wschodzie. Kochają królewską parę tak bardzo, że mimo protestów przeciwko rządowi, które odbyły się na początku 2011 r., mało obywateli chciało zmienić ustrój państwa z monarchii konstytucyjnej na republikę.

Wąwozy i klify

Jednym z moich ulubionych miejsc w Jordanii jest wąwóz, przez który płynie rzeka Wadi al-Mudżib. W rejonie jej ujścia do Morza Martwego poprowadzono 2-kilometrowy szlak dla amatorów kanioningu. Można przebyć go samodzielnie (są tu też bardziej zaawansowane trasy wymagające opieki przewodnika). Przy wejściu na trakt dostajemy kamizelkę ratunkową. Drogę pokonujemy, wędrując, płynąc lub wdrapując się na kaskady (trudniejsze miejsca zabezpieczono liną). Na koniec docieramy do wielkiego wodospadu. To jeden z najpiękniejszych wąwozów w kraju. Woda na jego dnie ma kolor jasnobłękitny, a jego ściany, oddalone od siebie zaledwie o kilka metrów, zdobią poziome pasy w różnych odcieniach brązu. Najwspanialej prezentuje się on od godz. 10.00, kiedy słońce oświetla cały korytarz.

               
Po drodze z Wadi al-Mudżib do Rezerwatu Przyrody Dana warto odwiedzić Al-Karak z największym po Krak des Chevaliers w Syrii zamkiem krzyżowców na Bliskim Wschodzie. Ten XII-wieczny obiekt liczył aż siedem pięter, z czego część znajduje się pod ziemią, dlatego dobrze zabrać ze sobą latarkę. Okres świetności twierdzy trwał zaledwie ponad 100 lat. Została ona zniszczona przez trzęsienie ziemi.

               
Do wspomnianego największego jordańskiego rezerwatu przyrody (308 km² powierzchni) ściągają miłośnicy pieszych wędrówek. Wyznaczono w nim kilkadziesiąt kilometrów szlaków wśród wzgórz i wysokich klifów. Najlepiej przyjechać tutaj wiosną, kiedy kwitną kwiaty, bądź jesienią, gdy najłatwiej wypatrzeć zwierzęta, niezbyt licznych mieszkańców tego kraju. W Jordanii żyją kuny, szakale, lisy, wilki, hieny pręgowane, wiewiórki perskie (kaukaskie), gazele, oryksy arabskie, koziorożce nubijskie, karakale, strusie północnoafrykańskie, a także rzadkie onagery perskie, czyli podgatunek osła azjatyckiego. Spotkanie tych ostatnich na wolności graniczy z cudem, dlatego nazywane są jednorożcami pustyni.

               
Zapaleni ornitolodzy mogą natomiast wybrać się na obserwowanie ptaków. Aż 18 tutejszych regionów zostało uznanych za Ostoje IBA (Important Bird Area). Występuje w nich wiele chronionych gatunków. We wschodniej części Jordanii przy oazie Azrak ujrzymy ptaki pustynne i wodne, np. z rodziny skowronków, nektarników, dzierzb, łuszczaków czy żurawi. W rezerwatach przyrody wypatrzymy m.in. sępy, orły, sokoły i góropatwy azjatyckie. W rejonie rzeki Jordan i Morza Martwego żyją gatunki arabskie i afrykańskie, w tym żołny i tymalie. Oprócz tego obszar ten leży na szlaku wielkiej migracji ptaków między Europą, Afryką i Azją. Warto zajrzeć tu na początku września, gdyż widok dziesiątek tysięcy osobników w jednym miejscu robi niesamowite wrażenie.

Klejnoty Jordanii

WadiRum_2.jpg

Tzw. Obszar Chroniony Wadi Rum słynie z naturalnych łuków skalnych

©JORDAN TOURISM BOARD



Najwięcej turystów przyjeżdża jednak do Jordanii, żeby zobaczyć Petrę, miasto zaliczane do 7 Nowych Cudów Świata. W VI w. p.n.e. osiedlili się na tym terenie Nabatejczycy, którzy przez 500 lat wykuwali monumentalne budowle w czerwonych skałach. Aby poznać to miejsce w miarę dobrze i zwiedzić je bez pośpiechu, najlepiej przeznaczyć na wizytę w nim dwa dni. Ja najbardziej lubię przyglądać się temu starożytnemu kompleksowi przed zapadnięciem zmroku, kiedy skalne ściany zabarwiają się na ogniście pomarańczowy kolor, ale każdy znajdzie swoją ulubioną porę dnia. Fasady grobowców pięknie prezentują się też o wschodzie słońca, a o zachodzie ze szczytów wzniesień można podziwiać czarną dolinę Arabah, położoną za Petrą. Od kilku lat organizuje się także nocne zwiedzanie miasta. Przez Sik, skalny korytarz, podąża się drogą oświetloną lampionami, która ciągnie się aż do Skarbca (Al-Chazny), znanego z filmu Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989 r.).

               
Obcokrajowców przyciąga również dolina Wadi Rum. Z czerwonego piasku wyrastają tutaj potężne rdzawe skały. Wydaje się, że leżą niedaleko siebie, ale przejechanie od jednej do następnej na wielbłądzie zajmuje prawie godzinę. Zwierzęta te zwane są okrętami pustyni i od wieków służą Beduinom jako środek transportu. Jednak zwiedzanie Wadi Rum na wielbłądzim grzbiecie może niedoświadczonemu jeźdźcowi szybko się znudzić. Na dodatek dotarcie do większości atrakcji trwałoby co najmniej kilka dni. Beduini organizują więc wycieczki jeepami, podczas których w ciągu kilku godzin obejrzymy piaszczyste wydmy, skalne mosty i grzyby, starożytne inskrypcje (w sumie istnieje ich tu ok. 30 tys.) oraz miejsca związane z Thomasem Edwardem Lawrence’em (1888–1935), zwanym Lawrence’em z Arabii, zakochanym w Bliskim Wschodzie brytyjskim archeologiem, wojskowym i agentem wywiadu. Podczas powstania antytureckiego (1916–1918) popierał on dążących do niepodległości Arabów. Ostatnio niesamowite krajobrazy Wadi Rum posłużyły za scenografię do filmu Ridleya Scotta Marsjanin (2015 r.) z Mattem Damonem w roli głównej.

               
Wszystkim gorąco polecam nocowanie na pustyni, szczególnie latem, gdy noce są tak ciepłe, że można spędzać je pod gołym niebem. Oczywiście, śpi się na wysokim łóżku, na którym nie grozi nam ukąszenie skorpiona, węża czy solfugi, tzw. pustynnego pająka, spotykanego niezmiernie rzadko. Jeśli trafimy na nów, ujrzymy miliony gwiazd. Z kolei podczas pełni jest zwykle tak jasno, że samo niebo wydaje się czarne, a czerwone za dnia skały i piasek przybierają zimny błękitny kolor. Ja zakochałam się w obydwu tych obliczach arabskiej pustynnej nocy.

               
Wisienką na torcie w trakcie naszej wizyty w Jordanii będzie odpoczynek w 140-tysięcznym kurorcie Akaba nad Morzem Czerwonym. Warto wybrać się tutaj na snorkeling lub nurkowanie na rafie koralowej i wśród wraków statków czy innych zatopionych obiektów (np. czołgu) porośniętych koralowcami. Tego typu podwodne ogrody zostały stworzone specjalnie z myślą o turystach i cieszą się niezwykłą popularnością przez cały rok, bowiem sezon nad zatoką Akaba panuje zarówno latem, jak i zimą.

Herbata i orzechy

Podczas zwiedzania Jordanii niejednokrotnie będziemy mieli szansę skosztować lokalnych przysmaków na ulicy lub na obiedzie u jej mieszkańców. Jordańczycy są bardzo gościnni. Nauczyło ich tego trudne życie na pustyni. Do najczęściej podawanych potraw należą szoarma (szawarma), falafel czy przyprawiony ryż z jagnięciną bądź kurczakiem oraz mnóstwem sałatek i sosów. Jeśli trafi nam się taka okazja, kupmy na targu owoce granatu albo kaktusa, soczyste winogrona i koniecznie pistacje i inne orzechy, które sprzedawane są bez dodatków, a także w polewach i przyprawach. Na kolację spróbujmy potrawki z bakłażana i pomidorów z białym serem, a zakończmy ją deserem w postaci bakławy z miodem i równie słodką herbatą lub kawą. Tej ostatniej nie powinniśmy odmawiać, bo ten napój jest tu dość drogi. Pamiętajmy jednak, wolno nam wypić najwyżej trzy szklanki kawy – za duszę, za gościa i za miecz, czyli obronę, w którą weźmie nas Jordańczyk. Jeżeli poprosimy o więcej, odebrane zostanie to jako chciwość.

               
Jordania stanowi serce Bliskiego Wschodu. W te strony można wybrać się zarówno na spokojny wypoczynek, jak i aktywne wakacje pełne przygód wśród pustynnych piasków, skał i głębokich wąwozów. To kraina słodka jak arabska herbata i orzechy w miodzie, a zarazem ciepła niczym Petra o zachodzie słońca i uśmiech na twarzy Jordańczyka. Ten kraj jest nowoczesny, a jednocześnie ciągle tradycyjny, ale z pewnością nie nudny.

Artykuły wybrane losowo

Bliska Polsce piękna Saksonia

KAROLINA BOROWSKA

www.dresden-drezno.de

 

<< „W Chemnitz pracowano, w Lipsku handlowano, a w Dreźnie hulano” – to stare powiedzenie dobrze określa miasta Saksonii. Pierwsze z nich w XIX w. było zwane saksońskim Manchesterem ze względu na dymiące kominy licznych fabryk. Po bogatych fabrykantach zachowała się w nim do dziś nie tylko ciekawa architektura przemysłowa i miejska, ale też niezwykle bogate zbiory sztuki. Handlowy Lipsk słynie z Lipskich Targów Książki (Leipziger Buchmesse). Początki tradycji drukarskich i wydawniczych sięgają w nim XVI stulecia. Miasto zachwyca zabytkami: renesansowym Starym Ratuszem (Altes Rathaus), barokowymi kamienicami czy Starą Giełdą Handlową (Alte Handelsbörse) i pasażami handlowymi ze słynną Piwnicą Auerbacha (Auerbachs Keller). A Drezno? O nim można opowiadać bez końca… >>

Oprócz Chemnitz, Lipska i Drezna w Saksonii znajduje się jeszcze wiele malowniczych miast i miasteczek z wyjątkową historią i bogatą kulturą. Ich zabytkowa zabudowa została w ostatnich 20 latach wspaniale odrestaurowana. Podobnie odrodziła się okoliczna piękna przyroda. Wiele obszarów zanieczyszczonych w wyniku działalności przemysłowej poddano rekultywacji, w miejscu dawnych kopalni odkrywkowych powstały tereny rekreacyjne. W Saksonii znajduje się ok. 1 tys. pałaców, zamków, dworków i ogrodów. Polscy turyści bywają zaskoczeni i zachwyceni, jak znakomicie dzisiaj wygląda region należący kiedyś do Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD).

 

Drezdeńskie Stare Miasto w okolicy mostu Augusta (Augustusbrücke) na Łabie

© k.A./Anja Upmeier

 

Ten niemiecki kraj związkowy dzieli od Polski tylko linia graniczna. Jak to zwykle z sąsiadami bywa, zdarzały nam się dobre i złe czasy. Przyjacielskie relacje przeplatały się ze sporami i nieporozumieniami. W trudnych chwilach potrafiliśmy sobie służyć pomocą. Tak w skrócie można opisać historię naszych wzajemnych kontaktów. Dziś w Saksonii wciąż natkniemy się na słowiańskie nazwy miejscowości. Wielu jej mieszkańców przyjeżdża do Polski na urlop nad morzem czy w górach. W końcu mamy do siebie tak blisko!

 

NA GRANICY

Dzięki utworzeniu strefy Schengen w 1995 r. zniknęły wewnętrzne granice w Unii Europejskiej, przez Nysę Łużycką można przejść mostem, karmiąc polsko-niemieckie kaczki. Od naszej strony, na prawym brzegu stoi młyn trójkołowy ze spichlerzem, gdzie składowano zboże. Na ścianie budynku powstała płaskorzeźba o powierzchni ponad 100 m² zatytułowana WAZE, czyli Wizerunek Artystyczny Zjednoczonej Europy, autorstwa Vahana Bego i Michała Bulaka. Zgorzelec i Görlitz spoglądają na siebie przez rzekę oddzielającą Polskę od Niemiec.

Ze względu na pięknie odrestaurowane historyczne centrum i jeszcze nieodnowione budynki niemieckie miasto często staje się planem filmowym. To w nim kręcono niektóre sceny do takich filmów, jak Bękarty wojny (2009 r.) w reżyserii Quentina Tarantino, Lektor (2008 r.) z oscarową rolą Kate Winslet czy Grand Budapest Hotel (2014 r.). Dlatego nazywa się je czasem żartobliwie Görliwood.

Görlitz i Zgorzelec mają bogatą ofertę kulturalną. Oba miasta w tym samym czasie zapraszają na różne wspólne festiwale, np. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ViaThea. Gdy po niemieckiej stronie Nysy Łużyckiej odbywa się Festyn Staromiejski (Altstadtfest Görlitz), po polskiej można wziąć udział w Jakubach. Decyzją władz obu ośrodków 8 lipca 2003 r. powołano do życia Europa-Miasto (niem. Europastadt). Postanowiono również razem ubiegać się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2010 r. Niestety, wybór padł wówczas na innych kandydatów.

Görlitz miało dużo szczęścia. Podczas II wojny światowej nie zostało zbombardowane. Na początku maja 1945 r. Niemcy wysadzili most Staromiejski, który odbudowano i ponownie otwarto w październiku 2004 r. Ze względu na brak funduszy i położenie na peryferiach NRD zaniedbane historyczne centrum ocalało i nie zabudowano go blokami. Przeprowadzenie rewitalizacji miasta było możliwe nie tylko dzięki wsparciu Unii Europejskiej. Od 1995 r. przez 11 kolejnych lat nieznany donator przekazywał Görlitz fundusze przeznaczane na renowację zabytków. Łączna kwota tego wsparcia wyniosła ponad 10 mln euro.

 

W ŁUŻYCACH GÓRNYCH

Jeśli ktoś chce zobaczyć krzywą wieżę, nie musi koniecznie jechać do Pizy. Tuż przy autostradzie łączącej Zgorzelec z Dreznem znajduje się ponad tysiącletni Budziszyn (Bautzen) położony nad Sprewą. Wież mamy tutaj 17, a jedna z nich (Bogata Wieża – Reichenturm) jest bardzo krzywa – jej odchylenie od pionu wynosi 1,44 m.

W tym mieście od wieków żyją Niemcy i Górnołużyczanie (należący do Serbołużyczan), niewielka grupa etniczna (szacowana na ok. 45–60 tys. ludzi), która do dzisiaj kultywuje swoje obyczaje, takie jak wielkanocna procesja konna przyciągająca setki turystów z całego świata. Zabudowania historycznej części Budziszyna otoczone są prawie na całej długości murami obronnymi – podczas spaceru wzdłuż nich można podziwiać genialny system pompowania wody pochodzący ze średniowiecza. Blisko rynku z dumnym Ratuszem (Rathaus) znajduje się Katedra św. Piotra (Dom St. Petri). Kościół podzielony jest na dwie części: katolicką i protestancką. Sąsiaduje z nim kapituła przyklasztorna ze znaczącym skarbcem i barokowym portalem. Wąskie uliczki Budziszyna prowadzą do urokliwych zaułków i romantycznych ruin. Wśród tych ostatnich warto wymienić pozostałości Kościoła św. Mikołaja (St.-Nikolai-Kirche) z cmentarzem. Nad miastem góruje zamek Ortenburg, na który składają się późnogotycka budowla główna i trzy renesansowe ściany szczytowe.

 

WYJĄTKOWE DZIEŁO

Niezbyt duże miasto Zittau (Żytawa) zasługuje na wyróżnienie z powodu niezwykłego skarbu. Jest nim Wielkie Płótno Wielkopostne (Wielka Zasłona Wielkopostna) z 1472 r. o olbrzymich rozmiarach (8,2 x 6,8 m). Na 90 kwadratowych obrazach przedstawia ono sceny ze Starego i Nowego Testamentu oraz ksiąg apokryficznych, od stworzenia świata aż po Sąd Ostateczny. Znajduje się tu jeszcze jedno takie arcydzieło – Małe Płótno Wielkopostne (4 x 3 m) pochodzące z 1573 r.

Z Zittau można udać się parową kolejką wąskotorową do miejscowości Oybin, aby odwiedzić pozostałości gotyckiego klasztoru i zamku. Ruiny na tle tutejszego krajobrazu tworzą wyjątkowo malowniczy widok. Po drodze pasażerowie oglądają niezwykłe formacje skalne z piaskowca oraz romantyczne wioski górskie z charakterystycznymi domami przysłupowymi.

 

SASI I POLACY

Stolica Saksonii, Drezno, bywa nazywana Florencją nad Łabą ze względu na piękną architekturę i wspaniałe zbiory sztuki. Pierwsza udokumentowana wzmianka o mieście pochodzi z 1206 r. Pod koniec XV w. stało się ono stolicą Elektoratu Saksonii. W kolejnym stuleciu, w 1549 r., elektor Maurycy Wettyn (1521–1553) połączył dwa leżące po przeciwnych stronach Łaby miasta w jedno i rozbudował zamek. Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii stosunków między Polską a Saksonią było zawarcie unii polsko-saskiej związanej z wybraniem w 1697 r. na władcę Rzeczypospolitej elektora Fryderyka Augusta I (Augusta II Mocnego), a później (w 1733 r.) jego syna Fryderyka Augusta II (Augusta III).

Na terenie zniszczonej w 1685 r. przez pożar dzielnicy położonej naprzeciwko Starego Miasta wybudowano barokowe Nowe Miasto (Neustadt). Stoi tu słynny pomnik Augusta II Mocnego – złoty jeździec na złotym koniu pędzi w kierunku Warszawy, do swojej drugiej rezydencji. Do dzisiaj zachowała się duża część dawnych zabudowań, większość ocalała po II wojnie światowej. Ulica Królewska (Königstraße) prowadzi pośród odrestaurowanych barokowych kamienic do Pałacu Japońskiego (Japanische Palais). Jego nazwa wskazuje na inspiracje kulturą Dalekiego Wschodu, szczególnie silne w epoce baroku. August II Mocny posiadał znaczącą kolekcję porcelany azjatyckiej oraz miśnieńskiej. Tutaj miał powstać porcelanowy pałac, który nigdy nie został całkowicie ukończony.

Hauptstraße ze złotym jeźdźcem to deptak z aleją platanów, gdzie można spokojnie i miło spędzić czas. Jest tu wiele kawiarni, restauracji i sklepów oraz pasaże rzemieślnicze założone na barokowych dziedzińcach. Przy deptaku znajduje się Kościół Trzech Króli (Dreikönigskirche) ze wspaniałym ołtarzem. Naprzeciwko niego wznosi się zabytkowa hala targowa z końca XIX w. (Neustädter Markthalle).

 

BUDOWLE GODNE KRÓLA

Tuż pod kopytami konia Augusta II Mocnego zaczyna się most łączący Nowe Miasto ze Starym (Augustusbrücke). Rozpościera się z niego wspaniały widok na Drezno z jego wieżami, operą i kamienną kopułą luterańskiego Kościoła Marii Panny (Frauenkirche).

Aby zasiąść na polskim tronie, August II Mocny został katolikiem, ale kościół katolicki wybudował dopiero jego syn. August III poślubił w 1719 r. córkę cesarza Józefa I Habsburga Marię Józefę. Jednym z warunków zezwolenia na to małżeństwo było wzniesienie świątyni tego wyznania.

Katedrę św. Trójcy w Dreźnie (Kathedrale Ss. Trinitatis), w której obecnie w każdą niedzielę po południu odbywają się msze w języku polskim, zaprojektował Włoch Gaetano Chiaveri (1689–1770). Kościół w stylu późnego baroku ozdobiono 78 figurami świętych (w tym trzech polskich – Kazimierza, Stanisława ze Szczepanowa i Stanisława Kostki). Pobliski Zamek Rezydencjonalny wznoszono przez 800 lat, ale wystarczyła jedna noc, aby prawie zrównać go z ziemią. Odbudowa zniszczonego w czasie bombardowania z lutego 1945 r. obiektu rozpoczęła się w latach 80., jedynie niektórych wnętrz nie udało się jeszcze odtworzyć. W zamku znajdują się wspaniałe zbiory sztuki, prezentowane np. w nowym i historycznym Zielonym Sklepieniu (Grünes Gewölbe), słynnych skarbcach zawierających przedmioty wykonane ze złota, srebra i kamieni szlachetnych (jest tutaj m.in. jedyny na świecie diament o zielonym kolorze i masie niemal 41 kr). W Komnacie Tureckiej zebrano przykłady broni osmańskiej, w tym łupy wojenne z bitwy pod Wiedniem, w której książę saski walczył wraz z królem Janem III Sobieskim przeciw Turkom.

August II Mocny pragnął mieć również pałac przynajmniej tak okazały jak ten we francuskim Wersalu. Budowę późnobarokowego Zwingeru rozpoczął w 1709 r. Już 10 lat później na jego dziedzińcu odbyło się wydarzenie, jakiego w Europie jeszcze nie widziano. Zabawy z okazji ślubu syna władcy trwały cały miesiąc. Dziś w Zwingerze także można podziwiać wyjątkowe dzieła sztuki. W tutejszej galerii malarstwa znajduje się jeden z najpiękniejszych obrazów na świecie – Madonna Sykstyńska pędzla Rafaela. Aniołki spod jej stóp zrobiły własną karierę i obecnie zdobią pamiątkowe kubki, magnesy, pocztówki i inne bibeloty sprzedawane w wielu europejskich miastach. Poza tym na zainteresowanie w drezdeńskim zespole pałacowym zasługują m.in. Pawilon Porcelanowy i Salon Matematyczno-Fizyczny.

 

NOWE CZASY

August III próbował kontynuować dzieło swojego ojca, ale przeszkodziła mu wojna siedmioletnia (1756–1763). Dopiero ok. 100 lat później po zrealizowaniu projektu Gottfrieda Sempera (1803–1879) dotychczas otwarte skrzydło kompleksu pałacowego Zwinger zamknięto budynkiem galerii malarstwa (Sempergalerie) i placem Teatralnym z nową operą nazwaną od nazwiska architekta Semperoper. W niej zaczął swoją wielką karierę młody kompozytor Ryszard Wagner (1813–1883). Do dzisiaj w operze wystawiane są jego dzieła. Tutejsza orkiestra – Staatskapelle Dresden – należy do najstarszych (utworzono ją już w 1548 r.) i najwybitniejszych na świecie. Podczas zaborów bliskie Drezno przyciągało polskich emigrantów, a opera dawała im pracę. Pierwszym skrzypkiem Wagnera był Karol Lipiński (1790–1861). Występowała tu też słynna śpiewaczka koloraturowa Marcelina Sembrich-Kochańska (1858–1935). Adam Mickiewicz napisał wiosną 1832 r. w Dreźnie III część Dziadów (tzw. Dziady drezdeńskie). Fryderyk Chopin oświadczył się w mieście w 1836 r. Marii Wodzińskiej, a Józef Ignacy Kraszewski mieszkał w nim i tworzył (z okresu drezdeńskiego, z lat 1873–1875, pochodzi tzw. trylogia saska – Hrabina Cosel, Brühl i Z siedmioletniej wojny).

W tym czasie powstawały wytworne dzielnice willowe. Zamożni mieszkańcy opuszczali ciasne centrum miasta, przyroda i świeże powietrze przyciągały także szlachtę z całej Europy, sławnych artystów i wzbogacających się fabrykantów. W jednym z trzech pięknych pałaców w rejonie winnic zamieszkał Karl August Lingner (1861–1916), wynalazca płynu do płukania jamy ustnej Odol. Jego sąsiad Ottomar Heinsius von Mayenburg (1865–1932) opracował formułę pasty do zębów Chlorodont. W okolicy wzniesiono wytworne sanatorium dla bogatej klienteli – Weißer Hirsch. Z myślą o kuracjuszach i mieszkańcach willi wybudowano kolejki linowe: terenową i podwieszaną. Dziś należą one do najstarszych na świecie. Ze wzgórz, na które wjeżdżają, rozpościera się najpiękniejszy widok na Drezno i wijącą się w dolinie Łabę. Brzegi rzeki połączono w 1893 r. żelaznym mostem umocowanym na linach, nazwanym później Niebieskim Cudem (Blaues Wunder).

                Pod koniec XIX w. powstała nowa dzielnica grynderska, zwana Zewnętrzne Nowe Miasto (Äußere Neustadt), gdyż wybudowano ją poza dawnymi murami obronnymi. Dzisiaj jest ona obszarem wielokulturowym. Mieszka tutaj wielu studentów, również z Polski. Nocą życie toczy się w tym miejscu w licznych klubach i pubach. W dzień do Äußere Neustadt przybywają turyści, aby odwiedzić Pasaż Sztuki (Kunsthofpassage), najpiękniejszy sklep mleczny świata (według Księgi rekordów Guinnessa) – Dresdner Molkerei Gebrüder Pfund, lub jeden z najstarszych cmentarzy żydowskich w Europie (utworzony w 1751 r.).

 

JAK FENIKS Z POPIOŁÓW

Pod koniec II wojny światowej, 13, 14 i 15 lutego 1945 r., alianci przeprowadzili naloty dywanowe na Drezno. W wyniku bombardowań i pożarów miasto uległo zniszczeniu. Władze NRD odbudowały tylko niektóre zabytki (np. Zwinger, Katedrę św. Trójcy i Operę Sempera). Wiele historycznych budynków postanowiono wyburzyć do końca. Ratunku nie doczekał się m.in. Kościół św. Zofii, z ziemią zrównano pozostałości zabudowy dzisiejszej Prager Straße.

Po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r. Drezno zaczęło odradzać się na nowo. Przede wszystkim zainicjowano odbudowę Kościoła Marii Panny, którą finansowano w dużej mierze ze składek osób prywatnych z wielu krajów. Odgruzowywanie rozpoczęło się w styczniu 1993 r., a po niemal 13 latach prac, w październiku 2005 r., świątynia została ponownie konsekrowana. Wielkim symbolem pojednania stał się złoty krzyż na kopułę sprezentowany przez Brytyjczyków. Warto także wspomnieć, że w odbudowie kościoła wzięli udział Polacy z Gostynia.

Na przełomie 2005 i 2006 r. rozpoczęto też prace na terenie Starego Miasta. Przede wszystkim dawny blask odzyskał Nowy Rynek (Neumarkt). Zdecydowano się na odbudowę z zachowaniem historycznych obiektów i przywrócenie barokowych kamienic.

Dzisiaj Drezno jest nie tylko miastem wielu wspaniałych zabytków. Znaczną jego część zajmują tereny zielone. Dlatego warto wybrać się tu na spacer lub wycieczkę rowerową po zewnętrznych dzielnicach, które zachwycają pięknem przyrody.

 

CHWILA ODDECHU

Obojętnie w którym kierunku wyrusza się z centrum Drezna, już po krótkim czasie można natrafić na zachwycające pałace, barokowe ogrody, malownicze miasteczka i tereny górskie. Dwór saski, aby uniknąć miejskiego skwaru i wyswobodzić się z oków sztywnej dworskiej etykiety, najchętniej przybywał latem do Pillnitz (dziś części Drezna). Wybierano się do niego gondolami. August II Mocny kazał wybudować w tej okolicy pałacyki w stylu chinoiserie pośród wspaniałego parku, który zajmował powierzchnię ok. 28 ha i gdzie odbywały się zabawy i przedstawienia teatralne. Pod koniec XVIII stulecia założono tu hodowlę niezwykłych roślin i zajmowano się badaniem przyrody. Prawdziwy botaniczny skarb stanowi dziś jedna z najstarszych w Europie kamelii (ma ponad 230 lat) – wysokie na niemal 9 m drzewo w zimie chroni ruchoma szklarnia (przesuwana na specjalnych szynach). Zespół pałacowo-ogrodowy w Pillnitz położony jest na malowniczym szlaku saksońskiego wina. W tym cudownym rejonie mieszka i pracuje polska rzeźbiarka z Łodzi, Małgorzata Chodakowska. W trakcie odwiedzin w winnicy jej męża Klausa Zimmerlinga (Weingut Klaus Zimmerling) można degustować wspaniałe wino, a czasem też spotkać sympatyczną artystkę.

                Z Pillnitz blisko do miasta Pirna, leżącego nad Łabą na tle górskiego krajobrazu. Tutaj czas jakby się zatrzymał. Historyczny rynek (Marktplatz) z Ratuszem (Rathaus) otaczają piękne kamienice, uwiecznione niegdyś przez słynnego malarza Bernarda Belotta, zwanego Canalettem (1721–1780). Do najważniejszych zabytków miejscowości zalicza się m.in. późnogotycki Kościół Mariacki (Marienkirche), wspomniany Ratusz, Dom Canaletta (Canaletto-Haus) z początku XVI w., gdzie mieści się obecnie informacja turystyczna, stary browar oraz górujący nad Pirną barokowy zamek Sonnenstein.

 

WIDOK Z GÓRY

Twierdza Königstein (Festung Königstein) znajduje się w Parku Narodowym Szwajcarii Saksońskiej (Parku Narodowym Saskiej Szwajcarii – Nationalpark Sächsische Schweiz) w Górach Połabskich. Zbudowano ją na szerokim szczycie zalesionego płaskowyżu wyrastającego z zielonej doliny, ok. 240 m nad poziomem Łaby. Budowla już z daleka wywiera ogromne wrażenie. Trudno rozpoznać, co zostało wykonane rękami człowieka, a co jest dziełem natury. Na powierzchni 9,5 ha znajdują się tutaj m.in. stary garnizon, zamek, baszty, dwie zbrojownie oraz studnia wykuta w skale, o głębokości aż 152,5 m.

Dzięki zapasom żywności i dostępowi do wody załoga twierdzy mogła przetrwać nawet długotrwałe oblężenie. Forteca nigdy nie została zdobyta. Służyła jako więzienie i miejsce przechowywania drezdeńskich skarbów. Przywożono je tu, gdy miastu groziło niebezpieczeństwo. W kościele garnizonowym żołnierze modlili się o pokój.

Wystawy w poszczególnych obiektach ukazują blisko 800-letnią historię twierdzy. Warto przespacerować się wzdłuż murów obronnych (o długości 1,8 tys. m), podziwiając po drodze niepowtarzalny widok na malowniczą okolicę. To miejsce przypadło do gustu również Augustowi II Mocnemu, który kazał przebudować tutejszy barokowy Zamek Fryderyka (Friedrichsburg) i skonstruować w piwnicy największą beczkę wina na świecie o pojemności ok. 250 hl (była ona ozdobiona herbem Polski).

Przejażdżkę krajoznawczą po tym wspaniałym regionie można odbyć m.in. historycznym, czerwonym autobusem kursującym z miejscowości Königstein do formacji Bastei. Jeździ on przez miasteczko Bad Schandau, które podobnie jak Pirna jest dobrą bazą wypadową do wędrówek czy wycieczek rowerowych po okolicy. Stąd blisko już do granicy z Czechami (ok. 6 km). Historyczny tramwaj (Kirnitzschtalbahn) zabiera pasażerów do popularnego tu wodospadu Lichtenhainer, w pobliżu którego na smaczne dania rybne zaprasza miejscowa restauracja. Po zwiedzaniu odpocząć można w komfortowym kompleksie Toskana Therme Bad Schandau z basenami z wodą termalną i bogatą ofertą zabiegów.

 

Twierdza Königstein nazywana Saksońską Bastylią

© k.A./Herbert Boswa nk

 

WŚRÓD SKAŁ

Z doliny Łaby należy koniecznie wspiąć się do formacji skalnej Bastei, czyli Baszta. Tutaj znajduje się historyczny most, który stał się symbolem Szwajcarii Saksońskiej. Wybudowany został nad stromą przepaścią w pobliżu starego zamczyska. Z tutejszych tarasów widokowych rozpościera się przepiękna panorama. A u stóp skał, nad brzegiem Łaby, w miejscowości Rathen czeka naturalny amfiteatr, gdzie odbywają się wspaniałe spektakle według książek Karola Maya (Karla Maya). Indianie i kowboje walczą ze sobą pośród skał. Miłośnicy muzyki klasycznej mogą z kolei delektować się w amfiteatrze operą Wolny strzelec Carla Marii von Webera.

Innym ciekawym obiektem historycznym jest średniowieczny zamek Stolpen. Hrabina Cosel (Anna Konstancja von Brockdorf), słynna metresa Augusta II Mocnego, została w nim uwięziona w 1716 r. Zmarła tu w wieku 84 lat. Murów zamku nie opuściła nawet po swojej śmierci w marcu 1765 r. Hrabinę pochowano w dawnej kaplicy zamkowej. Wystawa na trzech piętrach Wieży Jana (Johannisturm) opowiada o jej losach i popadnięciu w niełaskę u władcy.

Aby uczynić zamek niezależną twierdzą na wypadek oblężenia, zlecono wykucie w nim studni. Jej głębokość wynosi ponad 84 m. Uchodzi za najgłębszą wykutą w kamieniu (niezabudowaną) studnię bazaltową świata. Do rozpowszechnienia samej nazwy „bazalt” przyczynił się Georgius Agricola (1494–1555), który badaną w tym miejscu skałę tak właśnie ochrzcił. W zamkowych pomieszczeniach udostępniono interesujące ekspozycje prezentujące historię budowli. Podczas zwiedzania trzeba jednak mieć się na baczności, bo podobno straszą tutaj duchy…

 

Zabytkowa Miśnia, założona w 929 r., słynie z produkcji wina oraz porcelany miśnieńskiej

© k.A./Tou rist Information MeiSSen

 

PORCELANA I WINO

Powróćmy na szlak wina prowadzący przez Pillnitz i Drezno do Miśni (Meißen). Ten boski napój produkuje się tu od 800 lat. Na łagodnych, nasłonecznionych wzniesieniach ozdobionych pałacykami uprawia się winorośl na kamiennych tarasach. W Miśni i wielu małych, urokliwych miejscowościach można degustować lokalne wyroby.

Samo miasto wyróżnia się średniowiecznym historycznym centrum. Na rynku (Marktplatz) z imponującym Ratuszem (Rathaus), otoczonym pięknymi domami mieszczańskimi z bogato zdobionymi fasadami, wzrok przyciąga wieża Kościoła Marii Panny (Frauenkirche), z której rozlegają się dźwięki nietypowego karylionu z porcelany miśnieńskiej. Właśnie tutaj produkuje się przecież słynne białe złoto. Nad Miśnią górują gotycka Katedra św. Jana i św. Donata (Meißner Dom), zamek biskupów i niezwykły Zamek Albrechta (Albrechtsburg), dawna rezydencja Wettynów. Ta ostatnia budowla stała się wzorem dla innych reprezentacyjnych siedzib na terenie Niemiec. Przepis na cenną porcelanę miśnieńską wypracował Johann Friedrich Böttger (wspólnie z Ehrenfriedem Waltherem von Tschirnhausem i Gottfriedem Pabstem von Ohainem). Ten aptekarz i alchemik miał na zlecenie Augusta II Mocnego wynaleźć metodę otrzymywania złota. Pracował w tajemnym laboratorium w Baszcie Dziewiczej (Jungfernbastion, Jungfernbastei) w Dreźnie. Pierwszą manufakturę porcelany otwarto w 1710 r. ze względów bezpieczeństwa w Albrechtsburgu, ponieważ obawiano się wykradzenia receptury. W XIX w. przeniesiono ją w lepiej nadające się do celów produkcji miejsce za murami miasta. W Państwowej Manufakturze Porcelany w Miśni (Staatliche Porzellan-Manufaktur Meissen) znajdują się obecnie pokazowe warsztaty, gdzie można na żywo przyglądać się, jak wytwarza się i maluje przedmioty z białego złota. Do dziś robi się to ręcznie. W obszernym muzeum i eleganckich sklepach obejrzymy mnóstwo wyjątkowych porcelanowych dzieł.

Aby zapoznać się z tradycją produkcji wina w Saksonii i spróbować go w niezmiernie pięknym otoczeniu, trzeba udać się do Radebeul. Na terenie barokowego zespołu pałacowego Wackerbartha znajduje się warta odwiedzenia winnica. W okolicy są także romantyczne pałacyki i wytworne wille. Godna uwagi jest również winiarska posiadłość Hoflößnitz. Radebeul to miasto pisarza Karola Maya (1842–1912). Był on bez wątpienia najsłynniejszym tutejszym mieszkańcem. Jego powieści o przygodach Apacza Winnetou i Old Shatterhanda zyskały sobie miliony czytelników na całym świecie.

Z Radebeul historyczna, wąskotorowa kolejka (Lößnitzgrundbahn) kursuje przez dolinę rzeki Lößnitz do Radeburga. W trakcie przejażdżki warto wysiąść w połowie drogi w bajecznym Moritzburgu. Tutaj znowu będziemy gośćmi Augusta II Mocnego. To właśnie on kazał przebudować miejscowy stary zamek na rezydencję pałacową. Ten klejnot barokowej architektury był położony pośród stawów i lasów pełnych dzikiej zwierzyny, czemu zawdzięcza swój myśliwski charakter. Dziś można w nim oglądać niezwykły zbiór poroży. Wielka jadalnia prezentuje kulturę odprawiania uczt. W komnatach stoją historyczne meble, a ściany zdobią wspaniałe kurdybany. Jest tu też łoże z baldachimem i zasłonami utkanymi z ok. 1 mln kolorowych, ptasich piór. W rezydencji kręcono sceny do popularnego filmu o Kopciuszku z 1973 r., produkcji enerdowsko-czechosłowackiej. Dzisiaj co roku odbywa się w niej bal królewski oraz wystawa o Kopciuszku. W okolicy znajduje się rokokowy Bażanci Zameczek (Fasanenschlösschen). O jego ogromnej wartości artystycznej świadczą egzotyczne okładziny ścienne wykonane z piór i słomy oraz ozdobione koralikami i haftem w stylu chinoiserie. Nad brzegiem stawów zachował się port z latarnią morską, gdzie odbywały się widowiskowe pokazy bitew morskich z wystrzałami z armat. Jak widać, bliska Polski, pełna atrakcji Saksonia warta jest odkrycia.

 

Wydanie jesień-zima 2018

 

 

Maroko – egzotyka w zasięgu ręki

 

KATARZYNA BYRTEK

 

Aromatyczne, kolorowe przyprawy, intensywna miętowa herbata i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, urokliwe miasta pełne uliczek, wśród których trzeba się zagubić, długa linia brzegowa, wysokie góry, morza piasku i bogata historia – Maroko ma swoje sposoby na przyciągnięcie gości. Ten północnoafrykański kraj kusi smaczną kuchnią, świetną pogodą i różnorodnością widoków. To zdecydowanie odpowiednie miejsce na egzotyczną podróż.

 

Królestwo Marokańskie leży tuż za granicą Unii Europejskiej, w północno-zachodnim rogu Afryki. Od wschodu kraj graniczy z Algierią, od południa – z terytorium spornym o nazwie Sahara Zachodnia, od północy – z hiszpańskimi eksklawami Ceutą i Melillą. Od Europy oddziela go wąska Cieśnina Gibraltarska. Maroko szczyci się niezmiernie długą linią brzegową (ponad 1,8 tys. km), większa część wybrzeża rozciąga się nad Oceanem Atlantyckim. Na terytorium kraju przeważają góry. Wznoszą się tu szczyty Antyatlasu, Atlasu Wysokiego, Atlasu Średniego, Atlasu Tellskiego, Atlasu Saharyjskiego i Rifu (Ar-Rifu). Na południu i południowym wschodzie tereny górzyste przechodzą w piaszczyste i kamieniste pustynie. W Maroku mieszka ok. 35 mln ludzi. Niemal wszyscy Marokańczycy wyznają islam. Pod względem etnicznym większość mieszkańców kraju to Arabowie, ale żyje w nim też duża społeczność berberyjska. Berberowie są rdzenną, koczowniczą ludnością tej części Afryki. Zakładali tutaj swoje państwa już w starożytności. Wielu z nich do dzisiaj ma jasne włosy i niebieskie oczy, czyli cechy wyglądu bardzo nietypowe dla tego rejonu świata. Funkcję oficjalnych języków w Maroku pełnią arabski i tamazight (oparty na językach berberyjskich). Wiele osób posługuje się także francuskim, a to dlatego, że od 1912 r. do lat 50. XX w. kraj był protektoratem Francji. Wpływy z tamtych czasów widoczne są również w lokalnej kuchni – na śniadanie bez problemu kupić tu można chrupiącego croissanta czy pain au chocolat (bułeczkę z ciasta francuskiego z czekoladą).

 

 

Rabat - Tour Hassan

Rabacka Wieża Hasana widziana od strony Mauzoleum Muhammada V

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

Wyjazd do Maroka najlepiej zaplanować na wiosnę (kwiecień–czerwiec), kiedy po okresie deszczowym bujna przyroda budzi się do życia, albo jesień (wrzesień–październik), gdy ustępuje już upalne lato. Lipiec i sierpień to odpowiednie miesiące dla osób, które nastawiają się na wypoczynek na plaży lub przy hotelowym basenie, a także miłośników wypraw w wysokie góry. Przed wyruszeniem w podróż warto sprawdzić, w jakim terminie przypada ramadan (w 2018 r. od wieczoru 15 maja do 14 czerwca). Wizyta w kraju muzułmańskim w okresie postu może być ciekawym doświadczeniem kulturowym, ale zwiedzanie bywa wówczas nieco utrudnione – w wielu miejscach obowiązują skrócone godziny otwarcia, od świtu do zmierzchu nie działają restauracje i kawiarnie (poza miejscowościami typowo turystycznymi), na ulicy nie wypada jeść, a nawet pić wody. Dobrym pomysłem będzie przyjazd w ostatnich dniach ramadanu, ponieważ jego koniec obchodzi się bardzo hucznie.

 

Marrakech - Jemaa El Fna

Plac Dżemaa al-Fna żyje także nocą

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

UROK MAROKAŃSKICH MIAST

 

Główne ośrodki turystyczne Maroka znajdują się w zachodniej jego części, na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, i w rejonie Morza Śródziemnego. Stolicą kraju jest Rabat, ale większość osób zaczyna swoją marokańską przygodę wMarrakeszu położonym dogodnie na środkowym zachodzie. Niemal każdy turysta pierwsze kroki kieruje w tym mieście na słynny plac Dżemaa al-Fna (Jemaa el-Fna). O każdej porze dnia i nocy panuje tutaj gwar. Obcokrajowcy przechadzają się między restauracjami i wózkami wypełnionymi po brzegi pomarańczami, których właściciele oferują świeżo wyciskany sok, zaklinaczami węży, kobietami malującymi wzory henną, sprzedawcami pamiątek czy akrobatami. W Marrakeszu nie wolno ominąć też medyny, najstarszej części miasta, gdzie mieszczą się bazary (tzw. suki), meczety i inne ciekawe budowle. Została ona wpisana w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Spacer między nigdy niekończącymi się straganami to wyjątkowe przeżycie. Można tu kupić dosłownie wszystko, a na pamiątki najlepiej nadają się marokańskie słodycze, tkaniny, biżuteria lub przyprawy. Trzeba jednak pamiętać, żeby nigdy nie zgadzać się od razu na proponowaną cenę, ale choć trochę się potargować. W Marrakeszu zachowały się ceglaste mury obronne ciągnące się przez ok. 19 km – ze względu na nie zyskał on miano Czerwonego Miasta. Do najważniejszych zabytków należy tu Meczet Alego ibn Jusufa z pobliską medresą (szkołą teologiczną), Meczet Kutubijja z XII w. i XIX-wieczny Pałac Bahia z ogromnym ogrodem o powierzchni 8 tys. m². Przed upałem warto schronić się do Ogrodu Majorelle (Jardin Majorelle) albo Ogrodów Menara.

 

Po zwiedzeniu Marrakeszu trzeba podjąć decyzję, czy najpierw udać się na północ czy południe. Po drodze do stołecznego Rabatu (ponad 320 km) przejeżdża się obok 4-milionowej Casablanki (największego ośrodka w kraju). Większości osób kojarzy się ona z kultowym amerykańskim melodramatem z 1942 r. z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych. Akcja filmu rozgrywa się właśnie w tym mieście. Dzisiejsza Casablanca to przede wszystkim ważny ośrodek przemysłowy, finansowy, kulturowy i największy marokański port. Tutaj można zobaczyć nowoczesne oblicze kraju, tak różne od historycznego centrum Marrakeszu. Do najpiękniejszych zabytków należy Meczet Hasana II, jeden z największych obiektów sakralnych tego typu na świecie i najwyższa konstrukcja w Maroku. W głównej sali modlitewnej zmieści się nawet 25 tys. wiernych, a minaret przylegający do świątyni jest wysoki na 210 m.

 

Tylko ok. 80 km dzieli Casablankę od Rabatu,także leżącego nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Jednymi z najważniejszych atrakcji stolicy kraju są cytadela i Szalla – rozległy kompleks starożytnych i średniowiecznych ruin, otoczonych murami obronnymi. Symbol miasta stanowi niedokończony 44-metrowy minaret na planie kwadratu nazywany Wieżą Hasana. Wznosi się on wśród palm nad rzeką Bu Rakrak (Wadi Bu Rakrak). Do minaretu przylega Mauzoleum Muhammada V, w którym pochowano sułtana i króla Maroka Muhammada V z dynastii Alawitów (1909–1961) i jego dwóch synów.

 

Mniej więcej 200 km na wschód od Rabatu znajduje się Fez (ponad 1,1 mln mieszkańców). To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych w krajach muzułmańskich. Jego najbardziej wiekową część – starą medynę (Fes el-Bali), założoną na przełomie VIII i IX stulecia – umieszczono w 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oprócz zakupów na niekończących się targowiskach, odwiedzin w meczetach czy medresie nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu farbiarni i garbarni, z których Fez słynie. W zasadzie żadna z nich nie jest widoczna z ulicy, należy więc skorzystać z (najczęściej płatnego) zaproszenia właściciela sklepu lub mieszkańców. Po przejściu na taras widokowy od dziedzińca podziwiać można gliniane naczynia wypełnione różnymi barwnikami oraz suszące się na słońcu tkaniny i skóry.

 

W północno-zachodnim Maroku nie sposób ominąć błękitnego Szafszawanu (Chefchaouen) położonego wśród gór Rif. Niemal wszystkie domy w starej części tego ponad 40-tysięcznego miasta są pomalowane na biało i niebiesko. W tym miejscu każdy odruchowo sięga po aparat. Główny plac Szafszawanu pełen jest uroczych kawiarni, w których delektować się można mocną marokańską miętową herbatą.

 

Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo czasu, powinien wybrać się aż do Tangeru leżącego nad Cieśniną Gibraltarską. Od wieków mieszają się w nim kultury, religie, języki i interesy. W XIX stuleciu i przede wszystkim w pierwszej połowie XX w. (w latach 1923–1956 Tanger stanowił tzw. strefę międzynarodową) różnorodność kulturowa miasta przyciągała artystów z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przyjeżdżali tutaj m.in. francuscy malarze Eugène Delacroix i Henri Matisse, amerykańscy twórcy Paul Bowles, Tennessee Williams, Truman Capote, Allen Ginsberg i Jack Kerouac czy muzycy z zespołu The Rolling Stones. W Tangerze kręcono sceny do filmu Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją z 2013 r. Dziś odwiedzają go głównie Hiszpanie przybywający na jednodniowe wycieczki z Europy.

 

KRÓLESTWO SMAKÓW I ZAPACHÓW

 

Nieodłączną część podróżowania stanowi poznawanie lokalnej kuchni. Ta marokańska jest niezmiernie bogata i zróżnicowana, choć stosunkowo mało znana w Polsce. Dania główne opierają się zwykle na mięsie, ale niemal w każdym przepisie używa się mnóstwa warzyw. W tutejszych potrawach stosuje się liczne aromatyczne przyprawy, z których wiele przed wiekami przywieziono wprost z Indonezji. Znajdziemy je na targach ułożone w wysokie, kolorowe stosy.

 

Dzień zacząć trzeba od śniadania, które oferuje większość kawiarni i knajpek w okolicy hoteli i pensjonatów. Podstawą posiłku jest pokrojony w trójkąty arabski chleb nazywany khubz, przypominający duży, okrągły, gruby placek. Często podaje się również naleśniki (placki) baghrir (beghrir). Ich powierzchnię pokrywają małe dziurki, które pozostały po bąbelkach powietrza (do ciasta dodaje się drożdże i proszek do pieczenia). Je się je zwykle na słodko: z miodem lub dżemem. Do śniadania serwuje się także lokalne sery, serki topione, oliwki czy pomidory. Czasem w zestawach śniadaniowych pojawiają się croissanty albo pain au chocolat. Do picia koniecznie należy zamówić przepyszny i bardzo tani sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (albo granatów) oraz kawę, często doprawianą kardamonem. Za najpopularniejszy napój uchodzi niewątpliwie gorąca, mocna herbata ze świeżych liści mięty z bardzo dużą ilością cukru. Na początku do jej intensywnego smaku miętowej goryczki przełamanej słodkością ciężko się przyzwyczaić, ale z czasem może stać się naszym największym przysmakiem. Herbatę tę podaje się w metalowych czajniczkach razem z niewielką szklanką.

 

Wybór dań na obiad czy kolację jest bardzo szeroki. Do lokalnych specjałów należy kuskus – danie z kaszy (znanej w Polsce głównie jako dodatek) z mięsem (przede wszystkim baraniną), sosem warzywnym i kilkoma rodzajami warzyw. Idealnie nadaje się ono na obiad, bo w gorące dni w Maroku większe posiłki najlepiej jeść po zmroku, kiedy słońce schowa się już za horyzontem. Spróbować trzeba tu również aromatycznej zupy harira z ciecierzycą i soczewicą, popularnej szczególnie w ramadanie. Na kolację zamówić można mięso z grilla lub szaszłyki (w ten sposób przyrządza się zazwyczaj kurczaka i baraninę, czasem też wołowinę). Na ruszcie przygotowuje się także pulpeciki z jagnięciny, czyli keftę (koftę), i pikantne kiełbaski z baraniny, zwane merguezami. W regionach nadmorskich często serwowane są smażone bądź grillowane ryby i owoce morza.

 

Do mięsa albo ryb warto zamówić np. sałatkę marokańską z drobno pokrojonych pomidorów i ogórków. W oczekiwaniu na jedzenie można podjadać małe przekąski podawane w niewielkich miseczkach lub meze – zestaw przystawek (popularny również m.in. w Grecji, Turcji, Jordanii czy Albanii), na który składają się warzywa w przeróżnych marynatach, sery, oliwki, przepyszny marynowany bakłażan czy purée z dyni. Wiele dań zawiera świeżą kolendrę. To dość specyficzna przyprawa – zazwyczaj uwielbia się ją albo jej nie znosi.

 

Chyba najpopularniejszą marokańską potrawę stanowi jednak tadżin (tażin). Przygotowuje się go w specjalnym naczyniu z grubej gliny (noszącym taką samą nazwę), przypominającym głęboki talerz z pokrywką w kształcie stożka. W środku znajdują się kawałki mięsa duszonego razem z warzywami, ziemniakami, tradycyjnymi przyprawami, a czasem także suszonymi owocami. Tę potrawę można zamówić w Maroku dosłownie wszędzie.

 

Ze względu na zakazy religijne alkohol nie jest powszechnie dostępny w tym kraju. W niektórych restauracjach w większych miastach podaje się piwo. Mocniejsze trunki dostać można na ogół tylko w barach i restauracjach hotelowych. Alkohol sprzedaje się w marketach lub w mniejszych sklepach, o których zwykle wiedzą jedynie miejscowi. W tych drugich klient przechodzi do oddzielnego pomieszczenia bądź lokalu mieszczącego się piętro niżej, gdzie bez problemu kupi wino czy wódkę.

 

Na deser jada się w Maroku np. świeże owoce. Poza tym Marokańczycy kochają słodycze, zwłaszcza te z dodatkiem miodu i migdałów. Do wyboru są przeróżne bułki, tłuste pączki, słodkie ciasta lepkie od syropu (podobne do baklawy) albo tzw. rogi gazeli, czyli ciastka w kształcie półksiężyców wypełnione migdałowym nadzieniem. Popularny smakołyk stanowią trójkąty nadziewane migdałami i – oczywiście – polane miodem, nazywane briwats. Spotkać je można również w wersji na słono wypełnione mielonym mięsem lub rybą.

 

PLAŻE NAD OCEANEM

 

Kto z Marrakeszu wyrusza na zwiedzanie południowego Maroka, zwykle najpierw dociera do położonej nad Atlantykiem As-Sawiry (Essaouiry), dawniej zwanej Mogadorem. Od XVIII w. była ona ważnym ośrodkiem handlu międzynarodowego – interesy ubijali tu Żydzi, Holendrzy, Portugalczycy, Berberowie, Arabowie, Brytyjczycy i Francuzi. Baśniową scenerię tego niemal 80-tysięcznego miasta tworzą pomalowane na biało zadbane domy z niebieskimi drzwiami, połączone kamiennymi uliczkami. Od 2001 r. medyna w As-Sawirze widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jest ona nieco inna niż te spotykane w innych częściach kraju – jej uliczki nie są splątane, ale ułożone pod kątem prostym, dzięki czemu łatwiej się po niej poruszać niż np. po tych w Fezie czy Marrakeszu, gdzie po kilkunastu minutach chodzenia między stoiskami można się zgubić.

 

Najważniejsze miasto i kurort w południowo-zachodnim Maroku stanowi Agadir (powyżej 420 tys. mieszkańców), który cieszy się ponad 300 słonecznymi dniami w roku. To idealne miejsce dla osób chcących się zrelaksować i poleniuchować w cieniu parasola lub palmy. W samym centrum znajduje się tutaj długa, piaszczysta plaża – Plage d’Agadir (ok. 10-kilometrowa), przy której rozciągają się liczne luksusowe hotele z basenami. W Agadirze raczej nie ma zabytków – w lutym 1960 r. silne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią dużą jego część. Komu znudzi się jedzenie w hotelowych restauracjach albo plażowanie, może wybrać się na spacer po jednym z urokliwych bulwarów albo udać się na zakupy na targu (suku), odwiedzić lokalne knajpki nad brzegiem morza lub wyruszyć na wycieczkę po pełnej atrakcji okolicy.

 

Na południe od kurortu rozciąga się malowniczy Park Narodowy Souss-Massa, słynący z rozmaitych gatunków ptaków takich jak występujący prawdopodobnie tylko w Maroku ibis grzywiasty, ibisy kasztanowate, warzęchy, flamingi, czaple purpurowe czy czagry. Wybrzeże w tym rejonie tworzą piaszczyste plaże, wydmy, klify i jaskinie. Przez park prowadzą kilkukilometrowe ścieżki spacerowe. Po wyprawie do niego warto odwiedzić miasto Tiznit, znane w całym kraju z ręcznie wykonywanych wyrobów ze srebra, głównie biżuterii. Ok. 60 km na południowy zachód stąd odpocząć można na najsłynniejszej dzikiej plaży w Maroku – Legzirze (Lagzirze). Za jej symbol uchodził jeszcze do niedawna niezwykły klif, w którym morze wytworzyło naturalną bramę (niestety, jeden z emblematycznych łuków runął 23 września 2016 r., najprawdopodobniej w wyniku naturalnej erozji). Przepiękna Legzira od lat przyciąga rzesze surferów.

 

Casbah Ait Ben Haddou XR

Ufortyfikowana osada (ksar) Ajt Bin Haddu

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

WŚRÓD FAL, GÓR I WYDM

 

Maroko to idealny kraj dla wszystkich, którzy kochają aktywnie spędzać czas. Większa część wybrzeża świetnie nadaje się do uprawiania wind- i kitesurfingu oraz surfingu. Miłośnicy tych sportów wodnych często wybierają okolice wspomnianego już miasta As-Sawira, położonego ok. 170 km na północ od Agadiru. W lecie fale są mniejsze, ale wiatr bywa silniejszy, w zimie – odwrotnie. Najlepiej przyjechać tutaj w okresie od września do kwietnia. Ostatnio coraz większą popularnością wśród pasjonatów wind- i kitesurfingu oraz surfingu cieszy się również miasteczko Sidi Kaouki, usytuowane 25 km na południe od As-Sawiry. Doskonałe miejsce do uprawiania sportów wodnych stanowi także zatoka utworzona przez podłużny półwysep w pobliżu Ad-Dachli (niemal 1,2 tys. km na południowy zachód od Agadiru, na terytorium Sahary Zachodniej).

 

W Maroku znajduje się aż ok. 50 pól golfowych. Leżą one głównie na północy (m.in. w Tangerze czy Tetuanie), w sercu kraju (Rabacie, Fezie i Casablance), okolicy Marrakeszu i As-Sawiry oraz w Agadirze. W tym pełnym atrakcji państwie można też spędzić kilka tygodni na wędrówkach po górach i wspinaczce w różnych warunkach. Najwyższym szczytem Królestwa Marokańskiego, jak również całego Atlasu i Afryki Północnej, jest Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.). Zdobędzie go każda osoba o dobrej kondycji – nie trzeba wspinać się na niego ze sprzętem, choć poleca się wynajęcie lokalnego przewodnika. Na trasie wyprawy, na końcu doliny na ponad 3200 m n.p.m. znajduje się duże schronisko (Refuge du Toubkal), w którym większość turystów przechodzi nocną aklimatyzację przed dotarciem do celu. Wejście na najwyższy szczyt kraju to – oczywiście – tylko jedna z wielu propozycji dla amatorów trekkingu. Do wyboru mają oni mnóstwo górskich szlaków (nie są oznaczone).

 

Wyjątkowym przeżyciem będzie w Maroku także wyprawa na pustynię: na piaszczyste wydmy, pod niebo wyścielone gwiazdami. Tego typu wycieczkę najlepiej wykupić bezpośrednio w lokalnym biurze podróży w jednym z większych miast. Można też wynająć prywatnego kierowcę z autem lub dojechać autobusem i w mieście Warzazat (Ouarzazate) opłacić przewodnika z samochodem terenowym. W drodze na pustynię trzeba przejechać przez góry Atlas, co stanowi okazję do podziwiania wspaniałych widoków. Większość wycieczek zatrzymuje się również w Ajt Bin Haddu, ufortyfikowanej osadzie zwanej ksarem, wpisanej w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kręcono tu sceny m.in. do filmów Gladiator, Aleksander, Królestwo Niebieskie, Babel, Książę Persji: Piaski czasu i serialu Gra o tron. Poza tym zwykle odwiedza się także spektakularne wąwozy: Dades i Todra. Do atrakcji wyprawy na pustynię należą też spacery po niekończących się wydmach, przejażdżka na wielbłądach i spędzenie nocy pod gwiazdami. Z dala od cywilizacji, pod gołym niebem, w otoczeniu surowych krajobrazów można dostrzec egzotyczne, magiczne oblicze Maroka, które wciąż przyciąga ludzi z różnych zakątków świata.

 

Euro 2012 – szczęśliwa trzynastka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 


   FOT STADION.LVIV.UA

Milowymi krokami zbliżają się XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, oficjalnie UEFA EURO 2012™. Do ich rozpoczęcia pozostało już jedynie kilkadziesiąt dni. Odbędą się one w Polsce i na Ukrainie od 8 czerwca do 1 lipca br. Jest to największa impreza sportowa na Starym Kontynencie i trzecia – pod względem zainteresowania kibiców i widzów – na całym globie (po Letnich Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej). Turniej zacznie się na Stadionie Narodowym w Warszawie i zakończy na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mistrzostwa zagoszczą jeszcze na 6 innych obiektach piłkarskich: Stadionie Miejskim we Wrocławiu, PGE Arenie w Gdańsku, Stadionie Miejskim w Poznaniu, Donbass Arenie w Doniecku, Stadionie Metalist w Charkowie oraz Arenie Lwów we Lwowie. Większość z 8 miast gospodarzy UEFA EURO 2012™, a także centrów pobytowych, ośrodków treningowych reprezentacji narodowych uczestniczących w turnieju, jak np. Kraków, Kołobrzeg, Jachranka, Sopot czy Wieliczka, to popularne kierunki turystyczne. Podczas mistrzostw rozegranych zostanie 31 meczów, w tym 15 w naszym kraju. W imprezie uczestniczyć będzie 16 drużyn. W Polsce zamieszka w sumie 13 reprezentacji narodowych, a na Ukrainie tylko 3. Z tego powodu to właśnie do nas, a nie do naszych wschodnich sąsiadów, przyjedzie zdecydowanie więcej kibiców piłkarskich i turystów z całej Europy (i nie tylko!).

Więcej…