NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

 

<< Olbrzymia różnorodność Meksyku i Gwatemali onieśmiela podróżnika i zaskakuje go na każdym kroku. Codziennie odkrywa on w tych krajach coś nowego i niepowtarzalnego, spotyka na swojej drodze niesamowitych ludzi i dowiaduje się o zupełnie nieznanych mu wcześniej rzeczach. Może to wszystko sprawia duch Majów, którego obecność wyczuwa się często wśród górskich szczytów, nad taflami jezior, w bujnych lasach i potężnych dolinach, pośród ruin starożytnych piramid i ścian współczesnych chat, a nawet biorąc w dłoń najmniejszy kamień pochodzący z tutejszej ziemi… >>

Hiszpańscy konkwistadorzy widzieli w Nowym Świecie przede wszystkim krainę pełną ukrytych bogactw. Wielkie miasta i wspaniałe budowle, które tu zastali, utwierdziły ich tylko w tej nadziei. Dlatego zagarnęli te ziemie, nie licząc się zupełnie z rdzennymi mieszkańcami i tym wszystkim, co przez wieki zdążyli oni stworzyć. Historii nie da się zmienić, ale z pewnością wielu z nas zastanawiało się często nad tym, jak potoczyłyby się dalsze losy tych indiańskich plemion, gdyby nie zetknęły się z wojskami odkrywców...  

 

Kultura Majów pełna jest różnorodnych symboli. W każdej wzniesionej przez nich budowli zakodowali oni elementy swoich wierzeń i wiedzy. W tym świecie wszystko funkcjonuje zgodnie z rytmem przyrody, cyklem pór roku i wegetacji roślin: życie człowieka podporządkowane zostało uprawie kukurydzy, z której bogowie mieli ulepić pierwszych ludzi. Gdy podróżujemy po dawnych ziemiach majańskich, odkrywamy ze zdziwieniem, że przedstawiciele tej zdawałoby się całkowicie zniszczonej przez hiszpańskich kolonizatorów cywilizacji przetrwali do naszych czasów. Na terytorium Meksyku (głównie na półwyspie Jukatan), Gwatemali, Belize, Salwadoru i zachodniego Hondurasu żyje obecnie mniej więcej 7 mln potomków Majów, posługujących się ok. 30 różnymi językami i wyznających chrześcijaństwo. Często zachowują oni prekolumbijskie wierzenia i nadal odprawiają stare rytuały.

 

Kultura wiecznie żywa

Przenikanie się dawnej i nowej religii z łatwością zaobserwujemy w San Juan Chamula w meksykańskim stanie Chiapas, ok. 10 km od San Cristóbal de Las Casas. Najważniejsze wydarzenie w roku stanowi tutaj karnawał trwający przez cztery dni poprzedzające Wielki Post. To niezmiernie barwne i huczne święto jest okazją do szalonej zabawy. Wśród trunków króluje mezcal, czyli wódka z agawy, oraz meksykańskie jasne piwo Sol. We wtorek przed środą popielcową na główny plac miasteczka, wypełniony radosnym tłumem, wypuszczane są ogromne byki, a śmiałkowie próbują im wskakiwać na grzbiety. Tę niezwykłą scenę najbezpieczniej obserwować z tarasów okolicznych budynków. Ci, którzy lubią ekstremalne doznania, dołączają czasem do mieszkańców uciekających przed rozjuszonymi zwierzętami. Jednak największe wrażenie robi wizyta w małym kolonialnym Kościele św. Jana Chrzciciela (San Juan Bautista) w centrum San Juan Chamula. Po przekroczeniu jego progu uderza nas zapach palonego kopalu. Światło świec rozlewa się po całej świątyni, na posadzce leży igliwie, a w poprzek nawy wiszą kolorowe szarfy. W środku nie ma ławek. Żarliwie modlący się ludzie klęczą i kołyszą się niczym w transie w rytm słów i jednostajnej muzyki. Miejscowi w większości nie znają hiszpańskiego i posługują się na co dzień majańskim językiem tzotzil, o czym przekonałam się podczas próby nawiązania rozmowy z grającym na gitarze mężczyzną. Ta osobliwa konwersacja zakończyła się wspólnym toastem wzniesionym pełnym kieliszkiem lokalnego mocnego trunku, powstałego z fermentacji trzciny cukrowej, zwanego pox, którym celebruje się koniec danej modlitwy.   

FOT. SECTUR CHAPAS

Katedra w założonym w 1528 r. mieście San Cristóbal de Las Casas

 

            Podczas wędrówki śladami współczesnych Majów na terenie stanu Chiapas warto zajrzeć do niezmiernie interesującego miasta San Cristóbal de Las Casas, gdzie znajduje się m.in. Museo de la Medicina Maya, czyli Muzeum Medycyny Majańskiej. Poznamy w nim tajniki dawnych rytuałów Indian Tzotzil i Tzeltal, odprawianych również w naszych czasach, a będących wynikiem bliskiego obcowania z naturą przez setki lat. Gdy szaman przystępuje do leczenia, ustala najpierw, czy chorobę wywołała zła wola jakiegoś człowieka, czy też duchy. Następnie stosuje odpowiednią kurację, która często skutkuje dolegliwościami żołądkowymi, co ma oznaczać, że ciało oczyszcza się z negatywnej energii i zachodzi w nim proces zdrowienia. Duże znaczenie w tutejszej medycynie mają także kamienie pozyskiwane właśnie w rejonie Chiapas. Majowie wierzą, iż posiadają one uzdrawiającą moc, chronią przed złymi duchami i pomagają zachować wewnętrzną równowagę. Dlatego nierzadko noszą je przy sobie jako amulety. Za najdrogocenniejszy kamień, któremu przypisuje się również największą siłę, uważa się bursztyn meksykański z Chiapas. W Museo del Ámbar (Muzeum Bursztynu) w San Cristóbal de Las Casas można podziwiać 350 jego okazów. W tym miejscu poznamy też pochodzenie, historię wydobycia i proces obróbki bursztynu meksykańskiego. To jedna z niewielu tego typu ekspozycji nie tylko w Ameryce Łacińskiej, ale i na całym świecie.

 FOT. SECTUR CHAPAS

ocozocoautla de Espinosa (stan Chiapas) – kolorowy Karnawał Zoque Coiteco

 

Magia natury

W Gwatemali najwięcej mistycyzmu znajdziemy niewątpliwie w przyrodzie. Zachodnie wyżyny tego kraju skrywają jedno z najpiękniejszych jezior na ziemi – Atitlán, malowniczo wciśnięte między wulkany i łańcuchy górskie. O ile w sąsiednim Meksyku otoczone przez bujną, soczystą, tropikalną zieleń piramidy potęgują nasze wrażenie małości wobec wspaniałej cywilizacji Majów, o tyle tutejsze szczyty czuwające nad miastami i ich mieszkańcami, nastrajają do spokojnego delektowania się krajobrazami w ciszy i zadumie. Dzień płynie tu nieśpiesznie, latynoskim rytmem. Nawet psy przyzwyczaiły się do tego, wylegując się leniwie na ulicach wśród omijających ich czerwonych tuk-tuków.

FOT. INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Jezioro Atitlán położone jest na wysokości 1560 m n.p.m. i ma 18 km długości

 

Atitlán przyciąga nad swoje brzegi podróżników z całego świata. Jezioro to uchodzi za najgłębsze w Ameryce Środkowej (ma ok. 340 m głębokości). Wypełnia kalderę, która zaczęła się formować miliony lat temu pod wpływem działalności wulkanów, w wyniku czego powstały trzy nowe stożki: San Pedro (3020 m n.p.m.), Tolimán (3158 m n.p.m.) i Atitlán (3537 m n.p.m.). Dziś wszystkie są wygasłe, a na ich szczyty prowadzą szlaki turystyczne. Podczas jednego dnia można zdobyć wulkan San Pedro. Ścieżka pełna wulkanicznego piachu prowadzi przez plantacje kawy, a następnie gęsty tropikalny las. Po 3 godz. stromego podejścia jesteśmy na szczycie, skąd rozpościera się wspaniały widok na jezioro i sąsiednie wierzchołki.

Po przybyciu nad Atitlán warto ominąć turystyczne Panajachel, zwane przez miejscowych Gringotenango, i udać się łodzią do pobliskich uroczych miasteczek: Santa Cruz La Laguna, San Marcos La Laguna czy San Pedro La Laguna. To ostatnie bywa często kilkutygodniową bazą dla tych, którzy chcą nauczyć się podstaw języka hiszpańskiego przed dalszą podróżą po Ameryce Środkowej. Mieszkają oni skromnie u majańskich rodzin i uczęszczają rano na indywidualne zajęcia. Popołudniami przygotowują wraz ze swoimi gospodarzami posiłki, zakładają tradycyjne stroje regionalne i wspólnie spędzają czas.

FOT. INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Symbol Antigui – Arco de Santa Catalina, fragment dawnego klasztoru 

 

Pod groźnym okiem wulkanu

Gwatemala jest niezmiernie barwnym krajem. Kolorowe stragany największego w Ameryce Środkowej targu w Chichicastenango pełne są tęczowych torebek, koców, oryginalnej biżuterii i tradycyjnych ubiorów, w które chętnie przebierają się turyści. Na gwatemalskich ulicach spotkamy jaskrawo pomalowane chicken busy, czyli stare amerykańskie autobusy szkolne, które w USA i Kanadzie odeszły już na emeryturę i właśnie tutaj przeżywają swoją drugą młodość. Często podróżuje się w nich w towarzystwie żywego inwentarza, siedząc prawie na ramieniu sąsiada, lecz przejażdżka tym osobliwym środkiem transportu to coś, czego nie powinien przegapić żaden prawdziwy globtroter. 

Mniej więcej 80 km i cztery chicken busy od jeziora Atitlán znajduje się jedno z najpiękniejszych miast Ameryki Środkowej, niestety, o wyjątkowo tragicznej historii – Antigua (La Antigua Guatemala, czyli Stara Gwatemala). Niszczone kilkakrotnie przez pobliski Volcán de Agua (Wulkan Wody) i trzęsienia ziemi, utraciło po niemal 240 latach tytuł stolicy Królestwa Gwatemali (Reino de Guatemala) w 1776 r. na rzecz Gwatemali (Ciudad de Guatemala). Obecnie wulkan pozostaje w stanie uśpienia, strasząc nadal mieszkańców swoim gniewem. Przed wycinką drzew z jego zboczy przeprowadzają oni stosowne rytuały, aby go tylko nie rozzłościć. Realne zagrożenie dla okolicy stanowi natomiast ciągle aktywny Volcán de Fuego (Wulkan Ognia), którego ostatni wybuchł miał miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Była to największa jego erupcja w historii (od 1524 r. odnotowano ich ponad 60). Ewakuowano wówczas ponad 3 tys. ludzi z okolicznych wiosek. Podczas spaceru po Antigui napotykamy ruiny pięknych kościołów zniszczonych przez siły natury. Zastanawiamy się, co sprawia, że miasto to nie zostało opuszczone. Być może życie w ciągłym zagrożeniu dla jego mieszkańców nie jest przekleństwem, a jedynie formą poddania się prawom przyrody, w które wierzą i które szanują.  

Meksyk i Gwatemala zapraszają nas do wciąż żywego świata Majów, gdzie magia stanowi nadal istotną część ludzkiej egzystencji. Tu na własne oczy przekonamy się, że potomkowie tych starożytnych Indian nie tylko przetrwali europejską kolonizację, lecz także nie zapomnieli o swoim wspaniałym dziedzictwie kulturowym. Nie popełniajmy błędów hiszpańskich konkwistadorów, a będziemy mieli szansę spojrzeć na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy...

 

Artykuły wybrane losowo

Wśród turkusowych miast Uzbekistanu

fot_11.jpg

Błękitno-turkusowa fasada budynku w nekropolii Szach-i Zinda

© SŁAWEK JANAS/ODPRAWIENI.PL


Sławomir Janas

Magdalena Oczkowska-Janas

 www.odprawieni.pl

 

Bajkowe krajobrazy, egzotyczny klimat, miasta spowite błękitem, atmosfera jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, a do tego najsłodsze arbuzy i melony pod słońcem – tak wyobrażaliśmy sobie Uzbekistan, zanim go odwiedziliśmy. Te przewidywania w większości się sprawdziły, ale dziś możemy powiedzieć, że przed wyjazdem nasz obraz tego serca Azji Środkowej był niepełny. Trudno przecież tak naprawdę poznać jakiś region bez ruszania się z domu. Zapraszamy więc do zapoznania się z naszymi doświadczeniami z podróży do tej wyjątkowej azjatyckiej republiki.

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

Wakacje w siodle

konie_w_wodzie.jpg

Rajd konny koło Pałacu i Folwarku Galiny

©PAŁAC I FOLWARK GALINY


DOROTA WAGA

 

Turystyka aktywna cieszy się wciąż niesłabnącą popularnością. Wydaje się, że im więcej godzin spędzamy przed ekranem komputera albo telewizora lub w fotelu samochodowym, tym częściej w czasie wolnym chcemy zażywać ruchu. Wybieramy się więc na wędrówki po górach, spływy kajakowe, rejsy po wodach śródlądowych, czy nawet morzach i oceanach, , a także szczególnie ostatnio modne rajdy rowerowe. Coraz szersze zainteresowanie budzą też wyprawy konne, które przebojem zdobywają sobie rzesze oddanych wielbicieli na całym świecie, również w Polsce.

Więcej…