MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten północno-wschodni stan Brazylii zapewnia turystom całą paletę barw, malownicze, dziewicze krajobrazy i mnóstwo możliwości wypoczynku. Jego rajskie plaże oblewane spokojnymi i płytkimi wodami stanowią doskonałe miejsce do kąpieli, a tutejsze silne, stałe wiatry przyciągają miłośników wind- i kitesurfingu. Cumbuco, Taíba, Flecheiras, Baleia, Jericoacoara, Paracuru, Porto das Dunas, Morro Branco, Praia das Fontes, Canoa Quebrada, Ponta Grossa czy Redonda oferują różnego rodzaju atrakcje – od największego aquaparku w Ameryce Łacińskiej do cichych i uroczych wiosek rybackich. Znajdziemy tu szeroki wybór zakwaterowania, m.in. luksusowe ośrodki wypoczynkowe albo czarujące pensjonaty, czyli modne w Brazylii „pousadas”. Smakoszy zachwycą miejscowe świeże ryby i owoce morza. Ceará znana jest jako „Terra da Luz” – „Ziemia Światła”. Zawdzięcza to dużej liczbie słonecznych dni w roku, a także temu, że była pierwszym stanem w federacji brazylijskiej, który zniósł niewolnictwo, cztery lata przed słynną „Lei Áurea” –  „Złotą Ustawą” z 1888 r. Dzisiaj ta radosna ziemia pełna światła stanowi jeden z najpiękniejszych rejonów Brazylii, gdzie odkryjemy nietknięte ręką człowieka cuda natury, niepowtarzalne krajobrazy oraz poznamy niezmiernie sympatycznych, przyjaznych i gościnnych ludzi.

 FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Ceará ma powierzchnię niemal 150 tys. km², czyli ok. 60 proc. większą niż Portugalia! Na jej terytorium żyje obecnie 8,5 mln mieszkańców. Stolicą tego stanu i jednocześnie największym miastem jest Fortaleza. W tym rejonie Brazylii znajduje się największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park na plaży Porto das Dunas. Ten olbrzymi kompleks turystyczny zajmujący łącznie 30 km², z czego na aquapark przypada 13, odwiedza każdego roku ok. 1 mln osób. W Cearze wznosi się również czwarty pod względem wielkości stadion piłkarski w kraju – świeżo przebudowany Estádio Governador Plácido Castelo, bardziej znany pod nazwą Castelão, który może pomieścić 67 037 widzów. Ten brazylijski stan słynie jednak przede wszystkim ze swojego pięknego wybrzeża i dużej religijności miejscowej ludności. Jeden z jego głównych symboli stanowi jangada – tradycyjna jednomasztowa łódź żaglowa wykonana z drewna używana od wieków przez rybaków z północno-wschodniej Brazylii. Na terenie Ceary znajduje się pokaźna część brazylijskiej caatingi (katingi, sawanny kolczastej) – unikatowej w skali świata formacji roślinnej, która obejmuje w sumie aż 850 tys. km² obszaru kraju.

 

Nazwa Ceará oznacza prawdopodobnie śpiew papug Jandaia (znanych w Polsce jako Aratinga), występujących tutaj w dużej liczbie. Dziennikarz, polityk, adwokat, pisarz i dramaturg José de Alencar (1829–1877), słynny syn tej ziemi, urodzony w Fortalezie, w dzielnicy Messejana, nazywany często „ojcem literatury brazylijskiej”, autorytet w temacie języków tupi-guarani, twierdzi, że rdzenna ludność tego zakątka globu określała niegdyś tym słowem turkusowe lub zielone wody. Istnieją także teorie mówiące o tym, że nazwa tego stanu może pochodzić od Siriará, co miało nawiązywać do krabów zamieszkujących wybrzeże. Ta „Ziemia Światła” wcale nie leży tak daleko od Europy i Polski, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wystarczy jedynie 6,5-godzinny lot z Lizbony, żeby znaleźć się w Fortalezie. Ze Starego Świata do stolicy Ceary latają codziennie portugalskie linie lotnicze TAP Portugal.      

 

CHAPADA DO ARARIPE – ZAGINIONY ŚWIAT

Dzisiaj Ceará jest najbardziej znana ze swojej długiej (573-kilometrowej!) piaszczystej linii brzegowej oraz przeciętnie aż 2800 słonecznych godzin w roku. Może pochwalić się również malowniczymi górami oraz dolinami, gdzie uprawia się owoce tropikalne. Na jej południu, na granicy ze stanami Piauí i Pernambuco, rozciąga się magiczny, dziewiczy płaskowyż Chapada do Araripe. Obejmuje on m.in. las narodowy (po portugalsku floresta nacional), utworzony w 1946 r., i geopark, który powstał w 2006 r. Obszar ten stanowi jedno z najsłynniejszych stanowisk paleontologicznych na świecie, co zawdzięcza odkrytym tu doskonale zachowanym skamieniałościom wielkich latających gadów – pterozaurów. Na terenie Chapada do Araripe w Formacji Santana (Formação Santana), koło miejscowości Santana do Cariri, znaleziono też w 1996 r. szczątki niewielkiego dinozaura – santanaraptora (Santanaraptor placidus). Żył on w okresie wczesnej kredy (ok. 120–100 mln lat temu) w Ameryce Południowej. Długość jego ciała wynosiła mniej więcej 1,2–2,5 m, a wysokość – 50 cm. Ważył ok. 20 kg. Nazwa Santanaraptor placidus znaczy „rabuś Placido z Santany”, gdzie Placido odnosi się do socjologa, profesora i polityka Plácido Cidade Nuvensa, syna tej ziemi, założyciela Muzeum Paleontologii w Santana do Cariri i rektora Regionalnego Uniwersytetu Cariri – Universidade Regional do Cariri (URCA) – z siedzibą główną w mieście Crato. Na obszarze Chapada do Araripe odkryto także w tym samym roku szczątki innego dinozaura – Angaturama limai. Żył on mniej więcej 115–110 mln lat temu w Brazylii. Jego nazwa pochodzi z języka żyjącego na tych terenach plemienia Tupi i oznacza „szlachetny” lub „odważny”. Angaturama osiągał długość 5–8 m, ważył ok. 500–700 kg i miał 3 m wysokości. W Formacji Santana znaleziono również w 1996 r. unikatowe pozostałości irritatora. Ten rybożerny dinozaur zamieszkiwał ten obszar w okresie wczesnej kredy. Osiągał przypuszczalnie długość mniej więcej 8 m i wysokość 3 m. Wielu paleontologów uważa, że należy do taksonu (jednostki pokrewieństwa ewolucyjnego) niezmiernie podobnego Angaturama limai, który żył w tym samym miejscu i czasie. Wreszcie odkryto tutaj też jedyne na świecie szczątki niewielkiego, mięsożernego dinozaura miriszja (Mirischia asymmetrica). Pojawił się on we wczesnej kredzie, miał długość ciała ponad 2 m, wysokość ok. 80 cm i ważył mniej więcej 10–30 kg.

  FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA  

Açude do Cedro – zapora powstała w latach 1890–1906 w mieście Quixadá

 

Jak więc widać, Chapada do Araripe i tutejsza Formacja Santana, formacja geologiczna składająca się ze skał osadowych, w basenie Araripe (Bacia do Araripe), mogą pochwalić się licznymi bezcennymi skamieniałościami. Tereny te w okresie kredy pokrywała prawdopodobnie rozległa nadmorska delta rzeczna. Odkryto tu wiele szczątków organizmów słodkowodnych, bezkręgowców i ryb, ale ten zakątek Brazylii znany jest najbardziej z dużej różnorodności znalezionych w tym miejscu pozostałości pterozaurów. Jak się przypuszcza, obszar delty stanowił legowiska tych wielkich latających gadów. Nic więc dziwnego, że dziewiczy płaskowyż Chapada do Araripe określa się dziś mianem „zaginionego świata”. Spotkamy tutaj rzadkie gatunki ptaków, ssaków, gadów i owadów. W tym rejonie stanu Ceará (w okolicach miejscowości Barbalha, Crato i Missão Velha) odkryto w 1996 r. endemicznego hełmogłowika białego, znanego również jako skoczek królewski (Antilophia bokermanni). Dla Brazylijczyków to soldadinho-do-araripe. Ten gatunek ptaka jest krytycznie zagrożony wyginięciem. Jego populację szacuje się jedynie na ok. 250 osobników.

 

SŁONECZNA I NOWOCZESNA FORTALEZA

Stolicą stanu Ceará jest założona 13 kwietnia 1726 r. Fortaleza. To obecnie piąte pod względem liczby mieszkańców miasto Brazylii (po São Paulo, Rio de Janeiro, Salvadorze i Brasílii). Żyje w nim, w tropikalnym klimacie, 2,5 mln ludzi (w regionie metropolitalnym – 3,7 mln). W 2004 r. Fortaleza zdobyła tytuł najbardziej pożądanego kierunku turystycznego w kraju, według ABAV – Associação Brasileira de Agências de Viagens (Brazylijskiego Stowarzyszenia Agencji Turystycznych). Obecnie zajmuje drugie miejsce pod tym względem, zaraz po Rio de Janeiro, a przed Salvadorem. Do jej głównych atrakcji należy m.in. micareta Fortal, czyli „karnawał poza epoką”. Ta wielka 4-dniowa impreza odbywa się już od 1992 r., zawsze pod koniec lipca. To największa micareta w zamkniętym pomieszczeniu w całej Brazylii. Miasto Fortal (Cidade Fortal), jak przyjęło się nazywać miejsce tego hucznego i radosnego wydarzenia, odwiedza wówczas ok. 500 tys. osób z kraju i ze świata. Poza tym tłumy turystów przyciąga do Fortalezy największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park, położony w pobliskim Aquiraz. W 2010 r. – według statystyk serwisu rezerwacji hotelowych Hotéis.com, partnera firmy Expedia – stolica stanu Ceará była najczęściej poszukiwanym kierunkiem wakacyjnym przez brazylijskich turystów. Osoby spragnione nocnych imprez mogą bawić się tutaj codziennie aż do białego rana, a ci, którzy poszukują chwili wytchnienia, ciszy i spokoju – zaszyć się w urokliwych domkach na okolicznych rajskich plażach i cieszyć się bliskim kontaktem z naturą. Warto dodać, że jest to położona najbliżej kontynentalnej Europy brazylijska metropolia. Dzieli ją od Lizbony jedynie 5600 km. Aby odwiedzić ten uroczy zakątek Brazylii, nie potrzebujemy wiz ani żadnych szczepień. Co istotne, w Fortalezie działa polski konsulat honorowy. Przedstawicielem tej ważnej dla turystów z Polski placówki jest Hanna Zborowska-Neves. To najmłodszy konsul w historii naszego kraju. Ukończyła studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie pracuje na rynku nieruchomości w Cearze, należąc do kadry zarządzającej firmy Escala Properties. Zajmuje się pomocą Europejczykom (zwłaszcza Polakom), którzy zdecydowali się przenieść ze Starego Świata na tę brazylijską „Ziemię Światła”. Dzięki niej wielu naszych rodaków kupiło posiadłości w miasteczku Paracuru. Posiada licencję doradcy ds. nieruchomości wydaną przez FENACI (Federação Nacional dos Corretores de Imóveis, czyli Narodową Federację Agentów Nieruchomości). Jest doskonałym kontaktem dla wszystkich polskich turystów czy inwestorów wybierających się do stanu Ceará. Można ją znaleźć w biurze Escala Properties w Fortalezie przy Avenida Dom Luís 880 w dzielnicy Aldeota.

FOT. MARCELLO ARRAMBIDE/WWW.WANDERINGTRADER.COM 

Lagoa do Paraíso (Rajskie Jezioro) koło Jericoacoary nazywa się „brazylijskimi Karaibami”

 

Przybywający tu goście z całego świata lądują na Aeroporto Internacional de Fortaleza – Pinto Martins (Międzynarodowy Port Lotniczy Fortalezy im. Pinty Martinsa). Nazwano go tak na cześć lotnika Euclidesa Pinty Martinsa (1892–1924), urodzonego na tej ziemi, w mieście Camocim, który wykonał na początku lat 20. XX w. pionierski lot nad Oceanem Atlantyckim, z Nowego Jorku do Rio de Janeiro. BR-116, główna brazylijska droga o długości ok. 4500 km (największa w kraju całkowicie wyasfaltowana), rozpoczyna się właśnie w Fortalezie i biegnie aż do miejscowości Jaguarão w stanie Rio Grande do Sul, położonej tuż przy granicy z Urugwajem. Można nią dotrzeć do tak ważnych miast, jak choćby Porto Alegre, Kurytyba, São Paulo czy Rio de Janeiro. Nowoczesne Centro Dragão do Mar de Arte e Cultura (CDMAC), czyli Centrum Sztuki i Kultury Dragão do Mar, otwarte w kwietniu 1999 r., ma aż 30 tys. m² powierzchni i gościło już wiele międzynarodowych wydarzeń artystycznych. Obecnie jest to główna placówka kulturalna w stolicy Ceary, w której mieszczą się m.in. muzea poświęcone kulturze tej „Ziemi Światła” i sztuce współczesnej (Memorial da Cultura Cearense – MMC i Museu de Arte Contemporânea – MAC), doskonale wyposażona sala teatralna, amfiteatr, audytorium, kina, biblioteka publiczna oraz Planetarium Rubensa de Azevedo. To ostatnie nazwano tak na cześć urodzonego w Fortalezie w 1921 r. (i zmarłego tu w 2008 r.) astronoma i pisarza. Z kolei cały kompleks ochrzczono imieniem Dragão do Mar na pamiątkę historycznego bohatera, znanego także jako Chico da Matilde lub Francisco José do Nascimento (1839–1914), miejscowego abolicjonisty, szefa flotylli jangad i uczestnika ruchu przeciwko niewolnictwu (tzw. Movimento Abolicionista Cearense).

FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Planetarium Rubensa de Azevedo

 

Aktualnie cała Ceará przywiązuje dużą wagę do turystyki rodzinnej. Poza wspomnianym już przeze mnie parkiem wodnym Beach Park na plaży Porto das Dunas, w stanowej metropolii buduje się w tej chwili największe w Ameryce Łacińskiej, niezmiernie nowoczesne akwarium i oceanarium – Acquário Ceará (przy słynnej nadbrzeżnej promenadzie Avenida Beira Mar, na wysokości malowniczej Praia de Iracema). Będzie to wspaniały obiekt o powierzchni 21,5 tys. m² i pojemności aż 15 mln litrów wody. Władze Ceary spodziewają się, że rocznie przyciągnie on 1,2 mln zwiedzających z całego świata. Znajdą się w nim m.in. trzy poziomy, restauracje, kino 4D, akwarium z pingwinami czy symulator łodzi podwodnej.   

Ostatnio w Fortalezie zaczęto również mocno inwestować w rozwój turystyki biznesowej. Otwarto Centro de Eventos do Ceará – drugie pod względem wielkości centrum kongresowe w Ameryce Łacińskiej (po Riocentro w Rio de Janeiro) i najnowocześniejsze w tej części świata. Może się w nim zmieścić aż 30 tys. uczestników ważnych wydarzeń. Ma łączną powierzchnię ponad 150 tys. m², z czego 5 tys. stanowią sale konferencyjne, oraz 3200 miejsc parkingowych. Dysponuje też lądowiskiem dla helikopterów. Posiada dwa pawilony, w których może odbywać się jednocześnie 18 dużych wydarzeń biznesowych. Architektura tego centrum nawiązuje do lokalnego krajobrazu i rękodzieła ludowego. Na jego otwarciu, 30 czerwca 2012 r., wystąpiły tak znane artystki, jak np. Ivete Sangalo czy Jennifer Lopez. Oficjalna inauguracja Centro de Eventos do Ceará miała miejsce 15 sierpnia minionego roku, uświetnił ją swoim koncertem słynny hiszpański tenor Plácido Domingo. Natomiast pod koniec września odbył się tu finał konkursu Miss Brasil 2012.

Stolica Ceary może pochwalić się 27-kilometrową linią brzegową. Za najmodniejszą tutejszą plażę uchodzi zadbana Praia do Futuro (Plaża Przyszłości). To ulubione miejsce mieszkańców Fortalezy i turystów do kąpieli słonecznych i relaksu w przyjemnie ciepłej wodzie, a także do uprawiania surfingu oraz wind- i kitesurfingu. Praię do Futuro uważa się za największą miejską plażę w całej Brazylii. Ciągnie się przez ponad 7 km, a wzdłuż niej rozlokowało się ok. 100 gustownie urządzonych barracas (barów i restauracji z tradycyjnymi, regionalnymi specjałami, z pysznymi świeżymi rybami i owocami morza) – od prostych, pozbawionych większych wygód, aż po niezmiernie rozbudowane, luksusowe, ze wspaniałymi basenami, salonami piękności, saunami czy specjalnie wydzielonymi miejscami dla VIP-ów (np. kompleks CrocoBeach). Pogoda jest tutaj łagodna i stabilna (nawet w czasie pory deszczowej, nazywanej lokalnie inverno, czyli „zimą”, trwającej zazwyczaj od stycznia do lipca), ze średnią temperaturą powietrza 27°C i orzeźwiającą bryzą znad oceanu. W krajobrazie wybrzeża Fortalezy dominują lasy namorzynowe oraz wydmy porośnięte skąpo roślinnością krzaczastą (tzw. restinga). Na terenie miasta znajduje się też niezmiernie zielony Park Ekologiczny Rzeki Cocó (Parque Ecológico do Rio Cocó). Chroni on namorzyny rosnące u ujścia rzeki Cocó do Oceanu Atlantyckiego.  

Fortaleza to nowoczesna metropolia, jedna z najszybciej rozwijających się w całej Brazylii, oferująca mnóstwo rozrywek każdego dnia. Posiada rozbudowaną infrastrukturę miejską, z szerokim wyborem usług hotelowych (łącznie oddano tu do dyspozycji gości niemal 30 tys. łóżek, a w regionie metropolitalnym prawie 55 tys.), gastronomicznych czy kulturalnych, co czyni z niej wspaniały kierunek turystyczny przez okrągły rok. Jej wielki atut stanowi uprzywilejowane położenie geograficzne, ułatwiające łączność nie tylko z Europą (wspomniane już przeze mnie 6,5 godz.!), ale i z Ameryką Północną (również 6,5 godz. lotu z Atlanty czy Miami), Afryką (jedynie 3,5-godzinna podróż z Wysp Zielonego Przylądka) czy wszystkimi dużymi portami lotniczymi w Ameryce Południowej (np. 5,5 godz. z Buenos Aires). Nic więc dziwnego, że stolica stanu Ceará została wybrana jednym z gospodarzy Pucharu Konfederacji FIFA w czerwcu 2013 r. i jubileuszowych, XX Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r., które zostaną rozegrane od 12 czerwca do 13 lipca, zwłaszcza iż w tych miesiącach jest tutaj bardzo małe prawdopodobieństwo wystąpienia opadów deszczu.      

FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Cumbuco to światowa mekka kitesurfingu

 

REGION WAŻNYCH PORTÓW

Region metropolitalny (i nie tylko!) daje ogromne możliwości biznesowe. Zawdzięcza to wysoko rozwiniętej infrastrukturze, w tym m.in. nowoczesnym portom morskim. Jednym z nich jest Terminal Portuário do Pecém, bardziej znany jako Porto do Pecém. Otwarto go w 2002 r. Znajduje się w mieście São Gonçalo do Amarante, leżącym ok. 60 km od stołecznej Fortalezy. Na jego terenie powstaje właśnie strefa wolnocłowa.

                Najważniejszy port stanu Ceará stanowi Porto do Mucuripe lub Porto de Fortaleza. Według wielu historyków, tutejszy przylądek Ponta do Mucuripe był świadkiem pierwszego przybicia Europejczyków do brzegu dzisiejszego terytorium Brazylii. Miała tego dokonać w styczniu 1500 r. hiszpańska ekspedycja pod wodzą Vicente Yáñeza Pinzóna (ok. 1462–1514). Porto do Mucuripe należy do najbardziej ruchliwych portów handlowych w Brazylii. Obecnie wznosi się tu nowoczesny Terminal Marítimo de Passageiros (Morski Terminal Pasażerski), który już wkrótce będzie mógł przyjmować ogromne statki wycieczkowe. Władze Ceary, z okazji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r., spodziewają się ich w Fortalezie naprawdę bardzo wielu. W terminalu zaplanowano miejsce na sklepy, restauracje i kawiarnie. Na jego terenie pasażerowie będą mieli dostęp do internetu, a w razie jakichkolwiek kłopotów zdrowotnych – do ambulatorium. W pobliżu, na malowniczo położonej Praia Mansa (plaży o powierzchni 70 tys. m²), przewidziano strefy przeznaczone na odpoczynek i rekreację. Powstają także szerokie drogi dojazdowe do terminalu oraz parking dla samochodów i autobusów. Całość zajmie powierzchnię 20 tys. m². Poza tym ta potężna inwestycja obejmuje też m.in. nowe nabrzeże o długości 350 m i dwukrotnie większy od pasażerskiego terminal kontenerowy. Już niedługo zobaczymy więc pierwsze luksusowe statki wycieczkowe, prawdziwe pływające hotele, zatrzymujące się w porcie w Fortalezie…      

 

RĘKODZIEŁO ARTYSTYCZNE – CHLUBA CEARY

Będąc w Fortalezie, koniecznie trzeba przespacerować się najpopularniejszą arterią miasta, umieszczaną często na pocztówkach – Avenida Beira Mar. Ciągnie się ona od Praia de Meireles aż do dzielnicy Mucuripe, której główny punkt stanowi duży i nowoczesny port. To modne miejsce do joggingu i bywania. Przy tej nadbrzeżnej alei znajduje się największa koncentracja hoteli i luksusowych restauracji w stolicy Ceary. Odbywa się tutaj również każdego dnia wieczorem najbardziej znany targ lokalnego rękodzieła artystycznego – tzw. Feirinha de Artesanato, Feirinha da Beira Mar czy Feirinha do Náutico (przy plaży Meireles). Turyści przebywający na Avenida Beira Mar mogą podziwiać wspaniały spektakl w wykonaniu miejscowych jangadeiros. Niezmiernie malowniczy jest widok używanych przez tych rybaków tradycyjnych łodzi, przypominających tratwy z żaglem, nazywanych jangadas, ściągających z połowów na oceanie na tutejszy targ rybny. Obfitujący w moc atrakcji dzień w Fortalezie warto zakończyć w otwartym w kwietniu 2011 r. uroczym Ogrodzie Japońskim (Jardim Japonês). Stworzono go w celu uhonorowania pierwszego imigranta z Japonii, który przybył do stolicy stanu Ceará w 1923 r. – Jussaku Fujita (przechrzczonego w Brazylii na Francisco Guilherme Fujita), oraz z okazji 285. rocznicy założenia miasta.   

                Za doskonałe miejsce, gdzie można obejrzeć szeroki wybór lokalnego rękodzieła artystycznego, uważa się ulokowaną w gmachu dawnego więzienia siedzibę Emcetur (Empresa Cearense de Turismo). W tym budynku z połowy XIX stulecia funkcjonuje obecnie Centro de Turismo de Fortaleza, czyli Centrum Turystyczne Fortalezy. Poza przyjmowaniem turystów i dostarczaniem im informacji, gości ono także wiele sklepów sprzedających produkty tutejszych twórców i artystów ludowych. Dawne cele więzienne pełnią teraz rolę stoisk, na których wystawia się wyroby rękodzieła artystycznego. W centrum mieszczą się też placówki kulturalne – Museu de Arte Popular (Muzeum Sztuki Ludowej) i Museu de Mineralogia (Muzeum Mineralogiczne). Inną interesującą atrakcją jest Mercado Central de Fortaleza (Główny Targ Fortalezy), położony obok Catedral Metropolitana de Fortaleza (Katedry Metropolitalnej Fortalezy) z 1978 r. i XVII-wiecznej Fortaleza de Nossa Senhora da Assunção (Fortecy Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). On również specjalizuje się w wytworach rękodzielniczych. Znajduje się tu ponad 550 straganów, które zajmują pięć pięter. Na tym dużym targu, zajmującym łącznie ponad 9 tys. m² powierzchni, spotkamy zawsze licznych turystów poszukujących atrakcyjnych pamiątek z Brazylii.     

W celu rozwoju i promocji lokalnego rękodzieła artystycznego stworzono w 1979 r. Centro de Artesanato do Ceará – CEART (Centrum Rękodzieła Artystycznego Ceary). W należących do niego sklepach prezentowane są najwyższej klasy wyroby sztuki ludowej, m.in. rzeźby z drewna, ceramika, produkty ze skóry i wiele innych. Przekonamy się w nich szybko, że niezmiernie oryginalne dzieła miejscowych twórców i artystów ludowych charakteryzują się wpływami trzech kultur: indiańskiej, europejskiej i afrykańskiej. Dzięki temu stanowią niepowtarzalną mozaikę kolorów, wzorów i form. Reprezentacyjna galeria CEART mieści się w bogatej dzielnicy Fortalezy, za jaką uchodzi Aldeota (przy jej głównej alei handlowej – Avenida Santos Dumont). To jeden z najlepszych adresów, jeśli chcemy kupić atrakcyjne rękodzieło ludowe z Ceary, które cieszy się zasłużoną sławą w całej Brazylii. 

 W samym sercu Aldeoty, przy Avenida Desembargador Moreira, znajdziemy także Jardins Open Mall – luksusowe centrum handlowe na świeżym powietrzu z ponad 30 ekskluzywnymi sklepami i punktami gastronomicznymi. Wyróżnia się ono rozległymi strefami rozrywki otoczonymi uroczymi tropikalnymi ogrodami oraz bogatym programem kulturalnym. Kupimy tutaj też najwyższej jakości wyroby rękodzielnicze, brazylijską biżuterię, obuwie, ubrania czy tak potrzebne w Cearze akcesoria plażowe. W Jardins Open Mall działają również trzy doskonałe restauracje: argentyńska – Cabaña del Primo, specjalizująca się w mięsach z grilla, orientalna – Misaki, oferująca sushi i inne przysmaki współczesnej kuchni japońskiej, oraz Geppos, gdzie na gości czeka szeroki wybór różnych pizz i sałat. Z pewnością można tu odpocząć i spędzić miło czas.

 

MIASTO FUTBOLU

Mecze Pucharu Konfederacji FIFA w czerwcu 2013 r. i XX Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r. odbywać się będą w Fortalezie na Estádio Governador Plácido Castelo, stadionie znanym powszechnie jako Castelão. Gruntowną przebudowę tej areny piłkarskiej ukończono w grudniu 2012 r. Teraz jest to niezmiernie nowoczesny, ekologiczny obiekt, przyjazny dla osób niepełnosprawnych, z dużą restauracją z widokiem na boisko (i 3 mniejszymi), doskonale wyposażonym centrum prasowym i salą konferencyjną. Pojemność trybun wynosi 67 037 miejsc (wszystkie pod dachem i zapewniające 100-procentową widoczność), co czyni z Castelão największy stadion w północno-wschodniej Brazylii i czwarty pod względem wielkości w całym kraju. Spełnia on wszystkie międzynarodowe standardy bezpieczeństwa i posiada 1900 stanowisk postojowych. Podczas imprez FIFA (Fédération Internationale de Football Association – Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej), organizowanych w 2013 i 2014 r. m.in. w Fortalezie, na tej arenie piłkarskiej rozegranych zostanie 9 meczów. W ramach Pucharu Konfederacji FIFA 2013 odbędą się tutaj 3 spotkania: 2 fazy grupowej (Brazylia-Meksyk w dn. 19 czerwca i Hiszpania-Nigeria w dn. 23 czerwca) oraz półfinał w dn. 27 czerwca. Z kolei w czasie XX Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r. zawodnicy wybiegną na murawę Castelão aż 6 razy, w tym 17 czerwca reprezentanci brazylijskiej drużyny narodowej, a 4 lipca uczestnicy jednego z ćwierćfinałów. Stadion w stolicy stanu Ceará dysponuje całą niezbędną infrastrukturą i technologią, żeby gościć dwie tak duże międzynarodowe imprezy sportowe. Poza tym może przyjąć także reprezentacje olimpijskie i paraolimpijskie, które chciałyby się zaaklimatyzować przed piłkarskimi turniejami w ramach XXXI Letnich Igrzysk Olimpijskich i XV Letnich Igrzysk Paraolimpijskich, które będą miały miejsce w 2016 r. w Rio de Janeiro. Fortaleza ma do tego doskonałe warunki. Nie tylko dysponuje już nowoczesną infrastrukturą sportową, ale także – co ważne – jej przyjazny klimat jest zbliżony do tego, jaki panuje w mieście gospodarzu najbliższej olimpiady i paraolimpiady.

 

CEARÁ CZEKA NA POLAKÓW

Na koniec naszej pierwszej wizyty w tym uroczym północno-wschodnim stanie Brazylii warto jeszcze dodać, że ponad 30-tysięczne Paracuru, leżące ok. 85 km od stolicy Ceary (niecałe 2 godz. jazdy samochodem), powoli staje się polskim miasteczkiem… Nie zdziwmy się, jeśli na tutejszej plaży lub ulicy usłyszymy dość często naszą mowę ojczystą. Swoje domy w tej prawdziwej mekce dla miłośników surfingu oraz kite- i windsurfingu ma już kilkudziesięciu Polaków. Nic więc dziwnego, że Brazylijczycy z Paracuru uczą się mówić po polsku, a menu w niektórych miejscowych lokalach gastronomicznych jest dwujęzyczne. Stanowi to zawsze wielką niespodziankę dla tych turystów z Polski, którzy odwiedzają ten rajski zakątek Brazylii po raz pierwszy. Zaskakują ich również niezmiernie pozytywnie mieszkańcy Ceary. Na co dzień serdeczni, mili, pomocni i uprzejmi. Potrafiący cieszyć się z życia, jak chyba nikt inny na świecie...    

 

POLECANE HOTELE W STANIE CEARÁ

Poniżej podajemy Państwu listę 8 sprawdzonych przez nas hoteli w Fortalezie i jej okolicach, które oferują wysoki standard i profesjonalną obsługę i do których można śmiało się wybrać:

- Aquaville Resort – w Aquiraz, obok słynnego Beach Parku, ale jest tu za to bardziej kameralnie i sympatycznie, są 4 baseny i sztuczna rzeka, po której można pływać kajakiem, obiekt idealny dla rodzin – www.aquaville.com.br

- Marina Park Hotel – 5-gwiazdkowy rozległy ośrodek wypoczynkowy w Fortalezie, przy modnej Praia de Iracema, z własną 200-metrową plażą (Praia Formosa), nowoczesną mariną na 150 jachtów, pierwszy hotel w Cearze, który otrzymał akredytację FIFA na oficjalny obiekt Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii w 2014 r. – www.marinapark.com.br

- Seara Praia Hotel – 5-gwiazdkowy flagowy obiekt sieci Hotéis Seara, położony przy popularnej Avenida Beira Mar i uroczej Praia do Futuro, z basenem z kaskadą i jacuzzi na dachu, ze wspaniałym widokiem na morze i Fortalezę – www.hotelseara.com.br

- Ponta Mar Hotel – nowoczesny, komfortowy, 4-gwiazdkowy hotel, leżący też przy Avenida Beira Mar i Praia do Futuro, doskonały zarówno dla turystów indywidualnych, jak i biznesmenów, idealny na organizację konferencji czy kongresów (z 22 salami mogącymi pomieścić do 2 tys. osób) – www.pontamar.com.br  

- Magna Praia Hotel – wyróżnia się nowoczesną i przyjazną atmosferą, posiada 75 proc. komfortowych pokoi z widokiem na morze, leży przy Praia de Iracema, koło najlepszych restauracji, barów i klubów nocnych Fortalezy – www.magna.com.br

- Carmel Charme Resort – niedawno otwarty, luksusowy, niezmiernie klimatyczny ośrodek wypoczynkowy, wybrany w 2012 r. „Nowością Roku” w stanie Ceará, usytuowany przy malowniczej Praia do Barro Preto w Aquiraz (ok. 40 km od Fortalezy), z ekskluzywnymi apartamentami i bungalowami z prywatnym jacuzzi na werandzie – www.carmelcharme.com.br   

- Coliseum Hotel – architektura tego imponującego obiektu, wznoszącego się przy rajskiej Praia das Fontes w miejscowości Beberibe (ok. 85 km od Fortalezy), wzorowana jest na słynnym rzymskim Koloseum, są tutaj 2 baseny, sauna, doskonała kuchnia oparta na świeżych rybach i owocach morza itd. – www.coliseumhotel.com.br

- Hotel Parque das Fontes – ośrodek wypoczynkowy przy uroczej Praia das Fontes w Beberibe, idealny dla rodzin z dziećmi, z jeziorem do wędkowania i rozległym parkiem wodnym, z 11 salami konferencyjnymi – www.hotelparquedasfontes.com.br

Artykuły wybrane losowo

Good Morning, Wietnam!

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Kraj przytulony do Zatoki Tonkińskiej i Morza Południowochińskiego zazwyczaj łączony jest z wojną, śmiercią i zniszczeniem. Ale turysta nie musi już przedzierać się przez pola minowe, żeby znaleźć dziewicze plaże, cuda natury oraz zabytki starej i bogatej kultury.

Dzień doooobry, Wietnam! – przeciągłe powitanie rozerwało ciszę wiosennego poranka 1965 r. Zaczęła się audycja Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych, a za mikrofonem siedział Adrian Cronauer, niedawno przeniesiony z bazy w Grecji. Nowy didżej łamał sztywny gorset reguł wojskowej rozgłośni, która zazwyczaj nudziła żołnierzy obwieszczeniami i niekończącymi się pogadankami. Cronauer opowiadał dowcipy na antenie, puszczał popularną muzykę i walczył z przełożonymi o zachowanie audycji, która przecież nie licowała z powagą armii. Jednak żołnierze go kochali.

Więcej…

Aktywny wypoczynek na Wyspach Kanaryjskich

 

Filip Werstler

 

 Parque Rural del Nublo we wnętrzu górzystej wyspy Gran Canaria

3700

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/ALEX BRAMWELL

 

Wyspy Kanaryjskie znane były już starożytnym, którzy określali je mianem Wysp Szczęśliwych. Trudno się zresztą z nimi nie zgodzić. Archipelag położony na Oceanie Atlantyckim należy do najpiękniejszych miejsc na świecie. Panujący tu klimat czyni go jednym z najbardziej przyjaznych dla ludzi regionów na ziemi. Liczba słonecznych dni w ciągu roku zdecydowanie przekracza 300 na większości z wysp. Rzadkie opady deszczu występują głównie późną jesienią, zimą i na początku wiosny. Temperatura powietrza utrzymuje się w granicach 17–25°C przez okrągłe 12 miesięcy. Te wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne nie tylko wprowadzają przybyszów w dobry nastrój, ale także stwarzają znakomite możliwości do uprawiania rozmaitych sportów. A gdy aktywnie spędzamy czas, czujemy się przecież szczęśliwsi.

 

Na archipelag składa się siedem głównych wysp (Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, La Palma, La Gomera i El Hierro) i okoliczne małe wysepki. Region należy do Hiszpanii, chociaż bliżej stąd do Afryki niż Europy. Największe jego miasta to Santa Cruz de Tenerife (ponad 200 tys. mieszkańców) i Las Palmas de Gran Canaria (ok. 380 tys.).

 

Najważniejszy atut tego archipelagu stanowi jego różnorodność. Każda wyspa jest inna, dlatego warto dowiedzieć się, jakie rodzaje sportu można uprawiać w konkretnych miejscach. Wybór mamy naprawdę duży. Wszelcy amatorzy aktywnego wypoczynku z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

 

Ferteventura i silne wiatry

 

Według niektórych teorii malownicza Fuerteventura, leżąca zaledwie ok. 100 km od północno-zachodniego wybrzeża Afryki, wzięła swoją nazwę od hiszpańskich słów fuerte („silny”) i viento („wiatr”). Dziś wyspa jest prawdziwą mekką wind- i kitesurferów z całego świata. Panują na niej wręcz wymarzone warunki dla pasjonatów tych sportów, dotyczy to zwłaszcza wschodnich brzegów. Wiatr wiejący z zachodu osiąga w tej okolicy dość dużą siłę, ale jednocześnie powoduje, że powierzchnia wody staje się dość płaska. Szczególną popularnością cieszy się miejscowość Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). Wynika to z faktu, że leży ona w najwęższej części Fuerteventury, gdzie wiatry są najmocniejsze. Ze względu na tak sprzyjające warunki powstały tutaj liczne ośrodki wind- i kitesurfingu. Największe na wyspie jest działające od 1984 r. centrum René Egli by Meliã położone w tym samym niezmiernie urokliwym miejscu, co luksusowy Hotel Meliã Gorriones (4 gwiazdki plus) wyróżniający się pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i dużym wyborem basenów, a mianowicie tuż przy bajkowej plaży Sotavento, którą uważa się nawet za jedną z najpiękniejszych na całym globie. Wzdłuż niej ciągnie się płytka 4-kilometrowa laguna, nadająca się wyśmienicie do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem (także pod czujnym okiem profesjonalnych polskich instruktorów!). W tej części Fuerteventury, dzięki zjawisku tunelu wietrznego, wieje praktycznie przez cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu naprawdę trudno znaleźć lepsze warunki do uprawiania tych widowiskowych sportów. Dlatego też już od 1986 r. (zwykle na przełomie lipca i sierpnia) odbywają się tutaj Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu (Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup). Przybywają na nie najlepsi sportowcy, a również liczni kibice i dziennikarze sportowi z różnych krajów. Oprócz podziwiania na żywo ekscytujących zmagań zawodników można się w tym czasie także rozerwać. Zawodom, które trwają zazwyczaj od ok. 10.00 do 18.00, towarzyszą dodatkowe atrakcje – specjalny namiot z przysmakami lokalnej kuchni, występy muzyków na żywo i bogaty program dla całych rodzin. Wieczorami, od godz. 21.00, zaczynają się klimatyczne szalone imprezy do białego rana i ciekawe koncerty. Te mistrzostwa, świetnie zorganizowane przez René Egli by Meliã (pod kierownictwem niezmiernie profesjonalnej Anniki Ingwersen), warto polecić każdemu.

 

Jednak na Fuerteventurę można wybrać się nie tylko w okresie wspomnianego wydarzenia. Sezon na uprawianie sportów panuje na niej właściwie przez cały rok. Obok przepięknej plaży Sotavento wind- i kitesurferzy odwiedzają również inne miejsca na wyspie. Wielu z nich zatrzymuje się w wysuniętych na południe miasteczkach Jandía i Morro Jable (należących razem ze wspomnianą już miejscowością Costa Calma do gminy Pájara), gdzie z uwagi na położenie geograficzne także wieją silne wiatry. Niektóre osoby udają się natomiast na północ, w okolice Dunas de Corralejo, czyli spektakularnych wydm leżących niedaleko 20-tysięcznego kurortu Corralejo, będącego stolicą turystyczną tej części Fuerteventury. Tutejsze wybrzeże jest wielką atrakcją nie tylko dla amatorów sportów wodnych, ale i dla wszystkich marzących o wypoczynku w malowniczym otoczeniu. Bezkresne piaski przyciągają turystów z całej wyspy. W tym miejscu można uprawiać m.in. surfing, wind- i kitesurfing, stand up paddling (SUP) oraz grać w gry plażowe, biegać czy spacerować. To jedyny w swoim rodzaju zakątek, z pewnością warty odwiedzenia podczas aktywnych wakacji.

 

Zachodnie brzegi Fuerteventury są mniej popularne. Świetnie odnajdą się tu surferzy, choć ta część lądu jest słabiej skomunikowana. Jednak wysokie fale, powstające pod wpływem silnego wiatru wiejącego znad Atlantyku, rekompensują wszelkie trudności związane z dojazdem. Do głównych ośrodków surfingowych na wyspie należą La Pared czy El Cotillo. Mimo iż to niewielkie miejscowości, mają szczęście znajdować się w idealnych miejscach. Dzięki ich małej popularności nie przybywają do nich tłumy turystów, co sprawia, że warunki do szaleństw na wodzie są w tym rejonie doskonałe. Poza tym na wyróżnienie zasługuje też z pewnością Park Naturalny Jandía (Parque Natural de Jandía) z niesamowicie urokliwą plażą Cofete. Kręcono na niej sceny do filmu Ridleya Scotta Exodus: Bogowie i królowie z 2014 r. Nad niemal 14-kilometrowym piaszczystym brzegiem unosi się nigdy nieopadająca mżawka wywołana uderzeniami fal, a w tle widać góry oddzielające wybrzeże od reszty lądu. Prowadzącą tutaj malowniczą trasę pokrywa w dużej części nawierzchnia szutrowa.

 

Na Fuerteventurze popularnością cieszy się też stand up paddling

SUP Pic by John Carter PWA

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/LEX THOONEN

 

Trekking na GRAN CANARII

 

Gran Canaria, obok Fuerteventury i Teneryfy, uchodzi za jedną z najpopularniejszych wysp wśród turystów z Europy. W 2015 r. odwiedziło ją ponad 3,2 mln ludzi z kilkudziesięciu krajów. Na jej atrakcyjność wpływa duże zróżnicowanie pod względem klimatycznym i przyrodniczym. Co roku ściąga tu mnóstwo osób nastawionych na aktywny wypoczynek. Podobnie jak na Fuerteventurze także na Gran Canarii spotkamy licznych miłośników surfingu, wind- i kitesurfingu, choć warunki do uprawiania tych sportów są na niej mniej stabilne.

 

Na wyspie można również z powodzeniem odbywać wyprawy trekkingowe. Pokrywa ją wiele odpowiednich do tego celu tras. Zainteresowaniem cieszą się m.in. wycieczki do Roque Nublo (1813 m n.p.m.) – wznoszącej się pod niebo niemal 80-metrowej wulkanicznej skały (przywodzi ona na myśl Maczugę Herkulesa z Ojcowskiego Parku Narodowego). Przypominająca kolumnę formacja stoi nad głęboką przepaścią. Prezentuje się naprawdę imponująco, dlatego turyści często decydują się przyjrzeć się jej z bliska. W okolicy warto też wejść na znajdujący się nieopodal Pico de las Nieves – najwyższy szczyt Gran Canarii, wznoszący się na wysokość 1956 m. n.p.m. Można do niego dojechać głównie samochodem albo rowerem. Rozpościera się stąd wspaniała panorama, koniecznie trzeba więc zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

 

Zupełnie niepopularna jest natomiast wyprawa na dziewiczą plażę Güigüi (Guguy), którą miejscowi uznają za najpiękniejszą na wyspie. Być może zasłużyła sobie na tak pochlebną opinię dlatego, że nie została usypana z białego piasku i nie udaje Karaibów jak pobliskie Playa de los Amadores czy Playa de Anfi del Mar. Prezentuje prawdziwe oblicze archipelagu – ciemny wulkaniczny brzeg otaczają wysokie majestatyczne klify i oblewają spienione fale Oceanu Atlantyckiego. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ta wycieczka wymaga lepszej kondycji. My naszą wyprawę rozpoczęliśmy jeszcze przed świtem. Ok. godz. 5.00–5.30 wsiedliśmy w autobus w miejscowości Puerto de Mogán. Podaliśmy nazwę interesującej nas plaży, a kierowca dowiózł nas na przystanek na rozstaju dróg położony najbliżej naszego celu. Stąd mieliśmy do pokonania pieszo ok. 25-kilometrową trasę wiodącą głównie przez góry.

 

Na początku przemierzyliśmy 8 km po asfalcie do miejscowości Tasártico. Tu warunki się zmieniły. Dalej szliśmy już po szutrze i skałach aż do samego końca. Gdy trasa zaczęła piąć się pod górę, zauważyliśmy drogowskaz informujący o tym, że do celu zostało nam jeszcze 17 km. Ta część wyprawy była najbardziej wymagająca. Najpierw musieliśmy pokonać kilka kilometrów ostrego podejścia po średnio wyrobionej ścieżce. Zajęło nam to mniej więcej 2 godz. z jedną krótką przerwą na nabranie sił. Jednak po dotarciu na szczyt czekała nas wspaniała nagroda – cudowny widok na leżącą w dole zatokę i pobliską Teneryfę z górującym wulkanem Teide. Przez jakąś godzinę odpoczywaliśmy i cieszyliśmy się tym miejscem, po czym ruszyliśmy w dół. Ten ostatni odcinek wyglądał równie pięknie i osobliwie. Wokół nie dało się dostrzec żadnych śladów cywilizacji, zabudowań czy sklepów. Na ścieżce także nie spotkaliśmy nikogo. Nasze telefony nie łapały również zasięgu sieci komórkowych. Po drodze napotykaliśmy natomiast coraz więcej lokalnej roślinności.

 

Po dotarciu na plażę mogliśmy rozkoszować się jej niezwykłą urodą. Kilkusetmetrowe klify odgradzały resztę lądu od oceanu. Na rozległym i czystym piaszczystym brzegu byliśmy sami. W spokoju przyglądaliśmy się Teneryfie oddalonej od nas o niecałe 200 km. Najcudowniejszy moment tego dnia stanowił zachód słońca. Chowa się ono tutaj za szczytami sąsiedniej wyspy. To widok jedyny w swoim rodzaju, wręcz idylliczny.

 

Podczas planowania wycieczki na plażę Güigüi (Guguy) należy pamiętać o zapewnieniu sobie transportu powrotnego. Do wyboru mamy dwa wyjścia: wrócić tą samą drogą, ale będzie to bardzo męczące, albo dzień wcześniej umówić się z miejscowym rybakiem, aby przypłynął po nas o wskazanej porze. Naszą trójkę taka usługa kosztowała ok. 15 euro za osobę.

 

Oprócz uprawiania trekkingu na Gran Canarii można np. grać w golfa (choćby w jedynym na całym archipelagu resorcie z dwoma profesjonalnymi 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort!), nurkować (działa na niej nawet w kurorcie Puerto de Mogán polska szkoła Delphinus, a także nowatorskie centrum Sea TREK Spain w resorcie Anfi del Mar, zapraszające na spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie!) albo jeździć konno. Na wyspie pojawia się zresztą coraz więcej firm oferujących ten ostatni rodzaj aktywności. Zazwyczaj takie wyprawy trwają 1–4 godz. i odbywają się w różnych częściach lądu. Ceny wahają się od 20 do 90 euro w zależności od organizatora i długości trasy. Kilka firm wyróżnia się wysokim standardem, profesjonalizmem i rozbudowaną ofertą. Jedną z nich jest bez wątpienia El Salobre Horse Riding. Należące do niej ranczo z kilkunastoma wierzchowcami leży na południu, nieopodal turystycznej stolicy Gran Canarii – Maspalomas (ok. 10 minut od niej). W okolicy znajdują się przepiękne wydmy, wulkaniczne szlaki i tropikalne plantacje. Poza tym ten rejon charakteryzuje się oryginalną florą i fauną. To wszystko przyciąga wielu miłośników jazdy konnej z różnych krajów (w tym i z Polski!). Zdecydowanie warto rozważyć wybranie się na wycieczkę po wyspie na końskim grzbiecie, tym bardziej że tutejsze zapierające dech w piersiach krajobrazy czynią z niej ekscytujące przeżycie.

 

Na archipelagu wzrasta też zainteresowanie kolarstwem, dotyczy to zwłaszcza Gran Canarii i Teneryfy. Uprawianiu tego sportu sprzyjają m.in. duże różnice wysokości i przyjazny klimat przez okrągły rok. Poza tym znajdują się tu niezmiernie malownicze i kręte drogi. Wielbicieli jazdy na rowerze przyciągają wymagające trasy ze spektakularnymi widokami. Na Gran Canarii prowadzą one zazwyczaj przez jej wnętrze, które jest w mniejszym stopniu zamieszkane i rzadziej odwiedzane przez turystów. Wyspa charakteryzuje się znaczną różnorodnością szlaków. Lokalne firmy oferują usługi na wysokim poziomie – zajmują się nie tylko wypożyczaniem sprzętu, ale także organizują wycieczki czy nawet specjalne obozy kolarskie, które trwają zazwyczaj od 5 do 10 dni. Pakiety obejmują zakwaterowanie w komfortowym hotelu, transport i częściowe wyżywienie (half board, czyli śniadanie i obiadokolację). Jeżeli chcemy jedynie wypożyczyć rower górski lub kolarzówkę, będzie nas to kosztować od ok. 12 euro za dzień (70 euro za tydzień).

 

Surowa Lanzarote

 

Jak na większości wysp w archipelagu, również na Lanzarote bardzo dużą popularnością cieszą się surfing, wind- i kitesurfing oraz stand up paddling (SUP). Amatorzy tych dyscyplin zjeżdżają głównie do miejscowości Famara (Caleta de Famara). Jednak można tutaj robić jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy.

 

Lanzarote znana jest choćby z zawodów triatlonowych. W ciągu roku odbywa się na niej kilka takich imprez sportowych, z których największą sławą na całym świecie cieszą się te z serii IRONMAN. Od ich uczestników wymaga się naprawdę bardzo dobrego przygotowania. Muszą oni przepłynąć 3,86 km, pokonać na rowerze dystans 180,25 km i przebiec odcinek 42,20 m (maraton) bez żadnej przerwy. Dlatego też ten wyścig uchodzi za wyjątkowo trudny i budzi niemałe zainteresowanie nie tylko wśród osób chcących sprawdzić swoją wytrzymałość, lecz także i widzów. Club La Santa IRONMAN Lanzarote (jego tegoroczna edycja odbędzie się 20 maja) to jedna z imprez cyklu zawodów organizowanych przez World Triathlon Corporation. Stanowi nie lada gratkę dla amatorów triatlonu i kibiców sportowych.

 

Okolice wyspy odwiedzają również chętnie nurkowie. Nic więc dziwnego, że na jej południowym krańcu, na słynnym wybrzeżu Playa Blanca, znajdziemy nawet polskie centrum Delphinus Lanzarote, dawne Cool Dive. Miłośnicy wielkiego błękitu mogą tu podziwiać faunę typową dla Oceanu Atlantyckiego. Poza tym ostatnio, 11 stycznia 2017 r., w sąsiedztwie Lanzarote (w Bahía de Las Coloradas, na głębokości mniej więcej 12–14 m) otwarto zupełnie nowe, pierwsze w Europie, podwodne muzeum – Museo Atlántico. Składa się na nie imponujący zbiór celowo zatopionych rzeźb brytyjskiego artysty Jasona deCairesa Taylora. Można przyjrzeć im się z bliska podczas ok. 1-godzinnej wyprawy nurkowej wyruszającej z Mariny Rubicón (cena 12 euro od osoby dorosłej) lub z trochę dalszej odległości w trakcie rejsu wolno płynącym statkiem ze szklanym dnem.

 

Kolejną unikatową na skalę europejską propozycją są firmowane przez system Sea TREK niesamowite spacery po dnie Atlantyku bez sprzętu dla nurków i ukończenia specjalistycznego szkolenia. Dzięki kaskowi z doprowadzanym tlenem wizytę w podwodnym królestwie Wysp Kanaryjskich złożymy już po przejściu 10-minutowego instruktażu, nawet jeżeli nie potrafimy pływać. Na tego typu rozrywkę zaprasza wszystkich chętnych szkoła nurkowa Native Diving w modnym kurorcie Costa Teguise na wschodnim wybrzeżu Lanzarote (oraz wspomniane centrum Sea Trek Spain w Anfi del Mar na Gran Canarii). Schodzi się wówczas na maksymalną głębokość 6 m, a cała przyjemność trwa 45 minut i kosztuje 60 euro od osoby dorosłej.

 

Na wyspie znajduje się również mnóstwo tras dla miłośników trekkingu i jazdy na rowerze. Szlaki są wyjątkowo atrakcyjne ze względu na tutejsze malownicze powulkaniczne krajobrazy. Na terenie miejscowego Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) doszło do jednej z najdłuższych erupcji w dziejach nowożytnych (w latach 1730–1736 codziennie z ok. 300 kraterów wypływały olbrzymie ilości lawy). Surowa okolica wywiera na zwiedzających ogromne wrażenie. Wspaniałe piesze wycieczki można organizować nie tylko na obszarze parku (ponad 51 km² powierzchni). Zabronione jest poruszanie się po nim na rowerze górskim, ale dozwolone – na szosowym. Na tym ostatnim pojeździmy po głównej drodze parkowej, która stanowi zresztą część trasy słynnego wyścigu triatlonowego Club La Santa IRONMAN Lanzarote. Na całej wyspie znajdziemy wiele urokliwych i dobrze przygotowanych tras rowerowych, choćby Costa Teguise – Arrieta (42 km, dość trudny do pokonania odcinek, na tę wyprawę należy przeznaczyć ok. 5–6 godzin) czy Costa Teguise – Los Cocoteros (30 km, szlak średnio trudny, ok. 3,5–4-godzinny).

 

Jazda rowerem górskim na Lanzarote dostarcza ekscytujących wrażeń

12822

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/SERAFÍN ARGIBAY CARBALLADA

 

Pełna atrakcji Teneryfa

 

Zdaniem wielu turystów Teneryfa ma ze wszystkich kanaryjskich sióstr najwięcej do zaoferowania. To świetne miejsce do uprawiania rozmaitych sportów wodnych, trekkingu po zróżnicowanym terenie czy jazdy na rowerze wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Z pewnością jedną z ciekawszych i mniej typowych form aktywności jest golf. W ostatnich latach cieszy się on tutaj coraz większą popularnością. Profesjonalne pola do gry znajdziemy na kilku wyspach. Najwięcej powstało ich na Teneryfie i Gran Canarii (na tej ostatniej na uwagę zasługuje m.in. jedyny na całym archipelagu resort z dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort, położony niedaleko opisywanego już nieco szerzej rancza z końmi El Salobre Horse Riding). Cenią je sobie zarówno doświadczeni golfiści, jak i osoby początkujące.

 

Ośrodki na Teneryfie leżą w jej południowej części, w pobliżu znanych turystycznych kurortów takich jak Playa de Las Américas, Costa Adeje i Los Cristianos (słynących również z doskonałych warunków do uprawiania surfingu, nurkowania, żeglarstwa czy sportów motorowodnych), oraz w rejonie północnym i zachodnim. Warto tu wymienić choćby Golf Costa Adeje i Golf Las Américas oraz Golf del Sur i Amarilla Golf & Marina na terenie gminy San Miguel de Abona. Charakteryzują się one nie tylko wysoką jakością oferowanych usług czy zróżnicowanym stopniem trudności, lecz także wyjątkowo malowniczym położeniem. W trakcie gry można podziwiać wspaniałe widoki np. na Ocean Atlantycki. Oprócz tego niewątpliwy atut profesjonalnych pól golfowych w tym regionie stanowią panujące tutaj warunki klimatyczne. Jak już wspominałem, przez zdecydowaną większość roku na archipelagu jest słonecznie i wystarczająco ciepło, aby spędzać czas na świeżym powietrzu. Dlatego na golfa na Teneryfę warto przylecieć zawsze, w listopadzie, marcu bądź lipcu. Poza nią równie korzystnymi warunkami szczyci się południe Gran Canarii. Na obu wyspach turystyka golfowa z roku na rok coraz bardziej się rozwija.

 

Piękna i różnorodna Teneryfa, największa i najludniejsza w archipelagu (2034 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców), to również znakomity region na ciekawe wędrówki piesze. Miejscowe agencje turystyczne oferują też wycieczki objazdowe do najbardziej spektakularnych punktów widokowych czy wyprawy na wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Wejście na ten najwyższy szczyt Wysp Kanaryjskich i całej Hiszpanii powinno być obowiązkowym zadaniem dla wszystkich spędzających aktywnie urlop w tym rejonie.

 

La Palma pod gwiazdami

 

Na północny zachód od Teneryfy leży La Palma. Turystyka masowa dopiero na nią dociera. Znajdziemy tu wciąż niewiele rozległych kompleksów hotelowych w porównaniu z opisanymi już czterema największymi wyspami. Dla odmiany mocno rozwija się w tym miejscu turystyka alternatywna. Ten zakątek archipelagu budzi więc zainteresowanie osób, które preferują ruch na świeżym powietrzu.

 

La Palma słynie z malowniczych zielonych terenów i dużej aktywności wulkanicznej. Ze względu na bogatą florę i faunę często wybierają się na nią miłośnicy przyrody i amatorzy długich pieszych wycieczek. Zwiedzających przyciąga zwłaszcza położony w centrum wyspy Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), lubiany zarówno przez polskich, jak i zagranicznych turystów. Trasy na jego obszarze mają od kilku do kilkunastu kilometrów, dlatego na wyprawę najlepiej zarezerwować sobie cały dzień. Trzeba także pamiętać o odpowiednim obuwiu i sprzęcie do pieszych wędrówek. Z uwagi na znaczne różnice wysokości sugeruje się wynajęcie przewodnika, gdyż pokonywanie niektórych szlaków bywa czasami dość niebezpieczne.

 

Na tego typu wycieczki można udać się również do Bosque de Los Tilos (Los Tiles) – bujnego lasu wawrzynowego zamieszkanego przez endemiczne gatunki zwierząt, jak np. gołębie kanaryjskie i laurowe czy liczne rzadkie bezkręgowce. Inne popularne miejsce stanowi okolica szczytu Roque de los Muchachos (2426 m n.p.m.), gdzie aktywny wypoczynek urozmaica podziwianie nocnego nieba. W tej części La Palmy znajduje się obserwatorium astronomiczne (Observatorio del Roque de los Muchachos – 2396 m n.p.m.), uchodzące za jedną z największych jej atrakcji. Powszechnie wiadomo, że Wyspy Kanaryjskie znakomicie nadają się do obserwowania gwiazd (mogłem się o tym przekonać m.in. na dziewiczej plaży Güigüi). Jednak właśnie w tym rejonie archipelagu panują najlepsze do tego warunki, dzięki czemu tutejszy kompleks cieszy się sporym zainteresowaniem turystów.

 

Wybrzeże La Palmy chętnie odwiedzają też zapaleni surferzy. Ze względu na niespokojne wody Atlantyku cenią je zwłaszcza osoby bardziej zaawansowane. Choć istnieje tu kilka punktów, w których wynajmiemy deski czy wykupimy kurs dla początkujących, to miejsce rekomendowane jest raczej dla doświadczonych pogromców fal. Do najpopularniejszych należy mniej więcej 500-metrowa Playa de Los Guirres (Playa Nueva), znajdująca się na zachodnim brzegu La Palmy. Wspaniałe warunki panują także w pobliżu dzikiej plaży Nogales, leżącej na północnym wschodzie.

 

Niepozorne El hierro i la gomera

 

Park Narodowy Garajonay, La Gomera

3917

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/CARLOS SPOTTORNO

 

Dwie najmniejsze z siedmiu głównych wysp archipelagu nie zostały jeszcze opanowane przez turystykę masową. Uczestnicy licznych wycieczek fakultatywnych przybywają na nie na ogół promami lub samolotami z Teneryfy, Gran Canarii czy La Palmy (na El Hierro i La Gomerze działają małe lotniska). Dlatego zazwyczaj pojawiają się tutaj ludzie nastawieni na konkretne aktywności. Dużym zainteresowaniem cieszą się rejsy jachtami i wyprawy na obserwowanie waleni biskajskich, płetwali Bryde’a, grindwali, delfinków pręgobokich czy delfinów. Spokojna El Hierro jest najdalej wysunięta w głąb oceanu, dlatego fascynuje eksploratorów podwodnego świata.

 

La Gomera przyciąga uwagę przybyszów przede wszystkim swoimi zapierającymi dech w piersiach krajobrazami – na południu położone są skaliste tereny, centrum i północ natomiast pokrywają rozległe lasy wawrzynowe, w których występują różne rzadkie gatunki roślin i zwierząt. Spodoba się tu również miłośnikom geologii i wulkanologii, a to ze względu na dużą aktywność wulkaniczną w tym regionie. Zróżnicowanie terenu sprzyja odbywaniu wycieczek pieszych i rowerowych, które stanowią popularną aktywność na wyspie. W jej środkowej i północnej, bardziej zielonej części znakomicie jeździ się na rowerach górskich.

 

El Hierro doceniają z kolei wielbiciele podwodnych przygód. Ściągają oni przede wszystkim do miejsca o nazwie Punta de La Restinga (Punta Restinga) – najdalej na południe wysuniętego punktu Hiszpanii. To bodajże najlepszy rejon do nurkowania na całym archipelagu ze względu na wielkie bogactwo flory i fauny oraz znaczną różnorodność form skalnych. W tej okolicy, na terenie Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas), można natknąć się na rozmaite gatunki rekinów czy mant, a także wiele innych stworzeń, niespotykanych gdzie indziej w regionie. Pod wodę schodzi się tutaj zazwyczaj na głębokość od kilkunastu do nawet 50 m, co czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym. Punta de La Restinga i Mar de Las Calmas muszą się znaleźć w planie wyprawy na Wyspy Kanaryjskie każdego zapalonego nurka.

 

Nieprzewidywalna Islandia

MICHAŁ MOC

www.icelandic.pl

 

<< Islandia, patetycznie nazywana krainą ognia i lodu, w rzeczywistości okazuje się przede wszystkim mozaiką kolorowych krajobrazów, zadziwiającej roślinności bohatersko wdzierającej się na pola lawy i miejscem, gdzie nawet najbardziej doświadczony obieżyświat musi odrzucić swoje przyzwyczajenia. Tutaj zbytnia pewność siebie i przekonanie o własnej racji może narazić na śmieszność, a nawet sprowadzić na przybysza poważne kłopoty. Za to na uważnych obserwatorów, podróżników otwartych i wyrozumiałych (głównie wobec siebie) i osoby, które właściwie przygotowały się do wyprawy, czeka rzeczywistość nadająca życiu nowy wymiar. >>

 

Wycieczka w głąb południowej części wyspy

©MICHAŁ MOC/WWW.ICELANDIC.PL

 

Na Islandii będziemy podziwiać widoki, jakich nie widzieliśmy nawet w snach, spotkamy ludzi silnych i potrafiących walczyć z przeciwnościami losu jak nikt inny w Europie oraz zwierzęta (konie islandzkie, owce, maskonury, wieloryby, lisy polarne, renifery, ogrom ptaków) żyjące z nimi w niezwykłej symbiozie. Kraj ten stał się nowym turystycznym rajem, a jego popularność wciąż rośnie. I trzeba przyznać, że w pełni zasługuje na swoją wysoką pozycję w rankingach na idealny cel podróży życia!

Na wyspę można dotrzeć bez przesiadek samolotem z kilku miast Polski (Warszawy, Wrocławia, Katowic, Poznania, Gdańska) – lot trwa od 3,5 do 4 godz. Jedyne międzynarodowe lotnisko to Port Lotniczy Keflavík, który zapewnia blisko 100 bezpośrednich połączeń, w tym z większością europejskich stolic.

 

PO PRZYLOCIE

Na miejscu warto wypożyczyć samochód. Oprócz znanych światowych korporacji na Islandii działają też cieszące się dobrą opinią firmy lokalne, w których łatwo trafić na polskich pracowników, a nawet… właścicieli. Wybór pojazdu, obok zakwaterowania, należy do strategicznych decyzji osób planujących zwiedzanie. Wielkość budżetu wyprawy determinuje sposób eksplorowania wyspy. Koszty są bardzo mocno zróżnicowane w zależności od miesiąca i typu wypożyczanego samochodu. Od połowy czerwca do mniej więcej połowy września za wynajem na tydzień małego auta odpowiedniego do poruszania się po głównych drogach asfaltowych trzeba zapłacić kilkaset euro. Wypożyczenie standardowego samochodu z napędem na cztery koła i prześwitem większym niż 20 cm, umożliwiającego wjazd na drogi wewnątrz lądu (w szczególności te oznaczone literą F, zarezerwowaną dla traktów trudniejszych, górskich, kamienistych lub poprzecinanych brodami i rzekami) kosztuje już… kilka tysięcy euro. Z nastaniem chłodniejszych i bardziej deszczowych miesięcy ceny wynajmu stopniowo maleją, aby osiągnąć poziom europejski, ale równocześnie – szczególnie w zimie – rośnie ryzyko znacznego pogorszenia się warunków pogodowych (zdarzają się silne opady śniegu i huraganowe wiatry). Wiele dróg, w tym głównych i wydawałoby się zawsze przejezdnych, może wówczas być zamkniętych. Czasem nie sposób nawet wyjechać ze stołecznego Reykjavíku.

                Pierwszą noc po przylocie warto spędzić w Keflavíku lub okolicach (np. Grindavíku – portowym miasteczku na południowym wybrzeżu półwyspu Reykjanes, ze świetnym basenem, komfortowym kempingiem, a także knajpką „Bryggjan Kaffihús” słynącą z niesamowitej… zupy z owoców morza). Ceny są tu niższe niż w Reykjavíku, można zacząć się aklimatyzować i przyjrzeć nieco otoczeniu, a poza tym w przypadku większości korzystnych cenowo połączeń przylot zaplanowany jest na późny wieczór. Następny dzień dobrze rozpocząć od wizyty w tutejszych sklepach tanich sieci Bonus lub Netto. Wbrew obiegowym opiniom nie warto zapełniać bagażu zabieranego z Polski dużymi zapasami jedzenia (istnieją zresztą istotne prawne ograniczenia dotyczące wwożenia na wyspę produktów spożywczych). Korzystniej postawić na zdrową i niewiele droższą islandzką żywność kupowaną na miejscu. Owszem, cena bagietki (w przeliczeniu ok. 6–9 złotych) czy bochenka chleba (10–24 złotych) nie wydaje się zbyt zachęcająca, ale jakość większości produktów (pieczywo bywa niechlubnym wyjątkiem od tej zasady) jest porównywalna do tych kupowanych w ekskluzywnych sklepach spożywczych w naszym kraju. Warto jedynie zwrócić uwagę, czy artykuły w koszyku są faktycznie lokalne, a nie importowane z Danii, Norwegii, USA lub… Polski (jak popularny tutaj od lat znany polski batonik w złotym opakowaniu). Produkty, które rzeczywiście kosztują więcej, to przede wszystkim alkohol (dostępny w niezbyt dużym wyborze w specjalnych sklepach Vínbúðin) i wyroby tytoniowe. Szczęśliwie używki nie stanowią o magnetycznej sile Islandii. Na spożywanie trunków w trakcie zwiedzania zwykle nie wystarcza czasu (choć smak lokalnych piw bywa niezapomniany, podobnie jak wysokość rachunku), a palenie rzucić tu szczególnie łatwo – przekonują do tego ceny papierosów i znakomita jakość islandzkiego powietrza. Po zakupach pozostaje zadbać o pełen bak paliwa (najtańsze stacje to Orkan oraz Olís i ÓB – w czerwcu 2018 r. litr benzyny bezołowiowej kosztował na nich w przeliczeniu ok. 8 zł).

 

WŁASNYMI SIŁAMI

Alternatywą dla podróży samolotem i wypożyczenia auta na miejscu jest przyjazd własnym samochodem (jedyny prom M/S Norröna, przewoźnika Smyril Line z Wysp Owczych, pływa z duńskiego Hirtshals do portu Seyðisfjörður na wschodzie Islandii raz na tydzień). Podróż trwa niemal 3 doby w jedną stronę, a pod jej koniec można podziwiać niezmiernie urokliwe, ociekające dziesiątkami wodospadów wschodnie fiordy. Niemniej na niekorzyść tego rozwiązania przemawiają koszty takiej przeprawy (szczególnie w lecie), jej czas (należy jeszcze doliczyć dojazd z Polski do północnej Danii) oraz ryzyko ekstremalnych przeżyć na morzu (głównie poza sezonem). Jest to więc dobry pomysł dla osób zakochanych w Islandii i odwiedzających ją po raz kolejny. Dzięki własnemu autu mają szansę poznać ją lepiej, odkryć skarby ukryte przed oczami większości turystów i wejść w bliski kontakt z tutejszą naturą.

                Oczywiście, można spotkać śmiałków przemierzających wyspę na własnych nogach. Gdzieniegdzie podróżowanie autostopem jest popularne lub wręcz oficjalnie sugerowane za pomocą specjalnych znaków drogowych. Jednak poza turystycznym południem ten sposób zwiedzania może też wymagać spędzania na poboczach w trudnym do opisania deszczu i przy huraganowym wietrze wielu godzin, szczególnie jeśli nie sprawdzimy wcześniej, ile aut przejeżdża wybraną drogą. Ogromna dobowa zmienność islandzkiej pogody i występowanie skrajnych zjawisk wyjątkowo silnie kłócą się z nieprzewidzianymi postojami w oczekiwaniu na okazję. Poprzedzone przygotowaniami i poważnym rozeznaniem modne na Islandii letnie wędrówki są warte polecenia, ale wycieczki stopem na wschód, północ albo Fiordy Zachodnie (Vestfirðir) poza sezonem lub w przypadku osób bez dużego doświadczenia łatwo mogą przerodzić się w walkę z czasem, ciężkimi warunkami pogodowymi i własnymi słabościami. Respekt budzi przemierzanie kraju na rowerze (głośnym wyczynem była wyprawa Kuby Witka z 2016 r., po której w kolejnym roku powstał Isoland – wyreżyserowany przez niego film dokumentalny o polskich emigrantach), ale to już zdecydowanie propozycja dla osób z doświadczeniem, siłą woli i świetną kondycją. Niemniej rowerzystów na wyspie spotyka się w wielu rejonach więcej niż autostopowiczów i można odnieść wrażenie, że ten sposób jej poznawania, choć ambitny i nieco ekstremalny, zyskuje na popularności.

 

W RĘKACH LOSU

Zamiast wypożyczać samochód po przylocie mamy wreszcie możliwość wykupienia wycieczek (pojedynczych lub w pakiecie) w lokalnych biurach podroży. To bardzo rozsądna propozycja, w szczególności dla osób, które doceniają, że tutejszy przewodnik trafia od razu we właściwe miejsca, wie, ile czasu na nie poświęcić, zna aktualny stan ścieżek, szlaków i dróg, stale obserwuje najdokładniejszą prognozę pogody oraz przekazuje więcej informacji niż przewodniki książkowe. Podróż po Islandii jest trudna do planowania. Choć wydany w minionym roku przewodnik informuje, że jedyna w promieniu 50 km restauracja serwuje posiłki do 21.00, to może się zdarzyć, iż o 18.30 zastaniemy zamknięte drzwi. Na wyspie wszystko cały czas się zmienia. Droga do konkretnej atrakcji staje się nieprzejezdna, lodowa jaskinia zawala się pod wpływem skoków temperatury, a właściciel gruntu, na którym leży słynny wrak samolotu, ogradza go ze względu na zniszczenia powodowane przez turystów. Niewiele ponad 350 tys. mieszkańców nie jest w stanie sprawnie obsługiwać milionów gości z całego świata, szybko naprawiać bocznych dróg i zużytych samochodów czy remontować hoteli. Jednak to nie komfort stanowi o wyjątkowości tego kraju. Lokalny przewodnik lub farmer oferujący pokój w swoim gospodarstwie zawsze poradzi sobie z codziennymi niedogodnościami albo sprawi, żeby były one jak najmniej uciążliwe. O ostrzeżeniu przed powodzią lodowcową poinformuje swoich gości, zanim otrzymają mrożące krew w żyłach oficjalne SMS-y o niebezpieczeństwie, podpowie też, gdzie widziano renifery, obudzi przyjezdnych podczas zimowego spektaklu zorzy polarnej i wskaże najlepsze miejsce do jej podziwiania.

Samodzielny, nawet najbardziej oczytany turysta (lub korzystający z europejskiego biura podróży z niezbyt zorientowanym przewodnikiem) ma na poznanie prawdziwej Islandii mniejsze szanse. Potwierdzającym to przykładem niech będzie stosunek do pogody i planu wyprawy. Myślący po europejsku przybysze rozplanowują zwiedzanie z dokładnością co do godziny – wyliczają, jak szybko zamierzają się przemieszczać i na jak długo się zatrzymywać. Zakładają, że najpierw dotrą do interesującego ich miejsca, a potem je dokładnie obejrzą. Jednak na Islandii nie podróżuje się od punktu do punktu, tu po prostu się jest!

Warto więc nastawić się na pogodzenie się z warunkami pogodowymi i odkrywanie widoków za kolejnym zakrętem. Na stronie internetowej www.vedur.is dostępna jest najdokładniejsza islandzka prognoza pogody, zawierająca szczegóły dotyczące prędkości wiatru, stopnia zachmurzenia, prawdopodobieństwa opadów czy też… pojawienia się zorzy. Obok www.vegagerdin.is –z podglądem dróg i wiadomościami o ich przejezdności – to podstawowe źródło niezbędnych codziennych informacji dla Islandczyków. Dzięki tej wiedzy można często spędzić w słońcu (lub przynajmniej nie w deszczu) większą część pobytu, ciesząc wzrok cudownymi kolorami i krajobrazami. Prawdziwy urok Islandii tkwi w tym, że chłonie się chwilę, zostaje na dłużej tam, gdzie nam się spodoba, zatrzymuje się w miejscach rozświetlonych promieniami słońca. Często takie spontaniczne, niezaplanowane postoje zapisują się w pamięci jako najpiękniejsze momenty podróży, nie mniej emocjonujące niż oglądanie atrakcji znanych z pocztówek i przyciągających ludzi z całego świata. Przemierzać wyspę i przyglądać się jej to najlepszy sposób na zwiedzanie. Czasem gdy upartemu turyście trudno porzucić przyzwyczajenia, natura sama go ogrywa: akurat na te pół godziny zasłania lodowiec, przemacza poziomym deszczem trzy warstwy podobno nieprzemakalnej odzieży, boleśnie przewraca spontanicznym podmuchem o prędkości 90 km/godz. na nieutwardzonej (a jakże!) ścieżce lub z pomocą silnego wiatru… wyrywa z auta drzwi, zaledwie lekko uchylone z myślą o otwarciu. Śledzenie prognozy pogody, rozsądek i dbanie o swoje bezpieczeństwo są tu ważniejsze niż plan, a nawet pozorne oszczędności. Nagrodą za poddanie się siłom natury jest niezapomniana przygoda na Islandii, która ze sloganowej krainy ognia i lodu zmienia się w krainę marzeń i niesamowitości!

 

CENNE ATRAKCJE

Dzięki temu, że w czasie turystycznego sezonu słońce potrafi świecić niemal całą dobę (na początku lata przy dobrej pogodzie ciemno nie robi się wcale), kluczowe islandzkie atrakcje można odwiedzać w porach innych niż robią to autokary biur podróży, szczególnie iż nie ma tutaj bram, płotów, kas itp. Oferowane na miejscu wycieczki z doświadczonymi lokalnymi przewodnikami nie są tanie (od kilkuset złotych np. za rejs połączony z obserwowaniem wielorybów, spacer po lodowcu czy nurkowanie w międzykontynentalnej szczelinie pomiędzy płytami tektonicznymi, do 1,5 tys. złotych za wyjazd w interior lub pokonanie oszałamiającej górskiej drogi i przejażdżkę śnieżnymi skuterami). Jednak warto ponieść te koszty. Na Islandii turysta zostawia zazwyczaj znacznie więcej pieniędzy niż zakładał, przy czym trzeba przyznać, że wcale tego nie żałuje, a nawet – w miarę możliwości – usiłuje ów wyczyn z nie mniejszym rozmachem powtórzyć. Z kolei Islandczycy uważają, że ceny są takie, jakie być powinny: po prostu rzecz lub usługa kosztuje tyle, ile jest warta i ile ktoś chce za nią otrzymać, zatem właśnie tyle należy mu zapłacić. Poza stołecznym Reykjavíkiemzniżki – afsláttur – stosuje się tu dużo rzadziej niż w kontynentalnej Europie, najczęściej w sklepach spożywczych przy żywności z kończącym się terminem przydatności do spożycia.

 

NA POŁUDNIE, NA ZACHÓD

W przypadku pobytu na wyspie trwającego od pięciu do siedmiu dni, zorganizowanego samodzielnie, mamy do wyboru właściwie dwa kierunki zwiedzania – wyprawę wzdłuż południowego wybrzeża lub w stronę półwyspu Snæfellsnespołożonego na zachodzie. W ich trakcie nie trzeba wjeżdżać w głąb wyspy ani przekraczać rzek. Żadna z nich generalnie nie wymaga poruszania się autem z napędem na cztery koła (korzystanie z takiego samochodu rekomendowane jest od listopada do marca z uwagi na możliwe oblodzenie dróg, silne wiatry i zmienny stan nawierzchni). W przypadku obu wypraw można po drodze odwiedzić słynne kąpielisko termalne Błękitna Laguna (Blue Lagoon), Reykjavík i Golden Circle – Złoty Krąg. Na ten ostatni składają się trzy główne popularne atrakcje: obszar Þingvellir (gdzie w 930 r. po raz pierwszy obradował narodowy parlament Althing), gejzery – Geysir (to od niego wzięła się nazwa tego typu gorącego źródła) i Strokkur (w przeciwieństwie do pierwszego ten wciąż jest aktywny i regularnie wyrzuca strumień wody) – i w końcu Gullfoss, jeden z najbardziej znanych islandzkich wodospadów (ogląda się go zarówno z platform widokowych, jak i – w miesiącach letnich – z głazów wcinających się w przyspieszającą przed kipielą wodę).

Wyprawę po regionie południowym kontynuuje się, podążając drogą nr 1 ponad 300 km na wschód wzdłuż wybrzeża aż do słynnych lodowcowych zatok. Warte obejrzenia są m.in. wodospady: Seljalandsfoss, który obchodzi się ścieżką wokół, Gljúfrabúi (Gljúfrafoss) ukryty w szczelinie skalnej czy Skógafoss tworzący opadającą ścianę wody o wymiarach ok. 15 x 60 m, wciąż czynny wulkan Eyjafjallajökull, wrak samolotu Douglas C-47 Skytrain (zwanego Dakotą) spoczywający na plaży Sólheimasandur, klify na półwyspie Dyrhólaey i sąsiednia czarna plaża Reynisfjara z bazaltowymi skałami, grotą i wystającymi z wody ostańcami znanymi z teledysków islandzkiej piosenkarki Björk. Za Vík í Mýrdal zachwycają: spektakularny, niezmiernie fotogeniczny kanion Fjaðrárgljúfur, pola mchu, Skaftafell (rejon popularnych pieszych wędrówek wokół jęzorów lodowca Vatnajökull i po nich, gdzie można też – poza sezonem letnim – wykupić wycieczki do jaskiń lodowych), jezioro Fjallsárlón, a nieco dalej laguna Jökulsárlón (to tutaj pływa się amfibią lub pontonem wśród gór lodowych z cielącego się lodowca, a po przeciwnej stronie drogi, od strony morza, przechadza się między lśniącymi bryłami lodu o futurystycznych kształtach).

Do wypadów w południowym regionie wyspy dobrą bazą są okolice miejscowości Hella. Na tle nielicznych (i zazwyczaj absurdalnie drogich) ofert zakwaterowania gdzieś wzdłuż lodowców te wypadają zdecydowanie korzystniej pod względem ceny i dostępności. Odpocząć lub przeczekać złą pogodę można w otwartym w 2017 r. nowoczesnym interaktywnym muzeum LAVA Centre w Hvolsvöllur. Godny uwagi jest także znajdujący się obok dobrze wyposażony sklep z islandzkim rękodziełem. W razie niesprzyjających prognoz dla odleglejszych części wybrzeża warto wybrać się na krótki rejs na malowniczo piętrzący się archipelag Vestmannaeyjar. Główna z wysp – Heimaey – wciąż pozostaje zamieszkana mimo widocznych do dziś skutków wybuchu tutejszego wulkanu Eldfell w styczniu 1973 r.

Jeśli zamiast eksplorowania południa Islandii wybraliśmy wycieczkę na Snæfellsnes, wówczas z okolic obszaru Þingvellir warto wyruszyć na północ nowym asfaltowym fragmentem drogi 550 (na niektórych mapach 52) z widokiem na interior. Po ok. 25 km najlepiej odbić w lewo w stronę Borgarnes i podążać dalej na północny zachód w kierunku półwyspu. Jeszcze przed wspomnianym miasteczkiem (dobrym miejscem na nocleg i zakupy) można odwiedzić pola geotermalne Deildartunguhver, wzgórze trolli w Fossatún lub drogą 520 dotrzeć na okalającą pobliski fiord – Hvalfjörður – trasę 47, skąd prowadzi dość wymagająca, ale bardzo ceniona przez piechurów ścieżka do wysokiego na 198 m wodospadu Glymur. Na Snæfellsnes czekają za to kolonie fok (m.in. na prawo od parkingu przy plaży Ytri Tunga), lawowa jaskinia Vatnshellir, niezliczone ptaki wokół przepięknych, postrzępionych nadbrzeżnych skał w wiosce Arnarstapi, urokliwe zatoki pamiętające świetność niewidocznych dziś osad rybackich, których historie znaczą wraki statków. Po północnej stronie półwyspu na wyróżnienie zasługują malownicze pole lawowe Berserkjahraun, Muzeum Rekina (na farmie Bjarnarhöfn, gdzie można spróbować specyficznego sfermentowanego mięsa z tej ryby), prom Baldur ze Stykkishólmur pływający na odizolowaną wysepkę Flatey i Fiordy Zachodnie czy znana z wielu turystycznych folderów góra Kirkjufell (463 m n.p.m.). W drodze powrotnej warto zajrzeć nieco w głąb lądu nad rozłożysty wodospad Hraunfossar oraz skorzystać z najpopularniejszej z nowych islandzkich atrakcji – wycieczki na lodowiec Langjökull potężnym busem z napędem na wszystkie osiem kół i spaceru do wnętrza lodowca specjalnie wyżłobionym tunelem (Into the Glacier).

 

Kirkjufellsfoss, wodospad w sąsiedztwie góry Kirkjufell na półwyspie Snæfellsnes

© PROMOTE ICELAND

 

GORĄCA ZIEMIA

Kto ma 10–14 dni na zwiedzanie Islandii, może już pokusić się o objechanie wyspy dookoła niemal w pełni wyasfaltowaną drogą nr 1. Jeśli jest się gotowym na planowanie noclegów na bieżąco, przy wyborze kierunku najrozsądniej zdać się na… pogodę. Wydaje się to rozwiązaniem nieco droższym, ale w rzeczywistości uwalnia od kłopotliwego pokonywania dziesiątek lub setek kilometrów do zarezerwowanych wcześniej miejsc zakwaterowania i pozwala zobaczyć wiele atrakcji przy akurat sprzyjających warunkach pogodowych. Wschodnie i północne rejony Islandii są światami dalece odmiennymi od turystycznego południa. Należałoby im poświęcać odrębne przewodniki. Fiordy wschodnie czy księżycowe krajobrazy między miastem Egilsstaðir a jeziorem Mývatn, potężny wodospad Dettifoss na rzece Jökulsá á Fjöllum, wulkaniczne obszary wokół miejscowości Reykjahlíð – widoki przekraczają tu możliwości wyobraźni, choć wizyta na południu wyspy już była dla niej ogromną dawką inspiracji. Nieograniczone przestrzenie przynoszą szczególne poczucie wolności, ale i uświadamiają małość i kruchość człowieka. Gdzieniegdzie odnosi się wrażenie, że dane miejsce aż po horyzont zostało przygotowane… tylko dla nas. Tutaj, zaraz za wzniesieniami oddzielającymi zabudowania od gorących jeszcze pól lawowych Krafla i bulgoczącej ziemi Hverarönd (Hverir), znajduje się konkurujące ze słynną Błękitną Laguną (ceną, widokami i kameralnym charakterem) kąpielisko termalne Jarðböðin (Mývatn Nature Baths). Nad jeziorem Mývatn lub w Akureyri (wspaniałym, młodym duchem akademickim mieście, gdzie zamiast czerwonych świateł na skrzyżowaniach zapalają się czerwone serduszka) wykupimy niezapomnianą wycieczkę do wnętrza lądu, np. do kaldery Askja, aby po przeprawie specjalnym busem przez rzeki i marsjańskie krajobrazy podziwiać polodowcowe jezioro Öskjuvatn, wykąpać się w ciepłej, mlecznej wodzie wypełniającej wulkaniczny krater, a nieopodal obejrzeć rozległe pola lawy Holuhraun powstałe w wyniku erupcji wulkanu Bárðarbunga z lat 2014–2015. Jeżeli ktoś ma więcej czasu, w trakcie wyprawy wokół Islandii powinien też rozważyć wypłynięcie na obserwowanie wielorybów ze słynącego z tej atrakcji Húsavíku, choć trzeba przyznać, że podobne rejsy oferuje się w wielu islandzkich portach otwartych na północne wody i to najczęściej w niższej cenie.


NIEPRZYSTĘPNA KRAINA

Najbardziej odizolowane i tajemnicze są imponujące ogromem przewyższeń i klifów, wzbudzające szczególne emocje w oglądających Fiordy Zachodnie, według miejscowych legend kraina… magii i czarów (Strandagaldur, Museum of Icelandic Sorcery & Witchcraft – Muzeum Islandzkiej Magii i Czarów znajduje się w miasteczku Hólmavík). Północno-zachodnie krańce wyspy, jeszcze kilkanaście lat temu niemal niedostępne przez znaczną część roku ze względu na strome i zasypywane śniegiem szutrowe drogi wijące się wzdłuż brzegu morza i przez wysoko położone przełęcze, obecnie stały się nieco łatwiejsze do przemierzania (za wyjątkiem wyłączonego z ruchu i działalności człowieka Rezerwatu Naturalnego Hornstrandir) dzięki prawie w całości utwardzonym drogom 60 i 61. To chyba najbardziej lubiany cel wycieczek samych Islandczyków. Znajdują się tu gorące baseny i naturalne oczka kąpielowe, głębokie fiordy (które można oglądać także z perspektywy kajaka, wypożyczonego np. w Ísafjörður, albo końskiego grzbietu), najrzadziej odwiedzane jary i wodospady, małe rybackie osady i w końcu opuszczone przetwórnie rybne czy wraki (statków, samochodów i samolotów). To Islandia ze wspomnień, bez śladów przemysłu, ufna i prosta – z jajkami i marmoladami wystawianymi na sprzedaż w okolicy samotnych farm, jagodowymi krzewami opanowującymi we wrześniu ciągnące się kilometrami zbocza, pokazująca jak zwyczajne było życie dawniej. To raj dla ptaków i wolnych ludzi, a jednocześnie koniec świata, który jesienna lub wiosenna śnieżyca potrafi odciąć od reszty wyspy albo podzielić na odizolowane od siebie enklawy na długie dni. Mieszkańcy tej części kraju traktują jej trudne warunki jako zwykłą kolej rzeczy, wielu z nich lubi tę surowość, ciszę i siłę, również w niełatwych zimowych miesiącach, mimo szczególnie depresyjnego wówczas nastroju. Z perspektywy turystów magia Fiordów Zachodnich może jednak wyglądać inaczej. Utknąć w śniegu na 10 godz. lub w zapomnianym hoteliku na cztery nieplanowane dni tylko dlatego, że nie śledziło się kilka razy dziennie zmieniającej się dynamicznie prognozy pogody, to nie dla wszystkich atrakcyjne doświadczenie.

 

WIELKA SIŁA PRZYCIĄGANIA

Na turystycznej mapie świata łatwo znaleźć wiele miejsc, gdzie za określoną kwotę można się zrelaksować, wygrzać w słońcu, zaznać komfortu i spokoju, wyłączyć myśli. Jest to formuła tak popularna, jak przewidywalna – kierując się doświadczeniami przyjaciół, opiniami z internetu, artykułu lub przewodnika, decydujemy się na sprawdzoną wycieczkę organizowaną samodzielnie lub przez biuro podróży w formie pakietu all inclusive, dopasowaną do naszych gustów i możliwości. Islandia zachęca do uprawiania zupełnie innego typu turystyki, opartej na eksploracji, ruszaniu w nieznane, odmienności i zmienności. To znamienne, że trudno trafić na osoby, które odwiedziły ten kraj i nie chciałyby do niego wrócić. Nawet 10 lat regularnych turystycznych wypraw w te strony nie daje przekonania, iż poznało się wszystkie malownicze zakątki, a magnetyczna moc wyspy – nigdy ponownie takiej samej – potrafi wielu zawrócić w głowie. Islandia zmienia się jak topniejące lodowce: rok po roku traci odrobinę północnego charakteru, ale równocześnie gdzie może walczy, aby czas i turyści nie pokonali jej zbyt łatwo. Warto przyjechać tu, żeby spojrzeć na świat z szerszej perspektywy i poznać… samego siebie. Nie wolno zwlekać zbyt długo, bo Islandczycy coraz dotkliwiej odczuwają skutki popularności swojej ojczyzny, którą nie każdy przybysz należycie szanuje, czym wywołuje niekiedy frustrację właścicieli tutejszych terenów i doprowadza do zamknięcia czy ogrodzenia kolejnych atrakcji. Mimo dużego zainteresowania Islandią wśród obcokrajowców oraz wysokich cen lokalnych usług i towarów jej mieszkańcy wciąż nie traktują turystów jako dostawców świeżej gotówki lub co gorsza intruzów. Pozostaje więc tylko życzyć sobie odpowiedzialnych przygotowań i dobrej pogody oraz aby wspomnianego ognia i lodu nigdy nie spotkać w jednym miejscu i czasie. Po wizycie na tej niesamowitej wyspie postrzeganie świata i podróżowanie nie jest już takie jak wcześniej. I wyjątkowo często korci, żeby znów stanąć wśród lawy i mchów, oko w oko ze zdziwionymi baranami, wyłuskując z kieszeni grubej kurtki kolejnego lukrecjowego cukierka.

 

Fiordy Zachodnie są jednym z najmniej zaludnionych obszarów wyspy

© MICHAŁ MOC/WWW.ICELANDIC.PL

 

Wydanie Lato 2018