MAŁGORZATA CHOLEWA

<< Właściwie każda osoba, którą pytam o Jamajkę, wiąże ją z Bobem Marleyem i jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie. Oczywiście, na urlopie Polacy chcą poleżeć na wygodnym leżaku z kolorowym drinkiem w dłoni, skorzystać z mocno prażącego tropikalnego słońca i zrobić sobie zdjęcie pod wysmukłą palmą i nie ma w tym nic złego, ale skoro dotarliśmy już na odległe Karaiby, warto poszukać na nich innych, równie niespotykanych dla nas wrażeń. Mnie ta wyspa kojarzy się z niezliczonymi atrakcjami dla osób aktywnych, pikantną marynatą do mięs „jerk”, aromatyczną kawą, pysznym rumem i przecudownymi krajobrazami tonącymi w bujnej zieleni. >>

Na Jamajkę można polecieć o każdej porze roku. Czekają na nas tutaj zawsze ciepłe słoneczne promienie, a w trakcie chłodów środkowoeuropejskich jesieni i zimy oprócz radosnego uśmiechu Jamajczyków przywita nas błękitne niebo i żar, od którego tropikalny deszcz będzie wybawieniem. Warto pamiętać o tym, że na tej uroczej karaibskiej wyspie największe opady przypadają na okres od maja do października. Nie martwmy się jednak tym, że zmokniemy. Nasze ubrania nie pozostaną długo mokre. Tropikalne słońce wysuszy je tak szybko, jak krótko trwał ulewny deszcz. Temperatury powietrza przez cały rok są niemal takie same i oscylują zazwyczaj między 25 a 30°C na nizinnym wybrzeżu, a w górnych partiach lądu wynoszą średnio od 15 do 22°C.
Kurort Montego Bay z rozbudowaną ofertą luksusowych hoteli typu all inclusive oraz różnego rodzaju knajpek stanowi świetną bazę wypadową do większości lokalnych atrakcji. Znajdziemy w nim też polski akcent… Otóż od 1953 r. mieszkał tu Michał Leszczyński (1906–1972), nazywany Michaelem Lesterem. Współcześni mówili o nim „najlepszy kapitan wśród malarzy i najlepszy malarz wśród kapitanów”. Koniecznie trzeba odwiedzić Lester Art Gallery – muzeum z bogatą kolekcją jego obrazów marynistycznych. Dowiemy się wówczas czegoś więcej o tym mało znanym nam Polaku, którego prace i książki do dziś cenione są w Wielkiej Brytanii.

 

WYSPA PEŁNA WRAŻEŃ
Odkryta w maju 1494 r. przez Krzysztofa Kolumba Jamajka po ponad 150 latach (w 1655 r.) została przejęta przez Brytyjczyków i do końca XVIII w. przeżywała okres świetności jako brytyjska kolonia cukrownicza. Pamiątkami po tamtych czasach są tzw. Great Houses – dawne domy bogatych plantatorów. Do współczesności dotrwało tylko kilka z nich (np. Halse Hall w Clarendon, Rose Hall w Montego Bay czy Temple Hall w Saint Andrew), ponieważ w trakcie buntu niewolników wiele rezydencji splądrowano i podpalono. Niedaleko historycznego miasta portowego Falmouth znajduje się Good Hope. Ta specyficzna, typowo kolonialna posiadłość stoi na szczycie wzniesienia. Jej białe ściany odznaczają się wyraźnie na tle bujnej karaibskiej zieleni. Podczas swojej wizyty na wyspie w 2012 r. brytyjski książę Harry był nią zachwycony, na mnie także zrobiła ogromne wrażenie. Z okien rozciąga się widok na tereny dawnej plantacji, które przekształcono w park rozrywki Chukka. W zależności od wybranego pakietu zwiedzający mogą oprócz poznawania historii tego miejsca odpocząć przy basenie, pojeździć quadami lub konno, spłynąć rzeką Martha Brae albo poszaleć na tyrolce (canopy). Na koniec nie wolno sobie odmówić przyjemności spróbowania wyśmienitych lokalnych produktów: rumu i kawy, z których wyspa słynie do dziś.
     Również w Falmouth założono kolejny park rozrywki The River Bumpkin Farm. Do jego atrakcji należą m.in. wycieczki szlakiem rowerowym, zwiedzanie ruin rezydencji Potosi i spływ kajakiem, pontonem lub bambusową tratwą po rzece Martha Brae. Podczas przemierzania rzecznych progów w wodzie spędza się ok. 2,5 godziny, dlatego w trakcie wyprawy przewidziane są przerwy na odpoczywanie na brzegu i jednoczesne podziwianie okolicy. Tę niezwykłą przygodę parkowi pracownicy umilają sobie i nam śpiewaniem piosenek Boba Marleya.
     Z kolei w kurorcie Negril znajdziemy popularne wśród turystów miejsce – Rick’s Café. Choć nie jestem miłośniczką modnych lokali, to z przyjemnością oglądałam śmiałków skaczących do morza z pobliskich wysokich skał, sącząc jamajskie piwo. Moje ubezpieczenie nie pozwalało mi na udział w takiej zabawie, więc tylko podziwiałam odwagę innych, ale jeśli macie ochotę, sami możecie wykonać tutaj spektakularny skok. Na pewno otrzymacie owacje od tłumu. Kilkunastometrowe klify West End z Rick’s Café przypadną do gustu także parom. Idealnie nadają się na niezapomniany romantyczny wieczór we dwoje, a o zachodzie słońca zrobimy tu jedne z najładniejszych zdjęć z wyjazdu.

 

BOBSLEJE W TROPIKACH
Amatorom aktywnego wypoczynku polecam również wizytę w mieście Ocho Rios (z hiszpańskiego „Osiem Rzek”). W 1993 r. na ekrany kin trafił film familijny Reggae na lodzie – oparty na prawdziwych wydarzeniach, opowiadający o udziale 4 jamajskich zawodników w konkurencjach bobslejowych podczas XV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w kanadyjskim Calgary w 1988 r. Był to pierwszy w historii start Jamajki w tego rodzaju imprezie. Jamajczycy zajęli wtedy 30. miejsce, ale sam fakt, że wystartowali w zupełnie nietypowej dla nich dyscyplinie, przeszedł do historii. Podążając ich śladami, trafimy do podnóży wzniesienia Mystic Mountain, gdzie swoje usługi oferuje Mystic Mountain Rainforest Adventures Jamaica.

FOT. RAIN FOREST TRAM, LTD./WWW.RAINFORESTADVENTURE

Tor bobslejowy, wielka atrakcja Mystic Mountain Rainforest Adventures

 

Przez park z karaibską florą i fauną dojdziemy prosto do wyciągu krzesełkowego – Rainforest SkyExplorer. W trakcie spokojnej ok. 20-minutowej jazdy na górę zrobimy mnóstwo zdjęć całej okolicy i wybrzeża wokół Ocho Rios. Umieszczone na słupach kamery wykonują nam fotografie, które można obejrzeć i ewentualnie kupić po dotarciu na szczyt. Główną atrakcję stanowi tutaj jednak tor bobslejowy (bobsled ride) o długości 1 km. Zestawienie zimowej dyscypliny sportu z tropikalnym upałem wydaje się irracjonalnym pomysłem, ale w praktyce sprawdza się znakomicie. Zjazd jest całkowicie bezpieczny, sanie wyścigowe są przymocowane do szyn i sami decydujemy, kto będzie siedział z przodu i obsługiwał hamulce, a kto za jego plecami piszczał z wrażenia. Nasze emocje ostudzi potem wskoczenie do basenu z przepięknym widokiem na zatokę bądź lunch w tej samej scenerii. Poza tym w okolicy działa również tyrolka (canopy zip line), więc na zakończenie udanego dnia możemy jeszcze trochę poszaleć na wysokości.

FOT. JAMAICA CARIBBEAN SHORE EXCURSIONS/WWW.CHUKKA.COM

Pływanie z końmi w Morzu Karaibskim


     Za moje najlepsze wspomnienie z wyjazdu na Jamajkę uważam wyjątkową przygodę, jaką przeżyłam w Sandy Bay (Piaszczystej Zatoce) w rejonie Ocho Rios. Chukka Horseback Ride ‘N’ Swim oferuje turystom przejażdżki konne po polach, tropikalnym lesie i plaży. Gdy wydostaliśmy się na brzeg Morza Karaibskiego, nasze konie wbiegły do wody i zaczęły płynąć. To przeżycie zapamiętam na długie lata, dlatego polecam wszystkim wpisać tę atrakcję na listę jamajskich rozrywek. Kiedy po powrocie do kraju opowiadałam o tej niesamowitej wycieczce moim znajomym, nie chcieli mi wierzyć. Przekonały ich dopiero wykonane przez mnie zdjęcia.

 

JAMAJSKIE SMAKI
Praktycznie nieznana w Polsce kuchnia Jamajki potrafi zachwycić każdego swoim bogactwem smaków: od piekielnie ostrych po niebiańsko delikatne. Charakteryzuje ją – oczywiście – duża ilość naturalnych przypraw, których nie brak na wyspie. Typowy jamajski posiłek składa się z ryżu, kurczaka, pierogów i grochu. Podaje się do nich najrozmaitsze sosy i dużo owoców. Wpływ na tutejsze tradycje kulinarne miała przede wszystkim historia tego kraju, w którym na przestrzeni wieków spotykały się różne kultury i narody. Obecnie w potrawach odkryjemy elementy kuchni afrykańskiej, brytyjskiej, francuskiej, hiszpańskiej, a nawet chińskiej i hinduskiej. Tę ostatnią reprezentują m.in. rozmaite odmiany curry. Poza tym swoje zwyczaje przywieźli też Amerykanie.

FOT. JAMAICA TOURIST BOARD

Zrobiony z beczki grill do przyrządzania mięs w marynacie jerk


     Na Jamajce wszędzie unosi się aromat grillowanych ryb, kurczaka lub wieprzowiny. Sam grill różni się jednak znacząco od tych sprzedawanych w polskich sklepach. Na tej karaibskiej wyspie przed wejściem do każdego przydrożnego baru stoi ręcznie wykonane palenisko z charakterystyczną metalową przykrywką (najczęściej z blachy falistej). Polecam choć raz zrezygnować z hotelowego posiłku i zajrzeć do lokalnej knajpki, której również najczęściej ręcznie malowany szyld zachęca do spróbowania specjałów określanych jako jerk. Sama ta nazwa oznacza zarówno sposób przyrządzania potraw, jak i marynatę używaną do tego celu. Tradycyjnie przygotowuje się ją z ziela angielskiego (pieprzu jamajskiego, nazywanego przez Jamajczyków pimento), papryki scotch bonnet lub habanero, goździków, cynamonu, czosnku askalońskiego (szalotki), cebuli, tymianku, gałki muszkatołowej oraz soli. Istnieje jednak wiele jej odmian, niektórzy szczycą się własnym zestawem ok. 20 składników, pośród których znajduje się także rum (dodawany szczególnie przy marynowaniu wieprzowiny). Marynata taka może mieć postać proszku lub mokrej pasty. W celu uzyskania najlepszego przeniknięcia smaków najpierw nacina się mięso, a następnie wciera w nie przyprawy. Tak przygotowane porcje pozostawia się na kilka godzin, najlepiej na całą noc. Oczywiście, ostatecznie charakterystycznej woni nadaje potrawie dym z grilla. Na skosztowanie lokalnych przysmaków warto wybrać się szczególnie do sympatycznego baru Miss T’s Kitchen w Ocho Rios. Serwuje się w nim wyjątkową specjalność Jamajki, czyli długo duszony ogon wołowy. Do picia proponuję zamówić np. jamajskie piwo Red Stripe, likier kawowy Tia Maria bądź rum, soki ze świeżo wyciskanych owoców czy najlepszą na świecie kawę z likierem czekoladowym.
     Do najbardziej rozpoznawalnych symboli kraju należy owoc ackee (bligia pospolita). Jest on składnikiem narodowego dania podawanego głównie na śniadanie – ackee z solonym dorszem. Nazwa ta wywodzi się od wyrażenia akye fufo, pochodzącego z języka akan z Afryki Zachodniej (Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej). Na Karaiby roślinę przywieźli w XVIII w. afrykańscy niewolnicy. Dzisiaj spotkamy ją również na Haiti (Hispanioli), Kubie, Barbadosie czy Florydzie. Co ciekawe, Jamajka stanowi jedyną wyspę w basenie Morza Karaibskiego, na której spożywa się ackee w tak dużych ilościach. Sytuację tę czyni jeszcze bardziej intrygującą fakt, że owoc, mimo iż smaczny, może być też trujący. Nie wolno go zrywać, jeśli się nie otworzył. Żółty miąższ zawiera szkodliwe toksyny, które przestają działać dosyć szybko po zakończeniu naturalnego dojrzewania. Z uwagi na to najlepiej zaufać w tej kwestii Jamajczykom, bo oni doskonale wiedzą, kiedy ackee nadaje się do zjedzenia.
     Na pamiątkę podróży do tego karaibskiego kraju polecam przywieźć ze sobą przyprawy. Jeszcze przez wiele miesięcy po powrocie z urlopu ich zapach będzie przypominał nam o cudownych wakacjach. W mojej kuchni królują obecnie wyśmienite sosy firmy Pickapeppa oraz papryki z Jamajki: pikantne scotch bonnet i delikatne do jerku. Warto kupić także pieprz jamajski (pimento) o mocnym aromacie.

 

NARODOWY BARD JAMAJCZYKÓW
Opowieść o Jamajce byłaby – oczywiście – niepełna bez chociaż kilku słów na temat legendarnego Boba Marleya, a właściwie Roberta Nesty Marleya. Miał on przecież ogromny wpływ na światową muzykę oraz nasze wyobrażenie o tej wyspie, na której doceniono go nie tylko ze względu na jego twórczość, lecz także walkę o równe prawa i sprawiedliwość dla wszystkich. Artysta urodził się w 1945 r. w Nine Mile, małej wsi w regionie Saint Ann, niedaleko miasteczka Brown’s Town. Tu też mieszkał przez kilka pierwszych lat i został pochowany w maju 1981 r. wraz ze swoją gitarą elektryczną Gibson Les Paul, Biblią otwartą na Psalmie 23, nazywanym „pasterskim”, oraz garścią marihuany. Mauzoleum Boba Marleya w Nine Mile prowadzą obecnie członkowie jego rodziny. Zgromadzono w nim liczne przedmioty związane z życiem codziennym i artystycznym muzyka. W całej miejscowości działa wiele sklepików oferujących turystom pamiątki nawiązujące do stylu reggae. Spuściznę słynnego jamajskiego wokalisty stanowią zarówno stworzone przez niego utwory muzyczne, jak i życiowe zasady, które nie zanikły po jego śmierci. Do dziś na ulicach Jamajki usłyszymy ludzi śpiewających w drodze do pracy takie piosenki jak No Woman, No Cry czy One Love / People Get Ready i zobaczymy rastafarian z dredami ukrytymi pod charakterystycznymi czapkami. Miłośnicy rytmów reggae powinni wybrać się na Blue Mountain Music Festival (BMMF) odbywający się co roku w Holywell Recreational Park w lutym. To świetna okazja, aby zaplanować przyszłoroczną podróż do tego pięknego karaibskiego kraju.
     Jamajka jest kolorowa, pachnąca, rozśpiewana, roztańczona i uśmiechnięta. Choć lot na nią trwa dość długo, czeka nas po nim wspaniała nagroda – przepyszna pikantna kuchnia, interesująca kultura i przyroda zapierająca dech w piersiach.

Artykuły wybrane losowo

Hamburg – metropolia na wodzie

 

Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.

Więcej…

Jamajski kalejdoskop

IZABELA RUTKOWSKA

www.podroznosci.com

 

<< „Jamaica no problem!” – to zdanie usłyszymy prawdopodobnie jako pierwsze po wyjściu z lotniska na wyspie. Ten zamieszkany przez roztańczonych, uśmiechniętych i radosnych ludzi kraj zachwyca turystów na każdym kroku. Dlatego warto go uwzględnić przy robieniu planów urlopowych. >>

Zróżnicowana krajobrazowo i kulturowo Jamajka leży na Morzu Karaibskim (w archipelagu Wielkich Antyli). Jej terytorium o powierzchni 10 991 tys. km2 zamieszkuje ok. 2,9 mln ludzi. Szacuje się, że mniej więcej 2 mln Jamajczyków żyje poza granicami kraju, głównie w Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie. Najwyższy szczyt wyspy to Blue Mountain Peak w paśmie Gór Błękitnych (wznosi się na 2256 m n.p.m.).

 

Zbudowane przy rajskiej plaży drewniane molo

© Michał Supieta

 

Na Jamajce spotkamy sprowadzone przez kolonistów wszechobecne mangusty oraz gekony, a na wzgórzach Hellshire (Hellshire Hills) – endemiczne legwany Cyclura collie (Jamaican iguana). Największym z tutejszych gadów jest krokodyl amerykański, który żyje jedynie w regionie rzeki Czarnej (Black River) i kilku innych miejscach. Poza tym to prawdziwy ptasi raj. Występuje tu ok. 325 gatunków ptaków, z czego 28 endemicznych. Jednym z symboli wyspy jest koliber czarnogłowy. Przy odrobinie szczęścia można go nawet spotkać. Niesamowite i łagodne manaty pojawiające się w okolicy południowego wybrzeża stały się powodem snucia przez marynarzy legend o syrenach. Średnia roczna temperatura powietrza na nizinach oscyluje między 25 a 30°C, a w wyższych partiach górskich wynosi od 15 do 22°C. Dzięki łagodnemu klimatowi Jamajka to turystyczny raj na ziemi.

 

ETIOPSKIE KORZENIE

Tutaj wszystko jest no problem, nawet jeśli ktoś ma przy sobie marihuanę. Według przepisów z 25 lutego 2015 r. dopuszcza się co prawda posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i pięciu sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, lecz za większą ilość nadal grozi kara więzienia. Zapach marihuany unosi się w wielu miejscach. O tym, że to w 100 proc. dar natury i dlatego trzeba jej używać, dowiemy się w wiosce Rasta w okolicy Montego Bay. Warto ją odwiedzić, ponieważ dziś wcale nie tak łatwo spotkać prawdziwego rastafarianina, kojarzonego z charakterystycznym beretem w kolorach żółtym, czerwonym i zielonym i długimi po pas dredami. Rastafari to ruch społeczno-religijny, silnie zakorzeniony w kulturze Jamajki. Rozwinął się w latach 30. XX w. i rozpowszechnił w świecie, czemu sprzyjała coraz liczniejsza emigracja Jamajczyków. Rastafarianie wierzą w nauki ostatniego cesarza Etiopii Hajle Syllasje I (1892–1975), którego uważają za mesjasza, wcielenie Jaha, czyli Boga. Są przekonani, że pochodzą właśnie od przedstawicieli czystej czarnej rasy, prawdziwych potomków biblijnego króla Dawida. Kolorystyka rastafari nawiązuje do trzech kolorów etiopskiej flagi: zielonego, żółtego i czerwonego. Dniem świętym dla rastafarian jest sobota, którą celebrują tańcem, muzyką i śpiewem. Wizyta w Rasta będzie z pewnością niezapomnianym przeżyciem.

 

RAJSKA OKOLICA

W bajkowej okolicy kurortu Montego Bay warto wybrać się na spływ bambusową tratwą. Jamajski flisak z dredami i uśmiechem na twarzy opowie nam o najciekawszych momentach w historii wyspy. Można też zdecydować się na przejażdżkę konną… w morzu. Konie nie boją się pływać, co wyspiarze postanowili wykorzystać, gdy wymyślali tę atrakcję dla turystów. Jazda na końskim grzbiecie wśród ciepłych, błękitnych fal jest niezapomnianym i na pewno jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem.

Na wodach Morza Karaibskiego w pobliżu Montego Bay znajduje się poza tym kultowy „Pelican Bar”. Przy składaniu w nim wizyty łatwo się przekonać, że już sama droga może być celem, a z pewnością atrakcją. Kto dotrze łodzią do bambusowego baru, będzie rozkoszować się słońcem i widokami i popijając kolorowe drinki, obserwować pojawiające się tu często stada delfinów. Na dodatek jest to idealne miejsce na podziwianie spektakularnych wschodów i zachodów słońca.

 

Aby dowiedzieć się czegoś więcej o rastafarianach, warto odwiedzić jedną z ich wiosek

© Rappa Rasta Tours

 

ŚLADAMI JAMESA BONDA

Za 20 dolarów amerykańskich podczas ok. 45-minutowego spaceru zwiedzimy słynne jaskinie Green Grotto. Pojawiły się one w jednej ze scen filmu Żyj i pozwól umrzeć (1973), kiedy to najbardziej znany brytyjski agent grany przez Rogera Moore’a pokonał Dr. Kanangę (w tej roli Yaphet Kotto). Ich nazwa pochodzi od koloru alg porastających wapienne skały. Jeszcze do niedawna znajdowała się tutaj dyskoteka.

To zresztą właśnie na Jamajce angielski pisarz Ian Fleming (1908–1964), autor cyklu o przygodach Jamesa Bonda, postanowił wybudować w 1946 r. swoją posiadłość GoldenEye, gdzie spędzał europejską zimę. Nieopodal rybackiej miejscowości Oracabessa napisał większość powieści o agencie 007. Jego imieniem nazwano nawet pobliskie lotnisko. Po śmierci pisarza posiadłość wykupił w 1976 r. Bob Marley. Jednak już rok później rezydencja przeszła w ręce Chrisa Blackwella, założyciela wytwórni płytowej Island Records. Dziś w GoldenEye działa luksusowy resort. Aby spędzić w nim noc, trzeba zapłacić co najmniej kilkaset dolarów amerykańskich za najtańszy pokój (ceny wahają się w zależności od sezonu). Pobliska plaża nazywa się – oczywiście – James Bond Beach. To właśnie na niej były kręcone słynne sceny z Seanem Connerym i Ursulą Andress grającymi w filmie Doktor No (1962).

 

POCHODZENIE WYSPIARZY

Największym skarbem Jamajki są jej mieszkańcy. Jako potomkowie wielu narodów tworzą prawdziwą mozaikę kulturową. Zawsze uśmiechnięci, radośni, rozśpiewani i roztańczeni Jamajczycy potrafią zarazić optymizmem. Choć z Jamajką kojarzy się przede wszystkim reggae, nie można zapomnieć, że właśnie na niej narodziła się również muzyka ska czy dancehall. Tu tańczą i śpiewają praktycznie wszyscy. W hotelu obsługa bardzo często nuci coś pod nosem. Widok podrygującej w rytm podśpiewywanej melodii sprzątaczki czy kucharki to norma.

Rozśpiewane są także tutejsze kościoły. Ponad 60 proc. mieszkańców wyspy stanowią protestanci. Jamajska msza jest niczym koncert gospel. Podczas pobytu na Jamajce z pewnością warto udać się do najbliższego kościoła, żeby poczuć niezwykłą atmosferę wspólnoty oraz posłuchać fantastycznych i porywających pieśni wykonywanych na najwyższym poziomie.

                Europejczycy dotarli do wyspy w trakcie drugiej wyprawy Krzysztofa Kolumba (1451–1506). Zastali na niej Tainów, którzy stanowili większość tutejszej rdzennej ludności. Zajmowali się oni głównie rolnictwem, łowiectwem, rybołówstwem i tkactwem. Praktykowali też palenie ziół przy okazji rytuałów religijnych. To właśnie ten zwyczaj wpłynął na ukształtowanie się tradycji rytualnego palenia marihuany powszechnie kojarzonej z Jamajką. Indianie zostali całkowicie wyparci przez kolonizatorów. Tych, którzy nie zginęli z ich rąk, pokonały nieznane jak dotąd w tej części świata choroby, jak np. ospa.

Krzysztof Kolumb podobno wielokrotnie podkreślał niezwykły urok tego miejsca i uznał Jamajkę za najładniejszą z wysp Indii Zachodnich (obecnie Karaibów). Po raz pierwszy wielki odkrywca dotarł tutaj podczas swojej drugiej wyprawy w maju 1494 r. W trakcie czwartej podróży rozbił się u wybrzeży Saint Ann’s Bay (Santa Gloria), przez rok (od czerwca 1503 r. do czerwca 1504 r.) wraz z załogą próbował przetrwać wśród wrogo nastawionych do Hiszpanów rdzennych mieszkańców. Po powrocie do Hiszpanii nigdy już nie przypłynął do Nowego Świata.

Gdy zaczęło brakować rąk do pracy, hiszpańscy koloniści sprowadzili z Afryki niewolników. To właśnie oni są w dużej mierze przodkami obecnej ludności Jamajki. Na wyspie pojawiły się uprawy cytrusów, bananów i trzciny cukrowej, rozwinęła się hodowla bydła, kóz, koni, świń i kur.

Niewolnicy, którym udało się zbiec w niedostępne góry, stworzyli odrębną grupę zwaną Maronami. W 1655 r. Jamajka trafiła pod panowanie brytyjskie. Maronów długo nazywano cierniem w boku Brytyjczyków. Byli mistrzami maskowania się. Unikali otwartej walki, przygotowywali zasadzki. Pod osłoną nocy zakradali się na plantacje i plądrowali je. Pierwsza wojna Maronów, która wybuchła ok. 1728 r., zakończyła się podpisaniem traktatów pokojowych w latach 1739–1740, na mocy których otrzymali oni autonomię w okolicach miejscowości: Cudjoe’s Town (Trelawny Town), Crawford’s Town (zniszczonej w połowie XVIII stulecia), Accompong, Moore Town (wcześniej znanej jako Nanny Town), Scott’s Hall i Charles Town. To właśnie na pamiątkę tego wydarzenia odbywa się słynny Accompong Maroon Festival. Maronowie dostali ziemię w górzystej części zachodniej Jamajki, która do dziś należy do ich potomków. Miejscowi zajmują się uprawą roślin i rękodziełem. Ani ziemia, ani żadna działalność generująca dochód nie podlega tu opodatkowaniu. Co trzy, cztery lata Maronowie wybierają swojego lidera, tzw. colonela. Jeśli chcemy przeżyć coś naprawdę wyjątkowego, powinniśmy koniecznie udać się do Accompong.

 

WODOSPADY I SPORT

Ukształtowanie terenu i liczne rzeki sprzyjają powstawaniu na wyspie wodospadów. Jest ich mnóstwo. Gęsty, zielony las tropikalny potęguje wrażenie wizyty w Parku Jurajskim. Do najsłynniejszych i z pewnością najbardziej malowniczych wodospadów należą YS Falls. Znajdują się w południowo-zachodniej części Jamajki, a otacza je przepiękna roślinność. Wodospadów jest siedem, woda spływa z nich do urokliwych naturalnych basenów. Warto je pokonać pieszo. Spacer po śliskich skałach to nie lada wyczyn i atrakcja. W każdym momencie możemy liczyć na pomoc wykwalifikowanej obsługi. Ogromną frajdę z odwiedzin w tym miejscu mają również osoby nie potrafiące pływać i dzieci. Mogą korzystać z bezpieczniejszych basenów naturalnie zasilanych wodą m.in. z podziemnych źródeł. Podobną atrakcję stanowią też wodospady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls) nieopodal kurortu Ocho Rios, które mają ok. 55 m wysokości i 180 m długości! Prosto spod szumiących kaskad można wybiec na plażę, aby zanurzyć się w ciepłym Morzu Karaibskim.

W okolicy Ocho Rios warto odwiedzić także Blue Hole, zwaną przez wielu ukrytym skarbem Jamajki. Ten magiczny wodospad i wypełnione błękitnoturkusową wodą naturalne baseny znajdują się w odległości mniej więcej 25 minut jazdy samochodem od centrum miejscowości, w gęstwinie leśnej. To idealne miejsce do kąpieli i skoków na główkę. Można w nim uciec od zgiełku zatłoczonych kurortów.

W sąsiedztwie Ocho Rios wznosi się Mystic Mountain. Jej porośnięte bujnym lasem deszczowym zbocza przyciągają osoby lubiące dreszczyk emocji. Chętni mogą tu zjechać tyrolką (Canopy Zip Line) czy udać się wyciągiem krzesełkowym na punkt widokowy. Kultową atrakcję stanowi tor bobslejowy (o długości 1 km), na którym przez cały rok można poczuć się niczym jeden z członków drużyny narodowej biorącej udział w konkurencjach bobslejowych na XV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary w Kanadzie. Ich historia stała się inspiracją do nakręcenia amerykańskiego filmu familijnego Reggae na lodzie (1993). Jamajska drużyna mimo nie najlepszego wyniku pod wieloma względami była wygranym tych zawodów. Zdobyła sobie ogromną sympatię kibiców na całym świecie.

Uprawianie sportu to często na wyspie przepustka do sławy i bogactwa. Jamajczycy kochają lekkoatletykę, piłkę nożną, koszykówkę, netball (głównie kobiety) czy krykieta. Ta ostatnia dyscyplina jest spuścizną po Brytyjczykach. Opowieścią o dzieciach z odległych wiosek biegających do szkoły, żeby zdążyć na lekcje, tłumaczy się czasem wybitne rezultaty jamajskich sprinterów. Obecnie za najszybszych ludzi na świecie uważa się Usaina Bolta, który zakończył karierę po Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce 2017 w Londynie, ale nadal jest rekordzistą naszego globu w sprincie na dystansie 100 i 200 m, Asafę Powella i Yohana Blake’a. Do sukcesu piłkarek z Jamajki przyczyniła się córka legendy reggae, Cedella Marley (urodzona 23 sierpnia 1967 r.), która zarządza rodzinną fundacją i kieruje wytwórnią płytową Tuff Gong. Dzięki jej wsparciu kobieca drużyna narodowa Reggae Girlz zakwalifikowała się po raz pierwszy w historii do finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Kobiet 2019 we Francji. Do Cedelli Marley należy również kilka linii ubrań, w tym Catch a Fire, która nazwą nawiązuje do tytułu płyty jej ojca. To właśnie ona przygotowała stroje dla jamajskich lekkoatletów na XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 r.

 

PROSTO DO MORZA

W tym malowniczym kraju warto wybrać się na zachodni jego kraniec, do Negril. Dziś miejscowość ta uchodzi za kolejny znany, luksusowy kurort. Na wysuniętym w morze cyplu znajduje się latarnia morska z 1894 r., do której wchodzi się pod okiem jej opiekuna. To właśnie w Negril, na wysokim urwisku brzegowym, działa od kwietnia 1974 r. kultowa knajpka „Rick’s Cafe”. Z rozległego, piętrowego tarasu możemy podziwiać śmiałków skaczących z 40-metrowego klifu do wody. Te skoki ze specjalnie przygotowanej platformy stały się symbolem miejscowości. Dla odwiedzających to miejsce turystów są zapierającym dech w piersiach widowiskiem.

Okolice kurortu należy polecić przede wszystkim amatorom nurkowania, ponieważ właśnie u zachodnich brzegów Jamajki znajduje się najlepiej zachowana rafa koralowa w rejonie wyspy. W przejrzystych wodach Morza Karaibskiego można podziwiać niezwykłe bogactwo podwodnego królestwa. U jamajskich wybrzeży natkniemy się m.in. na homary, mureny, ośmiornice, rekiny wąsate, barakudy, lucjany, makrele, płaszczki, żółwie morskie, manaty karaibskie, papugoryby, skrzydlice, delfiny czy kraby i wiele innych gatunków zwierząt.

 

TRZCINOWE IMPERIUM

Za czasów brytyjskich Jamajka stała się jednym z największych na świecie eksporterów trzciny cukrowej. Jak grzyby po deszczu wyrastały też na niej kolejne plantacje tytoniu, indygowców, kakaowców. Jednak to uprawa trzciny cukrowej przyniosła kolonizatorom ogromne zyski. Lokalni farmerzy zostali wyparci przez bogatych plantatorów, których stać było na utrzymanie licznych niewolników. Cukier i rum okazały się żyłą złota dla przybyszy z Europy. Co ciekawe, do początku XIX w. cukier produkowano powszechnie jedynie z trzciny cukrowej. Sytuacja zmieniła się dopiero podczas wojen napoleońskich, kiedy Napoleon Bonaparte wprowadził blokadę kontynentalną na handel z Brytyjczykami w listopadzie 1806 r. Warto nadmienić, że pierwsza na świecie fabryka produkująca cukier z buraków cukrowych powstała w latach 1801–1802 we wsi Konary koło Wołowa na Dolnym Śląsku, wtedy znajdującej się w granicach Prus.

W tym okresie jednym z ważniejszych portów Jamajki było założone w 1769 r. miasto Falmouth, skąd w górę rzeki transportowano europejskie towary. Okolicę otaczają naturalne laguny. Śródlądowymi wodami z głębi wyspy przypływały do portu mniejszymi statkami cukier, rum i inne jamajskie skarby. Dziś zabytkowe miasto jest znane przede wszystkim z innego powodu. To jedno z kilku miejsc na naszym globie, gdzie występuje tak silne zjawisko bioluminescencji. Luminous Lagoon świeci się intensywnie nocą. Miliony mikroorganizmów rozwijających się w tutejszej słonej, płytkiej i ciepłej wodzie (tzw. Glistening Waters) robią piorunujące wrażenie.

Wspomniany rum jest do dziś narodowym trunkiem Jamajczyków. Powstaje ze sfermentowanego soku z trzciny cukrowej, jego koncentratu lub melasy. Im dłużej leżakuje w dębowych beczkach, tym staje się ciemniejszy, szlachetniejszy i droższy. Za najcenniejszy uchodzi tzw. rum czarny. Narodowy jamajski trunek należy niewątpliwie do produktów, które warto przywieźć z wyspy jako pamiątkę. Najlepiej odwiedzić tu jedną z destylarni, które znajdują się niemal zawsze przy większych plantacjach trzciny cukrowej (np. słynną, założoną już w 1749 r. Appleton Estate koło miejscowości Maggotty). Najbardziej znanymi markami, oczywiście poza najstarszą z nich Appleton Estate, są White Lightning, Asmussen czy lepszy gatunkowo Wray & Nephew.

 

ZAPACH KAWY

Inny jamajski trunek stanowi słynny likier kawowy Tia Maria. Jego historia sięga połowy XVII stulecia. Legenda mówi, że kiedy piękna i młoda hiszpańska arystokratka uciekała z Jamajki przed zawieruchą kolonialnej wojny z Brytyjczykami, jej służąca uratowała rodzinny skarb, małą szkatułkę z kolczykami z czarnymi perłami i starym rękopisem z przepisem na ten tajemniczy likier. To właśnie na cześć tej odważnej kobiety nadano mu nazwę Tia Maria, co oznacza ciocię Marię. Ten wyśmienity trunek produkuje się z tutejszych ziaren kawowych i rumu oraz wanilii z Madagaskaru i cukru.

Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie. Sami mieszkańcy zwykle jej nie piją, głównie ze względów finansowych. Picie kawy nie należy też do ich zwyczajów. Najsłynniejsze plantacje kawowców znajdują się w trudniej dostępnych Górach Błękitnych (Blue Mountains) na obszarze jedynie 7 tys. ha, na wysokości między 910 a 1700 m n.p.m. Terenów upraw nie wolno powiększać. Krzewy rosną na bardzo stromych i zamglonych zboczach górskich. Jamaica Blue Mountain Coffee ma niezapomniany zapach i intensywny smak. Najlepiej spróbować jej na jednej z plantacji ukrytych między zielonymi stokami Gór Błękitnych. Widoki w regionie Blue Mountains zapierają dech w piersiach. Za każdym zakrętem górskiej drogi pojawiają się jeszcze piękniejsze pejzaże. Wizyta w górach wznoszących się we wschodniej części wyspy to również idealna okazja, żeby przyjrzeć się życiu jamajskich farmerów lub odwiedzić kolejną, bardziej niedostępną wioskę rastafarian. Właśnie Blue Mountains zainspirowały Boba Marleya do napisania przeboju Natural Mystic.

 

Leżące we wschodniej części Jamajki Góry Błękitne porastają gęste tropikalne lasy

© Michał Supieta

 

NIE TYLKO MUZYK

Robert Nesta Marley (1945–1981) był największym popularyzatorem reggae, muzyki ludu, która narodziła się na podwórkach slumsów w Kingston, stolicy kraju. Grając i tańcząc, ludzie łączyli się z duchami Afryki i czuli się wolni, kiedy wokół coraz bardziej odczuwalne stawały się napięcia społeczne będące konsekwencją nasilającego się konfliktu politycznego.

Bob Marley był dzieckiem młodziutkiej Sidilli Malcolm (1926–2008) i oficera brytyjskiej marynarki wojennej i nadzorcy plantacji Norvala Marleya, który widział syna dwa razy (zmarł na atak serca w 1955 r. w wieku 70 lat). Urodził się w małej wiosce Nine Mile w regionie Saint Ann. Warto odwiedzić jego rodzinny dom, w którym urządzone zostało muzeum. Oprowadzają po nim przewodnicy opowiadający w charakterystycznej jamajskiej odmianie języka angielskiego o życiu króla reggae. Zwiedzanie przerywane jest najsłynniejszymi piosenkami muzyka. To najlepsze miejsce, żeby posłuchać takich przebojów jak Could You Be Loved, Exodus, Get Up, Stand Up, I Shot the Sheriff, Is This Love, No Woman, No Cry, One Love, Redemption Song czy Stir It Up. Za wysoką bramą znajduje się mauzoleum Boba Marleya, gdzie rastafarianie składają mu hołd, paląc święte zioło.

Król reggae jeszcze za życia stał się legendą. W grudniu 1976 r. po nieudanym zamachu w jego domu wystąpił na koncercie Smile Jamaica. Na koncercie One Love Peace w kwietniu 1978 r. w Kingston, kiedy to w wyniku nasilających się protestów społecznych i wojny gangów kraj stanął na krawędzi wojny domowej, Bob Marley w symbolicznym geście połączył nad głową dłonie skonfliktowanych polityków przeciwnych partii Michaela Manleya i Edwarda Seagi.

Muzyk zmarł 11 maja 1981 r. w szpitalu w Miami w Stanach Zjednoczonych w wieku zaledwie 36 lat. Przegrał długą i bolesną walkę z czerniakiem złośliwym. Jego ciało zostało wystawione na 35-tysięcznym stadionie narodowym (Independence Park) w Kingston z Biblią otwartą na Psalmie 23 (nazywanym pasterskim, zaczynającym się od słów Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego) i czerwoną gitarą elektryczną Gibson Les Paul. Kondukt pogrzebowy wyruszył z jamajskiej stolicy i pokonał ok. 90 km w drodze do Nine Mile. Żona Rita wraz z dziećmi uczciła Boba Marleya jego piosenkami. Pośmiertnie (w marcu 1994 r.) uhonorowano go w muzeum Rock and Roll Hall of Fame w Cleveland w USA. Na widowiskowy letni festiwal Red Stripe Reggae Sumfest w Montego Bay przybywa co roku ponad ćwierć miliona fanów z całego świata. Najbliższa jego edycja odbędzie się w dniach 14–20 lipca 2019 r. To obecnie największy na świecie festiwal muzyki reggae.

 

ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

Rastafarianie, którzy z założenia unikają mięsa, mieli także wpływ na jamajską kuchnię. Wyspiarze są miłośnikami mięsnych potraw z grilla, jednak wegetarianie też znajdą tu szeroki wybór dań. W kulinariach Jamajki można dostrzec przede wszystkim wpływy afrykańskie i brytyjskie, ale również hiszpańskie, irlandzkie, chińskie, kreolskie czy hinduskie. Te ostatnie przejawiają się np. w stosowaniu mieszanek curry w wielu przepisach. Symbolem kuchni jamajskiej jest charakterystyczna marynata jerk. W jej skład wchodzą m.in. ziele angielskie (owoce korzennika lekarskiego, drzewa pimentowego), papryka scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), tymianek, zewnętrzna skórka gałki muszkatołowej, cebula i czosnek. Jerk to także sposób przyrządzania mięsa. Tradycja ta sięga jeszcze czasów rdzennych mieszkańców wyspy, którą kontynuowali Maronowie. Duże płaty mięsa nacierali chili i miejscowymi ziołami, a następnie piekli nad ogniem. Był to doskonały sposób utrzymywania świeżości. Dziś nazwą jerk określa się też typ grilla, często domowej konstrukcji, który można ujrzeć na Jamajce niemal na każdym rogu.

Bardzo popularna jest tutaj koźlina, serwowana na wiele sposobów np. z curry lub grillowanymi owocami i warzywami. W prawie każdej potrawie znajdziemy duże ilości małej, zielonej cebulki, w której lubują się mieszkańcy tej karaibskiej wyspy. Często używa się również ziela angielskiego, imbiru czy tymianku. Gałązkami korzennika lekarskiego opalane są grille, co nadaje daniom dodatkowe walory smakowe. Nie sposób nie wspomnieć też o ackee. Owoc bligii pospolitej, w postaci surowej trujący, stanowi nieodłączny dodatek do solonej ryby (ackee and saltfish uchodzi za narodową potrawę). Roślina ta pochodzi z zachodniego wybrzeża Afryki. Podczas kulinarnych poszukiwań na Jamajce spotkamy się z pewnością z daniem callaloo. Jamajczycy określają tą nazwą szarłat (amarantus). Potrawka ta wyglądem i smakiem przypomina nieco gotowany szpinak. Dodaje się do niej na ogół, oprócz liści amarantusa, okrę (piżmiana jadalnego), sól, cebulę, pomidory, czosnek, paprykę scotch bonnet, miejscowe przyprawy i duże ilości pysznych, świeżych krewetek lub soloną rybę. Na Jamajce warto zaopatrzyć się w ostre sosy, z których również słynie ten rozśpiewany i roztańczony kraj.

Błogi wypoczynek na tej karaibskiej wyspie to marzenie wielu osób. Nie ma w tym nic dziwnego, bo znajdziemy na niej jedne z najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie. Jamajka jest prawdziwym rajem dla miłośników sportów wodnych, ludzi kochających smaczną i zdrową kuchnię, dziewiczą naturę oraz muzykę i taniec. Wśród licznych hoteli o rozmaitym standardzie każdy wybierze z pewnością coś dla siebie. Na wyspę uruchomiono poza tym bardzo korzystne cenowo połączenia czarterowe (Warszawa – Montego Bay, już od 1699 złotych w obie strony!). Jamajka to zdecydowanie jedno z tych pasjonujących miejsc, do których wciąż chce się wracać.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Esencja Kuby, czyli cygara, rum i muzyka

Anna César Winiarek
www.cuba-miamor.blogspot.com

 

<< Są trzy rzeczy, które rozsławiły Kubę na cały świat: cygara, rum i tutejsza muzyka. Z nimi zresztą kojarzy się ona większości obcokrajowców i to dla nich ściągają do niej liczni turyści. Kubanka wydmuchująca cygarowy dym, ludzie spędzający czas w hawańskim barze ze szklaneczką złocistego rumu w dłoni, para tańcząca salsę na ulicy – takie zdjęcia widzieli prawie wszyscy z nas. Pora przenieść się do miejsc, gdzie zostały zrobione. >>

Więcej…