MAGDALENA LECHOWSKA
WWW. MAGDALENALECHOWSKA.MANIFO.COM

 

<< Kolumbia jest krajem niespotykanych bogactw naturalnych oraz wielkiej bioróżnorodności (pod tym względem zajmuje drugie miejsce na świecie, po Brazylii), niezmiernie malowniczych pejzaży i egzotycznych plaż, zapierających dech w piersiach widoków i oszałamiającej kolorami przyrody. Mało kto jednak wie, że to kolebka cumbii i vallenato: gatunków muzycznych, których dziś słucha cały świat. W jej karaibskim mieście Barranquilla stawiała swoje pierwsze kroki Shakira, z Medellín pochodzi Juanes, wykonawca piosenki „La Camisa Negra”, a z Santa Marty – piosenkarz, aktor i kompozytor Carlos Vives. Ci kolumbijscy artyści wielokrotnie zdobywali statuetki Grammy oraz MTV Video Music Awards. Każdy region w kraju ma swoje charakterystyczne melodie, tańce i festiwale. >>

Republika Kolumbii, jako jedyne państwo w Ameryce Południowej, posiada wybrzeże zarówno nad Oceanem Spokojnym, jak i Atlantykiem (Morzem Karaibskim). Jej terytorium przecina, biegnący od granicy z Ekwadorem do granicy z Wenezuelą, potężny łańcuch Andów. Południową część kolumbijskiej ziemi zajmuje natomiast równina amazońska, zamieszkana przez bogatą faunę, w tym największego żyjącego gryzonia kapibarę oraz rzeczne gady kajmany. Przez jej obszar przebiega linia równika. Wśród tak często zmieniających się wspaniałych krajobrazów trudno nie dostać zawrotu głowy.
W Kolumbii, tak jak w ogóle w Ameryce Łacińskiej, muzyka wypełnia każdy moment życia i nie da się przed nią uciec. Różnorodne gatunki, takie jak cumbia, salsa, vallenato, merengue, bolero, a nawet argentyńskie tango i meksykańska ranchera, rozbrzmiewają ze wszystkich stron. Mają za zadanie zbliżać ludzi, bawić, rozczulać, pocieszać, towarzyszyć im na co dzień. Taneczna noc w rytmie salsy lub vallenato jest najlepszą metodą na odprężenie się po ciężkim tygodniu pracy, przejmująca ranchera pomaga wykrzyczeć żale i zawody miłosne. Jeśli mężczyzna chce w romantyczny sposób wyznać miłość swojej ukochanej, obudzi nad ranem całe osiedle głośną serenadą pod jej oknami.

 

KARAIBSKIE DZIEDZICTWO
Na malowniczym wybrzeżu Morza Karaibskiego można podziwiać najpiękniejsze miasta tego regionu: magiczną Cartagenę (Cartagenę de Indias), nazywaną „Romantyczną Stolicą Ameryki”, Barranquillę oraz Santa Martę. Każde z nich wabi turystów ciekawą historią, pięknymi widokami, urokliwymi plażami i wspaniałą architekturą kolonialną. Poznamy w nich także miejscowe tańce i muzykę. To właśnie w tej części Kolumbii narodziła się cumbia – królowa wszystkich rytmów. Yo me llamo cumbia, yo soy la reina por donde voy („Mam na imię cumbia, wszędzie, gdzie się pojawię, jestem królową”) – śpiewa Mario Gareña w najpopularniejszej piosence tego gatunku, jednego z najbardziej reprezentatywnych przejawów kolumbijskiej kultury. Ten rodzaj muzyczny powstał na wybrzeżu karaibskim, które zamieszkiwali afrykańscy niewolnicy, plemiona indiańskie i przybysze z Hiszpanii. W niespotykany sposób połączył te wszystkie wpływy kulturowe. Z Afryki pochodzą rytmiczne uderzenia bębnów czy zmysłowe i zalotne ruchy bioder, od Europejczyków wywodzi się charakterystyczny strój, a tutejsi Indianie wnieśli delikatne brzmienia fletu i gaity (rodzaju dud).

FOT. PROCOLOMBIA.CO/COLOMBIA.TRAVEL

Panorama Cartageny de Indias z Wieżą Zegarową (Torre del Reloj)


     Za źródło słowa cumbia uchodzą dialekty Czarnego Lądu, ale badacze podają różną jego etymologię. Nietypowy strój tancerek – długie, szerokie spódnice (pollera) i koronkowe bluzki – zainspirowały podobno eleganckie europejskie ubrania, które pozwalano nosić niewolnikom podczas tradycyjnych świąt i spotkań towarzyskich, aby mogli brać w nich udział. Mężczyźni zakładają natomiast białe spodnie, białą koszulę oraz charakterystyczną czerwoną chustkę wiązaną na szyi, w czym przypominają uczestników festiwalu św. Firmina (San Fermín), czyli Sanfermines, w Pampelunie w północnej Hiszpanii. Nieodzowny element męskiego przebrania stanowi też sombrero, którym tancerze energicznie wymachują, próbując przyciągnąć uwagę swojej partnerki. Z kolei kobiety wykonują spokojne i zmysłowe ruchy biodrami, trzymając obiema rękami rozłożoną spódnicę, a w prawej dłoni świecę. Wszyscy tańczą boso. To prawdziwy spektakl, a wyjątkowo zjawiskowo prezentuje się przede wszystkim nocą, gdy z ciemności wydobywają się potężne odgłosy bębnów i pojedyncze płomyki rozjaśniają mrok.
     Cumbię można usłyszeć dosłownie wszędzie na Karaibach. Cartagena de Indias jednak wraz ze swoją przepiękną architekturą kolonialną tworzy dla niej niepowtarzalne tło. Podczas spaceru jej malowniczymi uliczkami towarzyszyć nam będzie wybijany na instrumentach rytm i szelest spódnic tancerek. Miasto słynie również z organizowania światowej klasy wydarzeń kulturalnych. W pierwszych dniach stycznia zjeżdżają do niego muzycy z całego globu na Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cartagena (Cartagena Festival Internacional de Música), łączący artystów muzyki poważnej ze wszystkich kontynentów w tutejszych wyjątkowych wnętrzach sprzed kilku wieków. Z kolei pod koniec lutego lub na początku marca odbywa się tu słynny Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cartagenie de Indias (Festival Internacional de Cine de Cartagena de Indias – FICCI). Jest to najstarsza i najbardziej prestiżowa impreza tego typu w Ameryce Łacińskiej. Jej 55. już edycja będzie miała miejsce w dniach 11–17 marca 2015 r. Początek roku to więc dobry czas, aby odwiedzić ten uroczy zakątek Kolumbii i nie tylko poczuć przyjemny powiew morskiej bryzy, ale także zapoznać się ze współczesną kulturą w niezmiernie romantycznym otoczeniu.

 

KARNAWAŁ W BARRANQUILLI
Baila en la calle de noche, baila en la calle de día. (...) Mira en Barranquilla se baila así, ¡dilo! („Tańcz na ulicy w nocy, tańcz na ulicy w dzień. (...) Spójrz, w Barranquilli tańczy się w ten sposób, powiedz to!”) – mówi fragment hitu Hips Don’t Lie, który w krótkim czasie odniósł międzynarodowy sukces. Wykonuje go chyba najbardziej znana obecnie Kolumbijka, urodzona 2 lutego 1977 r. właśnie w tym nadbrzeżnym mieście: Shakira. W jej muzyce odnajdziemy wpływy cumbii, salsy, merengue, rocka, ale też brzmienia charakterystyczne dla Bliskiego Wschodu, gdyż jej dziadkowie od strony ojca pochodzą z Libanu. Piosenkarka dorastała w otoczeniu rytmów afrykańskich bębnów, głośnych orkiestr dętych oraz ludzi tańczących i bawiących się na ulicach. To w Barranquilli odbywa się największy karnawał na całym wybrzeżu Morza Karaibskiego. Trudno byłoby wybrać lepsze miejsce na narodziny tak wszechstronnie uzdolnionej artystki.

Karnawał w Barranquilli to najbarwniejsze święto w Kolumbii


     Tutejsza poprzedzająca Wielki Post kilkudniowa fiesta stanowi najważniejszą imprezę folklorystyczną w Kolumbii i drugie co do wielkości tego typu wydarzenie w Ameryce Południowej (zaraz po karnawale w Rio de Janeiro). Jej przewagą jest niepowtarzalny klimat, niekomercyjny charakter i otwartość – biorą w nim udział osoby w każdym przedziale wiekowym. Ponad milion turystów i Kolumbijczyków przybywa do tego karaibskiego miasta, żeby zapomnieć o utrapieniach dnia codziennego i bawić się nieprzerwanie od soboty do wtorku przed środą popielcową. Najbliższa edycja Carnaval de Barranquilla odbędzie się w dniach 14–17 lutego 2015 r. Warto wpisać tę datę do kalendarza!
     To kolorowe i niezwykłe święto zostało zapoczątkowane w XIX w., a korzeniami sięga do średniowiecznych tradycji karnawałowych, przywiezionych przez Hiszpanów do Ameryki Południowej, oraz do zabaw niewolników. Parady uświetniają nie tylko wspaniałe stroje uczestników, pieczołowicie przygotowywane przez cały rok, lecz także specjalne tańce. Do tych najpopularniejszych należy Danza del Garabato, obrazujący pojedynek pomiędzy życiem a śmiercią. Jego nazwa odnosi się do drewnianego kija (garabato) z przypiętymi zielonymi, żółtymi i czerwonymi wstążkami (oddają one kolory flagi Barranquilli), atrybutu mężczyzn, których pomalowane na biało twarze zdobią czerwone policzki. Partnerujące im kobiety noszą czarne spódnice lub sukienki z czerwonymi, żółtymi i zielonymi dodatkami. Osoba odgrywająca śmierć wkłada całkowicie czarne ubranie z narysowanym białym szkieletem.
     Karnawał rozpoczyna się w sobotę Bitwą Kwiatową (Batalla de Flores) – defiladą platform, której przewodniczy Królowa Karnawału (Reina del Carnaval). Za nią podążają zespoły muzyczne. W niedzielę odbywa się Wielka Parada Tradycji i Folkloru (Gran Parada de Tradición y Folclor), a w poniedziałek z kolei organizuje się Wielką Paradę Fantazji (Gran Parada de Fantasía) i Festiwal Orkiestr i Akordeonów (Festival de Orquestas y Acordeones). We wtorek wyprawia się symboliczny pogrzeb Joselita Carnavala (entierro de Joselito Carnaval), który oznacza koniec wszelakich tańców, hulanek i swawoli. Wspomniany Joselito to postać ucieleśniająca radość i szaleństwo świętowania: zmartwychwstaje w sobotę, umiera zmęczony i pijany ostatniego dnia zabawy, aby ponownie odrodzić się w następnym roku. Główną rolę podczas jego hucznego pochówku odgrywa Królowa Karnawału. Płacze ona rzewnymi łzami, a wraz z nią cały orszak żałobny: lekarz, ludzie niosący trumnę, reszta panien, również związana ze zmarłym, ksiądz, a nawet śmierć w masce z trupią czaszką i kosą w ręku. Trzeba przyznać, że Kolumbijczycy umieją się wspólnie bawić. Ich otwartość i serdeczność sprawia, że karnawałowa fiesta zmienia się w niezwykłe przeżycie i zapada głęboko w pamięć.

 

MUZYKA Z DOLINY
W trakcie podróży po kolumbijskim Regionie Karaibskim (Región Caribe) warto odwiedzić dolinę rzeki Cesar pomiędzy masywami górskimi Sierra Nevada de Santa Marta oraz Serranía del Perijá, gdzie leży 450-tysięczne miasto Valledupar, oddalone ok. 100 km od wybrzeża. Stanowi ono kolebkę jednego z najbardziej typowych gatunków muzyki w Kolumbii: vallenato. Jego nazwa według niektórych hipotez powstała na bazie zwrotu nato en la valle, co znaczy „narodzony w dolinie”. Na początku XIX w. wraz z innymi towarami z odległej Europy przybył do Ameryki Łacińskiej akordeon, który wzbudził ogromne zainteresowanie miejscowych. Zaczęli oni grać na nim zupełnie po swojemu i tak stał się nierozłącznym elementem tutejszego krajobrazu muzycznego.
     W podstawowym składzie grupy vallenato znajdują się europejski akordeon diatoniczny, guacharaca pochodzenia indiańskiego (instrument zrobiony zazwyczaj z łodygi trzciny, z wyżłobionymi poprzecznie rowkami, z którego wydobywa się dźwięk, pocierając go metalowym widelcem) oraz afrykańska caja (mały bęben z naciągiem z koziej skóry trzymany między kolanami), na której wybija się bazę rytmiczną. Poza tym za inspirację przy komponowaniu służyły przyśpiewki kowbojów z wielkich hacjend, umilające im codzienną ciężką pracę i opowiadające ich przygody. Dlatego też utwory przyjmują formę narracji. Każdemu kolumbijskiemu stylowi muzycznemu towarzyszy taniec. W tym przypadku polega on na wykonywaniu drobnych kroczków przy jednoczesnych zmysłowych ruchach bioder oraz bardzo bliskim kontakcie partnerów.
     Najwybitniejszym przedstawicielem gatunku vallenato był Rafael Escalona (zm. 13 maja 2009 r. w Bogocie), urodzony nieopodal Valledupar, w Patillal w 1926 r. Jego dorobek jest imponujący i w dalszym ciągu wywiera duży wpływ na innych artystów. Muzyk został uwieczniony przez niedawno zmarłego Gabriela Garcíę Márqueza (1927–2014) w powieściach Nie ma kto pisać do pułkownika oraz w Sto lat samotności. Gdy w 1982 r. pisarz wyruszył do Sztokholmu, aby odebrać literacką Nagrodę Nobla, zabrał ze sobą właśnie Rafaela Escalonę z grupą innych wykonawców tego stylu, którzy wystąpili podczas bankietu wydanego przez króla Szwecji na cześć laureatów. W popularnym w Kolumbii serialu telewizyjnym Escalona z 1991 r. opowiadającym o życiu muzyka w jego postać wcielił się pochodzący z Santa Marty Carlos Vives. Produkcja podbiła serca wszystkich Kolumbijczyków, a 30-letni aktor odkrył w sobie talent wokalny. Od tej pory śpiewa i odnosi znaczne sukcesy. Carlos Vives włącza do tradycyjnego vallenato nowoczesne brzmienia rocka, elektroniki oraz wplata do niego rytmy i melodie cumbii.
 

WŚRÓD SZCZYTÓW ANDÓW
Jeżeli skierujemy się w głąb kraju, dotrzemy do Regionu Andyjskiego (Región Andina), obejmującego kolumbijskie Andy oraz doliny rzek Cauca i Magdalena. To najbardziej zaludniony rejon Kolumbii (ok. 35 mln mieszkańców), ze względu na łagodny klimat chętnie wybierany niegdyś przez osadników z Europy. Rozwinął się w nim także swoisty typ muzyki. Czerpie on z indiańskich i afrykańskich układów rytmicznych oraz charakteryzuje się bardzo wyraźnymi wpływami hiszpańskimi. Te ostatnie są widoczne szczególnie w doborze instrumentów. Oprócz gitary akustycznej gra się tu na spokrewnionych z nią tiple z 4 potrójnymi strunami, cuatro oraz bandoli. Tiple, bandola i gitara stanowią muzyczne trio kolumbijskie, najpopularniejsze na tym obszarze.

FOT. PROCOLOMBIA.CO/COLOMBIA.TRAVEL

Bambuco należy do typowych gatunków Regionu Andyjskiego


     Muzyka tego regionu jest spokojna i nawiązuje do harmonii gatunków takich jak hiszpańskie fandango i jota oraz austriacki walc. Z ich połączenia z tutejszymi rytmami i melodiami powstały bambuco, pasillo i guabina. Rozbrzmiewają one przede wszystkim w departamencie Santander oraz w centralnej części Kolumbii. Spotkania i uroczystości rodzinne często odbywają się przy nastrojowych dźwiękach gitary i tiple, które stwarzają ciepłą, przytulną atmosferę.

 

UROK WIECZNEJ WIOSNY
Położony na północnym zachodzie kraju departament Antioquia słynie ze swoich upraw kawowych i plantacji bananów, a także od 1957 r. z jednego z najsławniejszych festiwali kwiatowych na świecie: Feria de las Flores. To prawdziwa uczta dla oczu. Warto być w 2,5-milionowym mieście Medellín, jego stolicy administracyjnej, w pierwszej połowie sierpnia, aby podziwiać ten 10-dniowy niezmiernie barwny festyn. Największą atrakcję stanowią 4-metrowe tarcze kwiatowe silletas, niesione na plecach przez tzw. silleteros. Za wyzwanie uchodzi zaprezentowanie na nich jak najbardziej skomplikowanego i oryginalnego ornamentu kwiatowego. Wyjątkowy klimat okolicy przyczynił się do nadania temu miejscu miana „miasta wiecznej wiosny”. W trakcie spaceru ulicami Medellín co jakiś czas napotykamy piękne, masywne rzeźby. Ich ojcem jest urodzony tutaj w 1932 r. Fernando Botero, należący do najwybitniejszych kolumbijskich malarzy i rzeźbiarzy.

FOT. PROCOLOMBIA.CO/COLOMBIA.TRAVEL

Barwne tarcze kwiatowe podczas Feria de las Flores w Medellín


     To właśnie w Antioquii narodziła się muzyka zwana guasca lub música de carrilera (z hiszp. „torów kolejowych”). Ten popularny rodzaj, pełen humoru i satyry, świetnie odzwierciedla charakter mieszkańców tego departamentu Kolumbii. Słowa piosenek są krytyką kolumbijskiego społeczeństwa i opierają się często na dwuznaczności, głównie o kontekście seksualnym. Za najwybitniejszego przedstawiciela tego gatunku uważa się pochodzącego z Medellín Octavia Mesę (1933–2007). Na jego utworach wychował się najsłynniejszy paisa („urodzony w Antioquii”) Juan Esteban Aristizábal Vásquez, lepiej znany jako Juanes. Obaj artyści współpracowali przy nagrywaniu singla La camisa negra, czerpiącego z chwytliwych melodii i rytmu guasca. Śpiewana po hiszpańsku piosenka stała się prawdziwym fenomenem i rozsławiła zupełnie lokalny styl muzyczny na cały świat.

 

SALSA OD RANA DO NOCY
Z kolei na wszystkich miłośników gorących latynoamerykańskich tańców czeka światowa stolica salsy Cali. To oddalone ok. 100 km od wybrzeża Pacyfiku miasto znajduje się na zachodzie Kolumbii. Najprawdopodobniej nie ma na ziemi innego miejsca (w tle zostały nawet Kuba czy Portoryko!), w którym ten rodzaj taneczny byłby tak istotnym elementem życia. W salsie z Cali (salsa caleña) dominują niezmiernie energiczne i zwinne ruchy.
     Ważnym momentem w rozwoju kulturalnym miasta okazało się zorganizowanie po raz pierwszy w 1957 r. w okresie bożonarodzeniowo-noworocznym wielkiego festynu Feria de Cali. Impreza została urozmaicona tańcami, kawalkadą, konkursami i koncertami. Mieszkańcy szaleli wówczas przy dźwiękach swingu, boggie-woogie i rock’n’rolla. Do Cali ściągały i nadal ściągają największe gwiazdy muzyki latynoskiej. W latach 70. XX w. zaczęły pojawiać się tu pierwsze grupy taneczne i odbywać pokazy salsy.

***

Pełna kontrastów Kolumbia zachwyca nie tylko wspaniałą przyrodą i spektakularnymi widokami. W jej żyłach płynie gorąca krew. Dlatego podczas wizyty w tej pasjonującej części Ameryki Południowej warto wsłuchać się w rytmiczne bicie jej serca.

Artykuły wybrane losowo

Wenezuela, czyli „mała Wenecja” dla łowców przygód

Magdalena Moll-Musiał

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

<< Wenezuela to kraj kontrastów - kipiące zielenią wilgotne lasy równikowe delty Orinoko, krystalicznie czysta woda i wspaniałe karaibskie plaże, nieziemskie góry stołowe, nazywane tu „tepuyes”, oraz Salto Ángel, najwyższy wodospad świata. Na jego terytorium mieszkają otwarci, roztańczeni ludzie, pielęgnujący swoje niezliczone tradycje. Z drugiej strony mamy tutaj zaniedbaną gospodarkę, niepohamowaną inflację i ubóstwo, co szczególnie rzuci nam się w oczy, jeśli zdecydujemy się na dłuższą wyprawę po kontynentalnej części tego południowoamerykańskiego państwa. Z pewnością jednak różnorodność pejzaży, smaków, zapachów i innych doznań sprawia, że ojczyzna jednych z najpiękniejszych kobiet na ziemi posiada nieodparty urok dla poszukiwaczy przygód. >>

 

Stać, kontrola! – krzyczy wojskowy, zatrzymując naszego busa. Wchodzi do środka, sprawdza dokumenty.  – Pani nie ma ważnego paszportu – zwraca się do jaskrawo ubranej Wenezuelki. – Tak, niestety, nie mam… – odpowiada ona, nieśmiało wtykając w dłoń mężczyzny zawiniątko boliwarów. Ten wsuwa banknoty do kieszeni i mówi: Można jechać! Pokonanie odległości 90 km od granicy z Kolumbią do wenezuelskiego miasta Maracaibo zajmuje nam 7 godz. Po drodze podobnych kontroli mamy aż 14, ale nie wszystkie są tak błyskawiczne. Podczas każdej pani bez paszportu uiszcza opłatę, która umożliwia jej kontynuowanie podróży. Gdy kończy się jej gotówka, cały bus wykazuje imponującą solidarność – pasażerowie zrzucają się na odpowiednią łapówkę, abyśmy mogli pojechać dalej. Wojskowi i policja nie sprawdzają niczego poza dokumentami – w bagażach prawdopodobnie da się przewieźć wszystko, czego dusza zapragnie, pewnie nawet i kolumbijską kokainę… Dla kontrolujących znalezienie podróżnego bez odpowiednich papierów to prosty i pewny zarobek.

Więcej…

W Wietnamie, krainie czerwonego smoka

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Pełen smaków, zapachów, barw i magii Wietnam wydaje się stanowić idealny cel podróży zarówno dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z Azją, jak i dla tych, którzy już znają ten kontynent dość dobrze. Jeśli ktoś chce spróbować dań pysznej kuchni, odkryć liczne zabytki, przejechać się z kilkoma współpasażerami jednym skuterem lub po prostu zrelaksować na jednej z tropikalnych plaż, powinien postawić właśnie na ten kraj. Tutaj to wszystko jest możliwe. >>

 

Noworoczne lampiony w kolorze czerwonym przynoszącym szczęście

© MAGDALENA BARTCZAK

 

Przez długi czas, zanim jeszcze wybrałam się w pierwszą podróż do Azji, wiedzę na jej temat czerpałam głównie z reportaży i filmów, zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych. Jednym z moich ulubionych azjatyckich twórców stał się Trần Anh Hùng, wietnamski reżyser mieszkający od 1975 r. we Francji, gdzie wyemigrował wraz z rodzicami pod koniec wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej). Oglądając Zapach zielonej papai (1993 r.), Rykszarza (1995 r.) czy Schyłek lata (2000 r.), wyobrażałam sobie jego ojczyznę jako kraj pełen soczystych kolorów, intensywnych zapachów, ulicznego gwaru i ciężkiego, tropikalnego powietrza. Jak przyznaje w wywiadach reżyser, w swoich produkcjach często powraca do Wietnamu z czasów własnego dzieciństwa – przedstawia go więc takim, jakim go zapamiętał przed emigracją. Jego filmy, nostalgiczne i zmysłowe, zachęciły mnie, żeby odwiedzić ten kraj. Szybko zagościł więc na mojej liście wymarzonych miejsc do zobaczenia i długo nie pozwalał mi o sobie zapomnieć.

Gdy marzenie wreszcie się spełniło i po raz pierwszy wybrałam się do ojczyzny Trần Anh Hùnga, już po wyjściu z potężnego lotniska w Ho Chi Minh przekonałam się, że wilgotne i lepkie powietrze, które przenikało jego filmowe opowieści, stanowi stały element klimatu Wietnamu, szczególnie na południu. Wszystko tu niemal od pierwszej chwili wydało mi się intensywne, aromatyczne, przesycone dźwiękami i kolorami. Szybko też okazało się, że ten piękny i długi kraj pełen jest skarbów przyrody oraz zniewalających smaków, które jeszcze długo po podróży pozostają w pamięci.

 

BOGATA HISTORIA

Wietnam leży na Półwyspie Indochińskim, od północy graniczy z Chinami, a od zachodu – z Kambodżą i Laosem. Choć pod względem powierzchni nieco przewyższa Polskę (zajmuje powyżej 331 tys. km²), to mieszka w nim ponad dwa razy więcej ludzi niż w naszym kraju (ok. 95 mln) i żyją co najmniej 54 mniejszości etniczne, które mają własne pismo, tradycje i język. Także dialekty w obrębie wietnamskiego znacznie różnią się od siebie – często te same słowa oznaczają coś zupełnie innego na północy, w centrum i na południu. Regiony charakteryzują się również odmiennymi warunkami pogodowymi. W północnych rejonach występuje klimat wilgotny podzwrotnikowy, w środkowej części – zwrotnikowy z porą deszczową i suchą, a na południowym obszarze – zwrotnikowy w odmianie monsunowej. Warto o tym pamiętać przy planowaniu podróży. Różnice w temperaturze między północą i południem mogą sięgać nawet 15–20°C. Wietnam jest też wyjątkowo różnorodny pod względem kultury, która przez wieki czerpała inspiracje m.in. z Chin, Indonezji i Francji. Specyfikę tego kraju stanowi jednak fakt, że dzięki silnemu zakorzenieniu w lokalnych tradycjach Wietnamczycy nie ulegli znacząco wpływom z zewnątrz. Przyswoili je w zmodyfikowanej formie i wzbogacili tym samym własne dziedzictwo kulturowe, oparte na wzorcach zaczerpniętych z buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu.

Według legend państwo wietnamskie, określane mianem krainy smoka (ze względu na rolę, jaką to stworzenie odgrywa w jego mitologii), zostało założone prawie 5 tys. lat temu przez dynastię Hồng Bàng (ok. 2879 r. p.n.e.). Od tego czasu wielokrotnie musiało bronić swoich ziem przed podbojami. Przez ponad tysiąc lat (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) znajdowało się pod chińską okupacją. Potem kilkukrotnie było najeżdżane przez wojska mongolskie, w drugiej połowie XIX w. stało się częścią Indochin Francuskich, a w 1940 r. kontrolę nad jego terytorium przejęła Japonia. Po II wojnie światowej o swoją dawną kolonię upomnieli się Francuzi, co doprowadziło do wybuchu I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej wyniku kraj podzielono na północną komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu i południową Republikę Wietnamu. Wkrótce potem między oboma państwami wybuchł konflikt zbrojny (wojna wietnamska 1955–1975), który okazał się jednym z najdłuższych i najkrwawszych w regionie.

 

ŚWIAT DUCHÓW I PRZODKÓW

Ze względu na trudną przeszłość i konieczność częstego konfrontowania się z innymi narodami, próbującymi narzucić im swój porządek, Wietnamczycy charakteryzują się dumą z własnych tradycji i patriotyzmem. Poza tym do ich głównych cech należy zaliczyć też niewątpliwie zamiłowanie do targowania się, które – szczególnie w mniejszych sklepikach i na targach – jest tu uważane za naturalny element zakupów. Jeśli ktoś nie podejmuje próby zbicia ceny, wzbudza podejrzenia, a w najlepszym wypadku wywołuje rozbawienie lub niedowierzanie wśród miejscowych. Chcesz kupić kilogram bananów, a sprzedawca życzy sobie 30 tys. dongów (w przeliczeniu na złotówki ok. 4,50 PLN)? Najprawdopodobniej kosztuje on nie więcej niż 10 tys. dongów, więc śmiało możesz powiedzieć quá đắt, czyli „zbyt drogo”, i rozpocząć negocjacje. Nie należy przy tym zapominać o uśmiechu, cenionym przez Wietnamczyków tym bardziej, że jako naród mają również opinię pomocnych, radosnych i uprzejmych ludzi.

Miejscowych cechuje także przywiązanie do przesądów, chroniących przed nieszczęściem i pozwalających (przynajmniej pozornie) utrzymać kontrolę nad otaczającą rzeczywistością, w postrzeganiu której zdroworozsądkowe myślenie często miesza się z fantastycznymi wyobrażeniami i wiarą w magię. Warto wymienić choć kilka popularnych zasad i zwyczajów. Wietnamczycy nie zostawiają pałeczek wetkniętych w jedzenie, ponieważ w ten sposób umieszczają je tylko w posiłku stawianym na ołtarzykach dla zmarłych. Źle widziane jest też otwieranie parasola w domu, gdyż może to doprowadzić do uwolnienia przyczepionych do niego duchów i sprowadzić nieszczęście. Z podobnego powodu nie należy sprzątać ani tym bardziej zamiatać domu pierwszego dnia Nowego Roku (Tết Nguyên Đán, w skrócie Tết), świętowanego przez trzy dni i celebrowanego w Wietnamie, zgodnie z kalendarzem księżycowo-słonecznym, zwykle między drugą połową stycznia a połową lutego (w 2019 r. wypadnie on 5 lutego). Wysprzątanie domowych pomieszczeń oznacza pozbycie się dobrych duchów i szans na pomyślność w kolejnych miesiącach.

Z Nowym Rokiem wiąże się zresztą wiele innych przesądów. Przed jego końcem trzeba zwrócić wszystkie długi – w przeciwnym razie w nadchodzącym roku będziemy mieć problemy finansowe. Podczas noworocznych wizyt rodzinnych nie należy mieć na sobie stroju w jednolitym kolorze, ponieważ to przynosi pecha. Dla Wietnamczyków Nowy Rok to najważniejsze święto ze wszystkich, przygotowują się do niego bardzo skrupulatnie. Około tygodnia wcześniej odwiedzają groby bliskich, gdzie palą kadzidła i modlą się, zachęcając duchy przodków, aby zeszły na ziemię i towarzyszyły im w świętowaniu. Przez trzy świąteczne dni, po okresie zakupowej gorączki i przygotowań, wszystkie sklepy są już zamknięte, a ulice i skwery przyozdobione kwiatami, dekoracjami i lampionami. Ulicami przechodzą parady z tańczącym smokiem i towarzyszeniem muzyki. Nowy Rok jest jednak głównie czasem spotkań z najbliższymi, pogłębiania więzi i oddawania czci duchom przodków. Nieodłączny element świętowania stanowi rodzinna kolacja, na której nie może zabraknąć jednego z najbardziej tradycyjnych dań podawanych na tę okazję – bánh chưng (ciasta z ryżu kleistego, wieprzowiny i fasoli mung, gotowanego w bananowych liściach).

 

Wietnamka przygotowująca pyszną zupę pho na ulicznym stoisku w Hanoi

© MAGDALENA BARTCZAK

 

CAŁA PALETA SMAKÓW

Skoro mowa o kuchni, warto wspomnieć o tym, że Wietnamczycy przejawiają również poważne podejście do gotowania, które uchodzi za ważną część codziennego życia. Widać to zresztą w misternie przygotowywanych potrawach – choćby sajgonkach, czyli starannie zawijanych krokietach z papieru ryżowego z farszem z makaronu ryżowego z dodatkiem mięsa, warzyw lub krewetek, doprawionym kolendrą. W Wietnamie podaje się je nie tylko w wersji smażonej, ale też na surowo (gỏi cuốn). W tym drugim wariancie są zdrowsze i orzeźwiają w tropikalne upały. Warto zresztą dodać, że pełna smaków i kolorów kuchnia Wietnamu jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie. Jej dania powstają zgodnie z założeniami zbilansowanej diety, komponuje się je według reguły pięciu smaków (słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, ostrego i słonego) oraz koncepcji yin-yang – dwóch uzupełniających się przeciwieństw. W potrawach używa się dużej ilości świeżych przypraw i ziół, takich jak kolendra, trawa cytrynowa czy mięta. Często występującymi w nich składnikami są ryż, limonka, sos rybny i sojowy.

                Wietnamską kuchnię – podobnie jak w wypadku pogody czy przyrody – cechuje różnorodność, a jej regionalne odmiany różnią się między sobą m.in. z powodu klimatu, dostępności produktów i przyswojonych tradycji. Nawet najpopularniejsze tutejsze danie – zupa pho (phở), czyli rosół z makaronem ryżowym, kawałkami wołowiny lub kurczaka, kolendrą, imbirem, sosem rybnym i limonką – ma swoje rozmaite wersje w zależności od regionu. Choć obcokrajowiec nie poczuje dużej różnicy pomiędzy nimi, to według Wietnamczyków pho smakuje zupełnie inaczej w Hanoi niż w Ho Chi Minh. Warto przy tej okazji dodać, że północna część kraju pozostaje pod wpływem chińskich tradycji kulinarnych – przyrządza się tu wiele potraw smażonych (m.in. różnych rodzajów makaronu czy pierożków bánh gối), obficie polewanych sosem sojowym. W menu południa, które czerpie inspiracje ze zwyczajów kolonialnej Francji, znajdziemy więcej ryb, warzyw i owoców morza. Z kolei kuchnia centralnego Wietnamu, wywodząca się z kręgu cesarskiego, uchodzi za najostrzejszą, a przy tym najbardziej wykwintną, kolorową i wytwornie podawaną. Do klasycznych dań należą w tym rejonie m.in. chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione wieprzowiną, krewetkami i kiełkami, ozdobione bazylią, kolendrą i miętą (bánh xèo).

 

Malownicze tarasowe pola ryżowe w górzystej okolicy miejscowości Sa Pa

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

BARWNA STOLICA

Terytorium Wietnamu, które zdaje układać się w kształt litery s, przez samych mieszkańców bywa porównywane do smoka. Według legendy głowę tego stworzenia stanowi północ, a jego oko – leżące w delcie Rzeki Czerwonej Hanoi. To centrum polityczne, kulturalne i gospodarcze współczesnego kraju. Miasto jest różnorodne, pełne kontrastów, z jednej strony przywiązane do tradycji, z drugiej – otwarte na zmiany. Choć przy pierwszej wizycie ta 8-milionowa metropolia może przytłoczyć i oszołomić hałasem i energią, to trudno oprzeć się jej urokowi. Mnie od pierwszego wejrzenia zauroczyło przede wszystkim historyczne centrum, od którego zaczęłam włóczęgę po Hanoi. Stanowi ono prawdziwy żywioł: zatłoczone uliczne restauracyjki i bary sąsiadują tu z warsztatami, sklepikami i bazarami, gdzie wśród przepełnionych stoisk znajdziemy worki ryżu, mięsa, ziół, owoców i warzyw. Między nimi manewrują sprzedawcy oferujący świeże owoce, różnego rodzaju przekąski czy turystyczne pamiątki. Nad wąskimi ulicami z kolonialną architekturą królują malownicze plątaniny kabli, które są jednym z tych widoków, do jakich należy się przyzwyczaić w Wietnamie. Stanowią one równie naturalny element miejskiej tkanki jak gwar, tłok i wszechobecne skutery, nierzadko zajęte przez kilku pasażerów naraz.

Jeśli będziemy chcieli odpocząć od zgiełku, powinniśmy wybrać się do otoczonej ogrodami Świątyni Literatury (Văn Miếu), barwnego konfucjańskiego kompleksu, w którym w drugiej połowie XI w. założono pierwszy uniwersytet w całym Wietnamie. Inną wartą odwiedzenia atrakcją jest liczące ok. 700 m długości Jezioro Zwróconego Miecza (Hồ Hoàn Kiếm), usytuowane w centrum miasta. Jego nazwa pochodzi od legendy o wyłowionym z niego mieczu, dzięki któremu przyszły cesarz i założyciel dynastii, Lê Lợi (ok. 1384–1433), miał pokonać przeciwników i wyzwolić ojczyznę spod chińskiego panowania. Pewnego dnia po broń zgłosił się jednak jej prawowity właściciel, czyli… wielki żółw mieszkający w wodach jeziora. Miecz sam wrócił do zwierzęcia, a władca uznał je za opiekuńczego ducha tego miejsca i aby oddać mu cześć, kazał postawić na tutejszej wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem pokoju oraz samego Hanoi.

Podczas pobytu w wietnamskiej stolicy nie można także przegapić innej historycznej ciekawostki, jaką jest monumentalne Mauzoleum Ho Chi Minha, działacza komunistycznego i przywódcy Demokratycznej Republiki Wietnamu, przez jednych kochanego, a przez innych nienawidzonego wujka Ho (1890–1969). Obiekt otwarto w 1975 r. w samym sercu dawnej Dzielnicy Francuskiej na placu Ba Đình. Właśnie w tym miejscu, otoczonym dziś szerokimi bulwarami, eleganckimi willami i ambasadami, Ho Chi Minh ogłosił we wrześniu 1945 r. niepodległość kraju. Mauzoleum stanowi atrakcję również dla samych Wietnamczyków, którzy chętnie je odwiedzają. Ubrani skromnie, ale odświętnie, ustawiają się w kilometrowych kolejkach do wejścia. Czekają wyciszeni i podekscytowani perspektywą ujrzenia z bliska grobu dawnego bohatera.

 

Zatoka Hạ Long od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

MAGICZNA PRZYRODA

Północny Wietnam fascynuje nie tylko widocznymi na każdym kroku śladami historii, ale też wspaniałą przyrodą, którą można podziwiać m.in. w licznych parkach narodowych. Najstarszym z nich jest założony w 1986 r. Park Narodowy Cát Bà, rozciągający się na prawie całej powierzchni wyspy o tej samej nazwie. Turystów przyciąga on lasami, wodospadami, jeziorami i jaskiniami skrywającymi się w wapiennych górach. Leży w południowym rejonie malowniczej zatoki Hạ Long. Na jej dnie według legendy śpi smok, który w przeszłości miał pomagać Wietnamczykom w zmaganiach z najeźdźcami. Słynna zatoka, uważana za jeden z największych skarbów przyrodniczych Wietnamu, ma powierzchnię ponad 1,5 tys. km². W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. skalistych wysp i wysepek. Na wizytę w okolicy warto przeznaczyć przynajmniej jeden lub dwa dni. Najlepiej zwiedzać ją podczas rejsu, który można zorganizować nawet z Hanoi – zatoka wraz z parkiem narodowym położone są mniej więcej 170 km na wschód od miasta.

Z kolei ok. 300 km na północny zachód od stolicy, tuż przy granicy z Chinami, znajduje się górzysty Park Narodowy Hoàng Liên (utworzony w 2002 r.) – jeden z moich ulubionych, a to ze względu na rześkie powietrze, soczystą zieleń i unoszące się tu melancholijne mgły. Rozciąga się on w pobliżu pasma górskiego Hoàng Liên Sơn, którego najwyższą górą (a zarazem najwyższym szczytem Wietnamu i całych Indochin) jest Fansipan (Phan Xi Păng, 3143 m n.p.m.). W okolicy leżą pola ryżu, należącego do kluczowych produktów eksportowych kraju. Malownicze tarasy ryżowe można podziwiać m.in. z zagubionej wśród deszczowych lasów górskiej miejscowości Sa Pa, cieszącej się zasłużoną popularnością wśród turystów dzięki rozpościerającym się wokół wspaniałym krajobrazom i panującemu w tym rejonie przyjemnemu, choć dość deszczowemu, klimatowi. Najlepiej wybrać się tutaj w porze suchej (która wypada od listopada do maja), aby w pełni móc cieszyć się widokiem na pobliskie tarasowe pola uprawne. Warto także zajrzeć na lokalny targ w Sa Pa – spotkamy na nim m.in. przedstawicieli górskich grup etnicznych Hmong i Dao (Yao), będących jednymi z wielu mniejszości zamieszkujących wielokulturowy Wietnam.

 

ZAPACH TROPIKÓW

Jeśli wymieniamy skarby wietnamskiej przyrody, to nie możemy nie wspomnieć o ciągnącym się przez niemal 3,5 tys. km wybrzeżu, należącym do najpiękniejszych i najdłuższych w regionie. Znajdziemy na nim wiele pięknych, złocistych plaż, choćby w okolicy portowego Đà Nẵng w środkowej części kraju (takich jak zapełnione bungalowami An Bang i Cửa Đại). Osoby chcące odpocząć od chaosu dużych miast powinny odwiedzić Mũi Né. Ta niegdyś niewielka osada rybacka w połowie lat 90. XX w. zaczęła zamieniać się w kurort turystyczny. Leży tutaj przepiękna 15-kilometrowa plaża, którą otaczają niezwykłe wydmy i laguny.

Jeżeli pojedziemy dalej na południowy zachód, dotrzemy do delty rzeki Mekong – miejsca, gdzie odnogi jednej z największych rzek świata tworzą jeziora i kanały wpadające do Morza Południowochińskiego. Oplatają one wyspy i wysepki, których mieszkańcy całe swoje życie związali z wodą. Pływające domy, szkoły, świątynie, urzędy i sklepy stoją na samym brzegu lądu lub bezpośrednio na wodzie. Transport lądowy właściwie tu nie istnieje, do większości wiosek można się dostać tylko łodzią. Okolica robi niesamowite wrażenie i stanowi jeden z najbardziej niezwykłych rejonów w Wietnamie.

Osoby mające więcej czasu mogą zajrzeć na położony ok. 80 km na południe od delty archipelag Côn Đảo. Składa się on z 16 tropikalnych wysepek (o łącznej powierzchni 75,15 km²), z których większość do dziś nie jest na stałe zamieszkana. Ponieważ utworzono tutaj w 1993 r. park narodowy, ruch turystyczny podlega kontroli. Dzięki takim warunkom archipelag zachował swój prawdziwie rajski charakter. Wydaje się, że nigdzie indziej w Wietnamie nie znajdziemy plaż, które byłyby równie czyste i jasnozłote, ani tak błękitnej wody. Na największej z wysp, Côn Sơn (51,52 km² powierzchni i ok. 4 tys. mieszkańców), działa lotnisko. Można na niej m.in. uprawiać trekking i nurkowanie. Pobliskie rafy koralowe uważa się za najpiękniejsze w kraju.

 

KRÓLEWSKE MIASTA

Na wielką atrakcyjność środkowo-południowych rejonów Wietnamu wpływają też wspaniałe miasta i miejscowości, przypominające o tym, że jego kultura jest jedną z najstarszych i najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas wizyty tutaj nie wolno ominąć Huế – dawnej stolicy imperium dynastii Nguyễn (1802–1945), leżącej nad Rzeką Perfumową. Miasto dość mocno ucierpiało w trakcie wojny wietnamskiej. Jeden z zabytków, które udało się odrestaurować, stanowi Zakazane Purpurowe Miasto – otoczona potężnymi murami cytadeli dawna siedziba cesarza z rozległym kompleksem świątyń i pałaców. Warte uwagi są również położone w okolicy Huế buddyjskie grobowce cesarzy. Najłatwiej dotrzeć do nich skuterem lub łodzią.

Z kolei ok. 130 km na południowy wschód stąd znajduje się jedno z moich ulubionych azjatyckich miast, senne Hội An, uchodzące za najbardziej urokliwe w Wietnamie. W XVI–XVIII stuleciu należało do najważniejszych portów na jedwabnym szlaku, ściągającym kupców z całego świata, czemu zawdzięcza niepowtarzalny styl i atmosferę. Obce wpływy dostrzega się w nim do dziś. Między niskie budynki mieszkalne z piękną ceramiczną dachówką wciśnięte są chińskie domy zgromadzeń i świątynie, a jedną z największych atrakcji jest zabytkowy kryty Most Japoński. Nie można także zapomnieć o ważnym polskim akcencie związanym z najnowszą historią tego miejsca. W połowie lat 90. XX w. władze Hội An przedstawiły plan wyburzenia starszej jego części i wzniesienia w jej rejonie nowoczesnych bloków mieszkalnych. Do odstąpienia od tego pomysłu namówił jednak włodarzy miasta Kazimierz Kwiatkowski (1944–1997), architekt i konserwator zabytków pochodzący z Lublina, który od początku lat 80. minionego stulecia mieszkał i pracował w Wietnamie, gdzie był znany jako Kazik. Z pomocą Polaka udało się odrestaurować historyczne centrum. Dzięki temu trafiło ono w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczna społeczność Hội An nazwała imieniem Kazimierza Kwiatkowskiego miejscowy park, a w 10. rocznicę jego śmierci postawiła mu pomnik.

Na koniec naszej podróży po Wietnamie docieramy do jego dawnej stolicy i największej metropolii – Ho Chi Minh, które do dziś wielu mieszkańców nadal nazywa Sajgonem. W tym potężnym i głośnym ośrodku żyje obecnie blisko 9 mln ludzi, a miasto wciąż się rozrasta i wystrzeliwuje w niebo ostrzami nowych drapaczy chmur. To jedna z tych metropolii, które nigdy nie zasypiają i zdają się odnajdywać równowagę w swoim gwarnym chaosie. Warto odkrywać ją powoli, a jeśli damy jej szansę, z pewnością wyczujemy przyjemną, swojską, nieco nostalgiczną atmosferę dawnego Sajgonu. Ho Chi Minh pełne jest zieleni, galerii, muzeów, targowisk, klimatycznych zaułków i placyków z kawiarniami, chyba najlepszymi w całym kraju.

                Gdybym zresztą musiała wybrać jeden zapach, którym pachnie dla mnie ten Paryż Orientu lub Perła Dalekiego Wschodu, to niewątpliwie byłaby to właśnie kawa (cà phê), kolejny obok ryżu popularny towar eksportowy Wietnamu. Jej uprawę wprowadzili tu w połowie XIX w. Francuzi i od tego czasu stała się prawdziwym skarbem narodowym. Wietnamczycy wypracowali swój niepowtarzalny sposób jej przyrządzania, który ma zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników. Warto samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat. Okazji z pewnością nie zabraknie, bo Wietnam jest prawdziwym rajem dla kawoszy. Kawy można tutaj spróbować praktycznie wszędzie: od przenośnych straganów, przez budki i sklepiki, po eleganckie kafeterie i restauracje. Jednym z najlepszych do tego miejsc są kawiarnie przy placu Lam Sơn w Ho Chi Minh. Po jednej jego stronie wznosi się gmach Opery, a po drugiej – historyczny Hotel Continental Saigon. Nad okolicą góruje neoromańska Katedra Notre-Dame, ukończona w 1880 r., obok której stoi jeden z najpiękniejszych budynków w mieście, czyli Poczta Główna, zaprojektowana przez Alfreda Foulhoux. Przez chwilę można się tu poczuć jak w Paryżu, ale to tylko złudzenie. Lekki podmuch tropikalnego powietrza i widok unoszących się liści pobliskich palm przypomina nam o tym, że znajdujemy się w Wietnamie – kraju pełnym kolorów i serdecznych ludzi, stanowiącym wyjątkowo smaczną esencję Azji Południowo-Wschodniej.

 

Wydanie Wiosna 2018

Nieznana Korea Południowa

1516007201507023k_Juknokwon_Bamboo_Park.jpg

Przepiękny gaj bambusowy Juknokwon

©KOREA TOURISM ORGANIZATION
2010005200908021k_Changing_Ceremony_of_Royal_Guards_at_Gyeongbokgung_Palace.jpg

Gyeongbokgung – pałac królewski w Seulu

©KOREA TOURISM ORGANIZATION



KAROLINA BEDNARZ www.wkrainietajfunow.pl

 

Przez ponad 500 lat w tej części Azji Północno-Wschodniej istniało królestwo Joseon, przekształcone w 1897 r. w Cesarstwo Koreańskie. Dziś nie ma już – niestety – jednej Korei. Została ona podzielona na dwa terytoria w 1945 r. po zakończeniu II wojny światowej. Północna część Półwyspu Koreańskiego znajduje się poza zasięgiem większości turystów, lecz Korea Południowa zaprasza ich z otwartymi ramionami.

Więcej…