PAWEŁ SKAWIŃSKI


<< Handlowym szlakiem, który powstał ponad 2 tys. lat temu i łączył Wschód z Zachodem, ciągnęły karawany kupców wiozące jedwab, złoto i srebro. Jego północną odnogę przemierzył także, jeszcze przed słynnym Markiem Polo, pierwszy polski podróżnik Benedykt Polak podczas misji dyplomatycznej do mongolskiego chana. Droga, którą podążał, wiodła przez stepy Kazachstanu i góry Uzbekistanu. >>

Republika Kazachstanu, dziewiąte pod względem powierzchni państwo świata, mające ponad 2,7 mln km², leży na dwóch kontynentach: europejskim (12 proc. terytorium, na zachód od rzeki Emba) i azjatyckim (88 proc.). Jego południowy sąsiad, Uzbekistan, jest krajem 6 razy mniejszym. Zajmuje obszar niemal 450 tys. km². Mimo to mieszka w nim więcej ludności (powyżej 30 mln osób), a sami Uzbecy są najliczniejszym narodem Azji Środkowej. W rejonie tym panuje suchy klimat śródlądowy z małą roczną ilością opadów, a jednak osadnictwo na tych terenach sięga czasów prehistorycznych.
W Uzbekistanie warto zwiedzić m.in. stołeczny Taszkent, prawie 2,5-milionową metropolię, a także trzy niezmiernie zabytkowe prawdziwe perły architektury, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – Samarkandę, Bucharę czy Chiwę nad Amu-Darią ze wspaniałym ufortyfikowanym wewnętrznym miastem – Iczan Kałą. Kazachstan to przede wszystkim ogromne stepy, które można przemierzać konno lub za kierownicą samochodu terenowego. Na granicy obu krajów znajduje się słynne wysychające Jezioro Aralskie, nazywane przez Kazachów i Uzbeków Morzem Aralskim.    

 FOT. MATEUSZ KNOL

Trzy zdobione gmachy medres na placu Registan w Samarkandzie

 

 

WYPRAWA DO CHANA
Franciszkanin Benedykt Polak (ok. 1200–1252) został włączony do jednej z najniebezpieczniejszych misji dyplomatycznych swojego czasu dzięki świetnej znajomości języków ruskich (dziś nazywanych wschodniosłowiańskimi). Zadaniem delegacji pod przewodnictwem Włocha Jana di Piano Carpiniego (ok. 1182–1252) było przekonać wielkiego chana mongolskiego do sojuszu z chrześcijanami przeciw muzułmanom. Dotychczas Mongołowie, zwani u nas Tatarami (choć Tatarzy stanowili jedynie część armii mongolskiej), uporczywie nękali granice europejskich państw i po przegranej sromotnie bitwie pod Legnicą w 1241 r., podczas której rycerstwo polskie wspierały nieliczne zastępy krzyżaków, joannitów i templariuszy, niebezpieczeństwo stało się zbyt poważne, żeby je ignorować. Dlatego papież Innocenty IV (ok. 1195–1254) nakazał swoim wysłannikom dowiedzieć się podczas poselstwa jak najwięcej o azjatyckich najeźdźcach.  

FOT. CARAVANISTAN.COM

Za największy skarb kazaskich stepów uchodzą od zawsze konie


    Wyprawa rozpoczęła się w kwietniu 1245 r. we francuskim Lyonie. We Wrocławiu do legata papieskiego dołączył Benedykt Polak. W okolicach Jeziora Aralskiego posłowie dotarli do kazaskich stepów. Bezkresne równiny tego kraju wciąż robią ogromne wrażenie na podróżnikach. Niektóre biura turystyczne organizują nawet po nich kilku- lub kilkunastodniowe wycieczki konne. Konie zawsze były najważniejszą częścią miejscowej kultury. Żyjące na tych terenach ludy oswoiły te zwierzęta już w czasach prehistorycznych. Do dziś w Kazachstanie pije się kobyle mleko i wyprawia końską skórę. W okolicy stycznia kazaskie bazary zapełniają się koniną, głównym składnikiem regionalnego dania – beszbarmaku.

 

POLACY NA STEPACH
Przybysze z Polski pojawili się znów w Azji Środkowej dopiero na przełomie XIX i XX w. Była to emigracja liczna, dobrowolna, w poszukiwaniu lepszego życia. W 1897 r. żyło tu już prawie 12 tys. naszych rodaków. Pod koniec lat 30. XX w. ponad 100 tys. z nich wysiedlono głównie do Azji Centralnej i na Syberię. Józef Stalin (1878–1953), przywódca Związku Radzieckiego, miał na celu pozbawić ludzi ich korzeni i rzucić w zupełnie nowe miejsce, gdzie staliby się mniej skłonni do buntu.
    Tuż po II wojnie światowej Kazachstan zamieszkiwało mniej więcej 50 tys. Polaków. Obecnie jest ich ok. 47 tys. Najwięcej osiedliło się na północy kraju, np. w okolicy ponad 150-tysięcznego miasta Kokczetaw nad jeziorem Kopa. Nie wszyscy mówią po polsku, ale, jak zapewniają, modlą się w naszym języku. W pobliskiej miejscowości Czkałow mieści się Dom Kultury Polskiej zbudowany przez księdza Krzysztofa Kuryłowicza. Odbywają się w nim lekcje języka i historii, działa biblioteka z dostępem do internetu. Miasteczka i wsie północnego Kazachstanu są zaniedbane, pełne dziurawych ulic i szarych bloków. Do domów doprowadzono zazwyczaj tylko zimną wodę i, żeby się wykąpać, trzeba po prostu narąbać drewna i ją podgrzać. Ten świat ma jednak swój urok, a tutejsza Polonia zadomowiła się w nim na dobre.

 

NAD WODĄ I W GÓRACH
Południowo-wschodni kraniec kraju zachwyca różnorodnością. Znajdziemy tu jezioro Bałchasz – długie na ponad 600 km, o szerokości większej niż 70 km. Nieco dalej na południu wznosi się pasmo Ałatau Zailijski z najwyższą górą Tałgar (4979 m n.p.m.). Na tutejszych południowych stokach ma źródła rzeka Szylyk, która przyciąga miłośników raftingu. Mają oni do wyboru kilka tras o różnym poziomie trudności o długości ok. 20–28 km. Ich pokonanie zajmuje średnio po 3 godziny.
    Niedaleko stąd utworzono Park Narodowy Ałtyn-Emel słynący z ogromnych, śpiewających wydm piaskowych. Z kolei bliżej chińskiej granicy wielbicieli wspaniałych widoków przyciąga ponad 150-kilometrowy Kanion Szaryński (Kanion Czaryński) o pionowych, nawet 80-metrowych ścianach. Ci, którzy kochają wspinaczkę, powinni za to wybrać się w majestatyczne góry Tienszan lub Ałtaj, skąd życiodajne rzeki górskie rozlewają się na bezkresne równiny Kazachstanu.

 

LOT NA ORBITĘ
Związek Radziecki starał się trzymać w tajemnicy wszelkie informacje dotyczące kwestii wojskowych, w tym planów zdobycia kosmosu. Najstarszy kosmodrom świata (powstały w 1955 r.) Bajkonur nie leżał w miejscowości o tej samej nazwie (małej wiosce górniczej koło Żezkazganu), ale nieopodal miasteczka Töretam (Tiuratam), jakieś 200 km na północny wschód od Jeziora Aralskiego. Mimo tego sprytnego wybiegu, który miał zmylić przeciwnika podczas zimnej wojny, amerykański samolot szpiegowski Lockheed U-2 już w sierpniu 1957 r. sfotografował ściśle tajny obiekt. Jednak dopiero w 1995 r. ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej Borys Jelcyn (1931–2007) oficjalnie przemianował wzniesione w sąsiedztwie kosmicznej bazy miasto Leninsk na Bajkonur. Warto pamiętać o tym, że nadal administruje nim Rosja, która podpisała z Kazachstanem umowę na dzierżawę do 2050 r. Dotyczy ona całego centrum kosmicznego – obecnie ok. 36-tysięcznego miasta oraz kosmodromu.
    Bajkonur jest żywą legendą podboju kosmosu. Stąd w październiku 1957 r. wystartował pierwszy sztuczny satelita – Sputnik 1. Niespełna cztery lata później, 12 kwietnia 1961 r., Jurij Gagarin (1934–1968) jako pierwszy człowiek znalazł się na orbicie okołoziemskiej. Po powrocie na ziemię astronauta błyskawicznie awansował i wkrótce doszedł do stopnia pułkownika. Pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow (1894–1971) odznaczył go również Orderem Lenina. Co ciekawe, mimo braku prawa jazdy radziecki bohater otrzymał także wojskowy samochód terenowy GAZ-69. Po tragicznej śmierci innego kosmonauty Władimira Komarowa (1927–1967) zabroniono mu natomiast pilotować samoloty – był zbyt cenny dla ZSRR, żeby ryzykować życie. Poza tym Gagarin wiódł żywot gwiazdy. Występował na wiecach w zakładach pracy i kołchozach na terenie Związku Radzieckiego i krajów bratnich. W końcu wymusił na władzy powrót za stery. Zginął w 1968 r., gdy leciał MiG-iem 15.   
    Tragedie związane z kosmicznymi ekspedycjami nie należą do rzadkości. Jedna z największych katastrof w historii zdarzyła się 24 października 1960 r. w Bajkonurze. Podczas przygotowywania rakiety R-16 do lotu próbnego silniki drugiego stopnia niespodziewanie odpaliły. Według oficjalnych danych zginęło 126 osób. Przeżył konstruktor rakiety, Michaił Jangiel (1911–1971), który oddalił się na chwilę od platformy startowej, aby zapalić papierosa. Nikita Chruszczow zapytał go później z wyrzutem, czemu się uratował. Przyczyną katastrofy były prawdopodobnie błędy techników i skrócenie procedur kontrolnych – działano pod presją czasu, start miał uświetnić rocznicę Rewolucji Październikowej. Kiedy 3 lata później, znowu 24 października, w Bajkonurze wydarzył się kolejny wypadek (pożar w silosie, 8 ofiar), datę uznano za pechową. Od tego czasu w tym dniu żadna rakieta nie może wystartować z kosmodromu.     
         
W POSZUKIWANIU JEZIORA
Krwisto czerwone, stalowe szkielety wyraźnie odcinają się od błękitnego nieba. Opuszczone korpusy smażą się w gorącym słońcu – to kutry rybackie, barki, łodzie i większe okręty. Jedne całe, nieznacznie przechylone na prawą burtę, inne rozczłonkowane, w stanie zupełnego rozkładu leżą bezwładnie w samym sercu stepu, który ciągnie się aż po horyzont. Nigdzie ani śladu wody.
    W 1948 r. Józef Stalin ogłosił wielki plan przekształcenia natury w celu zwiększenia plonów. Związek Radziecki za wszelką cenę chciał udowodnić krajom Zachodu, że ustrój komunistyczny i gospodarka centralnie planowana są najlepszym rozwiązaniem. Zaczął się wyścig na tony wydobytego węgla, wytopionej stali, kwintale zboża i hektary pól ziemniaków. W Azji Środkowej najbardziej dochodowa była uprawa bawełny. Na początku lat 60. XX w. planiści radzieccy wpadli na pomysł zwiększenia jej zbiorów. Podczas wzrostu krzewy potrzebują dużej ilości wody. Postanowiono, że wzdłuż wielkich rzek Amu-darii i Syr-darii, które uchodziły do Jeziora Aralskiego, zostanie wybudowany system kanałów irygacyjnych, nawadniających plantacje „białego złota”. Pola miały ciągnąć się aż po horyzont, a pustynia Kara-kum, dzięki potędze myśli radzieckiej, wreszcie by się zazieleniła.
    Jednak źle uszczelnione kanały przepuszczały wodę, a ta po prostu wsiąkała w piach. Tymczasem Moskwa żądała wyników. Obie rzeki eksploatowano więc jeszcze bardziej, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Jednocześnie Jezioro Aralskie zaczęło się zmniejszać. Z początku jego poziom obniżał się ok. 20 cm na rok. W latach 70. corocznie ubywało już mniej więcej pół metra, a potem aż 80–90 cm. Od 1960 r. tafla zbiornika opadła o 13 m! Wówczas powierzchnia jeziora wynosiła 68,5 tys. km², a obecnie zmniejszyła się o 80 proc. – do 13,5 tys. km². Mimo iż eksperyment zakończył się wielką katastrofą ekologiczną, władze nie ubolewały zbytnio nad zniknięciem nieprzydatnego słonego akwenu.
    Kazachowie nazywają Jezioro Aralskie Arał tengyzy – „Morze wysp”, ponieważ znajdowały się na nim liczne wysepki. Miejscowi co roku łowili w nim 44 tys. ton ryb. Aralsk był kiedyś prężnie rozwijającym się portem, dającym zatrudnienie setkom ludzi. Dziś straszą w nim wielkie korpusy statków. Pod koniec XX w.  brzeg przesunął się o ok. 100 km, a z miasta nie można już było dostrzec tego morza. Tutejszy archipelag Carskich Wysp na skutek obniżania się poziomu wody połączył się w jedną Wyspę Odrodzenia (obecnie półwysep na granicy Kazachstanu i Uzbekistanu). W 1948 r. wybudowano na niej tajne centrum badań nad bronią biologiczną i zaczęto rozmnażanie bakterii wywołujących wąglik. Laboratorium leży przy niezamieszkałych obecnie osadach Kantubek i Wozrożdienije. Gdy w 1991 r. Związek Radziecki przestał istnieć, ludzie opuścili obiekt. Prawdę o działalności ośrodka ujawnił pracujący w nim lekarz Kanatjan Alibekow (dziś: Ken Alibek), który zbiegł do USA. Dopiero w 2002 r. ponad 110-osobowa ekspedycja zneutralizowała od 100 do 200 ton laseczek wąglika.

 

ARALSKI CUD
W 1992 r. zbudowano groblę odcinającą kazachskie Jezioro Północnoaralskie (nazywane także Małym Jeziorem) od reszty zbiornika. Woda szybko zaczęła się podnosić, ale już po 9 miesiącach tama została przerwana. Druga konstrukcja, tym razem o długości 14 km i szerokości 30 m, wykonana z ziemi, kamieni i piasku również nie przetrwała (istniała od jesieni 1996 r. do wiosny 1999 r.). Dopiero na początku XXI w. powstała betonowa zapora, która oparła się żywiołowi. Dzięki tamie Kökarał (Kokarał, Kok-Arał) poziom wody zaczął się podnosić z prędkością ok. 4 m na rok.
    Ku ogólnemu zdziwieniu w jeziorze pojawiły się ryby. Żeby wspomóc naturę, w wiosce Tastak rząd Kazachstanu wprowadził program zarybiania. Do okolicy powoli ściągają rybacy. Suchy port w 30-tysięcznym Aralsku, gdzie wciąż prażą się w słońcu szkielety statków rybackich, znajduje się już tylko kilka kilometrów od linii brzegowej. W planach jest budowa kanału z akwenu do dawnego wybrzeża. Już teraz do miasta wracają ludzie. Może niedługo, za 5–10 lat, będzie można tu pływać. Starzy mieszkańcy Aralska mówią, że kiedyś woda w zbiorniku była zadziwiająco czysta – miała kolor nieba…


JEDWABNY SZLAK
Benedykt Polak dotarł do Morza Kaspijskiego i Jeziora Aralskiego. Konno przemierzał dzikie kazachskie stepy. Nie wiemy jednak, czy przybył do Ałmaty – jednego ze średniowiecznych centrów handlowych, rzemieślniczych i rolniczych na jedwabnym szlaku. W latach 1991–1997 była to 1,5-milionowa stolica Kazachstanu. Wznosi się w południowo-wschodniej części kraju, na średniej wysokości ok. 1100 m n.p.m. u podnóża Ałatau Zailijskiego. Chociaż niemal 850-tysięcznej Astanie, obecnej stolicy państwa, położonej na jego północy, na Pogórzu Kazachskim, nad rzeką Iszym, powierzono organizację wystawy światowej Expo 2017 (tematem przewodnim ma być energia przyszłości), to jednak Ałmaty (Ałma-Ata) stanowi wciąż największe miasto młodej republiki, jej główny ośrodek biznesowy, kulturalny i naukowy. Ponad 500 km na zachód, tuż przy granicy z Kirgistanem, znajdziemy kolejne starożytne miasto na dawnej trasie kupców – Taraz, które jest bramą do Tienszanu. Dziś działa w nim również Dom Polski. 

FOT. MATEUSZ KNOL

Iczan Kała – wewnętrzne miasto w Chiwie


    Istniała też szybsza droga do chińskiego Kaszgaru położonego po drugiej stronie gór, na skraju pustyni Takla Makan. Prowadziła przez Samarkandę (obecnie Uzbekistan) do Kotliny Fergańskiej. Ten jeden z najdłużej zamieszkiwanych ośrodków na świecie, założony w VII w. p.n.e. pod nazwą Afrasijab, został wpisany w 2001 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na przestrzeni wieków przetoczyły się przez niego armie Aleksandra Wielkiego, Arabów, Turków i wreszcie w XIII w. Mongołów. Nic więc dziwnego, że zabytkowa Samarkanda stanowi wspaniały przykład skrzyżowania kultur. Jej największy rozkwit przypadł na okres panowania mongolskiej dynastii Timurydów, w XIV i XV stuleciu. Pełno tutaj grobowców (m.in. najstarszy budynek w mieście Mauzoleum Ruchabad z połowy XIV w. czy nekropolia Timurydów Szach-i Zinda) i meczetów, w tym najokazalszy Meczet Bibi Chanum, nazywany piątkowym. Duże wrażenie robią także ruiny monumentalnego obserwatorium astronomicznego sułtana Uług Bega (1394–1449), gdzie podziwiać można ogromny sekstant.
    Do Uzbekistanu należy południowy basen wspomnianego Jeziora Aralskiego. Jego wschodnią część zajmuje dziś nowo powstała słona pustynia Aral-kum. Rząd Uzbekistanu w celu ratowania zachodniego fragmentu Morza Aralskiego podpisał pod koniec października 2014 r. umowy o współpracy z organizacjami międzynarodowymi. W efekcie odprowadzania wody z rzeki Amu-darii pojawiło się też współcześnie na granicy z Turkmenistanem Jezioro Sarykamyskie. Z kolei na wschodzie kraju w zapadlisku niedaleko Zbiornika Szardarskiego (Zbiornika Czardarskiego) po wylaniu Syr-darii w lecie 1969 r. ukształtował się akwen Ajdar-kul, położony niedaleko niezmiernie zabytkowego miasta Nurota (Nurata), znanego niegdyś jako Nur, założonego w 327 r. p.n.e. przez Aleksandra Wielkiego.

FOT. MATEUSZ KNOL

Kompleks Po’i Kalon w Bucharze z meczetem, minaretem i medresą


    Równie ważna na jedwabnym szlaku była licząca powyżej 2 tys. lat Buchara – perełka architektury islamu. Dziś można znaleźć tutaj liczne zabytki kultury perskiej, arabskiej i mongolskiej, a wśród nich grobowce (na czele ze słynnym Mauzoleum Ismaila I Samanidy z IX–X w.), meczety czy medresy (szkoły koraniczne), np. bogato zdobioną Medresę Nadira Diwana Begiego. Nic więc dziwnego, że także historyczne centrum tej uzbeckiej miejscowości objęto w 1993 r. ochroną UNESCO.  
Polski franciszkanin w końcu, w 1246 r., spotkał wielkiego chana Gujuka (ok. 1206–1248) – prawie 30 lat przed słynnym Markiem Polo (1254–1324). Cztery miesiące przebywał na jego dworze w Karakorum, które powstało w XIII stuleciu wraz z państwem mongolskim. Chan nie zdecydował się na sojusz z papieżem i zażądał, żeby ten stawił się wraz z innymi władcami Europy przed jego obliczem złożyć mu hołd i przysięgę wierności. Benedykt Polak, dzięki swojej wyprawie, miał jednak przyjemność poznać wielkie bogactwa jedwabnego szlaku. Dziś odkrywają je współcześni podróżnicy, którzy odwiedzają Kazachstan i Uzbekistan, dwa pełne atrakcji kraje Azji Środkowej.

Artykuły wybrane losowo

Lato nad węgierskim Balatonem

9126_a4.jpg

Rodzinne wakacje nad Balatonem

©MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁR

 

Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Choć Węgry, położone między Austrią, Słowacją, Ukrainą, Rumunią, Serbią, Chorwacją i Słowenią, nie mają obecnie dostępu do morza, znakomicie radzą sobie z tą niedogodnością. Dzięki niej Madziarzy mogą w pełni docenić tutejsze jeziora, rzeki i źródła termalne, a należą one do prawdziwych skarbów tego kraju. W czasach PRL-u, gdy wyjazdy za żelazną kurtynę stanowiły przywilej niewielu osób, to m.in. węgierski Balaton robił prawdziwą furorę wśród kierunków urlopowych. Mimo iż dziś granice są już otwarte, a wycieczki na słoneczne południowe wybrzeża Europy wcale nie kosztują dużo, wciąż cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem turystów z zagranicy, w tym Polaków. 

Więcej…

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018

 

 

 

 

Namibia w fotograficznym kadrze

JAKUB WOLSKI

 

Są takie miejsca na naszym globie, które mimo upływu setek lat zachowały swój pierwotny charakter. Taka właśnie jest Namibia wraz z bogatym światem fauny Parku Narodowego Etosha, olbrzymim Kanionem Rzeki Rybnej (Fish River Canyon) czy niesamowitym spektaklem światła, jaki odgrywa codziennie wschodzące i zachodzące słońce nad wydmami pustyni Namib. Dlatego też każdy, kto marzy o zrobieniu niezwykłych zdjęć w Afryce, powinien odwiedzić ten kraj. Na pewno przywiezie stąd mnóstwo wspaniałych wspomnień zatrzymanych w fotograficznym kadrze.

To jedno z największych afrykańskich państw jest 34. krajem na świecie pod względem powierzchni (825 418 km2). Jednak w jego granicach żyje ok. 19-krotnie mniej mieszkańców niż w Polsce (2,1 mln ludzi). Nazwa Namibia pochodzi od najstarszej na ziemi pustyni Namib, położonej wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Mimo zdecydowanie pustynnego klimatu to na terenie tego kraju znajduje się olbrzymi park narodowy, w którego wodopojach gaszą pragnienie tysiące dzikich zwierząt. Tutaj również osiedliły się grupy rdzennej ludności afrykańskiej, które znakomicie przystosowały się do miejscowych warunków.

Więcej…