ANNA KRYPA
WWW.COMEANN.COM

 

<< Etiopia hipnotyzuje intensywnym aromatem kawy, zachwyca bogactwem i różnorodnością zabytków, wspaniałą kulturą i zapierającymi dech w piersiach dziewiczymi krajobrazami. To najbardziej górzysty kraj Afryki, a swoim niesamowitym urokiem przyciąga miłośników trekkingu z całego świata, którym oferuje niezliczoną liczbę tras i szlaków. Nigdy niedotknięty kolonizacją jest także, obok Japonii i Iranu, jednym z najstarszych państw na ziemi. >>

Pierwszy etiopski władca Menelik I (X w. p.n.e.) według legendy narodził się jako syn króla Izraela Salomona i królowej Saby (obecny Jemen) Makedy. Większość Polaków najlepiej kojarzy chyba jednak ostatniego monarchę Etiopczyków Haile Selassie I (1892–1975), bohatera książki Ryszarda Kapuścińskiego Cesarz. Konstytucja Etiopii z 1995 r. przekształciła oficjalnie kraj w republikę federacyjną, na której czele stoi prezydent (od 2013 r. funkcję tę pełni Mulatu Teshome).
Właśnie tutaj zaczęła się moja przygoda z dalekimi wyprawami górskimi i egzotycznymi podróżami. Dziś stwierdzam, że był to znakomity początek, ponieważ jest to miejsce naprawdę niezwykłe. Od pierwszego dnia pokochałam bezdroża Czarnego Lądu i rozległe płaskowyże gór Semien, gdzie znajduje się wygasły wulkan Ras Daszan (4550 m n.p.m.) – najwyższy szczyt tego wschodnioafrykańskiego państwa. Jego zdobycie stanowiło jeden z moich celów, podobnie jak zwiedzenie niesamowitych wykutych w skale kościołów w Lalibeli i klasztorów wybudowanych na wyspach jeziora Tana.

 

13 MIESIĘCY SŁOŃCA
Najłatwiej dotrzeć do wspaniałych atrakcji Etiopii drogą lotniczą przez jej stolicę Addis Abebę. Na międzynarodowym lotnisku Bole bez problemu można kupić wizę turystyczną, która pozwoli na swobodne poruszanie się po tym kraju przez maksymalnie 90 dni. Warto też zabrać ze sobą dolary amerykańskie (USD), ponieważ bankomatów wciąż nie ma zbyt wiele, a to najprostszy sposób na zakup miejscowej waluty, zwanej birr (ETB). Obecnie za 1 USD powinniśmy dostać ok. 20 ETB.
     Funkcję języka urzędowego w Etiopii pełni amharski. Poza tym używa się tu oromo, tigrinia, guraginia, somalijskiego, sidamo czy hadija, a także ponad 80 innych lokalnych dialektów. Z Etiopczykami dogadamy się jednak również po francusku, włosku czy angielsku. Ja w ciągu mojego pobytu swobodnie porozumiewałam się właśnie w tym ostatnim języku, na szczęście w tej części Afryki dość popularnym.
     Co istotne, w tym państwie obowiązuje zupełnie inny pomiar czasu. W kalendarzu etiopskim nasza era rozpoczyna się mniej więcej 8 lat później w stosunku do rachuby przyjętej w Europie. Na rok składa się w nim 12 miesięcy po 30 dni i jeden z 5 lub 6 dniami. Nowy Rok obchodzony jest 11 lub 12 września (jeśli wypada rok przestępny). Różnice między kalendarzem gregoriańskim a etiopskim zostały bardzo szybko podchwycone przez rozmaite biura podróży i agencje turystyczne, zachęcające do skorzystania ze swoich usług hasłami sugerującymi, że podróż do Etiopii odmłodzi nas o kilka lat lub odkryjemy w jej trakcie jeszcze jeden miesiąc, który urozmaici nam wyjazd. Obecnie Etiopczycy mają 2007 r. Rozpoczął się on nie tak dawno, bowiem naszego 11 września 2014 r.  

 

CZAS PO ETIOPSKU
Lokalne przysłowie mówi: Europejczycy mają zegarki, a my mamy czas i coś w tym naprawdę musi być. Nasza godzina 7 rano będzie tutaj 1 rano, ponieważ doba dzieli się na dwie 12-godzinne części, z których pierwsza – dzienna – zaczyna się o 6 rano, a druga – nocna – o 6 po południu. Oznacza to, że nasza godzina 19 również zostanie odczytana w Etiopii jako 1, tyle że w nocy. Jeżeli ktoś nie zdaje sobie sprawy z tej zależności, może się w etiopskiej rzeczywistości pogubić.
     Oprócz tego należy się w tym kraju liczyć z zupełnie innym podejściem do punktualności i po prostu poddać się powolnemu rytmowi dnia. Tę myśl potwierdza następne powiedzenie, które usłyszałam podczas mojej podróży. Brzmi ono dość przewrotnie: Jeśli byłeś w Afryce i udało ci się zrealizować plan w 100 proc., a wszystkie jego etapy odbyły się zgodnie z harmonogramem, to znaczy, że nie byłeś w Afryce.

 

GONDER – „AFRYKAŃSKI CAMELOT”
Zwiedzanie rozpoczęłam od Gonderu (Gondaru). Niegdysiejsza stolica do dzisiaj pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków miejskich w Etiopii. Niektórym turystom wydaje się w nim, że wcale nie przyjechali do afrykańskiego państwa, ponieważ tutejsze budowle bardziej przypominają dawną europejską architekturę warowną. Największą atrakcją tego regionu są zachowane pozostałości kościołów, pałaców i łaźni, wznoszonych za panowania cesarza Fasilidesa w XVII w. i po nim w XVIII w. Ogromne wrażenie robi nie tylko kompleks Fasil Ghebbi wpisany w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, ale również otaczająca go roślinność – rozłożyste drzewa i kwitnące na fioletowo jakarandy mimozolistne.

FOT. ANNA KRYPA

Fasil Ghebbi w Gonderze wśród drzew jakarandy mimozolistnej


     Kiedy pierwszy raz ujrzałam zamek w Gonderze, pomyślałam, że śnię albo że to jeden z żartów, którzy miejscowi robią obcokrajowcom, aby sprawdzić ich czujność i bystrość. Zupełnie nie spodziewałam się tego typu obiektów w Afryce. Skojarzeniem, jakie przyszło mi wtedy do głowy, była szkocka warownia otoczona grubym murem. Jak pomysł na takie założenie architektoniczne pojawił się w Etiopii? Rządzący w XVII w. cesarz Fasilides zapragnął mieć siedzibę wyjątkową, godną swojego majestatu i wzorowaną na dworach europejskich, o których opowiadali mu odwiedzający go misjonarze i podróżnicy. Afrykańska przyroda i zdziwione miny niektórych zwiedzających potęgują jeszcze niecodzienne wrażenia.
     Wspaniałym zabytkiem dawnej sztuki etiopskiej jest też świątynia Debre Berhan Selassie (Góra Światła Trójcy) w Gonderze, pochodząca z końca XVII w. Niewielki, choć naprawdę niezwykły kościół słynie głównie z bardzo kolorowych i starych malowideł (w tym przedstawień 80 cherubinów na suficie), zdobiących jego wnętrze. Barwy do dziś zachowały wyjątkową intensywność. W ich podziwianiu nie przeszkadza nawet panujący w środku półmrok.

 

WULKANICZNE PASMO NA PÓŁNOCY
Kolejny przystanek w mojej podróży stanowiły góry Semien, gdzie planowałam zdobyć najwyższy szczyt Etiopii – Ras Daszan (4550 m n.p.m.). Park Narodowy Gór Semien (Simien Mountains National Park) zajmuje powierzchnię 136 km², a od 1978 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Pasmo to pozostawało niezdobyte aż do XIX w., ponieważ okoliczni mieszkańcy uważali je za siedzibę duchów. Obecnie jego obszar uchodzi za popularny cel trekkingowy i oferuje wiele ciekawych szlaków.
     Na kilkudniową wyprawę po tym rejonie należy zaopatrzyć się w namiot, jak również w jedzenie, wodę pitną, sprzęt i naczynia do przygotowywania posiłków oraz inne niezbędne rzeczy. Mimo iż od czasu do czasu można natknąć się tu na wioski czy pastwiska, teren parku wciąż zachował swój niezmieniony przez masową turystykę charakter. Nie ma na nim żadnych schronisk i sklepików, gdzie udałoby się kupić jakiś dodatkowy ekwipunek.

FOT. ANNA KRYPA

Góry Semien to jeden z najbardziej widowiskowych krajobrazów świata


     Warto też wziąć ze sobą ciepły śpiwór i karimatę, gdyż mimo złudnego wrażenia, że w Afryce zawsze panują upały, temperatura w nocy potrafi w tej okolicy spaść do 0°C, sporadycznie zdarzają się przymrozki, a zimą na szczytach zalega śnieg. Jednak wszystkie małe niedogodności rekompensuje wędrówka wśród tych niesamowitych wierzchołków, wyrastających z płaskowyżu etiopskiego, oraz wschody i zachody słońca, które przypominały mi sceny z filmu Pożegnanie z Afryką.
     W granicach Parku Narodowego Gór Semien obowiązują ustalone zasady, którym po prostu trzeba się podporządkować. Jedną z nich jest wynajęcie uzbrojonego strażnika, zwanego scout, który zapewnia nam ochronę na całej trasie. Na kilkudniowy trekking powinno się również opłacić muły wraz z opiekunami. Zwierzęta pomogą w transporcie naszego ekwipunku. Dodatkowo można zatrudnić przewodnika i kucharza, ale nie ma takiego obowiązku.
     Swoją specyficzną scenerię masyw zawdzięcza wulkanicznemu pochodzeniu. Tutejsze krajobrazy często nasuwają skojarzenia z Wielkim Kanionem Kolorado w Stanach Zjednoczonych, o czym mówią nawet sami mieszkańcy Etiopii. Rozległe płaskowyże rozdzielają liczne doliny, wąwozy oraz charakterystyczne iglice skalne. Raz za razem spotyka się spadziste urwiska, strzeliste wierzchołki i strome, a nawet pionowe ściany wyrastające nad przepaściami.
     To właśnie tutaj żyje wiele unikalnych gatunków zwierząt, w tym urocze dżelady, czyli endemiczne małpy wąskonose z rodziny makakowatych, występujące jedynie w północno-zachodniej Etiopii i sąsiedniej Erytrei. Mnie samej udało się natknąć na całe stada tych niezwykłych zwierząt, a ponieważ nie były one ani agresywne, ani płochliwe, mogłam podejść bardzo blisko, nawet na odległość kilku metrów. Co ciekawe, nazywa się je „małpami o krwawiących sercach” ze względu na fragment odsłoniętej, nieowłosionej, czerwonej skóry na klatce piersiowej.
     Moja wyprawa na najwyższą górę Etiopii zakończyła się sukcesem, który świętowałam upieczonym na tę okazję baranem, a toasty wznosiłam piwem Ras Dashen. Oba te specjały zostały sprowadzone z pobliskiej wioski. Wejście na szczyt trwało kilkanaście godzin, ale było warto, dlatego jeśli ktoś posiada dobrą kondycję i więcej niż tydzień urlopu, zdecydowanie polecam zdobycie Ras Daszan.

 

KLASZTORY NA WYSPACH
Następnie skierowałam się do ponad 300-tysięcznego miasta Bahir Dar (Bahyr Dar), co oznacza „Brzeg Morza”. Leży ono nad największym jeziorem Etiopii – Tana (zwanym właśnie etiopskim morzem), gdzie swój bieg rozpoczyna Nil Błękitny. Ogromny akwen o powierzchni ok. 3 tys. km² zawdzięcza swą sławę 37 wyspom i wybudowanym na kilkunastu z nich kościołom i klasztorom. Aby się do nich dostać, trzeba wynająć łódź i wybrać się na całodzienny rejs. Najbardziej znanym z nich jest ten na Tana Kirkos, w którym podobno Matka Boska w drodze z Egiptu zostawiła naszyjnik, będący do dziś pod opieką etiopskich kapłanów. Wedle podań to tu przez 800 lat przechowywano Arkę Przymierza, aż do V w., kiedy przeniesiono ją do Aksum, gdzie, jak niektórzy uważają, znajduje się też obecnie. Część klasztorów udostępnia się jedynie mężczyznom, a przed wejściem do większości budowli sakralnych należy zdjąć obuwie. Bardzo często obiekty te są zamknięte, dopiero wezwany strażnik otwiera drzwi i pozwala zajrzeć do wnętrza. W środku ściany gęsto pokrywają przepiękne malowidła ścienne.

FOT. ANNA KRYPA

Na wyspach jeziora Tana kapłani pokażą nam 400-letnie księgi


     Przy niektórych świątyniach działają także małe lokalne muzea, posiadające zadziwiające eksponaty, takie jak stare rękopisy ksiąg liturgicznych, korony podarowane przez królów poszczególnych dynastii, szaty liturgiczne i inne niezwykłe przedmioty. Zdarza się również, że kapłani pokazują zwiedzającym woluminy sprzed 400 lat – bezpośrednio, bez muzealnych gablot, zabezpieczeń i alarmów.
     W niewielkiej wiosce niedaleko Bahir Daru można podziwiać wodospad na Nilu Błękitnym. Jego nazwa – Tys Ysat – w języku amharskim znaczy „Dymiąca woda”. Składają się na niego 4 kaskady o wysokości od 37 do 45 m. Bryza bijąca od nich jest naprawdę intensywna i wyjątkowo przyjemna. Podróżnicy, którzy zdecydują się na poranną wycieczką w tę okolicę, mają nawet szansę ujrzeć przepiękną tęczę zawieszoną nad spienionym nurtem rzeki. Ogromną radość sprawiło mi spędzenie kilku chwil w otoczeniu tego imponującego wodospadu i wybranie się w rejs po Nilu Błękitnym, jednym z dwóch największych dopływów Nilu (obok Nilu Białego).

 

SKALNE BUDOWLE I WYŚMIENITA KAWA
Do mistycznej Lalibeli zmierzają pielgrzymki z całego świata. Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, ale właśnie w tym mieście za panowania cesarza Lalibeli i na jego polecenie wykuto 11 gigantycznych kościołów w litych skałach, jedynie przy pomocy dłuta i młotka (większość z nich pochodzi z przełomu XII i XIII w.). Legenda głosi, że budowa wszystkich trwała tylko 21 lat, ponieważ nocami pomagało w niej tysiąc aniołów. Podobne historie znajdziemy też w XVI-wiecznych opisach portugalskiego podróżnika João Bermudesa i księdza Francisca Álvaresa (1465 – ok. 1536–1541).
     Najbardziej znany obiekt tego kompleksu sakralnego to Kościół św. Jerzego (Bet Giorgis), zaprojektowany na planie krzyża, wykuty z jednego kawałka skały. Warto wspomnieć, że większość świątyń została wydrążona w głębi ziemi, a wysokością dorównują pokaźnej kamienicy. Dopiero kiedy podejdzie się do krawędzi, widać je w całej okazałości. Na mnie zrobiły niesamowite wrażenie!

FOT. ANNA KRYPA

Wejście do Kościoła św. Jerzego znajduje się poniżej poziomu gruntu


     We wnętrzu kościołów kapłani z dumą prezentują charakterystyczne krzyże, odgrywające bardzo ważną rolę w Etiopskim Kościele Ortodoksyjnym (Etiopskim Kościele Prawosławnym). Wielorakość kształtów, ich symbolika oraz ręczne wykonanie odlewów powodują, że każdy stanowi unikat. Ze względu na jej nadzwyczajną architekturę Lalibelę wpisano w 1978 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
     Ogromnym niedopatrzeniem byłoby opowiadać o Etiopii i nie wspomnieć o kawie, gdyż właśnie stąd pochodzi kakaowiec, a tutejszą arabicę doceniają smakosze na całym świecie. Współcześnie to nie tylko najpopularniejszy napój w kraju, ale także jego główny produkt eksportowy, a co za tym idzie – podstawa gospodarki. Buna (po amharsku „kawa”) przyrządzana bywa praktycznie przy każdej możliwej okazji, a jej prażenie oraz parzenie uchodzą niemalże za czynności rytualne. W czasie mojej etiopskiej przygody zostałam zaproszona na taką kilkugodzinną ceremonię, w trakcie której podawano ją aż trzykrotnie. Do dziś pamiętam ten intensywny aromat oraz oryginalny, pyszny smak afrykańskiej kawy.

 

POŻEGNANIE Z AFRYKĄ
Prawie czterokrotnie większa od Polski Etiopia, mająca 1,1 mln km² powierzchni, nazywana Tybetem Czarnego Lądu ze względu na charakterystyczne ukształtowanie terenu, zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Wyjazd w rejon tzw. Rogu Afryki był moją pierwszą podróżą do subsaharyjskiej części tego kontynentu i zarazem moim pierwszym trekkingiem w górach wysokich. To podczas niego odkryłam, że na afrykańskiej ziemi czuję się tak, jakbym właśnie wróciła do domu, a wspinaczki na szczyty powyżej 4 tys. m n.p.m. stały się od tego momentu dla mnie fantastycznym sposobem zwiedzania różnych zakątków globu. Oprócz poprawienia sprawności fizycznej dały mi one głównie niezastąpione, również na nizinach, wewnętrzną siłę oraz harmonię.
     O Etiopii mogłabym opowiadać godzinami, ponieważ to kraina naprawdę zaskakująca bogactwem zarówno naturalnym, architektonicznym, jak i demograficznym. W trakcie mojej ponad 3-tygodniowej wizyty próbowałam przede wszystkim poznać jej atmosferę, mieszkańców, ich zwyczaje, wierzenia i kulturę. W tym państwie, uważanym za kolebkę ludzkości (właśnie tutaj w 1974 r. znaleziono liczące ok. 3,2 mln lat szczątki australopiteka Lucy) i wyspę chrześcijaństwa w morzu islamu (przyjęto je już w IV w.), to doświadczenie stało się wręcz mistyczne. Nie tłumaczyłabym jednak tego jedynie wpływem intensywnego aromatu kawy czy przeżyciami towarzyszącymi pobytowi w górach Semien, lecz prawdziwym, ciepłym uczuciem do tego wyjątkowego, wschodnioafrykańskiego kraju, gdzie słońce świeci przez 13 miesięcy w roku.

Artykuły wybrane losowo

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…

Kanada – niezapomniany zapach wolności

PIOTR TOMZA

 

Takiego połączenia zaawansowanego rozwoju cywilizacyjnego z surową i dziką przyrodą nie ma chyba w żadnym innym kraju na świecie. Choć może raczej należałoby powiedzieć: „w żadnych innych dwóch krajach”. Bo nazwa „Kanada” nie wszędzie brzmi jednakowo. Za to kraj, do którego odsyła, wszystkich zniewala swym pięknem.

Do tego, żeby Kanada definitywnie podzieliła się na dwie części, brakowało naprawdę niewiele i to całkiem niedawno… W 1995 r. w referendum zorganizowanym przez secesjonistów, domagających się niepodległości dla francuskojęzycznego Québecu, zwolennicy utrzymania jedności państwa zwyciężyli w stosunku zaledwie 50,6 do 49,4 proc. głosów. Kanada pozostała więc jednym krajem, co nie oznacza, że zniknęły wewnętrzne różnice.

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA