Magdalena Moll-Musiał

<< „Costa Rica”, czyli „Bogate Wybrzeże” — tak nazwał ten rejon Nowego Świata Krzysztof Kolumb, kiedy dopłynął tu we wrześniu 1502 r. w poszukiwaniu legendarnej krainy złota. Nazwa okazała się dość trafna i ponadczasowa, gdyż Kostaryka i dziś kojarzy się z ogromnym bogactwem: fascynującymi skarbami natury. Niektórzy określają ją poetycko mianem „Ogrodu Ameryki Centralnej”, aby podkreślić jej niepowtarzalne walory przyrodnicze. >>  

Kostaryka to górzysty kraj, oblany z jednej strony wodami Pacyfiku, a z drugiej — Morza Karaibskiego. Ponieważ leży w strefie aktywności sejsmicznej, nieodłączną część jej krajobrazu stanowią liczne wulkany. Kostarykanie są bardzo spokojni i opanowani, nie przypominają zwykle niezmiernie żywiołowych i pełnych temperamentu mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Mówią o sobie ticos, dlatego że często zdrabniają wszelkie wyrazy. Wyróżniają się szczególną troską o środowisko naturalne i utrzymanie pokoju w regionie — Kostaryka nie posiada sił zbrojnych, a parki narodowe i rezerwaty przyrody zajmują mniej więcej jedną czwartą jej powierzchni.  

Podrównikowy klimat pozwolił rozwinąć się tu bujnej roślinności, wśród której do dziś żyje mnóstwo różnorodnych zwierząt. Pod ochroną znajdują się dziewicze lasy tropikalne kryjące malownicze wodospady i liczne gatunki płazów, gadów, ptaków i ssaków, a także wulkany oraz piękne dzikie plaże. Niezwykłe bogactwo naturalne znakomicie oddaje często powtarzane miejscowe wyrażenie pura vida — „pełnia życia”. Ta zielona kraina nie byłaby jednak prawdziwie rajskim zakątkiem bez wspomnianych już Kostarykanów — ludzi ze stoickim spokojem witających każdy dzień i wdzięcznych za to, co mają. Ponoć Kostaryka to jeden z najszczęśliwszych krajów świata…

W STOLICY
Tętniące życiem stołeczne San José, położone w Valle Central (Dolinie Centralnej) na średniej wysokości 1300 m n.p.m., stanowi doskonałą bazę wypadową do wycieczek po kraju. Podczas zwiedzania miasta trzeba być bardzo uważnym, gdyż… budynki nie mają oznaczeń. W centrum ulice są ponumerowane, ale poza nim już nie, więc pozostaje nam zdać się na naszą pamięć wzrokową i orientację w terenie.
Unikatową atrakcją San José jest niewątpliwie Museo del Jade — Muzeum Jadeitu. Wraz z mężem podziwialiśmy jego przepiękne eksponaty liczące nierzadko 1500 lat, poznając przy okazji tradycje i wierzenia rdzennych ludów Mezoameryki. Jadeit to dość rzadki minerał z grupy krzemianów. Indianie robili z niego amulety, ponieważ wierzyli, że chroni przed złymi mocami. Również szamani posiadali wiele akcesoriów zdobionych tym kamieniem. Podczas pochówku jadeitowy amulet łamano na dwie części: jedną oddawano zmarłemu, a drugą otrzymywali w spadku jego potomkowie. Wiele takich artefaktów można zobaczyć właśnie w muzeum w stolicy Kostaryki.

JEZIORO NA SZCZYCIE WULKANU
Niedaleko od San José znajduje się wulkan Poás (2708 m n.p.m.). Jeden z jego trzech kraterów wciąż pozostaje aktywny i stale wydobywają się z niego kłęby dymu. Gdy podeszliśmy pod niego, otoczyła nas gęsta mgła i poczuliśmy krople deszczu. Jedynie po zapachu siarki poznaliśmy, że znajdujemy się u celu wyprawy. Postanowiliśmy więc udać się na półgodzinny spacer w kierunku niebieskiej laguny Botos leżącej w kolejnym kraterze. Widoczność w jego okolicy jest nieco lepsza. Gdy wracaliśmy, naszym oczom ukazał się niesamowity widok… Z małego, zielonego jeziorka wystrzeliwały w powietrze białe chmury pary wodnej. Mimo padającego deszczu przez dłuższą chwilę staliśmy jak urzeczeni. To drugie z jezior kraterowych wulkanu Poás (najaktywniejszy tego typu akwen na świecie!) zazwyczaj również zasnuwa mgła, ale zdarza się, że wiejący wiatr odsłania je na kilkanaście sekund. Sam główny krater, który należy do jednych z największych na ziemi (1,7 km średnicy i 300 m głębokości), wygląda naprawdę imponująco.
Z kontemplacji na tarasie widokowym wyrwało nas nieprzyjemne pieczenie w nosie. Ze względu na wysokie stężenie gazów w powietrzu trudno było wytrzymać na nim dłużej niż kwadrans. Musieliśmy zatem zakończyć naszą wycieczkę, ale wspomnienie tego niezwykłego miejsca pozostanie w naszej pamięci do końca życia.  

NIE TYLKO ŻÓŁWIE
Tortuguero znaczy „Żółwiowo”, nietrudno więc odgadnąć, że pobliski Parque Nacional Tortuguero (Park Narodowy Tortuguero) to ostoja tych gadów. Dostać się do niego można jedynie od strony rzeki, po 42-kilometrowym rejsie łodzią.
Morze Karaibskie już przy brzegu jest tu bardzo głębokie, a plaża — szeroka i piękna. Właśnie ten zakątek ziemi upodobały sobie do rozrodu wielkie żółwie morskie. Od czerwca wychodzą rano z wody i na granicy lasu tropikalnego składają liczne jaja. Z tych, które nie stały się łupem drapieżnych ptaków, wieczorami od września do końca października wykluwają się młode. Ich wędrówkę w stronę morza najłatwiej zaobserwować wtedy między godziną 22 a północą. W tym też czasie wybraliśmy się na plażę. Do późnej nocy penetrowaliśmy ją wzdłuż i wszerz, ale znaleźliśmy jedynie wielką skorupę dorosłego 450-kilogramowego żółwia w zaroślach… Zrezygnowani poszliśmy spać. O świcie znów wyruszyliśmy na poszukiwania. Tym razem udało się nam! Zobaczyliśmy, jak trzy maleńkie żółwiki nieporadnie wygramoliły się ze skorupek i pognały do wody (te maleństwa poruszają się naprawdę szybko!). Nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś tak niesamowitego.

FOT. COSTA RICAN TOURISM BOARD

Zagrożone wyginięciem żółwie zatokowe na plaży Ostional


Aby obejrzeć drugą część parku, czyli system rzek i kanałów przecinających wilgotny las tropikalny, wynajęliśmy kanu. Żyje tutaj wiele gatunków zwierząt. Przez cały czas towarzyszyły nam przepiękne, niebieskie motyle wielkości dłoni oraz nieco mniejsze, pomarańczowe i żółte. Nad brzegami odpoczywały duże, śnieżnobiałe i srebrzystoniebieskie ptaki. Po godzinie rejsu spostrzegliśmy rodzeństwo małych kajmanów, a kilka metrów dalej ich matkę. Szybko oddaliliśmy się od nich, aby nie zdążyła się nami zainteresować. Po gałęziach wysokich drzew, spowitych sieciami lian, skakały kapucynki czarnobiałe. Z bujnego lasu dochodził do nas śpiew tropikalnych ptaków oraz odgłosy insektów, które dawały nam o sobie znać także w bardziej dokuczliwy sposób. Poza tym słyszeliśmy również pękające co chwilę suche gałęzie, stukanie dzięciołów i… groźne, donośne wycia. Te ostatnie wydawały prawdopodobnie jaguary, jedni z drapieżnych mieszkańców parku.

FOT. COSTA RICAN TOURISM BOARD

Leniwiec trójpalczasty spędza prawie całe życie na drzewie


Na zwalonych kłodach zagrożone wyginięciem wspaniałe żółwie szylkretowe oddawały się kąpieli słonecznej. Płynęliśmy wśród nich coraz dalej i dalej… Im głębiej zanurzaliśmy się w tropikalną puszczę, tym rzeka stawała się spokojniejsza, a przyroda wydawała się bardziej tajemnicza. Życie toczy się tu swoim naturalnym rytmem, każde stworzenie stanowi ważny element ekosystemu, którego równowagi nie zaburza ingerencja człowieka. Zachwyceni soczystą zielenią lasu, delikatnym pluskiem wody odgarnianej przez wiosła, błękitem nieba i całkowitą wolnością, jaką mogą cieszyć się dzikie zwierzęta, trwaliśmy w ciszy, aby nie mącić spokoju tej wyjątkowej krainy.

ZNIEWALAJĄCE PEJZAŻE
Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych przez turystów parków narodowych Kostaryki należy Parque Nacional Manuel Antonio. Maleńkie skalne wysepki wyłaniające się z turkusowego Pacyfiku wzdłuż wybrzeża tworzą urzekający krajobraz. Ochronie podlega nie tylko część morska, lecz także dziewicza puszcza tropikalna. Spotkamy w niej wiele zwierząt, np. jelenie, szopy, znane z folderów i widokówek chwytnice kolorowe – zielone żabki z dużymi czerwonymi oczami z czarnymi źrenicami, wylegujące się w konarach drzew leniwce, małpy (na czele z endemiczną i zagrożoną wyginięciem tití), tukany, pelikany, rybołowy, iguany, węże, mnóstwo kolorowych motyli i ptaków.

FOT. COSTA RICAN TOURISM BOARD

Plaża Manuel Antonio uchodzi za najpiękniejszą w Ameryce Środkowej

 

Dużo łatwiej się na nie natknąć, jeśli wynajmie się miejscowego przewodnika, który nosi ze sobą lunetę ze statywem i pokazuje turystom co ciekawsze okazy. Zawsze zabiera on również ręczniki dla swojej grupy, gdyby ktoś chciał skorzystać z orzeźwiającej kąpieli w Pacyfiku. Nieco rozczarowujący okazał się natomiast snorkeling, gdyż padający dzień wcześniej deszcz zupełnie zmącił wodę. Jednak fakt, że udało nam się sfotografować kapucynkę czarnobiałą i tukana, wynagrodził nam te niefortunne skutki pogody.

STOŻEK SPOWITY MGŁĄ
Nadal aktywnym kostarykańskim wulkanem jest także Arenal (1670 m n.p.m.) leżący na północy kraju. W lipcu 1968 r. w wyniku jego ogromnej erupcji zginęło 87 osób i zostały zniszczone pobliskie wioski Tabacón i Pueblo Nuevo. Od 1991 r. teren ten znajduje się pod ochroną Parque Nacional Volcán Arenal (Parku Narodowego Wulkanu Arenal).

FOT. COSTA RICAN TOURISM BOARD

Sztuczne jezioro Arenal u stóp czynnego wulkanu o tej samej nazwie


Szliśmy trasą otoczoną przez roślinność, która wyrosła przez ostatnie 45 lat. Mijaliśmy głazy zastygłej lawy. Niestety, towarzyszył nam deszcz i w istnienie wulkanu musimy uwierzyć na słowo, bowiem zasłoniła go gęsta mgła. Na szczęście, ptaki umilały nam wędrówkę swoim pięknym śpiewem. Po kilku godzinach marszu doszliśmy do ostatniego tarasu widokowego. Arenal nie zmienił zdania i nadal ukrywał się w chmurach. Cóż, nic straconego — będziemy mieli po co wrócić do pasjonującej Kostaryki…

KOSTARYKAŃSKIE TERMY
Z wulkanu Arenal wypływa gorąca rzeka Tabacón, która spływając ze zboczy, tworzy kaskady i malownicze baseny. Łagodnym zejściem dostaliśmy się nad jej brzeg. Widok pluskających się tubylców zachęcił nas do natychmiastowego pójścia w ich ślady. Wszystkie bicze wodne i jacuzzi świata nie dorównują dobrodziejstwom kostarykańskiej natury! Rwący prąd i siła małych wodospadów wymasowały nasze ciała tak doskonale, że natychmiast poczuliśmy się odprężeni. Nad nami koncertowały tropikalne ptaki, a my pogrążaliśmy się w błogostanie… Tak musi wyglądać prawdziwy raj.

 

***

 

W Kostaryce każdy może spędzić czas w swój ulubiony sposób: wybrać się w góry, oddawać się kąpielom słonecznym i morskim na przepięknych plażach, nurkować w błękitnych wodach, skakać na linie z wysokich mostów (bungee jumping), uprawiać surfing, snorkeling, rafting czy wędkarstwo, eksplorować dziewiczą puszczę, wspinać się na wulkany, obserwować rzadkie ptaki, odwiedzić plantacje kawy czy potańczyć salsę w plażowym klubie. Jedno jest pewne: wszyscy wyjeżdżają stąd wypoczęci, radośniejsi, zrelaksowani i bogatsi o wspaniałe wspomnienia z podróży. Dlatego tak trudno oprzeć się chęci powrotu w te strony. Po prostu pura vida!

Artykuły wybrane losowo

Sri Lanka – w harmonii z naturą

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

<< Sri Lanka leży na malowniczej wyspie Cejlon położonej w Azji na południowy wschód od Półwyspu Indyjskiego, w odległości ok. 50 km od wybrzeży Indii. Od południa oblewają ją wody Oceanu Indyjskiego, od wschodu Zatoki Bengalskiej, a od północnego zachodu cieśniny Palk i zatoki Mannar. Swoim kształtem przypomina spadającą kroplę lub łzę. >>

 

Maharadża Wihara w jednej z 5 jaskiń buddyjskiej Złotej Świątyni w Dambulli

© SRI LANKA TOURISM

 

Na Sri Lance występują dwie pory monsunowe. Na zwiedzanie i plażowanie można tu wybrać się przez cały rok. Wyspa jest zróżnicowana pod względem etnicznym, religijnym i kulturowym. Zamieszkują ją głównie Syngalezi i Tamilowie. Poza tym żyją tutaj również osoby pochodzenia arabskiego, chińskiego, malezyjskiego czy portugalskiego, holenderskiego i brytyjskiego. Lankijczycy są bardzo mili, serdeczni i pomocni. Na ich twarzach niemal zawsze widnieje ciepły i przyjazny uśmiech.

Do największych lankijskich miast należą Kolombo (blisko 800 tys. mieszkańców, obszar metropolitalny – ponad 5,6 mln ludności), Dehiwala-Mount Lavinia, Moratuwa, Negombo i Kandy. W sanskrycie Sri Lanka oznacza Lśniący Kraj. Nazwa ta nawiązuje do eposu Ramajana, gdzie wyspa określana jest jako Lanka. Na Cejlonie można odkryć mądrość ajurwedy w stylowych i wytwornych spa oraz rozkoszować się smakiem pysznej herbaty.

 

Sigirija, niesamowity kompleks pałacowy zbudowany w V w. na szczycie Lwiej Skały

© SRI LANKA TOURISM

 

CUDA WYSPY

Sri Lanka pomimo swojej niewielkiej powierzchni (65 610 km²) szczyci się zaskakującą liczbą miejsc wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Sześć z nich stworzył człowiek, podczas gdy dwa są dziełem samej natury. Do tych ostatnich należy Rezerwat Leśny Sinharaja, znajdujący się w południowo-zachodniej części wyspy, w odległości ok. 80 km od miasta Galle, i charakteryzujący się ogromnym zróżnicowaniem przyrodniczym. Rośnie tu jeden z ostatnich dziewiczych lasów deszczowych. Obszar zamieszkują ssaki, liczne ptaki i gatunki motyli. Najlepszą okazją do poznania fauny i flory Cejlonu są niezapomniane wyprawy trekkingowe w głąb dżungli.

Turysta przybywający na Sri Lankę może spodziewać się wielu atrakcji. Wrażenie zrobi na nim z pewnością wizyta w Kandy, dawnej stolicy wyspy, której historyczne zabudowania także umieszczono w 1988 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ślady kolonialnej przeszłości mieszają się w niej ze współczesnym chaosem. To dzisiaj ważny kulturalny ośrodek w kraju. Na uwagę zasługuje tu Świątynia Zęba (Sri Dalada Maligawa), gdzie przechowuje się jedną z najcenniejszych dla Lankijczyków relikwii. Ząb Buddy znajduje się w głównej części obiektu. Kryjący go złoty relikwiarz można oglądać trzy razy dziennie (o poranku, przed południem i wieczorem) w czasie wyjątkowej ceremonii. Raz w roku relikwię umieszcza się na grzbiecie słonia, za którym kroczy pochód wiernych pielgrzymów. Odbywa się to podczas festiwalu Esala Perahera (znanego również jako Festiwal Zęba) organizowanego w lipcu i sierpniu. W trakcie jego trwania ulicami miasta przechodzą niesamowite korowody bębniarzy, tancerzy i batożników oraz pięknie udekorowane słonie. To święto jest jednym z ważniejszych religijnych wydarzeń na wyspie, którą w większości (w ok. 70 proc.) zamieszkują buddyści. Sama świątynia należała niegdyś do kompleksu pałacowego. W pobliżu znajduje się interesujące Muzeum Słonia Raja, uczestnika uroczystych ceremonii w Kandy przez ponad 50 lat, i Międzynarodowe Muzeum Buddyjskie (International Buddhist Museum) w dawnym pałacu. W tym ostatnim zachował się drewniany dach i strop, jak również wiele przedmiotów z czasów przedkolonialnych. Poza tym na uwagę zasługują Łaźnie Królewskie, Sala Audiencyjna i Muzeum Narodowe. Wyjątkowe wrażenie wywiera na zwiedzających widok świątyń pięknie podświetlonych po zapadnięciu zmroku.

Ważnym elementem krajobrazu Kandy jest także jezioro o tej samej nazwie, które można obejść pieszo. W mieście warto też odwiedzić jeden z najstarszych na świecie dzikich obszarów objętych ochroną – Leśny Rezerwat Udawattakelle (utworzony już w 1856 r. na obszarze 103 ha). Miłośnikom natury spodobają się również Królewskie Ogrody Botaniczne (o powierzchni 59 ha), położone na przedmieściach Kandy w zakolu rzeki Mahaweli, najdłuższej na Sri Lance (335 km). Godny polecenia jest poza tym oddalony od miasta o ok. 40 km sierociniec dla słoni w miejscowości Pinnawala. Obecnie znajduje się w nim kilkadziesiąt młodych osobników, które zostały porzucone w dżungli lub okaleczone przez miny. Kandy stanowi także świetną bazę wypadową do wypraw na zielone pola herbaciane.

Kolejnym obiektem z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jest Anuradhapura, historyczna stolica syngaleskiego państwa. Na tronie zasiadało w niej ponad 100 monarchów, którzy dbali o rozkwit kultury i sztuki, wznosili wspaniałe pałace, zamawiali wymyślne rzeźby i tworzyli bogato zdobione ogrody. Miasto leży ok. 200 km na północny wschód od Kolombo i nadal uchodzi za ważny ośrodek buddyzmu. Wśród starożytnych ruin zachowało się kilka budowli sakralnych i pałaców oraz dom jałmużny. Na uwagę zasługuje 122-metrowa Jetavanaramaya, uważana za najwyższą stupę na świecie. W Anuradhapurze rośnie także od 288 r. p.n.e. figowiec pagodowy, znany jako Jaya Sri Maha Bodhi, pochodzący od świętego drzewa, pod którym Budda według tradycji osiągnął oświecenie. To prawdopodobnie najstarsze drzewo na ziemi o udokumentowanej historii.

Na południowy wschód stąd znajdują się kolejne pozostałości dawnego miasta wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – Polonnaruwa.Największy rozkwit ośrodka przypadł na lata 1153–1186, kiedy to panował król Parakramabahu I. Duże wrażenie robią tu cztery wykute w jednej granitowej skale posągi Buddy z XII w. Jeden z nich przedstawia go jako kilkunastometrowej długości postać pogrążoną we śnie, inny – jako stojącego mężczyznę (ma niemal 7 m wysokości). Należą one do świątyni Gal Vihara (Uttararama). Na uwagę zasługuje też Gal Pota – kamienna księga o długości blisko 9 m i szerokości 1,5 m. Cały kompleks zajmuje kilka kilometrów kwadratowych, a w jego centrum stoi cytadela.

W 1991 r. pod ochroną organizacji UNESCO znalazła się lankijska Złota Świątynia w Dambulli, kompleks właściwie pięciu sanktuariów w jaskiniach, powstałych w okresie od I w. p.n.e. do XVIII w. n.e. Pierwsze z nich, Dewadżara Wihara, zachwyca posągiem Buddy o długości 14 m, wyrzeźbionym z jednego kawałka skały. Drugie, Maharadża Wihara, jest największe ze wszystkich. Zdobią je piękne malowidła przedstawiające życie Buddy. Trzecie, Maha Alut Wihara, pochodzi z XVIII stulecia. Poza tym znajduje się tu jeszcze świątynia (Pachima Wihara) poświęcona królowej Somawathi i Dewana Alut Wihara, najmłodsza ze wszystkich, wyremontowana w XX w., w której posąg leżącego Buddy otacza pięć innych figur wykonanych z cegieł i gipsu.

Najbardziej interesującym i popularnym miejscem na Sri Lance wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jest Sigirija (Sigiriya,Lwia Skała), nazywana ósmym cudem świata. Na ogromnej skale król Kassapa I (panujący w latach 473–495) zbudował tu niezwykły pałac. Zdobiły go zmysłowe freski przedstawiające przepiękne dziewczęta. Niektóre malowidła przetrwały do dziś wraz z niezwykłym kompleksem wodnych ogrodów, będącym niezmiernie zaawansowanym projektem hydrologicznym. Miejsce to przypomina ogromną galerię ściennych obrazów.

Organizacja UNESCO umieściła na swojej liście jeszcze inny lankijski zabytek – historyczne centrum i fortyfikacje miasta Galle. Tutejszy kompleks fortowy jest uważany za najlepiej zachowany tego typu zespół architektoniczny wzniesiony przez Europejczyków w całej Azji Południowej. Utkane z wąskich ulic obsadzonych holenderskimi parterowymi domami Galle tętni życiem jak w okresie, kiedy było ważnym portem pasażerskim. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce podczas zwiedzania południa wyspy.

  

DWA OBLICZA STOLICY

Największym miastem na Sri Lance jest jej handlowa stolica Kolombo (administracyjna to Sri Dźajawardanapura Kotte lub po prostu Kotte). Stanowi ona najważniejsze centrum kulturalne i biznesowe kraju, a swoje siedziby mają w niej przedstawicielstwa dyplomatyczne i liczne instytucje państwowe. Kolombo leży w południowo-zachodniej części wybrzeża. Przyjeżdżający do niego turyści mogą zwiedzać buddyjskie, hinduistyczne, muzułmańskie i chrześcijańskie świątynie, oglądać kolonialne budynki czy odpoczywać na przepięknych piaszczystych plażach. Z jednej strony finansową stolicę Sri Lanki wypełnia wiele sklepów, drapaczy chmur, banków i nowoczesnych centrów handlowych, ale z drugiej mamy tu też wspaniałe zabytki, teatry, galerie i placówki muzealne. Warto odwiedzić neoklasycystyczny gmach Muzeum Narodowego, które działa od 1 stycznia 1877 r. Znajdują się w nim m.in. reprodukcje XIX-wiecznych obrazów przedstawiających wyspę, historyczne rzeźby i szkielety zwierząt oraz biblioteka. Poza tym na zainteresowanie zasługują trzy obszary administracyjne: Ogrody Cynamonowe (Cinnamon Gardens), Fort (dzielnica biznesowa z oficjalną siedzibą prezydenta Sri Lanki – President’s House) i Wyspa Niewolników (Slave Island).

Zupełnie inaczej wygląda Pettah, usytuowana na wschód od centralnej dzielnicy Fort. Jest zatłoczona i chaotyczna, a na jej ulicach panuje typowy azjatycki rozgardiasz. Wypełniają ją sklepy, restauracje, kawiarnie i stragany. Warto tutaj podejść do protestanckiej świątyni Wolvendaal, wzniesionej przez Holendrów w połowie XVIII stulecia, starego Ratusza czy dworca kolejowego. Na uwagę zasługuje również biało-czerwony meczet Dżami Ul-Alfar. Został on ukończony w 1909 r. i zbudowany dla wspólnoty muzułmańskiej pochodzącej z Indii. Znajduje się w samym sercu dzielnicy i góruje nad okoliczną zabudową.

Z kolei Bambalapitiya w Kolombo stanowi ważne centrum edukacyjne z mnóstwem uczelni wyższych i szkół. Można tutaj również podziwiać wspaniałe, niezmiernie barwne sanktuarium hinduistyczne Kathiresan Kovil poświęcone bogu śmierci i wojny – Karttikei (Muruganowi lub Skandi).

Świątyń w Kolombo jest naprawdę bardzo dużo, a należą do wyznawców różnych religii. Jeden z ciekawszych obiektów stanowi Seema Malaka na wodach jeziora Beira. Ta buddyjska świątynia wchodzi w skład kompleksu sakralnego Gangaramaya i została zaprojektowana przez najsłynniejszego lankijskiego architekta – Geoffreya Bawę (1919–2003). Stanęła w miejscu starej konstrukcji z końca XIX stulecia, która zaczęła się zapadać. Seema Malaka wznosi się na trzech platformach połączonych ze sobą mostami pontonowymi. Obecnie pełni funkcję głównie ośrodka nauki i medytacji dla wielu mnichów.

Wbrew pozorom pobyt w głośnym, zatłoczonym Kolombo może być miłym początkiem podróży po Sri Lance. Miasto ma swój specyficzny urok i warto poznać je bliżej. Reszta wyspy jest zupełnie inna od biznesowej stolicy. Wypełniają ją głównie pachnące plantacje herbaty, rezerwaty przyrody i plaże rozciągające się nad malowniczymi lagunami.

 

Historyczny budynek firmy Cargills (Ceylon) PLC w dzielnicy Fort w Kolombo

© VISIT COLOMBO/VISITCOLOMBO.COM

 

RAJSKIE PLAŻE

Sezon turystyczny trwa na cieszącej się popularnością Sri Lance przez cały rok. Mające 1340 km długości wybrzeże usiane jest skalnymi zatokami ze srebrnobiałym piaskiem opadającym w stronę wody i wysmukłymi palmami kokosowymi dającymi błogi cień. Na zachodzie znajdują się spektakularne piaszczyste plaże takie jak Negombo, Mount Lavinia, Bentota i Hikkaduwa. Na południu leżą Mirissa, Weligama, Dickwella (Dikwella), Koggala, Tangalle i Unawatuna. Ta ostatnia uchodzi słusznie za jedną z najlepszych plaż na świecie. Na wschodnim wybrzeżu położone są Nilaveli, Uppuveli, Passekudah, Kalkudah i zatoka Arugam, która słynie ze znakomitych warunków do surfowania. Spokojne, szafirowe wody Oceanu Indyjskiego mają idealną temperaturę do nurkowania. Pod ich powierzchnią kryją się zachwycające rafy koralowe. Nurkowie mogą oglądać wiele niesamowitych gatunków ryb, takich jak graniki, barakudy, manty czy ogończe, oraz żółwie morskie. Na dnie oceanu w pobliżu wyspy spoczywają także wraki statków. Na szczególną uwagę zasługuje tankowiec SS Conch, który należał do koncernu Shell i zatonął w 1903 r. Poza tym pod wodą znajduje się tu również brytyjski lotniskowiec HMS Hermes zatopiony przez japońskie samoloty w kwietniu 1942 r., gdy wypłynął z portu Trikunamalaja (Trinkomali).

 

ZIELONY SKARB

Jednym z głównych towarów eksportowych kraju i produktem spożywczym najczęściej kojarzonym ze Sri Lanką jest herbata, a dokładniej herbata cejlońska. Krajobraz wyspy, w którym dominuje soczysta zieleń i lazur wody, dodatkowo urozmaicają wzniesienia, na których uprawia się ten dający wyjątkowo aromatyczne liście krzew. Sadzonki tej rośliny Brytyjczycy przywieźli w XIX w., kiedy zaraza zniszczyła uprawianą tu do tej pory kawę. Herbata dobrze rośnie w ciepłym klimacie na odpowiednio wysoko leżących, pochyłych terenach.

Liczne lankijskie plantacje znajdują się w okolicy miejscowości Nuwara Elija (Nuwara Eliya), Dimbula, Kandy, Matale, Haputale czy Badulla – stąd pochodzą produkty doceniane przez koneserów na całym świecie. Warto odwiedzić jedną z nich i zobaczyć, jak przetwarza się zielone liście, które później trafiają do naszych domów. Na szczególną uwagę zasługuje także rytuał parzenia herbaty, celebrowany na Cejlonie z największą dokładnością i trwający mniej więcej pół godziny. Aby móc go przeprowadzić we właściwy sposób, potrzeba sporej wiedzy i doświadczenia. Warto dodać, że mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów Sri Lanka jest drugim największym eksporterem herbaty na świecie (zaraz po Chinach). Rocznie wytwarza się jej ponad 300 mln kg, co stanowi mniej więcej 10 proc. światowej produkcji. Z Cejlonu w 2017 r. wyjechał towar o łącznej wartości 1,5 mld dolarów (to aż 19,3 proc. globalnego eksportu herbaty).

Kraj ten słynie też z aromatycznych przypraw, takich jak cynamon, kardamon czy goździki, oraz tradycyjnych wyrobów rękodzielniczych ze srebra, brązu, drewna, skóry i trzciny. Wydobywa się tu również wiele rodzajów kamieni szlachetnych, m.in. rubiny, szafiry, topazy, granaty i ametysty.

 

Centra spa na Cejlonie mają w ofercie szereg zabiegów relaksacyjnych

©SRI LANKA TOURISM

 

KLUCZ DO ZDROWIA

Na Sri Lance można zadbać zarówno o ciało, jak i o duszę. Praktykowana na niej od lat ajurweda, wypracowana w starożytnych Indiach, jest jednym z najstarszych systemów medycyny i oznacza wiedzę o życiu. Opiera się na holistycznym podejściu do leczenia człowieka. Jej podstawowe założenie stanowi teoria trzech energii życiowych (dosz). Są to vata (siła odpowiadająca za ruch), pitta (kontrolująca trawienie i procesy wytwarzania energii) i kapha (odpowiadająca za budowę organizmu i jego stabilność). Każdy człowiek charakteryzuje się ich unikatowym połączeniem, które określa jego naturę. W przypadku gdy elementy te rozkładają się harmonijnie, cieszy się on dobrym zdrowiem i samopoczuciem, ale kiedy równowaga zostanie zachwiana, zaczynają się problemy, dlatego należy ją szybko przywrócić.

Praktykujący ajurwedę stosują wiele leczniczych ziół i roślin rosnących na Sri Lance. Łączą liście, korę, owoce, korzenie i kwiaty w specjalne mikstury, olejki i maści. W zaciszu błogich centrów i gabinetów spa terapeuci dobierają indywidualnie do potrzeb pacjenta najbardziej skuteczną kurację. Zabieg swedhanaprzeprowadza się na drewnianej skrzyni, w której gotowane są zioła. Ulatująca otworami para otula ciało i pozwala oczyścić organizm z wielu toksyn. Pizhichil polega na zastosowaniu relaksującego masażu, podczas którego w okolice stawów wciera się kojące olejki. Abhyanga to całościowy masaż olejowy, wykonywany w celu przywrócenia równowagi psychofizycznej, usprawnienia pracy narządów oraz optymalnego odżywienia, ujędrnienia i uelastycznienia skóry. Oczyszczające działanie ma również masaż udvartana (antycellulitowy), w którym wykorzystuje się techniki mocnego uciskania i ugniatania. Jest to ziołowo-olejowy zabieg na całe ciało poprawiający gładkość i ukrwienie skóry. Ukojenie i głębokie odprężenie przynosi shirodhara. Osoba ją wykonująca delikatnie polewa olejkami bądź innym płynem czoło pacjenta w miejscu tzw. trzeciego oka. Ten głęboko relaksujący zabieg stosowany bywa w przypadku występowania bólów głowy i napięcia nerwowego. Masaże ajurwedyjskie wpływają na układ odpornościowy i pomagają zachować zdrowie. Wykonywane systematycznie regulują funkcjonowanie organizmu na poziomie fizycznym i duchowym. Poza już wspomnianymi warto wymienić jeszcze takie zabiegi jak gandusha (płukanie jamy ustnej olejami), akshitarpana (zabieg regenerujący i oczyszczający oczy), karna purna (zabieg na uszy) i shirovasti (masaż głowy z wykorzystaniem olejków).

W ajurwedzie istotnym elementem leczenia jest także dieta wegetariańska. Według niej każdy posiłek powinien składać się z produktów należących do sześciu kategorii smakowych i być świeżo przygotowywany z użyciem ziół i przypraw zbieranych z lokalnych pól. Ważne wskazanie stanowi tu też umiarkowanie w jedzeniu i spożywanie posiłków w odpowiednim czasie.

Wiele lankijskich centrów zajmujących się terapią ajurwedyjską oferuje również uzupełniające zajęcia z jogi, refleksologii i medytacji pod okiem wysoce wyspecjalizowanych w tych dziedzinach osób. Dzięki temu każdy może w nich liczyć na dostosowanie kuracji do jego osobistych potrzeb. Po wizycie w ośrodku na Sri Lance wyjeżdża się z tego kraju z nowymi siłami i energią. Poza tym taki leczniczy pobyt pozwala się odstresować i dla wielu ludzi stanowi prawdziwe przeżycie duchowe.

Na wyspie zabiegi ajurwedy wykonywane są w licznych stylowych kompleksach spa. Znajdują się one często w najspokojniejszych i najpiękniejszych zakątkach na Sri Lance. Do popularnych miejsc należą złote plaże zachodniego i południowego wybrzeża (np. Wadduwa, Kalutara, Mount Lavinia czy Talalla), okolice starożytnego miasta Polonnaruwa oraz pokryte bujną zielenią górzyste tereny w rejonie Kandy. Nieco inna sceneria czeka w tradycyjnych lankijskich wioskach, gdzie można doświadczyć bliższego kontaktu z naturą, tak ważnego w przypadku ajurwedy.

Warto również dodać, że według tego systemu medycyny umiar, ład i symetria to najważniejsze elementy umożliwiające osiągnięcie równowagi, która jest podstawą zdrowia i szczęścia każdego człowieka. Umysł i ciało wzajemnie na siebie wpływają, dlatego też należy zadbać o swój organizm całościowo.

Tropikalna Sri Lanka przyciąga bujną, egzotyczną roślinnością, zróżnicowaną fauną, malowniczymi piaszczystymi plażami, a także unoszącym się w powietrzu zapachem przypraw. Można tutaj wypoczywać na słonecznym wybrzeżu, zwiedzać wspaniałe starożytne miasta, spacerować wśród krzewów herbacianych i relaksować się w ajurwedyjskim spa. Podczas pobytu na wyspie każdy zgromadzi z pewnością wiele niezapomnianych wspomnień i nauczy się czegoś o sobie.

 

Wydanie Lato 2018

Magiczny Tybet

PAWEŁ SKAWIŃSKI

autor książki Gdy nie nadejdzie jutro  

 

Ta historyczna kraina w Azji, obecnie leżąca w większości w granicach Chin, nazywana „Dachem Świata” i „Krainą Śniegów”, pełna tantrycznych wyroczni, demonów, szamanów-uzdrowicieli i „latających lamów”, od zawsze fascynowała ludzi Zachodu. Najodważniejsi odkrywcy ginęli w poszukiwaniu Shangri-La, raju ukrytego głęboko w Himalajach. Nawet dzisiaj, w XXI w., nic w Tybecie nie jest takie, jak nam się wydaje…

 

Kiedy w 1904 r. brytyjska ekspedycja wojskowa wchodziła do Lhasy, stolicy Tybetu, żołnierzy powitała burza oklasków. Brytyjczycy byli zdziwieni i zachwyceni – najwyraźniej miejscowa ludność miała dość rządów teokracji dalajlamów i z radością przyjmowała imperialne wojska. Trochę czasu minęło zanim ktoś uprzejmie im wytłumaczył, że oklaski są tutaj wyrazem dezaprobaty, a tłum chciał sprowadzić w ten sposób nawałnicę, żeby zmyć wrogą armię z powierzchni ziemi. Energiczne klaśnięcia w dłonie miały też odpędzić przybyszów – tak samo, jak odgania się złe duchy.

Więcej…

Droga do tajskiego raju

DAWID ZASTROŻNY


Ulotka na lotnisku, przewodnik w plecaku, film na ekranie pokładowego monitora: zanim nasze stopy dotkną tajskiej ziemi, sądzimy, że wiemy, czego się spodziewać. Znamy już uśmiech Leżącego Buddy ze świątyni Wat Pho, naszą wyobraźnię rozpala złoto Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku. Nowoczesny terminal lotniska w stolicy Tajlandii jest przyjaźnie rozplanowany i wiemy dokąd iść. Nie jesteśmy tylko przygotowani na to, co czeka na nas na zewnątrz.

Bangkok pędzi, a pierwsze spotkanie z nim jest niczym czołowe zderzenie. Tajska metropolia domaga się uwagi powodzią neonów, których znaczenia nie pojmujemy. Wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się znajome, wcale takie nie jest. Warto więc zostać tu kilka dni, żeby się oswoić i bez pośpiechu chłonąć energię tego ogromnego miasta.

Więcej…