PAWEŁ SKAWIŃSKI

autor książki Gdy nie nadejdzie jutro

 

<< Żeby zrozumieć wielką różnorodność Indii, trzeba pojechać w Himalaje, wybrać się na trekking przez deszczowy, zielony Sikkim, spalony słońcem, pustynny Ladakh i żyzny, szafranowy Kaszmir. Odpowiedź na pytanie, co – mimo aż tylu rzucających się w oczy różnic – łączy mieszkańców tego fascynującego kraju, można znaleźć również na dalekim południu Półwyspu Indyjskiego – w iście baśniowej Kerali. >>

Hindusi wierzą, że ich bogowie wybrali Himalaje na swoją siedzibę. Tu mieszka Śiwa z małżonką Parwati („górską boginią”), tutaj bierze swój początek święty Ganges. W tym rejonie rozpowszechnił się głównie buddyzm, ale wciąż silny jest też hinduizm oraz islam. Wyznawcy tych trzech religii na przestrzeni wieków toczyli zaciekłe boje o najwyższe góry świata.

W tym wydaniu magazynu All Inclusive chciałbym zaprosić wszystkich miłośników subkontynentu indyjskiego (i nie tylko!) do odwiedzenia czterech niezwykłych regionów Indii: północno-wschodniego stanu Sikkim, himalajskiej krainy Ladakh, leżącego na północnym zachodzie Kaszmiru oraz Kerali nad Oceanem Indyjskim. Każdy z nich odsłoni przed swoimi gośćmi nowe, nieznane oblicze tego ogromnego południowoazjatyckiego państwa.

 

 Mały Nepal

Podróż do indyjskiego stanu Sikkim rozpoczynamy w stolicy Bengalu Zachodniego, dusznej Kalkucie – jednym z najbardziej zatłoczonych miast świata (na 1 km² żyje tu ok. 25 tys. osób!), z postkolonialną zabudową i atmosferą jak z poprzedniej epoki. Podążając dalej na północ, mijamy Dardżyling, kiedyś co prawda należący do księstwa Sikkim, ale brutalnie zagarnięty przez Brytyjczyków w XIX w. Tutejsze plantacje herbacianych krzewów ciągną się aż po horyzont, pokrywając grubym, gęstym dywanem łagodne wzgórza, na których zbiera się jeden z najlepszych gatunków herbaty na świecie. W końcu ciemnozielone pola przechodzą w ryżowe tarasy, ostro wcięte w strome zbocza. Nad całą krainą góruje Kanczendzanga (Kanczendzonga), trzecia co do wysokości góra naszego globu, gdzie w 1992 r. zginęła najwybitniejsza polska himalaistka, Wanda Rutkiewicz (1943–1992). Pięć wierzchołków tego masywu (najwyższy ma 8586 m n.p.m.) przez tutejsze ludy uznawanych jest za święte, tak jak Ararat przez Ormian albo Sagarmatha, czyli Mount Everest, przez Nepalczyków. Pierwsze ekspedycje z lat 50. XX w. zatrzymywały się kilka metrów przed szczytem, aby nie sprofanować tego miejsca i nie niepokoić górskich bogów, którzy potrafią się zemścić.    

FOT. WIKIPEDIA.COM/CARSTEN NEBEL

Kangchengyao (6889 m n.p.m.) w północnym Sikkimie

 

             Uczestnicy wypraw wspinaczkowych zdobywają najczęściej Goecha La (4940 m n.p.m.), skąd roztacza się najlepszy widok na świętą górę. Nieco trudności przysparza wyrobienie odpowiednich dokumentów – potrzeba osobnych pozwoleń na wjazd do stanu Sikkim i na same trekkingi. Warto wcześniej sprawdzić przepisy, ponieważ często się zmieniają, a miejscowe agencje turystyczne starają się czasami wykorzystać niewiedzę turystów. Wyprawę najlepiej zaplanować na okres między końcem września a początkiem listopada. Należy jednak pamiętać o tym, że ostatnio letnie monsuny bywają dosyć nieregularne i mogą się trochę przeciągnąć, a w Sikkimie są bardzo gwałtowne i towarzyszą im obfite opady deszczu. Trochę gorszym terminem wydają się miesiące przedmonsunowe – kwiecień i maj. Bardzo szybko robi się wtedy gorąco. Sam trekking pod Kanczendzangę stanowi wyprawę w inny świat. Malutkie górskie wioski i bujny, wilgotny las w niższych partiach, pełny rozkwitających na wiosnę rododendronów, sprawiają, że Sikkim z tej strony wygląda jak sąsiedni Nepal. Na tym podobieństwa zresztą się nie kończą. Mieszkańcy północnoindyjskiego stanu współdzielą z Nepalczykami kulturę, zwyczaje, a także język. Nepalski to lingua franca tego regionu i oficjalny język urzędowy. Podobnie przedstawia się również kwestia religii. Ponad 60 proc. Sikkimczyków wyznaje hinduizm, spopularyzowany w tym rejonie przez osiedlających się po tej stronie Kanczendzangi przybyszów z Nepalu.   

            Ten skrawek terytorium Indii (stanowiący kiedyś niezależne księstwo), wciśnięty między Nepal, Bhutan i Chiny, ze względu na swoje położenie miał zawsze duże znaczenie strategiczne. Przez przełęcz Nathu La (4310 m n.p.m.) prowadził niegdyś słynny jedwabny szlak do chińskiego imperium. Tędy można było dostać się do Lhasy w Tybecie albo do Bengalu, który jeszcze w XVIII w. uchodził za jedno z najbogatszych miejsc na ziemi. Nic dziwnego, że o kontrolę nad tą himalajską przełęczą krwawe boje toczyli Bhutańczycy i Nepalczycy oraz biali kolonizatorzy. Gdy Indie uzyskały w 1947 r. niepodległość, również marzeniem ich pierwszego premiera – Jawaharlala Nehru (1889–1964) – stało się włączenie małego księstwa Sikkim do nowego państwa. 

 

Niedostępny Ladakh

Jeszcze sto lat temu podróż przez Himalaje wyglądała zupełnie inaczej. Trwała tygodniami, a nawet miesiącami. W góry ciągnęli ludzie nieustraszeni, najbardziej zdeterminowani, najsilniejsi fizycznie i psychicznie. Tylko urodzeni liderzy potrafili przewodzić karawanom i to o nich krążyły legendy, o nich opowiadano barwne historie w przydrożnych tawernach. Droga do Ladakhu należała do najtrudniejszych w ówczesnym świecie. Nie bez powodu jedną z pierwszych bram na szlaku do tej niedostępnej krainy – Rohtang La (3979 m n.p.m.) – nazwano przełęczą czaszek. Nieraz podróżujących zaskakiwało w tej okolicy gwałtowne załamanie pogody i na wiosnę kolejni śmiałkowie odkrywali tutaj stosy ciał.

FOT. CHRIS CALDICOTT/SHAKTI TRAVEL

 

Ladakh - fragment buddyjskiej gompy (klasztoru)

 

                Dzisiaj do Ladakhu prowadzi asfaltowa, miejscami szutrowa droga, która jest jedną z najwyższych na świecie górskich tras samochodowych. Dwie tutejsze przełęcze – Lachalung La (5060 m n.p.m.) i Taglang La (5328 m n.p.m.) – znajdują się powyżej 5 tys. m n.p.m. Dłuższy pobyt na tej wysokości bez aklimatyzacji grozi śmiercią. Dlatego wzmocnione busy i samochody terenowe pokonują niemal 500-kilometrową trasę z Manali w stanie Himachal Pradesh do Leh (stolicy Ladakhu) w ekspresowym tempie ok. 17–20 godzin. To prawie cały dzień szalonej jazdy, podczas której co chwilę trzeba wymijać potężne ciężarówki jadące z ładunkiem do Ladakhu. Każdy manewr bywa ryzykowny. Często koła pojazdów buksują na krawędziach wąskiej drogi, nad kilkusetmetrowymi przepaściami. Zdarza się, że dwa samochody ciężarowe nie mieszczą się obok siebie i jeden z nich musi się wycofać do najbliższego zakrętu. Wtedy drugi kierowca, pełniący rolę pilota, wyskakuje z szoferki i – gwiżdżąc lub miarowo uderzając dłonią o karoserię – wydaje instrukcje prowadzącemu. Taki pomocnik jest niezbędny, ale i tak zdarzają się wypadki. Wystarczy spojrzeć w głąb niektórych przepaści – straszą w nich szkielety ciężarówek i autobusów.

FOT. CHRIS CALDICOTT/SHAKTI TRAVEL

Rafting na rzece Indus, w tle klasztor Thikse (Thiksey) koło Leh

 

            W przeszłości ludzie zazwyczaj wozili tędy towar do Leh, bramy do Tybetu. Współcześni podróżnicy odkryli Ladakhu bardzo późno, bo dopiero w latach 70. XX w. Znaleźli tu magiczną krainę pełną tajemnic, która wygląda jak z innego świata. W okolicach Manali znika gdzieś zieleń z doliny Kullu. Zamiast bujnych lasów Sikkimu są tylko majestatyczne, nagie góry mieniące się, w zależności od pory dnia, mnóstwem kolorów: od czerni i szarości po jasne, piaskowe żółcie, przechodzące w końcu w krwistą czerwień w czasie zachodu słońca.

            W zgodzie z surową przyrodą żyją tutaj buddyści. Mówi się, że Ladakh jest obecnie bardziej tybetański od Tybetu, gdzie podczas rewolucji kulturalnej Mao Zedonga (1893–1976) zniszczono setki klasztorów, które teraz się odnawia. Natomiast ten region, należący do Indii (wchodzący w skład stanu Dżammu i Kaszmir), uchronił się na szczęście przed dewastacją.

            Najbardziej okazały jest klasztor w Hemis. Mieszka w nim ponad setka mnichów. Warto też odwiedzić pobliskie Shey i Spituk oraz Stok. W każdym z tych kompleksów znajdziemy ogromne thanki, czyli malowidła na tkaninach przedstawiające Buddę. Wyznawcy buddyzmu modlą się przed nimi i medytują, dlatego wieszają je również w swoich domach. To chyba najbardziej oryginalna pamiątka z Ladakhu. Na głównym bazarze w Leh thanki oferuje sporo sklepów, ale polecam odwiedzić kilka, aby poznać ceny i przyjrzeć się jakości wykonania. Sprzedawcy zazwyczaj mówią, że ich zwoje zrobili starzy mnisi z klasztoru. Niestety, nie zawsze bywa to prawda.

            Ladakh słynie z pięknych tras trekkingowych i malowniczych jezior. Warto wybrać się m.in. do uroczej doliny Nubra („Dolina Kwiatów”) czy na kilkudniową wycieczkę do klasztoru Lamayuru (blisko Leh). Polecam także wyprawę jeepem nad wysoko położone jezioro Pangong Tso (4250 m n.p.m.). Co istotne, do tego regionu Indii można już dostać się samolotem – loty z Nowego Delhi do Leh odbywają się dość regularnie. Trzeba jednak pamiętać o ryzyku choroby wysokościowej, ponieważ stolica Ladakhu leży na ponad 3500 m n.p.m. 

 

Rajski Kaszmir

Za jeden z najstarszych klasztorów w Ladakhu uchodzi Alchi. Pochodzi najprawdopodobniej z początku XI w. i został zbudowany przez Rinchena Zangpo (958–1055). Ten słynny lama przybył z... Kaszmiru, który rzadko kojarzy się z buddyzmem. Obecnie dominuje w nim islam, ale w okolicy jeziora Dal w Śrinagarze znajdują się ruiny budynków wzniesionych na jeden z największych synodów buddyjskich.

            Takich niespodzianek czeka na nas w Kaszmirze znacznie więcej. Lalla (ok. 1320–1392) była mistyczką kaszmirskiej sekty uznającej Śiwę za jedynego boga. Jednocześnie inspirowali się nią sufiowie – mistycy islamscy. Doprowadziła ona do rewolucji obyczajowej – zwykła chodzić nago, aby udowadniać innym, że gorset rygorystycznych zwyczajów jest czymś powierzchownym, a ludzi należy oceniać takimi, jakimi są naprawdę.

            Często zdarza się, że właściciele indyjskich agencji turystycznych straszą porwaniami dokonywanymi przez kaszmirskich muzułmanów. Chodzi im głównie o sprzedanie oferty z innego mniej atrakcyjnego regionu lub wytworzenie poczucia zagrożenia u klienta, aby zdał się całkowicie na wszelkie sugestie agenta. Co prawda w Kaszmirze dosyć często dochodzi do protestów przeciw indyjskiemu rządowi, ale mają one charakter pokojowy. Na islam Kaszmirczyków duży wpływ wywarły tradycje buddyjskie i hinduistyczne. Co więcej, mieszkańcy tego regionu żyją z turystyki, więc podróżnicy nie muszą obawiać się o swoje zdrowie i życie. A Kaszmir ma naprawdę czym się pochwalić. Tutejszy krajobraz przypomina szwajcarskie Alpy. Z tą tylko różnicą, że w Europie nie zobaczymy pól złotego szafranu, ani jeziora Dal, gdzie cumują bogato rzeźbione, luksusowe łodzie-hotele.     

 

Bogowie Kerali

Hindusi i muzułmanie wadzą się w Kaszmirze, ale w Kerali każdego roku odbywa się święto obu religii. W miejscowości Erumeli, na południe od Koczin, wyznawcy hinduizmu modlą się w meczecie. Następnie muzułmanie idą do świątyni boga Ajjappana, którego serdecznym przyjacielem był islamski wojownik Wawar (Vavar). Według tradycji obaj, ramię w ramię, pokonali demona Mahisiego. Świąteczna procesja odwiedza też kościół. W tym czasie znikają religijne podziały.

Rozlewiska Kerali - rejs łodzią kettuvallam

 

                Coś jest takiego niezwykłego w Kerali, położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu Indii, że jej mieszkańcy żyją ze sobą w pokoju. Może dlatego, że właśnie tutaj rozwinęła się w starożytności Ajurweda…? Esencję tej dziedziny medycyny naturalnej stanowi uzyskanie harmonii duszy i ciała. Odbywa się to m.in. poprzez zabiegi oczyszczania organizmu z toksyn, z użyciem olejów i ziół, oraz odpowiednią dietę (Keralczycy jedzą dużo ryb). Ludzie Zachodu powoli odkrywają piękno niezliczonych rozlewisk, jezior i rzek dziewiczej Kerali, które można zwiedzać, podróżując komfortowymi łodziami-domami. Zachwyca ich również bogactwo kuchni i smaków, wspaniała stara kultura oraz dobroczynne działanie Ajurwedy. Jednak najciekawsi są sami Keralczycy, potomkowie Drawidów, zepchniętych przez wrogie wojska z północy, kupców arabskich, rzymskich, a także żydowskich. To oni nazywają swoją malowniczą krainę „rajem wielu bogów”.

FOT. KERALA TOURISM

Kerala to ojczyzna najstarszej medycyny świata - Ajurwedy

 

Indie to bez wątpienia kraj pełen tajemnic, cudownych atrakcji, niezmiernie rozległy i różnorodny, choć większości Europejczyków znany głównie z produkcji bollywoodzkich. Planując podróż do tego fascynującego zakątka Azji, warto więc zastanowić się nad odwiedzeniem miejsc mniej popularnych, takich jak Sikkim, Ladakh, Kaszmir czy Kerala. Jeśli ich nie zobaczymy, nigdy nie będziemy mogli powiedzieć, że naprawdę wiemy, czym są Indie…    


 

Artykuły wybrane losowo

Peru zawsze gościnne dla Polaków

Martha Chavarri-Dupuy – ambasador Republiki Peru w Polsce – odpowiada na pytania Michała Domańskiego.

W tym roku przypada 90. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między Peru a Polską. Co łączy oba nasze kraje?

Rocznicę tę obchodzimy dokładnie w dniu 6 września br. Z tej okazji planujemy zorganizowanie licznych wydarzeń, prezentujących rozwój relacji pomiędzy naszymi państwami w różnych dziedzinach. Należy jednak podkreślić, że historia kontaktów mieszkańców obu krajów jest dużo dłuższa. W połowie XIX w. przybyło do Peru wielu wybitnych Polaków, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do rozwoju nauk i infrastruktury naszej republiki. Warto wspomnieć, że jeszcze do niedawna najwyżej położona linia kolejowa na świecie, za jaką uważano Ferrocarril Central del Perú (obecnie Ferrocarril Central Andino, czyli Centralną Kolei Andyjską), została zaprojektowana przez polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego.

Więcej…

Malta – kraina cudów

AGNIESZKA KAMIŃSKA

<< Mozaika wielu kultur czyni Maltę jednym z najciekawszych miejsc na urlop dla miłośników historii, architektury i sztuki. Dzięki znakomitym warunkom do uprawiania rozmaitych aktywności odnajdą się tutaj również amatorzy sportów wodnych, plażowicze, zakochane pary i spragnieni wrażeń imprezowicze. To niezmiernie ciekawy kraj. Każdego roku odwiedzają go prawie 2 mln turystów. Ze względu na swoje specyficzne położenie archipelag ten stanowił przez wieki wyjątkowe miejsce, w którym spotykały się i mieszały ze sobą wpływy europejskie, afrykańskie i azjatyckie.>>

 

Gwiaździsty Fort św. Elma na końcu półwyspu Sciberras w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

Wyspy Maltańskie leżą na Morzu Śródziemnym na wysokości Tunezji. Trzy największe – Malta, Gozo i Comino – są zamieszkałe. Archipelag należy do jednego z najmniejszych krajów Europy (316 km² powierzchni i ok. 450 tys. ludności), czyli Republiki Malty. Jej stolicą jest Valletta.

Łagodny klimat wysp sprawia, że warto je odwiedzić nie tylko w sezonie letnim. Słońce świeci tu przez mniej więcej 300 dni w roku. Dlatego to znakomite miejsce na zorganizowanie np. wyjazdu majowego.

 

PODRÓŻ W CZASIE

Według jednej z teorii Malta zawdzięcza swoją nazwę Fenicjanom (wywodzi się ją od fenickiego słowa maleth oznaczającego „przystań” lub „port”), którzy zaczęli przybywać na wyspę ok. 800–700 r. p.n.e. Jednak początki cywilizacji w tej części Europy sięgają 5200 lat p.n.e., a pierwszymi osadnikami na archipelagu byli mieszkańcy pobliskiej Sycylii. Największymi tutejszymi ciekawostkami archeologicznymi są budowle megalityczne. Te prehistoryczne obiekty po prostu trzeba zobaczyć.

Jednym z nich jest kompleks Ġgantija znajdujący się na Gozo. Należy on do najstarszych budowli na świecie – ma ok. 1 tys. lat więcej niż słynne piramidy w egipskiej Gizie (eksperci szacują, że powstał między 3600 a 3200 r. p.n.e.). Z daleka przypomina nieco kamienny krąg Stonehenge, choć z pewnością trafia tu o wiele mniej turystów niż pod Salisbury w południowej Anglii. Ġgantija razem z kompleksami Tarxien, Ħaġar Qim, Mnajdra, Skorba i Ta’ Ħaġrat na Malcie została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niewątpliwą atrakcją dla osób zainteresowanych prehistorią jest też podziemne Hypogeum Ħal-Saflieni w miejscowości Paola. Wiedzę na temat dziejów archipelagu można pogłębić w Narodowym Muzeum Archeologicznym (National Museum of Archaeology) w Valletcie.

Miłośnicy architektury będą Maltą zachwyceni. Przez kolejne stulecia mieszały się tu wpływy różnych kultur. Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie – wszyscy oni pozostawili po sobie ślady w postaci budynków sakralnych i użyteczności publicznej. Wyjątkowo duże znaczenie w dziejach wyspy miał okres panowania zakonu joannitów (1530–1798). Po osiedleniu się na Malcie przyjęli oni nazwę kawalerów maltańskich. Do dziś zachowały się wzniesione przez nich niegdyś masywne fortyfikacje (ze słynnym Fortem św. Elma w Valletcie), charakterystyczne mury miejskie i liczne świątynie.

 

KRAJ KOŚCIOŁÓW

Pierwsze, co zauważa się po przybyciu do tego niewielkiego wyspiarskiego państwa, to fakt, że jest tutaj bardzo jasno i świetliście. Wysokie kamienice ozdobione kolorowymi drewnianymi balkonami, mury miast, forty i kościoły zbudowane są z piaskowca, który doskonale odbija promienie słoneczne i pięknie kontrastuje z błękitem nieba.

Malta to wyspa świątyń. Kościołów katolickich znajduje się na niej podobno tyle, ile dni ma rok. Budowle sakralne górują nad miastami i wioskami. Najsłynniejszą z nich jest XVI-wieczna Konkatedra św. Jana w Valletcie – jej wnętrze uchodzi za jeden z najlepszych przykładów stylu barokowego w Europie. Pielgrzymują do niej tłumnie również miłośnicy sztuki, m.in. ze względu na obraz włoskiego malarza Caravaggia z 1608 r. Ścięcie św. Jana Chrzciciela.

Do ciekawszych obiektów sakralnych na Malcie należy także Rotunda w Moście, czyli neoklasycystyczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z lat 1833–1860. Jest on wzorowany na rzymskim Panteonie, a wewnętrzna średnica jego kopuły wynosi ponad 37 m. W zakrystii znajduje się replika niemieckiej bomby, która została zrzucona w czasie II wojny światowej na świątynię i nie wybuchła, co uznano za cud.

Również Gozo znaczą liczne kościoły. Duże wrażenie robi Bazylika Ta’ Pinu – jej wyniosły gmach wyrasta pośrodku niczego w pobliżu miejscowości Għarb. Ze względu na odnotowane w niej cuda świątynia ta jest celem pielgrzymek katolików.

Turyści zainteresowani zwiedzaniem miast najlepiej będą się czuli w stolicy Malty. Vallettę wypełniają zabytki – na jej niewielkim obszarze (zaledwie 0,8 km2) znajduje się ich aż 320. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. została ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

  

Przepiękne, bogato zdobione wnętrze Konkatedry św. Jana w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

SACRUM I PROFANUM

Maltańczycy uchodzą za jeden z najbardziej religijnych narodów w Europie. Katolicyzm jest w ich kraju religią państwową, a prawie 90 proc. mieszkańców deklaruje praktykowanie wiary. Co ciekawe, w języku maltańskim, spokrewnionym z arabskim, na określenie Boga używa się słowa Alla. Ze względu na dużą liczbę miejsc kultu religijnego wyspy, a szczególnie Gozo, są celem pielgrzymów z całej Europy. Na trasie pielgrzymki nie może zabraknąć m.in. drogi krzyżowej z figurami naturalnej wielkości, znajdującej się na wzgórzu Ta’ Għammar (tuż obok wspomnianej już Bazyliki Ta’ Pinu), czy 12-metrowej kopii posągu Chrystusa Odkupiciela z brazylijskiego Rio de Janeiro, wznoszącej się nad miejscowością Żebbuġ.

Maltańska religijność sprawia wrażenie bardzo radosnej, a kult świętych często manifestuje się tu w postaci fiest, podczas których sacrum przeplata się z profanum. Jedną z okazji do świętowania jest dzień patrona miejscowości lub kościoła. Świątynie ozdabia się wtedy kolorowymi lampkami i girlandami, odbywają się uroczyste procesje, a wieczorem odpalane są sztuczne ognie. Do najhuczniej obchodzonych uroczystości należy wspomnienie rozbicia się okrętu ze św. Pawłem na pokładzie u wybrzeży Malty (10 lutego).

Wydarzeniem, które przyciąga rzesze turystów, jest obchodzony zimą widowiskowy karnawał. Przez kilka dni ulice miast wypełnia wówczas kolorowy tłum w fantazyjnych przebraniach, a festyny trwają do białego rana. Zwieńczenie tego radosnego okresu stanowi Grand Finale na St. Anne’s Street we Florianie z paradą z platformami i pokazem fajerwerków. Karnawał hucznie obchodzi się także w Nadur na Gozo.

Malta jest również wyspą kultury. Przez cały rok organizuje się na niej dziesiątki ważnych wydarzeń kulturalnych. W maju odbywa się Malta World Music Festival, w czerwcu – Valletta Film Festival, a w lipcu – Malta International Arts Festival (w 2018 r. rozpoczyna się 29 czerwca), łączący sztuki wizualne z tańcem, operą, teatrem i filmem i przyciągający artystów z całego świata. Lato to też okres plenerowych imprez muzycznych. Wśród najbardziej znanych należy wymienić Isle of MTV (Wyspę MTV), wielki koncert muzyki pop we Florianie, na którym każdego roku bawi się ok. 50 tys. ludzi.

Na 2018 r. zaplanowano wyjątkowo dużo wydarzeń kulturalnych, ponieważ Valletcie (oraz holenderskiemu Leeuwarden) na ten czas nadano tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Motywami przewodnimi imprez, wystaw, spektakli, pokazów ulicznych i koncertów odbywających się w stolicy Malty są m.in. wyspiarskość, barok i podróże oraz kulturowe partnerstwo z Japonią. Szczegółowy program dostępny jest na stronie internetowej www.valletta2018.org.

 

Radosny, wielobarwny pochód karnawałowy

© VIEWINGMALTA.COM

 

RAJ DLA PLAŻOWICZÓW

Choć archipelag może być idealnym miejscem do odkrywania dziedzictwa europejskiej kultury, to letnie temperatury, dochodzące nawet do 40°C, nie zachęcają do zwiedzania. W tym czasie zjeżdżają tu plażowicze i miłośnicy sportów wodnych. Linia brzegowa Malty ma ok. 197 km długości i jest ukształtowana w urozmaicony sposób. Na wybrzeżu kraju znajdują się wysokie klify i idealne do nurkowania czy snorkelingu spokojne zatoczki, a także kilka zachęcających do odpoczynku piaszczystych plaż i malowniczych półwyspów. Ze względu na panujący w okresie letnim upał, którego nie łagodzi ciepły i często porywisty wiatr, turyści i miejscowi szukają choćby chwilowego ochłodzenia w przejrzystym Morzu Śródziemnym, co nie zawsze się udaje, ponieważ w sierpniu temperatura wody potrafi wynosić nawet 30°C. Mimo to w sezonie trzeba być przygotowanym na tłumy wczasowiczów. Dlatego przy planowaniu podróży na Maltę warto rozważyć wyjazd na wiosnę lub jesień. Na plażach jest w tych okresach nieco luźniej, choć bywa wtedy bardzo ciepło. Znawcy tematu twierdzą, że na plażowanie najlepiej wybrać się na archipelag w październiku (woda wciąż ma wówczas powyżej 20°C).

Najwięcej amatorów kąpieli słonecznych odwiedza północno-zachodnie wybrzeże Malty. Piaszczystych plaż jest na wyspie niewiele, dlatego w sezonie są one okupowane. Jedna z najsłynniejszych to Golden Bay, usytuowana niedaleko popularnego wakacyjnego kurortu Mellieħa. Dużo większy spokój panuje w rejonie położonej na południe stąd zatoki Għajn Tuffieħa (Għajn Tuffieħa Bay). Wieczorem warto wdrapać się na stojącą na klifie starą wieżę obronną z 1637 r., ponieważ można tu podziwiać jedne z najpiękniejszych zachodów słońca na Malcie. Bardziej kameralnie jest w ukrytej między skałami niewielkiej Rajskiej Zatoce (Paradise Bay). Jej nazwa znakomicie do niej pasuje. Piasek pokrywa też brzegi leżącej na północy zatoki Armier (Armier Bay), gdzie udają się głównie młodzi ludzie.

Jeden z cudów natury na archipelagu (i od czasu zawalenia się Lazurowego Okna na Gozo w marcu 2017 r. chyba najchętniej fotografowane przez turystów miejsce) stanowi cieśnina Błękitna Laguna pomiędzy wyspami Comino i Cominotto. Jej krystalicznie czyste wody w niezwykłym odcieniu turkusu podziwia rocznie ok. 20 tys. osób.

Ci, którym nie zależy na piaszczystej plaży, mają na Malcie zdecydowanie większy wybór pięknych zakątków, ponieważ wybrzeże kraju jest w dużej mierze skaliste. Wspaniale prezentuje się m.in. miasto Saint Paul’s Bay z zacumowanymi łódkami, palmami rosnącymi na brzegu i ciągnącą się wzdłuż niego promenadą. Pewnie nie wszyscy opalający się na skałach turyści wiedzą, że leżą na pozostałościach murów obronnych wybudowanych przez kawalerów maltańskich w XVIII w. Na tych, którym znudzi się plażowanie lub chcą chwilę odpocząć od słońca, czekają pobliskie Narodowe Akwarium Malty (Malta National Aquarium) i kasyno (Oracle Casino).

Na Malcie znajduje się również sporo wodnych atrakcji dla dorosłych i dzieci. Na północnym wybrzeżu wyspy w pobliżu miejscowości Naxxar warto odwiedzić Mediterraneo Marine Park, w którym odbywają się pokazy z udziałem delfinów i uchatek patagońskich. Obok działa Splash & Fun Water Park z basenami ze sztuczną falą i zjeżdżalniami.

 

DLA AKTYWNYCH

Podczas gdy jedni wylegują się na plaży, inni wolą spędzać urlop aktywnie. Malta jest wręcz stworzona do tego typu wypoczynku, a zwłaszcza uprawiania sportów wodnych. W okolicznych przejrzystych wodach można pływać i nurkować, na tworzących się na nich falach spróbować swoich sił w surfingu.

Rejon archipelagu to jedno z najpopularniejszych miejsc do nurkowania w Europie. Na wyspach funkcjonuje ok. 60 profesjonalnych baz nurkowych, a wokół na dnie Morza Śródziemnego leży kilkadziesiąt zatopionych statków. Nurkowie eksplorują tu także jaskinie, np. Blue Hole na Gozo czy Blue Grotto na Malcie. Największe maltańskie centra nurkowe znajdują się we wspomnianej już miejscowości Saint Paul’s Bay. Poza tym popularnością cieszy się też zatoka Dwejra (Dwejra Bay) na Gozo. Na archipelagu wielu turystów próbuje również snorkelingu np. w takich miejscach jak Għar Lapsi na południu Malty oraz w zatokach na Gozo: Hondoq, Xwejni i Xatt l-Ahmar.

Okolicę wysp wybierają bardzo często także amatorzy żeglarstwa. Bez problemu można tutaj znaleźć firmę zajmującą się czarterem jachtów i łodzi. Najstarsza marina na Malcie znajduje się w miejscowości Msida (720 miejsc) i jest wymieniana wśród najlepszych w basenie Morza Śródziemnego. Na zainteresowanie zasługują również przystanie w St. Julian’s i Birgu (Vittoriosie). Popularne wśród turystów są rejsy dookoła trzech wysp: Malty, Gozo i Comino, a także wycieczki motorówką czy rekreacja na rowerach wodnych. Odnajdą się tu też miłośnicy wędkowania (wymagane jest pozwolenie na połów).

Ze względu na skaliste wybrzeże Malta idealnie nadaje się do uprawiania wspinaczki skałkowej. Zwolennicy mniej ekstremalnych wrażeń mają do wyboru dyscypliny sportowe z brytyjską tradycją, takie jak golf lub krykiet, których centrum znajduje się w miejscowości Marsa (Royal Malta Golf Club i Marsa Sports Club). Gozo można z kolei zwiedzać w siodle (przejażdżki oferują m.in. stadniny w miejscowości Xagħra) albo rowerem (ze względu na ukształtowanie terenu przyda się dobra kondycja).

 

Popeye Village – wioska złożona z 19 budynków

© VIEWINGMALTA.COM/SEREN OZCAN

 

ŚLUB W WIOSCE POPEYE’A

Piknik na plaży, zwiedzanie winnic, wieczorny rejs dookoła Comino z kolacją na pokładzie jachtu czy spacer po promenadzie w Sliemie – to tylko niektóre z licznych atrakcji dla zakochanych par. Urokliwe uliczki w Valletcie aż się proszą o to, żeby się w nich zgubić i odkrywać miejsca, w których czas się zatrzymał i o których nie piszą w przewodnikach. Malta jest idealnym celem na romantyczny weekend we dwoje, podróż poślubną albo organizację ślubu w niecodziennej scenerii, jak choćby w słynnej wiosce marynarza Popeye’a (Popeye Village) lub XVII-wiecznej wieży obronnej Dwejra na Gozo.

Nie ma też nic bardziej magicznego niż wschód albo zachód słońca oglądany w położonej ok. 10 km na południowy wschód od Valletty niewielkiej rybackiej miejscowości Marsaxlokk. Zacumowane w porcie tradycyjne maltańskie łodzie zwane luzzu są pomalowane na intensywne kolory. Na dziobie zdobią je oczy, które mają chronić rybaków udających się na połów. Te charakterystyczne łodzie same w sobie stanowią atrakcję turystyczną. Ślubna sesja zdjęciowa w tym miejscu to świetna pamiątka z Malty.

Zakochanym spodoba się także w Mdinie. Ta dawna maltańska stolica (do 1530 r.), założona ok. VIII w. p.n.e. przez Fenicjan jako warowna osada (pod nazwą Maleth), nazywana bywa cichym miastem, dlatego że jej otoczoną murami najstarszą część zamieszkuje jedynie 300 osób i jest ona zamknięta dla ruchu pojazdów. Mdina znajduje się w centrum Malty, zbudowano ją na wzgórzu. Podczas przechadzki jej wąskimi uliczkami warto przyjrzeć się architektonicznym detalom na fasadach budynków, wykonanym z kamienia, drewna lub popularnej tu ceramiki. Widok z usytuowanego na murach tarasu kawiarni „Fontanella® Tea Garden” należy do najbardziej spektakularnych na wyspie.

Nowożeńcy mogą korzystać ze zróżnicowanej bazy noclegowej. Do wyboru mają luksusowe apartamenty w miejskich pałacach, kameralne hotele na obrzeżach miejscowości czy rustykalne domy z prywatnym basenem (np. na Gozo).

 

JAK W FILMIE

Malta leży co prawda daleko od Los Angeles, ale szanse na spotkanie hollywoodzkiej gwiazdy są na niej zaskakująco duże. To tutaj Robin Williams prężył muskuły jako Popeye, Brad Pitt walczył pod Troją, a Ridley Scott kręcił sceny do swojego oscarowego Gladiatora. Według wyliczeń pomiędzy 1925 a 2017 r. wyspa była planem dla ok. 120 produkcji.

Miłośnikom kina dużą przyjemność sprawia odnajdywanie miejsc, gdzie powstawały ich ulubione filmy. Najbardziej rozreklamowaną filmową atrakcją na Malcie jest bez wątpienia Wioska Popeye’a (Popeye Village) w zatoce Anchor (Anchor Bay). Przyciąga ona głównie rodziny z dziećmi i choć ma zdecydowanie komercyjny charakter, warto ją odwiedzić.

Wielu twórców uległo czarowi Mdiny, która odgrywała nawet Rzym w filmie Hrabia Monte Christo z 2002 r. Chętnie przyjeżdżają tu również fani popularnego serialu Gra o tron. W pobliżu bramy miasta kręcono sceny przedstawiające wydarzenia dziejące się w Królewskiej Przystani (King’s Landing) w pierwszym sezonie produkcji.

Z kolei w Valletcie, w pobliżu Fortu św. Elma, powstawały zdjęcia do filmów Midnight Express i World War Z (z Bradem Pittem w roli głównej). Stolica Malty grała także m.in. francuską Marsylię we wspomnianym już Hrabi Monte Christo. Upodobał ją sobie poza tym Ridley Scott, któremu posłużyła za plan filmowy do ujęć prezentujących starożytny Rzym w Gladiatorze. Niestety, z pracą nad tą nagradzaną produkcją wiąże się pewna smutna historia. Jeden z aktorów, Anglik Oliver Reed, w przerwie między zdjęciami poszedł do pubu na drinka i… zmarł w nim na atak serca. Aby uczcić pamięć o nim, lokal został nazwany „Ollie’s Last Pub”.

Na dużym ekranie można było też oglądać ulubioną atrakcję turystów, czyli Błękitną Lagunę. Kręcono tu sceny do filmów Helena Trojańska ze Sienną Guillory i Rejs w nieznane z Madonną.

 

NAUKA I ZABAWA

Malta uzyskała niepodległość 21 września 1964 r. (jednak przez kolejne 10 lat jej królową pozostawała Elżbieta II). Wcześniej była kolonią brytyjską (od 1813 r., a od 1800 r. – brytyjskim protektoratem, oficjalnie częścią Królestwa Sycylii). Pozostałościami po tej przeszłości są charakterystyczne czerwone budki telefoniczne na ulicach, ruch lewostronny i język angielski, który obok maltańskiego pełni funkcję języka urzędowego. Wiele osób odwiedza Maltę i Gozo, aby doskonalić swoje umiejętności językowe. Kursy angielskiego ma w swojej ofercie ponad 40 miejscowych szkół, w których pracują wykwalifikowani nauczyciele, pochodzący najczęściej z Wysp Brytyjskich.

Po dniu spędzonym na nauce warto wieczorem nieco się rozerwać. Na Malcie znajduje się wiele odpowiednich do tego klubów. Nie bez powodu organizuje się tu wypady na wieczory kawalerskie i panieńskie, a także wyjazdy motywacyjno-integracyjne dla firm. W ciągu dnia można odpocząć w licznych komfortowych hotelach z centrami spa i wellness, wybrać się na przejażdżkę piętrowym imprezowym autobusem, pojeździć jeepem po Gozo, przyjrzeć się wyspom od strony wody (podczas rejsu łodzią) albo z góry (w trakcie lotu helikopterem).

Wieczorem koniecznie trzeba pojechać do St. Julian’s, nazywanego sin city („miastem grzechu”), gdzie przy Dragonara Junction i ulicy Santa Rita Steps toczy się nocne życie Malty. Popularnym rozrywkowym kurortem jest również Buġibba w Saint Paul’s Bay. Wiele osób kończy imprezę nad ranem na Strait Street w Valletcie, ulicy nazywanej niegdyś The Gut (ang. „jelito”, „flak”). Dla większych grup organizowane są też wieczory z tradycyjnymi daniami kuchni maltańskiej i oprawą zespołu muzycznego, grającego folkowe piosenki i współczesne hity.

 

NIE TYLKO KRÓLIK

Maltańska mieszanka kulturowa ma swoje odzwierciedlenie także w sztuce kulinarnej tego kraju. W miejscowej kuchni odnaleźć można zarówno wpływy sycylijskie (pizza, makarony), jak i brytyjskie (fish and chips). Jednak za największy przysmak uchodzi tu potrawka z królika, najczęściej serwowana w sosie z wina. Jedna ze stołecznych restauracji szczyci się tym, że w swoim menu posiada wersję tego dania, którą słynny brytyjski kucharz Jamie Olivier uznał za najlepszą na Malcie.

Ci, którzy za mięsem nie przepadają, mogą cieszyć się potrawami z różnorodnych ryb i owoców morza. Większość tych ostatnich, jak np. omułki, jest importowana z Włoch. Miejscowy specjał stanowi zupa rybna aljotta z dużą ilością czosnku. Turystom radzi się unikać jedzenia niektórych gatunków ryb, m.in. morszczuka, miecznika (włócznika) czy soli, ponieważ są zagrożone wyginięciem. Świeże ryby można kupić codziennie na targu w Marsaxlokk.

Jeśli mamy ochotę przekąsić coś na szybko, powinniśmy zdecydować się na pastizzi – chrupiące pierożki z ciasta francuskiego nadziewane aromatyczną ricottą lub groszkowym musem, a także arancini – smażone kulki ryżowe z serem i mięsem. Malta słynie z deserów, więc na koniec posiłku warto spróbować np. ciastek kannoli nadziewanych ricottą o różnych smakach albo tradycyjnego ciasta z figami, miodem i rodzynkami. Na głównej ulicy w Valletcie (Republic Street, Triq ir-Repubblika) koniecznie trzeba zjeść lody o fantazyjnym kształcie z lodziarni „Amorino”.

Na archipelagu pije się sporo wina, ale importuje się je głównie z Włoch. Lokalne produkty mają oznaczenie IGT Maltese Islands i DOK Malta lub DOK Gozo. Niestety, rzadko które zachwycają smakiem. Największe i najbardziej znane winnice to Marsovin (założona w 1919 r.) i Meridiana (istniejąca od 1987 r.). Malta nie jest jednak typowym celem wypraw enoturystycznych. Kto chce zapoznać się z miejscowymi tradycjami winiarskimi, może wybrać się na zwiedzanie winnicy połączone z degustacją. Oprócz wina Maltańczycy piją lokalne sznapsy, jak anyżowy likier anisette czy likier cytrynowy z Gozo.

Pragnienie najlepiej gasi piwo Cisk i bezalkoholowy, gazowany napój pomarańczowo-ziołowy Kinnie. Ten ostatni zwykle albo przypada komuś do gustu, albo zupełnie mu nie podchodzi. To zupełnie inaczej niż w przypadku Malty – w niej można się tylko zakochać.

Wydanie Wiosna 2018

Wakacje w siodle

konie_w_wodzie.jpg

Rajd konny koło Pałacu i Folwarku Galiny

©PAŁAC I FOLWARK GALINY


DOROTA WAGA

 

Turystyka aktywna cieszy się wciąż niesłabnącą popularnością. Wydaje się, że im więcej godzin spędzamy przed ekranem komputera albo telewizora lub w fotelu samochodowym, tym częściej w czasie wolnym chcemy zażywać ruchu. Wybieramy się więc na wędrówki po górach, spływy kajakowe, rejsy po wodach śródlądowych, czy nawet morzach i oceanach, , a także szczególnie ostatnio modne rajdy rowerowe. Coraz szersze zainteresowanie budzą też wyprawy konne, które przebojem zdobywają sobie rzesze oddanych wielbicieli na całym świecie, również w Polsce.

Więcej…