LUCYNA LEWANDOWSKA

www.lucyna-lewandowska.pl 

 

« Natura obdarowała ten kraj niemal wszystkim, co można sobie wymarzyć. Pustynne wybrzeże Pacyfiku („costa”) ciągnie się przez niemal 2,3 tys. km. Równolegle do linii brzegowej, w niedużej od niej odległości, wznosi się surowy, wyżynny region („altiplano”), a zaraz za nim pasmo Andów („sierra”) z najwyższym szczytem w peruwiańskich granicach – masywem Huascarán (6768 m n.p.m.). Leżącą za majestatycznym łańcuchem górskim wschodnią część kraju pokrywa wilgotny las równikowy („selva”). »

 

W tych czterech krainach geograficznych znajdziemy kaniony, pustynie, wulkany i najwyżej położone żeglowne jezioro na ziemi. Jeśli dodać do tego światowego formatu zabytki kultury, nie tylko inkaskiej, smaczną kuchnię czy kolorowe stroje mieszkańców, powstaje wspaniała mieszanka atrakcji, dzięki którym każda wizyta w Peru będzie udana. Najlepiej przekonać się o tym samemu.

 

Współczesne państwo, które wyłoniło się z hiszpańskiej kolonii, jest stosunkowo młode. Niepodległość ogłosiło w 1821 r. Od tego czasu funkcję jego stolicy pełni Lima, wcześniej odgrywająca tę samą rolę w kolonialnym Wicekrólestwie Peru (istniejącym od 1542 r.).

 

CENTRUM WSZYSTKIEGO

Naszą podróż zaczniemy od centrum inkaskiego świata, gdzie pośród łagodnych, nagich wzgórz z monumentalnymi, przykrytymi śniegiem andyjskimi szczytami w tle leży Cusco (Cuzco). O mieście tym mieszkańcy Limy mówią z nutą lekkiej zazdrości. W porównaniu z często zasnutą mgłą stolicą tu przez większą część roku świeci słońce. Piękna pogoda (ze średnią roczną temperaturą powietrza 13°C) to jedno. W przypadku Cusco ważne jest także położenie. Miasto znajduje się na ok. 3400 m n.p.m., należy więc pamiętać o aklimatyzacji. Jeśli lecimy z terenów położonych niżej, warto odpocząć na miejscu przez dwa, trzy dni, zanim rozpoczniemy zwiedzanie. Choroba wysokościowa może dotknąć każdego, niezależnie od wieku czy kondycji fizycznej. 

 

Chociaż mniej więcej 83 proc. mieszkańców Peru posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle w użyciu pozostaje kilkanaście języków indiańskich. Drugim najczęściej używanym językiem w kraju jest keczua (ponad 13,5 proc. Peruwiańczyków). I to właśnie w nim według jednej z hipotez Cusco ma oznaczać „pępek świata”. Takie tłumaczenie wydaje się bardzo sensowne. Wokół miasta zorganizowane było nie tylko całe państwo, ale i cały inkaski świat, zarówno w sensie metaforycznym, jak i dosłownym. Centrum stanowił plac, od którego biegły cztery główne drogi, tworzące osie imperium. Żyjąca w Cusco ludność również różniła się od tej z innych osad. Mieszkali tutaj przede wszystkim władcy i kapłani, choć nie mogło też zabraknąć członków ich świty, rzemieślników, wojskowych i przedstawicieli różnych nacji. Kolejni królowie wznosili w mieście swoje pałace i nowe świątynie. Pomimo upływu lat, licznych trzęsień ziemi i niszczycielskich wojen wiele z nich zachowało się do dzisiaj i nawet obecny plan ulic centrum Cusco nie odbiega zbytnio od tego z czasów Inków. 

 

Ważnym punktem była tu Coricancha, najważniejsza świątynia w całym imperium, przybytek poświęcony Inti, bogu słońca. Jej charakterystyczny łukowaty mur jest nadal widoczny. W czasach Inków to wspaniałe dzieło kamieniarzy zasłaniało pokrycie ze złotej blachy. Piękno tej konstrukcji zostało odkryte dopiero wtedy, gdy Hiszpanie zdarli blaszane płyty. Na fundamentach świątyni zbudowali następnie Klasztor św. Dominika (Convento de Santo Domingo) jako znak swojego panowania.

 

ŚWINKA NA TALERZU

W bocznej nawie monumentalnej Katedry w Cusco (Catedral del Cusco) umieszczono obraz miejscowego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na stole przed Jezusem i uczniami na talerzu leży pieczona… świnka morska (kawia domowa). Zwierzę zostało namalowane prawdopodobnie po to, aby scenie nadać lokalnego charakteru i uczynić ją bardziej przystępną dla odbiorców. Gryzonie znane nam z domowych klatek i terrariów uchodzą w tym kraju za przysmak jadany przy szczególnych okazjach (choć coraz częściej słyszy się od Peruwiańczyków, że dziś hoduje się je już tylko na potrzeby ciekawych nowych doznań turystów). 

 

Natura nie stworzyła sama świnki morskiej, co najmniej ok. 2,5 tys. lat p.n.e. na terytorium dzisiejszego Peru jej przodka udomowił człowiek. Zwierzęta te bardzo szybko się rozmnażają i nie są zbyt wymagające, jeśli chodzi o pożywienie. Hodowane w domach w Europie osiągają wagę maksymalnie 1,2 tys. g, peruwiańskie potrafią przekraczać nawet 2 kg. Kawie piecze się w piecu, grilluje lub opieka na ognisku i podaje najczęściej w całości. W niektórych restauracjach można również zamówić zupę przygotowywaną na bazie wywaru z tych gryzoni.

 

MISTRZOWIE KAMIENIARSTWA

Podczas wędrówki wąskimi uliczkami pięknego, starego Cusco warto odnaleźć calle Hatun Rumiyoq (Hatun Rumiyoc). W murze przy tej ulicy widoczny jest głaz o 12 narożach uchodzący za najsławniejsze osiągnięcie inkaskiej sztuki kamieniarskiej. Ten i inne kamienie w ścianie zostały dopasowane tak dokładnie, że nie wymagały łączenia żadną zaprawą, której Inkowie zwyczajnie nie znali. Obecnie mur stanowi część pałacu arcybiskupiego, pierwotnie jednak znajdowała się tu królewska rezydencja XIV-wiecznego władcy zwanego Incą Rocą. 

 

Z kolei od strony otwartego płaskowyżu, czyli w najsłabszym pod względem obronnym punkcie Cusco, strzegła jego mieszkańców cytadela Sacsayhuamán (przypominająca z lotu ptaka głowę pumy, której resztą ciała jest miasto). Także i ten wielki zespół forteczny wzniesiony został ze starannie dopasowanych, nieregularnych bloków kamiennych. Największe z zachowanych kamieni ważą nawet do 350 t, co budzi podziw i dziś, zwłaszcza jeśli wiemy, że inkascy budowniczowie nie znali koła ani nie używali zwierząt pociągowych. Ogromne, potrójne mury obronne twierdzy Sacsayhuamán biegną zygzakiem, dzięki czemu obrońcy mieli możliwość odparcia ataku ogniem krzyżowym. W miejscu tym Inkowie i Hiszpanie starli się w 1536 r. w trakcie ostatniej, decydującej bitwy o Cusco (tzw. oblężenia Cusco).

Cytadela Sacsayhuamán składa się z trzech potężnych murów w układzie tarasowym, jeden nad drugim

© PROMPERÚ/CARLOSSAL

 

W ŚWIĘTEJ DOLINIE

Wspaniałe przykłady architektury inkaskiej znajdziemy nie tylko w dawnym najważniejszym mieście imperium. Prawdziwe perełki skrywa dolina Urubamby, czyli Święta Dolina Inków (Valle Sagrado de los Incas). Należą do nich m.in. Machu Picchu, Písac (Pisaq), Ollantaytambo czy Wiñay Wayna (Huiñay Huayna). Ośrodki te łączyły funkcje rezydencjonalne, religijne i obronne. Zbudowane na górskich zboczach wprost nad rzeką mogły strzec również ważnych przejść. Charakterystyczną cechą ich wszystkich są przepiękne, często koncentrycznie położone tarasy uprawne. Zgodnie z założeniami miały być one użyteczne i jednocześnie charakteryzować się walorami estetycznymi. 

 

Obowiązkowym przystankiem w trakcie wszystkich wycieczek po Peru jest Machu Picchu (w keczua Stary Szczyt), usytuowane w zapierającej dech w piersiach scenerii: wysoko, bo aż 450 m nad płynącą w dole rzeką Urubambą (2430 m n.p.m.), pośród strzelistych wierzchołków obrośniętych bujną zielenią. Ta dawna posiadłość rodziny królewskiej stała się znanym na całym świecie symbolem inkaskiej cywilizacji. Według opinii wielu archeologów i historyków ośrodek założył ok. 1450 r. władca Inków Pachacutec (Pachacuti). Składały się na niego rezydencje członków domu królewskiego i ich świty, świątynie, łaźnie, pomieszczenia dla służby i tarasy uprawne. Po upadku Cusco Machu Picchu służyło, podobnie jak inne królewskie posiadłości położone na stromych stokach, jako kryjówka dla inkaskich wygnańców. Choć leży zaledwie ok. 80 km od dawnej stolicy imperium, nigdy nie zostało odnalezione przez konkwistadorów. Co więcej, Hiszpanie ani razu nie trafili w te niedostępne rejony. Jednak w XVI stuleciu Machu Picchu całkowicie opustoszało, wciąż nie wiadomo dlaczego. Może stało się tak z powodu epidemii lub suszy. Górskie ścieżki prowadzące do miasta przemierzało w ciągu kolejnych kilkuset lat niewielu miejscowych. Dla świata Machu Picchu odkryte zostało dopiero w lipcu 1911 r. przez ekspedycję z Uniwersytetu Yale pod kierownictwem Hirama Binghama (1875–1956). 

 

Miasto wzniesiono na powierzchni ok. 5 km2. Inkowie, tak jak przy innych ośrodkach, wykorzystali na swoje potrzeby naturalne ukształtowanie terenu. Na skalnych półkach powstały nie tylko tarasy, ale i całe założenie urbanistyczne. Dzisiaj Machu Picchu porasta bardzo dobrze przystrzyżona trawa. Nie jest to jednak efekt zastosowania kosiarek, lecz… wypasu lam, które zaglądają w każdy zakątek z ciekawości i w poszukiwaniu pożywienia. 

 

Do dziś przetrwało tu w doskonałym stanie wiele budowli, m.in. Rezydencja Królewska (Residencia Real) czy Świątynia Słońca (Templo del Sol). Wśród zachowanych struktur znajduje się także kamień Intihuatana, najważniejszy obiekt w każdej świątyni boga słońca. Mógł on jednocześnie pełnić funkcję przyrządu astronomicznego i odgrywać rolę rytualną. 

 

O wyjątkowości Machu Picchu świadczy przypuszczalna, bardzo duża jak na tamte czasy, liczba mieszkańców (nawet mniej więcej tysiąc osób) oraz nagromadzenie budowli o charakterze sakralnym. Ciekawie wypada również analiza materiałów wykopaliskowych z tutejszego cmentarza – odkryto na nim dziesięć razy więcej szczątków kobiet niż mężczyzn. Czyżby ośrodek był sanktuarium dziewic słońca (Acllahuasi)…? To miasto, jak widać, skrywa jeszcze wiele tajemnic.

Zapierające dech w piersiach Machu Picchu uważa się za arcydzieło architektury i inżynierii

© PROMPERú/ALEXbRYCE

 

UPADEK I NARODZINY ŚWIATA

Podczas zwiedzania wspaniałych budowli i oglądania regularnych tarasów uprawnych pamiętać należy o losie, jaki spotkał mieszkańców tego regionu. Francisco Pizarro (1478–1541), jeden z najsłynniejszych konkwistadorów, przybył z Hiszpanii do Nowego Świata jako młodzieniec i biedny analfabeta, miał jednak wielkie ambicje. Wzbogacił się dopiero w Ameryce, na handlu bydłem i niewolnikami na Przesmyku Panamskim. Tutaj też dowiedział się o niepodbitym dotąd imperium (Aztekowie w Meksyku zostali już pokonani). Franciscowi Pizarze w zdobyciu inkaskiego państwa pomogła epidemia ospy, która doprowadziła do śmierci prawie 80 proc. lokalnej ludności w tej części kontynentu. Chorobę przywieźli ze sobą w te strony nieświadomi tego Europejczycy na 40 lat przed podbojami konkwistadora. Mimo epidemii Hiszpanie musieli stoczyć jeszcze wiele walk, aby mogli ogłosić sukces.

 

Choć dla większości miejscowej ludności okres wczesnego kolonializmu był katastrofą, dla niektórych okazał się jednak całkiem korzystny. Inkowie rządzili społecznościami, które sami podbili, więc sporo ludzi uważało Hiszpanów za wyzwolicieli. Europejczycy przywieźli zdobycze techniki, a także nieznane w Ameryce zwierzęta (konie, bydło i kozy) i rośliny uprawne (pszenicę i jęczmień). Z drugiej strony sami szybko zasmakowali w indiańskim zbożu, czyli kukurydzy, oraz w ziemniakach (od nazwy Peru pochodzi prawdopodobnie wielkopolski regionalizm „pyra” oznaczający ziemniaka). 

 

LINIE NA ZIEMI

Wspaniałość inkaskich miast może utwierdzić turystę w przekonaniu, że Inkowie byli jedynymi godnymi uwagi twórcami peruwiańskiej kultury. Nie ma nic bardziej mylnego. Tak naprawdę stanowili oni spadkobierców wielu cywilizacji andyjskich. Na terytorium dzisiejszego Peru współistniały i następowały po sobie kultury Norte Chico (Caral), Paracas, Nasca, Chavín, Mochica, Vicús, Lambayeque (Sicán), Wari (Huari), Chimú i wiele innych. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie dużo zabytków świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Wśród nich znajdują się zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu w Nowym Świecie są znaki na pustyniach południowego wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie występuje na płaskowyżach w okolicy miasta Nasca (Nazca). Powstawały w różnym czasie, między 500 r. p.n.e. a 500 r. n.e. Na temat pochodzenia i przeznaczenia tych geoglifów istnieje wiele hipotez, od budzących rozbawienie do popartych naukową argumentacją. Według badaczy do wyrysowania większości linii wystarczyło dwóch ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek, czyli najprostsze przyrządy miernicze, oraz miotłę. Po odsunięciu większych kamieni i wymieceniu zewnętrznej, cienkiej warstwy pyłu ukazuje się również i dzisiaj ciemno zabarwiona ziemia kontrastująca z podłożem. W jakim jednak celu powstały te geoglify, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

W pobliżu Naski znajdują się setki linii i rysunków naziemnych pokrywających powierzchnię ok. 450 km², ale wyróżnić wśród nich da się tylko mniej więcej 30 zarysów konkretnych figur, np. kolibra, kondora, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, pająka, małpy, ślimaka, wieloryba, lamy, iguany, węża, psa czy ryby. Ze względu na swoje gigantyczne rozmiary (samo tylko odnóże pająka mierzy 40 m) rysunki w całości można podziwiać wyłącznie z samolotu. Loty organizowane są w Nasce.

 

ZIELEŃ PO HORYZONT

Suchy krajobraz wnętrza Peru bardzo kontrastuje z jego wschodnią częścią. Z lotu ptaka obszar Amazonii wygląda jak niekończąca się masa zieleni. Położone w sercu puszczy blisko 400-tysięczne Iquitos, stolica regionu Loreto, to największe na świecie miasto, do którego nie prowadzą drogi kołowe czy kolejowe łączące je z resztą kraju (wyjątkiem jest jedynie długa autostrada – Ruta Departamental LO-103 – prowadząca do Nauty na południu i San Antonio del Estrecho na północy). Z okolic innych peruwiańskich atrakcji turystycznych można się tu dostać wyłącznie samolotem lub statkiem. W Iquitos zachowały się ślady z czasów kauczukowego boomu (tzw. fiebre del caucho) z przełomu XIX i XX w. Wtedy wzniesiono w nim wspaniałe rezydencje przy głównym placu (Plaza de Armas) i nad rzeką, pokryte płytkami azulejos, sprowadzanymi z Europy wraz z innymi artykułami luksusowymi. Jednak tylko część miasta wygląda tak europejsko. Są miejsca, takie jak dystrykt Belén (należący do obszaru metropolitalnego Iquitos), gdzie domy wybudowano na drewnianych tratwach. Można do nich dotrzeć wyłącznie łodzią przez istny labirynt kanałów. 

 

Iquitos to znakomita baza wypadowa do wypraw w głąb selwy. Im dłuższa wycieczka, tym więcej ma się szansę zobaczyć: różowe delfiny (inie amazońskie), sotalie amazońskie (tucuxi), piranie, leniwce, tapiry, kajmany, rzadkie gatunki roślin. Choć wokół Iquitos nie jest to jeszcze specjalnie widoczne, w ciągu ostatnich 50 lat ponad 20 proc. lasów tropikalnych w Amazonii zostało zniszczonych. W okresie od 2000 do 2013 r. w Peru wycinano rocznie średnio ok. 113 tys. ha amazońskiej selwy, co odpowiada stracie mniej więcej 17 boisk piłkarskich na godzinę. Doprowadziła do tego rabunkowa gospodarka rolna i wydobywcza. W celu ratowania zagrożonych, ale i niezmiernie cennych obszarów peruwiańskie władze postanowiły utworzyć w regionie Loreto kilka rezerwatów przyrody oraz trzy parki narodowe (w 2018 r. powstał Parque Nacional Yaguas, w 2015 r. – Parque Nacional Sierra del Divisor, a w 2012 r. – Parque Nacional Güeppí-Sekime). Coraz bardziej zwiększa się także świadomość ekologiczna samych mieszkańców kraju, którzy tworzą tzw. rezerwaty produkcyjne, gdzie w sposób kontrolowany uprawia się m.in. orzesznice brazylijskie (orzesznice wyniosłe, bertolecje), kauczukowce i inne rośliny. Poza tym równolegle rozwija się tu ekoturystyka. Ta nowa, przyjazna środowisku forma wypoczynku ma przyciągać turystów, których pieniądze wspierałyby ochronę wilgotnych lasów równikowych. 

Iquitos otaczają rzeki Amazonka, Nanay i Itaya

© PROMPERú/RENZOTASSO

 

CZERWIEŃ WŚRÓD BIAŁYCH MURÓW

Urocze uliczki, jasne mury, elegancki, nienaganny styl XVIII-wiecznego Peru – tak opisać można Arequipę, miasto zwane perłą w koronie peruwiańskiej architektury kolonialnej. To, co stanowi o jej urodzie, czyli biały kamień, z którego wzniesiono niemal wszystkie tutejsze budynki, arkady i zdobione fontanny, w pewnym sensie jest również jej przekleństwem. Skała wulkaniczna sillar pochodzi z widocznego na horyzoncie wulkanu Misti (5822 m n.p.m.). I właśnie aktywność sejsmiczna, dzięki której miejscowi pozyskiwali wyjątkowy budulec, kilkakrotnie stawała się przyczyną wielkich katastrof. Za każdym jednak razem miasto potrafiło odżyć po klęsce żywiołowej. 

 

Arequipa to przede wszystkim otoczone ogrodami rezydencje możnych obywateli. Ale znajdują się w niej także niebywałej urody miejsca i budowle publiczne. W czasach konkwistadorów miasto stanowiło ważny węzeł na szlakach komunikacyjnych. Właśnie tędy przechodziły niezliczone transporty srebra z boliwijskich kopalń w drodze do Hiszpanii. Stąd brało się bogactwo niegdysiejszych mieszkańców Arequipy. 

 

Sercem miasta jest Plaza de Armas (Plaza Mayor). To na tym placu, pośród roślinności i fontann, od wieków toczy się życie miejscowych. W historycznym centrum można również wstąpić do jezuickiego kościoła (Iglesia de la Compañía), perły peruwiańskiego baroku. Świątynię zdobi oczywiście biała fasada. Jest jednak jedna budowla w Arequipie, której mury są w kolorze czerwonym. To Monasterio de Santa Catalina de Siena. W ufundowanym w 1579 r. Klasztorze św. Katarzyny ze Sieny miały pełnić służbę Bogu jedynie córki zamożnych mieszkańców. Tak też było. Aby zostać przyjęte do zakonu, peruwiańskie panny, a właściwie ich rodziny, musiały wkupić się do zgromadzenia bardzo hojnym wianem.

 

Monasterio de Santa Catalina de Siena to niezwykłe miejsce. Klasztor stanowił niegdyś zamknięte i niemal samowystarczalne miasto w mieście. Bogaci rodzice córek nie szczędzili środków na wyposażenie wnętrz w drogie dywany i eleganckie meble. Posiłki spożywano na kosztownej zastawie. Dopiero w drugiej połowie XIX w. wprowadzono surową regułę, a mieszkankom klasztoru zabroniono wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym. Z kolei w latach 70. XX w. nastąpił odwrót od tych zasad. W murach klasztornych pojawili się pierwsi turyści. Warto więc skorzystać z okazji, aby przejść się po cichych krużgankach i podziwiać czerwień murów w białym mieście. 

 

KONDORY O PORANKU

Z Arequipy bardzo łatwo dostać się do jednego z najbardziej niesamowitych zakątków na świecie. Kanion Colca (Cañon del Colca), bo o nim mowa, należy do najgłębszych na ziemi (nawet 4160 m od brzegów do poziomu rzeki). Dla porównania Wielki Kanion Kolorado w Stanach Zjednoczonych jest od niego ponad dwa razy płytszy. Cañon del Colca został zbadany pod względem głębokości przez polską ekspedycję Canoandes’79 z Andrzejem Piętowskim na czele. W 1981 r. uczestnicy wyprawy przepłynęli kajakami dziką rzekę Colca w 33 dni, co było prawdziwym wyczynem, który wpisano do Księgi rekordów Guinnessa. Ponieważ Polacy przyczynili się do rozsławienia tego cudu natury, mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay, stolicy prowincji Caylloma, w dowód wdzięczności nadali jednej z ulic nazwę Avenida Polonia (to właśnie stąd wyruszyła wyprawa kajakowa Canoandes’79). Dzisiaj można zarezerwować sobie z wyprzedzeniem miejsce na spływie tą rzeką. Płynie się wówczas przez najgłębszą na świecie skalną dolinę. Wiele odcinków na trasie jest jednak bardzo trudnych technicznie, nawet dla osób doświadczonych i z dobrą kondycją. 

 

Najczęściej odwiedzany punkt kanionu stanowi Cruz del Cóndor, z którego można podziwiać majestatyczne kondory wielkie. Te olbrzymie ptaki, o rozpiętości skrzydeł mierzącej nawet do 3,3 m, przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. Wówczas zimne powietrze z dna kanionu ogrzewa się coraz mocniejszymi promieniami słońca, w wyniku czego powstają wznoszące prądy powietrzne. Kondory chętnie wykorzystują te sprzyjające warunki.

 

Kanion Colca z punktem widokowym Cruz del Cóndor

© PROMPERú/JAMESPOSSO

 

PŁYWAJĄCE WYSPY, TKAJĄCY MĘŻCZYŹNI

Na granicy z Boliwią leży kolejny peruwiański cud natury – jezioro Titicaca. Było ono najbardziej czczonym zbiornikiem wodnym w imperium Inków. Jest to też jedno z niewielu miejsc na świecie, w których można cierpieć na chorobę morską i wysokościową jednocześnie. Jezioro znajduje się na średniej wysokości 3812 m n.p.m. Ma powierzchnię przekraczającą 8,3 tys. km², co czyni je najwyżej położonym żeglownym jeziorem na ziemi. Dla porównania warto wspomnieć, że największe polskie jezioro, Śniardwy, jest ok. 74 razy mniejsze od Titicaki.

 

Doskonałą bazę wypadową do zwiedzania okolicy stanowi 130-tysięczna miejscowość Puno. Można w niej wynająć małe łodzie motorowe. Najczęstszym celem wycieczek turystycznych są sztuczne, wykonane z trzciny totora, pływające wyspy Uros (Urus). Część z nich jest niedostępna dla przybyszów z zewnątrz, kilka bywa odwiedzanych. Sprzedaje się tu lokalne wyroby. Poza tym można również zobaczyć, w jaki sposób powstają wyspy i postawione na nich zabudowania. 

 

Po archipelagu chodzi się, czasami dość niezgrabnie, jak po gąbczastej powierzchni. Wszystko lekko faluje. Podłoże wymieniane jest nieustannie. Niższe warstwy gniją w wodzie i są zastępowane od góry nowymi. Po ok. 20 latach wyspę buduje się na nowo.

 

Z trzciny wykonuje się także łodzie. Przypominają one sporych rozmiarów czółna. Taka łódź nasiąka stopniowo wodą przez osiem miesięcy i mniej więcej tyle samo trwa skonstruowanie nowej, tak więc buduje się je praktycznie bez przerwy. 

 

Turyści wyruszają też na jezioro Titicaca, aby odwiedzić tutejsze naturalne wyspy. Jedna z nich, Taquile (5,72 km² powierzchni), słynie ze zręcznych tkaczy. Można na niej kupić dobre jakościowo wyroby z wełny oraz kolorowe ubrania, ozdobione wzorami informującymi np. o stanie cywilnym noszącej je osoby. Wyjątkowość tych produktów polega głównie na tym, że tkaniny wykonują przede wszystkim mężczyźni. To oni tkają i… robią na drutach. Kobiety zajmują się głównie przygotowywaniem przędzy. W 2008 r. rzemiosło mieszkańców wyspy Taquile wpisane zostało na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

MIASTO KRÓLÓW

Nie można oczywiście zapomnieć o stolicy Peru. Lima, największa aglomeracja miejska w kraju (zamieszkuje ją ok. 10 mln ludzi), jest bardziej zatłoczona niż pozostałe jego miasta. Jednak i tutaj znajdziemy ciekawe i spokojne miejsca. W 1988 r. najstarsza część metropolii trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Hiszpańscy konkwistadorzy podjęli decyzję o założeniu nowej stolicy w 1535 r. Chcieli mieć możliwość w należyty sposób administrować podbitymi ziemiami. Pierwotna nazwa ośrodka brzmiała Ciudad de los Reyes (Miasto Królów) – założono go 18 stycznia, zaledwie 12 dni po uroczystości Objawienia Pańskiego zwanej świętem Trzech Króli. W krótkim czasie miasto zyskało iście królewski wygląd. Centralną część Limy, podobnie jak w przypadku innych ośrodków zakładanych przez Hiszpanów, stanowił główny plac – Plaza de Armas, obecnie Plaza Mayor. Wokół niego rozmieszczone są wszystkie najważniejsze budowle peruwiańskiej stolicy: Katedra z grobem Francisca Pizarra (Catedral de Lima), Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú lub Casa de Gobierno), przed którym codziennie o 12.00 odbywa się widowiskowa zmiana warty, czy Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z przecudnymi balkonami. 

 

Kiedy zmęczą nas zabytki starego, kolonialnego centrum, powinniśmy przenieść się do nowoczesnego i bogatego dystryktu prowincji Lima rozciągającego się przy rozległych plażach. Miraflores jest bez wątpienia najpopularniejszym wśród turystów i zamożnych limian miejscem na robienie zakupów, zatrzymanie się czy zamieszkanie. Można tu relaksować się w kawiarniach, próbować pysznych potraw w wyśmienitych restauracjach, bawić się w jednym z wielu barów i klubów, delektować życiem kulturalnym oraz spacerować po pełnych kwiatów i palm promenadach nad Oceanem Spokojnym. Warto zajść do Larcomar, jedynego w okolicy centrum handlowego położonego na klifie ze spektakularnym widokiem na Pacyfik. W tym rejonie Prąd Humboldta zderza się z innymi prądami morskimi wybrzeża, co sprawia, że Peruwiańczycy mogą poławiać mnóstwo różnorodnych ryb. Dlatego w lokalach Miraflores podaje się najlepsze w kraju dania rybne i z owoców morza. 

 

Najbardziej znaną potrawą w peruwiańskim pasie nadmorskim jest ceviche (cebiche), czyli surowa, posiekana ryba w pikantnej marynacie z soku z limonki, cebuli i czasami ostrej papryki. Lepiej unikać kupowania tej przekąski na ulicy, ponieważ trudno przewidzieć, czy będzie świeża. W Miraflores z pewnością znajdziemy jednak odpowiednią restaurację serwującą tę smaczną i oryginalną potrawę. 

 

ZASMAKUJ W KRAJU PERUWIAŃCZYKÓW

Skoro już jesteśmy przy kuchni, warto wspomnieć, że każdy region Peru ma odmienne tradycje kulinarne. Specjalność Cusco i innych górskich miast stanowi trucha, czyli pstrąg tęczowy, występujący powszechnie w rzekach i jeziorach. W rejonie dorzecza Amazonki za najsmaczniejszą rybę uchodzi paiche (pirarucú) – arapaima, osiągająca często bardzo duże rozmiary i charakteryzująca się delikatnym, białym mięsem. W miejscowościach położonych na przybrzeżnych pustyniach poza daniami ze sprowadzanych ryb i owoców morza przygotowuje się wiele pysznych potraw z kurczaka, kaczki czy koźliny. W restauracjach w Arequipie zjemy rocoto relleno, czyli faszerowaną paprykę (rocoto) z lokalnym serem. W całym Peru królują jednak ziemniaki. Roślina ta występuje tutaj w ponad 3 tys. odmian, które różnią się nie tylko smakiem, ale i kolorem bulw, przybierających barwę od brązu i żółci po fiolet i czerwień. W niektórych okolicach jeziora Titicaca Ajmarowie nadal rytualnie faszerują ziemniaki liśćmi koki.

 

Nabierzmy więc apetytu na peruwiańską kuchnię oraz krajobrazy, zabytki i kulturę. Pomyślmy o odwiedzeniu tego bardzo zróżnicowanego kraju. Zaplanujmy urlop w pełnym skarbów Peru.

 

Artykuły wybrane losowo

Sri Lanka – w harmonii z naturą

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

<< Sri Lanka leży na malowniczej wyspie Cejlon położonej w Azji na południowy wschód od Półwyspu Indyjskiego, w odległości ok. 50 km od wybrzeży Indii. Od południa oblewają ją wody Oceanu Indyjskiego, od wschodu Zatoki Bengalskiej, a od północnego zachodu cieśniny Palk i zatoki Mannar. Swoim kształtem przypomina spadającą kroplę lub łzę. >>

 

Maharadża Wihara w jednej z 5 jaskiń buddyjskiej Złotej Świątyni w Dambulli

© SRI LANKA TOURISM

 

Na Sri Lance występują dwie pory monsunowe. Na zwiedzanie i plażowanie można tu wybrać się przez cały rok. Wyspa jest zróżnicowana pod względem etnicznym, religijnym i kulturowym. Zamieszkują ją głównie Syngalezi i Tamilowie. Poza tym żyją tutaj również osoby pochodzenia arabskiego, chińskiego, malezyjskiego czy portugalskiego, holenderskiego i brytyjskiego. Lankijczycy są bardzo mili, serdeczni i pomocni. Na ich twarzach niemal zawsze widnieje ciepły i przyjazny uśmiech.

Do największych lankijskich miast należą Kolombo (blisko 800 tys. mieszkańców, obszar metropolitalny – ponad 5,6 mln ludności), Dehiwala-Mount Lavinia, Moratuwa, Negombo i Kandy. W sanskrycie Sri Lanka oznacza Lśniący Kraj. Nazwa ta nawiązuje do eposu Ramajana, gdzie wyspa określana jest jako Lanka. Na Cejlonie można odkryć mądrość ajurwedy w stylowych i wytwornych spa oraz rozkoszować się smakiem pysznej herbaty.

 

Sigirija, niesamowity kompleks pałacowy zbudowany w V w. na szczycie Lwiej Skały

© SRI LANKA TOURISM

 

CUDA WYSPY

Sri Lanka pomimo swojej niewielkiej powierzchni (65 610 km²) szczyci się zaskakującą liczbą miejsc wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Sześć z nich stworzył człowiek, podczas gdy dwa są dziełem samej natury. Do tych ostatnich należy Rezerwat Leśny Sinharaja, znajdujący się w południowo-zachodniej części wyspy, w odległości ok. 80 km od miasta Galle, i charakteryzujący się ogromnym zróżnicowaniem przyrodniczym. Rośnie tu jeden z ostatnich dziewiczych lasów deszczowych. Obszar zamieszkują ssaki, liczne ptaki i gatunki motyli. Najlepszą okazją do poznania fauny i flory Cejlonu są niezapomniane wyprawy trekkingowe w głąb dżungli.

Turysta przybywający na Sri Lankę może spodziewać się wielu atrakcji. Wrażenie zrobi na nim z pewnością wizyta w Kandy, dawnej stolicy wyspy, której historyczne zabudowania także umieszczono w 1988 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ślady kolonialnej przeszłości mieszają się w niej ze współczesnym chaosem. To dzisiaj ważny kulturalny ośrodek w kraju. Na uwagę zasługuje tu Świątynia Zęba (Sri Dalada Maligawa), gdzie przechowuje się jedną z najcenniejszych dla Lankijczyków relikwii. Ząb Buddy znajduje się w głównej części obiektu. Kryjący go złoty relikwiarz można oglądać trzy razy dziennie (o poranku, przed południem i wieczorem) w czasie wyjątkowej ceremonii. Raz w roku relikwię umieszcza się na grzbiecie słonia, za którym kroczy pochód wiernych pielgrzymów. Odbywa się to podczas festiwalu Esala Perahera (znanego również jako Festiwal Zęba) organizowanego w lipcu i sierpniu. W trakcie jego trwania ulicami miasta przechodzą niesamowite korowody bębniarzy, tancerzy i batożników oraz pięknie udekorowane słonie. To święto jest jednym z ważniejszych religijnych wydarzeń na wyspie, którą w większości (w ok. 70 proc.) zamieszkują buddyści. Sama świątynia należała niegdyś do kompleksu pałacowego. W pobliżu znajduje się interesujące Muzeum Słonia Raja, uczestnika uroczystych ceremonii w Kandy przez ponad 50 lat, i Międzynarodowe Muzeum Buddyjskie (International Buddhist Museum) w dawnym pałacu. W tym ostatnim zachował się drewniany dach i strop, jak również wiele przedmiotów z czasów przedkolonialnych. Poza tym na uwagę zasługują Łaźnie Królewskie, Sala Audiencyjna i Muzeum Narodowe. Wyjątkowe wrażenie wywiera na zwiedzających widok świątyń pięknie podświetlonych po zapadnięciu zmroku.

Ważnym elementem krajobrazu Kandy jest także jezioro o tej samej nazwie, które można obejść pieszo. W mieście warto też odwiedzić jeden z najstarszych na świecie dzikich obszarów objętych ochroną – Leśny Rezerwat Udawattakelle (utworzony już w 1856 r. na obszarze 103 ha). Miłośnikom natury spodobają się również Królewskie Ogrody Botaniczne (o powierzchni 59 ha), położone na przedmieściach Kandy w zakolu rzeki Mahaweli, najdłuższej na Sri Lance (335 km). Godny polecenia jest poza tym oddalony od miasta o ok. 40 km sierociniec dla słoni w miejscowości Pinnawala. Obecnie znajduje się w nim kilkadziesiąt młodych osobników, które zostały porzucone w dżungli lub okaleczone przez miny. Kandy stanowi także świetną bazę wypadową do wypraw na zielone pola herbaciane.

Kolejnym obiektem z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jest Anuradhapura, historyczna stolica syngaleskiego państwa. Na tronie zasiadało w niej ponad 100 monarchów, którzy dbali o rozkwit kultury i sztuki, wznosili wspaniałe pałace, zamawiali wymyślne rzeźby i tworzyli bogato zdobione ogrody. Miasto leży ok. 200 km na północny wschód od Kolombo i nadal uchodzi za ważny ośrodek buddyzmu. Wśród starożytnych ruin zachowało się kilka budowli sakralnych i pałaców oraz dom jałmużny. Na uwagę zasługuje 122-metrowa Jetavanaramaya, uważana za najwyższą stupę na świecie. W Anuradhapurze rośnie także od 288 r. p.n.e. figowiec pagodowy, znany jako Jaya Sri Maha Bodhi, pochodzący od świętego drzewa, pod którym Budda według tradycji osiągnął oświecenie. To prawdopodobnie najstarsze drzewo na ziemi o udokumentowanej historii.

Na południowy wschód stąd znajdują się kolejne pozostałości dawnego miasta wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – Polonnaruwa.Największy rozkwit ośrodka przypadł na lata 1153–1186, kiedy to panował król Parakramabahu I. Duże wrażenie robią tu cztery wykute w jednej granitowej skale posągi Buddy z XII w. Jeden z nich przedstawia go jako kilkunastometrowej długości postać pogrążoną we śnie, inny – jako stojącego mężczyznę (ma niemal 7 m wysokości). Należą one do świątyni Gal Vihara (Uttararama). Na uwagę zasługuje też Gal Pota – kamienna księga o długości blisko 9 m i szerokości 1,5 m. Cały kompleks zajmuje kilka kilometrów kwadratowych, a w jego centrum stoi cytadela.

W 1991 r. pod ochroną organizacji UNESCO znalazła się lankijska Złota Świątynia w Dambulli, kompleks właściwie pięciu sanktuariów w jaskiniach, powstałych w okresie od I w. p.n.e. do XVIII w. n.e. Pierwsze z nich, Dewadżara Wihara, zachwyca posągiem Buddy o długości 14 m, wyrzeźbionym z jednego kawałka skały. Drugie, Maharadża Wihara, jest największe ze wszystkich. Zdobią je piękne malowidła przedstawiające życie Buddy. Trzecie, Maha Alut Wihara, pochodzi z XVIII stulecia. Poza tym znajduje się tu jeszcze świątynia (Pachima Wihara) poświęcona królowej Somawathi i Dewana Alut Wihara, najmłodsza ze wszystkich, wyremontowana w XX w., w której posąg leżącego Buddy otacza pięć innych figur wykonanych z cegieł i gipsu.

Najbardziej interesującym i popularnym miejscem na Sri Lance wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jest Sigirija (Sigiriya,Lwia Skała), nazywana ósmym cudem świata. Na ogromnej skale król Kassapa I (panujący w latach 473–495) zbudował tu niezwykły pałac. Zdobiły go zmysłowe freski przedstawiające przepiękne dziewczęta. Niektóre malowidła przetrwały do dziś wraz z niezwykłym kompleksem wodnych ogrodów, będącym niezmiernie zaawansowanym projektem hydrologicznym. Miejsce to przypomina ogromną galerię ściennych obrazów.

Organizacja UNESCO umieściła na swojej liście jeszcze inny lankijski zabytek – historyczne centrum i fortyfikacje miasta Galle. Tutejszy kompleks fortowy jest uważany za najlepiej zachowany tego typu zespół architektoniczny wzniesiony przez Europejczyków w całej Azji Południowej. Utkane z wąskich ulic obsadzonych holenderskimi parterowymi domami Galle tętni życiem jak w okresie, kiedy było ważnym portem pasażerskim. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce podczas zwiedzania południa wyspy.

  

DWA OBLICZA STOLICY

Największym miastem na Sri Lance jest jej handlowa stolica Kolombo (administracyjna to Sri Dźajawardanapura Kotte lub po prostu Kotte). Stanowi ona najważniejsze centrum kulturalne i biznesowe kraju, a swoje siedziby mają w niej przedstawicielstwa dyplomatyczne i liczne instytucje państwowe. Kolombo leży w południowo-zachodniej części wybrzeża. Przyjeżdżający do niego turyści mogą zwiedzać buddyjskie, hinduistyczne, muzułmańskie i chrześcijańskie świątynie, oglądać kolonialne budynki czy odpoczywać na przepięknych piaszczystych plażach. Z jednej strony finansową stolicę Sri Lanki wypełnia wiele sklepów, drapaczy chmur, banków i nowoczesnych centrów handlowych, ale z drugiej mamy tu też wspaniałe zabytki, teatry, galerie i placówki muzealne. Warto odwiedzić neoklasycystyczny gmach Muzeum Narodowego, które działa od 1 stycznia 1877 r. Znajdują się w nim m.in. reprodukcje XIX-wiecznych obrazów przedstawiających wyspę, historyczne rzeźby i szkielety zwierząt oraz biblioteka. Poza tym na zainteresowanie zasługują trzy obszary administracyjne: Ogrody Cynamonowe (Cinnamon Gardens), Fort (dzielnica biznesowa z oficjalną siedzibą prezydenta Sri Lanki – President’s House) i Wyspa Niewolników (Slave Island).

Zupełnie inaczej wygląda Pettah, usytuowana na wschód od centralnej dzielnicy Fort. Jest zatłoczona i chaotyczna, a na jej ulicach panuje typowy azjatycki rozgardiasz. Wypełniają ją sklepy, restauracje, kawiarnie i stragany. Warto tutaj podejść do protestanckiej świątyni Wolvendaal, wzniesionej przez Holendrów w połowie XVIII stulecia, starego Ratusza czy dworca kolejowego. Na uwagę zasługuje również biało-czerwony meczet Dżami Ul-Alfar. Został on ukończony w 1909 r. i zbudowany dla wspólnoty muzułmańskiej pochodzącej z Indii. Znajduje się w samym sercu dzielnicy i góruje nad okoliczną zabudową.

Z kolei Bambalapitiya w Kolombo stanowi ważne centrum edukacyjne z mnóstwem uczelni wyższych i szkół. Można tutaj również podziwiać wspaniałe, niezmiernie barwne sanktuarium hinduistyczne Kathiresan Kovil poświęcone bogu śmierci i wojny – Karttikei (Muruganowi lub Skandi).

Świątyń w Kolombo jest naprawdę bardzo dużo, a należą do wyznawców różnych religii. Jeden z ciekawszych obiektów stanowi Seema Malaka na wodach jeziora Beira. Ta buddyjska świątynia wchodzi w skład kompleksu sakralnego Gangaramaya i została zaprojektowana przez najsłynniejszego lankijskiego architekta – Geoffreya Bawę (1919–2003). Stanęła w miejscu starej konstrukcji z końca XIX stulecia, która zaczęła się zapadać. Seema Malaka wznosi się na trzech platformach połączonych ze sobą mostami pontonowymi. Obecnie pełni funkcję głównie ośrodka nauki i medytacji dla wielu mnichów.

Wbrew pozorom pobyt w głośnym, zatłoczonym Kolombo może być miłym początkiem podróży po Sri Lance. Miasto ma swój specyficzny urok i warto poznać je bliżej. Reszta wyspy jest zupełnie inna od biznesowej stolicy. Wypełniają ją głównie pachnące plantacje herbaty, rezerwaty przyrody i plaże rozciągające się nad malowniczymi lagunami.

 

Historyczny budynek firmy Cargills (Ceylon) PLC w dzielnicy Fort w Kolombo

© VISIT COLOMBO/VISITCOLOMBO.COM

 

RAJSKIE PLAŻE

Sezon turystyczny trwa na cieszącej się popularnością Sri Lance przez cały rok. Mające 1340 km długości wybrzeże usiane jest skalnymi zatokami ze srebrnobiałym piaskiem opadającym w stronę wody i wysmukłymi palmami kokosowymi dającymi błogi cień. Na zachodzie znajdują się spektakularne piaszczyste plaże takie jak Negombo, Mount Lavinia, Bentota i Hikkaduwa. Na południu leżą Mirissa, Weligama, Dickwella (Dikwella), Koggala, Tangalle i Unawatuna. Ta ostatnia uchodzi słusznie za jedną z najlepszych plaż na świecie. Na wschodnim wybrzeżu położone są Nilaveli, Uppuveli, Passekudah, Kalkudah i zatoka Arugam, która słynie ze znakomitych warunków do surfowania. Spokojne, szafirowe wody Oceanu Indyjskiego mają idealną temperaturę do nurkowania. Pod ich powierzchnią kryją się zachwycające rafy koralowe. Nurkowie mogą oglądać wiele niesamowitych gatunków ryb, takich jak graniki, barakudy, manty czy ogończe, oraz żółwie morskie. Na dnie oceanu w pobliżu wyspy spoczywają także wraki statków. Na szczególną uwagę zasługuje tankowiec SS Conch, który należał do koncernu Shell i zatonął w 1903 r. Poza tym pod wodą znajduje się tu również brytyjski lotniskowiec HMS Hermes zatopiony przez japońskie samoloty w kwietniu 1942 r., gdy wypłynął z portu Trikunamalaja (Trinkomali).

 

ZIELONY SKARB

Jednym z głównych towarów eksportowych kraju i produktem spożywczym najczęściej kojarzonym ze Sri Lanką jest herbata, a dokładniej herbata cejlońska. Krajobraz wyspy, w którym dominuje soczysta zieleń i lazur wody, dodatkowo urozmaicają wzniesienia, na których uprawia się ten dający wyjątkowo aromatyczne liście krzew. Sadzonki tej rośliny Brytyjczycy przywieźli w XIX w., kiedy zaraza zniszczyła uprawianą tu do tej pory kawę. Herbata dobrze rośnie w ciepłym klimacie na odpowiednio wysoko leżących, pochyłych terenach.

Liczne lankijskie plantacje znajdują się w okolicy miejscowości Nuwara Elija (Nuwara Eliya), Dimbula, Kandy, Matale, Haputale czy Badulla – stąd pochodzą produkty doceniane przez koneserów na całym świecie. Warto odwiedzić jedną z nich i zobaczyć, jak przetwarza się zielone liście, które później trafiają do naszych domów. Na szczególną uwagę zasługuje także rytuał parzenia herbaty, celebrowany na Cejlonie z największą dokładnością i trwający mniej więcej pół godziny. Aby móc go przeprowadzić we właściwy sposób, potrzeba sporej wiedzy i doświadczenia. Warto dodać, że mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów Sri Lanka jest drugim największym eksporterem herbaty na świecie (zaraz po Chinach). Rocznie wytwarza się jej ponad 300 mln kg, co stanowi mniej więcej 10 proc. światowej produkcji. Z Cejlonu w 2017 r. wyjechał towar o łącznej wartości 1,5 mld dolarów (to aż 19,3 proc. globalnego eksportu herbaty).

Kraj ten słynie też z aromatycznych przypraw, takich jak cynamon, kardamon czy goździki, oraz tradycyjnych wyrobów rękodzielniczych ze srebra, brązu, drewna, skóry i trzciny. Wydobywa się tu również wiele rodzajów kamieni szlachetnych, m.in. rubiny, szafiry, topazy, granaty i ametysty.

 

Centra spa na Cejlonie mają w ofercie szereg zabiegów relaksacyjnych

©SRI LANKA TOURISM

 

KLUCZ DO ZDROWIA

Na Sri Lance można zadbać zarówno o ciało, jak i o duszę. Praktykowana na niej od lat ajurweda, wypracowana w starożytnych Indiach, jest jednym z najstarszych systemów medycyny i oznacza wiedzę o życiu. Opiera się na holistycznym podejściu do leczenia człowieka. Jej podstawowe założenie stanowi teoria trzech energii życiowych (dosz). Są to vata (siła odpowiadająca za ruch), pitta (kontrolująca trawienie i procesy wytwarzania energii) i kapha (odpowiadająca za budowę organizmu i jego stabilność). Każdy człowiek charakteryzuje się ich unikatowym połączeniem, które określa jego naturę. W przypadku gdy elementy te rozkładają się harmonijnie, cieszy się on dobrym zdrowiem i samopoczuciem, ale kiedy równowaga zostanie zachwiana, zaczynają się problemy, dlatego należy ją szybko przywrócić.

Praktykujący ajurwedę stosują wiele leczniczych ziół i roślin rosnących na Sri Lance. Łączą liście, korę, owoce, korzenie i kwiaty w specjalne mikstury, olejki i maści. W zaciszu błogich centrów i gabinetów spa terapeuci dobierają indywidualnie do potrzeb pacjenta najbardziej skuteczną kurację. Zabieg swedhanaprzeprowadza się na drewnianej skrzyni, w której gotowane są zioła. Ulatująca otworami para otula ciało i pozwala oczyścić organizm z wielu toksyn. Pizhichil polega na zastosowaniu relaksującego masażu, podczas którego w okolice stawów wciera się kojące olejki. Abhyanga to całościowy masaż olejowy, wykonywany w celu przywrócenia równowagi psychofizycznej, usprawnienia pracy narządów oraz optymalnego odżywienia, ujędrnienia i uelastycznienia skóry. Oczyszczające działanie ma również masaż udvartana (antycellulitowy), w którym wykorzystuje się techniki mocnego uciskania i ugniatania. Jest to ziołowo-olejowy zabieg na całe ciało poprawiający gładkość i ukrwienie skóry. Ukojenie i głębokie odprężenie przynosi shirodhara. Osoba ją wykonująca delikatnie polewa olejkami bądź innym płynem czoło pacjenta w miejscu tzw. trzeciego oka. Ten głęboko relaksujący zabieg stosowany bywa w przypadku występowania bólów głowy i napięcia nerwowego. Masaże ajurwedyjskie wpływają na układ odpornościowy i pomagają zachować zdrowie. Wykonywane systematycznie regulują funkcjonowanie organizmu na poziomie fizycznym i duchowym. Poza już wspomnianymi warto wymienić jeszcze takie zabiegi jak gandusha (płukanie jamy ustnej olejami), akshitarpana (zabieg regenerujący i oczyszczający oczy), karna purna (zabieg na uszy) i shirovasti (masaż głowy z wykorzystaniem olejków).

W ajurwedzie istotnym elementem leczenia jest także dieta wegetariańska. Według niej każdy posiłek powinien składać się z produktów należących do sześciu kategorii smakowych i być świeżo przygotowywany z użyciem ziół i przypraw zbieranych z lokalnych pól. Ważne wskazanie stanowi tu też umiarkowanie w jedzeniu i spożywanie posiłków w odpowiednim czasie.

Wiele lankijskich centrów zajmujących się terapią ajurwedyjską oferuje również uzupełniające zajęcia z jogi, refleksologii i medytacji pod okiem wysoce wyspecjalizowanych w tych dziedzinach osób. Dzięki temu każdy może w nich liczyć na dostosowanie kuracji do jego osobistych potrzeb. Po wizycie w ośrodku na Sri Lance wyjeżdża się z tego kraju z nowymi siłami i energią. Poza tym taki leczniczy pobyt pozwala się odstresować i dla wielu ludzi stanowi prawdziwe przeżycie duchowe.

Na wyspie zabiegi ajurwedy wykonywane są w licznych stylowych kompleksach spa. Znajdują się one często w najspokojniejszych i najpiękniejszych zakątkach na Sri Lance. Do popularnych miejsc należą złote plaże zachodniego i południowego wybrzeża (np. Wadduwa, Kalutara, Mount Lavinia czy Talalla), okolice starożytnego miasta Polonnaruwa oraz pokryte bujną zielenią górzyste tereny w rejonie Kandy. Nieco inna sceneria czeka w tradycyjnych lankijskich wioskach, gdzie można doświadczyć bliższego kontaktu z naturą, tak ważnego w przypadku ajurwedy.

Warto również dodać, że według tego systemu medycyny umiar, ład i symetria to najważniejsze elementy umożliwiające osiągnięcie równowagi, która jest podstawą zdrowia i szczęścia każdego człowieka. Umysł i ciało wzajemnie na siebie wpływają, dlatego też należy zadbać o swój organizm całościowo.

Tropikalna Sri Lanka przyciąga bujną, egzotyczną roślinnością, zróżnicowaną fauną, malowniczymi piaszczystymi plażami, a także unoszącym się w powietrzu zapachem przypraw. Można tutaj wypoczywać na słonecznym wybrzeżu, zwiedzać wspaniałe starożytne miasta, spacerować wśród krzewów herbacianych i relaksować się w ajurwedyjskim spa. Podczas pobytu na wyspie każdy zgromadzi z pewnością wiele niezapomnianych wspomnień i nauczy się czegoś o sobie.

 

Wydanie Lato 2018

Kolory i smaki RPA

MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

<< Nawet najwybredniejszemu turyście uda się spędzić w tym niezmiernie barwnym zakątku świata niezapomniane wakacje. Czymkolwiek się interesuje, na pewno znajdzie to na południowym krańcu Afryki. Kapsztadzkie ulice przypomną mu o dawnych czasach, wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego – zachwycą surowością pejzaży, a dzikie zwierzęta nauczą pierwotnych praw natury. A gdy zmęczony nadmiarem wrażeń usiądzie, żeby chwilę odpocząć, kieliszek wyśmienitego południowoafrykańskiego wina wprawi go w błogi nastrój satysfakcji z odbytej podróży. >>

Więcej…

Indie, jakich jeszcze nie znacie

Hampi Karnataka 1

Ruiny stolicy Imperium Widźajanagaru w wiosce Hampi w Karnatace

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/INDIA TOURISM FRANKFURT

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Indii nie sposób ogarnąć umysłem, nie da się ich opisać tak po prostu i nie łatwo też je zrozumieć. Niezwykłe bogactwo sąsiaduje tu ze skrajną biedą, kilkunastomilionowe miasta stanowią jaskrawy kontrast dla nieskończonych przestrzeni wokół uśpionych wiosek, a zestawienie zapierających dech w piersiach szczytów Himalajów położonych na północy ze słonecznymi i piaszczystymi tropikalnymi plażami południa wydaje się abstrakcją. W powszechnej świadomości ten kraj kojarzy się na ogół z ubóstwem, Mahatmą Gandhim, świętymi krowami, zaklinaczami węży i dziwnie wyglądającymi joginami, ale to tylko część prawdy o nim. W rzeczywistości każdy znajdzie tutaj coś dla ciała i dla ducha.

 

Indie często budzą skrajne emocje i nigdy nie pozostawiają obojętnym. To kraj pełen tajemnic, kontrastów i zagadek. Rozwinęła się tu jedna z najstarszych kultur na świecie. Dzisiejsze Indie są prawdziwą mozaiką kulturową, o czym świadczą zabytki różnych epok, rozmaite rodzaje tańców i muzyki oraz charakterystyczne dla regionów zwyczaje. Jednak żeby się o tym przekonać, trzeba odwiedzić ten olbrzymi kraj i poznać go samemu. Niektórzy mówią, że można go albo pokochać, albo znienawidzić. Polecam otworzyć się na nowe doznania i dać się oszołomić feerią barw, dźwięków, zapachów i różnorodnością tej wyjątkowej krainy.

 

Republika Indii leży w Azji Południowej i zajmuje większość subkontynentu indyjskiego (niemal 3,3 mln km²). Jej północną granicę wyznaczają łańcuchy górskie – Karakorum i Himalaje. Najwyższym szczytem jest Kanczendzonga (8586 m n.p.m.), czyli trzeci najwyższy ośmiotysięcznik na świecie. Dalej na południe rozciąga się Nizina Hindustańska, na którą składa się pustynia Thar oraz niziny: Indusu, Gangesu i Brahmaputry wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Niemal cały Półwysep Indyjski zajmuje wyżyna Dekan. Większość terytorium Indii leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. W zachodnim rejonie Niziny Hindustańskiej występuje klimat zwrotnikowy suchy, a w Himalajach i Karakorum – podzwrotnikowy górski, chłodny. Zimy w kraju są łagodne, zwłaszcza w regionach południowych. W marcu, kwietniu i maju panują największe upały. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy nie zaskoczy nas pora deszczowa (od czerwca do września). Mnie za pierwszym razem spotkała właśnie taka niespodzianka.

 

KULTUROWA MIESZANKA

 

Indie to drugi pod względem liczby ludności kraj świata. Dziś mają ponad 1,3 mld mieszkańców. Każdego roku rodzi się tu niemal 26 mln dzieci. Większość ludzi zamieszkuje dolinę Gangesu i Nizinę Hindustańską. Indie są bardzo zróżnicowane etnicznie – o podziale na poszczególne grupy decyduje zwykle język. Ok. 54 proc. ludności kraju posługuje się hindi. Poza tym żyją tutaj jeszcze m.in. Bengalczycy, Telugowie, Marathowie, Tamilowie, Kannadowie, Gudźaratowie czy Keralczycy. Obowiązującym w państwie ustrojem jest republika związkowa. Kraj dzieli się na 29 stanów i 7 terytoriów (w tym jedno stołeczne). Panuje w nim system kastowy, który z góry określa przynależność osób do konkretnej grupy.

 

Większość mieszkańców Indii wyznaje hinduizm (ok. 80 proc.). Stanowi on właściwie zbiór różnych wierzeń. Niektórzy twierdzą, że istnieje aż 330 mln hinduistycznych bogów i bóstw. Korzenie hinduizmu sięgają rozwoju kultury Ariów, którzy z Azji Środkowej zawędrowali na terytorium dzisiejszego kraju. Tekstami sakralnymi hinduistów są Wedy (z sanskrytu „wiedza”). Jedną z nich jest Rygweda – sanhita (czyli zbiór) składająca się z 1028 hymnów zgromadzonych w 10 kręgach (mandala). Uchodzi ona za najstarszy zabytek literatury indoaryjskiej.

 

W Indiach funkcjonuje ponad 1700 języków i dialektów. Status oficjalnych dla całego kraju mają hindi i angielski. Poza tym uznaje się jeszcze 21 języków regionalnych, które pełnią funkcję urzędowych w poszczególnych stanach. Co ciekawe, konstytucja z 1950 r. zakładała wycofanie angielskiego z użytku i zastąpienie go hindi, tak się jednak nie stało. Obecnie większość mieszkańców północnych regionów jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna.

 

Najpopularniejszy wśród turystów rejon Indii stanowi tzw. Złoty Trójkąt. Jego wierzchołki wyznacza Delhi oraz miasta: Agra z mauzoleum Tadź Mahal (jeden z 7 Nowych Cudów Świata) i Dźajpur (stolica Radżastanu, zwana też Różowym Miastem). Oprócz tego z pewnością warto zobaczyć m.in. ruiny w Hampi w stanie Karnataka, tamilskie świątynie Ćennaju (Madrasu) i Maduraju w Tamilnadu, zabytkowy zespół sakralny w Kadźuraho oraz Waranasi – miasto położone nad świętym Gangesem, do którego pielgrzymują miliony Hindusów. Ja jednak chciałabym polecić wycieczkę na ciekawe i barwne południe kraju.

 

MAGICZNE POŁUDNIE

 

Wszystkie stany Indii Południowych, tj. Karnataka, Tamilnadu, Kerala, Telangana i Andhra Pradeś, oraz terytoria Puduććeri, Lakszadiwy i Andamany i Nikobary rozciągają się wzdłuż tropikalnej strefy zwrotnika Raka. Takimi warunkami klimatycznymi można z pewnością wytłumaczyć niespieszne tempo życia w regionie, którego znakiem rozpoznawczym są strzeliste budowle sakralne, barwne przedstawienia taneczne, smukłe palmy i osiodłane słonie. W tutejszym krajobrazie dominują przede wszystkim rozległe równiny Dekanu, bujne lasy deszczowe Ghatów i długie wybrzeże. Lokalne świątynie atakują zmysły rozmaitością kształtów i kolorów. Każde przedstawienie bóstwa jest jaskrawo pomalowane, a strome dachy budowli zadziwiają ilością zdobień. Co ciekawe, na południu Indii dzięki jezuickiemu misjonarzowi św. Franciszkowi Ksaweremu (1506–1552), który w XVI w. opiekował się tu sporą społecznością chrześcijańską (m.in. kolonistami z Portugalii czy ludem Parava z terenu obecnego stanu Tamilnadu), przetrwało wiele kościołów.

 

W tym regionie kraju uprawia się głównie ryż. Podaje się go często na liściach bananowca – w tej wersji smakuje wykwintnie i jest specjalnością lokalnej kuchni. Zamiast typowego w Indiach napoju na bazie herbaty zwanego masala ćaj serwuje się tutaj zwykle wyśmienitą słodką kawę z delikatną pianką.

 

Większość języków używanych na południu wywodzi się z rodziny drawidyjskiej (np. telugu, kannada, tamilski i malajalam). Na szczęście niemal wszędzie można się porozumieć po angielsku.

 

Ten region Indii zachował nadal swój dawny urok, chociaż coraz śmielej wkraczają do niego nowoczesne technologie i przemysł komputerowy. Bengaluru, stolica stanu Karnataka, trzecie co do liczby ludności miasto w kraju (ponad 8,5-milionowe), nazywane bywa indyjską Doliną Krzemową. Tu powstał np. serwis Google Finance. Jednocześnie Ćennaj (stolica Tamilnadu) wciąż kultywuje swoje najlepsze tradycje muzyczne i taneczne. Kerala słynie ze słoni, ajurwedy i specyficznego rodzaju sztuk walki (kalarippayattu). Uchodzący za bramę południowych Indii Hajdarabad (stolica stanu Telangana) ze względu na kunszt miejscowych rzemieślników i zachwycający fort Golkonda zyskał sławę już za czasów Marca Pola (1254–1324). Opuszczone kamienne miasto w Hampi w Karnatace zachwyca ogromną, 49-metrową świątynią Wirupakszy poświęconą bogu Śiwie.

 

BAŚNIOWA KARNATAKA

 

Jog Falls

Wodospad Dźog stanowi jedną z naturalnych atrakcji stanu Karnataka

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/KARNATAKA TOURISM

 

Ten stan cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów dzięki długiej i bogatej historii oraz zróżnicowanym krajobrazom. Karnataka zajmuje trzecie miejsce wśród najbardziej popularnych celów podróży w Indiach i drugie pod względem liczby zabytków (ponad 500!), które znajdują się pod ochroną władz centralnych (zaraz po stanie Uttar Pradeś). W jej granicach leżą obszary o różnym charakterze. Nadbrzeżny rejon zwany Kanara lub Karawali, sąsiadujący na zachodzie z Morzem Arabskim, a na wschodzie z wilgotnymi zboczami Ghatów Zachodnich, porasta tropikalny las złożony m.in. z wysmukłych palm, teków, bambusów i palisandrów indyjskich (drzew różanych). Góry chronią przed chmurami monsunowymi wyżynę Dekan położoną na średniej wysokości od 600 do 900 m n.p.m., która na wschodzie pokryta jest ciemnymi i jałowymi glebami wulkanicznymi. Jej granice wyznaczają Ghaty Zachodnie i Wschodnie (najwyższe ich szczyty to odpowiednio Anaj Mudi lub Anamudi w Kerali, 2695 m n.p.m., i Arma Konda lub Sitamma Konda w Andhra Pradeś, 1680 m n.p.m.). To drugie pasmo biegnie wzdłuż wybrzeża, w większości już poza granicami Karnataki. Na południowym zachodzie rozciągają się wzgórza i doliny dystryktu Kodagu, a wśród bujnej roślinności na południu można spotkać słonie indyjskie, tygrysy bengalskie, lamparty, gaury i sambary jednobarwne. Często odwiedzanym miejscem jest 253-metrowy wodospad Dźog na rzece Śarawati (dystrykt Śiwamogga). Ten stan Indii najlepiej odwiedzić w okresie od października do marca.

 

W Karnatace żyje blisko 65 mln ludzi. Jej mieszkańcy tworzą ciekawą mozaikę kulturową. Na północy osiedlili się przede wszystkim lingajaci – przedstawiciele ruchu religijnego założonego przez hinduskiego filozofa i poetę Basawannę (Basawę) w XII w. W południowym rejonie, należącym kiedyś do Królestwa Majsuru (Mysuru), przeważa bogata społeczność rolnicza Wokkaligów. Wybrzeże zamieszkują rybacy – potomkowie kupców, którzy prowadzili handel z Mezopotamią, Persją i Grecją. W portowym mieście Mangaluru widać też wpływy portugalskie. Adiwasi żyją przede wszystkim na północy i zachodzie, a grupy etniczne Kodawa i Kodagu Gowda – w dystrykcie Kodagu. W Karnatace używa się języka kannada, w którym powstały klasyczne utwory poetyckie i prozatorskie. O jego korzeniach świadczą chociażby inskrypcje z V w. i poradnik dla piszących Kawiradżamarga z IX w.

 

Istnieje prawdziwa przepaść między światem kosmopolitycznej i nowoczesnej stolicy stanu, Bengaluru, i stylem życia jej mieszkańców a codzienną rzeczywistością obszarów rolnych, wiosek i małych miasteczek. Główna metropolia Karnataki została założona w 1537 r. przez wodza Kempe Gowdę I (1510–1569). To piąta pod względem liczby ludności największa indyjska aglomeracja, w której mieszka ok. 9 mln ludzi. Dzięki położeniu na płaskowyżu Majsuru panuje tu bardziej umiarkowany klimat w porównaniu z innymi miastami południa kraju. Stolica Karnataki słynie ze swoich pięknych ogrodów botanicznych Lalbagh, które zajmują niemal 100 ha. Można w nich podziwiać prawie 1900 gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych, także rzadkie okazy pochodzące z Iranu, Afganistanu i Europy. Warto pamiętać, że w styczniu i sierpniu organizowane są tu bardzo efektowne wystawy kwiatów. Poza tym polecam zwiedzić drewniany pałac letni sułtana Tipu (znanego jako Tygrys Majsuru), pięknie ozdobiony rzeźbionymi łukami i balkonami. W jego pobliżu znajduje się twierdza wzniesiona w 1761 r. na miejscu starego fortu Kempe Gowdy I. Po drodze warto również zatrzymać się przy Pałacu Bengaluru i hinduistycznej świątyni, w której czci się Krysznę. Od kilkunastu lat stolica Karnataki, jak już wspomniałam, uchodzi za międzynarodowe centrum sektora informatycznego. To równocześnie najbardziej nowoczesne miasto indyjskie, co przekłada się na wysokie zarobki i zarazem wysoki koszt życia.

 

Na południowy zachód od Bengaluru leży bajkowe miasto Majsuru.Byłoononiegdyśstolicą królestwa o tej samej nazwie (od 1399 do 1950 r.), a dzisiajstanowi kulturalny ośrodek Karnataki. Słynie przede wszystkim z pięknego Lalitha Mahal, jedwabnych turbanów, wyrobów z drzewa sandałowego i sari. W 2010 r. Majsuru zostało wybrane drugim najczystszym miastem w Indiach (po Czandigarh). Wspomniany pałac maharadży (Lalitha Mahal), władcy z dynastii Wadijar, wzniesiono za ogromne pieniądze w 1921 r. według projektu brytyjskiego. Najlepszy moment na zwiedzanie okolicy stanowi zazwyczaj październik, kiedy odbywa się 10-dniowy festiwal Dasara (nazywany także Nawaratri), albo przełom października i listopada, gdy obchodzi się święto światła Diwali (Dipawali). W czasie tego ostatniego w uroczystej procesji, której przewodzi maharadża, oprócz ludzi uczestniczą słonie i konie. Wszędzie jest pełno kwiatów, wokół unosi się zapach kadzideł. Warto wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu.

 

Koniecznie trzeba też odwiedzić małą magiczną wioskę Hampipołożonąna głębokiej prowincji. Kilkaset lat temu w tym miejscu biło serce Imperium Widźajanagaru (istniejącego w latach 1336–1646), jednego z najpotężniejszych w tej części świata. Tutejsi władcy uchodzili za wyjątkowo oświeconych. Wspierali rozwój sztuki, nauki, literatury, religii hinduistycznej i architektury. Pomiędzy zachowanymi zabytkami dawnej stolicy państwa – Widźajanagaru (w tłumaczeniu Miasta Zwycięstwa) – najlepiej przemieszczać się na rowerze, ponieważ odległości są spore, a droga nie zawsze bywa idealna. Trasa prowadzi przez plantacje bananowców, w pobliżu zielonej dżungli. Miasto otoczone było murem. Historycy podzielili umownie ten obszar na centrum święte i królewskie. O czasach swojej świetności wciąż przypomina Świątynia Kryszny, ogromna Świątynia Wirupakszy (w centrum ośrodka) poświęcona bogu Śiwie, Lotus Mahal, stajnie dla słoni i Świątynia Witthali (Withoby). Można tu spędzić kilka tygodni i wciąż nie zobaczyć wszystkiego. Imponujące ruiny w Hampi znajdują się od 1986 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy wioski każdego ranka zbierają się na ghatach (kamiennych schodach) przy rzece Tungabhadra, aby się wykąpać, zrobić pranie, porozmawiać z sąsiadami czy umyć słonia bogini Lakszmi, który trzymany jest w świątyni. Wieczorem odprawiają rytuały i składają ofiary bogom. Tutaj wciąż można poczuć atmosferę dawnego Imperium Widźajanagaru.

 

Wartą odwiedzenia kolebkę hinduskiej architektury sakralnej stanowi miejscowość Ajhole, która leży ponad 130 km na północny zachód od Hampi. W V–VIII w. była to siedziba dynastii Ćalukjów. Znajduje się tu zespół świątyń hinduistycznych. Najstarsza jest Lad Khan z V stulecia wzniesiona na planie kwadratu. Poza tym na uwagę zasługuje świątynia bogini Durgi, powstała prawdopodobnie pod koniec VII w., wzorowana na buddyjskiej ćajtji, czy VII-wieczny kompleks Huczimalli. Kolejne miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO stanowi Pattadakal(położony ok. 10 km na południowy zachód od Ajhole) z wielkimi budowlami sakralnymi (9 świątyniami hinduistycznymi i 1 dźinijską). Ponad 20 km stąd znajduje się Badami z grotami świątynnymi i dawnym fortem.

 

WZGÓRZA KERALI

 

Już w czasach starożytnych Kerala słynęła z urodzajnej ziemi, bogatej kultury i barwnych tradycji. Jedna z legend mówi, że region ten powstał, kiedy Paraśurama, wcielenie Wisznu, wrzucił swój topór wojenny do Morza Arabskiego. Stan leży na południowym zachodzie Indii. Od zachodu oblewa go Morze Arabskie i Lakkadiwskie. Od wschodu i południa Kerala graniczy z rozległym terytorium Tamilnadu, które rozciąga się po Zatokę Bengalską. Regionalnym językiem urzędowym Keralczyków jest malajalam, mający własne pismo.

 

To jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów Indii. Najciekawsze miejsca leżą wśród zboczy Wzgórz Kardamonowych, na Wybrzeżu Malabarskim czy w okolicy licznych rzek. Plantacje teków, pieprzu i kauczukowców są zawsze zielone dzięki monsunom wiejącym dwa razy w roku. W krajobrazie dominują palmy kokosowe, a wzniesienia Ghatów Zachodnich pokrywają uprawy kawy. Herbata rośnie w nieco wyższych partiach, a drzewa kauczukowe – na południowych obszarach. Żyzna gleba tego regionu pozwala również na zbiory ryżu dwa, a nawet trzy razy w roku oraz uprawianie nerkowców i kardamonu.

 

O Kerali mówi się, że przy tworzeniu świata Bóg zachował ten cudowny zakątek dla siebie. Nic więc dziwnego, że stała się ona kolebką starożytnej indyjskiej medycyny – ajurwedy, czyli w tłumaczeniu „wiedzy o życiu”. Naturalne bogactwo ziół i roślin leczniczych oraz umiarkowany i wilgotny klimat sprawiają, że jest to najlepsze miejsce do przeprowadzania zabiegów i masaży oraz zgłębiania tajników tego rodzaju leczenia. Z pewnością warto poddać się takiej odnowie w jednym z wielu tutejszych ośrodków.

 

Do dziś mieszkańcy Kerali stosują zasady ajurwedy, ponieważ przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Ta staroindyjska medycyna zachowała tu swoją najczystszą postać, najbliższą tej sprzed tysięcy lat. Warto podkreślić, że w porównaniu z Hindusami z innych regionów Keralczycy cieszą się najdłuższym i najzdrowszym życiem, a umieralność niemowląt i dzieci jest wśród nich najniższa w kraju. Ten stan stanowi idealne miejsce na błogi wypoczynek urozmaicony dobroczynną kuracją ajurwedyjską.

 

Turystów do Kerali przyciągają przepiękne krajobrazy, laguny, jeziora, plaże, a przede wszystkim słynne rozlewiska położone wzdłuż Wybrzeża Malabarskiego (backwaters). Przyjezdni przeprawiają się tu wąskimi kanałami i szerokimi jeziorami, które miejscowi pokonują codziennie w drodze do pracy. Okolica jest spokojna i malownicza. Polecam wybrać się w rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po zielonych wodach między miastami Kollam a Alappuzha. Taka wycieczka może trwać nawet do 8 godz.

 

W głębi lądu, za gwarnym miasteczkiem Kottajamdrogi zaczynająsię wznosić w kierunku Ghatów Zachodnich, skąd pod koniec grudnia i na początku stycznia ogromne grupy wyznawców Ajjappana wyruszają na pieszą pielgrzymkę do świątyni w hinduistycznym kompleksie Sabarimala. Bóstwo to jest bardzo popularne na terenie Indii Południowych. Wyznające je osoby noszą czarne lub niebieskie ubrania i koraliki tulasi wokół szyi.

 

W Kerali koniecznie trzeba zatrzymać się w mieście Koczin, leżącym w środkowej części stanu i nazywanym Królową Morza Arabskiego. Już ok. 2 tys. lat temu kupcy greccy, rzymscy, żydowscy, arabscy i chińscy przybywali tutaj po przyprawy, takie jak kardamon, cynamon czy pieprz, oraz drzewo sandałowe. Koczin nadal pełni funkcję ważnego portu dla handlujących przyprawami, a lokalne magazyny są zawsze pełne życia. W wolnym czasie warto wybrać się na spacer po portowym nabrzeżu. Choć w jego okolicy nie przetrwało zbyt wiele śladów po kupcach arabskich lub chińskich, to o Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach przypominają stare kościoły i inne budowle. Ciekawym obiektem w tym klimatycznym mieście jest Pałac Mattancherry, który został wzniesiony przez Portugalczyków ok. 1555 r. dla władcy Królestwa Koczinu, a odnowiony i rozbudowany przez Holendrów w 1663 r., przez co nazywa się go też Pałacem Holenderskim. Warto także zwiedzić rejon zwany Fortem Koczin z Kościołem św. Franciszka, najstarszą chrześcijańską świątynią zbudowaną w Indiach przez Europejczyków. Pierwotną drewnianą budowlę przekształcono w 1503 r. w murowaną. W tym miejscu w 1524 r. pochowany został słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama, a jego grób zachował się do dziś. Jednak w 1539 r. szczątki żeglarza przewieziono do Portugalii.W granicach Fortu Koczin znajduje się również XVI-wieczna katolicka Bazylika św. Krzyża (Santa Cruz Cathedral Basilica). Stąd niedaleko już do dzielnicy żydowskiej z Synagogą Paradesi z 1568 r.

 

Środkowa i północna część Kerali zachwycają malowniczymi budowlami. W mieście Triśur można zwiedzić świątynię Wadakkunnathan, która według legendy została założona przez Paraśuramę i jest jedną z najważniejszych w tym stanie. Na uwagę zasługuje działające w niej niewielkie muzeum archeologiczne z ciekawymi zbiorami sztuki sakralnej. Za najświętsze miejsce w Kerali uchodzi Świątynia Kryszny w mieście Guruwajur (ok. 30 km od Triśuru). Warto pamiętać, że wstęp do większości keralskich kompleksów sakralnych mają tylko wyznawcy hinduizmu.

 

Na wypoczynek nad brzegiem Morza Arabskiego najlepiej udać się do stolicy stanu – Tiruwanantapuram (Triwandrum). Złote plaże tego miasta, z najsłynniejszą Kowalam, są oblegane przez zagranicznych turystów. Mahatma Gandhi (1869–1948) nazwał Tiruwanantapuram Wiecznie Zielonym Miastem Indii. Tutaj też uroczyście obchodzi się najważniejsze święta narodowe. Kerala szczyci się także niezmiernie bogatymi tradycjami teatralnymi i tanecznymi, które mają swoje korzenie w obrzędach i ceremoniach religijnych. Na przedstawienie dramatyczne katakali warto przybyć nieco wcześniej, żeby zobaczyć, jak artyści przygotowują się do roli. Jaskrawy makijaż, maski i zdobione kostiumy ważące nawet kilkadziesiąt kilogramów robią niezwykłe wrażenie.

 

Kerala to magiczny region, pachnący przyprawami, szczególnie kardamonem, wanilią i cynamonem. Oszałamiającą przyrodę tego stanu można podziwiać w Parku Narodowym Perijar, który przez wiele osób uważany jest za najpiękniejszy w całych Indiach. Jego główną atrakcję stanowią dość duże populacje słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Poza tym występuje tu mnóstwo innych zwierząt żyjących w tej części kraju, choćby białe tygrysy, gaury czy lutungi nilgiryjskie z rodziny koczkodanowatych.

 

SACRUM TAMILNADU

 

house boat 416

Malowniczy rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po keralskich rozlewiskach

© DEPARTMENT OF TOURISM, GOVERNMENT OF KERALA

 

Wspaniała architektura sakralna to tylko jeden ze skarbów Tamilnadu rozciągającego się od piaszczystych wydm na wschodnim wybrzeżu po chłodne pasmo górskie Nilgiri na zachodzie. Typowymi elementami współczesnej kultury tamilskiej są przede wszystkim wyrazista kuchnia, upodobanie do kolorów, charakterystyczna muzyka i wyborna kawa. Na każdym kroku spotyka się tu jaskrawe plakaty z roztańczonymi aktorami i aktorkami, a w powietrzu czuć aromat palonych ziaren. Tamilowie uważają się za potomków Drawidów, którzy zamieszkiwali Półwysep Indyjski przed przybyciem Ariów i stworzyli własną cywilizację. Literatura tamilska (jedna z literatur narodowych Indii) zaczęła się rozwijać już w I w. p.n.e.

 

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest stolica stanu – Ćennaj (do 1996 r. pod nazwą Madras). Miasto powstało w 1639 r. jako brytyjskie centrum handlu. Dziś pełni funkcję ważnego ośrodka przemysłowego, handlowego, kulturalnego i naukowego. Warto zobaczyć tu świątynię Kapaliśwarar wzniesioną ok. VII w., katolicką Bazylikę św. Tomasza, Fort św. Jerzego z 1644 r. i Górę św. Tomasza z Kościołem Matki Boskiej Oczekującej z 1523 r., z której roztacza się malowniczy widok na okolicę. W Ćennaju polecam też obejrzeć pokaz współczesnej wersji jednego z najstarszych tańców Azji Południowej bharatanatjam. W pobliżu miasta uprawia się już od ok. 380 lat odmianę herbaty indyjskiej o dosyć ostrym i wyrazistym smaku (Madras).

 

Jak już wspomniałam, wśród największych atrakcji Tamilnadu znajdują się świątynie. Ich zwiedzanie najlepiej rozpocząć w miejscowości Mahabalipuram (Mamallapuram, ponad 50 km na południe od Ćennaju), niegdyś głównym porcie Pallawów (dynastii drawidyjskiej). Zachowały się tutaj jedne ze starszych wykutych w skale zabytków Indii Południowych (pochodzące z VII i VIII w.). Na uwagę zasługują groty świątynne, rathy (konstrukcje w formie wieży bądź wozu) i sanktuaria, a także mnóstwo pięknych rzeźbień. Poza tym w Mahabalipuramie znajduje się złocista piaszczysta plaża. Oprócz tego w grudniu i styczniu odbywa się tu widowiskowy festiwal tańca (Mamallapuram Dance Festival). To niezmiernie urokliwe miejsce, umieszczone w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, z pewnością warto odwiedzić.

 

Z cennych zabytków architektury sakralnej słyną również Kańćipuram, Tiruwannamalaj, Ćidambaram, Tańdźawur, Tiruwarur, Śrirangam i Maduraj. Choć każde z tych miast ma własny charakter, to pod pewnymi względami są do siebie podobne. Procesje ku czci bogów i bogiń odbywają się tu przy akompaniamencie głośnych orkiestr, a zniewalające aromaty kadzideł i jaśminu oraz ozdabiające niemal wszystko kwiatowe girlandy tworzą atmosferę świętości. W Maduraju znajduje się słynna Świątynia Minakszi – kompleks poświęcony bogini Parwati i jej małżonkowi Śiwie. Miasto to było stolicą drawidyjskiej dynastii Pandjów w VI–IX w. oraz w XIII i XIV stuleciu. Niezwykłe wrażenie wywołują gopury (bramy w kształcie wysokiej wieży) z jaskrawymi rzeźbami, a także przepięknie zdobiona Mandapa Tysiąca Kolumn. Świątynia Minakszi należy do najważniejszych ośrodków kultu w całym Tamilnadu. Według tradycji śaktyzmu uważana jest za jedno z tzw. miejsc mocy. Podczas pobytu na terenie świątynnym rzeczywiście można poczuć niesamowitą energię.

 

Jeden z najświętszych obiektów w Indiach stanowi świątynia Ramanathaswamy położona na wyspie Pamban, nazywanej też Rameśwaram (ok. 150 km na południowy wschód od Maduraju). Zgodnie z legendą założył ją Rama (wcielenie boga Wisznu) po powrocie ze Sri Lanki. Niestety, w grudniu 1964 r. cyklon zniszczył w dużym stopniu zarówno budowlę, jak i pobliskie miasto Rameśwaram. Na najdalej wysuniętym na południe krańcu Indii leży z kolei Kanjakumari (dawniej Przylądek Komoryn) przyciągające pielgrzymów czczących boginię Kumari. Warto pamiętać, że w dniu pełni księżyca w miesiącu ćajtra według kalendarza indyjskiego (co wypada w marcu lub kwietniu) można w nim obserwować wschodzący księżyc i zachodzące słońce w tym samym czasie. Miejscowość znajduje się na przylądku Komoryn, w okolicy którego, jak się przyjmuje, Morze Arabskie spotyka się z Lakkadiwskim i Zatoką Bengalską, co może być dodatkową atrakcją dla osób zwiedzających zabytki sakralne Tamilnadu.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mieście Tiruwannamalaj (ok. 185 km na południowy zachód od Ćennaju). Tutejszy ogromny zespół świątynny zajmuje powierzchnię 10 ha i zachwyca czterema gopurami wzniesionymi w okresie potęgi Imperium Widźajanagaru (XIV–XVII w.).

 

Świątynie w Tamilnadu są imponujące i zadziwiają swoją wielkością i architekturą. Warto zatrzymać się w tym stanie na dłużej, aby spróbować wczuć się w panującą wokół nich atmosferę. Podczas takiej wyprawy zawsze można na chwilę zboczyć z drogi i zajrzeć do nadmorskich enklaw, górskich kurortów czy rezerwatów przyrody.

 

IMG 8160

Zabytkowy zespół świątyń w Mahabalipuramie nad brzegiem Zatoki Bengalskiej

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/TAMIL NADU TOURISM