ALEKSANDRA ANDRZEJEWSKA 

www.polkawkolumbii.com 

 

« Kiedy wspominam, że mieszkam w Kolumbii, większość osób łapie się za głowę i mówi, że lubię mieć pod górkę. Przecież to kraj baronów narkotykowych, gdzie w nieprzebytych lasach tropikalnych można zostać porwanym. Poza wyśmienitą kolumbijską kawą, piłkarzami i znaną na całym świecie piosenkarką Shakirą niewiele innych pozytywnych rzeczy zwykle się z nim kojarzy. Skoro w programach informacyjnych pokazuje się zdjęcia z Kolumbii z paczkami kokainy umieszczonymi nawet w kartonach po bananach, trudno jest uwierzyć mi na słowo, że czuję się tu jak ryba w wodzie, miejsce to zamieszkują radośni ludzie i należy ono do najbardziej rozpieszczanych przez matkę naturę zakątków na naszym globie. »

 

Mimo zmian klimatycznych w tym rozległym kraju Ameryki Południowej (ponad 1,1 mln km² powierzchni) nadal znajdują się bogate zasoby wody. Przez cały rok panuje w nim stały klimat, na tutejszych ziemiach można uprawiać niemal wszystkie znane owoce i warzywa, a osiągają one wielkie rozmiary. Jako jedno z nielicznych państw na świecie (jedyne na kontynencie południowoamerykańskim) Kolumbia ma wybrzeże nad dwoma oceanami (Pacyfikiem i Atlantykiem, a dokładnie Morzem Karaibskim). Poza tym są w niej m.in. spore fragmenty bujnej amazońskiej selwy, cztery pustynie (La Guajira, Tatacoa, La Candelaria i Occidente), ośnieżone szczyty majestatycznych Andów i rajski karaibski Archipelag Wysp San Andrés, Providencia i Santa Catalina (Archipiélago de San Andrés, Providencia y Santa Catalina). Wbrew pozorom zatem to jedno z najciekawszych turystycznie miejsc na ziemi.

 

Na początku chcę zaznaczyć, że wyprawa do Kolumbii jest raczej przygodą dla znawców, wytrawnych podróżników. Osoby szukające luksusowych resortów na Karaibach po prostu nie znajdą ich tutaj zbyt wielu (z wyjątkiem tak popularnych turystycznie miejsc jak Cartagena de Indias, Santa Marta, półwysep Barú, nazywany też wyspą Barú, czy wreszcie San Andrés). Rozległe kompleksy w standardzie 5-gwiazdkowym położone nad białą plażą zastępują w tym kraju zazwyczaj romantyczne ekohotele z widokiem na morze lub te ukryte w górach, do których nierzadko trzeba dojść kawałek pieszo, ponieważ żaden pojazd nas tam nie zawiezie. Kolumbię trudno także uznać za miejsce dla osób starszych. Chodniki w większych miastach stanowią na ogół prawdziwy tor przeszkód, a wiele turystycznych atrakcji wciąż nie zostało przygotowanych pod względem infrastruktury do potrzeb osób z jakąkolwiek niepełnosprawnością ruchową, choć należy podkreślić, iż zmienia się to w ostatnim czasie. W lipcu 2018 r. na wyspie San Andrés, w malowniczej zatoce El Cove, oddano oficjalnie do użytku nowe molo (Muelle Turístico El Cove), przy którym mogą cumować luksusowe statki wycieczkowe, łodzie dla turystów i nurków. W wydarzeniu udział brali m.in. ówczesny prezydent Republiki Kolumbii Juan Manuel Santos i wiceminister turystyki Sandra Howard Taylor. Wcześniej starsi i niepełnosprawni albo samodzielnie wdrapywali się do tańczącej na falach motorówki, albo byli do niej wnoszeni przez krzepkich lokalnych przewodników. Z tego samego powodu również osobom podróżującym z małymi dziećmi nie polecam zbytnio zakątków kraju położonych daleko od głównych dróg. Kolumbia – moim zdaniem – nie jest wreszcie odpowiednim celem podróży dla ludzi nie lubiących aktywności ani zmęczonych pracoholików chcących na urlopie po prostu odpocząć przy basenie i wygrzać się na plaży. Będzie jednak znakomitym wyborem dla turystów spragnionych nowych wrażeń i niezrażających się dość częstymi zmianami podczas wyprawy.

 

ZMIENNA I RÓŻNORODNA

W tym kraju plan podróży nierzadko należy dopasowywać do okoliczności, ponieważ w Andach wciąż zdarzają się obsunięcia ziemi, co może opóźnić dojazd do danego punktu o nawet kilka dni. Kolumbia to raj dla osób lubiących ruch i emocje, amatorów lotów na paralotni, jazdy na rowerze, wycieczek konnych, wspinaczek na wulkany, nurkowania czy wywołujących gęsią skórkę wypraw po bujnym lesie tropikalnym. Zdecydowanie przypadnie do gustu turystom żądnym przygód i chętnie spędzającym czas w otoczeniu dziewiczej natury.

 

Klimat i temperatura zmieniają się tutaj w zależności od wysokości nad poziomem morza. Wyższe partie gór porastają mchy i porosty, na obszarach nizinnych królują wiecznie zielone lasy tropikalne. Dlatego podczas podróży przez Kolumbię zawsze będziemy się przebierać. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy, w 2006 r., mieliśmy z przyjaciółmi pokonać trasę z wysoko położonej Bogoty (leżącej na średniej wysokości ok. 2640 m n.p.m.) do ciepłego Girardot w departamencie Cundinamarca (mniej więcej 326 m n.p.m.), trudno było mi zrozumieć, dlaczego każą mi zapakować zarówno ciepłą kurtkę, jak i klapki. Jak się okazało, rano przenikał nas górski chłód stolicy, a po południu trafiliśmy w sam środek upalnego lata.

 

Kolumbia zaskakuje wielkim bogactwem przyrodniczym. Tuż nad Pacyfikiem, w departamencie Chocó (i sąsiednim Antioquia), leży jeden z najwilgotniejszych obszarów leśnych na świecie (selwa Darién). W kraju odkryto ponad 1920 rozmaitych gatunków ptaków i wciąż znajduje się nowe. Z jednej strony w wysokich górach spotkamy ogromne kondory wielkie o rozpiętości skrzydeł sięgającej nawet 3,3 m, z drugiej w wielu miejscach natkniemy się na maleńkich przedstawicieli któregoś z aż blisko 400 gatunków kolibrów żyjących w Kolumbii. Miłośnicy kwiatów mogą podziwiać różnorodne orchidee. Wyróżniono tu niemal 4,3 tys. ich gatunków. Wśród występujących w tym południowoamerykańskim kraju motyli warto wymienić tego o nazwie Morpho sulkowskyi. Odkrył go na początku lat 40. XIX stulecia polski książę bielski Maksymilian Sułkowski (1816–1848) podczas swojej wyprawy do tej części Ameryki Południowej. W tropikalnych lasach nad Pacyfikiem, na terenie departamentów Chocó, Cauca i Valle del Cauca, żyje endemiczny liściołaz żółty, nazywany straszliwym (Phyllobates terribilis), najbardziej trujący płaz na ziemi.

 

ATRAKCJE TURYSTYCZNE

Są takie miejsca w Kolumbii, które trzeba koniecznie odwiedzić. Należy do nich bez wątpienia Cartagena de Indias, określana mianem Romantycznej Stolicy Ameryki (La Capital Romántica de América), położona malowniczo na karaibskim wybrzeżu. Jej wspaniała kolonialna architektura przenosi zwiedzających w czasy konkwisty. Na spacer najlepiej udać się na aż 11-kilometrowe, wysokie na średnio 6–8 m, stare mury obronne, zbudowane ze skały koralowej. Niezmiernie urokliwe uliczki miasta spodobają się z pewnością zakochanym parom. W Cartagenie de Indias temperatury przez cały rok oscylują wokół 30°C. Gorące powietrze ochładza świeża i rześka bryza morska. Liczne lokalne restauracje mają w swojej ofercie rozmaite pyszne dania, których zdecydowanie warto spróbować.

 

Z Cartageny de Indias jest już dość blisko na koralowe Wyspy Różańcowe (Islas del Rosario). Rejs na nie odbywa się zawsze wcześnie rano szybką motorówką. Można odwiedzić tu wyspy Múcura, Maravilla lub Grande albo piękną Białą Plażę (Playa Blanca) na pobliskim półwyspie Barú, znanym także jako wyspa Barú (Isla de Barú). Na San Martín de Pajarales działa oceanarium, gdzie w turkusowej wodzie pływają karaibskie ryby, rekiny i delfiny. Cartagena de Indias leży też stosunkowo niedaleko (ok. 230 km na zachód) Narodowego Parku Naturalnego Tayrona (Parque Nacional Natural Tayrona) rozciągającego się nad samym wybrzeżem Morza Karaibskiego. Spotkamy w nim Indian Arhuaco. Kobiety tkają słynne torby mochilas arhuacas (tutu iku), a mężczyźni, żujący liście koki, zapisują myśli na naczyniach poporos, obecnie wykonywanych głównie z tykwy. 

 

Interesującą kolumbijską atrakcją jest również Szlak Kawowy (Ruta del Café). Znaną i cenioną na całym świecie kawę uprawia się w okolicy czterech dużych miast: Armenii, Pereiry, Manizales i Ibagué. Zbocza gór porośnięte są plantacjami, zacienionymi gdzieniegdzie rozłożystymi bananowcami lub melonowcami. Na szczytach wzniesień stoją kolorowe domy, zawsze okolone balustradami w żywych barwach i wyposażone w dobrane do nich okiennice. Krajobraz kulturowy regionu kawy w 2011 r. trafił na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Na Szlaku Kawowym, w departamencie Quindío, leży miasteczko Salento, skąd w ciągu pół godziny dojeżdża się do Valle de Cocora z licznymi palmami woskowymi (palma de cera del Quindío), które są jednym z narodowych symboli Kolumbii. Ten gatunek drzewa znajduje się pod ścisłą ochroną. Palmy woskowe osiągają wiek kilkuset lat i wysokość 70 m. Nad doliną przy odrobinie szczęścia wypatrzymy przez dobrą lornetkę kołującego kondora wielkiego. Na obiad warto zjeść typową dla tych okolic potrawę ze świeżo złowionego pstrąga tęczowego i wypić sok z andyjskiego słodko-kwaśnego i orzeźwiającego owocu lulo. W Valle de Cocora można zdobyć się na dodatkowy wysiłek, aby po trekkingu przez las wiecznej mgły – bosque de niebla – dotrzeć do rezerwatu kolibrów (La Casa de los Colibríes – Reserva Natural Acaime), które całymi chmurami furkoczą nad głowami zachwyconych gości.

 

Poza tymi emblematycznymi atrakcjami Kolumbia skrywa inne, wcale nie tak oczywiste skarby. Wśród nich znajduje się tęczowa rzeka Caño Cristales, która od czerwca do końca listopada kwitnie w pięciu kolorach (żółtym, zielonym, niebieskim, czarnym i przede wszystkim czerwonym). Podwodna roślinność w barwach tęczy łączy się z soczystą zielenią roślin na lądzie i błękitem nieba i tworzy jedyny w swoim rodzaju widok. Z tego powodu rzeka bywa nazywana najpiękniejszą na świecie. 

 

Skoro o kolorach już mowa, w Kolumbii zobaczymy też siedmiokolorowe morze (tzw. el mar de los siete colores). Szukać trzeba go w okolicy Archipiélago de San Andrés, Providencia y Santa Catalina. Wchodzące w jego skład maleńkie wysepki leżą niedaleko Nikaragui (ok. 110 km od jej wschodnich wybrzeży). Dostaniemy się na nie samolotem ze stołecznej Bogoty. Kursuje on kilka razy w ciągu dnia, a lot trwa ponad 2 godz. Podczas liczenia odcieni barwy morza można się tu pogubić. Wokół wyspy Providencia znajduje się jedno z najpiękniejszych miejsc do nurkowania w kraju.

 

Nad kolumbijskie wybrzeże Pacyfiku (Parque Nacional Natural Uramba Bahía Málaga, Isla Gorgona, Parque Nacional Natural Ensenada de Utría) od czerwca do listopada przypływają humbaki, aby wydać na świat młode. W tym czasie polecam przylecieć w te okolice awionetką z Medellín i dopłynąć motorówką do jednego z zagubionych w tropikalnym lesie ekohoteli. Po spacerze po dziewiczej plaży i świeżym, pysznym posiłku kolejnego dnia wyrusza się na spotkanie z tryskającymi wodą waleniami.

 Kolorowo ubrana palenquera sprzedająca owoce na ulicy w zabytkowym centrum Cartageny de Indias

© PROCOLOMBIA

 

 Koralowa wyspa Múcura w archipelagu San Bernardo

© PROCOLOMBIA

 

 Wyprawa Szlakiem Kawowym (Ruta del Café)

© PROCOLOMBIA

 

 Chocó, Parque Nacional Natural Ensenada de utría

© PROCOLOMBIA/VICEMINISTERIODETURISMO

 

 

SKARBY NATURY

Kolumbijskiej kawy nie trzeba raczej nikomu specjalnie przedstawiać, bo jest znana na całym świecie. Na terenie kraju uprawia się wyłącznie gatunek arabica. Plantacje znajdują się pod ścisłą kontrolą federacji producentów (Federación Nacional de Cafeteros de Colombia). Kolumbijska kawa rośnie na zboczach Andów na ogół na terenach usytuowanych na wysokości od ok. 1300 do mniej więcej 2000 m n.p.m. Zbiera się ją zawsze ręcznie, bez użycia maszyn. Do koszy trafiają tylko czerwone, dojrzałe owoce i jedynie takie poddawane są dalszej obróbce. Tak pieczołowicie uprawiana, zbierana i selekcjonowana kawa cieszy się opinią jednej z najlepszych na świecie. Obecnie eksperymentuje się z nowymi wysokościami plantacji, zacienieniem i mikroklimatami. W tych specyficznych warunkach dojrzewają ziarna kaw specialty, które wygrywają wiele międzynarodowych konkursów jakości.

 

Dużo mniej osób wie, że Kolumbia należy dziś do największych producentów kakao specjalistycznego na świecie. Popyt na ziarno kakaowca rośnie niemal w każdym kraju. Kolumbijskie kakao ma wspaniały smak i aromat. Ze względu na różnorodność klimatyczną i ogromną powierzchnię Kolumbia może produkować naprawdę duże ilości ziaren kakaowca. Pulpę z jego owoców poddaje się fermentacji i odsącza. Z suchych ziaren powstaje potem masa kakaowa. Oba kolumbijskie cuda natury – kawa i kakao – pachną wybornie i są towarem poszukiwanym na całym świecie. Wcześniej Kolumbia eksportowała je jedynie jako surowiec. Obecnie zajmuje się również ich przetwarzaniem i zaczyna z powodzeniem sprzedawać je za granicę pod własną marką. 

 

Jeszcze bardziej zaskakująca jest inna ciekawostka. Otóż z Kolumbii pochodzi niemal połowa goździków i róż dostępnych w naszych, polskich kwiaciarniach. Już z okien samolotu kołującego nad Bogotą można dostrzec całe pola pokryte dziwnymi, białymi dachami z plastiku. Te trudne do zidentyfikowania obiekty to nic innego jak szklarnie. Goździki, hortensje, chryzantemy i róże najlepiej rosną na płaskowyżu niedaleko stolicy, na wysokości ok. 2600 m n.p.m. Mimo panujących w Andach warunków rośliny wcale nie marzną. Przez 365 dni w roku codziennie mogą liczyć na 12 słonecznych godzin, a temperatura nigdy nie spada tu poniżej zera. Dzięki zawsze wrześniowej pogodzie róże są ogromne i przepięknie wybarwione, a krzewy kwitną przez okrągłe 12 miesięcy. Nic więc dziwnego, że kolumbijskie kwiaty wyprzedzają pod względem jakości kenijskie i holenderskie. Kolumbia przegoniła nawet najsilniejszy do niedawna na południowoamerykańskim rynku Ekwador. Wielki popyt na tutejsze kwiaty cięte czyni kraj najważniejszym ich eksporterem na świecie (zaraz po Holandii, a właśnie przed Ekwadorem i Kenią). W Amsterdamie codziennie lądują całe samoloty wypełnione kartonami świeżych kolumbijskich róż, hortensji, chryzantem, goździków czy alstremerii (krasnolic). Co ciekawe, uważane za najlepsze targi kwiatów ciętych na naszym globie – Proflora – odbywają się co dwa lata właśnie w Bogocie (najbliższą ich edycję zaplanowano w dniach 2–4 października 2019 r.).

 

OWOCE NIE Z TEGO ŚWIATA

Jeśli chodzi o dary natury, to jeszcze nie wszystkie kolumbijskie cuda. Osobiście najbardziej cenię w Kolumbii fakt, że każdego dnia w roku można zjeść w niej inny owoc. Stragany bogotańskiego targu Paloquemao, gdzie uwielbiam robić zakupy, uginają się pod ciężarem kolorowych owoców i warzyw, a o istnieniu wielu z nich przyjezdni najczęściej nie mieli wcześniej pojęcia. Tropikalne skarby natury kuszą barwami i nazwami, takimi jak borojó czy corozo. Owoce w Kolumbii są dostępne na każdym rogu i towarzyszą mieszkańcom przez cały dzień. Rano obowiązkowo pije się świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Na drugie śniadanie Kolumbijczycy lubią jeść sałatkę owocową, posypaną dużą ilością startego, słonego sera i polaną syropami owocowymi. Do obiadu popija się sok ze świeżo zmiksowanych owoców. Jako przekąskę chrupie się kupione na ulicznym straganie, pokrojone mango, najlepiej jeszcze niedojrzałe, polane sokiem z cytryny i posypane solą.

 

Ze względu na dużą dostępność owoców przez cały rok w Kolumbii istnieje mnóstwo dotyczących ich mitów i legend oraz przekazywanych sobie nawzajem ich zastosowań. To tutaj wynaleziono frutoterapię, czyli metodę leczenia owocami. Według niej awokado leczy bezpłodność i wszelkie choroby intymne, a jaskraworóżowy miąższ guawy (gujawy, gruszli) jest bogatszy w witaminę C niż wszystkie cytrusy razem wzięte. Ceniące piękny wygląd Kolumbijki nie wyrzucają skórki z ananasa, ale gotują ją i popijają powstały z niej wywar, aby szybko stracić niepotrzebne kilogramy. Papaję stosują z kolei w tym samym celu, co my marchewkę – ma ona pomagać w zapewnieniu słonecznej opalenizny przez cały rok.

 

KUCHNIA PACHNĄCA KOLENDRĄ

W Bogocie na targu Paloquemao znajdziemy również gotowe dania typowe dla tego kraju. Tam, gdzie już z oddali widać unoszącą się parę wodną, w wielkim garnku gotują się tamales. Najłatwiej porównać je do naszych gołąbków. Różnica między tymi dwiema potrawami polega na tym, że farsz (tu masę z ciecierzycy, boczku, mięsa wieprzowego, kurczaka i kukurydzy) zawija się w przypadku tamales colombianos w aromatyczne liście banana lub bijao. Kuchnia Kolumbii jest prosta i łagodna w smaku, dlatego uważam, że bez problemu zaspokoi wymagania polskich podniebień. Tak jak u nas dania pachną posiekaną pietruszką, tak tutaj unosi się nad nimi zapach kolendry. 

 

W Bogocie należy spróbować rozgrzewającego specjału, który postawi na nogi nawet najbardziej zmęczonych podróżników. Mam na myśli zupę ajiaco, znaną powszechnie na płaskowyżu dookoła kolumbijskiej stolicy. To rodzaj rosołu zagęszczonego rozgotowanymi młodymi ziemniakami bądź też zupa ziemniaczana z kurczakiem – oba opisy są tak samo trafne. Jest pyszna i gęsta, a podaje się ją z ryżem, awokado i kaparami. Ważny składnik potrawy stanowi żółtlica drobnokwiatowa, występująca tu pod nazwą guasca, która w polskich ogródkach uchodzi za chwast, a w rzeczywistości zawiera witaminę C i sole mineralne i ma właściwości odżywcze, odtruwające czy przeciwzapalne.

 

W Medellín i całym departamencie Antioquia oraz Trójkącie Kawy (Triángulo del Café), regionie rozciągającym się między dolinami rzek Campoalegre, Otún i La Vieja, polecam spróbować słynnego dania eksportowego Kolumbii. Bandeja paisa to dawna potrawa rolników i arrieros, czyli tragarzy np. kawy, którzy kompensowali nią sobie wydatek energetyczny w ciągu dnia. W jej skład wchodzi ryż, porcja mięsa, smażona świńska skóra – chicharrón, smażony banan, sadzone jajko, obowiązkowa w tym regionie fasola, placek kukurydziany, czyli arepa, i awokado.

 

W Kolumbii gotuje się ze świeżych produktów, które są przetwarzane bezpośrednio przed spożyciem. Stały klimat i dostępność jedzenia nigdy nie zmusiły mieszkańców do konserwowania żywności na zimę, dlatego brak tutaj tradycyjnych specjałów suszonych, wędzonych czy kiszonych. Smak i zapach dojrzewających serów przeciętnemu Kolumbijczykowi kojarzy się z czymś zepsutym. Nie liczmy także na to, że potrafiłby docenić nasze kiszonki. Chrupanie sfermentowanej kapusty nie spotka się raczej ze zrozumieniem typowego mieszkańca Kolumbii.

 

SZCZĘŚLIWI LUDZIE

Pewnego dnia jadłyśmy kolację z zaprzyjaźnioną turystką z Polski w restauracji w Bogocie. Pod koniec posiłku koleżanka z niedowierzaniem szepnęła mi do ucha: Słuchaj, Olu, czy oni są naprawdę tacy mili, czy zachowują się tak dlatego, że muszą?. Trudno dziwić się jej zaskoczeniu, skoro kelnerzy w kolumbijskich restauracjach starają się zazwyczaj gościom nieba przychylić, a ekspedientki w tutejszych sklepach zawsze się uśmiechają. Osoby z obsługi rozpieszczają klientów i ich koledzy po fachu z innych miejsc na świecie śmiało mogą uczyć się od Kolumbijczyków tej postawy. Mieszkańcy Kolumbii po prostu tacy są: z natury serdeczni i grzeczni dla drugiego człowieka. 

 

Jak to możliwe w kraju, którego obywatele według amerykańskiego serialu telewizyjnego Narcos i licznych doniesień o działalności narkotykowych karteli doświadczyli tyle przemocy? Dlaczego Kolumbijczycy do niedawna znajdowali się w czołówce rankingów najszczęśliwszych narodów na świecie (według aktualnego badania przeprowadzonego przez Instytut Gallupa na zlecenie ONZ zajmują 43 miejsce, zaraz za Litwinami i przed Słoweńcami)? Być może to za sprawą naturalnej potrzeby niesienia pomocy, jaką ma większość z nich. Dawanie rad jest w tym kraju sportem narodowym. Jeśli powiemy, że boli nas gardło, natychmiast dostaniemy poradę, jak powinniśmy temu zaradzić, oraz listę domowych środków na kaszel, które pomogły już wielu ciotkom. Przyjęcie takiej informacji z uśmiechem wdzięczności wcale nie wystarcza – należy wręcz obiecać, że się te zalecenia zastosuje. Czasem nie ma zresztą innego wyjścia, ponieważ radząca osoba staje na progu z zachwalanym specyfikiem w dłoni, więc nie sposób go już nie zażyć. 

 

Na dodatek w Kolumbii… się nie narzeka. A przecież znajdą się do tego powody. Pomoc socjalna jest minimalna. Szkoły i uniwersytety są płatne. Dobre ubezpieczenie zdrowotne to przywilej bogatszych, a nie obowiązkowe świadczenie dla wszystkich. Nie ma tutaj zasiłków dla bezrobotnych, pomocy dla rodzin z dziećmi ani wysokich emerytur. Zamiast jednak utyskiwać, należy zakasać rękawy i znaleźć dodatkowe źródło dochodu. Trzeba trzymać się razem, dlatego bardzo ważne są więzy rodzinne i koneksje. Narzekanie w Kolumbii jest nudne i nikogo nie interesuje. Jeśli życie daje kwaśne cytryny, najlepiej zrobić z nich lemoniadę. Poza tym wielu Kolumbijczyków nie czuje potrzeby planowania przyszłości, lecz woli, aby los ich zaskoczył. My, zapobiegliwi Polacy, nie zaśniemy spokojnie, jeśli nie odłożymy choćby odrobiny pieniędzy na czarną godzinę. Mieszkańcy Kolumbii dopiero się tego uczą. Wydaje mi się, że to dlatego, że żywność jest tu zawsze dostępna i nikt nie musi gromadzić zapasów na gorsze czasy. Kolumbijczycy nie nastawiają się więc na wielkie oszczędzanie, ale oszczędzają sobie zmartwień na zapas. I żyje im się lżej i przyjemniej.

 

NIEPERFEKCYJNY IDEAŁ

Kolumbia nie jest idealna, bo gdyby taka była, to wszyscy chcielibyśmy się w niej osiedlić. Kolumbijczycy są z natury niepunktualni – ci, którzy przestrzegają terminów, albo mieszkali, studiowali lub pracowali za granicą, albo stanowią po prostu wyjątek od reguły. Do większości z nich należy odnosić się uprzejmie. Bezpośredniość, do której jesteśmy przyzwyczajeni, np. używanie zwrotów w rodzaju Idź!, Zrób to! lub Oszalałeś?!, traktuje się jako obrazę i oznakę zupełnego braku manier. Tutaj każdą krytykę trzeba ubrać w wiele amortyzujących wyrazów. Również słowo nie trudno przechodzi przez kolumbijskie gardło. 

 

Kolumbijczycy uwielbiają topić tłusty, żółty ser w gorącej czekoladzie i wyjadać go łyżeczką dopiero wtedy, gdy porządnie się rozpuści. I w większości nie mają zbytniego dystansu do siebie, a już na pewno brakuje im go w odniesieniu do swojego kraju. Nigdy im nie dość, gdy zachwala się piękno tutejszej przyrody, bogactwo kulturowe, serdeczność mieszkańców i pyszne ajiaco. Przecież tak bardzo się starają, abyśmy my, obcokrajowcy, przywieźli z Kolumbii cudowne wspomnienia. Zacietrzewiają się trochę z kolei, kiedy ktoś krytykuje np. kolumbijski system podatkowy czy służbę zdrowia i mówi o korupcji. Nawet jeśli w rzeczywistości zgadzają się z rozmówcą, to duma narodowa nakazuje im bronić reputacji ojczyzny. W takich przypadkach zwykle odpowiadają, że jeżeli komuś się tutaj nie podoba, to przecież nikt go nie trzyma siłą. Jedyne krytyczne uwagi, jakie są w stanie przyjąć, dotyczą ruchu ulicznego, zwłaszcza w Bogocie, oraz płatnej edukacji.

 

Mimo to Kolumbijczyk i Polak na pewno znajdą wspólny język. Połączy ich zamiłowanie do dużych porcji jedzenia i łagodnych smaków. W Kolumbii lubią dobrze zjeść i choć warzyw i owoców jest pod dostatkiem, w kuchni używa się sporo mięsa. Zarówno Kolumbijczycy, jak i Polacy są również przywiązani do rodziny, a szczególnym szacunkiem darzą matki. Poza tym z pewnością polubią się za ciekawość świata i innych kultur. Oba narody dopiero od niedawna mogą swobodnie podróżować. Nieprzewidywalna Kolumbia stanowi więc świetne miejsce na wyprawę dla Polaków, bo z jednej strony wyda im się całkiem swojska, a z drugiej nigdy nie przestanie ich zaskakiwać. Tu za każdym zakrętem czeka nowa, wspaniała przygoda.

 

 

Artykuły wybrane losowo

Viva España i jej słoneczne plaże!

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

Więcej…

Współczesne uzdrowiska – połączenie tradycji z nowoczesnością

 

BARBARA TEKIELI

 

Regeneracja sił w bliskości z naturą, podziwianie wyjątkowych krajobrazów i pięknej architektury przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie harmonii ciała i ducha, a do tego aktywny udział w wydarzeniach kulturalnych – oto nowe spojrzenie na leczenie uzdrowiskowe w Polsce oraz u naszych sąsiadów i bratanków: na Litwie, Słowacji, Węgrzech i w Czechach. Odpoczynek w miejscowościach kuracyjnych, najczęściej malowniczo położonych, nabiera dziś nieco innego charakteru. Współczesne uzdrowiska znakomicie łączą dwie funkcje: leczenie wielu schorzeń i chorób cywilizacyjnych oraz oferowanie zabiegów odnowy biologicznej. Kuracjusze nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z terapii rekomendowanych przez lekarzy. Chcą odbyć kurację w miejscach atrakcyjnych turystycznie i połączyć ją z wypoczynkiem, poznawaniem historii regionu, dbaniem o kondycję fizyczną czy urodę, a nawet delektowaniem się specjałami lokalnej kuchni. Mnóstwo komfortowych ośrodków oferuje swoim gościom popularne ostatnio pakiety ekologiczne i usługi z zakresu medycyny naturalnej. W większości uzdrowisk powstają luksusowe centra spa i wellness proponujące zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Poza tym w wielu z nich odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne lub sportowe.

Więcej…

Z wizytą na południu Francji

 20159095

Modny kurort Saint-Tropez, widok z XVII-wiecznej cytadeli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl

                               

Francja kojarzy się wielu osobom głównie z winem i serami (wszak Francuzi sami się chwalą, że mają inny gatunek sera na każdy dzień roku, choć w rzeczywistości istnieje ich jeszcze więcej). Co ciekawe, ten kraj wciąż nie należy do tych najchętniej wybieranych przez Polaków na cel podróży. Wyjątek stanowi – oczywiście – Paryż, europejska stolica miłości, mody, kultury i wykwintnej kuchni, która cieszy się niezmiennie ogromną popularnością. Jednak we Francji jest znacznie więcej do zobaczenia niż tylko słynne miasto zakochanych.

 

20097929

Abbaye Notre-Dame de Sénanque otoczone polami kwitnącej lawendy

© ATOUT FRANCE/EMMANUEL VALENTIN

 

Gdy przychodzą pierwsze przymrozki zwiastujące zimę, wielu miłośników szaleństw na białym puchu zaczyna planować wyjazd na ośnieżone francuskie stoki Alp. Chamonix-Mont-Blanc z widokiem na najwyższy szczyt Europy czy region narciarski Trzy Doliny (Les Trois Vallées) to doskonały wybór na pierwsze rendez-vous z południem Francji. Warto rozwijać tę znajomość, gdyż ta część kraju naprawdę potrafi zauroczyć.

 

Do najciekawszych rejonów należą tutaj Alpy, Prowansja, Lazurowe Wybrzeże czy Oksytania. Właśnie je chciałabym tym razem Wam przybliżyć, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive. Południe Francji można odwiedzić o każdej porze roku, bo zawsze prezentuje się niezmiernie atrakcyjnie.

 

 20101026163213-90eea71b

Katedra i górująca nad nią bazylika w Lyonie

© GALERIE LYON FRANCE/JULIA BIDAULT

 

WIDOK NA SZCZYTY

 

Najbardziej rozpoznawalną górą francuskich Alp jest Mont Blanc (4808,72 m n.p.m.). Wznosi się ona na granicy z Włochami, ale jej najwyższy wierzchołek znajduje się właśnie na terytorium Francji (przynajmniej tak twierdzą źródła francuskie). Śmiałkowie pragnący zdobyć ten najwyższy szczyt Europy zjeżdżają do położonej u jego podnóży urokliwej miejscowości Chamonix-Mont-Blanc przez cały rok. Nie trzeba być jednak znakomitym alpinistą, żeby przybyć w te strony i podziwiać słynny ośnieżony masyw. Z centrum miasteczka w 20 min. wjedziemy kolejką linową na szczyt Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.), oddalony zaledwie 8 km od Mont Blanc, który widać stąd jak na dłoni. Można tu wystawić na próbę swoje nerwy i stanąć na szklanej platformie nad przepaścią oraz zjechać na nartach lub snowboardzie jedną z najpiękniejszych tras w Europie (a według niektórych osób nawet na świecie), wijącą się przez 20 km w Białej Dolinie (Vallée Blanche). Zbocza masywu najwyższej góry Alp pokrywają liczne lodowce. Największy z nich, Morze Lodu (Mer de Glace), ma ok. 7 km długości! Pod jego południowy kraniec, do stacji Montenvers (1913 m n.p.m.) od niemal 110 lat jeździ z Chamonix-Mont-Blanc kolej zębata (Chemin de fer du Montenvers). Tuż obok znajduje się wejście do jednej z lokalnych atrakcji – wykutej w Mer de Glace jaskini z lodowymi rzeźbami i korytarzami.

 

Jednak prawdziwą gratką dla miłośników białego szaleństwa jest we Francji obszar Trzy Doliny (Les Trois Vallées), położony w Sabaudii. Zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem łącznej długości tras dostępnych bez zdejmowania nart (według lokalnych wyliczeń wynosi ona ok. 600 km). Znajduje się tu również leżąca najwyżej w Europie stacja narciarska (Val Thorens – 2300 m n.p.m.). To właśnie dzięki usytuowaniu na dużej wysokości w okolicy najważniejszych stacji Trzech Dolin (są to Courchevel, Orelle, La Tania, Méribel, Les Menuires, Saint-Martin-de-Belleville i Brides-les-Bains) można korzystać z doskonałych warunków od połowy grudnia do końca kwietnia. W rejonie Val Thorens zdecydowana większość tras jest położona powyżej 2000 m n.p.m., a osiem przełęczy i szczytów – powyżej 3000 m n.p.m., dlatego poszusujemy tutaj nawet od połowy listopada do pierwszych dni maja. Co ważne, tereny narciarskie Les Trois Vallées są dostosowane do różnych poziomów zaawansowania. Początkujący narciarze mają duży wybór oślich łączek i łatwych stoków. Liczne szerokie, dobrze przygotowane trasy zadowolą średnio zaawansowanych. Najbardziej wymagający mogą spróbować swoich sił na trasach czarnych, wśród których największą sławą cieszy się Combe de Caron, rozpoczynająca się na wysokości 3200 m n.p.m. i zachwycająca wspaniałymi widokami.

 

Francuskie Alpy to jednak nie tylko kurorty narciarskie. Znajduje się tu także mnóstwo szlaków trekkingowych, poza tym panują świetne warunki do uprawiania wspinaczki, paralotniarstwa, speleologii, kanioningu, wędkarstwa, kolarstwa i jazdy konnej w malowniczych parkach krajobrazowych, takich jak Naturalny Park Regionalny Masywu Bauges (Parc naturel régional du Massif des Bauges), mający status geoparku UNESCO. Oprócz tego region urozmaicają przepiękne jeziora polodowcowe. Są idealne na wyprawy kajakowe i rejsy łodzią żaglową, można na nich uprawiać wakeboarding, kitesurfing i inne sporty wodne. Jednym z najczystszych w Europie jest jezioro Annecy (o powierzchni ponad 27,5 km2 i głębokości sięgającej miejscami nawet 82 m). W jego turkusowej wodzie odbijają się górskie szczyty, w tym Tournette (2351 m n.p.m.). Na północnym krańcu jeziora znajduje się urokliwe górskie miasto, które również zwie się Annecy. Ze względu na przepiękne centrum poprzecinane kanałami bywa ono nazywane alpejską Wenecją. Koniecznie należy w nim wejść do jednej z restauracji, aby spróbować lokalnych przysmaków: fondue, czyli sera roztopionego w białym winie, tartiflette – ziemniaków zapiekanych z boczkiem i alpejskim serem reblochon oraz opiekanych plastrów sera raclette podawanych z gotowanymi ziemniakami, szynką parmeńską, korniszonami i marynowanymi grzybami.

 

W regionie Rodan-Alpy znajduje się też ponad 500-tysięczny Lyon, położony malowniczo nad Rodanem i Saoną. To jedno z najstarszych miast we Francji (założone przez Rzymian w 43 r. p.n.e. jako Lugdunum) szczyci się rozległym historycznym centrum, wpisanym w 1998 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Trzeba tu zdecydowanie zwiedzić romańsko-gotycką Katedrę św. Jana Chrzciciela, zobaczyć panoramę Lyonu rozpościerającą się ze schodów XIX-wiecznej Bazyliki Najświętszej Marii Panny z Fourvière, zgubić się w labiryntach przejść zwanych traboules i przespacerować po placu Terreaux (Place des Terreaux), na którym szczególną uwagę warto zwrócić na budynek Ratusza (Hôtel de Ville de Lyon). Miłośnicy nowoczesnej architektury muszą koniecznie odwiedzić powstałą na terenach poprzemysłowych dzielnicę La Confluence, a osoby lubiące sztukę – liczne galerie na ulicy Burdeau (rue Burdeau). W mieście spodoba się również amatorom wykwintnych kulinariów: znajduje się w nim sześć restauracji słynnego francuskiego szefa kuchni Paula Bocuse’a („Le Nord”, „Le Sud”, „L’Est”, L’Quest”, „Marguerite” i „Argenson”). Ci, którzy preferują tradycyjne dania, powinni zajrzeć do „Café Comptoir Abel” (lokalu gastronomicznego typu bouchon). Po zaspokojeniu głodu najlepiej wybrać się na drinka na jedną z barek zacumowanych wzdłuż brzegu Rodanu lub do baru „L’Antiquaire”, gdzie pracują najlepsi barmani we Francji.

 

SIELSKA KRAINA LAWENDY

 

Chociaż Alpy dochodzą aż do wybrzeża Morza Liguryjskiego, to nie z nimi kojarzy się Prowansja, a z ciągnącymi się po horyzont polami lawendy, winnicami i gajami oliwnymi, przytulnymi kamiennymi miasteczkami, w których wąskich uliczkach aż chce się zgubić, pachnącą ziołami kuchnią i pełnymi wrzawy targowiskami ze świeżymi warzywami, winami, wędlinami, serami, chrupiącymi wypiekami i wyrobami lokalnego rękodzieła artystycznego. Na tych ostatnich można spróbować pieczywa fougasse z rozmarynem, oliwek po prowansalsku i słynnego koziego sera z Banon owiniętego w liście kasztanowca, kupić pachnące lawendą mydła, białe naczynia ceramiczne w tradycyjne prowansalskie wzory i oliwę z Les Baux-de-Provence. Po udanych zakupach warto napić się szklaneczki anyżowego likieru pastis i wyruszyć na zwiedzanie niezmiernie urokliwej Prowansji.

 

Tutejsze miasteczka łączy sielankowa atmosfera niespiesznego celebrowania prostej codzienności. W każdym z nich czekają nas inne widoki i atrakcje. Nad miejscowością Sisteron, zwaną Bramą Prowansji, góruje monumentalna skała o spiczastych graniach (Rocher de la Baume), w którą wrosła okazała Cytadela Sisteron (Citadelle de Sisteron). W Orange, tzw. Mieście Książąt, można podziwiać doskonale zachowane pozostałości świetności imperium rzymskiego: Łuk Triumfalny z czasów panowania cesarza Oktawiana Augusta (27 r. p.n.e.–14 r. n.e.) i starożytny teatr z wykutą w zboczu wzgórza widownią na ponad 9 tys. osób. Roussillon to spokojne miasteczko w kolorze ochry położone na rdzawych wzniesieniach, których ziemia bogata jest w związki żelaza.

 

W leżącym nad Rodanem Arles, w charakterystycznym Żółtym Domu mieszkał i tworzył urzeczony prowansalskimi krajobrazami malarz Vincent van Gogh. To tu namalował swoje najsłynniejsze dzieła i stracił ucho. Nie jest to jedyna gratka dla wielbicieli sztuki w tym uroczym mieście – jak mówi legenda, na tutejszym cmentarzu Alyscamps spoczywa główny bohater Pieśni o Rolandzie, a sama nekropolia została opisana przez Dantego Alighieri w Boskiej komedii. W Arles znajdują się też ruiny antycznego teatru i doskonale zachowana rzymskaarena (Arènes d’Arles) wybudowana między 80 a 90 r., na której niegdyś odbywały się walki gladiatorów i wyścigi rydwanów oglądane przez nawet 25 tys. widzów, a dziś organizowane są walki byków. Za nie lada atrakcję okolicy uchodzi miasteczko L’Isle-sur-la-Sorgue zbudowane na wyspach i zwane prowansalską Wenecją, a słynące z handlu antykami. W pierwszą niedzielę sierpnia odbywa się tu coroczny pływający targ, podczas którego rzeka i kanały zapełniają się łódkami ze świeżymi warzywami i owocami, miodem lawendowym i innymi specjałami.

 

Podczas wizyty w Prowansji nie wolno ominąć Awinionu, dawnej siedziby papieży (w latach 1309–1377). Tutejszy Pałac Papieski (Palais des Papes) stojący w centrum otoczonej wysokimi murami historycznej części miasta to jedna z największych gotyckich budowli Europy. Kolejnym symbolem Awinionu i słynną atrakcją turystyczną jest częściowo zachowany XII-wieczny most św. Benedykta (pont Saint-Bénézet, znany również jako pont d’Avignon – most Awinioński), który podziwiać można np. z ogrodów papieskich. Zawsze pełne turystów miasto nabiera szczególnego charakteru w lipcu, kiedy odbywa się teatralny Festival d’Avignon, należący do najważniejszych wydarzeń tego rodzaju na świecie.

 

W tym rejonie Francji wartoteżodwiedzić zbudowaną na tarasach wykutych w wapiennej skale miejscowość Gordes z potężnym renesansowym zamkiem. Jednak to nie XVI-wieczna budowla stanowi tu największą atrakcję. Turystów przyciąga amfiteatralne położenie Gordes i zabudowa z jasnego kamienia, a także brukowane uliczki zachęcające do spacerów oraz fakt, że niedaleko leży najbardziej znany symbol Prowansji – Abbaye Notre-Dame de Sénanque, czyli założone w 1148 r. opactwo cysterskie otoczone polami lawendy.

 

Kolejnym słynnym kamiennym miasteczkiem położonym malowniczo na prowansalskich wzgórzach jest Bonnieux z przepięknymi rezydencjami z XVI, XVII i XVIII stulecia. Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę – dostrzec można Gordes, Roussillon i Mont Ventoux (1911 m n.p.m.), wietrzną górę, na której już 10 razy kończyły się etapy Tour de France. Choć wieją tu silne, nieprzyjemne wiatry (ich prędkość na szczycie często dochodzi do 100 km/godz., a notowano nawet wartości powyżej 300 km/godz.), warto się wybrać na Mont Ventoux, bo należy do tych niewielu miejsc, z których przy dobrej widoczności da się zobaczyć jednocześnie Morze Śródziemne, Alpy i Pireneje.

 

WYBRZEŻE SKĄPANE SŁOŃCEM

 

Kojarzoną głównie z palmami, złotym piaskiem i luksusem Riwierę Francuską co roku odwiedza ponad 10 mln turystów. Senne miasteczka sąsiadują na niej z głośnymi kurortami, pełne przepychu wydarzenia filmowe odbywają się koło wprawiających w zadumę nad uciekającym czasem wystaw w galeriach sztuki i muzeach. Trekkingowe ścieżki prowadzą na punkty widokowe, z których z jednej strony podziwiać można zapraszające do wypoczynku plaże, z drugiej – ośnieżone alpejskie szczyty. Na przystaniach luksusowych jachtów słychać echa gwaru lokalnych bazarów, szampan leje się na zmianę z wodą sodową. Na Côte d’Azur każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

 

Stolicą Lazurowego Wybrzeża okrzyknięto położoną nad Zatoką Aniołów 350-tysięczną Niceę, gdzie słońce świeci 320 dni w roku. Symbolem miasta jest nadmorska Promenada Anglików (Promenade des Anglais), wzdłuż której ciągnie się kamienista plaża. Koniecznie należy w nim odwiedzić Muzeum Masséna(Musée Masséna), funkcjonujące w zabytkowej willi, i Muzeum Narodowe Marca Chagalla (Musée National Marc Chagall) otwarte przez samego artystę w 1973 r. Warto też udać się na słynny targ kwiatowo-warzywno-owocowy na Cours Saleya.

 

Zaledwie mniej więcej 30 km od Nicei leży jedno z najważniejszych miast światowej kinematografii – Cannes, goszczące w maju międzynarodowy filmowy Festival de Cannes. Co roku zgromadzona na Lazurowym Wybrzeżu publiczność ogląda nowe filmy. Przy pełnym przepychu bulwarze Croisette (Boulevard de la Croisette) stoją drogie luksusowe hotele: InterContinental Carlton Cannes, Grand Hyatt Cannes Hôtel Martinez i Hôtel Barrière Le Majestic Cannes, w których zatrzymują się największe gwiazdy Hollywoodu zjeżdżające nad Morze Śródziemne, aby pojawić się na czerwonym dywanie Pałacu Festiwali i Kongresów (Palais des Festivals et des Congrès de Cannes). Po drodze do Cannes warto zatrzymać się w Antibes i Juan-les-Pins, widowiskowo wrośniętych w nadmorskie skały.

 

Z kinem związane jest też inne miasto Riwiery Francuskiej, a mianowicie Saint-Tropez, znane głównie ze względu na komiczną postać żandarma granego przez legendarnego Louisa de Funèsa. To ulubiony letni kurort sław i bogaczy, z bajecznie kolorowymi fasadami domów zwróconymi do portu, w którym cumują luksusowe łodzie. Będzie idealnym miejscem na popołudniowy kieliszek szampana. W okolicach Saint-Tropez leżą dwie słynne piaszczyste plaże: Pampelonne i L’Escalet (obie usytuowane są w Ramatuelle).

 

Być na Lazurowym Wybrzeżu i nie odwiedzić 860-tysięcznej Marsylii byłoby dużym błędem, gdyż w tym malowniczo położonym kosmopolitycznym mieście znajduje się mnóstwo atrakcji. Należy do nich przepięknie zdobionaBazylika Najświętszej Marii Panny z La Garde (Basilique Notre-Dame-de-la-Garde)z drugiej połowy XIX w.,imponujące wielkością Opactwo św. Wiktora (AbbayeSaint-Victor) z zabytkowymi kryptami i liczne ogrody miejskie z kojącym widokiem na morze, m.in. Parc Valmeri Jardin des Vestiges, w którym zachowały się pozostałości antycznego portu. Po zwiedzaniu warto zajrzeć do pełnej tawern i restauracji starej dzielnicy portowej i spróbować lokalnych przysmaków, np. słynnej zupy rybnej bouillabaisse.

 

W SĄSIEDZTWIE HISZPANII

 

Regionem Francji wysuniętym najdalej na południe jest Oksytania, od południowego wschodu ograniczona przez Morze Śródziemne, nad którym leży ponad 200 km skąpanych w słońcu plaż. Wzdłuż granicy z Hiszpanią rozciągają się dla odmiany Pireneje. To z tej części kraju pochodzą znane na cały świat francuskie specjały, takie jak ostry ser owczy roquefort (z miasteczka Roquefort-sur-Soulzon), anchois de Collioure czy ostrygi z Bouzigues. Historyczna kraina Oksytania słynie także z winnic położonych w rejonie Corbières, Minervois i Cahors. Prawdziwi smakosze powinni też spróbować winiaku armagnac.

 

Funkcję stolicy regionu pełni 470-tysięczna Tuluza, nazywana Różowym Miastem ze względu na charakterystyczny kolor cegieł, z jakich powstała większość budynków w centrum. Choć jest czwartym pod względem liczby mieszkańców miastem we Francji i jednym z największych ośrodków akademickich w kraju, nie przytłacza wielkością. Na co dzień tętni życiem, zaprasza w progi przytulnych kawiarenek i gwarnych pubów. Do najważniejszych zabytków Tuluzy należy romańska Bazylika św. Saturnina (Basilique Saint-Sernin), będąca ważnym miejscem na szlaku pielgrzymkowym prowadzącym do Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji, i ogromny gotycki kościół przy klasztorze jakobinów (Couvent des Jacobins). Centralny punkt historycznej części miasta stanowi plac Kapitolu (place du Capitole), przy którym stoi Kapitol (Capitole), obecnie siedziba rady miejskiej i teatru (Théâtre du Capitole). Niektóre z sal są otwarte dla zwiedzających (m.in. wypełniona dziełami sztuki Salle des Illustres). Warto też odwiedzić Muzeum Augustianów (Musée des Augustins) we wnętrzach XIV-wiecznego klasztoru, a następnie spróbować tradycyjnego dania o nazwie cassoulet, przyrządzanego z białej fasoli i mięsa i pieczonego w glinianym naczyniu (cassole).

 

Niedaleko Tuluzy przepływa wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Kanał Południowy (Canal du Midi) łączący rzekę Garonnę z Étang de Thau – akwenem nad Morzem Śródziemnym. Ma on długość 241 km. Wybudowano go w XVII stuleciu z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć inżynierii (w okolicy stanowiska archeologicznego Oppidum d’Ensérune przechodzi przez długi na 173 m tunel Malpas przebity pod wzgórzem, co było pierwszym tego typu rozwiązaniem w Europie). Dziś Canal du Midi pełni głównie funkcje rekreacyjne, a najlepiej można mu się przyjrzeć podczas rejsu komfortową barką turystyczną. Po drodze warto zatrzymywać się na degustacje serów i win oraz zwiedzanie malowniczych miast Oksytanii, takich jak słynne Carcassonne z przepięknym średniowiecznym centrum i potężnymi fortyfikacjami czy Muzeum Sztuk Pięknych (Musée des Beaux-Arts) z bogatymi zbiorami europejskiego malarstwa od XVII w. do dziś.

 

W tym francuskim regionie na zainteresowanie zasługuje także Montpellier. Jego średniowieczne uliczki (rue de la Valfère, rue du Bras-de-Fer czy rue de l’Argenterie) urzekają turystów z całego świata. Jedną z największych atrakcji miasta jest Musée Fabre. Muzeum to szczyci się bogatą kolekcją obrazów malarzy francuskich, włoskich, hiszpańskich, flamandzkich i holenderskich z okresu od renesansu aż do czasów obecnych. W Montpellier znajduje się również bardzo interesujące centrum sztuki współczesnej La Panacée, w którym odbywają się liczne wystawy.

 

Nie można też zapomnieć o oksytańskim antycznym mieście i byłej rzymskiej kolonii (Colonia Nemausus), czyli Nîmes, zwanym francuskim Rzymem. Rzymianie zostawili w nim po sobie m.in. wzniesiony w drugiej połowie I w. amfiteatr na nawet 24 tys. widzów (Arènes de Nîmes) i świątynię Maison Carrée – obydwie budowle są dziś jednymi z najlepiej zachowanych zabytków starożytnych na całym świecie. Park (Jardins de la Fontaine) założony w XVIII stuleciu przy dawnym sanktuarium kryje takie skarby jak świątynia Diany i ponad 30-metrowa wieża Magne. Przez cały rok odbywają się tu liczne festiwale, koncerty, spektakle teatralne i rekonstrukcje historyczne. Ciekawostkę stanowi fakt, że Pont du Gard, rzymski akwedukt sprzed 2 tys. lat, uważany za jeden z najatrakcyjniejszych francuskich zabytków, został wybudowany po to, aby dostarczać wodę właśnie do Nîmes.

 

Oksytania to nie tylko niezmiernie urokliwe miasta o długiej historii. Zachwycają w niej również piękne krajobrazy i niezwykłe cuda natury. W podróż do środka Ziemi zabiera jaskinia Gouffre de Padirac w dolinie rzeki Dordogne. Ma aż 103 m głębokości i 35 m średnicy i jest uznawana za największą ciekawostkę geologiczną Francji. Jej pierwszego badacza, Édouarda-Alfreda Martela (1859–1938), uważa się za twórcę nowoczesnej speleologii. Do jaskini można dostać się schodami z 208 stopniami, windą lub... na linie. W środku czeka nas rejs po podziemnej rzece, która zamienia się w przepiękne jezioro. Potem przechodzi się do sali nazywanej Grand Dôme. To wielka podziemna katedra o wysokości 94 m, udekorowana wspaniałymi naturalnymi rzeźbami.

 

Dla odmiany przy samej granicy z Hiszpanią znajduje się Cirque de Gavarnie, czyli cyrk lodowcowy o średnicy ok. 6 km, który leży w Parku Narodowym Pirenejów (Parc National des Pyrénées). Na parkowym terenie nad rwącym strumieniem na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. wnosi się też monumentalny kamienny most (Pont d’Espagne). Okolica doskonale nadaje się na piesze wędrówki, wspinaczkę, jazdę na rowerze czy loty na paralotni, a także do uprawiania wszelkich sportów zimowych, w tym wspinaczki po zamarzniętych wodospadach. Jak widać, pełne wspaniałych atrakcji południe Francji zaprasza o każdej porze roku.

 

 

 

CRTMP 0019893 MD - Gavarnie 

Szlak w okolicy Cirque de Gavarnie w Parku Narodowym Pirenejów

© CRT MIDI-PYRÉNÉES/PATRICE THEBAULT