ZOFIA BLIŹNIAK

 

Kiedy turysta podróżujący po Meksyku nasyci się już widokiem piramid Majów i Azteków oraz złocistymi plażami Cancún i Playa del Carmen, nie powinien stracić okazji do poznania innego oblicza tego środkowoamerykańskiego kraju. Centralne stany Michoacán i Querétaro ukazują nam wyjątkową mieszankę kultur i ras. Odkryjemy tu prawdziwą duszę Meksyku.

Te oba stany łączy wiele – ich stolice, Morelię i Santiago de Querétaro, założyli Hiszpanie w pierwszej połowie XVI w., a kolonialne centra historyczne tych miast zostały wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Górzyste tereny i wioski indiańskie również składają się na obraz tego interesującego rejonu, który odegrał istotną rolę w dziejach Meksyku. 

 

To właśnie przez Michoacán i Querétaro (oraz stany Guanajuato, México, Jalisco, Aguascalientes, Coahuila i Chihuahua) przebiega duża część popularnego „Szlaku Wolności” – Ruta de la Libertad. Pokazuje on przebieg historycznej trasy, którą pokonał katolicki ksiądz i wojskowy Miguel Hidalgo y Costilla (1753–1811), przywódca meksykańskiego powstania narodowego przeciwko Hiszpanom, kierując się we wrześniu 1810 r. z miejscowości Dolores (dzisiaj Dolores Hidalgo) na północ kraju.  

 

Miasto z różowego kamienia

W stolicy stanu Michoacán, 600-tysięcznej Morelii (do 1828 r. znanej jako Valladolid), nazwanej tak na cześć urodzonego tutaj bohatera walk niepodległościowych José Maríi Morelosa (1765–1815), znajdziemy doskonale zachowane prawdziwe skarby kolonialnej architektury. To zabytkowe i niezmiernie atrakcyjne dla turystów miasto wyróżnia się także czystością oraz dużą liczbą pięknie utrzymanych placów, ogrodów i parków.

Zwiedzanie Morelii dobrze jest zacząć nietypowo, bo późnym wieczorem. Na Plaza de Armas, eleganckim placu tuż przy Katedrze, zbierają się grupy, które wyruszają następnie na niezapomnianą wycieczkę starymi uliczkami centrum historycznego, słuchając po drodze krwawych historii i romantycznych legend. Nie należy się dziwić, kiedy przewodnik przebrany za duchownego zapyta konspiracyjnym głosem, czy wśród uczestników zwiedzania znajdują się panny… Wyjaśni on nam potem, że w słynnej restauracji, a jednocześnie galerii i muzeum San Miguelito znajduje się „Kącik Starych Panien” (Rincón de Las Solteronas) – zgromadzone w nim figurki św. Antoniego pomagają podobno w szybkim zamążpójściu.

Całe centrum historyczne Morelii jest przepięknie oświetlone, ale na uwagę zasługuje przede wszystkim barokowo-neoklasycystyczna Katedra z dwiema wysokimi wieżami (66,8 m). Podziwiać w niej można m.in. monumentalne niemieckie organy (największe w Meksyku). Do urokliwego, pięknie podświetlonego akweduktu z XVIII w. dojdziemy kierując się na Fuente de las Tarascas przy Plaza Villalongín. Ta będąca symbolem miasta fontanna przedstawia trzy Indianki z plemienia Purépecha (Tarasków). Już w ciągu dnia warto przespacerować się stąd aleją (calzada) z kamienia prowadzącą do jednego z najpiękniej zdobionych kościołów w całym Meksyku – Santuario de Nuestra Señora de Guadalupe.

Resztę zabytków Morelii, zbudowanych w większości z różowego kamienia, można obejrzeć z przewodnikiem, ale samemu też nietrudno dotrzeć do położonych blisko siebie najciekawszych placówek muzealnych (choćby do fascynującego Muzeum Maski – Museo de la Máscara), świątyń i kompleksów klasztornych. Warto zajrzeć również do mieszczącej się w dawnym kościele jezuickim z XVII w. Biblioteki Publicznej oraz do dostojnego Colegio de San Nicolás de Hidalgo (dzisiejszy Uniwersytet), w którym uczyli się m.in. Morelos i Pascual Ortiz Rubio (1877–1963), prezydent Meksyku w latach 1930–1932 (zresztą obecny prezydent kraju – Felipe Calderón Hinojosa – także pochodzi z Morelii). Nie można przegapić też domu, gdzie urodził się Morelos (Casa Natal de Morelos). Obecnie znajduje się w nim muzeum poświęconego jego pamięci.

Jeżeli przyjechałeś do Morelii i nie spróbowałeś „gazpacho”, nie byłeś w Morelii – głosi znane miejscowe powiedzenie. Bez wątpienia wizyta w tym mieście jest niepełna, jeśli nie skosztuje się specjałów kuchni stanu Michoacán, często bazującej jeszcze na przepisach Indian Purépecha. Koniecznie trzeba też wybrać się na słynny targ słodyczy, który mieści się obok XVII-wiecznego Palacio Clavijero, dawnego kolegium jezuickiego. Po obowiązkowym spróbowaniu tradycyjnych ate (owoców kandyzowanych) i morelianas (pysznych tortilli o smaku kajmaku) możemy wybrać po prostu jakiś przysmak na chybił trafił (uważając tylko, żeby nie miał w sobie za dużo chili).

 

Magia Pátzcuaro

Zostawiamy za sobą różowe kamienie Morelii i jedziemy w stronę biało-czerwonych domów 60-tysięcznego Pátzcuaro… To tutaj właśnie, nad jeziorem o tej samej nazwie, odbywają się najpiękniejsze ceremonie związane ze Świętem Zmarłych, łączące tradycje Indian Purépecha z elementami wiary chrześcijańskiej. Podczas gdy tubylcy z zapalonymi świecami płyną ukwieconymi łodziami na wyspę Janitzio, turyści z całego świata pozostają na brzegu i podziwiają w pobliskich wioskach pieczołowicie przygotowane ołtarzyki. 2 listopada każdego roku Pátzcuaro przeżywa prawdziwy najazd gości… 

Jeśli chcemy zwiedzić wyspę Janitzio w spokoju, bez tłumów ludzi, warto wybrać się na nią innego dnia. Koniecznie trzeba wejść na punkt widokowy znajdujący się we wnętrzu 40-metrowego pomnika José Maríi Morelosa – umiejscowiono go w zaciśniętej pięści tego meksykańskiego bohatera narodowego. Można stąd podziwiać jezioro w całej okazałości, rybaków z wielkimi sieciami oraz malownicze wioski indiańskie, z których każda specjalizuje się w innym rodzaju rzemiosła. W przepięknym, kolonialnym Pátzcuaro kupimy wytwarzane w okolicy oryginalne rękodzieło artystyczne (w pełni warte swojej ceny). Jeżeli zaś, pogryzając słynne tutejsze nieve de pasta (rodzaj lodów), usłyszymy dźwięki muzyki wraz z charakterystycznym stukaniem, to znaczy, że trafiliśmy na pokaz pochodzącego z tradycji Purépecha humorystycznego Danza de los Viejitos, czyli „Tańca Staruszków”.

Pátzcuaro jest jednym z czterech „Magicznych Miasteczek” (Pueblos Mágicos) na terenie stanu Michoacán. Tytuł ten otrzymują od Sekretariatu Turystyki Meksyku (SECTUR) miejscowości, w których w szczególny sposób kultywowane są dawne tradycje indiańskie, słynące ze wspaniałych zabytków kolonialnych oraz interesujących świąt, jak również ważnych wydarzeń historycznych. Tego typu pueblos są naturalnie bardzo atrakcyjne dla turystów, a w całym kraju jest ich dzisiaj 45. Niedaleko od Pátzcuaro znajduje się 15-tysięczne miasteczko Santa Clara del Cobre, słynne z artystycznych wyrobów z miedzi, natomiast w Cuitzeo, położonym nieco na północ od Morelii, wznosi się doskonale zachowany klasztor augustiański z XVI w., a w niewielkiej, sympatycznej miejscowości Tlalpujahua (na granicy ze stanem México), która przez ponad trzy stulecia była bogatym centrum górnictwa złota i srebra, znajdziemy interesujące muzea oraz liczne zabytki. W tym ostatnim Pueblo Mágico możemy też podejrzeć z bliska, jak wygląda proces ręcznego wyrobu bombek.       

 

W stronę Querétaro

Michoacán jest ponad pięć razy większy niż Querétaro (ma 60 tys. km2 powierzchni), nic więc dziwnego, że lista miejsc, które warto tutaj zobaczyć, na szczęście dla turystów, nie należy do krótkich... Można zatem wyruszyć dalej z Morelii na południowy zachód, mijając po drodze drugie co do wielkości miasto w tym stanie – Uruapan (315 tys. mieszkańców), tzw. światową stolicę awokado. Warto stąd zboczyć do niewielkiego Angahuan, gdzie najlepiej widać księżycowy krajobraz, który pozostał po wybuchu wulkanu Paricutín w 1943 r. Na wybrzeżu Pacyfiku czekają na nas natomiast ładne, ciche plaże, a przede wszystkim pyszne jedzenie serwowane w nadmorskich restauracjach.   

Z Morelii można też jednak ruszyć w przeciwną stronę – na północny wschód. Podróżując w tym kierunku, zanim przekroczymy granicę z Querétaro, natrafimy na unikatowy Rezerwat Biosfery Motyla Monarcha (Reserva de la Biósfera Mariposa Monarca). Miejsce to zostało wpisane w 2008 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miliony pomarańczowych motyli pokonują tysiące kilometrów, żeby przezimować w wysoko położonych sosnowo-świerkowych lasach Meksyku. Tworzą tu całe kolonie – w zależności od roku od 8 do 12. Te piękne owady szczelnie pokrywające drzewa można podziwiać od października do marca w czterech tzw. sanktuariach, które są udostępnione do zwiedzania dla turystów: Sierra Chincua koło „Magicznego Miasteczka” Tlalpujahua, La Mesa, El Capulín i El Rosario. Poza tym w najbliższej okolicy zrelaksujemy się na łonie dziewiczej natury, wśród wspaniałych lasów, a także zadbamy o nasze zdrowie w Los Azufres – regionie bogatym w wody termalne o wysokiej zawartości soli i minerałów.

Luksusowe centra SPA oraz parki wodne znajdziemy również w pełnym legend 20-tysięcznym miasteczku Tequisquiapan, leżącym już w stanie Querétaro. Wyróżnia się ono też wspaniałą i doskonale zachowaną architekturą kolonialną. Co roku odbywa się tutaj na przełomie maja i czerwca Narodowy Jarmark Sera i Wina (Feria Nacional del Queso y el Vino), zakłócający spokojne życie mieszkańców i przyciągający zawsze kilkadziesiąt tysięcy turystów. Kierując się wyżej, na północ stanu, dotrzemy do La Peña de Bernal, olbrzymiego monolitu wyrastającego ponadzabytkowe Pueblo Mágico Bernal.

Na osoby lubiące ekoturystykę czekają pełne malowniczych wąwozów, rzek i wodospadów zielone góry Sierra Gorda. W ich południowej części natkniemy się na stanowiska archeologiczne. Miłośnicy historii wyruszą tu z pewnością na wędrówkę po pięciu misjach franciszkańskich z XVIII w., które wpisano w 2003 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stanowią one wyjątkowy przykład metysażu w sztuce. Misje w górach Sierra Gorda budowane były wprawdzie przez Indian, ale według europejskich planów, doszukać się więc w nich można elementów obu kultur. Zabytkowe, ponad 20-tysięczne miasteczko Jalpan de Serra, gdzie założono pierwszą misję, Sekretariat Turystyki Meksyku (SECTUR) wyróżnił również zaszczytnym tytułem Pueblo Mágico.

 

Miejsce skał

Querétaro uznane zostało w czerwcu 2011 r. za najpiękniejsze słowo w języku hiszpańskim. Zwyciężyło w plebiscycie zorganizowanym przez hiszpański Instytut Cervantesa z okazji tzw. Dnia E (El Día E), mającego być świętem wszystkich osób mówiących po hiszpańsku. Te słowo zaproponował do konkursu słynny meksykański aktor Gael García Bernal. Według większości źródeł, pochodzi ono z języka purépecha i oznacza „miejsce wielkich skał”. Santiago de Querétaro (popularnie nazywane po prostu Querétaro) to urzekające miasto, w którym mieszka obecnie 630 tys. ludzi. Jego walory turystyczne nie ustępują innym stolicom stanów. Poza tym jest to bezpieczna i niezatłoczona metropolia, przyjazna do zwiedzania. Harmonijnie łączy też piękną architekturę centrum historycznego z bardziej przemysłową częścią miasta.

Querétaro odegrało bardzo ważną rolę w historii Meksyku. To właśnie stąd za sprawą Doñii Josefy Ortiz de Domínguez, zwanej La Corregidora, przekazano sygnał do rozpoczęcia walki o niepodległość we wrześniu 1810 r. Tutaj też podpisano w lutym 1848 r. traktat pokojowy Guadalupe Hidalgo, w wyniku którego Meksyk stracił olbrzymią część swojego terytorium na rzecz Stanów Zjednoczonych. Mowa tu aż o 2 mln km2, m.in. obszarze dzisiejszych stanów Kalifornia, Nevada, Utah, Nowy Meksyk i Teksas! W Querétaro wreszcie zakończyło się w 1867 r. wraz z egzekucją cesarza Maksymiliana I Drugie Cesarstwo Meksyku.

Poznawanie miasta można rozpocząć od trzech punktów, które uważa się za jego symbole. Pierwszym z nich jest Cerro de las Campanas, czyli Wzgórze Dzwonów. To tutaj właśnie został rozstrzelany cesarz Maksymilian I. Drugim miejscem jest piękny i potężny akwedukt z XVIII w., którego monumentalne łuki ciągną się na długości 1300 m, a trzecim –Convento de la Santa Cruz, klasztor franciszkański o niezwykle ciekawej historii, pierwsze kolegium misjonarzy w Ameryce. Można w nim obejrzeć m.in. kwaterę główną, a następnie dwudniowe więzienie Maksymiliana I (po pojmaniu go w maju 1867 r.). Przewodnik opowie nam także o hodowanym tutaj w ogrodzie przez duchownych cudownym drzewie, które ma kolce w kształcie krzyża (El Árbol de las cruces).

Centralnym punktem miasta jest jednak XVIII-wieczny kościół i dawny klasztor św. Franciszka (templo y ex convento de San Francisco) z charakterystyczną wysoką wieżą. Obecnie zajmuje go Muzeum Regionalne, które prezentuje w swoich kilkunastu salach historię stanu Querétaro. Tuż obok mieści się ukwiecony park, popularne miejsce spotkań szukających wytchnienia mieszkańców.

Starymi uliczkami dochodzimy do Templo de Santa Clara i Templo de Santa Rosa de Viterbo, wspaniałych barokowych kościołów, w których wnętrzach nie sposób oderwać oczu od bogatych złoceń i kunsztownych konstrukcji. Wśród placówek muzealnych Santiago de Querétaro wyróżnia się Museo de Arte (Muzeum Sztuki), na pozór „zwyczajny” zabytkowy budynek, dawny klasztor św. Augustyna (ex convento de San Agustín). Jeśli jednak nie zajrzymy tutaj do środka, to nie odkryjemy prawdziwego skarbu – wielkiego, pięknego patio z barokowymi krużgankami oraz interesującej kolekcji malarstwa meksykańskiego.

Dobrym pomysłem jest odwiedzenie Querétaro w trakcie świąt Bożego Narodzenia. W kościołach odbywają się wówczas uroczyste pasterki, po ulicach jeżdżą wozy, na których dzieci odgrywają scenki z Biblii, a rozbawieni widzowie rzucają im cukierki i zabawki. Na pewno tutaj nie zmarzniemy, gdyż w grudniu klimat jest raczej łagodny (średnia temperatura minimalna to 7,7°C, a maksymalna – 23,8°C). Poza tym otwarte są liczne stragany z gorącą kukurydzą, ciepłymi napojami i słodyczami.

Którąkolwiek jednak porę roku wybierzemy, żeby odwiedzić te strony, Michoacán i Querétaro mają nam wiele do zaoferowania. Te dwa stany w szczególny sposób uświadamiają turystom, na czym opiera się społeczeństwo meksykańskie – na współistnieniu i mieszaniu się kultur, co stanowi o niezwykłym bogactwie tradycji i historii Meksyku.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Trzy twarze Meksyku

CancunPic.jpg

Znany meksykański kurort Cancún

©CPTM/RICARDO ESPINOSA-REO

G0766801.jpg

W Guelaguetza w Oaxace de Juárez to barwny festiwal folklorystyczny

©SECTUR OAXACA

OLA SYNOWIEC

 „Góry, plaże, pustynie, morza, selwy – Meksyk ma wszystko!” – mówi Carlos, który już czwarty rok z rzędu spędza wakacje, podróżując po tym kraju. Pochodzi z jego stolicy – Meksyku (Ciudad de México) – i dodaje, że jego ojczyzna jest tak duża i zróżnicowana, iż na razie nie czuje potrzeby, aby miejsca na urlop szukać gdzieś dalej. W końcu Meksykańskie Stany Zjednoczone zajmują niemal taki obszar, jak jedna piąta Europy. Meksyk bez wątpienia potrafi zaoferować coś wspaniałego każdemu turyście.


ZAC_zacatecas_021.jpg

Widok na Bazylikę Katedralną w centrum historycznym Zacatecas

©CPTM/RICARDO ESPINOSA-REO


Czekają tu na nas turkusowe morze, bajkowe plaże, ruiny prekolumbijskich budowli, pyszne jedzenie i rozbudowana oferta kulturalna. Wielkie i gwarne kurorty sąsiadują z rejonami, gdzie na horyzoncie nie zobaczymy żadnego człowieka. Co ważne, do tego północnoamerykańskiego kraju (do Cancún) można dolecieć już bezpośrednio samolotami czarterowymi z Warszawy, a ceny biletów są dość konkurencyjne, bo podobne do kosztów przelotu do Wietnamu czy Tajlandii (już od 3249 zł w obie strony, przy czym zdarzają się niekiedy atrakcyjne promocje typu last minute z taryfami w wysokości ok. 2000 zł).


Chciałabym przedstawić trzy ciekawe krainy w Meksyku: półwysep Jukatan oraz stany Oaxaca i Zacatecas. Mimo iż różnią się od siebie, każda z nich jest na wskroś meksykańska i na swój sposób prezentuje bogactwo i historię tej części Ameryki Północnej.


Jukatan Majów

Tulum_Xpedi.jpg

Prekolumbijskie miasto Majów Tulum wzniesione na 12-metrowym klifie

©EXPERIENCIAS XCARET S.A. DE C.V


Półwysep Jukatan przypomina turystyczne eldorado. Tutejsze wybrzeże Morza Karaibskiego to urzeczywistnienie wyobrażenia raju. Zrelaksowani ludzie popijający drinki z kokosa w hamaku rozpiętym w cieniu palm nad białym piaskiem pokrywającym brzeg oblewany błękitnymi wodami – taki obrazek przyciąga rocznie ponad 7 mln turystów z całego świata, którzy odwiedzają kurorty położone na Riwierze Majów (Riviera Maya) i słynne Cancún w stanie Quintana Roo. Zatrzymują się oni przede wszystkim w luksusowych hotelach w tym ostatnim 650-tysięcznym mieście, a także imprezowo-młodzieżowej miejscowości wypoczynkowej Playa del Carmen, spokojnym Akumalu oraz wciąż nieco alternatywnym Tulum, szczycącym się bez wątpienia najpiękniejszą plażą ze wszystkich ośrodków turystycznych w tym rejonie. Górują tu nad nią dumne majańskie ruiny, nieustannie przypominające o wspaniałej historii tych okolic.


Na Jukatanie znajduje się prawie 150 stanowisk archeologicznych – pozostałości po cywilizacji Majów. Najpopularniejsze wśród nich jest Chichén Itzá, wybrane 7 lipca 2007 r. jednym z siedmiu nowych cudów świata. Oprócz rajskich plaż, to właśnie położona na jego terenie słynna Świątynia Kukulkána (Kukulkán to odpowiednik azteckiego Quetzalcóatla, czyli Pierzastego Węża), przez Hiszpanów nazwana El Castillo (Zamkiem), zazwyczaj kojarzy się z półwyspem. Najwięcej osób odwiedza to miejsce w czasie równonocy wiosennej i jesiennej, kiedy to można oglądać niezwykłe widowisko – po schodach budowli ześlizguje się cień węża.


Żeby uniknąć tłumów turystów na zdjęciach, warto udać się do nieco mniej popularnych stref archeologicznych. Wśród pagórków malowniczego Uxmal poznamy boga deszczu Chaca (Chaaca), który był bardzo ważnym bóstwem w tym majańskim mieście pozbawionym naturalnych źródeł wody. W kompleksie Cobá wdrapiemy się na najwyższą na Jukatanie piramidę Majów – Nohoch Mul. Ze szczytu 42-metrowej konstrukcji rozpościera się widok na ciągnący się po horyzont las tropikalny, nad który raz na jakiś czas wzlatuje kolorowa papuga. W innych stanowiskach możemy być często jedynymi turystami i podczas odkrywania prekolumbijskich ruin poczuć się jak Indiana Jones.


Potomkowie wielkich, nie do końca zbadanych kultur wciąż mieszkają na tych ziemiach. Tereny półwyspu to jeden z regionów kraju, w którym tradycje Indian są najżywsze, a wszystkie trzy jukatańskie stany – Jukatan, Quintana Roo i Campeche – plasują się w pierwszej piątce obszarów w Meksyku, gdzie językami indiańskimi posługuje się największy procent ludności. Podstawy maja (maya yucateco) pozwolą zrozumieć poetyckie toponimy w okolicy, np. nazwa rezerwatu Sian Ka’an oznacza „miejsce, gdzie narodziło się niebo”. Wśród lagun, mokradeł i lasów namorzynowych żyje w nim 379 gatunków ptaków oraz 115 gatunków ssaków, m.in. pumy, oceloty, margaje, jaguary, tapiry, wyjce, czepiaki czarnorękie, paki nizinne, hirary amerykańskie, pekari białobrode i delfiny. Podczas wycieczki kajakiem lub łodzią ma się wrażenie, że trafiło się do filmu przyrodniczego Davida Attenborough i jest się w samym sercu niezwykłego królestwa natury.


Najbarwniejsza fiesta w krainie fauny i flory odbywa się w Rezerwacie Biosfery Celestún. Upodobały go sobie szczególnie flamingi. Zlatują na zimę w okolice miasta Mérida, aby wykonywać bajkowo kolorowy taniec, w którym róż ich skrzydeł miesza się z błękitem wody i nieba. Można je zobaczyć także na jednej z najbardziej dziewiczych wysp w pobliżu Cancún – Holbox. W odróżnieniu od innych wyspiarskich oaz spokoju, takich jak Isla Mujeres (Wyspa Kobiet) czy Cozumel, ta jest wciąż rzadko wybieranym kierunkiem wśród turystów. Tak wyglądała kiedyś podobno cała Riwiera Majów, kiedy Cancún, Playa del Carmen i Tulum stanowiły jedynie małe rybackie wioski. Na Holbox nie wjedziemy samochodem, cały czas otacza nas tu natura. Wyjątkowym przeżyciem będzie w tej okolicy pływanie z rekinami wielorybimi. Warto wziąć też lekcje kitesurfingu – spokojne w tym rejonie morze świetnie nadaje się dla początkujących.


Półwysep Jukatan i oblewające go wody to jeden z bardziej popularnych celów wypraw nurkowych. Do obejrzenia znajdującej się tuż przy brzegu karaibskiej rafy koralowej wystarczy nawet jedynie maska z rurką. Nurkować wśród koralowców w towarzystwie kolorowych ryb można praktycznie na całej długości (aż 865 km!) wybrzeża stanu Quintana Roo. W Akumalu spotkamy się z ogromnymi żółwiami zielonymi, a niedaleko Cancún odwiedzimy niesamowite podwodne muzeum MUSA (Museo Subacúatico de Arte). Na dnie spoczywa tu ponad 500 rzeźb. Z kolei prawdziwą przygodą będzie wyprawa do wypełnionych krystalicznie czystą wodą studni wapiennych zwanych cenotami.


Cały teren obecnego półwyspu Jukatan pokrywało niegdyś morze. Był on olbrzymią rafą koralową. Jego obszar wypiętrzyło uderzenie meteorytu, najprawdopodobniej tego samego, który (według jednej z teorii) wywołał wymieranie kredowe i spowodował wyginięcie dinozaurów. Potężna kosmiczna skała spadła zresztą niedaleko Méridy, gdzie można odnaleźć wielki krater o średnicy ponad 180 km zwany Chicxulub. Przez wapienne skały nowego lądu pod jego powierzchnię zaczęły spływać deszcze tworzące podziemne jeziora. Woda i korzenie drzew przebiły do nich otwory. Tak powstały cenoty. Nazwa dzonot w języku maja oznacza „studnię”. Na Jukatanie znajduje się ich – wedle różnych szacunków – od ponad 2 do 30 tys. Wypełniająca je woda, filtrowana przez wapień, jest niezwykle czysta, a podziemne jeziora zamieszkują różne interesujące zwierzęta. Jednymi z nich są małe rybki, które podczas kąpieli zrobią nam darmowy peeling. W ciemniejszych częściach cenotów zauważymy szczelnie oblepiające strop nietoperze. Oprócz tego żyją tutaj endemiczne gatunki ryb i skorupiaków, w tym stworzenia, które na skutek niedoboru światła stały się wtórnie ślepe, a następnie w wyniku ewolucji utraciły nawet oczy.


Na półwyspie nie ma praktycznie żadnych rzek ani jezior. Jedynym źródłem słodkiej wody pozostają właśnie wapienne studnie, które dawni Majowie uważali za święte. Wierzyli, że są one wejściem do majańskich zaświatów (Mitnal). Krainę tę zamieszkiwał cały szereg dziwnych bóstw i demonów, które były odpowiedzialne za zsyłanie na ziemię śmierci i chorób. Poza tym świat umarłych nie różnił się zbytnio od codziennej rzeczywistości – ludzie kontynuowali swoje dawne życie w podziemnych miastach z placami, ogrodami i... boiskiem do rytualnej gry w piłkę (ullamaliztli), ukochanego sportu prekolumbijskiego Meksyku. W cenotach umieszczano więc podarunki dla przodków oraz bogów zaświatów. Składano też w nich ofiary dla władcy deszczu Chaca, czasem – jak w Cenote Sagrado w Chichén Itzá – również z ludzi.


Jeśli zechcemy opuścić królestwo natury, powinniśmy odwiedzić Méridę – jedno z najstarszych miast w obu Amerykach (założono ją w styczniu 1542 r.) i stolicę kulturalną półwyspu Jukatan. Tutejsze zbudowane z białego wapienia centrum historyczne uchodzi za drugie największe w całym Meksyku (po Ciudad de México). Ten klimatyczny ośrodek szczyci się ogromną ofertą wydarzeń związanych z kulturą, interesującymi muzeami i galeriami, a także świetnym rękodziełem artystycznym. Mérida to najbardziej oczywiste miejsce na zakup meksykańskiego hamaka. Można go wybrać w wersji jednoosobowej lub matrimonial („małżeńskiej”), która według mieszkańców doskonale nadaje się do uprawiania starej majańskiej sztuki zwanej hamacasutrą... W tym „Białym Mieście” (Ciudad Blanca) spróbujemy też specjałów kuchni jukatańskiej: sopa de lima (zupy z limonką, kurczakiem i kawałkami tortilli), poc chuc (pikantnej wieprzowiny marynowanej w sosie z kwaśnych pomarańczy) i pollo ticuleño (kurczaka pieczonego z plasterkami banana).


Oaxaca nad Pacyfikiem


Jukatan to nie jedyny cel wyjazdów wypoczynkowych w Meksyku. Wiele do zaoferowania ma także piękny stan Oaxaca, znajdujący się na południu kraju u wybrzeży Oceanu Spokojnego. Plaże nie są tu tak zatłoczone jak w kurortach na Riwierze Majów, jest również znacznie taniej. Może się nawet zdarzyć, że na szerokim piaszczystym brzegu będziemy zupełnie sami lub tylko w towarzystwie wyruszających na połów rybaków. To właśnie na jednej z tutejszych rajskich plaż, nazywanej Cacaluta (na terenie Santa María Huatulco lub po prostu Huatulco), kręcono sceny do filmu I twoją matkę też (2001 r.) z Maribel Verdú, Gaelem Garcíą Bernalem i Diegiem Luną w rolach głównych.


Na wybrzeżu Oaxaki wciąż nie powstało zbyt wiele luksusowych kompleksów hotelowych, zatrzymamy się na nim za to tuż nad oceanem, w małej drewnianej chatce cabaña krytej palmowymi liśćmi. Swój nieodparty urok mają małe hipisowskie wioski – Zipolite ze słynną plażą nudystów oraz Mazunte, gdzie odbywają się w listopadzie koncerty jazzowe (Festival Internacional de Jazz Mazunte), a pod koniec lutego i na początku marca festiwal cyrkowy (Festival de Circo en Mazunte). W tej ostatniej miejscowości zapoznamy się z żółwiami morskimi, którymi opiekuje się Centro Mexicano de la Tortuga. Można też tutaj ponoć zobaczyć najbardziej magiczny zachód słońca na całym wybrzeżu. Każdego dnia wspólne kontemplowanie tego widoku, zazwyczaj przy dźwięku bębnów, odbywa się na Punta Cometa – najdalej na południe wysuniętym przylądku Ameryki Północnej wychodzącym na Pacyfik. Miejsce to dla kultur prekolumbijskich miało znaczenie strategiczne i rytualne i do dziś uchodzi za źródło mocy.


Mniej więcej 65 km dalej leży mekka surferów – Puerto Escondido. Otóż Ocean Spokojny, wbrew swojej nazwie, wcale spokojny nie jest, a Atlantyk to przy nim – jak mówią Meksykanie – nudny i grzeczny kuzyn. Fale w tym rejonie osiągają wysokość nawet 6 m, a tutejsza 3-kilometrowa Playa Zicatela znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepszych plaż do surfowania na świecie. Dla początkujących miłośników tego sportu lepsza będzie znana z bardziej sprzyjających warunków La Punta, a jeśli ktoś chce jedynie popływać, powinien wybrać Manzanillo albo Puerto Angelito. Jeżeli szukamy natomiast pięknych widoków, warto udać się na Carrizalillo albo Bacocho. Wszystkie z wymienionych miejsc położone są w Puerto Escondido. W innej popularnej miejscowości turystycznej, Huatulco, jest aż 36 plaż, i to leżących w 9 malowniczych zatokach!


Urokliwe zachody słońca, romantyczne klify, ciche zakątki, które możemy mieć tylko dla siebie – wybrzeże należy do niewątpliwych skarbów stanu Oaxaca. Wiele ciekawych miejsc znajduje się także w głębi lądu. Jedno z nich stanowi stolica stanu, nosząca tę samą co on nazwę – Oaxaca (Oaxaca de Juárez). Kolonialna architektura, kolorowe budynki, klimatyczne uliczki i urocze zaułki przyciągają amerykańskich i zachodnioeuropejskich seniorów, którzy decydują się spędzić tu swoją emeryturę. Miasto działa jak magnes również na artystów. Nie ma w nim wieczoru bez wernisażu albo innego wydarzenia kulturalnego. Meksykanie śmieją się, że w Oaxace ludzie przy nawiązywaniu znajomości po zwyczajowym zwrocie Jak się miewasz? pytają się o to, jaką sztuką zajmuje się na co dzień ich rozmówca.


Stolica stanu słynie z rękodzieła. Tutejsze przepiękne tkaniny można podziwiać w Muzeum Tekstyliów (Museo Textil de Oaxaca) lub po prostu w trakcie wizyty w lokalnych sklepach i na targach, które są także swojego rodzaju rękodzielniczymi galeriami. Natkniemy się na nie co chwilę podczas spaceru po spokojnym centrum miasta. W witrynach sklepowych rozgościła się kolorowa meksykańska sztuka. Z wielu półek spogląda na nas osobliwa ferajna dziwnych barwnych zwierząt: osioł ze skrzydłami motyla, kogut z rogami byka, lew z głową orła. To alebrijes – rzeźby cudacznych kreatur, które kiedyś przyśniły się pewnemu artyście. Pedro Linares (1906–1992) leżał w łóżku z wysoką gorączką i we śnie ujrzał te niezwykłe stworzenia. Kolorowe zwierzęta otoczyły go i zaczęły wykrzykiwać jedno bezsensowne słowo: Alebrijes!. Postanowił więc odtworzyć je w postaci figur z papier-mâché. Dzisiaj jego nocne widziadła zobaczymy tutaj w co drugim sklepie z rękodziełem artystycznym. Senne majaki Linaresa stały się jednym z symboli Oaxaki.


Miasto znane jest również ze swojej kuchni. Jak w raju poczują się w nim miłośnicy słodyczy. O ile samo kakao pochodzi ze stanu Tabasco i południa Chiapas, to właśnie Oaxaca słynie z najlepszej czekolady. Przy ulicy Francisca Javiera Miny można spróbować jej bezpośrednio u wytwórców. To tu znajdziemy najlepsze meksykańskie marki: od dużych producentów takich jak Chocolate Mayordomo aż po małe rodzinne firmy z tradycjami. Ten słodki specjał podaje się w formie gorącego napoju albo jako mole – pikantny sos do kurczaka. Przepis na tę ostatnią intrygującą potrawę zawiera długą listę starannie dobranych składników, w tym prażone ziarna i nasiona, suszone owoce, liczne przyprawy, orzechy i papryczki chili. Innym lokalnym przysmakiem są chapulines, czyli smażone koniki polne. Bez trudu dostaniemy je na tutejszych targach i bazarach. Mówi się, że jeśli ktoś ich spróbuje, to z pewnością wróci do Oaxaki.


Jeżeli do powrotu nie przekonają nas chrupiące owady, być może uczyni to mezcal. Miasto uchodzi za nieoficjalną stolicę producentów tego meksykańskiego trunku, wyrabianego z agawy. Ma on status niemal kultowego napoju i panaceum na wszelkie życiowe problemy. Meksykanie zwykli o nim mawiać: Para todo mal – mezcal, para todo bien – también („Na całe zło – mezcal, na wszystko, co dobre – też”). Serwujące go mezcalerie to bardzo popularny w kraju rodzaj lokalu, przypominający polskie bary z wódką i zakąską, tyle że jako zagryzkę podaje się w nich smażone koniki polne. Ten meksykański alkohol często kojarzy się także z innym owadem – pływającą w butelce larwą ćmy. Wbrew obiegowej opinii, jej obecność wcale nie świadczy o wysokiej jakości trunku. Wręcz przeciwnie, w najlepszych mezcalach się jej nie umieszcza.


Mimo tych wszystkich atrakcji nie powinniśmy się zbytnio zasiedzieć w stolicy stanu, bo jej okolice mają również wiele ciekawego do zaoferowania. Hierve el Agua w osadzie San Isidro Roaguía wygląda jak skamieniały wodospad przeniesiony z księżycowego krajobrazu. W rzeczywistości to formacje skalne, które powstawały przez tysiące lat. Na ich szczycie znajdują się źródła tworzące niewielkie jeziora. Gdy leży się w turkusowej wodzie tuż przy krawędzi przepaści z widokiem na pobliskie pasmo górskie, odnosi się wrażenie, że trafiło się w sam środek obrazu Salvadora Dalego (1904–1989). Na wierzchołku innej góry położonej w sąsiedztwie Oaxaki de Juárez odkryjemy natomiast pozostałości dawnej stolicy Zapoteków – Monte Albán. Z ruin rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama okolicznych wzniesień i dolin.


Oaxaca jest jednym ze stanów o największym procencie ludności rdzennej i słynie ze świetnie zachowanych tradycji ludowych. Wiele z tutejszych fiest ma swoje korzenie w rytuałach sprzed chrystianizacji. W mieście Juchitán de Zaragoza od czasów prekolumbijskich utrzymuje się także podział na trzy płcie: kobiety, mężczyzn i muxes, czyli osoby, które urodziły się mężczyznami, ale mówi się do nich w rodzaju żeńskim. Przedstawiciele tej ostatniej grupy podczas swojego dorocznego święta w listopadzie zakładają pięknie wyszywane i kolorowe bluzki zwane huipilami oraz kwieciste spódnice i wykonują regionalne tańce. Z kolei największą lokalną imprezą jest Guelaguetza – odbywający się w lipcu w Oaxace de Juárez barwny festiwal wszelkich ludowych tradycji.


Zacatecas ze srebra


O ile w Oaxace ludność rdzenna stanowi ok. 50 proc., to już w Zacatecas – tylko niespełna 3 proc. Mimo niewielkiej populacji Indian jest to region niezmiernie ważny dla kolonialnej historii kraju. Chociaż dość rzadko odwiedzany przez turystów, ma czym zaciekawić podróżników, szczególnie tych, których interesuje turystyka aktywna i kulturowa. Podczas wizyty w tym stanie zobaczymy zupełnie inną twarz Meksyku niż na Jukatanie i w Oaxace, co tylko zachęci nas do dalszego odkrywania fascynującej ojczyzny Meksykanów.


Stolica regionu, mająca tę samą co on nazwę, została założona w 1546 r., a powstała na fali gorączki srebra. Lokalne kopalnie uczyniły z kraju największego producenta tego metalu na świecie, która to sytuacja utrzymuje się do dziś. Na początku XIX w. sam tylko stan Zacatecas dostarczał 20 proc. światowego zapotrzebowania na ten kruszec. Zaledwie 10 min. od centrum stolicy znajduje się Mina El Edén – jeden z zakładów wydobywczych, działający w latach 1586–1960. W otworzonym dla zwiedzających w 1975 r. obiekcie można oglądać oryginalne mosty, klatki schodowe i maszyny górnicze oraz przetańczyć noc w La Mina Club. To podobno jedyny klub nocny na świecie utworzony w kopalni. Żeby bawić się 280 m pod ziemią, trzeba najpierw pokonać odcinek o długości 650 m specjalną kolejką, która zawozi pasażerów do dawnych komór.


Dzięki dochodom z wydobycia srebra wybudowano w Zacatecas jedne z najpiękniejszych meksykańskich kościołów i klasztorów. To drugie najwyżej położone duże miasto w kraju (rozciągające się na średniej wysokości ok. 2430 m n.p.m.) zapiera dech w piersiach. Jego architektura została dostosowana do górzystego ukształtowania terenu, a budynki są prawdziwymi dziełami sztuki. Zabudowania mają kolor żółtopomarańczowy, a wspaniale oświetlone w nocy sprawiają wrażenie złotych. W dawnych kompleksach kościelnych znajdziemy dwa ważne muzea. W kolegium jezuitów, następnie należącym do dominikanów, funkcjonuje obecnie Museo Pedro Coronel, gdzie możemy podziwiać jedną z większych kolekcji sztuki w Meksyku. Zebrano w nim dzieła takich artystów jak Salvador Dalí, Pablo Picasso, Joan Miró, Marc Chagall, Eugène Delacroix czy Georges Braque. Z kolei brat Pedra, Rafael, zgromadził największy na świecie zbiór meksykańskich masek liczący ponad 10 tys. egzemplarzy. Obejrzymy je w Museo Rafael Coronel w niegdysiejszym Klasztorze św. Franciszka, jednym z najstarszych na północy Meksyku, ufundowanym pod koniec XVI stulecia. To jednak tylko dwie z licznych placówek muzealnych Zacatecas, w którym tętni życie kulturalne i odbywa się wiele festiwali i ważnych wydarzeń.


Stolica stanu najlepiej prezentuje się z góry, z legendarnego wzgórza Bufa (Cerro de la Bufa – ok. 2650 m n.p.m.). Z historycznego centrum dostaniemy się na nie w 7 min. teleférico, czyli kolejką linową. Miejsce to było cichym świadkiem rewolucji meksykańskiej (1910–1920). To właśnie tutaj 23 czerwca 1914 r. rozegrała się jedna z jej największych bitew – toma de Zacatecas (bitwa o Zacatecas). Francisco Pancho Villa (1878–1923) pokonał w tym rejonie armię 12 tys. żołnierzy generała Luisa Mediny Barróna (1873–1937). Na wzgórzu znajduje się muzeum upamiętniające to wydarzenie. Zgromadzono w nim ubrania, broń, działa, makiety, gazety, zdjęcia i dokumenty z tego okresu, a przed budynkiem ustawiono pomniki wielkich przywódców rewolucji meksykańskiej.


Cały Meksyk usiany jest wspaniałymi pamiątkami po kulturach prekolumbijskich, więc także w Zacatecas leży kilka interesujących stref archeologicznych, takich jak Altavista (Chalchihuites), La Quemada czy El Teúl, czyli najstarsze miejsce w Ameryce Łacińskiej, w którym wytapiano miedź. Ten stan spodoba się też miłośnikom turystyki aktywnej. Park Narodowy Sierra de Órganos to świetna okolica na trekking, wspinaczkę bądź jazdę rowerem górskim. Erozja wietrzna nadała tutejszym górom niesamowite kształty – wyglądają jak katedry, wieże i zamki. U ich podnóży kręcono m.in. Działa Navarony (1961 r.) z Anthonym Quinnem i Gregorym Peckiem w rolach głównych i Jaskiniowca (1981 r.) z Ringo Starrem. Parkowa infrastruktura została wyśmienicie przygotowana – są tu np. specjalne miejsca z grillem, gdzie można rozbić namiot. Poza tym w tym rejonie zatrzymamy się również w domkach kempingowych. Jak mówi hasło promocyjne stanu: Zacatecas, Suena Bien!, czyli „Zacatecas, brzmi dobrze!”. Z pewnością warto odwiedzić ten region Meksyku, w którym czeka na nas mnóstwo niezapomnianych wrażeń.  

Uganda – prawdziwa perła Afryki

ANNA KRYPA
www.comeann.com

<< Wędrówka po tajemniczych Górach Księżycowych, spotkanie oko w oko z gorylami górskimi i jeden z najbardziej ekscytujących raftingów na świecie – to wszystko i znacznie więcej czeka na każdego podróżnika odwiedzającego Ugandę. Ten fascynujący kraj zaskakuje bogactwem przyrody i wspaniałymi krajobrazami. W jego tropikalnych lasach gdzieś zza mgieł wyłaniają się sylwetki dzikich zwierząt, które zdają się być praktycznie na wyciągnięcie ręki. >>

Więcej…

Bliska daleka Gruzja

Nad Klasztorem Świętej Trójcy dominuje ośnieżony szczyt góry Kazbek
gergeti1

© GEORGIAN NATIONAL TOURISM ADMINISTRATION

JERZY MOSKAŁA

 

Mało jest krajów na świecie, których mieszkańcy darzą nas podobną sympatią, jaką my czujemy do nich. Niewątpliwie należy do nich jednak dość odległa pod względem geograficznym od Polski Gruzja. Właśnie dlatego, choć nie tylko, warto odwiedzić niesamowitą ojczyznę Gruzinów, położoną w regionie Zakaukazia, między Europą i Azją.

Więcej…